sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 4


Ciemność wszędzie ciemność,ale jednak gdzieś tam w oddali pojawia się małe światełko.Z czasem powiększa się coraz bardziej,a gdy rozświetla już całą ciemność zaczynają pojawiać się postacie.Stają się wyraźne,a ja rozpoznaję w nich moich rodziców. Ludzie ci byli bardzo radośni,uśmiechali się do mnie i machali.
-Córeczko.-Odezwała się kobieta,łagodnym głosem.Teraz byłam już pewna tego,że są to osoby najważniejsze w moim życiu.I chociaż na chwilę zapomniałam o tym,że nie żyją,bo przecież ich widziałam.
-Liluś pamiętaj,że cię obserwujemy. Jesteśmy przy tobie cały czas.-Wypowiedział się tata.
-Wiemy,że ci nas brakuje i zamknęłaś się w sobie,ale w tej chwili najbardziej z tatą pragniemy żebyś znowu żyła tak jak kiedyś.Żebyś była wesoła,tak jak dawniej.Nie płacz.-Powiedziała mama.
-Masz nową rodzinę,nie bój się jej.Obiecaj nam to.-Tata miał rację,oni próbowali mnie poznać,a ja ich tak po prostu odpychałam.
-Obiecuję-Szepnęłam.
-Pamiętaj,kochamy cię i zawsze będziemy nad tobą czuwać.-Po wypowiedzeniu tego zdania obydwoje zaczęli odchodzić.Byli coraz dalej,aż w końcu całkowicie zniknęli i znów nastała ciemność.

Obudziłam się cała zalana potem,a z moich oczu automatycznie pociekły łzy.Pierwszy raz od ich śmierci miałam taki sen.Był tak bardzo realistyczny,miałam nadzieję,że gdy się obudzę oni będą tu ze mną,ale jednak tak się nie stało.Siedziałam tak i szlochałam w poduszkę,wtedy drzwi od pokoju się uchyliły i stanął w nich Harry.Bardzo zdziwiłam się jego wizytą,po co on w ogóle tu przyszedł?
-Lila co się stało?-Zapytał.Podszedł bliżej,zapalił nocną lampkę i usiadł na łóżku.Podniosłam głowę i ujrzałam jego przejętą minę.Poczułam w sobie taką wewnętrzną odwagę.
-Tęsknię za nimi.-Szepnęłam i spojrzałam na niego,było widać,że jest zdziwiony tym,że się do niego odezwałam,ale w końcu musiałam przerwać tą barierę w sobie.
-Mała wiem,że ci ich brakuje,a my nigdy ich nie zastąpimy,ale chcemy żebyś była szczęśliwa.
-Dziękuje i jestem wam za to wdzięczna.-Powiedziałam,a ten się uśmiechną i otarła moje łzy.
-No już,będzie dobrze-Szepnął i mnie przytulił.Wtuliłam się w niego i przestałam płakać.Nie wiem kiedy,ale z powrotem zasnęłam.

 Poniedziałek 26 listopada


Obudziłam się gdy było już jasno z zamiarem zaczęcia mojego starego nowego życia.Była godzina 8:05 więc wstałam,podeszłam do okna,za którym pięknie świeciło słońce co jest rzadkością w listopadzie.Aż chcę się żyć przy takiej pogodzie.Wyciągnęłam z walizki ubrania i poszłam do łazienki.
Gdy z niej wyszłam udałam się do pokoju obok,nie wiedziałam do kogo on należy,ale widziałam jak wczoraj wchodził tam Louis.Zapukałam i usłyszałam ciche proszę,więc weszłam po woli.W pokoju stał Harry i układał sobie fryzurę.Znowu poczułam w sobie siłę,która dodawała mi odwagi.
-Hej,Lila siadaj.-Wskazał na kanapę,gdzie podeszłam i usiadłam.-Co cię do mnie sprowadza?-Zapytał i wrócił do układania włosów.
-Wiesz gdzie jest Louis?-Zapytałam po czym poczułam niesamowitą ulgę.Miałam wrażenie,że teraz będzie już tylko lepiej.
-Wiesz chyba w pokoju u Liama.Zamawiają śniadanie,chodź to może się jeszcze załapiemy.-Zaśmiał się i razem wyszliśmy z pokoju.Weszliśmy do pomieszczenia na przeciwko,gdzie siedzieli Louis,Liam i jeszcze jakiś dwóch facetów.
-O już wstałaś.-Wydarł się Louis.No raczej skoro tu stoję.Pomyślałam i zaśmiałam się w duchu,moja wredna natura po woli wraca.
-To jest Josh nasz perkusista,a to Dany nasz Gitarzysta.-Wyjaśnił Liam,Ci wesoło mi pomachali.
-Hej Lila.-Powiedzieli razem.
-Hej-Mruknęłam pod nosem,tak że nikt nie usłyszał.
-Musisz coś zjeść.Co chcesz?-Zapytał Louis,chociaż i tak pewnie myślał,że mu nie odpowiem. Zastanawiałam się na co mam ochotę,w końcu stwierdziłam,że dawno nie jadłam naleśników.Gdy już miałam powiedzieć co chcę chłopak odezwał się znowu.
-Dobra sam ci coś wybiorę.-Machnął ręką.
-Naleśniki.-Powiedziałam szybko ale szeptem,a wzrok wszystkich skierował się w moją stronę.Aż chciało mi się śmiać z ich min.Tylko Harry patrzył się w swój telefon i delikatnie chichotał pod nosem.
-No co?-Zapytałam sama zdziwiłam się,że to powiedziałam.
-Kim jesteś i kto cię podmienił?-Spytał przerażony Liam.Wzruszyłam ramionami i usiadłam na brzegu kanapy,obok Josha.
-Jestem z ciebie taki dumny!-Cieszył się Lou.Przewróciłam oczami i czekałam na śniadanie,podczas gdy ci wrócili do normalnej rozmowy.Ktoś zapukał do drzwi,oni zachowywali się tak jak by nic nie słyszeli,więc poszłam otworzyć.Był to facet z obsługi z naszym posiłkiem.Już chwilę potem zajadałam się pysznymi naleśnikami z serem.
-O czuje jedzenie.-Do pokoju wleciał Niall,a za nim Zayn.
-Długo się nie nacieszysz,bo za chwilę musimy jechać.-Powiedział Liam i zaczął się zbierać.
-Gdzie?-Zapytałam słabym głowem,a wzrok Nialla i Zayna skierował się na mnie.Matko co za ludzie.
-Louis jesteś pewny,że to twoja kuzynka.-Zapytał się Zayn.
-Ona jest prawdziwa.-Niall niespodziewanie do mnie podszedł i uszczypnął,co trochę bolało.
-Ałaaa.-Mruknęłam.
-Oj przepraszam.-Uśmiechnął się do mnie,wzruszyłam tylko ramionami i chciałam stamtąd wyjść,ale usłyszałam jeszcze odpowiedź Louisa.
-Jedziemy na próbę.-Krzyknął i już mnie nie było.Poszłam do siebie,spakowałam do torby telefon i inne sprzęty,żeby mi się nie nudziło.Wtedy ktoś zaczął pukać do moich drzwi,więc poszłam otworzyć.Był to Louis.
-Mogę wejść.-Kiwnęłam tylko głową i wpuściłam kuzyna do środka.-Lila zapomniałem,bo chce ci coś powiedzieć.Dzisiaj zaczynasz naukę.-Te słowa totalnie mnie zaskoczyły.Przecież ja chodzę do szkoły w Londynie.Spojrzałam na niego zdziwiona,a ten się tylko zaśmiał.
-Masz prywatnego nauczyciela.Wiesz,że dużo podróżujemy i często nie było by cię w szkole,dlatego zgodnie stwierdziliśmy,że tak będzie lepiej.Będziesz mogła uczyć się na próbach,albo jak będziemy mieli jakiś wywiad czy coś.No,a jak będziemy dłuższy czas w Londynie,to będziesz chodziła do szkoły-Skończył swój monolog i wyciągnął coś zza swoich pleców.Był to kolorowy plecak.
-Kupiliśmy to dla ciebie.W środku są książki,które będą ci dzisiaj potrzebne.Podoba ci się?-Spojrzał na mnie i czekał na moją reakcję.Plecak był jasny,ale podobał mi się.
-Dziękuję.-Powiedziałam i lekko się uśmiechnęłam.
-Dobra,chodź musimy już jechać.-Chwyciłam plecak i wyszliśmy z pokoju po czym udaliśmy się do samochodów.Siedziałam z Harrym i Zaynem,a reszta była w drugim wozie.
-I co dzisiaj już nie będziesz się nudziła.-Poklepał mnie po ramieniu loczek.
-Yhmm.-Jęknęłam i resztę drogi myślałam o moim nowym nauczycielu oraz jak będzie wyglądała ta moja indywidualna nauka.W końcu dojechaliśmy pod arenę.Ubrałam na plecy ten nie szczęsny plecak i wlekłam się za nimi,jak na skazanie.
-Lila i tak się nie wykręcisz.-Zachichotał Harry.Wzruszyłam tylko ramionami i szłam dalej niezadowolona.Weszliśmy do jakiegoś budynku,a to co ujrzałam za sceną przerosło moje najśmielsze oczekiwania.Przy jednym ze stołów stała Brook.Nie mogłam w to uwierzyć,wszystkiego bym się spodziewała,ale na pewno nie tego,że ją tu zobaczę.
-Brook.-Wydarłam się na całe gardło i zaczęłam biec w jej stronę.Dziewczyna zrobiła to samo i po chwili wpadłyśmy sobie w ramiona.
-Mała,bo mnie udusisz.-Zaśmiała się.
-Brook co ty tu robisz?-Nie miałam pojęcia skąd ona się tu wzięła.
-Kochana będę cię uczyć.-Znów zarechotała.
-Ale jak to?-Byłam w totalnym szoku.
-Wiesz przecież,że uczę się na nauczycielkę,więc teraz mam takie jakby praktyki.Nie cieszysz się?
-Oczywiście,że się ciesze.-Pisnęłam szczęśliwa.Dziewczyna oplotła mnie swoim ramieniem i ruszyłyśmy w stronę zdezorientowanych chłopaków z zespołu.Patrzyli na nas jak na kosmitów.Nie wytrzymałam i wybuchnęłam moim głupkowatym śmiechem.Brook pokręciła tylko z rozbawieniem głową.
-Cześć jestem Brook,nauczycielka Lily.-Przedstawiła się,a ci patrzyli raz na mnie jak opanowuje śmiech i raz na nią.
-Miło cię poznać-Pierwszy ogarnął się Harry.
-To wy się znacie?-Zadał głupie pytanie Louis.To pytanie było tak głupie,że nie odpowiedziałam.
-Znam Lilę od urodzenia.Jesteśmy tak jakby kuzynkami.-Wyjaśniła dziewczyna.
-No to teraz wszystko jasne.-Zaśmiał się Zayn.Stanęłam obok dziewczyny i oplotłam ją rękami w pasie.Czułam się bardzo szczęśliwa,uśmiech sam pojawił się na mojej twarzy i nie chciał zniknąć.Zespół chyba to zauważył,bo też mieli radosne wyrazy twarzy.
-Brook możemy chwilę pogadać.-Zagadnął Louis,ta przytaknęła,niechętnie się od niej odkleiłam i odeszli na bok.
-Wy na prawdę nie wiedzieliście?-Zadałam cicho pytanie.
-Na prawdę,nic.-Odpowiedział mi Liam.Cała czwórka która ze mną została patrzył się na mnie przeszywająco.Opuściłam wzrok na podłogę i czekałam aż znów będę mogła przytulić się do Brook.
-Ładny masz uśmiech wiesz.-Wypalił Harry.Niechętnie spojrzałam się na niego zdziwiona.
-No tak loczek ma rację,chcemy go częściej oglądać.-Dopowiedział Liam.Nie wiedziałam jak mam się zachować więc po prostu stałam w miejscu z delikatnym uśmiechem na ustach.
-Dobra,musimy zacząć próbę.Lila,a na ciebie czekają lekcje.-Powiedział Louis i już ich nie było.
-No wiem,że nie lubisz się uczyć,ale proszę posłuchaj mnie przez chwilę.-Poprosiła Brook i zaczęłyśmy nudne lekcje.Siedziałyśmy tak z 4 godziny,nudziłam się niesamowicie.Wszystko dość szybko łapałam i Brook mnie nawet pochwaliła.W końcu moja męczarnia dobiegła końca,z ledwością wstałam z krzesła,bo już prawie się do niego przykleiłam.Wtedy też usłyszeliśmy donośny głos ze sceny.KONIEC PRÓBY,DZIĘKUJE BARDZO.Te słowa dodatkowo mnie ożywiły bo oznaczało to,że nie będę musiał dłużej tu siedzieć.
-No Lilka,chodź jedziemy do hotelu.Musisz coś zjeść.-Usłyszałam głos Liama.
-Pójdę pod jednym warunkiem.-Powiedziałam,a ten zaskoczony się na mnie spojrzał.
-Ona jedzie z nami.-Wskazałam na Brook,a oby dwoje spojrzeli na mnie dziwnie.Chciałam tylko trochę czasu spędzić z osobą,która tak jakby należy do mojej rodziny.
-Po pierwsze ona ma imię,a po drugie nie wiadomo czy Brook w ogóle będzie chciała z tobą jechać,ty mała buntowniczko.-Po tych słowach oboje spojrzeliśmy na dziewczynę wyczekująco.Wiedziałam że się zgodzi,w końcu trochę ją już znam.
-No pewnie,stęskniłam się za tobą buntowniczko.-Zaśmiała się i wszyscy ruszyliśmy w stronę parkingu.Po pół godzinie byliśmy już w hotelu,ich jak zawsze zatrzymały fanki.My z Brook pojechałyśmy już windą na górę i poszłyśmy do mojego pokoju.
-No widzę,że niektóre rzeczy się nie zmieniły.-Mówiła rozglądając się po pokoju.
-Nie wiem o czym ty mówisz?-Powiedziałam z oburzeniem,chociaż domyśliłam się,że chodzi o bałagan panujący w pomieszczeniu.
-Może byś tu trochę ogarnęła co?-Pokiwałam tylko przecząco głowa.
-Jak dla mnie to jest porządek.-Powiedziałam od niechcenia i rzuciłam się na łózko.
-Zupełnie jak Matt.-Gdy wypowiedziała to imię od razu podniosłam głowę do góry i spojrzałam się na nią. Przypomniały mi się te wszystkie chwile z nim spędzone,te dobrze i te złe.
-Lila dlaczego się do niego tak długo nie odzywasz.On tęskni.-Zapytała,a ja od razu opowiedziałam jej o tym co od dawna mnie dręczy.
-Wiesz że Matt jest dla mnie jak brat,ale gdy trafiłam do domu dziecka nasz kontakt znacznie się pogorszył. Mieszkałam na drugim końcu Londynu,więc nie spotykaliśmy się często.Chodziliśmy do innych szkół.On miał swoje obowiązki,a ja swoje.Przestałam do niego pisać i dzwonić dlatego że..-głos mi się załamał, dziewczyna przytuliła mnie do siebie i dokończyłam moją wypowiedź.-To było ode mnie silniejsze.Gdy z nim rozmawiałam,albo pisałam miałam tą świadomość że więcej mogę go nie zobaczyć.To bardzo bolało,nie chciałam sobie robić nadziei dlatego urwałam kontakt.Myślałam wtedy,że będzie lepiej jak o mnie zapomnicie.Ale teraz bardzo,ale to bardzo żałuje.-Skończyłam swój monolog,a po twarzy spłynęły mi łzy.
-Och,mała przecież my nigdy o tobie nie zapomnimy.Nie mogli byśmy,przecież ja nigdy nie zapomnę dwójki dzieciaków siedzących na huśtawce i całujących się.-Zagwizdała,a mi od razu przypomniała mi się opowieść mamy,bo sam tego za dobrze nie pamiętam,byłam za mała.Miałam wtedy z 4 lata,a Matt z 5-6.Pojechaliśmy tamtego wieczoru do rodziny Josanów na kolację.Było lato więc siedzieliśmy na dworze.Ja bujałam się z Mttem na huśtawce i wtedy jego rodzice zaczęli się całować.My postanowiliśmy też spróbować i wyszło na to,że najpierw zderzyliśmy się nosami,a potem nasze usta się spotkały.Zrobiono nam wtedy zdjęcie,które do dzisiaj widnieje w moim albumie.
-Może zadzwonisz do niego,na pewno się ucieszy.-Powiedziała i uśmiechnęła się zachęcająco.
-Nie wiem,zastanowię się.
-Dobra koniec czułości,bierz się za sprzątanie,bo trochę ci to zajmie.-Mówiła mierząc wzrokiem mój pokój.
-No,ale tu jest czysto.-Jęknęłam.
-Wypuszczę cię z pokoju jak będzie porządek.-Zarządziła i wyszła.Nie miałam innego wyjścia,więc zaczęłam sprzątać.

*Aktualizacja 09.01.16

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz