sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 2

sobota 24 listopada 9:30


Słońce po woli wschodziło,a ja od godziny już nie spałam.Całą noc rozmyślałam i bardzo obawiałam się tej przeprowadzki.Starałam się odpędzić od siebie wszystkie złe myśli.Wstałam,podeszłam do szafy i nie mogłam się zdecydować co ubrać.
Po długim namyśle postawiłam na zwykłe czarne rurki i sweter,a na nogi wsunęłam moje botki.W soboty śniadanie zawsze jest o 10:00 więc gdy się już ubrałam poszłam do stołówki.Wszyscy się do mnie uśmiechali i byli mili.Zrobiłam sobie kanapkę,kakao i usiadłam obok Williama.Chłopak przesunął się żebym nie spadła,w miłej atmosferze pochłonęłam swój posiłek i poszłam się spakować do pokoju.Jedna walizka była już gotowa,więc zabrałam się z drugą.Po półtorej godzinie skończyłam,ustawiłam je przy drzwiach i poszłam się uczesać.Wzięłam się za rozczesywanie moich długich do pasa włosów,gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę.-Krzyknęłam siłując się ze szczotką.Była to pani Elizabeth,podeszła do mnie i z uśmiechem spojrzała na szczotkę do włosów.Nie byłam pewna o co jej chodzi,więc po woli podałam jej przedmiot,a ona usiadła obok mnie na łóżku.Kobieta delikatnie rozczesywała moje długie włosy,a potem związała je w warkocza.
-Pamiętaj,że zawsze możesz do mnie zadzwonić i pogadać.-W tej samej chwili ktoś zapukał.Zza drzwi pokazała się głowa Louisa.Wszedł do środka i przywitał się z opiekunką.Kobieta patrzyła na mnie z czułością.
-Trzymaj się mała,pamiętaj że wszystko się kiedyś ułoży.-Przytuliłam się do niej i nie chciałam puścić,przez co opiekunka się zaśmiała.Odkleiłam się w końcu od niej,chwyciłam swoją czarną torbę w szare grochy i ostatni raz spojrzałam na swój stary pokój.Tyle razy chciałam go opuścić,a teraz gdy ma to nastąpić jest mi tak jakoś smutno.Nigdy siebie nie zrozumiem.Opiekunka oplotła mnie swoim ramieniem i w trójkę ruszyliśmy do holu.Ubrałam czarną kurtkę,szalik i czapkę.W tym czasie w pomieszczeniu pojawili się wszyscy z ośrodka.Pożegnałam się z nimi,dziewczyny wzięły jeszcze autografy od Louisa i ruszyliśmy do samochodu.Ostatni raz pomachałam wszystkim i odjechaliśmy.Siedziałam w ciszy z tyłu samochodu,a chłopak co chwilę na mnie spoglądał. Próbował do mnie zagadać,ale ja nie zwracałam na niego uwagi,za bardzo byłam pogrążona w myślach,więc odpuścił.Głównie zastanawiałam się jak będę tam traktowana i jak mnie przyjmą,przecież są sławni po co im jakiś bachor do wychowania.
-Lila nie będziemy mieszkać na razie w Londynie.Wiesz mamy dużo pracy i aktualnie mamy parę występów w Ameryce,dlatego pojedziemy teraz na lotnisko.-Powiedział prosto z mostu.Zdziwiłam się trochę no,ale co ja miałam do gadania.Gdy już zaczęliśmy się zbliżać do lotniska,coraz dokładniej było słychać krzyki i piski.Zatrzymaliśmy się,a drzwi się otworzyły,wtedy przeżyłam szok.Wyszłam z samochodu,ledwo stałam na nogach i po prostu gapiłam się na te tłumy ludzi,a raczej samych dziewczyn.Nie byłam przygotowana do tego,że będzie ich aż tyle.Bardzo się boję takich skupisk ludzi.Pewnie dlatego,że gdy miałam 5 lat zgubiłam się w centrum handlowym,było tam pełno ludzi,byłam mała i bardzo się bałam.Błąkałam się tak jakiś czas,aż jakaś kobieta się mną zainteresowała i zaprowadziła do rodziców.Od tamtego dnia przerażają mnie takie tłumy.Stałam i nie mogłam się poruszyć,Louis podszedł do mnie i chwycił za rękę.Byłam zmuszona się ruszyć,więc po woli poszłam za chłopakiem w asyście ochroniarzy.Dziewczyny krzyczały imię Louisa,a ten szczerzył się do nich i machał.Nie czułam się dobrze gdy widziałam nienawistne wzroki niektórych dziewczyn,więc dyskretnie wyślizgnęłam się z jego uścisku.Jednak był to błąd.Nogi uginały mi się coraz bardziej,w głowie zaczęło mi się kręcić,twarz stawała się coraz bledsza,a przez moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz.Następnego kroku nie zrobiłam,bo zemdlałam.Chłopak nic nie zrobił,tak zajęty był tymi fankami,to jeden z ochroniarzy mnie złapał.Potem nie widziałam nic,bo oczy same mi się zamknęły.Czułam tylko jak ten ochroniarz gdzieś ze mną biegnie.Potem nie pamiętam nic.

Gdy się ocknęłam,po woli otworzyłam oczy i ujrzałam zmartwioną twarz Louisa.Podparłam się na łokciach,a chłopak delikatnie się uśmiechnął.
-O matko,dziecko jak mnie przestraszyłaś.-Widać było zmartwienie na jego twarzy.Trochę mnie to do niego przekonało,jednak się o mnie martwi i chyba nie jestem mu obojętna.Usiadłam i rozejrzałam się dookoła. Znajdowaliśmy się w samolocie,wystrój był całkiem przyjemny.
-Lila jak się czujesz?-Zadał pytanie,lecz ja mu nie odpowiedziałam.
-Powiedz,wszystko dobrze?-Nie dawał za wygraną.Pokiwałam głową,że jest dobrze,żeby się odczepił.Chodź to nie była do końca prawda,bo bolała mnie głowa,ale miałam nadzieję,że za chwilę przejdzie.Wtedy Louis gdzieś sobie poszedł,a ja usłyszałam tylko stłumiony głos."Obudziła się". Wypowiedziane to było z taką ulgą.Siedziałam na jednym z foteli i po woli dochodziłam do siebie.Po pewnym czasie znów przyszedł Louis i jakiś facet.
-Cześć,jestem Paul menadżer One Direction.Dobrze się czujesz?-Nie miałam ochoty na rozmowy,więc tylko wzruszyłam ramionami i odwróciłam głowę w drugą stronę.Ci dali sobie spokój i odeszli.W samolocie było jeszcze paru innych gości,ale nie zwracałam na nich zbytnio uwagi.Siedziałam tak dłuższą chwilę bezczynnie,w końcu wyciągnęłam słuchawki i słuchałam muzyki.Robiłam to tak długo,aż telefon się nie rozładował.Wtedy schowałam nieużyteczne urządzenie do torby i w tej chwili podszedł do mnie kuzyn.
-Masz zamiar siedzieć tu tak sama jeszcze 4 godziny?-Zagadnął,wzruszyłam ramionami i odwróciłam się bardziej do okna.Ten sobie poszedł,a ja wpatrzona byłam w pustą przestrzeń za małym okienkiem samolotowym.Po 15 minutach poczułam zapach jakiegoś jedzenia zbliżający się do mnie.Spojrzałam w tamtym kierunku,okazało się,że brunet siedzi już obok mnie z kawałkiem pizzy w ręce,który po chwili mi podał.
-Masz,musisz coś zjeść.-Rozkazał,a ja grzecznie zabrałam się do jedzenia,nie byłam głodna,ale chciałam żeby sobie już poszedł.I tak się stało,zabrał ode mnie pusty talerz i odszedł.Wyciągnęłam z torby książkę i zaczęłam czytać.W końcu litery zaczęły się zlewać,a oczy szczypać i musiałam ją odłożyć.Spojrzałam na zegarek,który dostałam od rodziców na urodziny i okazało się że zostały jeszcze dwie godziny lotu.Nie miałam co robić,więc zamknęłam zmęczone oczy i już po chwili byłam w objęciach Morfeusza.

 ***
Aktualizacja 14.05.2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz