sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 8

4 Grudnia Wtorek

Obudził mnie dźwięki migawki od aparatu co było trochę dziwne,bo byłam przekona,że jestem sama w pokoju.Rozchyliłam powieki i dostrzegłam postać stojącą na przeciwko łóżka,otworzyłam jeszcze bardziej oczy i zobaczyłam,że obok mnie na łóżku śpi Waliyha,a po drugiej stronie Sarooha.Spojrzałam na fotele gdzie spały Saffa i Aarossa i przypomniał mi się cały wczorajszy wieczór.Przejechałam po nich jeszcze raz wzrokiem i dostrzegłam,że przy drzwiach stoją jeszcze mama Zayna i Louis,a Zayn był tą tajemniczą postacią stojącą przy łóżku.
-Wyspałyście się?-Zapytał złośliwie Zayn,ciągle robiąc nam zdjęcia.Żadna z mas nie miała na to ochoty,wszystkie wyglądałyśmy strasznie.Wczoraj zasnęłyśmy przecież w ubraniach i makijażu.Nasze włosy wyglądały jak po przejściu tornada,w ogóle musiałyśmy wtedy wyglądać jak zombi.Wszystkie jak na zawołanie wstałyśmy na równe nogi i rzuciłyśmy się na chłopaka tak,że od razu wylądował na ziemi.Byłyśmy strasznie wkurzone o te zdjęcia.On leżał na ziemi,a my na nim siedziałyśmy,z boku musiało to komicznie wyglądać.Mimo jego sytuacji ten wredny uśmieszek nie zszedł mu z twarzy.
-Masz usunąć te zdjęcia,rozumiesz?-Wkurzona Waliyha trzymała go za koszulkę,a ten i tak nic sobie z tego nie robił.
-Usuń to natychmiast.-Warknęła Aarossa.
-Dobra,dziewczynki dajcie już spokój.-Do naszej kłótni wkroczyła pani Trishia.
-Ale powiedz mu żeby je usunęła!-Nie dawał za wygraną Waliyha.
-No,usunie je.-Ociężale z niego wstałyśmy i patrzyłyśmy jak wszystkie zdjęcia lądują w koszu.
-Dziękujemy-Uśmiechnęłam się głupkowato do chłopaka,co odwzajemnił.
-A tak w ogóle to co wy tu robiłyście?-Zaciekawił się Louis,który przez cały czas uważnie się nam przyglądał.
-Wiesz wygoniliście nas z imprezy więc my zrobiłyśmy swoją.-Powiedziałyśmy równo z Saroohą i wybuchnęłyśmy najgłupszym śmiechem,a wszyscy pokręcili tylko z rozbawieniem głowa.
-Dobra,idźcie się ogarnąć dziewczyny.-Powiedziała mama Zayna i wszyscy zaczęli kierować się do wyjścia.
-Lila,pamiętaj,że masz dzisiaj lekcje.-Słowa Louisa dobiły mnie jeszcze bardziej.Dzisiaj znienawidzony przeze mnie przedmiot i sprawdzian z niego.Całe szczęście,że wczoraj ubłagam Brook i nie zrobiła mi lekcji.Sama nie wiem jak udało mi się to zrobić,no cóż ma się tan dar przekonywania.Wszyscy wyszli,a ja poczłapałam do łazienki,ubrałam się,umyłam i uczesałam.W pokoju zjadłam śniadanie które przyniósł mi w tym czasie któryś z chłopaków.A równo o 9:30 przyszła Brook.
-No,kochana gotowa?-Zaśmiała się na widok miny jaka gościła na mojej twarzy.Pokiwałam tylko lekko głowa i usiadłam przy biurku.Dziewczyna dała mi kartkę i przez 45 minut siedziała na łóżku i robiła coś w komputerze,a ja męczyłam się nad tym przeklętym sprawdzianem.W końcu moje męki się zakończyły i zaczęłyśmy już normalne lekcje.Byłam bardzo ciekawa jak mi poszło,ale Brook sprawdziła mój test dopiero na ostatniej lekcji kiedy rozwiązywałam zadania z matmy.
-Skończyłam-Powiedziałyśmy w tym samym czasie,ja od razu poleciałam zobaczyć wynik mojego sprawdzianu,a dziewczyna sprawdzała moje zadania z matematyki.
Stałam jak wryta w ziemie przez kilka sekund i patrzyłam się na moją ocenę *A. Nie mogłam uwierzyć w to co widziałam.Zaczęłam się drzeć jak nienormalna ze szczęścia,wybiegłam jak oszalała i  w podskokach pobiegłam do pokoju perkusisty.Miałam szczęście bo Josh siedział właśnie na kanapie ze swoją dziewczyną Becc'y.
-Normalnie kocham cię!-Powiedziałam do niego i pokazałam mu kartkę.
-No,czuję się zazdrosna-Zachichotała dziewczyna i spojrzała na mój sprawdzian.
-No,maksymalna ilość punktów.-Z podziwem szepnęła dziewczyna.Na co mój uśmiech stał się jeszcze większy.
-Mówiłem,że ci się uda mała.-Wstał z kanapy i mnie przytulił.
-Dzięki,no to już wam nie przeszkadzam.-Odkleiłam się od niego i wyszłam,poszłam do siebie,a na krześle ciągle siedziała Brook.
-No to na dzisiaj koniec.-Powiedziała i zaczęła zbierać swoje rzeczy z biurka.Usiadłam na łóżku i patrzyłam na każdy jej ruch.
-Mała pamiętasz co mi kiedyś obiecałaś?-Nie miałam pojęcia o co jej chodzi.Zrobiłam wielkie oczy,a ta się uśmiechnęła i usiadła obok mnie.
-Miałaś się zastanowić czy zadzwonić do Matta.-Wtedy przypomniała mi się nasza rozmowa gdy spotkałyśmy się tutaj po raz pierwszy.Faktycznie proponowała mi żebym z nim porozmawiała,ale szczerze mówiąc o tym zapomniałam.
-Tak,dzisiaj to zadzwonię.-Nie zastanawiałam się nad tym,ale wiedziałam że jeśli to zrobię to mam szansę na odzyskanie przyjaciela,co jest dla mnie ważne.
-Wiesz rozmawiałam z nim wczoraj,pytał się o ciebie.-Te słowa jeszcze bardziej zmotywowały mnie do tego,żeby do niego zadzwonić.Jeżeli się o mnie pytał to znaczy,że jemu też mnie brakuje.I jestem na dobrej drodze,żeby mi wybaczył to że się do niego przez taki długi czas nie odzywałam.
-Dobra zbieram się.-Wstała z łóżka i zaczęła się ubierać.
-A gdzie ty tak w ogóle mieszkasz?-Byłam ciekawa bo nie mieszka u nas w hotelu.
-U koleżanki.No to powodzenia.-I  już jej nie było.Szepnęłam tylko "dzięki" i chwyciłam za telefon.Już miałam wybrać numer chłopaka gdy ktoś wszedł do pokoju.
-Puka się.-Krzyknęłam,a przede mną staną Louis.-Następnym razem,a teraz zbieraj się zabieram cię na obiad,a potem spotkanie z fanami.-Muszę?-Nie uśmiechało mi się siedzenie z piszczącymi dziewczynami w jednym pomieszczeniu.-Tak,nie zostawię cie samej w hotelu.Już-Wskazał na drzwi,a ja niechętnie zwlekłam się z łóżka założyłam kurtkę i razem z Louisem,Harry i Liam'em pojechałam do restauracji gdzie zjedliśmy posiłek.Oczywiście zobaczyły nas fanki i pół godziny siedziałam sam przy stoliku bo ci pstrykali sobie fotki z obcymi dziewczynami.Może oni kochają swoje fanki,ale ja się jakoś do nich jeszcze nie przekonałam.Potem pojechaliśmy pod jakieś studio gdzie miało odbyć się to całe spotkanie.Chwilę po nas przyjechali Niall z Zayn'em i zaczęły się wielkie przygotowania.Ja usiadłam na kapie z miską orzeszków i patrzyłam jak wszyscy biegają w te i z powrotem.Zamieszanie trochę się uspokoiło gdy zespół wyszedł już do fanek.Ja nie miałam zamiaru wychodzić tam z nimi.Przypomniało mi się co obiecałam dzisiaj Brook,więc wyciągnęłam z torby telefon.Obracałam go w palcach przez kilkanaście minut zastanawiając się czy zadzwonić,czy może jednak nie.W końcu wzięłam się na odwagę i wybrałam numer chłopaka.Pierwszy sygnał......drugi sygnał i moje serce zamarło,odebrał.Znowu usłyszałam ten jego lekko zachrypnięty głos i wszystkie chwile z nim spędzone o których chciałam niedawno zapomnieć wróciły.Zaczęłam jeszcze bardziej żałować,że zerwałam z nim kontakt na tyle czasu.
-No,hej Liluś-Tylko on się do mnie tak zwracał i dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak mi tego brakowało.Jeden wyraz,a na mojej twarzy już pojawił się uśmiech.
-Hejjj-Nastała cisza,słyszałam tylko jego równy oddech w słuchawce co dawało mi dziwne poczucie bezpieczeństwa.Myślałam czy zadać mu to pytanie,ale w końcu się odważyłam.
-Jesteś na mnie zły?-Powiedziałam prawie szeptem.Bałam się jego odpowiedzi i to bardzo.
-Wiesz na początku nie rozumiałem dlaczego nie chcesz się ze mną kontaktować,potem zacząłem cię usprawiedliwiać.A gdy ostatnio Brook opowiedziała mi całą wasza rozmowę gdy się spotkałyście zrozumiałem wszystko.Wiem,że było ci ciężko ze mną rozmawiać.-Zaskoczył mnie tym myślałam,a z resztą sama nie wiem co myślałam na ten temat.W sumie ucieszyła mnie jego odpowiedź.
-Och,nawet nie wiesz jak bardzo mi ciebie brakowało.-Wychlipałam do słuchawki bo po moich policzkach pociekły łzy.
-Oj,mała nie płacz.-Było słychać w jego głosie zmartwienie.
-Ale,wiesz pierwszy raz od ich śmierci płacze ze szczęścia.Tak się ciesze,że wreszcie cię odzyskałam.
-Ja też się cieszę.I pamiętaj,że jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi.-Mogła bym założyć się że mówiąc to uśmiecha się od ucha do ucha.
-Na zawsze razem-Wypowiedzieliśmy razem.To zdanie mówiliśmy sobie po każdej sprzeczce i większej kłótni.Razem zaczęliśmy się też śmiać.
-No to jak ci się żyje z tymi gwiazdami?
-Oni są na prawdę spoko.Wiesz jestem z nimi dopiero 8 dni,ale naprawdę się do nich przywiązałam. Oczywiście tęsknię za rodzicami,ale czuje,że coraz bardziej zbliżam się do chłopaków.Sądzę że dobrze się stało że trafiłam właśnie do nich,dobrze mu tu z nimi.Nie traktuje ich jak gwiazd,tylko jak normalnych facetów.Przyzwyczaiłam się już do nich i poznałam tu też dużo innych ludzi których bardzo polubiłam.-Rozmawialiśmy jeszcze jakiś czas opowiadałam mu jak teraz żyję,a on mi o szkole i o tym co się dzieje u niego.Niestety Matt musiał kończyć bo w Londynie była już prawie północ,a on musiał iść na drugi dzień do szkoły.Gdy się rozłączyłam spotkanie się skończyło,a my mogliśmy już wrócić do hotelu.Dopiero w samochodzie dowiedziałam się że rodzina Zayn'a wróciła dzisiaj do domu,a ja przecież nie zdążyłam pożegnać się z dziewczynami.No,ale dobrze że mam ich numery telefonów więc będę mogła się z nimi jeszcze skontaktować.Byliśmy już w hotelu i wszyscy rozeszli się w swoje strony.Ja gdy tylko weszłam do swojego pokoju zaczęłam piszczeć ze szczęścia jak jakaś wariatka,a potem zaczęłam czytać książkę.

*Lou*

Przez całe spotkanie siedziałam w garderobie razem z Lilą i słyszałam całą jej rozmowę z jakimś Matt'em.Przypuszczam że to jej przyjaciel,bo rozmawiali ze sobą jakby znali się od małego.Wtedy postanowiłam,że jak tylko znajdziemy się w hotelu to porozmawiam z chłopakami na jej temat.
I tak się stało wszyscy czekali na mnie w pokoju Harry'ego.
-Tak nie może dłużej być.-Powiedziałam gdy tylko weszłam.
-Ale nie rozumiesz,że musi.-Wypowiedział się Zayn
-Wiesz nam też to nie odpowiada.-Wszyscy przytaknęli Louisowi.-Szczerze to na początku myślałem że to dobry pomysł,ale teraz gdy ją lepiej poznałem-Załamał ręce,a na jego twarzy malował się smutek zmieszany jakby ze strachem.Reszta wyglądała podobnie,normalnie jak nie oni.
-Dzisiaj słyszałam jak mówi swojemu przyjacielowi,że przywiązała się do was i dobrze że trafiła właśnie do nas.Jak to usłyszałam to zrobiło mi się jej żal,ona jest nieświadoma tego co stanie się za jakiś czas.A wy po prostu pozwalacie na to żeby żyła w nieświadomości.A później na pewno nie wybaczy wam tego co zrobiliście.-Gdy to powiedziałam,ci tak jakby jeszcze bardziej się przerazili.Wszyscy mieli zmartwione mimy
-Ale,my nie możemy nic zrobić.Mamy umowę.-Bronił się Louis.
-Wy nie macie serca,jeżeli by ci na niej zależało powiedział byś jej.Nikt nie zasługuje na takie traktowanie,a w szczególności ona.Ta mała już dosyć się w życiu nacierpiała.-Trochę mnie poniosło,ale chodziło mi tylko o dobro tej dziewczynki.
-Ale,ja to wiem.Kiedyś jej powiem,ale nie teraz.-Dłużej nie mogłam ich już słuchać.dlatego wyszłam z pokoju i poszłam do Toma i Lux.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz