sobota, 11 czerwca 2016

18"Tobie ten mózg wyparował"


Podjeżdżając pod szpital zauważyłem dość dużą grupkę mężczyzn.Niczego nie świadomy wysiadłem z auta.Wedy w ciemnościach wieczoru, rozbłysły światła fleszy od aparatów i pojedyncze krzyki.
-No zajebiście.-Mruknąłem pod nosem i zasłoniłem twarz torbą dla Lily.Czy paparazzi muszą być wszędzie.Skąd oni w ogóle wiedzieli,że tu będę.Kocham swoją pracę,ale tych ludzi zaczynam nienawidzić.Jeżeli zaczną drążyć,dowiedzą się do kogo tu przyjechałem,a wtedy Lila może być głównym tematem stron plotkarskich i gazet,a najgorsze będzie to co mogą o niej mówić ludzie.Tego na prawdę bym nie chciał.Wszedłem szybkim krokiem do budynku,wyciągając telefon z kieszeni.Napisałem smsa do Prestona by przyjechał po mnie.Od razu potem podążyłem do sali dziewczyny.Drzwi były otwarte,ale gdy zajrzałem do środka przy jej łóżku nikogo nie było,a ona sama leżała obrócona w stronę okna..Przywitałem się po cichu z pozostałymi kobietami na sali,a brunetka od razu odwróciła się do mnie.Widziałem,że była zaspana więc nie chciałem jej przeszkadzać.Gdy zaczęła przecierać oczka wyglądała tak jak parę lat temu.Małe słodkie dziecko,które już niestety dorosło.Dokładnie pamiętam dzień wyjazdu dziewczynki i jej słowa skierowane w moją stronę."To chyba już na prawdę koniec.Harry będę tęsknić.Kocham cię loczek."Minęło tyle czasu,a mi dalej w głowie rozbrzmiewają te słowa.Wiele razy zastanawiałem się jakby wyglądało nasze życie z nią u boku.Jednak temat dziewczyny po jej wyjeździe był tematem tabu.Trochę mnie to denerwowało,ale czułem,że gdy nie będziemy o niej rozmawiać to wszystko nie będzie tak bolało.
-Harry.-Ocknąłem się z zamyśleń gdy Lila zaczęła mi machać dłonią przed twarzą.
-Oj sorry.-Zaśmiałem się razem z nią.-Proszę masz tu parę rzeczy,mam nadzieje,że dobrze wszystko wybraliśmy z Liamem.
-Spoko,dziękuje bardzo.-Położyłem torbę na podłodze,a sam stałem nad łóżkiem.-Harry wiesz,bo tak sobie myślałam trochę i..-Zatrzymała się.
-Śmiało.-Zachęciłem ją ciepłym uśmiechem,czułem,że chodzi jej o coś poważnego.
-Chodzi o to,że możesz mieć problemy gdy ktoś się dowie,że podałeś się za mojego chłopaka.
-Wiem Lila,ale ty nie powinnaś się tym przejmować w tym momencie.Nikt się o tym nie dowie.To co pomyślą sobie o nas ludzie na prawdę nie powinno ciebie martwić.Ze wszystkim sobie poradzę.-Pocieszałem nie tylko ją,ale też siebie.Nie chciałem,żeby Lila się tym martwiła,chociaż w głębi czułem,że gdy to wyjdzie na jaw,zrobi się z tego duża afera.Teraz gdy nawet dziewczyna uświadomiła sobie co może nas czekać,nie mogę tak tego zostawić.
-Harry,ale co pomyślą sobie o tym wasze fanki.-Jęknęła i zakryła twarz dłońmi.Nie mogłem na to patrzeć.
-Lila posłuchaj mnie.Chcesz,żeby twoje dziecko urodziło się chore?-Nie wiedziałem już jak do niej dotrzeć.Ta spojrzała na mnie zdziwiona.
-No coś ty.-Oburzyła się.
-No właśnie,więc zrozum,że nie możesz się martwić takimi rzeczami.Wszystko będzie dobrze.Nie chce więcej widzieć jak się denerwujesz.Zrozumiano?-Złapałem ją za rękę.
-To nie jest takie łatwe.
-No wiem,ale musisz dla dobra swojego i maleństwa.Może idź już spać.
-No dobra,a zostaniesz chwilę aż nie zasnę?-Spytała nieśmiało.To było takie słodkie,nie mogłem się powstrzymać i uśmiechnąłem się szeroko.
-Oczywiście kochanie.-Przybliżyłem się bliżej z krzesełkiem,żeby delikatnie gładzić włosy dziewczyny.
-Dziękuje za wszystko.-Szepnęła po czym położyła się na plecach i głowę odwróciła z drugą stronę.Małe światło zapalone w sali chyba pomogło jej zasnąć,już po parunastu minutach.Jej oddech był równy,a powieki zamknięte.Spała słodko jak niemowlę,które swoją drogą już niedługo będzie leżało obok niej.Na pewno maleństwo będzie do niej bardzo podobne.Co do jego ojca,jestem ciekawy kto to jest.Pod tym względem Lila jest bardzo tajemnicza.Martwi mnie to,że trzyma wszystkie emocje w sobie,ale nie chce na razie naciskać.Żyje w przekonaniu,że powie coś więcej jak będzie już na to gotowa.Na razie wiem tyle,że chłopak ma na imię Daniel,kiedyś jej się to wymsknęło,gdy rozmawialiśmy.Spojrzałem na nią po raz ostatni i wstałem by wyjść,jednak jakaś cząstka mnie nie pozwoliła na to.
-Lila też cię kocham.-Nachyliłem się na nią i szepnąłem w stronę ucha,po czym cmoknąłem jej skroń i szybkim krokiem opuściłem szpital razem z Prestonem,który już na mnie czekał.
-I jak ona się czuje?
-Jest osłabiona,ale wszystko będzie dobrze.Musi być.-Ostatnie dwa słowa powiedziałem sam do siebie.
-Trzeba będzie się teraz nią zaopiekować.-Spojrzał na mnie porozumiewawczo.Powiem szczerze,że nie skapowałem za bardzo o co mu chodziło.
-Widzisz nawet ty to wiesz.Gdybyś widział zachowanie Louisa.Szkoda gadać.Wyzwał ją od szmat.-Pokręciłem głową.
-Cooo?-Nie mógł uwierzyć.-Przecież to jego kuzynka.Ja się nie dziwie,że trafiła do szpitala.Musiała się nieźle na niego wkurzyć.
-No pewnie tak.


-Louis jesteś aż takim idiotą,czy wczoraj miałeś jakieś zaćmienie w mózgu?-Wydarłem się,gdy tylko wkroczyłem do domu przyjaciela.-A nie przepraszam tobie ten mózg wyparował.
-Ale o co ci chodzi?-Udawał jakby się nic nie stało.Wkurzyłem się jeszcze bardziej.Przez całą noc zastanawiałem się dlaczego tak zachował się w stosunku do swojej kuzynki.Podążyłem za nim do salonu.
-Możesz mi wytłumaczyć dlaczego jesteś takim dupkiem?-Mówiłem dość groźnym tonem.
-Sam jesteś dupkiem.-Mruknął pod nosem i usiadł na fotelu.
-Louis sam masz dziecko więc dlaczego taki jesteś?-Starałem się powiedzieć to spokojniej,żeby w ogóle go od siebie nie odstraszyć.
-No właśnie,sam mam dziecko.Nie pamiętasz co było z Brianą?-Westchnąłem na jego słowa.
-Ale czy miłość do tego dziecka nie wynagrodziła wam wszystkiego co przeszliście?-Nie rozumiałem jak on mógł porównywać Lilę do Briany.To dwie inne sytuacje.
-Ta rozmowa dalej nie ma sensu.Przepraszam,ale się spieszę.-Wstał jak oparzony i poleciał do przedpokoju, po czym zaczął zakładać buty.
-Ty lepiej jedź ze mną do szpitala i przeproś Lilę.-Mruknąłem pod nosem i już chciałem wychodzić,ale zatrzymał mnie głos przyjaciela.
-Jak to?Lila jest w szpitalu?-Po tych słowach czułem ulgę.Może Louis w końcu coś zrozumiał.

***
15 Komentarzy=Następny rozdział

Jedno wielkie PRZEPRASZAM
Przepraszam za wszystko.Wiele się u mnie działo od Marca.
Testy gimnazjalne,bierzmowanie,wycieczka,choroba,pobyt w szpitalu, potem poprawianie ocen.
MASAKRA
Ale już zaczyna się wolne i powracam.Mam nadzieję,że na dobre.
Ktoś tu jeszcze jest?Jeśli tak to komentujcie,żebym wiedziała czy opłaca się jeszcze pisać kochani.
Jak myślicie Louis zmieni zdanie co do Lily?I dlaczego jest taki w stosunku do niej?

środa, 9 marca 2016

17"Moja dziewczyna"

*Lila*

Do mojego domu jechaliśmy w ciszy,nie chciałam z nimi rozmawiać,chociaż byłam wdzięczna,że ze mną jadą.Samochód się zatrzymał,a między nami nadal była cisza.Szybko z niego wysiadłam i jak najprędzej pognałam do domu.Mężczyźni chyba byli zaskoczeni moją nagłą,szybko podróżą do drzwi,ale poszli za mną.Weszliśmy do środka,gdy nagle nie wytrzymałam i wybuchnęłam.
-Nienawidzę Louisa.Nie jestem żadną szmatą,żeby mnie tak obrażał.To,że moja ciąża to wpadka nie znaczy,że może mnie tak osądzać.Nic o mnie nie wie.Nie chce go znać.To wcale nie jest moja rodzina.Gdybyśmy byli spokrewnieni to na pewno by tak nie zareagował.-Krzyczałam opierając się plecami o drzwi,a dłońmi zasłaniając wilgotne od łez policzki.Nikt nie zdążył się odezwać,kiedy po dosłownie kilku sekundach poczułam ukłucie w brzuchu.Nie były to ruchy dziecka,tylko jakieś obce mi do tej pory uczucie.Złapałam się za bolące miejsce w strachu,że coś dzieje się z maleństwem.
-Boże Lila co ci jest?-Harry jako pierwszy podleciał do mnie i łapał tak,żebym nie upadła.Ledwo stałam na nogach.Kręciło mi się w głowie,prze co słabo widziałam.
-Boli.-Jęknęłam.
-Nie denerwuj się,wszystko będzie dobrze.-Uspokajał mnie Liam,gdy prowadzili mnie do salonu.Kiedy byliśmy już przy kanapie nic nie widziałam,nie miałam siły stać,runęłam na miękki materiał i odpłynęłam.Potem pamiętam tylko jakieś męskie głosy,których nie potrafiłam rozpoznać.Czułam jak ktoś mnie podnosi i kładzie na czymś twardym,a potem wynosi z domu.Wokół było głośno,czułam jak moje ciało się trzęsie.Nie wiem ile czasu minęło,ale nie dbałam o oto,nie wiedziałam gdzie się znajduje,nie byłam niczego świadoma.Nie straciłam całkowicie przytomności,ale nie potrafiłam też normalnie funkcjonować.

*Liam*

Dopiero co Lilka znów pojawiła się w naszym życiu,a już dzieje się coś nie tak.Zaraz po tym jak zaczęła się źle czuć zadzwoniliśmy z Harrym po karetkę.Leżała taka blada,krucha dziewczyna z odstającym brzuszkiem,a nam serce waliło.Nie odzywając się czekaliśmy jakieś 10 minut na lekarzy.Nie wiedzieliśmy co robić.W końcu rozległ się dzwonek do drzwi.Harry pobiegł otworzyć i po chwili w pomieszczeniu znaleźli się ratownicy.Wszystko działo się tak szybko,wzięli ją na noszę i wynieśli z domu.Dowiedzieliśmy się tylko gdzie ją zabierają i szybko pojechaliśmy z Harrym za nimi.

*Harry* 


Dojechaliśmy właśnie do szpitala,niestety były dość duże korki i jechaliśmy bardzo długo.Cały czas miałem nadzieję,że Lilce i dziecku nic nie będzie.Obiecałem,że jej nie zostawię i dotrzymam słowa.Ta dziewczyna nie może teraz zostać sama.Podbiegliśmy do recepcji,dobrze,że nie było tam dużo ludzi i nikt nas nie rozpoznał.
-Przywieźli tutaj jakiś czas temu Lile Thomson.Może mi pani powiedzieć gdzie jest?-Mówiłem na jednym tchu.
-Tak przywieźli ją,ale przepraszam kim Pan jest dla pacjentki?
-Jestem jej chłopakiem,proszę mi powiedzieć gdzie jest moje słoneczko.-Powiedziałem bez zająknięcia.Kobieta spojrzała na mnie,potem na Liama i w końcu w jakieś dokumenty.
-Korytarzem prosto do windy,drugie piętro sala 267.
-Dziękujemy-Odpowiedziałem szybko i ruszyliśmy w tamtym kierunku.Staliśmy w windzie,a kolega dziwnie na mnie spojrzał.
-Słoneczko?-Jego wzrok był dość wymowny.
-No co?Nic innego nie przyszło mi do głowy.Chciałem być wiarygodny.-Wzruszyłem ramionami,wcale nie przeszkadzało mi to określenie.W prawdzie to nie moja dziewczyna,ale jest taka słodka.
-Oj Hazza byłeś aż za bardzo wiarygodny.-Przerwał moje przemyślenia i bardzo dobrze,bo nie wiem co jeszcze głupiego mogło by mi przyjść do głowy.Przecież Lila to nasza mała kuzyneczka i to w dodatku w ciąży,nie mogę o miej myśleć w inny sposób.Winda się zatrzymała.Wyszedłem z niej jako pierwszy,miałem wrażenie,że przyjaciel za mną nie nadąża,gdy szedłem przez korytarz szukając odpowiedniej sali.W końcu trafiliśmy,nigdzie nie było żadnych lekarzy więc zapukałem cicho i po kilku sekundach weszliśmy.W pomieszczeniu stały cztery łóżka,trzy z nich były puste,a na ostatnim pod oknem leżała blada postać.
-Lila.-Powiedział jakby do siebie Liam.Gdy dziewczyna usłyszała jego głos odwróciła się.Była przytomna,tak bardzo ucieszył mnie ten widok.
-Ale nas przestraszyłaś.-Podleciałem do łóżka,a ta słabo się uśmiechnęła.
-Przepraszam,że to widzieliście.Nie musieliście przyjeżdżać,tylko zajmuje wam czas.-Jej głos był bardzo słaby,a zmęczenie malowało się na jej twarzy.Widać było,że mówi to na poważnie,nie mogłem tego słuchać.
-Lila słuchaj mnie dokładnie,bo nie będę się więcej razy powtarzał.-Jej mina stała się poważna,była jakby przestraszona.Nie chciałem tego więc od razu posłałem jej ciepły uśmiech i usiadłem delikatnie na krześle obok niej,łapiąc ją za dłoń.-Jesteś dla nas bardzo ważna.-Spojrzałem na Liama,który stał po drugiej stronie łóżka.-I musisz wiedzieć,że Cię nie zostawimy samej.Rozumiesz?
-Możesz na nas liczyć.-Dodał brunet.Widziałem jak jej oczy robią się szkliste.
-Hej nie płacz.-Wstałem i przytuliłem dziewczynę.
-Nie wiem co mam wam powiedzieć.Dziękuję.-Wydukała słabym głosem.
-Spokojnie nic nie mów,odpoczywaj.-W tej chwili drzwi do sali się otworzyły i wszedł starszy mężczyzna w białym fartuchu.
-Chciał bym porozmawiać z pacjentkom.Jeśli nie są panowie rodziną proszę o wyjście na chwilę.
-Panie doktorze jestem jej chłopakiem.-Nawet nie wiem kiedy te słowa opuściły moje usta.Czy zawsze muszę najpierw mówić,a potem myśleć.Spojrzałem przestraszony na "moją dziewczynę".Siedziała nieruchomo,a gdy wzrok lekarza spoczął na niej jak gdyby nigdy nic uśmiechnęła się szeroko.W końcu musiałem kontynuować teatrzyk,który zacząłem przy recepcji.
-Panie doktorze niech oni zostaną.-Ucieszyłem się,że mnie nie wydała.Chciałem usłyszeć co powie lekarz,martwiłem się tak samo jak Liam o dziewczynę i jej dziecko.
-W takim razie dobrze.Zrobiliśmy badania pani i dziecku,nie wykryto nic co zagrażało by waszemu życiu.
-Więc od czego to zasłabnięcie?-Zapytałem od razu.
-Stres to najczęstsze przyczyny chwilowej utraty przytomności w ciąży.Przez nerwy cały organizm jest osłabiony i nie funkcjonuje tak jak powinien.Nie wolno się pani przemęczać,zero stresów.Najlepiej gdyby ktoś przy pani zawsze był na wypadek kolejnych osłabnięć.Ktoś musi panią pilnować.
-Ale to nie możliwe mieszkam sama.-Od razu przerwała mu dziewczyna.
-To chyba czas żeby przyszli rodzice zamieszkali razem.-Uśmiechnął się przyjaźnie do Lily.Ta miała wyraźnie zmieszaną minę.
-Panie doktorze zajmę się nią i przysięgam,że nie zostawię jej samej.
-Mam nadzieję.Czekamy teraz na wyniki badań,zrobimy jeszcze USG,zostanie pani u nas przez jakiś czas na obserwacji.Za chwilę przyjdzie pielęgniarka i poda jeszcze jedną kroplówkę,po której powinna pani odzyskać siły.Teraz proszę odpoczywać.A pan niech dobrze zajmie się swoim dzieckiem i dziewczyną.-Ostatnie zdanie skierował do mnie i wyszedł.Nikt się nie odzywał,to było bardzo niezręczne.
-To może ja pójdę po coś do picia.-Zaoferował Liam,a my kiwnęliśmy tylko głowami na zgodę.Mężczyzna opuścił salę.
-Co to miało być?-Spojrzała z uśmieszkiem na mnie.Odetchnąłem z ulgą,gdy zaczęła cicho chichotać.Myślałem,że będzie na mnie zła.
-Myślisz,że dlaczego pielęgniarka na recepcji nas wpuściła?
-Oj ty geniuszu.-Kiwnęła śmiesznie głową,było widać jaka jest zmęczona.
-Ale wiesz,że ja to wszystko mówiłem na serio?
-Ale,że co?-Spytała zdziwiona.
-Przeprowadzisz się do mnie.-Powiedziałem pewnie,nie myślałem o tym wcześniej,ale gdy lekarz powiedział,że trzeba na nią teraz uważać,nie ma innego wyjścia.Mieszkam sam,mam duży dom,więc nic nie stoi na przeszkodzie.
-O nie.-Natychmiast zareagowała.-Mam gdzie mieszkać,po za tym mam pracę blisko.Na prawdę Harry dziękuję za dobre chęci,ale poradzę sobie.
-Masz zamiar pracować?
-No przecież nie jestem obłożnie chora,a po za tym jakbyś nie zauważył potrzebuje pieniędzy,muszę jakoś utrzymać siebie i dziecko.Nie jestem bogata tak jak ty.
-Ja też nie jestem.-Dziewczyna spojrzała z litością spod zmarszczonych brwi.
-No no.-Powiedziała sarkastycznie.
-No dobra.-Poddalem się.-Potrzebujesz czegoś?
-Skoro mam zostać to mógłbyś pojechać do mojego domu po piżame i jakieś ubrania na jutro?-Słabo się uśmiechnęła.
-Oczywiście Lila.To odpoczywaj,a my jedziemy.-Spojrzałem na Liama,który stanął w drzwiach.
-Lilka mam dla Ciebie wodę.-Mężczyzna postawił jej na szafce obok łóżka butelkę z wodą,a ja w tym czasie wstałem.
-Dziękuję Li.-Uśmiechnęła się i wtuliła bardziej w poduszkę,a powieki coraz bardziej opadały.
-Śpij malutka.-Liama pocałował brunetkę w czoło.Miałem nadzieję,że dziewczyna przez takie małe gesty zrozumie,że chcemy ją wspierać i być przy niej.Tak na prawdę w Londynie nie ma nikogo bliskiego.Nie wiem jak mogła tutaj żyć przez parę miesięcy w samotności,ja bym zwariował.
                             
   ***
               10 Komentarzy=Następny Rozdział

I w końcu jest,nie miałam na niego w ogóle pomysłu więc mam nadzieję,że jakoś to wyszło.Rozdział pisany cały na telefonie,dlatego przepraszam za błędy.Co o nim sądzicie?W następnych paru rozdziałach zacznie się dużo dziać obiecuję:)







poniedziałek, 1 lutego 2016

Smutek

Tym razem nie rozdział:(
Chciałam Wam coś powiedzieć. Dzisiaj dostałam wiadomość od jednej z dziewczyn,za co bardzo jej dziękuję,że istnieje pewien blog,na którym jakaś dziewczyna kopiuje moje opowiadanie.Dokładnie jest tam 24 rozdziały,a 17 z nich jest mojego autorstwa.Zmienione jest tylko parę imion bohaterów.W niektórych rozdziałach jest nawet inna czcionka tak ja u mnie i inne tło, takie jakie przez jakiś czas było u mnie.(Aktualnie musiałam dzisiaj zmienić trochę wyglad ,bo źle to wyglądało gdy czytało się na telefonie.)Wracając do tematu, chciałam powiedzieć,że nie wyrażałam na to żadnej zgody i nie wiedziałam o tym,żebyście nie pomysleli sobie,że ja to pisze czy coś takiego.Tekst ma nawet takie same błędy jak u mnie:(
I chciałam się zapytać czy ktoś mógł by mi doradzić co mogła bym w takiej sytuacji zrobić,jakie jest najlepsze wyjście według Was z tego?Nigdy nic takiego mi się nie przytrafiło i nie chciała bym zbyt pochopnie czegoś robić.Licze na chociaż najmniejszą pomoc,bo na prawdę zrobiło mi się teraz tak przykro.Tyle serca wkładałam w to opowiadanie,mam świadomość,że nie jest ono jakieś wybitne,ale dla mnie znaczy bardzo dużo. A tu taka osoba niszczy w jakiś sposób moja pracę:(
Dam wam tu linka do tego opowiadania,żebyście mogli sami określić czy tak jest:( http://little-things-forever-young.blogspot.com

Ps.Jak by coś to pacztek troche się różni a od 4 rozdziału do 17 jest dopiero jak by to powiedzieć tak samo:/


piątek, 22 stycznia 2016

16"Zostaw mnie"


W jednym momencie cały świat zaczął wirować.To kogo tam zobaczyłam sprawiło,że aż upuściłam torbę na podłogę.Moje mięśnie się spięły,a nogi stały się jak z waty.Stałam z wytrzeszczonymi oczami i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.Pierwsza myśl była taka,żeby po prostu stamtąd jak najszybciej uciec,niestety było to niewykonalne,ponieważ nie mogłam ruszyć się ani o milimetr.Czas stanął.
W mojej głowie pojawiły się wspomnienia.Na myśl od razu przyszła mi chwila,w której musiałam opuścić moją jedyną rodzinę i wyjechać na drugi koniec świata,oraz tyle złych myśli o tych mężczyznach,że nienawiść wychodziła mi chyba uszami.
Podeszłam wolnym krokiem do Louisa i El.Brunet wylewał z siebie łzy,tak samo jak jego dziewczyna.
-Nie płaczcie.-Przytuliłam się do nich.Gdy dziewczyna się od nas odkleiła,Louis niespodziewanie wziął mnie na ręce.Nogi oplotłam wokół jego bioder,a rękami trzymałam się jego szyi,głowę położyłam na jego ramieniu.
-Lou nie płacz.-Szeptałam mu do ucha.
-To ty też nie płacz,nie mogę na ciebie patrzeć,zaraz pęknie mi serce.-Wyszlochał.
-Spokojnie,chciałam ci za wszystko podziękować.Że postanowiłeś się mną zająć,może i było to pod przymusem,ale jednak trzeba mieć jaja żeby się na takie coś zgodzić.-Oboje się zaśmialiśmy.-Że zawsze mogłam liczyć na twoją pomoc.Za wytrwałość no i przepraszam,że czasami byłam nie do wytrzymania,ale teraz będziesz mógł już wypocząć.Kocham cię kuzynie i to bardzo.-Zakończyłam swoje gadanie i płakałam w jego koszulkę przez dłuższą chwilę.W końcu uwolniłam się z jego uścisku i gdy stałam już stabilnie na ziemi spojrzałam na płaczącą El.
-Kochanie wszyscy tu będziemy za tobą tęsknić.-Przytuliła mnie jeszcze raz.
-Ja za wami też.-Powiedziałam gdy brunetka mnie puściła i spojrzałam się na wszystkich.
-Nie chce wyjeżdżać i wszyscy o tym dobrze wiecie,ale jeżeli tak ma być dla wszystkich lepiej to nie mam nic do gadania.Przez ten miesiąc wszyscy zastępowaliście mi....mamę i tatę za co bardzo....wam dziękuję.Mam nadzieję,że....rodzice wam jakoś wynagrodzą te wszystkie trudy...tam z nieba.-Mówiąc o rodzinie zacisnęłam mocno oczy,żeby nie wylać przy okazji morza łez i co chwilę się zatrzymywałam.Gdy otworzyłam oczy,spojrzałam na te wszystkie twarze przepełnione bólem i smutkiem.Upuściłam mój wzrok na ziemie,a po chwili znów spojrzałam na ludzi w salonie.-Mam nadzieję,że nie zapomnicie o mnie za szybko.Kocham was wszystkich.-Po ostatnim słowie wybuchnęłam najgłośniejszym szlochem i płaczem jaki tylko mogłam z siebie wydusić.Przez to wszystko upadłam kolanami na panele.Ta sytuacja mnie przerosła.
-Lila.-Pisnęłam El.Liam z Zaynem od razu chwycili mnie za ramiona i posadzili na środku kanapy.
-Kochanie.-Objął mnie ramieniem Harry,wtuliłam się w niego.Nie mogłam opanować płaczu,a dźwięki szlochu dziewczyn wcale mi nie pomagały w uspokojeniu się.
W salonie Sophii siedział Louis razem z Liamem i Harrym.Wszyscy wyglądali tak doroślej,niż kiedy widziałam ich po raz ostatni.Zarost na ich twarzach dodawał im powagi,a ubrania też nie przypominały garderoby szesnastolatka.Wyglądali na zaskoczonych.Od razu wstali ze swoich siedzących miejsc i patrzyli się na mnie wielkimi oczami.Mierzyli mnie wzrokiem,tak samo jak ja ich.Chyba nie mieli pojęcia,że mnie tu spotkają.Miałam nadzieję,że to tylko jakieś moje urojenie,że tak na prawdę ich tu nie ma.Jednak gdy to oni pierwsi zainterweniowali widząc moje zachowanie,nie miałam już żadnych wątpliwości,byli prawdziwi.W głowie pojawiło mi się chyba najważniejsze pytanie mojego życia.Czego tak na prawdę chce?Być blisko z tymi ludźmi,czy nadal się złościć i nie odzywać się?Odpowiedź nie jest prosta.Raz mam ochotę przytulić się do wszystkich tak jak dawniej,a innym razem zabiła bym ich samym wzrokiem.
-Lila.-Słysząc ten sam głos,który po raz pierwszy usłyszałam 5 lat temu w domu dziecka,przez moje ciało przeszły ciarki.Automatycznie złapałam się za podbrzusze tak jakbym chciała obronić dziecko przed złem tego świata,a dokładnie przed ludźmi,którzy wyrządzili mi już kiedyś krzywdę.Wtedy też zdołałam odwrócić od nich wzrok i spojrzeć na dziewczyny.
-Co oni tu robią?To wszystko było zaplanowane.-Prychnęłam,gdy złączyłam ze sobą wszystkie fakty.Dziwne zachowanie Gemmy i jeszcze ta paczka,tylko dlaczego akurat tutaj.Co Sophia ma wspólnego z zespołem.Nie odważyłam się o to zapytać.
-Lila masz rację,ale to wszystko jest dla waszego dobra..-W tej chwili Gemmie przerwał Louis.
-Waszego?-Jego mina była bezcenna.-Ty jesteś w ciąży.-To było bardziej stwierdzenie niż pytanie.Wzruszyłam tylko ramionami.-I co pewnie wróciłaś tylko dlatego.Puściłaś się z kimś i teraz chcesz wyłudzić od nas kasę,bo nie masz nikogo innego.Trzeba było zostać w Ameryce,bo tu nie znajdziesz pomocy.-Jego ton był pełen jadu,słyszałam to i nie wierzyłam w jego słowa.W prawdzie ja też nie byłam w tamtej chwili przyjaźnie do niego nastawiona,ale nie obraziłam go,a on właśnie to zrobił.W oczach czułam tylko łzy,ręce zacisnęłam w pięści,a serce waliło mi jeszcze bardziej.Fala gorąca przeszła prze moje ciało.
-Pierdol się Louis.-Tylko to przeszło mi przez gardło.Nie spoglądając już na nikogo odwróciłam się i po prostu wybiegłam stamtąd,zatrzaskując za sobą drzwi od tego przeklętego domu.Biegłam kilka metrów przed siebie,ale moja kondycja przez ten brzuch nie była za dobra i musiałam zwolnić.Wtedy nikt mnie już nie widział,więc mogłam spokojnie wylać z siebie morze łez.Szłam i zamazanym wzrokiem wodziłam po chodniku.Nie miałam ze sobą nic.Moja torba została u nich w salonie na podłodze,a kurtka na wieszaku.Ale przez ten stres,w cale nie czułam zimna.Długo nie byłam sama.
-Lilka.-Nawet krzyk Harry za plecami,nie powstrzymał mnie od dalszej wędrówki.-Stój.-Po chwili dogonił mnie i złapał za ramię.Próbowałam się wyrwać,co nawet mi się udało.
-Zostaw mnie.Wszyscy mnie zostawicie.-Wydarłam się.W uszach ciągle brzmiały mi słowa Louisa.Paręnaście wyrazów,a tak potrafią skrzywdzić.
-Nie możesz być teraz sama,rozumiesz.
-No jakoś według Louisa powinnam być sama i to jeszcze w Ameryce.-Obróciłam się do niego,ledwo co widziałam jego twarz,gdyż obraz miałam cały rozmazany od łez.
-Nie martw się jego zdaniem,dla niego to też był szok,nie myślał nawet o tym co gada.Zobaczysz będzie tego żałował.
-Nie broń go.-Syknęłam.
-Wcale nie bronię,taka jest po prostu prawda.A teraz ubieraj się,nie możesz być teraz chora.-Dopiero wtedy zauważyłam w jego ręce moją kurtkę i torebkę.Założył mi ją na ramion,ale dalej trzymał moją torebkę.-No już mała,uspokój się.-Nie miałam już siły się z nim kłócić.Chciałam po prostu jak najszybciej stamtąd odejść.
-Harry proszę zawieziesz mnie do domu?
-Pewnie chodź.-Objął mnie ramieniem,nie wiem czy dała bym radę sama iść.Po chwili ujrzałam przed nami Liama.
-Lilka jak dobrze cię widzieć.-Słyszałam znów jego melodyjny głos.Tak za nim tęskniłam,a skoro tu przyszedł to chyba nie myśli tak jak Louis.
-Widzisz Liam się cieszy tak samo jak ja,że jesteś z nami.-Harry spojrzał na mnie pocieszająco,chyba miał rację.Czułam jak delikatnie puścił moje ciało,aby zaraz potem Liam mógł mnie przytulić.Odwzajemniłam gest,tak bardzo mi tego brakowało.Loczek zaczął kierować się w stronę swojego samochodu,a my szliśmy za nim.Li otworzył mi drzwi od samochodu i pomógł mi wejść.Już chciał zamykać drzwi gdy mu to utrudniłam.
-Liam chcesz pojechać z nami.-Tak szybko to powiedziałam,żeby się nie rozmyślić,nie wiem czy dobrze zrobiłam.
-Jeśli chcesz to z przyjemnością.-Uśmiechnął się do mnie,po czym obszedł samochód dookoła i usiadł obok mnie z tyłu samochodu.
-Tęskniłem wiesz.
-Ja też.-Powiedziałam chicho i odjechaliśmy.

*Liam*


-Kochanie możesz nam powiedzieć na co czekamy?-Zwróciłem się do Sophii,która nerwowo chodziła po pokoju z telefonem w ręce.
-Spokojnie za chwilę się dowiecie,a teraz przepraszam,ale muszę zadzwonić.-Wyszła z salonu.
-Stary coś mi tu śmierdzi.-Odezwał się Louis siedzący obok mnie.
-Ja też nie mam pojęcia co jest grane,kazała nam czekać no to poczekamy jeszcze trochę.-Westchnąłem i oparłem się o kanapę.Wtedy słychać było głos mojej dziewczyny zza ściany.
-Harryego jeszcze nie ma.-Mówiła przestraszona do telefonu...-No normalnie,musicie jeszcze trochę poczekać,on musi tu być,tak będzie lepiej.Weź coś naściemniaj jej jeszcze...Pa.-Starała się mówić cicho,ale my i tak wszystko słyszeliśmy.
-Czyli Harry też jest w to zamieszany.-Szepnął do mnie brunet,tak by kobieta nas nie słyszała.
-No na to wychodzi.Lou tu chyba szykuje się niezła niespodzianka.Soph dawno nie była taka nieswoja.
-Pewnie gdyby Niall był w Anglii też by go tu sprowadziły.-Lou miał rację,niestety nasz blondyn wyleciał wczoraj do Irlandii do rodziny i wraca dopiero za parę dni.Wtedy weszła do nas moja ukochana,usiadła na fotelu i trwaliśmy tak w ciszy,dopóki nie zadzwonił dzwonek do drzwi.Brunetka biegiem do nich poleciała i dość długo jej nie było.Z racji tego,że salon w naszym domu jest położony na drugim końcu niż wejście,nie było nic słychać.Dopiero gdy ktoś zaczął się do nas zbliżać,usłyszeliśmy głos Harryego.
-Siema.-Przywitał się z promiennym uśmiechem,byłem prawie pewien po jego zachowaniu,że wie co się tu szykuje.Wtedy po raz drugi dzwonek zadzwonił,czułem,że nasza ciekawość za chwilę się zaspokoi.Siedzieliśmy w trójkę w ciszy,co na prawdę rzadko się zdarza.Spoglądałem co chwile na twarze moich przyjaciół.Lou siedział zaparzony w podłogę,a Harry nerwowo ruszał nogą,ja natomiast patrzyłem prosto na wejście.Po jakiś może 4 minutach słychać było kroki.
-Ktoś idzie,czy teraz w końcu dowiemy się co to za tajemnica narodowa.-Odezwał się krótkowłosy.
-Spoko,za chwilę zobaczycie.-Uśmiechnął się Harry.Trochę mi to poprawiło humor,skoro jest radosny to pewnie to nie jest nic złego.W tej samej chwili w wejściu do pokoju stanęłam Sophia i Gemma,a za nimi jeszcze jakaś dziewczyna,której coś musiało wypaść,bo schyliła się i podnosiła coś z ziemi.Byłem ciekawy kto to jest,nie rozpoznałem w niej żadnej znajomej mi osoby.Dopiero gdy kobiety z przodu weszły głębiej do salonu,a brunetka z tyłu podniosła się rozpoznałem w niej dawno niewidzianą dziewczynkę.Teraz ta mała i krucha istotka już w żaden sposób nie przypominała mi dawnej Lily.Przed nami stała dziewczyna przypominająca już bardziej kobietę,jej twarz nie była już taka dziecinna,a sylwetka wiele bardziej zaokrąglona.Dopiero po pierwszym szoku jaki doznałem zauważyłem,jej odstający brzuch.Czy to możliwe,żeby mała słodka Lilka była w ciąży.Stałem i patrzyłem na nią jak na ducha.Ona chyba też nie spodziewała się nas ujrzeć,jej wyraz twarzy widocznie okazywał zdziwienie.Nawet nie wiem,w której chwili wstałem ze swojego miejsca na kanapie.Ocknąłem się kiedy Louis wypowiedział pierwsze słowo.
-Lila.-Ta wtedy złapała się za brzuch i byłem już pewien co do jej stanu.Odwróciła od nas wzrok i spojrzała na dziewczyny stojące obok niej.
-Co oni tu robią?To wszystko było zaplanowane.-Wypowiedziała to z pewną dozą złości,może nie była gotowa na spotkanie z nami.
-Lila masz rację,ale to wszystko jest dla waszego dobra..-W tej chwili Gemmie przerwał Louis.
-Waszego?Ty jesteś w ciąży.-Tak samo jak ja nie mógł w to uwierzyć,to był szok.Patrzyłem na nią jak tylko wzruszyła ramionami w odpowiedzi.-I co pewnie wróciłaś tylko dlatego.Puściłaś się z kimś i teraz chcesz wyłudzić od nas kasę,bo nie masz nikogo innego.Trzeba było zostać w Ameryce,bo tu nie znajdziesz pomocy.-Słuchając jego paplaniny miałem ochotę walnąć mu w twarz,żeby tylko się zamknął.Jak mógł tak jej nagadać.To nie był prawdziwy Louis.Dziewczyna zacisnęła ręce w pięści i już myślałem,że do niego podejdzie i zrobi to na co ja miałem ochotę,ale ona tylko wydarła się.
-Pierdol się Louis.-Jej głos rozszedł się po całym domu i od razu stąd wybiegła.Staliśmy chwilę oszołomienie i każdy miał ochotę zabić Louisa wzrokiem.Harry ocknął się najprędzej i wyleciał za nią.
-Louis ty idioto.-Warknąłem.Ten nic nie mówiąc usiadł znowu na kanapie.
-Coś ty narobił.Ona nie może się denerwować.-Odezwała się Sophia i podeszła do mnie łapiąc za dłoń.On dalej nic.
-Jesteś nienormalny.Ona tak się bała znów was spotkać,a ty jeszcze tak ją upokorzyłeś.-Krzyczała na niego Gemma.Byłem ciekawy skąd Lila się tu wzięła,chciałem z nią porozmawiać,ale ten pieprzony koleś musiał oczywiście ją zawieść i teraz pewnie nie będzie chciała się do nas odzywać.
-Kochanie pójdę zobaczyć co z nią.
-No pewnie idź.-Puściła moją dłoń i usiadła na kanapie razem z Gemmą.Ubrałem kurtkę i wyszedłem przed nasz płot.Obejrzałem się w lewo gdzie parę metrów dalej stały nasze zguby,a po chwili zaczęli kierować się w moją stronę.
-Lilka jak dobrze cię widzieć.-Nie wytrzymałem i gdy podeszli bliżej musiałem ją przytulić.
-Widzisz Liam się cieszy tak samo jak ja,że jesteś z nami.-Harry zwrócił się do dziewczyny i delikatnie puścił ,bym mógł ją uściskać.Ona odwzajemniła dotyk,ale nie odzywała się.Loczek zaczął kierować się w stronę swojego samochodu,więc z Lilą szliśmy za nim.Otworzyłem dziewczynie drzwi i trzymałem za rękę gdy wsiadała,pewnie ciężko jej robić to z tym brzuchem.Miałem zamiar zamknąć ją w środku gdy poczułem opór i jej głosik.
-Liam chcesz pojechać z nami.-Jej propozycja mnie trochę zszokowała,ale byłem też zadowolony,że jednak mnie nie olała.
-Jeśli chcesz to z przyjemnością.-Uśmiechnął się do niej i poszedłem usiąść obok.Wtedy wysłałem smsa do Soph,że jadę do Lily,by moja dziewczyna się nie martwiła.
-Tęskniłem wiesz.-Odezwałem się gdy już znajdowałem się w aucie.
-Ja też.-Powiedziała tak,że ledwo usłyszałem i odjechaliśmy.

***
8 KOMENTARZY=NASTĘPNY ROZDZIAŁ
I jest następny.Wiecie rozdziały będą jednak co dwa tygodnie,albo półtora,bo jak widzicie w tydzień się nie wyrobiłam.
Mam nadzieję,że rozdział się podoba,co o nim myślicie?Co sądzicie o rekcjach Liama i Louisa na powrót Lily?

sobota, 9 stycznia 2016

15"Musisz o siebie dbać"

Otworzyłam zaspane powieki i od razu spojrzałam na ekran telefonu.Miałam 5 nieodebranych połączeń.Na początku nie rozpoznałam tego numeru,ale gdy po chwili zdałam sobie sprawę do kogo on należy prawie spadłam z łóżka.Dzwoniła Franceska.Już tak dawno nikt się nie odzywał,że na pewno musiało się coś stać.Nie wiedziałam czy powinnam do niej oddzwonić czy nie.Bałam się tego co mogę usłyszeć,więc zrezygnowałam z tego pomysłu.Odłożyłam telefon i opadłam z powrotem na pościel.Nie miałam ochoty wstawać,mimo że słońce ładnie oświetlało już cały pokój.Jest początek marca i zapowiada się bardzo ładna wiosna.Na dworze robi się coraz cieplej i cała Anglia budzi się do życia.Powodem mojej niechęci jest dzisiejszy dzień jaki czeka mnie w pracy.Pani Imogem wraca do sklepu,co wiąże się z powiedzeniem jej całej prawy o sobie.Wie o dziecku,ale nie ode mnie,więc pora żeby zadziałać.W końcu zebrałam się i poszłam do łazienki.Umyłam się i ubrałam,po czym zjadłam coś na dole w kuchni i ruszyłam do pracy.
Szłam spokojnym krokiem po chodniku,zastanawiając się nad telefonem od Fran.Coś musiało być nie tak,że do mnie dzwoniła.Wiedziała,że chce zapomnieć o wszystkim co łączyło się z Ameryką,więc bez powodu by nie dzwoniła.Z zamyśleń ocknęłam się dopiero gdy dochodziłam przed sklep,a tam podjechał samochód.Zwolniłam,a wtedy z pojazdu wysiadły Gemma z panią Imogen.Nie widziałam się z dziewczyną od kiedy niespodziewanie odwiedziła Eda i mnie w pracy.Poczułam dziwne uczucie w brzuchu,ale szłam dalej.
-Dzień dobry pani.-Na widok starszej kobiety uśmiech sam się pojawił na mojej twarzy.
-Witaj kochanie.-Od razu do niej podeszłam,a ta mnie przytuliła.Długo się nie widziałyśmy,dlatego strasznie się za nią stęskniłam.
 -Cześć Lila.-Powiedziała młodsza dziewczyna.-No hej.-Odpowiedziałam bez entuzjazmu.
-Jak się pani czuje?-Spytałam z ciekawością.
-Dziękuje,już jest dobrze.Najgorsze minęło,ale chodzicie dziewczynki do środka.-W trójkę weszłyśmy do sklepu.Panowała między nami cisza.Ja poszłam na zaplecze,a one zostały w pomieszczeniu obok.Serce dość mocno mi waliło,gdy ściągałam kurtkę i wracałam do nich.Odpięłam jeszcze bluzę,gdyż zrobiło mi się bardzo ciepło.Stanęłam w drzwiach sprawiając,że wzrok kobiet spoczął na mnie.Nie zauważyłam,na ich twarzach zdziwienia czy czegoś podobnego.Po prostu stały i się uśmiechały,to dodało mi trochę pewności siebie.-Gratulacje Lila.-Odezwała się pierwsza rudowłosa.-Wiesz,że mogłaś mi powiedzieć od razu.-Uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Bałam się,że pani mnie wyrzuci.-Ledwo co wypowiedziałam te słowa,przez wielką gulę w gardle.
-Oj nie ma się czego bać.Wiesz Lila może ci się to nie spodoba,ale wiem o tobie więcej niż myślisz.-Podeszła i złapała mnie za ramiona.Spojrzałam na Gemmę stojącą z tyłu.
-Z Harrym opowiedzieliśmy trochę o tobie mamie.-Słysząc to z jednej byłam zła,że gadają o mnie za moimi plecami.Z drugiej strony byłam in nawet wdzięczna,bo nie wiem czy zdołała bym sama wszystko opowiedzieć.Dzięki nim uniknęłam stresu związanego z tą poważną rozmową o swoim życiu.
-Na prawdę współczuje Ci śmierci rodziców.Przykro mi-Pani Imogen spojrzała mi w oczy.
-Mnie też.-Nie wiedziałam co innego mam powiedzieć.
-I nie martw się,nie wyrzucę cię z pracy.Wiem jak bardzo jej teraz potrzebujesz,a sklep bez ciebie nie mógł by funkcjonować,moja ty pomocniczko.-Zaśmiałyśmy się wszystkie na te słowa.
-Na prawdę dziękuję pani bardo.-Ścisnęłam kobietę,a ta odwzajemniła uścisk.
-A który to tydzień?-Spojrzała trochę w dół z uśmiechem.
-Już 25.-Pogłaskałam moje maleństwo.
-Kochanie musisz o siebie dbać.Żadnej ciężkiej pracy,żadnego noszenia pudeł..-Już chciała mówić dalej,ale jej przerwałam.
-Proszę pani,ale ja mogę pracować.Wszystko jest dobrze.-Uspokoiłam ją.
-Dobra,dobra.-Machnęła na mnie ręką i usiadła za ladą.Zaśmiałam się i odwróciłam w stronę drzwi by zmienić plakietkę z ZAMKNIĘTE na OTWARTE.Gdy się odwróciłam dwie kobiety patrzyły na siebie dziwnym porozumiewawczym wzrokiem.Zobaczyły,że się patrze po czym Gemma uśmiechnęła się do mnie i zapięła z powrotem kurtkę.
-Lila mamy nowe zamówienie,zapomniałam ci wcześniej powiedzieć.-Odezwała się rudowłosa.
-Nie ma sprawy,a na kiedy?
-O 13.-Powiedziała niesamowicie radosna,aż sama się zaśmiałam.
-To może ja po ciebie przyjadę,co?-Od razu Gemma zabrała głos.
-Spokojnie,dam sobie rade.Pojadę autobusem,nie rób sobie kłopotu.-To miłe z jej strony,ale nie chciałam zawracać dziewczynie głowy.
-Nie,pojedziesz ze mną.I tak muszę jechać dzisiaj do sklepu,bo Matt narzeka,że nie ma nic dobrego w lodówce,chociaż jest pełna.-Zaśmiała się w stronę swojej już prawie teściowej.
-Oj wiecznie głodny.-Pokiwała z rozbawieniem głową kobieta.
-Dobra to ja będę tak po 12.-Gemma pomachała nam jeszcze na pożegnanie i wyszła ze sklepu.
-A do kogo to zamówienie?-Zapytałam się siadając za ladą.
-Do Sophii,pamiętasz to ta koleżanka mojego syna.Byłaś już u niej.-Od razu przypomniała mi się ta przyjazna,uśmiechnięta brunetka.
-Tak pamiętam.Miła dziewczyna.-Spojrzałam na moją pracodawczynię.
-Tak jest miła.Mam dla niej parę rzeczy.-Wyciągnęła z torby małe pudełeczko i od razu mi je podała.Jak na biżuterie było dość lekkie.Wzruszyłam na to ramionami i schowałam je do torebki.


Jedziemy już od jakiś 20 minut nie odzywając się do siebie,a w tle leci tylko cicho muzyka z radia.Ruch jest trochę spowolniony przez korki.Patrząc się prosto w szybę zastanawiałam się jaki temat mogę poruszyć,by nie było już między nami tak napiętej atmosfery.
-To kiedy planujecie ślub z Mattem?-To jedyne sensowne pytanie jakie przyszło mi do głowy.
-Na początku czerwca.-Mówiąc o tym rozpromieniła się.Spojrzałam w jej stronę,zatrzymałyśmy się na światłach przez co ona też obróciła się do mnie.
-O to już niedługo.-Skomentowałam.
-Zostały 3 miesiące,a jest jeszcze tyle do załatwienia.Masakra.-Westchnęła,ale mimo tego uśmiech nie zszedł jej z twarzy.
-Poradzicie sobie na pewno.Twój narzeczony ci pomoże i dacie radę.-Zaśmiałam się.
-Wiesz Matt to najlepsze co mnie w życiu spotkało na prawdę.-Zaszczebiotała i ruszyła,gdyż zapaliło się zielone światło.
-Cieszę się.-Opuściłam wzrok na swoje ręce leżące na kolanach.W tamtej chwili zaczęłam jej zazdrościć.Miała wspaniałą rodzinę i narzeczonego.Jej życie potoczyło się tak jak powinno.A o moim to szkoda gadać.
-Lila twoja przyszłość też się jakoś ułoży,zobaczysz.
-Mam nadzieję.-Westchnęłam.Wtedy telefon dziewczyny zaczął dzwonić.Ta jedną ręką odebrała,a drugą trzymała na kierownicy.
-Tak?-Powiedziała do telefonu.-Co,ale jak to?-Starała się mówić cicho,tak jakby chciała żebym nie słyszała.-No dobra ok,ok.Pa.-Szybko się rozłączyła.
-Lila bo ten noo...-Jąkała się,jej zachowanie było dziwne.
-Hmm?-Mruknęłam i spojrzałam na nią.
-Muszę jeszcze zatankować.-Powiedziała szybko,jakby nagle dostała olśnienia.
-Dobra.-Po chwili zatrzymałyśmy się na pierwszej napotkanej stacji,stałyśmy tam może z 10 minut i ruszyłyśmy dalej.Po jakimś czasie zaczynałam poznawać okolicę,w której się znalazłyśmy.Okazałe domy,wielkie ogrody jednym słowem luksusy.Zatrzymałyśmy się przed domem,który już kojarzyłam.Na podjeździe stały tam dwa samochody,a przed płotem jeszcze trzeci.Wszystkie jak na moje oko musiały nieźle kosztować.Stanęłyśmy przy chodniku.
-Dzięki za podwózkę.-Odezwałam się otwierając drzwi.
-Nie ma za co.-Uśmiechnęła się przyjaźnie i też zaczęła wychodzić z samochodu.Zdziwiło mnie to trochę,bo myślałam,że tylko mnie podwiezie i pojedzie,ale nie odezwałam się.W końcu kobiety pewnie się znają,wiec Gemm chce ją odwiedzić.Kroczyłam za dziewczyna aż do wejścia.Zapukałam,a po jakiś 10 sekundach drzwi się otworzyły.Drobniutka dziewczyna,jaką była Sophia,stanęła w wejściu.
-Hej.-Pierwsza odezwała się moja towarzyszka.
-Cześć,wchodzicie.-Uśmiechnięta brunetka wpuściła nas do środka.-Miło cię znowu widzieć Lila.
-Mi ciebie też.Mam dla ciebie zamówienie.-Zwróciłam się do niej z uśmiechem,gdy ta zamykała drzwi.Odpięłam swoją kurtkę i bluzę,bo w domu było bardzo ciepło i zaczęłam szukać pudełeczka w torebce.
-Uhh,no przecież wkładałam to do torby.-Westchnęłam niezadowolona,nie mogłam go znaleźć w tym bałaganie,w torbie miałam dosłownie wszystko,taki mały śmietnik.
-Nie przejmuj się,może chodzicie do salonu,poszukasz na spokojnie.-Zaproponowała Sophia uśmiechając się po czym spojrzała porozumiewawczo na Gemmę,ale zlekceważyłam to.
-Ale nie chciała bym przeszkadzać.-Odpowiedziałam zakłopotana.
-No coś ty,to żaden problem.Zapraszam.Rozbierzcie się,bo strasznie tu ciepło.-Była taka miła.
-Dobrze,dziękuję.-Ściągnęłyśmy kurtki i powiesiłyśmy na wieszaku przy wejściu.
-Ślicznie wyglądasz.-Chyba była troszkę zaskoczona widokiem mojego brzucha,który wyraźnie się odznaczał spod odpiętej bluzy,ale w sumie przyzwyczaiłam się już trochę do krzywych spojrzeń w moją stronę.
-Dzięki.-Starałam się na uśmiech,ale nie wiem czy mi to wyszło.One poszły przodem,a ja dalej grzebiąc w torebce podążałam za nimi.W pewnym momencie usłyszałam jakieś,ciche,męskie głosy,gdzieś przed nami,ale nie przejęłam się nimi za bardzo.Kiedy moje towarzyszki się zatrzymały,przez nie uwagę,wpadłam na plecy Gemmy i niechcący upuściłam na ziemię mały notes,który akurat miałam w ręce.Schyliłam się po niego,a gdy się prostowałam dziewczyna odeszła na bok tak,że moim oczom ukazał się cały salon.W jednym momencie cały świat zaczął wirować.To kogo tam zobaczyłam sprawiło,że aż upuściłam torbę na podłogę.Moje mięśnie się spięły,a nogi stały się jak z waty.Stałam tam z wytrzeszczonymi oczami i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.Pierwsza myśl była taka,żeby po prostu stamtąd jak najszybciej uciec,niestety było to niewykonalne,ponieważ nie mogłam ruszyć się ani o milimetr.Czas stanął.

***
Nie wiem ile razy musiała bym przepraszać,żebyście mi wybaczyli taką długą przerwę.Mam nadzieję,że ktoś tu jeszcze zagląda,bo mam zamiar kontynuować opowiadanie.Trzymajcie kciuki,żeby udało mi się pisać częściej:)Już mam napisaną połowę następnego rozdziału wiec reszta szybko pójdzie.
Jak myślicie kogo tam zobaczyła Lila?
Jeśli przeczytaliście ten rozdział to skomentujcie,błagam.Nie wiem kto tu jeszcze jest,bo jeśli nikt nie czyta  już opowiadania to nie będę go kontynuować:(
Im więcej komentarzy tym szybciej następny rozdział<3

środa, 14 października 2015

Pomysł


Jak widzicie nie mam za bardzo pomysłów na rozdziały,na razie i dlatego są tak rzadko dodawane. Wpadłam na pewien pomysł,mam nadzieję,że się wam spodoba i weźmiecie w nim udział.
Możecie pisać za co najbardziej lubicie to opowiadanie,co o nim sądzicie i jak byście chcieli żeby się zakończyło,a ja wybiorę najlepszy taki tekst.Osoba ta będzie mogła pomóc mi w napisaniu kolejnego rozdziału.Potrzebne jest mi spojrzenie na to opowiadanie okiem kogoś innego,dobre rady i świeże pomysły,więc bardzo miło mi będzie współpracować z kimś z moich czytelników:)) Pisać możecie to w komentarzach,albo wejść w zakładkę "kontakt" i napisać do mnie prywatnie.Czekać będę do końca tygodnia,a jeśli nie spodoba się wam ten pomysł no to sama jakoś napiszę rozdział.

niedziela, 4 października 2015

14"Masz to we krwi,jak cała wasza rodzina"


-Dobra już jestem.-Wróciłam na dół do Harry'ego.Zastałam go z jedną z książek.Widać było,że wciągnęła go ta lektura,bo nawet nie zauważył,że weszłam do pokoju.Dopiero gdy usiadłam obok niego spojrzał w moją stronę.Widziałam w jego oczach przerażenie więc spojrzałam w dół,chłopak miał otwarty rozdział o porodzie gdzie znajdowały się zdjęcia bez cenzury.W jednej chwili wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Dobra starczy tego czytania na dzisiaj ty zboczeńcu.-Ledwo co się am w stanie mówić.
-I kto to mówi,ja nie trzymam takich książek w domu.-Oburzył się i odłożył przedmiot na ławę.
-No cóż,są mi potrzebne.-Wytknęłam mu język.Chwyciłam swój kubek i upiłam trochę herbaty.W tej samej chwili zadzwonił telefon mojego towarzysza.
-Hej,ja jestem u...kolegi.-Dokończył po chwili wahania.Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.Byłam bardzo ciekawa kto dzwoni,chociaż to wcale nie była moja sprawa.-No dobra już jadę.-Westchnął do słuchawki,po czym włożył komórkę do kieszeni.
-Kto to był?-Zapytałam od razu,a potem ugryzłam się w język.
-Wiesz,że ciekawość to pierwszy...
-Stopień do piekła,tak wiem.Przepraszam.-Dokończyłam za niego.
-Spokojnie,to tylko Liam.Siedzą w studiu,bo naszła ich wena na pisanie i chcą,żebym przyjechał.
-Ahaa.Tylko proszę nic im nie mów.-Złapałam go za ramię i zrobiłam proszącą minkę.
-Lila spokojnie,będę cicho.A teraz muszę lecieć,mój kolego.-Zaśmiał się,a ja pokiwałam tylko z rozbawieniem głową.
-No to paa.-Mruknęłam gdy wychodził,nie cieszyła mnie perspektywa samotnie spędzonego wieczoru po raz setny.
-Ej,uśmiechnij się.Może chcesz jechać ze mną.-Powiedział,a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Nie ma mowy.-Pokręciłam głową.
-Wiesz co,mam lepszy pomysł.-Uśmiechnął się gdy ubrał kurtkę.-Może pójdziemy jutro wieczorem do kina,co ty na to?
-Sądzę,że to bardzo dobry pomysł.-Od razu się rozpromieniłam.
-Cieszę się,to będę o 7.-Przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł.
-Paaa.-Krzyknęłam gdy był już przy ogrodzeniu,a w odpowiedzi dostałam dźwięczny śmiech loczka.


Zostało pół godziny do przyjazdu Harry'ego,a ja siedzę właśnie przed otwarta szafą i zastanawiam się co ubrać.Nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego.Załamana za potrzebą poszłam do łazienki.Wróciłam po chwili,wiele nie myśląc położyłam się na łóżku i wpatrywałam w sufit,mając nadzieję na wielkie olśnienie.
-Kochanie dzisiaj będzie głośno wiesz.Spędzimy czas z wujkiem Harrym.-Mówiłam do maleństwa,dotykając lekko brzucha.Gdy to robiłam uśmiech sam wkradał mi się na usta.Wtedy usłyszałam dźwięk telefonu,był to sms od Harryego."Już jadę,będę za chwile."Spanikowana wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze spodnie,w które jeszcze się mieszczę i koszulę.Przebrałam się w pokoju,gdyż szkoda było mi tracić czas na pójście do łazienki,przecież i tak nikt mnie nie widział.
W tym samym czasie jakiś samochód zatrzymał się pod moim domem.Zakładając kolczyki podeszłam do okna i zobaczyłam jak od strony pasażera wychodzi Harry,a po drugiej stronie jakiś facet.Nie miałam pojęcia kto to może być,przez co ogarnął mnie strach.Dlaczego on przyprowadził kogoś kto może mnie rozpoznać i powiedzieć Louisowi.Szybko zbiegłam po schodach i jeszcze zanim zadzwonił dzwonek otworzyłam drzwi i wyleciałam do idącego przodem loczka.
-Hej Lila.-Wyszczerzył się wyciągając ręce by mnie przytulić.
-Cześć.-Przylgnęłam do jego ciała i od razu zrobiło się cieplej,gdyż wyleciałam na dwór bez kurtki.Wykorzystałam sytuację i postanowiłam dowiedzieć się kim jest tajemniczy mężczyzna z tyłu.
-Możesz mi powiedzieć kto to jest i dlaczego go przyprowadziłeś?-Mówiłam podenerwowana,prosto do jego ucha.Ten tylko się zaśmiał i odkleił ode mnie.
-Spokojnie.-Spojrzał w kierunku auta i wtedy usłyszałam kroki za sobą.Odwróciłam się do ogrodzenia i wtedy ujrzałam znajomą twarz.
-Preston.-Szepnęłam pod nosem.Uśmiechnęłam się i poszłam w jego stronę.
-Oj mała Lilka.-Mężczyzna podszedł do mnie i delikatnie przytulił.
-No już nie taka mała.-Westchnęłam i złapałam za podbrzusze.
-No tak,wiem.Gratulacje.-Uśmiechnął się.
-Ej gdzie ty masz kurtkę.W tej chwili do domu.-Usłyszałam głos loczka.
-Tak jest panie Styles.-Zachichotałam po czym zaprosiłam dwójkę do mieszkania i weszliśmy do środka.
-Usiądźcie sobie,ja za chwilę wracam.-Zostawiłam ich w salonie,a sama poszłam do góry do końca się wyszykować.Po parunastu minutach wchodziliśmy już w trójkę do pojazdu.Preston prowadził,a Harry siedział ze mną z tyłu.
-Dawno nie byłam w kinie,z resztą dawno nigdzie nie byłam.-Dodałam już pod nosem.
-No widzisz dzisiaj spędzisz miły wieczór z najwspanialszym chłopakiem na świecie.-Wypiął dumnie pierś,a ja spojrzał na niego jak na głupka.
-Pff nie schlebiaj tak sobie.To,że prawie każda laska chce ci wskoczyć do łóżka,to jeszcze nic nie oznacza.-Zaśmiałam się,a ten spojrzał obrażony.
-No i wraca stara Lila.-Westchnął śmiesznie,a Preston zaczął się podśmiewywać z naszej wymiany zdań.
-Jestem królową sarkazmu,nie zapomnij o tym Hazzuś.
-Właśnie sobie to przypomniałem.-Zaśmiał się i uśmiechnął,po czym zaczął mi się uważnie przyglądać.Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy,a ten ciągle się na mnie patrzył.
-Harry,bo oślepniesz od mojego widoku.-Zachichotałam,machając mu dłonią przed oczami.
-Właśnie,że nie.Zmieniłaś się wiesz.-Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Tak wiem,urósł mi brzuch,cycki i tyłek.-Westchnęłam ukrywając śmiech,miałam wyjątkowo dobry humor.
-Akurat nie o tym myślałem.-Powiedział zmieszany.-Byłaś dzieckiem,a teraz sama będziesz..-Nie zdążył dokończyć,bo przerwałam.
-Tak teraz sama będę miała dziecko.No cóż,mam nadzieję,że sobie poradzę.-Westchnęłam.
-Będziesz na pewno wspaniałą mamą Lila.-Usłyszeliśmy głos z przodu pojazdu.
-Dziękuję Preston.-Uśmiechnęłam się do niego,gdy spojrzał w lusterko wstecznie.
-Masz to we krwi,jak cała wasza rodzina.-Powiedział loczek,ale nie za bardzo wiedziałam o co mu chodziło.Spojrzałam ze zmarszczonymi brwiami w jego stronę.
-Ej tylko nie mów,że tego też nie wiesz?-Był wyraźnie zdziwiony. 
-Ale czego mam znowu nie wiedzieć?
-Louis jest tatą.-Jego słowa sprawiły,że poje oczy powiększyły się i zapomniałam jak się oddycha.
-Żartujesz sobie?-Mruknęłam po chwili.
-Nie Lila.Mały ma już dwa latka.
-Louis ma syna.-Powiedziałam zszokowana pod nosem.Wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem nieświadoma tego co dzieje się u mojej jedynej rodziny.
-Mike jest strasznie do niego podobny.-Kontynuował brunet.
-A do El nie?-Wymsknęło mi się.
-Ale to nie jest dziecko El,oni już dawno temu się rozstali.-Kolejny szok w tak krótkim czasie spowodował,że nie czułam się dobrze.
-Ale jak to.-Nie mogłam w to uwierzyć.-Przecież oni się tak kochali.
-Oj Lila tak już bywa w życiu.-Wzruszył ramionami.
-Więc z kim jest teraz Louis?-Byłam ciekawa jak dziewczyna zajęła miejsce El.
-Z nikim.-Powiedział ostrożnie.Zaleciało znów jakąś nowinką.-Briana i Louis nie są razem,łączy ich tylko syn.Otworzyłam usta z wrażenia i spojrzałam w dół chowając przed Harrym swój zdziwiony wzrok.Nigdy bym się nie spodziewała takich wiadomości.Sławna na cały świat gwiazda,idol wielu nastolatek wpadł z jakąś dziewczyną.Cały świat o tym huczał,a ja nic nie słyszałam,to dopiero wyczyn.Historia jednak lubi się powtarzać,dzieci w naszej rodzinie nie będą wychowywane normalnie.Z tym,że ich dziecko ma dwoje rodziców,moje będzie miało tylko mnie.Wtedy przed oczami stanął mi Daniel i nasza felerna noc.Byłam taka głupia i mu uległam,mimo że kompletnie nic do niego nie czułam i nigdy nie poczuje.Chce zapomnieć,że ktoś taki w ogóle istnieje.Wiem to egoistyczne,zabierać dziecku rodzica,ale nie potrafiła bym żyć z Danielem.Nie mogła bym zostać dłużej w Ameryce,nigdy do końca nie odpowiadał mi taki styl życia jaki tam miałam.Gdybym urodziła tam dziecko wszyscy by się ode mnie odwrócili,imprezy były by dla nich ważniejsze niż jakaś młodociana matka.Myślałam o tym i ledwo powstrzymywałam łzy zbierające się w moich oczach.
-Harry słabo mi.-Wymamrotałam i nie wytrzymałam,słona ciecz pociekła po policzkach.
-Boże Lila,Preston otwórz okno.-Brunet był wyraźnie wystraszony.-Co ci jest?
-Harry przepraszam cię,ale chciała bym wrócić do domu.-Patrzyłam na niego,a obraz mi się rozmazywał.W jednej chwili chęć na dzisiejsze wyjście minęła.Moje ciążowe humorki dają o sobie znać w najmniej odpowiednich chwilach.
-Oczywiście już zawracamy.-Złapał mnie za rękę,zdziwiło mnie trochę jego zachowanie,ale to było miłe uczucie poczuć jego ciepło.
-Ej nie płacz,wszystko będzie dobrze.-Tarł palcem wierzch mojej dłoni.Podróż powrotną przebyliśmy w ciszy.
-Preston możesz jechać,ja z nią zostanę.Dzięki za pomoc.-Usłyszałam głos Harry'ego gdy pomógł mi wysiadać z samochodu.
-Ale nie musisz poradzę sobie,wracaj z Prestonem.-Nie chciałam,żeby przeze mnie rezygnował z rozrywki tego wieczoru.
-Nie zostawię cię teraz samej Lila.-Mówił trzymając mnie za ramiona.
-Dam sobie radę.-Stałam przy swoim.-Już nie raz siedziałam sama wieczorami i płakałam w poduszkę.-Mówiłam cicho mając nadzieję,że nie usłyszy.
-Oj nie będziesz już nigdy płakać w żadną poduszkę,obiecuje ci to.-Powiedział z czułością.
-Nie obiecuj czegoś czego nie możesz być pewien.-Wzruszyłam ramionami i wyrwałam się z jego uścisku.Pożegnałam się z ochroniarzem i zaczęłam iść w kierunku wejścia do domu.Otwierałam drzwi kluczem,gdy poczułam ciepło za sobą,to Harry stał mi za plecami.
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.-Uśmiechnął się chytro.Nie miałam innego wyjścia jak go wpuścić.W korytarzu ściągnęliśmy kurtki i buty po czym obydwoje weszliśmy do salonu.
-Harry ja na prawdę nie chcę ci marnować wieczoru.-Usiadłam na kanapie podkulając na niej nogi.
-Oj mała nie marnujesz mi wieczoru,chciałem go spędzić z tobą i tak zrobię.Jesteś dla mnie ważna,mimo tego,że tak dawno się nie widzieliśmy.Dla mnie zawsze będziesz małą Lilką,nawet gdy na świecie będzie już Lila numer dwa.Pamiętaj,że zawsze masz mnie,będę ci pomagał jak tylko będę mógł.-Słuchając jego słów,wzruszyłam się.Zdałam sobie sprawę,że tak na prawdę powinnam podziękować Gemmie i Edowi,że powiedzieli Harryemu,że wróciłam,nie wiem czy sama zdołała bym to zrobić.
-Dziękuję ci za to.Tak bardzo tęskniłam.-Szlochałam.

***
15 Komentarzy=Następny rozdział

I wracam do was,trochę mi to zajęło,ale w końcu jest rozdział,już nie będę obiecywać kiedy następny,bo nie mam pojęcia.Trzymajcie kciuki,żeby udało mi się coś szybko wymyślić.A jak wam się podoba rozdział?Mam nadzieje,że nie wyszedł nudny.

A i jeszcze jedna informacja.Założyłam konto na wattpadzie i zaczynam publikować tego bloga,więc serdecznie zapraszam:) http://w.tt/1JMUUu2

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

13"Mogę?"


-Lila musimy porozmawiać.-Powiedział Harry siedzący u mnie w salonie na kanapie.Trochę wystraszyły mnie jego słowa.
-Ale o czym?-Spojrzałam na niego podejrzliwie i oparłam się o komodę.
-Obiecaj mi,że odpowiesz szczerze na moje pytanie.
-Zależy jakie to pytanie.-Burknęłam pod nosem,a ten spiorunował mnie wzrokiem.-Oj no dobra,dobra.
-Lilka jesteś w ciąży?-No i usłyszałam z jego ust słowa,które spowodowały ciarki na moim ciele.Nie miałam już innego wyjścia jak powiedzieć mu prawdę,już dłużej nie dam rady.
-Tak Harry.Jestem w ciąży.-Powiedziała ledwo słyszalnie,nie patrząc na mężczyznę.W jednej chwili poczułam tylko jak staje obok mnie.
-Dziękuję,że powiedziałaś prawdę.-Uśmiechnął się lekko,gdy spojrzałam na niego.-Domyślałem się,ale wolałem się upewnić.
-Przepraszam,że to ukrywałam,ale bałam się twojej reakcji.Nie chciałam nikogo zawieść,nie chciałam też żeby wyszło na to,że wróciłam tu tylko po pomoc przy dziecku.-Westchnęłam.
-Bardzo dobrze że wróciłaś.Wszyscy tęskniliśmy za tobą,a to,że wróciłaś w podwójnym składzie na pewno nikogo nie zawiedzie.-Zaśmiał się.Ja stałam tylko i w szoku słuchałam jego słów.Sama nie wiem jakiej dokładanie reakcji Harryego się spodziewałam na wieść o moim stanie,ale na pewno nie tak spokojnej.
-Ale to przez ciąże wróciłaś tak?
-Po części tak,miałam już dosyć tamtego życia.-Zastanawiałam się chwilę nad odpowiedzią.
-Źle ci tam było?-Spojrzał na mnie przejęty.
-Spokojnie,nie chce teraz o tym gadać.Obiecuję,że kiedyś opowiem ci o tym jak było w Ameryce.
-Dobrze,nie będę nalegał.Ale mam jeszcze jedno pytanie.Oczywiście jak nie będziesz chciała odpowiedzieć to zrozumiem.-Powiedział ostrożnie,od razu domyśliłam się o co może chodzić.Westchnęłam tylko zrezygnowana i spojrzałam na niego wyczekująco.-Kto jest ojcem dziecka?-No i moje domysły się potwierdziły.
-Harry to na prawdę długa historia,nie mam siły teraz o tym mówić.Przepraszam.-Powiedziałam nerwowo,chciałam na razie uniknąć tego tematu.
-Spokojnie,nie możesz się teraz denerwować.Pogadamy o tym jak będziesz gotowa.-Uśmiechnął się,a w tym samym momencie zaczął gwizdać czajnik w kuchni.
-Ja pójdę.-Wyprzedził mnie chłopak i wyszedł z salonu.Westchnęłam od razu na myśl,że moja tajemnica przed chwilą ujrzała światło dzienne.Przez moje ciało przeszła fala gorąca,co od jakiegoś czasu było u mnie normalne,dlatego od razu ściągnęłam dużą bluzę mojego taty zostając tym samym w obcisłej koszulce.
-Słodzisz?-Usłyszałam głos z pomieszczenia obok,nie miałam zamiaru się wydzierać,więc poszłam tam.
-Tak,2 łyżeczki.-Stanęłam oparta o framugę drzwi.Brunet słysząc moje słowa odwrócił się do mnie i tak jakby zamarł w miejscu.
-Co?-Zaśmiałam się z jego dziwnej miny.
-Nic po prostu ostatnim razem jak się widzieliśmy byłaś trochę mniejsza.-Jąkał się trochę.
-No dziękuję bardzo.-Tupnęłam nogą jak mała dziewczynka i wygięłam usta w podkówkę,chociaż w głębi miałam ochotę zacząć się głośno śmiać z chłopaka.
-Oj Lila przepraszam,nie chciałem żeby to tak zabrzmiało.Na prawdę pięknie wyglądasz z tym brzuszkiem,po prostu trudno będzie się przyzwyczaić.
-Oj dobrze,już dobrze.Tak wiem mi też jest ciężko się do niego przyzwyczaić.Tym bardziej,że nie mieszczę się już w prawie żadne stare spodnie.-Jęknęłam niezadowolona.
-Oj biedactwo.Chyba czas na zakupy.-Powiedział mieszając moją herbatę.
-No chyba tak.-Wzruszyłam ramionami,wzięłam swój kubek od chłopaka i poszłam do salonu.
-Wiesz co cię na początku zdradziło?-Usłyszałam głos za sobą.
-Co?-Spytałam nie wiedząc o co mu chodzi.
-Książka która leżała na ziemi,jak pierwszy raz tutaj byłem.-Powiedział i doznałam olśnienia.
-Serio?Myślałam,że nie zauważyłeś.-Zaśmiałam się,z własnej głupiej nadziei.
-Wzrok mam dobry,gorzej ze słuchem od tych koncertów i w ogóle.-Zrobił głupią minę.
-No właśnie koncerty.Nie macie teraz żadnej trasy ani nic?-Zapytałam ciekawa.
-To ty nic nie wiesz?-Był wyraźnie zdziwiony moim pytaniem.
-Ale co mam wiedzieć?
-Skończył nam się kontrakt,podpisaliśmy nowy,ale nie mamy już tylu tras.Dajemy okazyjne występy i jesteśmy w trakcie nagrywania płyty,w zeszłym roku mieliśmy wolne,a w przyszłym szykuje się dopiero nowa trasa.W czwórkę zdecydowaliśmy,że trzeba zwolnić tempo.-Po jego ostatnich słowach byłam trochę zdezorientowana.
-Jak to w czwórkę?-Byłam przekonana,że się przejęzyczył czy coś,ale nigdy bym się nie spodziewała takiej odpowiedzi jaką dostałam.
-No tak,Zayn odszedł z zespołu prawie trzy lata temu.-Patrzyłam na niego z otwartymi ustami i nie wiedziałam co powiedzieć.
-Nie wiedziałaś?
-Nie,od kiedy wyjechałam nie słyszałam nic na wasz temat,nie chciałam.
-No rozumiem,dużo rzeczy się działo,ale spokojnie z czasem wszystko ci opowiemy.
-Opowiemy?-Spojrzałam na niego.
-No z resztą chłopaków,chyba masz zamiar się im kiedyś pokazać nie?-Patrzył na mnie przeszywającym wzrokiem.
-Ohh no kiedyś tak.-Za jakieś 20 lat.Dodałam w myślach.
-Lila oni na pewno też się ucieszą,że znowu mogą cię zobaczyć.Myśleliśmy,że już nigdy cię nie spotkamy.
-Gdyby nie dziecko pewnie tak by się stało.-Powiedziałam pod nosem,jednak brunet to usłyszał.Przysunął się bliżej mnie na kanapie i spojrzał niepewnie.
-Mogę?-Spytał wyciągając rękę w stronę mojego brzucha.
-Pewnie.-Odpowiedziałam podciągając delikatnie bluzkę.Mężczyzna położył swoją dużą dłoń na mojej skórze przez co poczułam delikatny dreszcz.
-Malutki cześć tu mówi wujek Harry.Od teraz będę opiekował się tobą i twoją mamusią wiesz.Nie pozwolę wam być samym.Obiecuje.-Mówił.
-Harry dziecko się ruszyło.Mały kopie.-Powiedział głośno gdy tylko poczułam w sobie ruchy mojego maleństwa.Tak bardzo się cieszyłam,w końcu go poczułam.
-To wspaniale.-Brunet też był podekscytowany.
-To prze twój głos.-Powiedziałam nieśmiało.Do tej pory tylko ja do niego mówiłam i nie reagował,a głos Harry'ego czynił cuda.
-To niesamowite.-Zapiszczałam i chwyciłam dłoń chłopaka po czym przyłożyłam do miejsca gdzie było czuć dziecko.Oboje patrzyliśmy jak zaczarowani na mój brzuch.
-Ej faktycznie czuje.-Zaśmiał się.-No dobry mały,na pewno będziesz piłkarzem.
-A skąd wiesz,może to będzie dziewczynka.-Zachichotałam.
-No to wtedy będziesz naszą fanką,a wujkowie będą zabierać cię na wszystkie koncerty.-Mówił w stronę mojej skóry,a ja miałam ochotę się śmiać.
-No nigdy nic nie wiadomo,skoro już teraz lubi twój głos.Ale żadne koncerty nie wchodzą w grę,bo tylko mi córkę zdemoralizujecie.-Śmiałam się.
-Dobra dobra zobaczymy,nie mała?-Mówił gdy maleństwo znów się poruszyło.-O widzisz słyszy mnie i się zgadza.-Wykrzyknął radośnie.
-Poczekaj pokaże ci coś.-Powiedziałam podekscytowana i szybko podleciałam do komody.Otworzyłam środkową szufladę i od razu wypadła mi z niej jedna z książek.Chciałam ją podnieść,ale Harry od razu zaprotestował i podleciał do mnie.
-Nie schylaj się,ja to zrobię.-Podszedł i wziął przedmiot z ziemi."W czasie oczekiwania"Przeczytał na głos i spojrzał na resztę przedmiotów w szufladzie.Wszystkie one były związane z ciążą albo z dziećmi.
-O matko,ty to wszystko przeczytałaś?-Patrzył na to z przerażeniem w oczach.Zaśmiałam się tylko na widok jego miny.
-Jeszcze nie,ale mam zamiar.Praktycznie to nie mam pojęcia o dzieciach,muszę się edukować w każdy możliwy sposób.-Wzruszyłam ramionami po czym wyciągnęłam z białej koperty zdjęcie USG mojego maleństwa i podałam loczkowi.Ten obracał je tylko i patrzył z dziwną miną,przez co kolejny raz tego dnia zaczęłam się z niego śmiać.Chwyciłam je w dobry sposób i zaczęłam tłumaczyć gdzie są nóżki,gdzie rączki i tak dalej.
-Ej nie musisz mi tego tłumaczyć,od samego początku wiem gdzie co jest.-Powiedział oburzony,po czym wybuchłam gromkim śmiechem.
-Dobra oglądaj sobie,a ja muszę cię na chwilę przeprosić,toaleta nie widziała mnie od godziny i się stęskniła.-Mówiłam kierując się do wyjścia z pokoju,a za sobą usłyszałam tylko chichot mężczyzny.
Harry jest na prawdę świetnym przyjacielem.Minęły już dwa tygodnie od naszego pierwszego spotkania gdy wygoniła go z domu,lecz na drugi dzień znów się spotkaliśmy i pogodziliśmy się.Pamiętam to bardzo dobrze.
-Ed gadałeś z nim prawda?-Zapytałam się od razu gdy mężczyzna wszedł do sklepu.Ten spojrzał na mnie z dziwną miną.
-Z kim?
-Oj nie udawaj,że nie wiesz.-Podniosłam głos.
-Ale Lila nie wiem o czym ty mówisz.-Powiedział ściągając kurtkę.
-Zastanów się dobrze.Co takiego mogło się stać?Kto złożył mi wczoraj jakże przemiłą wizytę?-Mówiłam sarkastycznie,by w końcu zrozumiał.
-Tylko mi nie mów,że ten idiota do ciebie przyszedł.-Westchnął.
-Tak przyszedł.-Powiedziałam cicho.
-I co?-Zrobił wielkie oczy.-Jak było?-Podszedł bliżej lady i oparł się o nią,gdy ja siedziałam na krześle.
-Wywaliłam go z domu,rozumiesz.-Powiedziałam ze złością.-Nie musiałeś mi w tym pomagać,sama bym się do niego odezwała gdybym była gotowa.Teraz mam tylko wyrzuty sumienia,że na niego nakrzyczałam.
-No przepraszam,ale razem z Gemmą stwierdziliśmy,że nie możemy go okłamywać.Pojechaliśmy wczoraj do niego i powiedzieliśmy mu,że wróciłaś i pracujesz u mojej mamy w sklepie,nic więcej.Mieliśmy nadzieję,że nie pojedzie od razu do ciebie,no ale się myliliśmy.
-No rozumiem,wiesz na początku gdy usłyszałam jego głos cieszyłam się bardzo,że go widzę,ale potem było już tylko gorzej,aż w końcu go wywaliłam.Czuje,że źle zrobiłam.
-Może gdy go przeprosisz poczujesz się lepiej.
-No może tak.-Westchnęłam,a mężczyzna poszedł na zaplecze.
*Kilka godzin później*
-Dobra to ja idę.Otworzysz jutro sklep tak?-Wydarłam się do rudowłosego chłopaka który robił coś na zapleczu.Ten wyleciał jak z procy i stanął przy ladzie zasłaniając mi wyjście.
-No..yyy no takk,ale jeszcze musisz coś zrobić tutaj.Noo musisz yyy...o mama cię prosiła żebyś zrobiła kolczyki dla jednej z klientek.-Jego słowa były na prawdę dziwne,ciągle się jąkał.
-Ale przecież pani Imogen wie,że nie wychodzi mi to za dobrze,coś mi tu śmierdzi.-Powiedziałam podejrzliwie opierając się o ladę.
-Ale,że co ja tam nic nie czuje.-Udawał głupka na co zaczęłam się śmiać.Wtedy drzwi do sklepu się otworzyły i stanął w nich dobrze znany mi mężczyzna.
-No w końcu jesteś.-Szepnął Ed,ale dobrze to słyszałam.
-Uknułeś to,dlatego nie chciałeś mnie stąd puścić.-Wysyczałam w kierunku rudowłosego.Ten tylko patrzył na mnie ze zwycięskim uśmiechem.
-To ja pójdę tam.-Wskazał na zaplecze i wyszedł.
-Lila powiedziałem,że nie zapomnę i dotrzymam słowa,nie dam ci spokoju.-Podszedł bliżęj.
-Harry,a ja powiedziałam,że nie tęskniłam i,że nie chce was znać,ale..-Mój głos zadrżał.-ale to nie prawda,cholernie tęskniłam,każdego dnia.Nie chce znów cię stracić.Proszę wybacz mi moje wczorajsze zachowanie.-Byłam już u kresu wytrzymałości,jeszcze chwilę i rozryczała bym się jak małe dziecko.
-O malutka nic się nie stało.Chodź tu do mnie.-Wyciągnął ręce w moim kierunku,a ja wpadłam po chwili w jego objęcia.


***
 
Wielki powrót!!! 
Nie wiem ile razy musiała bym was przepraszać,żebyście wybaczyli mi brak rozdziałów ostatnio.Już nawet nie mam zamiaru się usprawiedliwiać,bo wiem,że to nie ma sensu.
No cóż powracam z nowym rozdziałem i mam nadzieję,że się podoba.Było na prawdę wiele wersji,ale ta chyba jest najbardziej odpowiednia.

Co do następnego to pojawi się w ciągu tego tygodnia więc spodziewajcie się go w każdej chwili.

Dzisiaj już nawet nie daje wam ileś tam komentarzy=rozdział bo wiem,że wiele z was już zapomniało o istnieniu tego bloga i długo byśmy musieli czekać na komy,a ja chce szybko dodać następny rozdział więc napisze tak:))
Im więcej komentarzy tym szybciej rozdział:)


Czytasz=Komentujesz 












środa, 3 czerwca 2015

12"Lila stój"


Kilka metrów przede mną stanęła jedna z osób,o której bardzo długo chciałam zapomnieć.Mimo,że było dość ciemno,to czułam na sobie wzrok chłopaka.Strach był tak wielki,że czułam jak się trzęsę.W jednej chwili obróciłam się na pięcie i zaczęłam stamtąd zwiewać.Moje buty nie były najlepsze do biegu,wiec po prostu szybko szłam przed siebie z nadzieją,że mężczyzna mnie nie poznał.Jednak ten nie odpuścił i ruszył za mną.
-Lila stój.-Usłyszałam za sobą ten sam głos,lekko doroślejszy lecz ten sam.Wtedy poczułam jak bardzo za tym tęskniłam.Mimo,że chciałam zapomnieć tak na prawdę nigdy mi się to nie udało.Wmawiałam sobie,że nie chce znać nikogo z mojej przeszłości,jednak w tamtej chwili,prze te dwa słowa cała niechęć minęła.W oczach automatycznie stanęły mi łzy,a nogi zatrzymały się w jednym miejscu i nie mogłam się dalej ruszyć.Po woli odwróciłam się do tyłu,ściskając mocniej dłonią pasek od torebki,a drugą trzymając w kieszeni.
-Nie bój się.-Szedł po woli w moją stronę.Wiatr rozwiewał mu długie włosy,w których swoją drogą bardzo dobrze wyglądał.Zrobiłam krok w przód tak,że staliśmy już tylko kilkanaście centymetrów od siebie.Ostatnim razem by spojrzeć mu w oczy musiałam stanąć na palcach i unieść głowę do góry,a teraz lekko podniosłam tylko wzrok i już napotkałam jego tęczówki.Mimo zmroku,zauważyłam w nich parę radosnych iskierek.Czyżby to z mojego powodu?Raczej nie.Cisza była bardziej przerażająca niż ciemność.Nie wiedziałam czego mam się spodziewać.Czy zacznie na mnie krzyczeć,a może ucieszy się,że mnie widzi.A może ucieszy się że mnie zobaczył.Nie mam pojęcia co on czuje.Ja mimo wszystko ucieszyłam się z tego że go zobaczyłam.Cały ten czas rozłąki,byłam przekonana że gdybym spotkała któregoś z chłopaków od razu bym uciekła.A teraz najchętniej wtuliła bym się w bruneta i nie puszczała.
-Nie boje się Harry.-Powiedziałam cicho.
-To dobrze.-Uśmiechnął się.Mimo innej fryzury i zarostu który miał w tamtej chwili,wyglądał jak dawny nastoletni Harry.Słodziak w lokach teraz zmienił się w przystojnego mężczyznę, jednak uśmiech pozostał taki sam.
-Lila musimy porozmawiać.-Powiedział łagodnie.Miał rację,musiałam mu wyjaśnić dlaczego tu jestem,a bałam się jego reakcji.Kiwnęłam lekko głową i oboje ruszyliśmy do domu.Szłam przed nim,wąską ścieżką,przeklinając w duszy Eda.Doszliśmy do drzwi,które otworzyłam kluczem.Gdy byliśmy już w środku,zostawiłam chłopaka na dole,a sama od razu pobiegłam do góry do sypialni.Nie wiedziałam czy rudy mężczyzna powiedział mu dlaczego wróciłam,wiec wolałam się ubezpieczyć.Dlatego od razu poleciałam do sypialni i zarzuciłam na siebie,dużą bluzę mojego taty.Zapięłam zamek tak,że nie było w ogóle widać mojego brzuszka. Odetchnęłam z ulgą i zeszłam na dół.Cały czas nie dochodziło do mnie to co się dzieje.Po tyłu latach znów widzę bliską mi osobę.Bałam się rozmowy z Harrym,lutego najpierw poszłam do kuchni,zrobić nam coś ciepłego do picia,aby się rozgrzać.Na dole było bardzo cicho,więc gdy wstawiłam już wodę,poszłam do salonu.Zastałam tam bruneta,stojącego przy komodzie.Nie widział jak wchodzę,zaszłam go od tyłu i stanęłam obok,przez co chłopak lekko podskoczył.
-Ojć przepraszam.-Pisknęłam.
-Nic się nie stało.-Zaśmiał się cicho.Staliśmy obok siebie w ciszy,przed dużym meblem.Oglądaliśmy stojące na nim zdjęcia,mojej rodziny.Zawsze gdy na to patrzę chce mi się płakać.I tym razem tak się stało,dlatego musiałam szybko wyjść z pokoju,by się nie rozkleić.Poszłam z powrotem do kuchni i nasypałam herbaty,do dwóch kubków.Oparłam się i parapet i wpatrywałam się w ciemność,za oknem.W pewnej chwili usłyszałam kroki,jednak się nie odwróciłam.Do tej pory,gdy słyszałam jakieś szmery w domu,zaczynałam panikować,ale w tamtej chwili wiedziałam,że to tylko Harry i nie mam się czego bać.Trwaliśmy ciągle w ciszy.Gdy w końcu woda się zagotowała,od razu zalałam nią herbaty.Gorąca para i zapach imbiru rozeszły się po całej kuchni.Chciałam wziąć kubki i zanieść je do salonu,ale mężczyzna mnie wyprzedził i zabrał nasze napoje z blatu.Nikt się nie odzywał.Słychać było tylko nasze kroki.Czas mijał,a ja coraz bardziej bałam się naszej rozmowy.Weszłam do salonu,a za mną chłopak.Od razu wpadły mi w oko książki o ciąży,leżące na podłodze obok sofy.Przyspieszyłam kroku i stanęłam centralnie przed nimi,Harry postawiał kubki na stoliku,a ja w tym czasie wsunęłam książki nogą pod kanapę.Rozejrzałam się jeszcze szybko po pokoju,czy nie ma gdzieś jakiejś podejrzanej rzeczy i na szczęście mogłam odetchnąć z ulgą.Oboje usiedliśmy na kanapie w pokoju,oświetlonym dużą lampa wiszącą na suficie.Nie byłam na to gotowa.Zupełnie nie widziałam o czym mam z nim gadać i sądząc po jego minie,też za bardzo nie wiedział od czego zacząć.
-Jak chcesz to możemy pomilczeć.-Spojrzał na mnie tymi swoimi zielonymi oczyma,za którymi tęskniłam.
-Harry,ja na prawdę nie wiem co mam ci najpierw powiedzieć-Jęknęłam.
-Spokojnie.-Dotknął delikatnie mojego ramienia.-Wiesz bardzo tęskniliśmy za tobą.
-Ja też,chociaż miałam nadzieje,że będziecie się do mnie odzywać,a wy tak po prostu zapomnieliście.-Mówiłam patrząc cały czas w jeden punt na podłodze.
-Kochanie to nie tak,że zapomnieliśmy.
-A niby jak?-Spojrzałam na niego.
-Lila mieliśmy na prawdę dużo pracy.-Po tych słowach zamilkł. -Aż tak dużo,żeby nie napisać chociaż jednego głupiego sms-a?-Trochę mnie poniosło.
-Tak,aż tak dużo.-Mówił lekko zdenerwowany.
-Wiesz co,ja też miałam bardzo dużo zajęć i wcale za wami nie tęskniłam.Zapomniałam o wszystkim,nie chciałam was już nigdy widzieć.Wiec teraz proszę bardzo zapomnij o mnie,o tym,że tu mieszkam i idź dalej pracuj.Żegnam drzwi są otwarte.-Nie panowałam nad sobą.Mówiłam nie myśląc co tak na prawdę gadam.Hormony doszczętnie mną zawładnęły.Mężczyzna był lekko zdziwiony moim zachowaniem.
-Spokojnie mała.
-Nie mów do mnie mała Harry i była bym wdzięczna gdybyś opuścił już ten dom.Zapomnij o mnie.-Wstałam z miejsca i szybkim krokiem poszłam do drzwi wyjściowych.Mężczyzna ruszył cicho za mną.
-O nie,teraz już nigdy nie zapomnę.Przemyśl jeszcze to wszystko.-Powiedział i opuścił mieszkanie.Zatrzasnęłam głośno drzwi,a potem w jednej chwili wybuchnęłam głośnym szlochem.Dlaczego przez tą ciążę muszę być tak niezdecydowana.Dlaczego nie mogę po prostu do niego pójść i powiedzieć,że potrzebuje pomocy.Dlaczego to tak zawiłe.Miałam szansę i ją zmarnowałam.Zalana łzami poszłam do salonu.Był dopiero wczesny wieczór,gdy położyłam się ledwo żywa na kanapie z ogromną paczką chusteczek.Chciałam przestać płakać,ale łzy same leciały mi z oczu,po prostu nie panowałam nad tym.Zmęczona szlochem po paru minutach po prostu zasnęłam,a to co mi się wtedy przyśniło było miłym wspomnieniem z dzieciństwa.

*Usłyszałam walenie w drzwi.Był środek nocy i nie chciało mi się wychodzić z łóżka,lecz po paru sekundach hałas ustał,a wtedy usłyszałam otwierające się drzwi. 
-Harry po cichu, Lila śpi.-Mówił Liam. -Oczywiście,kochaniutki.Nie mów mi co mam robić,bo wiem ja to najlepiej.-Odezwał się Harry.Na kilometr było słychać jego zawieszający się co chwile głos.Mówił w taki śmieszny sposób,jaki pijane osoby mają z zwyczaju. 
-Ciiii.-Próbował go uspokoić brunet. 
-No tak Ciiii,ale kurde te buty są za duże,nie mogę przez nie iść. 
-No taa..to chyba nie przez buty.-Mruknął Liam. 
-A wiesz,powinni robić mi buty na zamówienie.Specjalnie dla Harry'ego.-Ciągle gadał po swojemu. -I co jeszcze,może gacie będą ci szyć.-Usiadłam gwałtownie na łóżku,bo już po woli nie wytrzymywałam ze śmiechu.Harry mówił w taki sposób,że po prostu nie dało się utrzymać powagi. 
-O Lilka czemu nie śpisz?-Zdziwił się Li. 
-Jak byś nie wiedział.-Spojrzałam na niego.Wtedy Harry runął jak długi na łóżku,aż słychać było jak sprężyny się pod nim uginają. 
-Boże co za człowiek.-Westchnął Liam i zaczął mu ściągać buty. 
-Ejjjj...zostaw,ja je kocham,one muszą być ze mną....-Protestował,a ja tylko siedziałam na łóżku i śmiałam się z tego co mówi.Paplał coś o swoich boskich loczkach,że pasują do jego boskich butów i,że za chwile wyrosną mu boskie skrzydła.
-Tak wszystko się zgadza,ale Harry połóż się już spać.-Ten nic sobie z tego nie robił i dalej gadał jakieś głupoty.Nagle zatrzymał się w środku słowa i nastała cisza.
 -No widzisz nawet już nie wiesz co chcesz powiedzieć,więc dobranoc.-Odezwał się do niego brunet.Harry jak by tego w ogóle nie usłyszał,zaczął siłować się ze swoją kieszenią w spodniach i po chwili wyciągnął telefon. 
-Musze zadzwonić do Taylor.-Mruknął pod nosem.Wszystko było by dobrze,gdyby dziewczyna była w Anglii,bo tam jest już ok 10,ale ona też jest w LA i z tego co wiem,będzie nawet juro zobaczyć występ chłopków,więc trzeba było go jakoś powstrzymać,żeby jej nie obudził.Już miałam krzyczeć żeby tego nie robił,gdy wybrał jej numer. 
-Harry przestań,przecież ona śpi.Jutro z nią pogadasz.-Liam chciał mu zabrać telefon,ale w tamtym momencie blondynka chyba odebrała,bo na twarzy loczka zawitał szeroki zwycięski uśmiech. 
-I co nie śpi.-Wytknął język. 
-Bo ją obudziłeś geniuszu.-Szepnęłam do siebie,jednak Liam też to usłyszał i się zaśmiał.Wtedy Harry zaczął nucić jakąś piosenkę,a po chwili już śpiewał.


"Zadzwoniłem jedynie po to, by powiedzieć , że Cię kocham
Zadzwoniłem jedynie po to, by powiedzieć jak bardzo mi zależy
Zadzwoniłem jedynie po to, by powiedzieć, że Cię kocham
I wyrażam to z głębi mojego serca


Był to refren mojej ulubionej piosenki Steviego Wondera.Pomimo procentów w jego krwi,śpiewał tak jakby nic nie pił tego wieczoru.Jego głos była taki jak zawsze.Na końcu trochę mu się to pomieszało,ale i tak nie było najgorzej.Gdy skończył swój popis dziewczyna mu coś powiedziała,a on z jeszcze większym uśmiechem niż poprzednio rozłączył się.
-No,to teraz możesz iść spać.-Załamał ręce brunet i wstał z fotela.
-Nie,bo jeszcze skrzydła mi nie wyrosły.-Powiedział z oburzeniem,wykrzywiając usta w podkówkę.Gdy to usłyszałam prawie leżała na ziemi ze śmiechu.
-Lila idę po jakieś proszki nasenne,bo za chwile go normalnie uduszę.-Liam wstał i wyszedł z pokoju.
-To dobry pomysł.-Przytaknęłam.
-Gdzie są moje skrzydła?-Mówił zawiedziony odwrócił się i patrzył na swoje plecy.
-Harry ty nie masz skrzydeł.-Śmiałam się ciągle,aż zachciała mi się do toalety.
-A właśnie,że mam.-Powiedział jak małe dziecko i więcej się nie odzywał,siedział tylko na łóżku i jak zahipnotyzowany patrzył się w jeden punkt na ścianie.Miałam wrażenie,że za chwile zaśnie.Uspokoił się więc pomyślałam,że to był najlepszy moment by zostawić go na chwilę samego.Szybko wstałam i poszłam do łazienki,a gdy wróciłam po paru minutach loczka nie było w pokoju.Za to drzwi balkonowe były otwarte,moje serce od razu zabiło szybciej.Od razu w mojej głowie pojawiły się same czarne scenariusze.Stałam tak gapiąc się na to okno,gdy do pokoju wrócił Liam.
-Gdzie on jest?-Spytał patrząc na puste łóżko.
-Tam.-Wskazałam na wyjście z pokoju.-Liam on chyba chce wypróbować swoje skrzydła.-Powiedziałam zdenerwowana.Od razu oboje rzuciliśmy się do otwartych drzwi.Wylecieliśmy jak z procy na balkon,ale tam nie zastaliśmy Harryego próbującego latać tylko Harryego,który smacznie sobie spał na jednym z krzeseł.Chciało mi się wtedy śmiać,ja już myślałam o najgorszym,a ten tutaj sobie tylko głośno chrapie.
-Co z nim zrobimy?-Zwróciłam się szeptem do Liama,który stał za mną.
-Nie wiem,zaciągnę go jakoś do łóżka.Jak już zasnął to teraz się tak prędko nie obudzi.-Podszedł do loczka,a ten zaczął coś jęczeć pod nosem.Li chwycił go w pasie,położył jego rękę na swoim ramieniu i tak zatargał go do łóżka.Ja tylko patrzyłam kiedy loczek runie na ziemię,bo ledwo co wlekł nogami po ziemi.Gdy tylko znalazł się na materacu znowu zasnął.
-Dobra on śpi to idę jeszcze zajrzeć do Zayna,bo ten też trochę się zabawił.Louis poszedł z nim do pokoju,bo sam to by nie doszedł.-Załamał ręce.
-No to trochę sobie pobalowali.-Zaśmiałam się.
-No...nawet nic nie mów.Dobra idę.Dobranoc Lila.-Uśmiechnął się i wyszedł.Ja zamknęłam balkon i z powrotem wślizgnęłam się pod kołdrę.Z jednej strony chciało mi się spać,a z drugiej nie,bo według mojego czasu była by już 11.Jednak moje lenistwo wygrało,a zważywszy jeszcze na to,że ja mogę spać nawet przez cały dzień postanowiłam jeszcze trochę poleniuchować.Jednak było to nie możliwe,a dlaczego?A no dlatego,że chłopak obok tak głośno chrapał,że nie dało się zasnąć.Leżałam chyba z pół godziny,wiercąc się z boku na bok i przez te przeraźliwe odgłosy loczka po prostu nie mogłam spać.Zastanawiałam się gdzie mogę się przenieść żeby zasnąć.Do głowy wpadł mi tylko jeden pomysł.Zebrałam kołdrę,koc,poduszkę i poszłam do pomieszczenia bok,czyli łazienki.Drzwi zostawiłam uchylone,żeby było trochę przewiewu,włączyłam światło nad lustrem,w wannie rozłożyłam koc,na tym puchowa kołdrę i poduszkę.Wlazłam do niej i przykryłam się skrawkiem pościeli,bo na reszcie leżałam,żeby było miękko.Zaśmiałam się w duchu ze swojej głupoty i ułożyłam jak najwygodniej.Może to nie były luksusy,ale nie było przynajmniej słychać chrapania loczka.

 ***
17 Komentarzy=Następny rozdział


PrzepraszamPrzepraszamPrzepraszamPrzepraszamPrzepraszam
I jeszcze raz przepraszam.Tak długo nic nie było,wiem że przez to połowa z was już nie pamięta o tym opowiadaniu i tu nie zagląda,nad czym bardzo ubolewam,ale po prostu miałam tak dużo do roboty,że na pisanie w ogóle nie miałam czasu.Koniec roku,moja szkolna wycieczka i potem od razu mój wyjazd do Stanów.Wszystko w jednym czasie i po prostu nie ogarniam.
Jutro biorę się za pisanie następnego rozdziału i mam nadzieje,że do mojego wylotu czyli do soboty pojawi się nowy.

I chciałam jeszcze bardzo podziękować za te wspaniałe 50.000 wyświetleń.Kocham was bardzo mocno i dziękuję,że jesteście ze mną tu tak długo.Właśnie z tej okazji pojawił się kawy wygląd bloga.Szablon zrobiłam w całości sama,więc proszę was o szczerze opinie:)) Nie jest on doskonały,ale mam nadzieję,że się wam spodoba.Co o nim myślicie??