sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 6

1 grudnia,sobota

Spałam sobie w najlepsze,gdy usłyszałam hałas prosto nad swoim uchem.Uchyliłam jedno oko,od razu poraziło mnie światło wpadające do pokoju.Chciałam spać dalej,ale hałas stawał się coraz głośniejszy.
-Wstawaj.Zgnijesz w tym łóżku!-Usłyszałam krzyk,a po głosie poznałam,że to Harry.
-Nigdzie nie idę,odwal się.-Wyjąkałam i chwyciłam mocniej kołdrę,bo chłopak próbował ją ze mnie ściągnąć.
-Jak ty się wyrażasz.Wstawaj natychmiast.-Miałam głęboko w nosie to co mówi,przykryłam głowę poduszka co zagłuszyło trochę hałas wydawany przez Harrego.Poczułam szarpnięcie i po chwili leżałam na ziemi.Upadek trochę bolał,ale od razu się pozbierałam i zaczęła się wydzierać na chłopaka.
-Ale ty jesteś głupi,powiem Louisowi co mi zrobiłeś.To bolało.W ogóle jakim prawem wchodzisz do mojego pokoju.-Krzyczałam,a ten gwałtownie się odwrócił i wybiegł z pomieszczenia.Pobiegłam za nim ciągle się wydzierając.
-Jakim prawem budzisz mnie w środku nocy.Co?
-Dziewczyno jest wpół do dziesiątej.-Odkrzyknął i ze śmiechem dalej przede mną uciekał.Zbiegł po schodach,ja za nim i wbiegł do jakiejś dużej sali.Siedziała tam prawie cała ekipa 1D,biegłam za nim,a wszyscy ze śmiechem i politowaniem się na nas patrzyli.Musiało to wyglądać komicznie,dziewczyna w piżamie biegająca i wyzywającą idola wszystkich nastolatek,który w ręce trzyma łyżki.To właśnie z nich wydobywał się hałas.
-Kurde człowieku,ty jesteś jakiś szurnięty.
-Młoda uważaj na słowa-Usłyszałam głos Louisa,który siedział znudzony na kanapie.I nawet się nie odwrócił,żeby na mnie spojrzeć.
-No,Lila dobrze mówi.-Powiedział Josh,a Loui zmroził go wzrokiem na co się zaśmiałam.
-No,ale Lou on zrzucił mnie z łóżka-Spojrzałam na lokersa,który stał na przeciwko mnie po drugiej stronie stołu na,którym stało jedzenie.Wtedy ktoś zawołał Harrego,a ja w tym momencie do niego podbiegłam i rzuciłam się na niego.Jednak ten ma taki refleks,że zamiast runąć na ziemię złapał mnie,a już po chwili wisiałam głową w dół.Ten geniusz trzymał mnie za kostki tak,że wisiałam do góry nogami i jeszcze się z tego śmiał.
-Puszczaj mnie.
-Najpierw przeproś za to,że mnie obraziłaś.
-Nigdy.Louis....Danny....Zayn.....Liam..-Prosiłam wszystkich po kolei,ale nikt nie odpowiadał.Tak jakby nic nie słyszeli.
-Przeproś-Zarechotał Harry,a ja się poddałam.
-Przepraszam-Szepnęłam.
-Czy ktoś coś mówił?
-Przepraszam,no!-Krzyknęłam.A ten delikatnie opuścił mnie na podłogę.Już po chwili stałam normalnie,a chropowaty dywan drażnił moje bose stopy.
-Chodź,zjesz śniadanie i pójdziesz się spakować.-Niall zwrócił się do mnie.
-Lece.-Warknęłam zła.A ci się jeszcze ze mnie śmiali.Nie zdziwiła mnie ta podróż,bo wszyscy gadają o tym odkąd tu przyjechałam.Wiem tyle,że to podobno bardzo ważny koncert na najsławniejszej sali świata i będą tam rodziny wszystkich członków one direction.Poszłam za blondynem w kąt,gdzie stało jedzenie.Zjadłam grzecznie płatki z mlekiem i poszłam do siebie.Umyłam się i ubrałam w jakieś dresy żeby było mi wygodnie podczas drogi,a włosy rozpuściłam,były bardzo pofalowane przez tą fryzurę,którą zrobiła mi Lou przedwczoraj.W pokoju wzięłam się za układanie rzeczy w walizce,bo gdy sprzątałam powkładałam wszystko byle jak i nie mogłam jej domknąć.Gdy składałam którąś już bluzkę z kolei,a została jeszcze co najmniej połowa ubrań, usłyszałam pukanie.Szybko podbiegłam do drzwi,bo myślałam,że zamknęłam je na klucz,ale oczywiście mój pech znowu dał się we znaki.Okazało się,że drzwi są jednak otwarte,a ja podeszłam do nich tak blisko,że gdy osoba po drogiej stronie z prędkością światła je otworzyła,dostałam z nich prosto w oko.Była to tak siła,że wylądowałam na podłodze.Do środka wleciał Niall.
-Matko co się stało?-Od razu
-Ty się stałeś.Pomóż mi.-Ten pomógł mi wstać i usadził mnie na łóżku.
-Lila tak cię przepraszam,nie chciałem.-Chyba w końcu skapnął się,że to przez niego.Czułam jak mój policzek robi się gorący i strasznie piecze,ale gdy trochę go rozmasowałam było lepiej.Wiedziałam,że będę mieć strasznego siniaka,ale w tamtej chwili nie przejmowałam się tym za bardzo.-Nic ci nie jest?-Spytał wystraszony chłopak.
-Jest dobrze.-Uspokoiłam go trochę tymi słowami,ale nie był do końca przekonany co do mojej odpowiedzi.
-Dobra.Chciałem ci powiedzieć,że za godzinę jedziemy.-Mówił tak jakby nie wierzył,że uda mi się to ogarnąć w przeciągu 60 minut.
-Dobra,spokojna twoja rozczochrana.Zdążę tylko,że ty musisz już wyjść.I pamiętaj,że czeka się aż ktoś otworzy ci drzwi,a nie wchodzi się samemu.
-Ja na prawdę cie przepraszam,a w cuda i tak nie wierze.-Dokończył zdanie pod nosem wychodząc i chyba myślał,że tego nie usłyszę,a jednak.
-Słyszałam.-Krzyknęłam za nim.
-Ale ja nic nie mówiłem.-Odpowiedział głośnym tonem i już go nie było.On we mnie nie wierzył,a ja już po 45 minutach byłam zwarta i gotowa,jeden z ochroniarzy wziął walizkę,a ja poszłam jeszcze do toalety.Wyszłam z pokoju,a na korytarzu spotkałam Zayna.
-Gotowa?-Zapytał gdy mnie zauważył.
-Yhmm.-Podeszłam bliżej niego,a ten jakoś dziwnie na mnie spojrzał.
-Co ci się stało?-Wskazał na moją twarz.Od razu skapnęłam się że chodzi o tego siniaka.
-To?Twój kochany przyjaciel tleniony blondyn walnął mi z drzwi.-Dotknęłam tą śliwę pod okiem co było błędem,bo aż jęknęłam z bólu.
-Oj biedna.Trzeba to jakoś ukryć,bo jeszcze pomyślą,że cię bijemy.-Skończył gadać i zaczął szukać czegoś w plecaku.Po chwili wyciągnął czarne okulary przeciwsłoneczne i podał mi je.Spojrzałam raz na nie potem na niego i znowu na nie. Prawdę mówiąc nie skojarzyłam po co on mi je dał.
-Załóż,zakryjesz tą śliwę.-Zrobiłam tak jak mówił.
-No,ślicznie.-Powiedział zadowolony z siebie Malik.Wtedy z pokoju obok wyszedł Liam z torbą.
-A tej co?-Spytał się Zayn'a,tak jakby mnie tam nie było,w sumie to dobrze,bo byłam zajęta przeglądaniem się w lusterku.Muszę przyznać,że nawet spodobały mi się te okulary.
-Ma śliwę pod okiem,jak by co najmniej ktoś z pięści jej przyłożył.-Wyjaśnił Zayn,a Liam pokiwał tylko z rezygnacją i rozbawieniem głową.
-Jak by kto pytał,rozbrajałam nie wypał.-Ci spojrzeli na siebie i po chwili leżeli prawie na ziemi ze śmiechu.
-Ej,bo pojadą bez nas.-Ponagliłam ich,a po 10 minutach znaleźliśmy się już w ich prywatnym autobusie.Gdy tylko weszłam zatkało mnie,nie wiedziałam na co najpierw spojrzeć.Byłam w szoku nigdy nie widziałam czegoś takiego.Nie dość,że mają własny autobus to jeszcze wystrój w środku jest taki elegancki,że bała się cokolwiek dotknąć żeby czegoś nie zepsuć.W autobusie podróżował cały zespół,menadżer,Josh, Dan i jeden ochroniarz.Wszyscy porozsadzaliśmy się na wielkiej kanapie,a pojazd ruszył.Na początku nie wiedziałam co robić,ale w końcu znalazłam sobie zajęcie. Wyciągnęłam z torby zeszyt i uczyłam się geografi,bo we wtorek mialam mieć sprawdzian.Siedziałam,a raczej prawie leżałam na siedzeniu,gdy reszta grała w jakąś grę na X-Boxie.To była jakaś masakra,z geografii jestem taka słaba,nic nie kapuje,zero.Siedziałam już 15 minut nad zeszytem,ale nic nie wchodziło mi do głowy i jeszcze na dodatek zaczęła mnie boleć.
Te wszystkie równiki, równoleżniki,stopnie i minuty to czarna magia jak dla mnie.
-Czego się uczysz?-Spytał się Josh i odłożył dżojstik obok na kanapę,spoglądając na mnie.
-Najgorszego przedmiotu jaki może być.Dostanę pałę i już.-Jęknęłam z rozpaczą.
-Daj mi ten zeszyt.-Wziął ode mnie przedmiot,a ja siedziałam z przekonaniem,że to i tak nic nie da i nikt mnie tego nie nauczy.Jednak się pomyliłam,bo gdy zaczął mi to tłumaczyć to umysł tak jakby się otworzył.W taki sposób,po pół godzinie nauki rozumiałam prawie każde zagadnienie.
-Rozumiesz?
-Tak,dziękuje.Boże umiem.-Wydarłam się i zaczęłam się głupio szczerzyć,gdy wszyscy spojrzeli się na mnie jak na idiotkę.
-I tak dostaniesz jedynkę.-Droczył się ze mną Harry.
-Dzięki,że tak we mnie wierzysz.
-Proszę bardzo.-Zrobił głupią minę i wrócił do gry,a ja włożyłam do uszu słuchawki i czytałam Harre'go Potter'a.Gdy skupiałam się na tych małych literkach zaczęła mnie jeszcze bardziej boleć głowa.Ból rósł z każdą minutą,do tego doszły jeszcze duszności,raz było mi gorąco,a za chwilę trzęsłam się z zimna.Po jakimś czasie zrobiło mi się też niedobrze,od razu przypomniało mi się,że mam przecież chorobę lokomocyjną.Gdy byłam mniejsza każda dłuższa podróż kończyła się wymiotami.Z czasem ta choroba ustawała,jednak jak widać nie zniknęła jeszcze na dobre.Mogła bym przysiąc,że byłam w tamtej chwili cała blada,zawsze tak mam.Nikt nie zwracał na mnie za bardzo uwagi co mnie cieszyło.Starałam się nie pokazywać im tego i modliłam się w duchu żeby nie zwymiotować.Nie chciałam opóźniać podróży,wiedziałam,że ich bliscy są już na miejscu,a oni nie mogą się doczekać żeby ich zobaczyć.Nie chciałam się dodatkowa zatrzymać,żeby być wcześniej na miejscu.
-Co się dzieje?-Zapytał Zayn uważnie mi się przyglądając.
-Nic,wszystko w porządku.-Skłamałam,ale nie miałam innego wyjścia.Po pół godzinie nie wytrzymałam,było mi tak strasznie niedobrze.Musiałam wyjść na świeże powietrze,to mi zawsze trochę pomagało.
-Niedobrze mi.-Powiedziałam na tyle głośno żeby mnie usłyszeli
-Jesteś cala blada.-Pierwszy odezwał się Liam.
-Musimy się zatrzymać.-Słowa Nialla zdziwiły mnietroche.ale byłam mu wdzięczna,nie wiem czy sama potrafiła bym im to zaproponować.Już po chwili autobus się zatrzymał.Szybko wyleciałam z niego i z racji tego,że staliśmy w lesie oparłam się o drzewo,pochyliłam do przodu i zwymiotowałam.Po chwili poczułam jak ktoś odgarnia kosmyki włosów,które spadły mi na twarz i podaje chusteczkę.Po woli się odwróciłam i zobaczyłam przed sobą Louisa,a za nim Nialla,z telefonem z ręce i Paula.
-Już dobrze?-Zapytał z troską w głosie kuzyn.
-Tak,dobrze-Szepnęłam,nie miałam już na nic siły.Ten ból był taki męczący.Stałam jeszcze chwilę na dworze i wdychałam powietrze tak jakby za chwile miało go zabraknąć.Bez słowa w czwórkę udaliśmy się z powrotem do pojazdu.Muszę przyznać,że poczułam się lepiej.
-I co?-Zapytał Liam,gdy byliśmy już w środku.
-Lila ma chorobę lokomocyjną.-Odezwał się Niall,a wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni.Ja również,bo przecież nic mu nie mówiłam o tej chorobie,ale nie miałam siły żeby się zapytać.
-Masz,musisz teraz dużo pić.-Blondyn podał mi butelkę z wodą,a ja upiłam trochę.Powieki mi po woli opadały,ale podniosły się gdy Paul się odezwał.
-Jesteś zmęczona,musisz się położyć,bo zaraz zaśniesz tu na stojąco.-Odezwał się,wtedy wstał Niall i chwycił mnie za ramiona,razem poszliśmy na drugie piątro gdzie znajdowały się ich łóżka.Położyłam się na jednym i podkuliłam nogi.
-Śpij,obudzimy cię jak dojedziemy.-Uśmiechnął się i wrócił do reszty,a ja dosłownie po paru sekundach zasnęłam.

Godzinę później 14:45

-Lila,jesteśmy wstawaj.-Usłyszałam cichy głos Louis'a.
-Już wstaję.-Powiedziałam i zaczęłam otwierać oczy,założyłam okulary i chwilę później oboje byliśmy już na dole.
-Jak się czujesz?-Zapytał Liam,który jako ostatni wysiadał z autobusu.
-Już dobrze.-Tym razem powiedziałam prawdę,było już na prawdę dobrze,sen przyniósł mi duże ukojenie od bólu.Dogoniliśmy resztę i przy pomocy ochroniarzy dostaliśmy się do dużego hotelu.Ja jeszcze za bardzo nie kontaktowałam,a oczy same mi się zamykały.
-Chcesz spać?-Zapytał Harry,który szedł obok mnie i trzymał w pionie żebym nie zasnęła w locie.
-Tak.-Ziewnęłam.
-W takim razie pójdziesz teraz do swojego pokoju,prześpisz się jeszcze,a potem do nas dołączysz.-Powiedział Louis.Bardzo spodobała mi się ta opcja,bo nie chciałam pokazywać się wszystkim w takim stanie.Przechodziliśmy obok jakiś drzwi,za którymi było bardzo głośno.
-Tu będziemy.-Oznajmił Harry,to oznaczało,że w tamtym pomieszczeniu muszą znajdować się ich rodziny.Chłopcy tam weszli,a jeden z ochroniarzy zaprowadził mnie do pokoju.Gdy tylko się tam znalazłam rzuciłam się na łóżko i znowu odpłynęłam.

Godzinę później

Obudziły mnie krzyki dochodzące z pod hotelu.Po woli wstałam z łóżka i podeszłam do okna,które było otwarte i zobaczyłam że pod budynkiem stoi z 50 dziewczyn jak nie lepiej i wydziera się w niebo głosy.Zamknęłam okno,a hałas od razu zniknął.Stwierdziłam,że już i tak nie zasnę wiec poszłam do dużej,pięknej łazienki żeby się odświeżyć.Umyłam porządnie zęby,przemyłam twarz,włosy rozczesałam i założyłam na nos okulary Zayna.W pokoju wzięłam jeszcze telefon i gotowa poszłam do pomieszczenia,które służyło całej ekipie one direction jako pokój do którego wszyscy mają dostęp.Trzymano tam ubrania na koncert i takie różne duperele.Drzwi były otwarte na oścież,a w środku siedzieli chyba wszyscy bliscy chłopaków.Po woli zajrzałam do środka.Louis,Harry i Niall tulili się do swoich mam,Zayn trzymał na kolanach swoją najmłodszą siostrę,a Liam rozmawiał ze swoim tatą.
-Jestem z ciebie dumny.-Te słowa wypowiedział ojciec do Liam'a,a moje serce zaczęło krwawic od środka.Wszyscy byli tacy radośni i szczęśliwi,że wreszcie się spotkali.Gdy tak patrzyłam na tą sytuację,coraz bardziej uświadamiałam sobie,że ja już nigdy nie będę mogła przytulić się do mamy tak jak oni teraz i już nigdy nie usłyszę głosu taty.Po chwili w moich oczach zebrało się tyle łez,że prawie nic nie widziałam.Obraz zamazał się,a ruszyłam biegiem do swojego pokoju.Nie patrzyłam przed siebie po prostu biegłam ile sił w nogach.Trzasnęłam drzwiami,które po chwili zamknęłam na klucz.Nie chciałam żeby ktoś mnie teraz widział. Ściągnęłam okulary i rzuciłam się na łóżko,a łzy spływały ciurkiem po moich gorących policzkach. Powodem mojego płaczu była rozpacz,rozpacz z powodu rodziców,która towarzyszy każdego dnia,ale nie zawsze objawia się w ten sam sposób.Jednego dnia mogła bym nie wychodzić z łóżka i płakać w poduszkę,a następnego chciała bym o wszystkim zapomnieć i zacząć nowe życie.Takie zmiany nastroju miewałam coraz częściej.Szlochałam tak w poduszkę,gdy rozległo się pukanie do drzwi.Szybko zerwałam się na równe nogi i otarłam łzy.Nie chciałam żeby ktokolwiek widział mnie w takim stanie,nie chciałam psuć im humoru.Wiedziałam,że od razu były by pytania typu co się stało,ale teraz nikomu nie jest to potrzebne.Założyłam jeszcze okulary,które zasłaniały moje spuchnięte od płaczu oczy i poszłam otworzyć drzwi.Za nimi stał uśmiechnięty od ucha do ucha Louis,ja też starałam się uśmiechnąć tak żeby wyglądało to naturalnie.
-Przyjdziesz do nas? Siostry i kuzynki Zayn'a chcą cię poznać.-Uśmiechnął się przyjaźnie,nie miałam wyjścia,nie chciałam ich zawieść i postanowiłam,że będę się zachowywać normalnie,tak żeby nikt nie poznał co czuję w środku.A gdy już będę sama dam upust emocjom.Zwinnym ruchem zamknęłam za nami drzwi i udałam się za kuzynem.Doszliśmy i od razu skierowaliśmy się w stronę nie tylko rodziny Louisa,ale także mojej.Dziwnie to brzmi, przecież moją jedyną rodziną byli moi rodzice.A teraz przede mną stoją obcy ludzie, którzy po jakiejś części są moją rodziną.Chyba nigdy się do tego nie przyzwyczaję.
-Poznajcie Lilę.-Powiedział przyjaźnie Lou.Nie wiedziałam za bardzo jak mam się zachować więc uśmiechnęłam się tylko do wszystkich po kolei.Obok mnie stała średniego wzrostu kobieta,którą Lou przedstawił jako swoją mamę.Zbliżyła się do mnie i zaczęła do siebie tulić,w sumie było to miłe uczucie.
Potem stał tata chłopaka Mark,dziadek Keith,jako ostatnią poznałam dziewczynę Louisa Eleonor.Brunetka przywitała mnie z wielkim uśmiechem i od razu kazała na siebie mówić El.
-Niestety dziewczynki nie mogły przyjechać,więc poznasz je jak przyjedziesz do Doncaster dobrze?-Powiedział kobieta.
-Tak...-Nie miałam bladego pojęcie jak mam się do niej zwrócić.Ta widząc moje zakłopotanie, odpowiedziała na pytanie,którego nie zdążyłam jeszcze zadać.
-Mów mi ciociu.-Przyjaźnie się uśmiechnęła.
-Dobrze,ciociu.-Powtórzyłam.
-Dlaczego nosisz te okulary?-Zapytała nieśmiało El.
-Dlatego.-Odsłoniłam oko i kawałek policzka,na którym był purpurowy siniak,który powiększał się coraz bardziej.
-Uuuuu,nie wygląda to dobrze.
-Dlatego je nosi,bo inaczej wszyscy by uciekali.-Zwrócił się bardziej do mnie niż do dziewczyny,a jego matka słysząc to pokiwała groźnie głową i westchnęła.
-Dziękuję za komplement.-Uśmiechnęłam się złośliwie,a ten się tylko skrzywił,pewnie myślał że się obraże,ale jednak nie dałam mu tej satysfakcji.Rozmawiałam z El gdy podleciał do nas Harry i porwał mnie do jego przyjaciół i rodziny.I tak poznałam jeszcze rodzinę Niall'a i Liam'a.Ostatnia była rodzina Zayn'a. Podeszłam do niego nieśmiało,pod pretekstem oddania okularów.Już wcześniej spoglądałam w tamtą stronę,a jego siostry i kuzynki też co chwilę na mnie patrzyły.Teraz stał z rodzicami.
-Ooo,Lila...Jak tam oko?-Zapytał zaskoczony moją obecnością.
-No właśnie chcę ci oddać okulary.-Zaczęłam je ściągać,a wtedy podeszły do nas dziewczyny,wiec zostawiłam je na swoim miejscu.
-Dobra,to jest kuzynka Louis'a,Lila-Przedstawił mnie.Nie wiedziałam jak mam się zachować,wiec uśmiechnęłam się blado.
-To są moi rodzice.
-Witaj kochanie.-Przytulila mnie kobieta, a jej maz US!iechnal się do mnie.
-Dzień dobry pani.-Nie wiedziałam co innego powiedzieć.
-A to moje siostry Safaa,Waliyah i Doniyah.I moje kuzynki Aaroosa i Sarooha,a tam ich rodzice.-Wskazał na ludzi siedzących na kanapie po drugiej stronie sali.Ja znowu spojrzałam na dziewczyny i miałam ochotę zapaść się pod ziemię.Wszystkie były takie śliczne,a ja szara myszka w dodatku z wielką śliwa na oku.Delikatnie się do nich uśmiechnęłam,co odwzajemniły.Wtedy zapadła między nami niezręczna cisza,ale ja szybko z tego wybrnęłam.
-Zayn,no bo chciałam ci oddać te okulary.-Mówiąc to ściągnęłam je z nosa,chyba nie był to dobry pomysł,bo wszyscy od razu zaczęli się krzywić.
-Może lepiej je załóż.-Skrzywił się Zayn.
-Aż tak źle?-Spytałam przestraszona,bo tak na prawdę opuchlizna coraz bardziej zaczynała piec.
-O matko to wygląda okropnie,biedactwo.-Skomentowała Trisha. Wtedy zauważyłam wiszące niedaleko nas lustro i od razu do niego podeszłam.Szczerze mówiąc to sama się siebie wystraszyłam,takiego wielkiego siniaka jeszcze nigdy nie wiedziałam.Po woli wróciłam do nich myśląc jak się go pozbyć.
-Nie wygląda to dobrze.-Powiedziała Sarooha.
-Co ci się w ogóle stało?-Zaciekawiła się Waliyah'a.
-Rozbrajała niewypał.-Wyprzedził mnie Zayn i oboje wybuchnęliśmy śmiechem,a te patrzyły na nas jak na idiotów.
-No,właśnie.-Potwierdziłam,a te już chyba odpuściły,bo nie drążyły dalej tematu.
-Wiem.-Krzyknęła nagle Aaroosa,tak że wszystkie się wystraszyłyśmy.
-Boże moje uszy.-Szepnęła Waliyaha,a ta tylko przelotnie na nią spojrzała i uśmiechnęła się do mnie.
-Zrobimy ci makijaż i nic nie będzie widać.-Zaproponowała,ale oczywiście Zayn musiał dodać swoje trzy grosze.
-Ale,za nim ten makijaż to trzeba zrobić okład,może samo trochę zejdzie.
-Zayn ma racje.-Dodała jego mama.
-No dobra.-Zgodziłam się niechętnie,bo wiedziałam,że i tak nie odpuści.
-Harry,podaj lód.-Krzyknął do chłopaka,który wyciągał coś z małej lodówki.Harry zrobił to o co poprosił go przyjaciel i już po chwili stał obok nas z workiem lodu w ręce.
-Trzymaj.-Podał mi go i wziął ode mnie okulary,gdy zobaczył śliwę aż się wzdrygnął.W sumie trochę mnie to rozbawiło,chociaż wiem,że chyba nie powinno.
-No,nieźle cię Niall urządził.-Zaczęłam przykładać lód,ale gdy tylko delikatnie dotknęłam nim obolałej skóry jęknęłam z bólu.Siedziałam tak z 15 minut,aż lód zaczął się rozpływać.Przez ten czas gadałam z dziewczynami i muszę przyznać,że są całkiem miłe.

*Aktualizacja 14.02.16

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz