sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 5

*Brook*

Wyszłam z pokoju Lily i na korytarzu zobaczyłam jednego z członków zespołu.Liam kiedy mnie zauważył uśmiechnął się i podszedł.
-Hej,Lila cię z pokoju wyrzuciła.-Zaśmialiśmy się.
-Nie,po prostu ma areszt.Musi posprzątać inaczej nie wyjdzie stamtąd.-Ten spojrzał na mnie zdziwiony.
-Mogę się założyć,że takiej bałaganiary jak ona to w życiu nie widziałeś.-Zaśmiałam się i chciałam odejść,ale on mnie zatrzymał.
-Widzę,że ją dobrze znasz,może opowiesz nam coś o niej?-Spytał z nadzieją.-To bardzo skryta dziewczynka,wątpię by chciała z nami rozmawiać o swojej przeszłości.
-Dobra,może jak ją lepiej poznacie to będzie wam łatwiej.-Uśmiechnęłam się i oboje ruszyliśmy do jakiejś dość dużej sali,kręciło się tam dużo osób.Poszłam za brunetem,który skierował się w stronę kanap.Siedzieli na nich wszyscy chłopacy z zespołu.
-O siadaj Brook.-Uśmiechnął się do mnie Niall z zrobił mi miejsce obok siebie.Odwzajemniałam gest i usiadłam.
-To skąd znasz Lile?-Temat o dziewczynce zaczął Zayn.
-Nasi rodzice się przyjaźnili.Mieszkaliśmy obok siebie,więc znam ją praktycznie od niemowlęcia.Gdy się urodziła miałam 6 lat,a mój brat 2 lata.Jest dla nas jak rodzeństwo.Niestety gdy trafiła do domu dziecka ubzdurała sobie,że nie chcemy jej znać.Tak na prawdę ona miała tylko rodziców i nas.-Zakończyłam swój dość krótki monolog.
-A czy to prawda,że jej rodzice też byli z domu dziecka?-Zapytał Louis.
-Tak,razem się wychowywali.Podobno rodzice pani Kate zginęli w wypadku samochodowym,gdy ona miała rok.A pan Alex w domu dziecka mieszkał od urodzenia.-Wszyscy dokładnie mnie słuchali.-Czy Lila mówiła wam jak oni zginęli?-Byłam ciekawa czy w ogóle opowiadała coś o rodzicach.
-Nie w ogóle nie chce z nami gadać.-Westchnął Liam.
-Lila od 3 roku życia chodzi na lekcje gimnastyki.Już od początku wygrywała różne konkursy i zawody.Była jedną z lepszych uczennic.Tego dnia miała najważniejsze zawody na które ćwiczyła układ bardzo długo.Na halę pojechała z trenerem,a jej rodzice mieli dojechać po pracy.Tak się jednak nie stało,przed najważniejszą konkurencją zadzwonił jej telefon.Wybiegła z szatni,pobiegła do mojej mamy,która zdążyła już tam przyjechać i powiedziała,że jej rodzice mieli wypadek.Od razu pobiegliśmy do samochodu i pojechaliśmy na miejsce wypadku.Okazało się,że po ich samochodzie prawie nic nie zostało.Od razu wiedzieliśmy,że są nikłe szanse na to,że przeżyli.Lila wtedy pobiegła do jednego policjanta,a ten powiedział jej,że rodzice nie żyją.Gdy to usłyszała padła na kolana i jeszcze bardziej się rozpłakała.Po tym wypadku przez tydzień mieszkała u nas.Ona sądzi,że ten wypadek to jej wina,że gdyby nie te zawody to rodzie by żyli.Tego popołudnia bardzo padało, widoczność nie była dobra.To mogło zdarzyć się każdemu i w każdej chwili. -Wszyscy z uwagą przysłuchiwali się mojej opowieści.
-Taka tragedia.-Westchnął Harry.
-Nie dziwne,że nie chce się przed nami otworzyć.Takie niewinne dziecko,a tyle przeszło-Mruknął pod nosem Zayn.
-Jak my możemy jej pomóc?-Zapytał z przejęciem Niall.
-Po prostu bądźcie dla niej oparciem,w każdej sprawie.
Wtedy do pomieszczenia wleciała Lila.Wszyscy myśleliśmy już,że wszystko słyszała,ale zachowywała się normalnie.
-Skończyłam,ale i tak uważam,że tam był porządek.-Zwróciła się z oburzeniem w moją stronę.
*Oczyma Lily*
Moje sprzątanie ciągnęło się w nieskończoność,chociaż wkładałam każdą rzecz do walizki,nie zwracając uwagi czy jest poskładana.Nie lubię sprzątać,uważam że to strata czasu,robię to tylko w wyjątkowych sytuacjach.W czasie mojej męczarni,zjadłam jeszcze obiad,który Louis zamówił mi do pokoju.Gdy skończyłam nie miałam już nic do roboty,więc chciałam poszukać Brook.Udałam się do pokoju Harrego,ale nikogo tam nie zastałam.Przeszłam obok jakiś otwartych drzwi,zajrzałam do środka i okazało się,że siedzi tam całe one direction i Brook.Poszłam w ich stronę.
-Skończyłam,ale i tak uważam że tam był porządek.-Zameldowałam się i usiadłam na oparciu kanapy,obok dziewczyny.
-Grzeczna dziewczynka,ale trochę uparta-Zaśmiała się brunetka i pokręciła zabawnie głową.Chłopacy wrócili do rozmowy,a dziewczyna intensywnie szukała czegoś w telefonie.W końcu triumfalnie się uśmiechnęła.
-Patrz co znalazła.-Wyszczerzyła się i pokazała mi telefon.Było tam zdjęcie mojego starego pokoju,w którym panował taki bałagan,że nie było nawet widać podłogi.Nie wzruszyło mnie specjalnie to zdjęcie,bo jestem przyzwyczajona do tego,że w moim pokoju rzadko kiedy był porządek.
-Czy według ciebie to też jest porządek?-Zadała pytanie.
-To akurat była wyjątkowa sytuacja-Oburzyłam się.
-Och,no tak zapomniałam.Nie sprzątałaś przez miesiąc,bo prowadziłaś protest przeciwko kupieniu nowego łóżka,stwierdziłaś,że stare jest dobre,a nowe będzie cię kuło w tyłek,więc zrobiłaś taki bałagan,że nie dało się tam wejść.-To co powiedziała było czystą prawdą,ale ja musiałam jeszcze coś dodać.
-Ha,a najlepsze jest to,że podziałało.-Wyszczerzyłam się,a wszyscy wybuchnęli śmiechem.
-Śmieszne,bardzo.-Mruknęłam pod nosem,chociaż w głębi serca cieszyłam się,że udało mi się ich rozbawić i może nie uważają juz,że jestem nuda.
-Dobra Lila szykuj się,idziesz ze mną na siłownię.-Usłyszałam głos Harry'ego.Moje oczy przybrały wtedy wielkość piłeczki do golfa.
-No co?Zbieraj się idziesz ze mną.-Powiedział w moją stronę,a ja jęknęłam tylko z niezadowolenia.
-A nie możesz iść sam?-Nadal w ich stronę mówiłam z małą niepewnością w głosie.Zastanawiałam się po co ja mu tam jestem potrzebna.
-Nie chodzisz na razie do szkoły,więc nie masz w-fu,dlatego od dzisiaj jestem twoim nauczycielem wychowania fizycznego.-Wyszczerzył się ja głupi do sera i czekał na moją reakcję.Szczerze to nie wiem co o tym myśleć.
-O nieeeee....Ale ja jestem taka zmęczona.-Chciałam wziąć go na litość,ale był nie ugięty i zaczął prowadzić mnie do wyjścia.
-Ej,no niech ktoś coś powie!-Krzyczałam,ale każdy tylko przepraszająco się uśmiechał.
-Brook błagam.-Ta się tylko zaśmiała.
-Dobrze ci to zrobi.-Powiedział Lou.Poddałam się,nie mam innego wyjścia,poćwiczę trochę i da mi spokój.Tak więc poszłam do swojego pokoju i przebrałam się w strój sportowy.Wzięłam butelkę wody i czekałam na Harrego pod jego pokojem.Gdy w końcu wyszedł myślałam,że popuszczę w majtki ze śmiechu.Powodem mojej nieoczekiwanej głupawki było to co chłopak miał na głowie,a mianowicie na czubku głowy miał małą kiteczkę.Był bardzo podobny do Yorka mojej dawnej sąsiadki,przez to skojarzenie ledwo trzymałam się na nogach ze śmiechu.Warto jeszcze dodać,że ten pies tak jakby,gwałcił wszystko co spotkał na swojej drodze.Sama się sobie dziwiłam po chwili,że wyszedł ze mnie taki szczery śmiech.
-No i z czego się tak nabijasz?-Spytał oburzony Harry,pewnie domyślił się o co chodzi.
-Z ciebie-Wydusiłam z siebie i starłam się już uspokoić.W końcu w ciszy poszliśmy do hotelowej siłowni.Ten zaczął się złowieszczo śmiać co dla mnie nie oznaczało nic dobrego.
-To teraz cię wymęczę.Najpierw rozgrzewka.-Zaczął pokazywać mi jakieś ćwiczenia,które miałam powtarzać.Wykonywałam je,ale obijałam się jak tylko mogłam.Miałam takiego lenia,że najchętniej wylegiwała bym się na kanapie z telefonem w ręku,ale nie on musiał zaciągnąć mnie tutaj.Po jakże wyczerpującej rozgrzewce poszliśmy na bieżnie.Już po pięciu minutach mi się to znudziło,ale postanowiłam że nie mogę poddać się tak szybko,muszę trochę powalczyć.Już po 20 minutach biegu na tej piekielnej maszynie byłam tak wykończona jak bym co najmniej przez parę godzin pracowała w kopalni.Przez ten czas zdążyłam już obejrzeć cały sprzęt w tym pomieszczeniu.Moją główną atrakcja był faceta,który nieudolnie próbował nastawić stoper w jednym z urządzeń.Robił przy tym takie dziwne miny,że z trudnością powstrzymywałam się od śmiechu.Po woli traciłam czucie w nogach,moje serce waliło ze zdwojoną siła i ciężko oddychałam.Stwierdziłam,że już mogę się poddać.Zwlekłam się z bieżni i od razu runęłam na podłogę,leżałam bez ruchu z zamkniętymi oczami,rozłożonymi rękami i nogami tak jakbym chciała zrobić aniołka na śniegu.
Wtedy coś zasłoniło mi światło,delikatnie otworzyłam oczy i ujrzałam twarz Harrego.Uśmiechnęłam się do niego głupkowato i leżałam dalej.
-Nie dam już rady.-Powiedziałam słodkim głosikiem.
-Ech,dobra wstawaj.Koniec lekcji na dzisiaj.-Powiedział zrezygnowany i wrócił na bieżnie.
-Ale dużo rzeczy się dzisiaj nauczyłam-Powiedziałam z sarkazmem.
-Leć już na górę,bo jak do ciebie dojdę to będzie źle-Zrobił jeden krok w moją stronę,a ja od razu rzuciłam się do biegu,głośno krzycząc.Jeden z ochroniarzy bezpiecznie przetransportował mnie na górę.Od razu pognałam do łazienki i wzięłam prysznic po czym założyłam znowu dzisiejsze ubrania.Suszenie moich długich do pasa włosów zajęło mi jakieś pół godziny,a i tak nie zrobiłam tego dokładnie.Zmęczona rzuciłam się na łóżko i bezmyślnie gapiłam się w biały sufit pokoju.Powieki delikatnie zaczęły mi opadać,już miały się zamknąć na dobre kiedy usłyszałam dźwięk mojego telefonu.Ślamazarnie wstałam z łóżka i poszłam po telefon który leżał na biurku.Na ekranie pojawiła się nowa wiadomość od Louisa
Idę z Zayn'em i Liam'em do miasta idziesz z nami?
Bez zastanowienia odpisałam.
Nigdzie nie idę!
Nacisnęłam "Wyślij" i z powrotem walnęłam się na łóżko.Czy on na prawdę myślał,że ja mogę się dzisiaj jeszcze gdzieś ruszyć?Chyba śni.Wtuliłam głowę w miękką poduszkę i odpoczywałam.Nie wiem czy tak można,ale ja na prawdę o niczym nie myślałam.Tak jakby jakaś czarna dziura pochłonęła mój umysł.Byłam tylko ja i ta mięciutka śnieżnobiała pościel.Gdy tak leżałam ktoś wszedł do mojego pokoju.Leniwie podniosłam głowę,a na środku pokoju stał Harry.
-No hej,żyjesz?
-Niestety tak.-Wtedy mój humor się popsuł.
-Oj przepraszam.-Widać było,że żałował swoich słów.
-Spokojnke ,jestem tylko trochę przewrażliwioms na punkcie słowa śmierć i życie.-Starałam się mówić stanowczym tonem,co ani trochę mi nie wychodziło.
-Wiem nie powinienem tego mówić.-Podszedł bliżej i delikatnie usiadł na skrawku łóżka.
-Harry?-Powiedziałam patrząc w pościel, bo bałam się jego relacji na moje kolejne pytanie.
-Tak?
-Mogła bym się do ciebie przytulić?-Mówiłam cicho.Nie chciałam się nikomu narzucać,ale skoro juz tutaj z nimi jestem to chciała bym poczuć się dla kogoś ważna.
-Oj maleńka,pewnie,że tak.-Nie moglam sie ruszyć,wiec to on mnie do siebie przyciągnął.-Pamiętaj,że zawsze możesz do mnie przyjść,gdy będzie ci smutno i nie tylko oczywiście.
-Dziękuję.-Szepnęłam mu w koszulkę.-Minęła chwila, a on znów się odezwał.
-A teraz chodź ze mną, nie będziesz siedziała sama w pokoju.-Powiedział,co nawet mi się spodobało.Nie chciałam być teraz sama,gdy koło mnie jest tyle ludzi,którzy chcą dla mnie jak najlepiej.Chcą mi pomóc.W domu dziecka też były takie osoby,ale to ja nie byłam gotowa na to by przyjąć od nich jakąkolwiek pomoc.Myślę,że wtedy byłam bardziej zamknięta w sobie.Wiem,że już nigdy nie będzie tak samo jak za życie rodziców i chyba w jakimś najmniejszym stopniu się z tym pogodziłam.Kiedy byłam w sierocińcu nie mogłam uwierzyć w to,że ich już nie ma.Nie chciałam w to wierzyć.
Spojrzałam jeszcze raz na chłopaka i wstałam z łóżka.Oboje ruszyliśmy do jednego z pokoi na naszym piętrze.Weszliśmy do dużego pomieszczenia w którym siedziała Lou z Lux,Tom mąż Lou i Danny.Harry od razu rzucił się na jedną z kanap,a ja stałam przy wejściu i uważnie się rozglądałam.
-O matko!-Krzyknęła Lou,gwałtownie wstała z kanapy i podeszła do mnie.Zdziwiło mnie jaj zachowanie,nie wiedziałam o co jej w ogóle chodzi.Ta widząc moją zdziwioną minę zaśmiała się i powiedziała.
-Ile zapuszczałaś te włosy?-Dopiero wtedy skapnęłam się,że przecież się nie uczesałam,a włosy luźno zwisają na moich ramionach.
-Yyy..-Zaczęła się zastanawiać.-Jakoś tak z 3 lata.-Uśmiechnęłam się szczerze,a ta zaprowadziła mnie na kanapę obok Harrego który gadał z Tomem i Dannym.
-Ślicznie ci w rozpuszczonych włosach.
-Dziękuję.
-Dlaczego tak nie chodzisz?
-Nie lubię,wtedy włosy wchodzą mi w oczy.-Wytłumaczyłam jej i skrzywiłam się na samą myśl o tym.
-A mogę się nimi trochę pobawić?-Zapytała.
-No pewnie.-Zgodziłam się,bo skoro jej ma to sprawić przyjemność to czemu nie.Ona usiadła na fotelu,a ja na miękkim dywanie przed nią.Siedziałam akurat na wysokości Lux,więc gdy mała zobaczyła co jej mama robi mi z włosami,bardzo się tym zaciekawiła i co chwilę kucała by wszystko widzieć.Był to bardzo zabawny widok.W końcu jej się to znudziło i zaczęła znosić mi jakieś zabawki,potem usiadła na przeciwko mnie i wyciągnęła w moją stronę dłoń,w której trzymała ślicznego misia.
-Dziękuje.-Powiedziałam,na co ta się do mnie słodko uśmiechnęła.Chyba się do mnie przekonała,z resztą ja też ją bardzo polubiłam.Przez cały czas się z nią bawiłam,a gdy Lou oznajmiła,że mogę już wstać,nie pewnie to zrobiłam i podeszłam do lustra,które wisiało w łazience.Obróciłam się tyłem,żeby obejrzeć jej dzieło,które bardzo mi się spodobało.Wcześniej rzadko miałam takie skomplikowane fryzury,pewnie dlatego,że moja mam nie miała talentu fryzjerskiego,a gdy byłam mniejsza robiła mi tylko kucyki i warkoczyki.Gdy ja się zachwycałam moimi włosami do łazienki weszła Lux.Drzwiczki pod umywalką były otwarte więc mała długo nie myśląc usiadła w szafce tak,że nóżki zwisały jej na dół.Ten widok był tak słodki,że od razu zawołałam Lou.Obie stałyśmy przy wejściu i przyglądałyśmy się jej z uśmiechem na ustach.Wtedy przyszedł też Tom i zrobił jej zdjęcie telefonem.
-I co podoba się?-Zapytała Lou
-No pewnie,jest śliczna.-Zaszczebiotałam i rzuciłam się w ramiona kobiety.Ta przez chwilę jakby się zdziwiła moim zachowaniem,ale potem odwzajemniła uścisk ze śmiechem.
Może to jet dziwne,ale w tamtej chwili poczułam się tak jakbym przytulała się do mamy,a nie do prawie obcej mi osoby.To było bardzo przyjemne uczucie,znowu czułam,że nie jestem sama.Takiego dotyku właśnie mi brakowało,takiego ciepła bijącego od drugiej osoby.Dopiero gdy się od niej odsunęłam,skapnęłam się że po moich policzkach spływała słone łzy.Od razu je starłam,tak żeby kobieta ich nie widziała,ale było już za późno.Patrzyła na mnie zmartwionym wzrokiem.
-Chodź do pokoju,porozmawiamy.-Chwyciła mnie za ramiona i wyszłyśmy z łazienki.W pokoju Tom turlał się po podłodze z małą,a Harry leżał na kanapie i się na nich gapił.
-Zostawiam wam małą.-Powiedziała Lou i spojrzała wymownie na mnie,a potem na nich.Ci chyba zrozumieli o co chodzi i tylko pokiwali głowami.Tak więc udałyśmy się do mojego tymczasowego pokoju.W środku obie usiadłyśmy na łóżku.Przez dłuższą chwile panowała między nami niezręczna cisza,aż w końcu się odezwałam.
-Tęsknię za nimi.-Szepnęłam i znowu z moich oczu pociekły łzy.
-Wiem kochana,wiem.Bardzo ich kochałaś.-Powiedziała delikatnym głosikiem,ja się do niej delikatnie przysunęłam,a ona od razu do mnie przylgnęła.-No malutka,spokojnie.-Uspokajała mnie gdy zaczęłam jeszcze głośniej szlochać.Nie wiem ile czasu tak siedziałyśmy,ale w końcu łzy przestały lecieć.Siedziałyśmy obok siebie i po prostu trwałyśmy w ciszy.Tego właśnie mi trzeba było.W końcu uspokoiłam się na tyle,że nie było widać śladu po łazach.
-No widzisz,już dobrze.-Pocałowała mnie w czoło,a wtedy poczułam się tak jakby to była na prawdę moja mama.
-Dziękuje,że przy mnie teraz jesteś.
-Pamiętaj,że możesz do mnie przyjść kiedy tylko będziesz chciała,a ja postaram ci się zawsze pomóc.-Byłam jej za to bardzo wdzięczna,jest kolejną osobą której zaufałam.
-No dobra,zmieniamy temat.Podoba ci się fryzura?
-No pewnie.Dzięki.-Starałam się wydusić z siebie uśmiech. Rozmawiałyśmy bardzo długo o ważnych i mniej ważnych sprawach.Czułam się tak jakbym rozmawiała z najlepszą przyjaciółką,którą znam od zawsze.Bardzo przypomina mi Brook,oby dwie mają takie same podejście do mnie.Nie traktują mnie jak małą smarkulę,tylko jak dziewczynę,z którą można o wszystkim pogadać i powygłupiać się.Oczywiście nie we wszystkich sprawach się zgadzamy,ale i tak dobrze się dogadujemy.Po tych paru godzinach spędzonych z nią na prawdę uwierzyłam że są jeszcze na świecie ludzie,którzy chcą mi pomóc.
-Dobra idę sprawdzić czy mój pokój jest jeszcze w całości.-Zaśmiała się i wstała z krzesła na którym aktualnie siedziała.Kobieta wyszła,a ja sprawdziłam godzinę.20:55-Wypowiedziałam na głos i wtedy przypomniałam sobie,że przecież muszę jeszcze odrobić lekcje.Usiadłam na dywanie,a w okół mnie leżały porozwalane książki i zeszyty.Zaczęłam od historii potem angielski,a w połowie matmy ktoś zapukał do drzwi.A po chwili w środku pojawił się Liam.
-Co ty robisz?-Chyba się wkurzył.
-No,odrabiam lekcje.Wiesz może ile to jest 147 podzielić przez 6 razy 8?-Zrobiłam minę niewiniątka.
-Dokończysz rano,a teraz marsz do łazienki jest 22:30.Już cię tu nie ma.-Zarządził i zaczął zbierać książki z podłogi.Ja też się podniosłam i poszłam do tej przeklętej łazienki.Tam umyłam się i przebrałam w piżamę.Gdy wyszłam książki były w plecaku,ale Liama już nie było.Dopiero teraz odczułam straszne zmęczenie,więc gdy tylko przyłożyłam głowę do poduszki zasnęłam.

*Aktualizacja 14.02.16

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz