sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 3


Ktoś zaczął trząść mną na wszystkie strony,ale miałam na to wylane,mnie nie tak łatwo obudzić.Wtedy doszły jeszcze krzyki.
-Lila...wylądowaliśmy.Wstawaj-Wydarł mi się do ucha Louis.Niechętnie otworzyłam oczy i spojrzałam na niego zaspana.Mruknęłam tylko cicho.Wstałam po woli z miejsca i prawie wywaliła bym się o siedzenie,ale na szczęście mężczyzna przechodzący obok,chyba jakiś ochroniarz mnie złapał.
-Lepiej się już obudź.-Zaśmiał się i razem z nim wyszłam z samolotu.Na szczęście nie przechodziliśmy przez lotnisko pełne piszczących dziewczyn,tylko od razu skierowaliśmy się do podziemnego parkingu i tam wsiedliśmy do samochodu.Gdy wyjeżdżaliśmy było słychać krzyki dziewczyn,ale auto miało przyciemniane szyby i nic na szczęście nie widziałam.Siedziałam na miękkim siedzeniu z zamkniętymi oczami by na nikogo nie patrzeć i znowu zmorzył mnie sen.Lekko oparłam się o szybę i po chwili zasnęłam na dobre.W pewnym momencie usłyszałam znowu te przeklęte krzyki i poczułam,jak ktoś bierze mnie na ręce.Otworzyłam delikatnie oczy i zobaczyłam twarz tego ochroniarza z samolotu,a gdy przekręciłam wzrok przed siebie ujrzałam Louisa.
-Śpij mała,śpij.Jesteśmy już w hotelu.-Po tych słowach znowu zamknęłam powieki i starałam się nie zwracać uwagi na hałas.Potem poczułam jeszcze jak ktoś kładzie mnie na miękkim materacu,wtuliłam się w poduszkę i nic więcej nie pamiętam.

 *Louis*


Przestraszyłem się bardzo gdy mała zemdlała.Na szczęście nie trwało to długo,ale muszę coś z tym zrobić.Jutro zabieram ją do szpitala,skoro teraz mam się nią zajmować to muszę o nią dbać.Preston wziął ją z samochodu na ręce,bo nie chcieliśmy jej budzić,widziałem,że była zmęczona tą podróżą.Przeszliśmy przez cały hotel i zostawiliśmy ją w jej tymczasowym pokoju.Na początku zastanawialiśmy się z chłopakami gdzie ją położyć,czy będzie spała ze mną w pokoju czy dać jej osobny.W końcu stwierdziliśmy,że lepiej jej będzie we własnym pomieszczeniu.Od razu poszedłem do pokoju,w którym siedziała reszta oczekująca na nasz powrót.Wszedłem tam,a na ich twarzach pojawiło się zdziwienie.
-Gdzie jest ta twoja kuzynka?-Pierwszy odezwał się Harry.
-Śpi,zasnęła już w samolocie.-Westchnąłem i opadłem bezradny na kanapę obok Nialla.Nie wiedziałam już co mam myśleć.
-A jaka ona jest?-Zapytała Lou.Szczerze to bałem się odpowiadać,bo przecież ja jej w ogóle nie znam.Nic mi nie powiedziała.
-Hmmm...nie wiem,nie odzywała się do mnie.Do nikogo.-Powiedziałem cicho,a wszyscy jeszcze bardziej się zdziwili.
-Jak dziecko w wieku 13 lat może się nie odzywać przez cały dzień.-Zagadnął Zayn.-Sądzę,że popełniliśmy błąd.-Dodał cicho.
-Zayn proszę cię nie zaczynaj,dobrze wiesz jak jest.-Westchnąłem bezradnie,a reszta tylko patrzyła się na mnie.
-Wiem,ale Louis zaczynam wątpić.-Nic mu już nie odpowiedziałem.
-Muszę z nią jechać do lekarza.Na lotnisku straciła przytomność,nie wiem jak się czuje,bo na żadne moje pytanie nie odpowiada.-Zacząłem im opowiadać co i jak.
-Jezu biedactwo małe.-Powiedział Niall.
-Trzeba o nią dobrze zadbać.-Dodał Liam.Wszyscy patrzyliśmy się na siebie,nie wiedząc co robić.
-Daj jej trochę czasu,dopiero co straciła rodziców.To dla niej szok.Ale ja myślę,że to co chcecie zrobić jest nie w porządku.-Wypowiedziała się Lou,wstała z małą z fotela i pokierowała się do wyjścia.
-Ale tak będzie lepiej.-Odpowiedziałem.
-Jak dla kogo.-Odburknęła i wyszła.
Już do końca wieczoru miałem zepsuty humor.Po co ona znowu zaczynała,przecież wie,że to nasza wspólna decyzja i już nie ma odwrotu.

 *Lila*

niedziela 25 listopada

To miejsce było jakieś dziwne.Od 1:00 w nocy nie mogłam spać,chociaż oczy same mi się zamykały.Natłok myśli w mojej głowie nie pozwalał mi odpocząć. Zastanawiałam się co dalej mnie czeka,jak to będzie z obcymi ludźmi.W pewnej chwili ktoś wszedł do pokoju,a był to uśmiechnięty od ucha do ucha Louisa.
-O już nie śpisz?-Był wyraźnie zdziwiony.-No dobra.Ubierz się,bo za chwilę jedziemy do szpitala.-Nie dochodziło do mnie to co powiedział,po co mi szpital?Ale jego już nie było.Nic nie rozumiejąc wstałam z łóżka i wybrałam z walizki ubrania.Oczywiście czarne rurki i czarną za dużą bluzę.Wyszłam z łazienki,a potem z pokoju.Ponieważ wczoraj do hotelu dotarłam nieprzytomna,nie miałam pojęcia,w którą stronę mam iść żeby spotkać Louisa.Stałam bezradna na korytarzu nie wiedząc co zrobić.Wtedy z jednego pomieszczenia wyszedł chłopak,około 20 lat,dobrze zbudowany brunet.Widząc mnie zaczął się jeszcze szerzej uśmiechać.
-Ty pewnie jesteś Lila?Chodź ze mną wszyscy chcemy cię poznać.-Prawdę mówiąc wtedy zaczęłam się trochę bać.Za chwilę mam poznać obcych ludzi,którzy teraz będą częścią mojego życia.Stresujące przeżycie.Podążałam za nim niepewnym krokiem.Dotarliśmy do jednych drzwi,które po chwili się otworzyły.Jeszcze bardziej niepewnie weszłam za facetem do środka.
-Patrzcie kto się obudził.-Powiedział radośnie i wskazał na mnie ręką.
-O nasza mała śpiąca królewna.-Zaśmiał się jeden chłopak o blond włosach,który siedział na jednej z kanap.Obok niego siedział chłopak o ciemnej karnacji.A na drugiej z kanap leżał rozwalony na całą szerokość sofy brunet,gapiący się w ekran komórki.Na jednym z foteli siedziała blondynka,która na kolanach trzymała małą śliczną dziewczynkę.Gdy się tak rozglądałam,po dość dużym pomieszczeniu,drzwi do pokoju znów się otworzyły.Stanął w nich Louis.
-Widzieliście gdzieś Lil-Nie dokończył swojej wypowiedzi,bo dostrzegł mnie stojącą na środku pokoju.Moje zdezorientowanie w tamtej chwili było wielkie.Wyobrażałam sobie jak stamtąd uciekam do domu,mojego starego domu.Do rodziców.
-Zgarnąłem ją z korytarza.-Powiedział ten chłopak,który mnie tu przyprowadził i usiadł na oparciu od kanapy.
-To dobrze,więc Lila poznaj moich przyjaciół.To jest Niall.-Wskazał na blondyna.-Zayn-Pokazał na mulata.-Harry-To chłopak z nosem w telefonie.-A twój wybawca to Liam-Wskazał na bruneta.-A te o to panie to Lou,nasza stylistka i Lux jej córka.-Skończył swój monolog i wszyscy jak na zawołanie szczerzyli się do mnie.Stałam tam i czułam jak robi mi się słabo.Nie mogłam nic z siebie wydusić,żadnego słowa ani nawet wysilić się na uśmiech.
-Dobra,chodzi zbieramy się.-Brunet widział,że nie wiem co zrobić i sam ruszył do wyjścia,a ja nadal stałam w miejscu.Nie chciałam być znowu osaczona fankami koczującymi pod hotelem.Ten to zauważył i się odwrócił.
-Lila no chodź,nie ma czasu.-Ale ja nie miałam zamiaru się ruszać.
-Mała idź,te badania są naprawdę ważne.To dla twojego dobra.-Powiedział któryś,ale jakoś mnie to nie przekonało.Wtedy Louis do mnie podszedł i pociągnął za rękę,nie miałam już wyboru.Szłam za nim,weszliśmy jeszcze do mojego pokoju po kurtkę i ruszyliśmy do samochodu.Okazało się,że hotel też ma garaż i nie wiedziałam ani jednej dziewczyny.Za co dziękowałam w głębi duszy.Jechał z nami również Paul i ten ochroniarz,który wczoraj mnie niósł.Dowiedziałam się wtedy,że mężczyzna ma na imię Preston.Samochód jechał po woli,gdyż były straszne korki.Cała trójka rozmawiała między sobą,kiedy ja wpatrywałam się w widoki za oknem.W końcu auto się zatrzymało,a my spokojnie wysiedliśmy ponieważ nie było tam,ani jednej piszczącej dziewczyny.Ucieszył mnie ten widok,weszliśmy do środka i przywitał nas nie miły zapach,jaki panuje we wszystkich szpitala.Nigdy nie lubiłam przebywać w takich miejscach.Ale gdy byłam mniejsza często chorowałam i dlatego dużo razy odwiedzałam szpital w Londynie.Skierowaliśmy się do jednego z gabinetów na pierwszym piętrze,gdzie od razu nas przyjęto.Lekarz dokładnie mnie zbadał,gdy miałam pobieraną krew,Louis od razu zbladł myślałam,że zaraz wybuchnę śmiechem,bo mnie ten widok w ogóle nie wzruszał.Czyżby nasz gwiazdor mdlał na widok krwi.Potem miałam jeszcze inne dodatkowe badania,a na wyniki czekaliśmy chyba z godzinę.W końcu wszystko było już wiadome.
-No więc,nasza mała pacjentka ma anemię.Wczoraj musiało dojść do tego duży stres,organizm nie wytrzymał i się poddał-Wyjaśnił doktor.
-A jak można temu zapobiec?-Spytał przerażony Louis.
-Lila musi jeść,bo ostatnio to chyba z tym kiepsko co?-Zwrócił się do mnie,na co lekko pokiwałam głową. Faktycznie od śmierci rodziców w domu dziecka nie jadłam za dużo,czasami w ogóle nie chodziłam na wspólne posiłki,chociaż opiekunki mnie prosiły.
-Więc,musi jeść dużo żelaza i magnezu,a pan musi jej pilnować.Nigdy nic nie wiadomo.Wypisze jeszcze tabletki z dodatkową ilością witamin.-Potem już go nie słuchałam.On i tak pewnie nie będzie się ze mną użerał,w końcu to gwiazda.
-Dziękuje,do widzenia.-Pożegnaliśmy się i ruszyliśmy w ciszy do samochodu.A Preston wykupił jeszcze receptę.Tym razem droga była dłuższa,więc zastanawiałam się gdzie jedziemy.Samochód się zatrzymał i wysiedliśmy na dużym parkingu obok stadionu.Oczywiście fanki też tam były,ale oddzielał nas płot i czułam się bezpieczniej niż wczoraj.Weszliśmy na duże boisko,gdzie były porozstawiane krzesła i wielka scena.To wszystko było takie niesamowite i wielkie.
-O dobrze,że już jesteście,co tak długo?-Wydarła się Lou jak tylko nas zobaczyła,co nie było łatwe w tym tłumie ludzi.Każdy się gdzieś śpieszył,a dla kogo to wszystko?Dla jakiś pięciu chłopaków,którzy teraz obijają się na scenie.Dwójka ganiała się gdzie tylko się da,jeden jadł sobie na środku sceny kanapkę,a jeszcze inny gadał zawzięcie przez telefon.Widząc to wszystko stwierdziłam,że znalazłam się u jakiś idiotów.
-Czekaliśmy na wyniki.-Odpowiedział Louis i zawołał pozostałych członków zespołu.Nie wiem po co,przecież pewnie nie interesowało ich to co mi jest.Harry skończył gadać przez telefon i wszyscy do nas podeszli.
-Hej,no i co jej jest?-Zapytał jeden z nich,a wszyscy patrzyli z wyczekiwaniem na mojego kuzyna,który już po chwili im wszystko wytłumaczył.Nie słuchałam go,moja choroba wcale mnie nie zdziwiła.Może mi się pogorszyć,wtedy będę z rodzicami.
-Oj,ze mną na pewno ci przejdzie.-Zawiesił się mi na ramieniu Niall.
-No to możemy być spokojni.-Zarechotał Harry.
-WSZYSCY NA SCENĘ.-Usłyszeliśmy męski głos i skierowaliśmy się w tamtą stronę.
-Lila musisz się teraz czymś zająć,bo mamy próbę.Możesz iść z Lou do garderoby.-Powiedział Louis i już go nie było.Grzecznie poszłam za kobietą i małą Lux,weszłyśmy za scenę gdzie też było dużo ludzi.
-No Lila tutaj sobie trochę posiedzimy,dzisiaj cały dzień prób.-Jakoś nie pocieszała mnie ta myśl,no ale nie miałam innego wyjścia jak siedzieć tam z nimi.
-O to pewnie nasza mała kuzyneczka.-Podeszła do nas ciemnoskóra kobieta w ciąży.Wydawała się być sympatyczna,miała taki serdeczny wyraz twarzy.
-Tak to Lila.-Odezwała się Lou.
-A to jest Caroline-Przedstawiła mi kobietę,ta podała mi dłoń więc ją uścisnęłam.
-Miło mi cię poznać.-Uśmiechała się cały czas serdecznie,lekko odwzajemniłam uśmiech.
-No mała,usiądź sobie i jak będziesz czegoś potrzebowała to nas wołaj.Będziemy się tu gdzieś kręcić.-Powiedziała do mnie Lou.Zrobiłam tak jak mówiła,usiadłam na dwuosobowej kanapie w kącie i wszystkich obserwowałam.W pomieszczeniu znajdowały się wieszaki z ubraniami i stało pełno par butów.W końcu mi się to znudziło,bo wszyscy tylko latali jak poparzeni.Wyciągnęłam rozładowany telefon i podłączyłam ładowarkę,bo po wczorajszej podróży w ogóle o nim zapomniałam.Usiadłam obok kontaktu,na podłodze po turecku i patrzyłam się w ścianę.Telefon się włączył a w nim 5 nieodebranych połączeń o pani Elizabeth.No tak całkowicie zapomniałam,że miałam się do niej wczoraj wieczorem odezwać i opowiedzieć jej o wszystkim.Poczekałam,aż komórka się trochę naładuje i wybrałam numer opiekunki.Odebrała po dwóch sygnałach.
-Oj Liluś,dzwoniłam do ciebie,jak ci tam jest?-Usłyszałam jej przyjemny głos.
-Dzień dobry.-Wypowiedziałam pierwsze słowa od opuszczenia domu dziecka.Poczułam tak jakby ulgę,chociaż w ogóle nie wiem dlaczego.
-Kochana martwiłam,dzwoniłam,ale nie odbierałaś.
-Przepraszam,ale telefon mi się rozładował jak lecieliśmy samolotem.-Tłumaczyłam.
-No tak,a jak ci tam jest w tej Ameryce?-Byłam zdziwiona,bo przecież ja nic nie mówiłam  o Ameryce.
-To pani wiedziała,że nie będę mieszkać w Londynie?
-Tak skarbie,ale Louis powiedział mi dopiero jak po ciebie przyjechał.Proszę nie bądź zła.-Mówiła błagalnym głosem.Nie chciałam się z nią kłócić,ona zawsze chciała dla mnie jak najlepiej.
-Nie gniewam się.
-To dobrze,no to opowiadaj.-Zachęcała mnie.
-No więc mieszkamy w ładnym hotelu,mam swój pokój.Teraz jesteśmy na próbie,bo za parę dni jest koncert.
-A jacy są ci koledzy Louisa?-Tego pytania bałam się najbardziej,przecież ja w ogóle nie próbowałam ich poznać.
-No....yyyy.
-Cy ty w ogóle z nimi rozmawiałaś?-Przerwała mi.
-Nie.-Wypowiedziałam szybko,bo chciałam mieć to już z głowy.
-Och.Mała musisz ich lepiej poznać,inaczej im nie zaufasz.Posłuchaj wiem,że to dla ciebie nowa całkiem obca sytuacja,ale musisz się tam jakoś odnaleźć.Pamiętaj,że zawsze możesz do mnie zadzwonić.
-To nie łatwe,boje się.
-Wiem kochanie.A jak tam wrażenia z samolotu,bałaś się?-Zmieniła temat.
-Na początku trochę nigdy wcześniej nie latałam,ale potem już było dobrze.A jak tam dziewczyny,żyją jeszcze po spotkaniu takiej gwiazdy?
-Są szczęśliwe jak nigdy.
-To dobrze,a jak Will?
-Wszystko u niego dobrze.Tęsknimy już za tobą,ale tam będzie ci lepiej.
-Też tęsknie.
-Trzymaj się tam.-Mówiła przejęta.-Dasz sobie radę kochanie.-A jak się czujesz?-Nie wiedziałam o co jej chodzi.Nic jej przecież nie mówiłam o sytuacji z lotniska.Nie odzywałam się dłuższy czas,więc ona znowu zaczęła mówić.
-Czytałam w internecie,że zasłabłaś na lotnisku to prawda?-Zamurowało mnie.No,ale z drugiej strony mogłam się tego spodziewać,przecież było tam mnóstwo ludzi i każdy mógł to nagrać i wrzucić do sieci.Paparazzi są chyba wszędzie.
-Jak to pani czytała w internecie?-Nie dowierzałam.
-Na stronach plotkarskich aż huczy od tej wiadomości,ale nie przejmuj się w końcu wszyscy o tym zapomną.Ale jak to się stało?
-Szczerze?
-Tylko-Zaśmiała się kobieta.
-Wie pani,ja boję się tych wszystkich dziewczyn.Zachowywały się tak jak by chciały mnie zadeptać, żeby tylko zbliżyć się do swojego idola.No i po prostu nie wytrzymałam.
-Lila,nie możesz brać wszystkiego tak mocno do siebie.Musisz przezwyciężyć swój strach,bo teraz takie tłumy będą twoją codziennością.Wierze w ciebie,dasz radę.Nie będzie łatwo,ale w końcu się uda.Pomyśl sobie o czymś przyjemnym,gdy będziesz obok nich przechodzić.-Słuchając tak tego co mówi nie mogłam już wytrzymać i wybuchłam.
-Pani El ja już nie mogę.Chce do rodziców,tęsknie za nimi.-Płakałam jej do słuchawki,nie mogąc złapać oddechu.
-Jejku kochanie nie płacz proszę,wiem jak tęsknisz.Postaraj się do nich zbliżyć,nie zastąpią ci rodziców,ale dadzą wsparcie i miłość.Proszę malutka
-Ja nie wiem czy dam radę.Nie mam już po co żyć.
-Nawet tak nie mów,proszę idź teraz do Louisa i porozmawiaj z nim.
-Spróbuję.-Wydukałam,chociaż wiedziałam,że nie jestem na to gotowa.
-Lilka muszę kończyć kochanie,nie płacz już i pogadaj z nimi.Paa.
-Papa.-Nasza rozmowa się zakończyła.Rozłączyłam się i wstałam z ziemi ocierając łzy,a gdy się odwróciłam od ściany stało przede mną całe One Direction.

 *Lou*


Szłam właśnie przewinąć Lux gdy zobaczyłam,że Lila trzyma telefon przy uchu.Podeszłam trochę bliżej i pierwszy raz usłyszałam jej melodyjny głos.Nie chciałam być wścibska,ale moja ciekawość z kim rozmawia zwyciężyła.
-To nie łatwe,boje się.-Więcej nie słyszałam,bo mała zaczęła się kręcić,szybko więc ruszyłam na scenę.Chłopcy kończyli właśnie układ,więc od razu do nich podleciałam.
-Słuchajcie Lila rozmawia przez telefon.-Wydarłam się żeby dokładnie usłyszeli,bo ja sama nadal w to nie wierzyłam.
-Serioooo?-Przekrzykiwali siebie nawzajem.
-No chodźcie,zobaczycie sami.-Zaprowadziłam ich do garderoby.
-Wie pani,ja boję się tych wszystkich dziewczyn.Zachowywały się tak jak by chciały mnie zadeptać, żeby tylko zbliżyć się do swojego idola.No i po prostu nie wytrzymałam.-Słyszeliśmy jej cichy głosik.
-Pani El ja już nie mogę.Chce do rodziców,tęsknie za nimi.-Powiedziała szlochając,spojrzeliśmy po sobie.Mała płakała swojej opiekunce do słuchawki.Serce mi się łamało jak jej słuchałam.Taka mała osóbka a tyle przeszła.
-Ja nie wiem czy dam radę.Nie mam już po co żyć.-Po tych słowach oniemiałam.Ona ma dopiero 13 lat.Całe życie przed nią,a widać jaka załamana jest.Stałam w miejscu nie wiedząc co zrobić.Tak bardzo chciałam ją pocieszyć.To co zrobili chłopcy nie było dobrą decyzją.Lila jeszcze bardziej się załamie gdy dowie się prawdy.Mała pożegnała się po chwili ze swoją rozmówczynią i odwróciła w naszą stronę.Na widok jej załzawionej słodkiej buźki mi też chciało się płakać.
-Lila,proszę porozmawiaj z nami.-Podszedł do niej Harry i chwycił za ramiona,bo Louis w dalszym ciągu stał,jak wryty i nie mógł pewnie uwierzyć w jej słowa.Dziewczynka nic mu nie odpowiedziała,tylko wyrwała się z jego uścisku i usiadła na kanapie.Naciągnęła rękawy bluzy na dłonie i schowała w nich twarz.Żal mi się jej zrobiło,teraz na prawdę nie ma przy niej nikogo bliskiego.My jesteśmy dla niej całkiem obcy i wątpię,żeby to się szybko zmieniło.
-Kochanie nie wiemy przez co przeszłaś i jak trudno musi ci być,ale właśnie dlatego chcemy ci jakoś pomóc sprawić,żebyś lepiej się poczuła.-Usiadłam delikatnie obok mniej z nadzieją,że może mnie posłucha.Jednak tylko spojrzała się na mnie ze smutną miną.
-Mała boisz się nas?-Zapytał się Zayn.Ta i siedziała w ogóle się nie ruszając.
-Chcesz z nami gadać?-Spytał Louis.Ta pokiwała przecząco głową,a my zrezygnowani odeszliśmy od niej i wróciliśmy do swoich zajęć.Został przy niej Louis.

                                                                        *Lila*                                                                        

Patrzyłam na nich tępo i nie wiedziałam co zrobić.Nie miałam ochoty z nimi rozmawiać.Chciałam być sama.ale muszę przyznać,że ta sytuacja skłoniła mnie do przemyśleń.Gdyby im nie zależało to nie przyszli by tu i nie mówili by tego wszystkiego.Sama już nie wiedziałam co mam myśleć o tej sytuacji.Siedziałam na kanapie,a obok mnie Louis.Nie mówiłam nic,on też.Wszyscy chodzili obok nas,a my ciągle milczeliśmy.W końcu chłopak odpuścił,a ja włożyłam słuchawki do uszu i zatonęłam w rytmach muzyki Taylor Swift.Jest ona moją ulubioną wokalistką, po prostu kocham jej piosenki.Przesłuchałam całą playlistę jaką mam na telefonie i postanowiłam trochę "pozwiedzać".Wygramoliłam się z kanapy,wzięłam torbę i błąkałam się tak między ludźmi.W końcu poszłam na scenę,gdzie trwała próba zespołu.Ćwiczyli właśnie jakąś choreografię,a ja usiadłam po cichu rogu sceny po turecku i obserwowałam ja się wygłupiają.Harry związał sobie włosy w kiteczkę na środku głowy i tak paradował,wyglądał jak uciekinier z psychiatryka.No i niby jak brać kogoś takiego na poważnie.
-Dobra,przerwa.-Usłyszeliśmy po jakiejś godzinie.
-Młoda,chodź musisz coś zjeść.-W garderobie czekała na mnie sałatka z kurczakiem.Nie narzekałam, bo lubię to danie,a inni jedli jakieś fast foody.
-No,grzeczna dziewczynka-Pochwalił mnie Harry,gdy już wszystko zjadłam.Zespół znowu wrócił na próbę,a ja powędrowałam na trybuny daleko od hałasu i czytałam książkę.Po jakimś czasie usłyszałam swoje imię,spojrzałam na scenę gdzie na środku stał Niall i krzyczał na całe gardło.Schowałam książkę do torby i poszłam tam do niego,żeby się już więcej nie darł.
-Chodź na dzisiaj już koniec.-Poszliśmy do reszty i razem udaliśmy się do samochodu.Dziewczyny za płotem znowu zaczęły się drzeć.Wsiadłam do samochodu z Louisem i Harrym,reszta jechała drugim autem.W budynku stało z 15 dziewczyn,zespół się zatrzymał,a ja razem z Lou i Lux pojechałyśmy już windą na nasze piętro,gdzie od razu skierowałam się do mojego pokoju.Chciałam sobie dokładnie przemyśleć słowa pani Elizabeth,położyłam się na łóżku i nie wiem kiedy,ale zasnęłam.Obudziło mnie skrzypnięcie otwieranych się drzwi od mojego pokoju.
-Młoda chodź,zjesz coś,bo musisz zjeść tabletkę.-Nie chętnie wstałam i poczłapałam za nim.Weszliśmy do jednego z pokoi gdzie siedzieli wszyscy i z czegoś się śmiali.Zjadłam kanapkę z serem,wzięłam leki i wróciłam do swojego pokoju.Nie miałam już siły na nic,więc umyłam się,ubrałam w piżamkę i poszłam do ciepłego łóżeczka.Z nadzieją na lepsze i przede wszystkim weselsze jutro.Bardzo chciałam żeby się coś między mną,a nimi zmieniło.Z tą myślą zasnęłam.

***
Aktualizacja 15.05.2015

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz