sobota, 1 lutego 2014

Rozdział 1



Po 7 godzinach w szkole miałam już serdecznie dosyć.Lekcje niesamowicie się dłużyły,wiec gdy szłam już na autobus mogłam odetchnąć z ulgą.Stojąc na przystanku prawie trzęsłam się z zimna,takiego mrozu tej zimy jeszcze nie było.Na szczęście po około pół godzinie znalazłam się już w ośrodku.Nie byłam głodna,więc zgarnęłam tylko z kuchni jabłko i poszłam do swojego pokoju.Włączyłam na telefonie ulubiony zespół mojego taty,czyli Guns N Roses.Mimo iż nie przepadam za taką muzyką,to gdy jej słucham wracają wspomnienia.Muzyka leciała w tle,a ja wzięłam się za nauke.Gdy zrobiło mi się zimno usiadłam pod kocem z książką od chemii w ręce.W tej chwili ktoś zapukał,a potem uchylił drzwi do mojego pokoju.
-Lila skarbie mogę wejść?-Była to pani Elizabeth.Kiwnęłam głową i odłożyłam książkę.Ta weszła i usiadła na skraju mojego łóżka,wyglądała na zadowoloną. -Mała wiesz,że twój tata pochodził z Doncaster tak? 
-Tak wiem.-Odpowiedziałam po dłuższej chwili.Nie wiedziałam do czego ona dąży.
-Kochanie wiem,że dużo przeszłaś i potrzebujesz teraz wsparcia,dlatego zaczęłam szukać.Troche to zajęło,ale znalazłam twoją daleką rodzinę.-Powiedziała z dużym uśmiechem na ustach.Byłam w szoku.Przecież moi rodzice pochodzili z domu dziecka,tam się właśnie poznali.Ja już nie mam rodziny.
-Ale jak to?-Ledwo zdołałam wypowiedzieć te słowa.Ta chwila zdawała się zatrzymać,słowa,że mam rodzinę huczały mi w głowie.
-Spokojnie posłuchaj,spotkałam się parę razy z twoim kuzynem i zostałaś adoptowana.-Dokończyła podekscytowana,a uśmiech nie schodził jej z twarzy,widać,że chce dla mnie jak najlepiej.W tym momencie moje oczy przybrały wielkość guzików.Nie mogę uwierzyć,że mam jeszcze kogoś na tym świecie,nie jestem sama.W duchu ucieszyłam się,ale tylko przez chwilę.To nie będzie łatwe.Nie chce poznawać nowych ludzi.Nie chce mieć nowych opiekunów.To będzie za bardzo boleć
-Powiesz coś?-Ocknęłam się po jej słowach.
-Ale jak to?Ja nie chce.-Ledwo zdołałam wypowiedzieć te słowa.
-Kochanie tak będzie dla ciebie lepiej.-Zaczęła cicho.-Okazało się,że twój pradziadek miał nie ślubne dziecko.A tym dzieckiem jest babcia Louisa Tomlinsona tego z zespołu One Direction.-Szczerze mówiąc to nie kojarzyłam o kogo chodzi.W życiu do głowy by mi nie przyszło,że mam rodzinę.A wiadomość,że to ktoś sławny jeszcze bardziej mnie zniechęciła.
-I ta gwiazda niby chce mnie zaadoptować?Zabawne.Może pani powiedzieć prawdę.-Nie mogłam w to uwierzyć,albo po prostu nie chciałam.
-Ale skarbie to jest właśnie prawda.Twój kuzyn powiedział,że się tobą zaopiekuję.Jutro wielka przeprowadzka.-Zrobiłam zdziwioną minę.
-Ale ja go nawet nie znam.Dlaczego tak szybko?To nie może być prawa.Nie.-Zaprzeczyłam,wstałam z łóżka i chodziłam niespokojnie po pokoju.
-Lila nie mamy innego wyjścia.Myślałam,że się ucieszysz.-Mówiąc to widocznie posmutniała. Zarobiło mi się jej żal,chciała dla mnie jak najlepiej,a ja narzekam.
-Przepraszam,to na prawdę dobra wiadomość,ale nie spodziewałam się.Po prostu to dla mnie szok.-Starałam się uśmiechnąć,ale ta zdolność ostatnio u mnie zanikła.Okłamałam ją,to ie była dobra wiadomość,ja nie mam rodziny i już nigdy nie będę jej mieć.
-Wiem mała.-W tamtej chwili na korytarzu rozległ się pisk którejś z dziewczyn.Spojrzałam zaskoczona na kobietę,a ta tylko przewróciła oczami.
-Co tam się dzieje?-Spytałam ciekawa.
-No,bo widzisz zaprosiłam Louisa tutaj,stoi za drzwiami.Chyba któraś z dziewczyn go dorwała.-Powiedziała,a moje oczy znów się powiększyły.-Możemy go wpuścić,bo chyba za chwile może mu się coś stać?-Nie wydusiłam z siebie żadnego dźwięku,tylko pokiwałam głową na tak.Nie wiem czym się kierowałam w tamtej chwili,przecież nie chciałam go poznawać.Kobieta podeszła do drzwi i je otworzyła.
-Emma daj mu teraz spokój.Potem zrobicie sobie zdjęcie.-Zaśmiała się i wpuściła do środka młodego chłopaka w szarych spodniach,koszulce w niebieskie paski i brązowej kurtce.W tym czasie ja usiadłam powoli na łóżku,cała w szoku.Przede mną stała obca osoba,która podaję się za moją rodzinę.Ta sytuacja była tak chora,że aż niedorzeczna.Tępo na niego patrzyłam,a ten ciągle się uśmiechał.
-Cześć jestem Louis,a ty Lila,tak?-Nie odpowiedziałam.Nie mogłam wydusić z siebie żadnego słowa.
-Widzę,że nie jesteś rozmowna.-Westchnął.-To może ja powiem ci coś o sobie.Jestem Louis,mam 21 lat.Mieszkam w Londynie,ale pochodzę z Doncaster,gdzie mieszka moja rodzina,mam 4 siostry a ty kuzynki.-Opowiadał tak przez jakiś czas.Chyba wyczuł,że nie mam zamiaru nic powiedzieć.W tamtej chwili miałam ochotę uciec.Wyłączyłam się totalnie i patrzyłam w jeden punkt na ścianie.
-Przyjadę po ciebie jutro o 10:30.I nie martw się,na pewno będzie nam się dobrze razem mieszkało.-Ocknęły mnie jego słowa,które mówił stojąc centralnie przedemną.Ostatni raz się do mnie uśmiechnął i wyszedł.Pani Eli poszła go odprowadzić do drzwi,ale po chwili do mnie wróciła.Od razu się do niej przytuliłam.Nie panowałam w tamtej chwili nad sobą.
-Spokojnie mała,będziesz tam pod dobrą opieką.Obiecaj mi tylko,że postarasz się żyć normalnie.-Spojrzała na mnie wyczekująco.
-Obiecuję.-Znowu skłamałam,ale chciałam sprawić opiekunce przyjemność.Eli wyszła,a ja nieruchomo siedziałam na łóżku.Starałam się o niczym nie myśleć,ale nie wychodziło mi to.Cały czas nie mogłam zrozumieć co się tak na prawdę stało.To było jak sen.Jeszcze parę miesięcy temu prowadziłam normalne życie,a teraz wszystko co się dzieje to jakiś obłęd.Nie wiedziałam w ogóle co robię.Byłam tak zamyślona,że nie zwróciłam nawet uwagi gdzie idę.Gdy ocknęłam się z rozmyśleń stałam już w dużym pokoju dziennym,gdzie byli prawie wszyscy.Dokładnie rozejrzałam się,chodź nie wiedziałam za dobrze co tam robię.Alex i Gorg grali na konsoli,Megan,Rocki i Emma odrabiały lekcje,a Kate i William oglądali telewizję.Stałam w drzwiach,a już po chwili wzrok wszystkich skierowany był na mnie.Byłam speszona,chciałam odwrócić się i wyjść,ale było za późno.Will kiwnął ręką pokazując na kanapę. Ostrożnym krokiem podeszłam obok niego i usiadłam na wolnym miejscu.Wtedy inni wrócili do swoich zajęć.
-Lila jutro wyjeżdżasz?-Niespodziewanie zapytał Will.
-Tak-Na mojej twarzy pojawił się grymas.William był najstarszy z nas wszystkich miał 17 lat,zawsze wydawał mi się taki dorosły i mądry.
-Mała,nie smuć się.Zaczyna się nowy rozdział  w twoim życiu.Tam na pewno będzie ci lepiej niż tu.Zapomnij o tym co było kiedyś,żyj teraźniejszością,oczywiście to będzie bolało,ale dasz radę.Wierze w ciebie.-Przyjaźnie się do mnie uśmiechnął.Jego słowa dały mi wiele do myślenia.
-Dziękuje.-Powiedziałam szybko i uciekłam do swojego pokoju.Była godzina 22:00 więc uznałam,że trzeba iść spać,bo jutro czeka na mnie wiele wrażeń.Nie koniecznie tych dobrych.

***
Aktualizacja 14.05.2015

2 komentarze:

  1. Cziekawie... Podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Czekawie.... Podoba mi się :)

    OdpowiedzUsuń