sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 2



Słońce po woli wschodziło,a ja od godziny już nie spałam.Całą czas rozmyślałam i bardzo obawiałam się tej przeprowadzki.Nie byłam na nią w ogóle gotowa.Tak bardzo nie chciałam z nim jechać.Przez myśl przeszła mi nawet ucieczka z domu dziecka,by ten cały Louis mnie nie znalazł.Jednak wydawało się to jeszcze bardziej głupie,niż wyjazd z nim.Z łóżka wyrwał mnie krzyk,którejś z opiekunek bym już wstawała i się pospieszyła,bo przecież zostało mi już mało czasu.Miałam to na prawdę gdzieś.Wstałam i nie miałam zamiaru się spieszyć.Robiłam wszystko w swoim tempie.Gdy jedna walizka była już gotowa,zabrałam się za pakowanie drugiej.Po jakimś czasie skończyłam,ustawiłam je przy drzwiach i poszłam się uczesać.Wzięłam się za rozczesywanie moich długich do pasa włosów,gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.-Powiedziałam niechętnie.Była to pani Elizabeth,podeszła do mnie i z uśmiechem spojrzała na szczotkę do włosów.Nie byłam pewna o co jej chodzi,więc po woli podałam jej przedmiot,a ona usiadła obok mnie na łóżku.Kobieta delikatnie rozczesywała moje długie włosy,a potem związała je w warkocza.
-Pamiętaj,że zawsze możesz do mnie zadzwonić i pogadać.-W tej samej chwili ktoś zapukał.Moje serce wali ze strachu.Zza drzwi pokazała się głowa Louisa.Wszedł do środka i przywitał się z opiekunką.Kobieta patrzyła na mnie z czułością. Aja znów poczułam chęć ucieczki.
-Trzymaj się mała,pamiętaj że wszystko się kiedyś ułoży.-Przytuliłam się do niej i nie chciałam puścić,przez co opiekunka się zaśmiała.Odkleiłam się w końcu od niej,chwyciłam swoją czarną torbę w szare grochy i ostatni raz spojrzałam na swój stary pokój.Tyle razy chciałam go opuścić,a gdy ma to nastąpić już nie czuję tej chęci.Nigdy siebie nie zrozumiem.Opiekunka oplotła mnie swoim ramieniem i w trójkę ruszyliśmy do holu.Ubrałam czarną kurtkę,szalik i czapkę,ociągając się jak tylko mogła.W tym czasie w pomieszczeniu pojawili się wszyscy z ośrodka.Pożegnałam się z nimi.Dziewczyny wzięły jeszcze autografy od Louisa i ruszyliśmy do samochodu.Ostatni raz pomachałam wszystkim i odjechaliśmy.Siedziałam w ciszy z tyłu samochodu,a chłopak co chwilę na mnie spoglądał.Próbował do mnie zagadać,ale ja nie zwracałam na niego uwagi,za bardzo byłam pogrążona w myślach,więc odpuścił.Zastanawiałam się jak będę tam traktowana i jak mnie przyjmą,przecież są sławni po co im jakiś bachor do wychowania.Wstrzymywałam łzy,chciałam już być sama.
-Lila nie będziemy mieszkać na razie w Londynie.Wiesz mamy dużo pracy i aktualnie mamy parę występów w Ameryce,dlatego pojedziemy teraz na lotnisko.-Powiedział prosto z mostu.Zdziwiłam się trochę no,ale co ja miałam do gadania z taką sławą światową.Gdy już zaczęliśmy się zbliżać do lotniska,coraz dokładniej było słychać krzyki i piski.Mój niepokój wzrastał z każdym metrem.Zatrzymaliśmy się,a drzwi się otworzyły,wtedy przeżyłam szok.Wyszłam z samochodu,ledwo stałam na nogach i po prostu gapiłam się na te tłumy ludzi,a raczej samych dziewczyn.Nie byłam przygotowana do tego,że będzie ich aż tyle.Bardzo się boję takich skupisk ludzi.Pewnie dlatego,że gdy miałam 5 lat zgubiłam się w centrum handlowym,było tam pełno ludzi,byłam mała i bardzo się bałam.Błąkałam się tak jakiś czas,aż jakaś kobieta się mną zainteresowała i zaprowadziła do rodziców.Od tamtego dnia przerażają mnie takie tłumy.Stałam i nie mogłam się poruszyć,Louis podszedł do mnie i chwycił za rękę.Byłam zmuszona się ruszyć,więc po woli poszłam za chłopakiem w asyście ochroniarzy.Dziewczyny krzyczały imię Louisa,a ten szczerzył się do nich i machał.Nie czułam się dobrze,gdy widziałam nienawistne wzroki niektórych dziewczyn,więc dyskretnie wyślizgnęłam się z jego uścisku.Jednak był to błąd.Nogi uginały mi się coraz bardziej,w głowie zaczęło mi się kręcić,twarz stawała się coraz bledsza,a przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz.Następnego kroku nie zrobiłam,zemdlałam.Chłopak nic nie zrobił tak zajęty był fankami,to jeden z ochroniarzy,który szedł za mną mnie złapał.Potem nie widziałam nic,bo oczy same mi się zamknęły.Czułam tylko jak mężczyzna gdzieś ze mną biegnie.Nie miałam siły otworzyć oczu,ani się ruszyć.Próbowałam złapać oddech,ale czułam tylko jak wiatr rozwiewa moje włosy.Gdy się ocknęłam,po woli otworzyłam oczy i ujrzałam zmartwioną twarz Louisa.Podparłam się na łokciach.Nie byłam świadoma gdzie jestem,ani co się stało.
-O matko,dziecko jak mnie przestraszyłaś.-Widać było zmartwienie na jego twarzy.Nie wiem dlaczego,ale trochę mnie to do niego przekonało.Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Znajdowaliśmy się w samolocie,wystrój był całkiem przyjemny.
-Lila jak się czujesz?-Zadał pytanie,lecz ja mu nie odpowiedziałam.Nie miałam siły.-Powiedz,wszystko dobrze?-Nie dawał za wygraną.Pokiwałam głową,że jest dobrze,żeby się odczepił.Chodź to nie była do końca prawda,bo bolała mnie głowa.Wtedy Louis gdzieś sobie poszedł,a ja usłyszałam tylko stłumiony głos."Obudziła się". Wypowiedziane to było z taką ulgą.,że nie wiedziałam co mam o tym myśleć.Siedziałam na jednym z foteli i po woli dochodziłam do siebie.Po pewnym czasie znów przyszedł Louis i jakiś facet.
-Cześć,jestem Paul menadżer One Direction.Dobrze się czujesz?-Nie miałam ochoty na rozmowy,więc tylko wzruszyłam ramionami i odwróciłam głowę w drugą stronę.Stali nade mną chwilę,ale gdy zdali sobie sprawę,że nic nie wskórają to dali sobie spokój i odeszli.W samolocie było jeszcze paru innych gości,ale nie zwracałam na nich zbytnio uwagi.Siedziałam bez ruchu dłuższą chwilę,w końcu wyciągnęłam słuchawki i włączyłam muzykę.
-Masz zamiar siedzieć tu tak sama jeszcze 4 godziny?-Zagadnął wyciągając mi słuchawki z uszu,wzruszyłam ramionami i odwróciłam się bardziej do okna.Wkurzył mnie,co on sobie myśli,że nagle zacznę go wielbić,bo jest gwiazdą.Ten sobie poszedł,a ja wpatrzona byłam w pustą przestrzeń za małym okienkiem samolotowym.Po 15 minutach poczułam zapach jakiegoś jedzenia zbliżający się do mnie.Spojrzałam w tamtym kierunku,okazało się,że brunet siedzi już obok mnie z kawałkiem pizzy w ręce,który po chwili mi podał.
-Masz,musisz coś zjeść.-Powiedział władczo,a ja mimo,że byłam głodna jak wilk,bo od wczoraj nic nie jadałam to olałam go.Chciałam,żeby się odczepił.
-Lila wiem,że jest ci ciężko,ale sama widziałaś jesteś tak słaba,że zemdlałaś,a nie chce żeby coś ci się stało,więc proszę cię zjedz to.-Teraz mówił z troską w głosie.Westchnęłam tylko pod nosem i dla świętego spokoju wzięłam od niego talerz z pizzą.Ten z miną zwycięzcy wstał i poszedł na swoje miejsce.Zjadłam to i muszę przyznać,że była nawet dobra.Siedziałam wpatrując się w drewnianą ściankę przede mną i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

 ***
Aktualizacja 14.05.2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz