niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 20

Czytasz=Komentujesz



Obudziły mnie krople deszczu stukające w okna,spojrzałam na zegarek była dopiero 3:47 w nocy.Wszędzie było ciemno co trochę mnie przerażało.Zza okna dochodziły dziwne hałasy a drzwi od pokoju były lekko uchylone przez co miałam dziwne wrażenie że za chwile wejdzie tu jakiś potwór.Wiem,że to idiotyczne,ale w nocy zawsze mam takie nienormalne myśli.Przykryłam się kołdrą po sam czubek nosa i chciałam znów zasnąć,jednak nie mogłam,leżałam i tępo wpatrywałam się w sufit.Moje myśli znów zaczęły krążyć wokół słów mojej mamy.
"Lila dopilnuj aby ten mężczyzna za to zapłacił" Nie mogłam przestać o tym myśleć.Jeżeli mama chciała mi coś przekazać to co miał oznaczać ten mężczyzna i to że mam go dopilnować?
Podczas moich rozmyślań usłyszałam stukot dochodzący z dołu i jeszcze bardziej schowałam się pod kołdrę.Nawet najcichsze szmery dochodziły do moich uszu przez co prawie dostała bym zawału.Czas ciągnął się niesamowicie,ta straszliwa ciemność coraz bardziej mnie przerażała.Wzięłam się na odwagę, chwyciłam mojego miska,by czuć się bezpieczniej gdy będę przechodziła przez ciemny korytarz.Po woli wygramoliłam się z łóżka i stanęłam na zimnej podłodze.Wolnym krokiem wyszłam z pokoju i skierowałam się do sypialni Louisa i El.Przycisnęłam mocniej maskotkę do piersi gdy usłyszałam zza okna jakieś szmery. Przyspieszyłam kroku i nie rozglądając się już więcej ostrożnie otworzyłam drzwi i wślizgnęłam się do środka.Stanęłam przed wielkim łóżkiem w którym po lewej stronie leżał Louis a po prawej Eleonora.Miałam coraz większe wątpliwości czy dobrze zrobiłam przychodząc tu,bo oni i tak na pewno nie pozwolili by mi razem tutaj zostać.Stałam bezradnie gdy chłopak zaczął się kręcić.Już chciałam wracać do siebie kiedy usłyszałam zachrypnięty głos bruneta.
-Mała co tu robisz?-Wtedy było już za późno aby się wycofać,a gdy usłyszałam jeszcze znów jakieś hałasy na dworze to byłam pewna że nie dam rady wrócić do pokoju.Już miałam mu odpowiedzieć gdy odezwała się dziewczyna.
-Co jest kotku?-Zapytała i najpierw spojrzała na swojego chłopaka a potem na mnie.
-Nie mogę spać.- Powiedziałam cichutko i podeszłam bliżej łóżka w dłoniach trzymając maskotkę.
-Chcesz z nami zostać?-Spojrzał na mnie zaspany kuzyn.
-A mogę?-Zapytałam nieśmiało na co dziewczyna się zaśmiała.
-No pewnie słoneczko.Wskakuj.-Uśmiechnęła się do mnie i poklepała miejsce miedzy sobą a brunetem.Wlazłam na łóżko i wślizgnęłam się pod kołdrę.Gdy już wygodnie się ułożyłam chłopak przykrył mnie jeszcze szczelniej pościelą i obydwoje się na mnie patrzyli.
-Boję się ciemności.-Wyszeptałam na co dziewczyna zaczęła głaskać mnie delikatnie po włosach.
-Spokojnie z nami nic ci się nie stanie.-Powiedział brunet po czym pocałował mnie w czoło.Teraz gdy czułam,że nie jestem sama już nic nie wydawało mi się przerażające i spokojnie mogłam zasnąć.Byłam bezpieczna więc zamknęłam oczy i już po chwili odpłynęłam.


14 Grudnia Piątek 


Obudziło mnie światło wpadające zza okna.Leniwie podniosłam powieki i zobaczyłam,że leże w jakimś innym łóżku a dopiero po paru sekundach przypomniałam sobie moją nocną wędrówkę do sypialni w której się teraz znajduje.Coś mi nie pasowało,bo przecież zawsze gdy wstawałam do szkoły wcześnie rano to było jeszcze szarawo a teraz jest zupełnie jasno.Spojrzałam na zegarek i to co zobaczyłam trochę mnie zszokowało była 11:27 a ja od dwóch godzin i dwudziestu siedmiu minut powinnam być na lekcjach.Louisa ani El nie było już w łóżku więc byłam ciekawa dlaczego nikt mnie nie obudził,przecież dobrze wiedzieli,że idę dzisiaj do szkoły.Niechętnie wygramoliłam się z pod kołdry i od razu otuliło mnie zimne powietrze.Stąpałam bosymi stopami po lodowatych panelach gdy usłyszałam trzask dochodzący z dołu a potem krzyk dziewczyny.Przyśpieszyłam kroku,wyszłam z pokoju i stanęłam przy szklanej barierce przy schodach.Wychyliłam się trochę i zobaczyłam,że w kuchni na podłodze leży Louis,na nim opakowanie jajek a na jajkach dziewczyna.Mimowolnie zaczęłam się cicho śmiać i szybko zbiegłam na dół.
-Co tu się stało?-Zapytałam przez śmiech gdy dziewczyna rozbiła na głowie Louisa ostatnie jajko które było w całości.
-Louis ty idioto.-Wydarła się brunetka i zaczęła niezdarnie wstawać z mojego kuzyna.-Och kiedyś wszystkich pozabijam.-Powiedziała chyba do siebie ale i tak było to słychać po czym wyszła z kuchni.
-A tej co?-Spytałam się Louisa któremu pomogłam wstać z ziemi,bo inaczej ciągle by tam leżał.
-Chyba zbiła wszystkie jajka które miały być na śniadanie.
-Sama zbiła?-Spojrzałam na niego.
-No dobra może nie sama,ale to nie moja wina,że wywaliłem się na ręczniku który tutaj leżał.Ona zamykała lodówkę odwróciła się i potknęła o moje nogi no a że miała w ręce jajka to będziemy głodować.-Wzruszył ramionami,a ja tylko pokiwałam z niedowierzaniem głową.
-No to teraz sprzątaj i,żebym jak przyjdę za pięć minut nie zobaczyła ani jednej plamki na podłodze.-Machnęłam ręką aby wziął się do roboty i chichocząc poszłam usiąść na kanapie.Włączyłam telewizor,leciał akurat spanczbob wiec zostawiłam na tym programie i wygodnie rozsiadłam się na sofie.Po paru minutach na dół zeszła już czysta Eleonora,a ja po chwili poszłam do kuchni gdzie krzątała się para.
-Dlaczego mnie  nie obudziliście?-Zapytałam siadając przy stole,podparłam brodę i dłonie i czekałam na odpowiedź.
-Wczoraj nie było z tobą za dobrze i jeszcze w nocy nie mogłaś spać,wiec zdecydowaliśmy że dzisiaj damy ci trochę spokoju.
-No tak,wczoraj nie czułam się za dobrze.-Wzruszyłam ramionami i zaczęłam skrobać stary lakier z paznokci.
-Po południu wpadnie Brook i wytłumaczy ci tematy z dzisiaj.-Spojrzała na mnie El i po chwili wyciągnęła grzanki z tostera i położyła na talerz,który postawiła na stole.Para usiadła na przeciw mnie i w spokoju jedliśmy śniadanie.Przysunęłam bliżej siebie słoik z dżemem wiśniowym i drugi z Nutellą.Na jednego tosta nałożyłam zawartość jednego słoiczka a na drugą czekoladę.Już chciałam złożyć je razem gdy usłyszałam przerażony głos El.
-Naprawdę?-Spojrzałam na nią i zauważyłam że oboje z Louisem dziwnie mi się przyglądają.
-Zjesz to?-Zapytała robiąc wielkie oczy.
-Yhymmm.-Mruknęłam wkładając kanapkę do ust,a chłopak tylko się zaśmiał.W tamtym momencie połowa dżemu znalazła się na talerzu,a ja wyszczerzyłam się do dziewczyny która ciągle z niedowierzaniem na mnie patrzyła.
-No co?-Odezwałam się gdy przełknęłam.
-Nic nic,jedz sobie.-Machnęła ręką brunetka i zabrała się za jedzenie.Po śniadaniu wróciłam na moje miejsce przed telewizorem i zaczęłam oglądać Scooby Doo.
-I co będziesz tu tak siedziała przez cały dzień?-Usłyszałam głos za sobą i odgłosy naczyń wkładanych do zmywarki.
-No nie wiem,może w między czasie pójdę do kibla no i może jeszcze do lodówki.-Zażartowałam rozkładając się na kanapie i momentalnie wybuchłam swoim najgłupszym śmiechem.
-Boże z kim ja żyję?-Westchnęła teatralnie dziewczyna,ja szybko zerwałam się w kanapy i podbiegłam do blatu i po chwili już na nim siedziałam,machając nogami.
-Ale,że niby o co ci chodzi.Przecież ja jestem taka słodka.-Zachichotałam i słodko zatrzepotałam rzęsami a potem znowu włączyła się moja głupawka.Dziewczyna tylko pokręciła oczami w których było widać rozbawienie i zabrała kolejny talerz ze stołu.Siedziałam tak chwilę i wpatrywałam się dokładnie w każdy jej gest.
-Złaź mi z tond.-Walnęła mnie szmatką po nogach,a ja ze śmiechem pobiegłam z powrotem na kanapę.Oglądałam bajkę gdy obok mnie usiadł Louis,który zszedł z góry.
-Młoda szykuje nam się kolejny wyjazd.-Powiedział zerkając na mnie.
-Gdzie,kiedy i po co?-Zapytałam zniechęcona tym,że znowu ujrzę stado piszczących fanek.Każdy wyjazd był równy spotkania z nimi.
-W środę lecimy do USA,ale tylko na trzy dni.A potem mamy już przerwę do sylwestra.-Uśmiechnął się pocieszająco i wstał z kanapy.
-No i gites.-Założyłam ręce na piersi i wróciłam do oglądania bajki.Para siedziała przy stole i piła kawę a po pół godzinie ja również do nich dołączyłam.
-Może byś się ubrała co?-Spojrzała się na mnie krzywo chłopak.
-A może nie.-Prychnęłam i upiłam łyk zimnej już herbaty.
-Nie mam siły się z tobą kłócić-Westchnął i spojrzał na swoją dziewczynę.Już chciał coś powiedzieć gdy przypomniało mi się o co wczoraj prosiłam chłopaków.
-Louis pojedziemy na cmentarz?-Zapytałam z nadzieją w głosie,a mój humor diametralnie się zmienił.Jeszcze przed chwilą głośno się śmiałam a teraz w moich oczach pojawiają się łzy.Nic  nie poradzę na to,że gdy tylko pomyśle o rodzicach to od razu uchodzi ze mnie życie.
-No,pewnie tylko musisz się ubrać.-Powiedział pocieszająco widząc moją minę,a ja szybko udałam się do pokoju.Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki,włosy zostawiłam rozpuszczone,chociaż wiedziałam,że wieje wiatr i będę mi nie wygodnie,ubrałam spódniczkę chociaż wiedziałam że może mi być zimno,ubrałam kozaki chociaż ich nienawidzę tylko dlatego,że mama lubiła gdy nosiłam te wszystkie elementy.Ubrałam się tak bo chciałam aby z góry zobaczyła,że o niej nie zapomniałam.Gotowa zeszłam na dół gdzie czekała na mnie para. Uśmiechnęłam się do nich smutno i poszłam ubrać płaszcz,szalik i czapkę.
-Ślicznie wyglądasz.-Powiedziała El odgarniając kosmyk moich włosów który opadał lekko na twarz.
-Dziękuje,mamie też się w tym podobałam.-Odpowiedziałam cicho poprawiając fałdkę na płaszczu.
-No nie wątpię-Uśmiechnęła się do mnie lekko.
-Dobra dziewczyny idziemy.-Ponaglił nas Louis.Otworzyłam drzwi i w trójkę udaliśmy się do garażu,całą drogę nie odezwałam się ani słowem nawet gdy para próbowała do mnie zagadać.W końcu zatrzymaliśmy się pod bramą od cmentarza a ja tępo wpatrywałam się za okno.Biłam się z myślami czy wyjść czy może jednak zawrócić i pojechać do domu.Nie lubiłam tutaj przyjeżdżać,bo wolałam myśleć,że rodzice są tutaj ze mną a nie leżą zakopani tam w ziemi i pozostał po nich w tym miejscu tylko pomnik.Od ich śmierci byłam tu tylko parę razy i za każdym uciekałam z tond po pięciu minutach zalana łzami.Zaczęłam nabierać coraz więcej wątpliwości czy dobrze robię,a mój żołądek podchodził mi do gardła.
-Lila idziemy?-Usłyszałam głos Louisa i zauważyłam jego wzrok w lusterku.
-Nie wiem.-Szepnęłam niepewnie chwytając klamkę od drzwi jednak po paru sekundach puściłam ją i położyłam swoje trzęsące się lekko ręce na kolanach.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Jak myślicie Lila pójdzie na cmentarz,czy może jedna nie???
Trochę krótszy niż zawsze,ale chciałam jeszcze dziś dodać rozdział wiec skończyłam w tym momencie.Na szczęście teraz będę miała trzy dni rekolekcji więc będę miała więcej czasu na pisanie.
Sorry za błędy i czekam na wasze szczere opinie na temat tego rozdziału.


Proszę komentujcie 

czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 19

Czytasz=Komentujesz


13 Grudnia Czwartek


-Lila spóźnimy się!-Wydarł mi się nad uchem Harry.
-Co?Która godzina?-Zapytałam zaspana.
-8:25.-Znowu krzyknął.
-Co przecież ja mam do szkoły na 9:00.-Od razu się ocknęłam,przecież droga zajmuje nam pół godziny,nie zdążę.Zerwałam się z łóżka i razem z chłopakiem opuściłam pokój pobiegłam do jednej łazienki a on do drugiej.Ubrałam się szybko i zbiegłam na dół ubierając buty.Po chwili zjawił się brunet wziął mój plecak,swoją kurtkę i oboje wybiegliśmy z domu.
-Dlaczego nie obudziłeś mnie wcześniej?-Spytałam z wyrzutem.
-Bo sam zaspałem.-Przelotnie na mnie spojrzał.
-Jedź szybciej bo nie zdążę.-Powiedziałam po chwili.
-Spokojnie jest jeszcze trochę czasu.
-No właśnie "trochę".-Warknęłam.Byłam zła chociaż dobrze wiedziałam,że on nie zrobił tego specjalnie.
Do szkoły dojechaliśmy niestety 5 minut po dzwonku.Od razu wiedziałam,że będę miała przez to przerąbane tym bardziej że pierwsza była biologia,a nauczycielka która nas uczy to stara baba,której wszystko przeszkadza.Inne nauczycielki raczej przymknęły by na to oko,ale ona na pewno się do czegoś przyczepi.Szybko wybiegłam z samochodu i posłałam Harry;emu zabójcze spojrzenie.Biegiem udałam się do szkoły,potem do szafki a do klasy szłam już normalnie bo nie miałam siły biec.Przed drzwiami wzięłam głęboki oddech i zapukałam,gdy usłyszałam "proszę" po woli je otworzyłam i nieśmiało weszłam do środka.
-Dzień dobry,przepraszam za spóźnienie.-Spojrzałam na nauczycielkę która siedziała przy biurku.
-A dlaczego to panna się spóźniła?-Zapytała nieprzyjemnym,groźnym głosem.
-Yyy..Zaspałam.-Powiedziałam zgodnie z prawda,bo gdybym skłamała to ona na pewno by to zauważyła i był by jeszcze większy problem.
-No to niecha panienka kupi sobie budzik.-Mówiła ponuro i kiwnęła ręką abym udała się na swoje miejsce.Tak też zrobiłam.
-A na jutro proszę napisać 100 raz."Nigdy więcej nie spóźnię się na lekcje biologi."-Powiedziała i wróciła do pisania czegoś w dzienniku.Ja ciężko opadłam na krzesło obok ławki May i wyciągnęłam potrzebne książki.
-Niech zgadnę to przez Harry"ego.-Szepnęła mi na ucho Maya,pokiwałam tylko głową,i aż skakałam z radości na myśl o popołudniu spędzonym na pisaniu tych ośmiu durnych słów.
Dziś mieliśmy najwięcej lekcji czyli 6,najbardziej męczyłam się na Angielskim,a potem jakoś zleciało.Na przerwie siedziałam oczywiście przy stoliku z Mayą.Rozmawiałam z nią tak jak byśmy znały się dobre parę lat.
-Wiesz wczoraj,było bardzo fajnie,dzięki ze mnie przechowałaś przez parę godzin.-Uśmiechnęła się do mnie i włożyła kolejną frytkę do ust.
-Nie ma sprawy.-Odwzajemniłam uśmiech i w przyjaznej atmosferze dokończyłyśmy posiłek,i poszłyśmy na hiszpański.
Ostatnia lekcja to w-f na którym grałyśmy w siatkówkę.Po lekcji zanim się przebrałam wszystkie dziewczyny już wyszły,a gdy doszłam do szafki na korytarzu już nikogo nie było.Zostawiłam niepotrzebne książki,a wzięłam te z których muszę się pouczyć.Wyszłam ze szkoły o 15:15 jednak nie zobaczyłam żadnego znajomego samochodu.Pomyślałam,że zatrzymał się za płotem więc wyszłam na ulicę,jednak tam też nikogo nie było.Stałam oparta o płot kilkanaście minut,na niebie zbierały się ciemne chmury i zaczął wiać wiatr.Otuliłam się mocniej szalikiem który wyciągnęłam z torby i zaczęłam,żałować ze nie wzięłam z domu czapki.Przez ten poranny pośpiech zapomniałam również telefonu i niestety nie mogłam do nikogo zadzwonić.Spojrzałam na zegarek który miałam na ręce i okazało się,że stercze tam już pół godziny.Straciłam wtedy nadzieję że ktoś po mnie przyjedzie.Po prostu o mnie zapomnieli,nie było to przyjemne.Zaczęłam zastanawiać się gdzie mam się teraz udać.Nie miałam przy sobie kluczy od domu Louisa,nie mogłam się do nikogo dodzwonić,ciocia i wujek byli w pracy,Brook nie ma prawa jazdy,a Maya już dawno pojechała do domu.Nie zostało mi nic innego jak pójść do mojego starego domu,który znajduje się godzinę drogi z tond.Włożyłam ręce do kieszeni,poprawiłam szalik i ruszyłam w stronę starego osiedla.Myśl,że o mnie zapomnieli bardzo bolała,ale starałam się ich usprawiedliwić.Przecież każdy ma swoje życie,i własne plany po prostu muszę sobie dać radę sama.Pewnie jeszcze nie raz będę w takiej sytuacji.Rozmyślając szłam przez miasto nad którym wisiały ciemne chmury.W pewnym momencie z nieba spadł deszcz.Przeklnęłam pod nosem i przyśpieszyłam kroku.Zostało mi jeszcze 20 minut drogi gdy rozpadało się jeszcze bardziej.Po woli traciłam czucie w dłoniach od zimna,ale szłam dalej.Byłam cala przemoknięta,ale nie miałam innego wyjścia jak iść przed siebie.Gdy weszłam na stara ulicę wszystkie wspomnienia wróciły,a na moją twarz wkradł się smutny uśmiech.
Podeszłam pod budynek który połączony był z drugim mieszkaniem które należało kiedyś do Matta,a teraz wprowadziła się tam jakaś inna rodzina.Wolnym krokiem podeszłam do drzwi,odstawiłam na bok kwiatka który stał obok a pod doniczką leżały klucze.Dobrze że ciągle tam były bo inaczej nie dostała bym się do środka.Podniosłam je i najpierw opróżniałam skrzynkę na listy która pękała już w szwach a później otworzyłam drzwi.Bardzo wolnym krokiem weszłam do środka,a pocztę włożyłam do plecaka.Na korytarzu,gdzie nadal na wieszakach wisiały kurtki rodziców a pod nimi stały buty.Ściągnęłam swoje ubranie które przesiąknięte było wodą,zresztą mundurek też do suchych nie należał.Dlatego rozglądając się dookoła weszłam na górę, i skierowałam się do swojego pokoju.Wszystko było tam tak jak dawniej,ubrania rozwalone na podłodze,książki porozwalane na biurku i nie tylko,no i oczywiście plakaty i zdjęcia na każdej ścianie.Weszłam w głąb i przyglądałam się każdemu najmniejszemu szczegółowi,na dużej komodzie leżała cała kolekcja moich kolczyków a obok paręnaście buteleczek z lakierem do paznokci.Patrzyłam z uśmiechem na moje stare łóżko,którego nie oddała bym za żadne skarby świata i po chwili na nim usiadłam.Poczułam się tak jak kiedyś,bardzo chciał abym aby te czasy wróciły.
Po paru minutach wzięłam z szafy spodnie od dresu,koszulkę i poszłam do łazienki.Tam również nic się nie zmieniło.Pod małym lustrem stały perfumy i różne kosmetyki mamy a obok kubeczek i trzy szczoteczki do zębów.Blado uśmiechnęłam się na widok tego wszystkiego i szybko się przebrałam.Zeszłam na dół,wszędzie panowała głucha cisza było słychać tylko cichy tupot moich stóp.Weszłam do salonu i od razu rzuciła mi się w oczy szafka gdzie trzymaliśmy filmy DVD.Wyciągnęłam z tam tond 4 płyty,na jednej było nagranie ze świąd kiedy miałam 4 lata,na drugiej filmik na którym uczyłam się jeździć na rowerze,na trzeciej udokumentowane było moje pierwsze szkolne przedstawienie a w tle słychać było komentarze rodziców,na ostatniej płycie był film z naszych tegorocznych wakacji na których byliśmy razem z ciocią,wujkiem,Mattem i Brook nad jeziorem.
Usadowiłam się wygodnie na kanapie pod kocem i oglądałam wszystkie filmy po kolei.Kidy znowu usłyszałam ich głosy na nagraniu od razu zaczęłam płakać.Nie panowałam wtedy nad sobą łzy lały się jedna po drugiej przez całe dwie godziny kiedy oglądałam te filmy.O godzinie 18:38 wyłączyłam telewizor i udałam się na górę po drodze zabierając ze sobą z półki dwa albumy.Zapaliłam światło na schodach i go nie wyłączałam bo szczerze nienawidzę ciemności.Nie wyłączając go poszłam sypialni rodziców,a w moich oczach od razu stanęły łzy.Nikt nie mieszka tu już prawie 4 miesiące a ich zapach nadal roznosił się w pokoju.Po woli wyciągnęłam z dużej szafy gruby sweter mojej mamy i delikatnie go na siebie włożyłam,tak jakbym bala się ze za chwile się rozleci.Stałam w miejscu i wdychałam jej słodki zapach,którym przesiąknięty był ten sweter.Podeszłam do komody na której stało zdjęcie rodziców,byli tam tacy szczęśliwi i radośni.
-Tęsknie za wami.Dlaczego mi to zrobiliście?Przecież rodzice powinni być przy swoim dziecku.Ja was potrzebuje.-Szepnęłam,wzięłam fotografię ze sobą i usiadłam na ich łóżku.Leżał też na nim mój ukochany biały miś,którego dostałam gdy się urodziłam,pomimo tego że jest bardzo stary,bardzo dobrze się trzyma a ja bardzo go lubię.Zawsze gdy nie miałam humoru przytulałam się do niego i cały smutek przechodził. Siedziałam tam przy dwóch lampkach których światło padało akurat na album rozłożony na środku łoża.Łzy znów postanowiły wylewać się ze mnie wiec im na to pozwoliłam,byłam tak zmęczona tym płaczem i szlochem,że po kilku obejrzanych stronach albumu po prosu zasnęłam wtulona w kołdrę przesiąkniętą zapachem rodziców.

<Oczami Louisa>
Godzina 16:45 Manchester

Wróciliśmy z El do domu po męczących świątecznych zakupach.Po rozpakowaniu siatek usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy nasz ulubiony film.Podczas reklamy wziąłem swój telefon i postanowiłem zadzwonić do Harry'ego i zapytać jak się ma Lila po nie odzywałem się do nich od początku tygodnia.Wybrałem numer,a przyjaciel odebrał po dwóch sygnałach.
-No siema.-Powiedział radosny,a w tle usłyszałem głos Taylor.
-Cześć,słyszę że jesteś zajęty.-Zaśmiałem się.
-Tak trochę.-zaszczebiotał.
-Dobra,chciałem się tylko zapytać jak sprawuje się Lila.
-A dobrze,
-No,tak nie dziwię się.A u kogo teraz jest,chciałem z nią chwilę pogadać.-Zapytałem,usłyszałem w słuchawce ciche szmery i po chwili głos Hazzy.
-Szczerze to nie wiem.Zadzwoń do Liama.-Powiedział dziwnym głosem.
-No ok.-Rozłączyłem się i poczułem w sobie jakiś dziwny nie pokój.Wybrałem numer przyjaciela,jednak okazało się,że on również nie wie gdzie jest młoda.Gdy zadzwoniłem później do Zayna i okazało się,że u niego nie ma małej moje serce zaczęło niespokojnie walić.Ostatnią szansą był Niall.Modliłem się w duchu aby Lila był u niego,siedziałem w sypialni aby nie martwić na zapas Eleonory.
-Cześć stary.Mam bardzo ważne pytanie czy jest z tobą może Lila?-Powiedziałem jak tylko odebrał.
-Nie,nie wiedziałem jej od poniedziałku.-Gdy wypowiedział te słowa,moje serce prawie stanęło.
-O kurwa.To gdzie on jest?-Prawie krzyknąłem.
-No a nie ma jej u któregoś z chłopaków?-Zapytał zdziwiony.
-Nie,dzwoniłem do każdego.Nikt nie odebrał jej ze szkoły,Boże jak coś jej się stanie nie wybaczę sobie tego.
-Spróbuj do niej zadzwonić,a ja pogadam z chłopakami i pójdziemy jej szukać.-Usłyszałem jego zaniepokojony głos i szybko się rozłączyłem.Dzwoniłem kila razy do Lily,ale ta nie odbierała.
-El muszę jechać do Londynu.Lila zniknęła.-Wydarłem się do dziewczyny.
-Co,jak to zniknęła?-Krzyknęła zdziwiona wyglądając z pokoju.
-No,zapomnieli ją odebrać ze szkoły.A teraz nie mogę się do niej dodzwonić.-Powiedziałem zdenerwowany zakładając buty.
-Jadę z tobą.-Wstała i pobiegła się ubrać.Szybko udaliśmy się do samochodu i z piskiem opon wyjechaliśmy z miasta.
-Jak coś jej się stało,to nie wybaczę sobie tego.-Powiedziałem rozpaczliwie.
-Kochanie,spokojnie.Jestem pewna że nic jej nie jest.To silna dziewczynka z całkiem zadziornym charakterkiem.-Poklepała mnie po ramieniu.Przez całe dwie godziny drogi oboje zastanawialiśmy się gdzie ona może być,ale nic konkretnego nie przychodziło nam do głowy.W połowie przebytej trasy zadzwonił do mnie Harry u którego w mieszkaniu byli wszyscy chłopacy i wspólnie prowadziliśmy dyskusję.Potem oni pojechali do miasta jej szukać,a ja jechałem coraz szybciej.
-Louis spokojnie,nie jedz tak szybko,to że będziemy mieć wypadek nikomu nie pomoże,a jedynie zaszkodzi.-Powiedziała głośno El i położyła mi rękę na ramieniu.
-Masz racje kochanie.-Blado się uśmiechnąłem i trochę zwolniłem.Miałem kompletny mętlik w głowie i przychodziły mi coraz to czarniejsze myśli.Naprawdę gdyby coś jej się stało,nie wiem co bym zrobił.Znam ją dopiero 3 tygodnie,a gdyby teraz miała nagle zniknąć był bym zrozpaczony.Wszyscy bardzo się do niej przywiązaliśmy.Czasami ma swoje humorki,jak każde dziecko,ale on wprowadziła do zespołu i ogólnie do całej naszej ekipy taką świeżość i radość z życia.Patrząc na nią wiem,że nawet w trudnych chwilach nie mogę się poddawać.Dlatego coraz bardziej żałowałem,że przed jej przyjazdem podpisaliśmy tą pieprzoną umowę.
-Przywiązałeś się do niej co?-Zapytała słodkim głosem moja dziewczyna.
-No a jak tu się do niej nie przywiązać.Taka słodka,mała duszyczka która swoim uśmiechem sprawia,że czuje się lepiej.
-Tak,trudno jej nie polubić.W ogóle po niej nie widać jaka tragedia ją spotkała.-Zamyśliła się brunetka.
-Jest bardzo silna.-Odpowiedziałem patrząc się na drogę.
-Kocham cię.-Powiedziała nagle,a na moją twarz wstąpił promienny uśmiech.
-Ja ciebie też kotku.-Powiedziałem szczerząc się.
Po następnej godzinie drogi w końcu znaleźliśmy się w Londynie,gdzie padał deszcz.
-To gdzie najpierw?-Spojrzałem na El z nadzieją,że ona obmyśliła jakiś plan,bo ja byłem tak pogrążony w myślach ''co by było gdyby" że nie wiedziałem kompletnie gdzie mamy jej szukać.
-Może pojedziemy do ciebie?Mała przecież ma klucze od mieszkania.
-No tak,ale znając życie to pewnie leżą sobie teraz spokojnie w jej pokoju w tym bałaganie.-Spojrzałem z politowaniem na moją towarzyszkę i oboje lekko się zaśmialiśmy.Zrobiłem tak jak zaproponowała dziewczyna i udałem się do swojego domu.Z nadzieją,że mała tam siedzi,wyszedłem szybkim krokiem z samochodu i otworzyłem drzwi.
-Jesteś Lila?-Wydarłem się na cały głos,jednak odpowiedziała mi tylko głucha cisza.Z resztkami nadziei na to,że ją tutaj zastanę wbiegłem na górę do jej pokoju gdzie niestety nikogo nie było.Zrezygnowany zszedłem na dół gdzie w holu stała El.
-Nie ma jej.-Powiedziałem i usłyszałem dźwięk telefonu.Szybko odebrałem z nadzieją,że któryś z chłopaków znalazł dziewczynkę.
-Lou jesteś już w domu?-Usłyszałem głos Liama.
-Tak właśnie przyjechałem z El,ale młodej tu nie ma.-Powiedziałem zawiedziony i czekałem co powie mój przyjaciel.
-My niestety też jej nie znaleźliśmy.Przyjedziemy do ciebie i pomyślimy razem.-Powiedział szybko i się rozłączył.
-Chłopaki za chwile będą.-Powiedziałem cicho i podszedłem bliżej do dziewczyny.
-Kochanie,nie denerwuj się.Wszystko dobrze się skończy.-Powiedziała łagodnie i przytuliła się do mnie, oplotłem ją ramionami i staliśmy wtuleni w siebie.Usiedliśmy na kanapie i zniecierpliwieniem czekaliśmy na resztę zespołu która po 10 minutach w końcu się pojawiła.
-I co nie widzieliście jej nigdzie?-Zapytałem załamany,bo do póki ich nie było miałem nadzieję,że za chwilę wejdą tu z uśmiechniętą Lilą.
-Przeszukaliśmy już chyba całe miasto.-Westchnął Liam i usiadł na kanapie.
-Byłem pod szkołą,ale nikt nie widział jak wychodziła.-Odezwał się Harry.Siedzieliśmy w piątkę w salonie gdzie panowała kompletna cisza,wszyscy zastanawialiśmy się co dalej robić.
-Chłopcy musimy być dobrej myśli.Mała na pewno się za chwilę znajdzie.-Mówiła pocieszająco moja kochana dziewczyna.
-34.-Szepnął pod nosem Harry i intensywnie zaczął nad czymś myśleć co nie często mu się zdarza.
-Co 34?-Zapytał zdziwiony Niall,który siedział najbliżej loczka.
-Że ja się tego od razu nie domyśliłem.-Walnął się w czoło,a my nadal siedzieliśmy zdezorientowani.
-Harry możesz powiedzieć o co ci chodzi?-Zapytałem podniesionym głosem,na co ten się zaśmiał.
-No pomyślcie gdzie mogła pójść trzynastoletnia dziewczynka,która przez ostanie 4 miesiące mieszkała w domu dziecka a teraz szlaja się po naszych mieszkaniach które są jej zupełnie obce?-Zapytał i czekał aż w końcu zrozumiemy o co mu chodzi.
-Poszła do swojego starego domu,tam czuje się bezpiecznie.-Powiedziałem,nie dowierzając że od razu na to nie wpadłem.
-No,chodźcie jedziemy tam.-Krzyknął Liam,zerwaliśmy się z kanapy i wybiegliśmy z domu.El i ja jechaliśmy samochodem który prowadził Liam,a Niall i Zayn jechali z Harrym.Ja wiedziałem na jękiem ulicy znajduje się jej dom,a Harry powiedział który numer i w taki sposób wiedzieliśmy gdzie mamy pojechać.Było to prawie na drugim końcu miasta więc byliśmy tam dopiero po godzinie jazdy.Na osiedlu panował półmrok,drogę oświetlało tylko kilka palących się lamp a krople deszczu spadały na mokrą już jezdnię.Wysiedliśmy z auta a Harry'ego i reszty jeszcze nie było.W ciemnościach od razu w oczy rzuciło mi się w oczy delikatne światło padające z jednego z okna w domu przed którym staliśmy.Ulica i adres się zgadzały czyli ona musiała tam być.Rosła we mnie coraz większa nadzieja,że za chwile odnajdziemy nasza zgubę.
-Mam nadzieje że tam jest-Powiedział Liam.
-Dobra chodźcie chłopcy.-Pociągnęła mnie za rękę brunetka i w trójkę ruszyliśmy do drzwi domu.Na szczęście były one otwarte i spokojnie mogliśmy wejść do środka.Na korytarzu leżały przemoczone ubrania i plecak dziewczynki.Odetchnąłem z ulgą gdy to dostrzegłem,byłem już pewny na 100% że ona tu jest.Spojrzałem na moją dziewczynę i przyjaciela a na ich twarzach również dostrzegłem ulgę.
-Pewnie jest na górze.-Powiedziałem i spojrzałem na schody na których świeciło się światło.Weszliśmy na piętro,jedne z drzwi były uchylone i to właśnie z tam tond dochodziło słabe światełko.El delikatnie je popchnęła te zaskrzypiały i wolno się otworzyły.Naszym oczom ukazała się dziewczyna leżąca na wielkim łóżku.Wyglądała tak słodko i niewinnie,z resztą ona zawsze podczas snu tak wygląda.Uśmiechnąłem się na jej widok i w trójkę weszliśmy do pomieszczenia.Moi towarzysze również się delikatnie uśmiechali. Podeszliśmy bliżej,Lila leżała skulona i tuliła do siebie misia a obok niej leżały otwarte albumy ze zdjęciami. Staliśmy w okół niej,brunetka chwyciła jeden z albumów i zaczęła go przeglądać.Wtedy młoda zaczęła się kręcić a po paru sekundach jej powieki się podniosły,a ta szybko się podniosła i usiadła.Spojrzeliśmy po sobie a potem wzrok każdego spoczął na dziewczynce.Jej duże ciemne oczy były całe opuchnięte i czerwone od płaczu.Widząc to od razu usiadłem obok niej zaniepokojony.
-Lila co się stało?-Zapytałem głaszcząc ją po włosach.
-Zapomnieliście o mnie.-Powiedziała a w jej oczach znowu pojawiły się łzy.Nie mogłem na to patrzeć,jej łzy były dla mnie jak cios w serce.
-Przepraszam skarbie,przepraszam.-Szeptałem jej do ucha gdy ta się we mnie wtuliła.
-Obiecaj mi,że nigdy mnie nie zostawicie.-Spojrzała ze łzami prosto w moje oczy.Zrobiło mi się bardzo głupio,jak ja mogłem być tak głupi i podpisać tą cholerną umowę z której nie można się już wycofać.Miałem ogromne wyrzuty sumienia gdy patrzyłem w te jej zaszklone oczy.
-Nie zostawimy.-Z trudnością te słowa przeszły mi przez gardło,ale musiałem coś powiedzieć aby młoda nic nie podejrzewała.Znowu mnie przytuliła a ja tylko bezradnie spojrzałam na Liama.
-Malutka nie płacz już.-Podeszła do nas El i delikatnie masowała ją po plecach.Wtedy usłyszeliśmy gaszony silnik od samochodu a Liam  podszedł do okna.
-Przyjechała reszta.-Oznajmił i znów do nas podszedł.
-Może zejdziemy na dół?-Zapytała cicho El,lecz Lila w ogóle nie za reagowała na jej słowa.Chciałem ją puścić żebyśmy mogli zejść z łóżka,ale ta jeszcze bardziej się do mnie przytuliła.Chwyciłem ją za uda i razem się podnieśliśmy młoda trzymała mnie mocno za szyję a nogi oplotła wokół pasa.Zeszyliśmy ze schodów a na dole czekali już na nas Harry,Niall i Zayn.Bez słowa ich ominąłem,zaniosłem dziewczynkę na kanapę w salonie i wróciłem na korytarz.
-Co jej się stało?-Zapytał zaniepokojony Harry.
-Oglądała zdjęcia rodziców.-Wystarczyły tylko te trzy słowa a oni już wiedzieli o co chodzi.
-Wcale jej się nie dziwie,że płacze.W końcu wszystkie wspomnienia związane w rodzicami wróciły kiedy weszła do tego domu.-Powiedziała cicho El i udała się do salonu.
-Najważniejsze że się znalazła.-Powiedział uspokojony Harry i wszyscy poszliśmy do Lily.Teraz siedziała przytulona do El,a w ręce trzymała fotografię w która się wpatrywała.
-No Liluś proszę przestań płakać.-Mówiła zaniepokojona brunetka głaszcząc ją po głowie.Siedzieliśmy w ciszy słychać było tylko co chwila szloch dziewczyny.Po chwili jednak podniosła głowę i otarła łzy.
-Mogę jutro pojechać na cmentarz?-Zapytała cichutkim głosikiem.Nie byłem pewny czy to dobry pomysł,już teraz jest załamana a co dopiero będzie gdy pojedzie na cmentarz.Ale przecież nie mogę jej zabronić odwiedzić grób rodziców.Spojrzeliśmy po sobie aż w końcu odezwałem się.
-Jeżeli chcesz to cie zawiozę.-Uśmiechnąłem się do niej blado,a ta o dziwo zrobiła to samo.
-A teraz może wracajmy już do domu,co?-El pytająco spojrzała na dziewczynkę która ocierała ostatnie łzy.
-Zabiorę tylko kilka rzeczy i możemy jechać.-Smutno się uśmiechnęła i wolnym krokiem wyszła z pokoju.

<Oczami Lily>


Obudziły mnie hałasy nad głową,szybko podniosłam się do pozycji siedzącej a w pokoju zobaczyłam El,Liama i Lou.Wszyscy uważnie mi się przyglądali a w moich oczach znów pojawiły się łzy.
Śnili mi się rodzice,dokładnie 10 raz po ich śmierci.W tym śnie byli tak jak zawsze radośni i szczęśliwi.Byliśmy na pikniku razem z Brook,Mattem i ich rodzicami.Siedzieliśmy na zielonej trawie ciągle się śmiejąc i jedząc kanapki.Słońce grzało mocno a po parku chodziły zakochane pary,ludzie z dziećmi i zwierzętami.Idealny dzień na taką wyprawę.Ja siedziałam oparta o plecy Matta i razem z Brook plotłyśmy wianki z kwiatów,a chłopak ciągle nam dogadywał.Moi rodzice karmili się nawzajem truskawkami a ciocia z wujkiem siedzieli wtuleni w siebie i z czegoś głośno się śmiali.Po zachodzie słońca wpakowaliśmy się do dużego busa i ruszyliśmy do domu.W pewnym momencie usłyszałam głośny huk,zamknęłam oczy a gdy znów je otworzyłam zobaczyłam pełno krwi i ciała mojej rodziny leżące bezwładnie w zmasakrowanym samochodzie.Był to okropny widok,już po paru sekundach zostałam wyciągnięta z samochodu przez policjanta który od razu zaniósł mnie do karetki.Widziałam z daleka jak pakują do czarnych worków najważniejsze dla mnie osoby.Nie wiem dlaczego ale w całym tym śnie nie uroniłam ani jednej łzy.Siedziałam w tej karetce gdy nagle przed moimi oczami ukazała się blada postać mojej mamy.Wypowiedziała tylko te słowa "Lila dopilnuj aby ten mężczyzna za to zapłacił.Kocham cię" i zniknęła.Oszołomiona tym co zobaczyłam szepnęłam jedynie "Obiecuję"
I własnie w tym momencie obudziłam się.Pierwszy raz miałam koszmar związany z rodzicami,zawsze były to miłe i przyjemne rzeczy.Słowa mojej mamy ciągle huczały mi w głowie i nawet się nie spostrzegłam gdy łzy znowu zaczęły płynąć po mojej twarzy.To nie był zwyczajny sen dlatego musiało to coś znaczyć,to miał być dla mnie jakiś znak,tylko co to znaczy?Te słowa chodziły mi po głowie dopóki nie usłyszałam głosu kuzyna.
-Lila co się stało?-Usłyszałam jego zmartwiony głos.
-Zapomnieliście o mnie.-Powiedziałam po długim namyśle,nie chciałam im mówić co mi się śniło i,że uważam że przez ten sen moja mam chciała mi coś powiedzieć bo uznali by mnie za wariatkę.
-Przepraszam skarbie,przepraszam-Szeptał mi do ucha,a ja przytuliłam się do niego jeszcze bardziej.
-Obiecaj mi,że nigdy mnie nie zostawcie.-Powiedziałam,chciałam mieć pewność,że gdy będę potrzebowała pomocy to oni mnie nie zostawią.Podniosłam głowę tak aby spojrzeć chłopakowi w oczy i po chwili usłyszałam odpowiedź.
-Nie zostawimy.-Powiedział spokojnie.Wtuliłam się w jego tors i już nikogo nie słuchałam.Myślałam tylko ciągle o tym co przed chwilą mi się przyśniło.Gdy chłopak chciał mnie puścić chwyciłam się mocnej jego koszulki a ten od razu wziął mnie na ręce.Trzymałam go za szyję a nogi oplotłam wokół jego psa i tak zeszliśmy na dół gdzie stał Harry,Niall i Zayn.Ominęliśmy ich i weszliśmy do salonu gdzie chłopak posadził mnie na kanapie i znów wyszedł.Chwyciłam zdjęcie całej naszej trójki i tępo przez łzy się w nie wpatrywałam.Starałam się zapomnieć o tym nienormalnym śnie,ale nie potrafiłam.W pewnym momencie do pokoju weszła El,która od razu do mnie podeszła i usiadła obok,bez słowa przytuliłam się do niej w ręce trzymając nadal fotografię.Po chwili do salonu weszli chłopacy,rozsiedli się na kanapie,fotelach i przez parę minut trwaliśmy w zupełnej ciszy.Przez ten czas zdołałam się trochę uspokoić i powstrzymać łzy.Do głowy przyszła mi pewna myśl więc od razu zapytałam się o zgodę.
-Mogę jutro pojechać na cmentarz?-Spojrzałam na nich i otarłam łzy z policzków.Po chwili milczenia w końcu usłyszałam odpowiedź.
-Jeżeli chcesz to cię zawiozę.-Powiedział niepewnie Louis a wszyscy zgodnie pokiwali głowami.
-A teraz może wracajmy już do domu,co?-Spojrzała się na mnie brunetka.
-Zabiorę tylko kilka rzeczy i możemy jechać.-Nie chciałam ich tu wiecznie przetrzymywać więc zgodziłam się,posłałam im smutny uśmiech i poszłam na górę.Do dużej sportowej torby włożyłam kilka moich ulubionych książek,parę buteleczek z lakierem do paznokci,ramkę ze zdjęciem,ze ściany ściągnęłam plakaty z Adele,z Harrym Potterem i z innymi sławnymi osobami,ogólnie wzięłam parę drobiazgów o których już dawno zapomniałam.Spakowałam wszystko,zarzuciłam torbę na ramie i ostatni raz rozejrzałam si po pokoju,z bladym uśmiechem zamknęłam za sobą drzwi i poszłam jeszcze do sypialni rodziców.Zabrałam  z tam tond parę ubrań mojej mamy,kilka koszulek taty i mojego misia.Z łazienki zabrałam jeszcze perfumy mamy i prawie suchy już mundurek.Gotowa zeszłam na dół gdzie wszyscy już na mnie czekali.Założyłam buty które wyciągnęłam z szafy i poszłam jeszcze do kuchni bo tam mnie jeszcze nie było.Na blacie jak zawsze porządek,bo mam nigdy nie lubiła bałaganu w kuchni.Oczywiście tylko moje nie zasunięte krzesło i gazeta taty szpeciły cały wystrój.Weszłam po woli,żeby nie nabrudzić,cichutko wsunęłam siedzenie pod stół,a gazetę włożyłam do jednej z szuflady gdzie trzymaliśmy makulaturę.Przejechałam dłonią po zimnym blacie i smutno się uśmiechnęłam.
-Teraz masz tak jak lubisz mamo.-Szepnęłam a w oczach znów poczułam łzy.Po chwili nie wytrzymałam i wybuchnęłam głośnym płaczem.Szlochałam tak głośno,że w kuchni zjawił się Liam,który złapał mnie za ramiona i wyprowadził z kuchni bo sama nie dała bym rady iść przez łzy które ograniczały mi widoczność.
-Idziemy z tond.-Zarządził Louis.Harry wziął moją torbę,El pomogła mi się ubrać a Liam wziął mój szkolny plecak.Drzwi zamknął na Klucz Niall i szybkim krokiem udaliśmy się do samochodu.Przez cały ten czas płakałam,i nie mogłam przestać myśl,że mama już nigdy nie powie mi że jest zadowolona że posprzątałam,bardzo mnie dobija.Usiadłam na siedzeniu z tyłu a obok mnie El,poczekałyśmy trochę na Louisa i po chwili jechaliśmy już do domu kuzyna.Przez tą niecałą godzinę uspokoiłam się na tyle,żeby opowiedzieć parze jak dotarłam do starego domu.W mieszkaniu chłopaka od razu poszłam na górę,pod prysznic.To zawsze mi pomagało,miałam wrażenie że gdy wychodzę z kabiny prysznicowej jestem nową odmienioną osobą,gotową do zmierzenia się z całym świtem.Tak było i tym razem ochłonęłam po wizycie w dawnym domu i miałam wrażenie że wyczerpałam dzisiaj cały zapas łez na przyszłe miesiące.
Ubrałam się w piżamę bo było już grubo po 22:00.Włosy trochę podsuszyłam,zarzuciłam na siebie szlafrok,założyłam papcie i zeszłam na dół.Bez słowa usiadłam na fotelu i tępo wpatrywałam się w telewizor,gdy zaburczało mi w brzuchu.
-W kuchni masz sałatkę z makaronem.-Wskazał palcem na blat kuchenny Louis i pocieszająco uśmiechnął się w moją stronę.Poszłam tam i zjadłam trochę tej sałatki.Nie miałam już na nic siły więc po niewielkim posiłku postanowiłam iść spać.
-Dobranoc.-Powiedziałam do tulącej się pary i zaczęłam iść po chodach.
-Dobranoc słoneczko.-Uśmiechnęłam się brunetka a zaraz po niej brunet.Weszłam na górę i udałam się do swojego pokoju.Gdy tylko położyłam się do łózka moje powiek się zamknęły i zasnęłam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------
No w reszcie skończyłam.Nie wyszedł tak jak chciałam,ale mam nadzieję,że wszystkim się spodoba.Oczywiście przepraszam z błędy.
No i błagam,ja się tu produkuję pisze rozdziały wtedy kiedy muszę się uczyć (np. dzisiaj) a tu nie ma żadnych komentarzy.Widzę w wyświetleniach że na prawdę dużo osób tutaj wchodzi więc co wam szkodzi skomentować.

Czytasz=komentujesz

niedziela, 9 marca 2014

Rozdział 18

12 Grudnia Środa


Dzisiaj obudziłam się bez niczyjej pomocy i to jeszcze o godzinie 6:30.Było to bardzo dziwne,leżałam jeszcze trochę w łóżku gdy usłyszałam dziwne wycie z pokoju obok.Szybko wstałam i ciekawa poszłam w stronę z kąt dochodził straszliwy pisk.Otworzyłam drzwi od sypialni chłopaka i ujrzałam bruneta rozwalonego na łóżku a obok niego dzwoniący budzik,który był przyczyną tego przeraźliwego odgłosu.
-Boże święty co to jest?-Wydarłam się a dopiero wtedy chłopak podniósł głowę.
-Która godzina?-Jęknął i przykrył z powrotem głowę poduszką.
-6:45.-Krzyknęła żeby usłyszał,podeszłam do urządzenia i je wyłączyłam.
-Wstawaj!-Wydarłam mu się do uch i głośno zaczęłam się śmiać.W końcu miałam okazję kogoś po wkurzać od rana,bo tak to zawsze mnie ktoś budził co w cale nie było przyjemne.
-Odejdź bo będzie z tobą źle.-Mruknął i chwytał już w dłoń dużą poduszkę wiec ja szybko w podskokach wybiegłam z jego sypialni,zbiegłam po schodach na dół i rzuciłam się na kanapę.Włączyłam telewizor i leżąc na kanapie w piżamie oglądałam bajki do puki z góry nie zszedł brunet który od razu skierował sie do kuchni.
-Idź się ubierać.-Mówił machając kromką chleba którą trzymał właśnie w dłoni.
-Nie che mi się.Najpierw zjem.-Podeszłam do wyspy kuchennej stojącej na  środku pomieszczenia i wdrapałam się na wysoki stołek z którego prawie bym spadła.Zayn widząc moje wyczyny zaczął się śmiać pod nosem,co i tak dobrze widziałam.
-Tyyy...kaskader.Chcesz z Nutellą czy z dżemem?-Stanął do mnie przodem w dłoniach trzymając dwa słoiki.
-Z dżemem.-Wyszczerzyłam się w jego stronę i już po chwili stał przede mną talerz z trzema tostami z dżemem truskawkowym które w szybkim tempie zjadłam.
-Kto mnie dzisiaj odbierze?-Zapytałam ciekawa kogo mam się spodziewać.
-Harry,bo ani ja ani Liam nie możemy,w wiesz Niall dopiero zdaje prawo jazdy.A własnie dzisiaj ma jazdę ciekawe jak mu pójdzie.-Powiedział sprzątając po mnie.
-Pewnie zderzy się z nie jednym autem i będzie mu siał nieźle zapłacić.
-Super,że tak w niego wierzysz.-Powiedział nawet na mnie nie patrząc.
-Nooo..wiem.-Mówiłam wychodząc z pomieszczenia.Poszłam do łazienki gdzie umyłam się i ubrałam mundurek,a gdy plotłam warkocza usłyszałam krzyk chłopaka,że mam się pośpieszyć.Tak też zrobiłam,szybko zeszłam na dół ubrałam kurtkę wzięłam plecak i już chciałam wyjść gdy poczułam że ktoś trzyma mnie za kaptur.
 
-Hmmm?-Odwróciłam się a w ręce trzymał mój szalik i czapkę.
-Jest zimno.
-No i?-Wzruszyłam ramionami i chciałam wyjść,ale ten znowu mnie przytrzymał.Wiedział,że dobrowolnie tego ni założę więc podszedł do mnie bliżej najpierw zapiął moją kurtkę potem zawinął w okół szyi szalik a na głowę wcisnął mi czapkę.
-No teraz możemy iść.-Powiedział zadowolony z siebie i wypchnął mnie za drzwi.Do szkoły jechaliśmy tym samym samochodem co wczoraj a droga zajęła nam niecałe pół godziny.Gdy zamykałam szafkę zadzwonił dzwonek a ja udałam się do sali od matematyki gdzie po chwili zjawiła się również nauczycielka.Szybko usiadłam obok May i wyciągnęłam książkę.W duchu modliłam się aby pani nie oddawała wczorajszych klasówek,ale jednak moje modły nie zostały wysłuchane.I już po chwili trzymałam w dłoni kartkę z oceną niedostateczną.
-Ja nie wieże...-Mruknęłam załamana i oparłam głowę o dłonie.
-Co jest?-Spytała po chwili blondynka.
-To.-Podałam jej kartkę a ta dokładnie ją przeanalizowała.
-Jak robiłam to z moją nauczycielką to raczej zawsze miałam wszystko dobrze.-Jęknęłam,a moja głowa z hukiem spadła na ławę.Byłam załamana moja pierwsza pała w tej szkole.
-Och,musisz po prostu to jeszcze poćwiczyć.-Nie zdążyłam odpowiedzieć bo pani zaczęła nas uciszać.Reszta matmy zleciała szybko,następna była biologia na której usiadłam w ławce oczywiście z Mayą.Potem jeszcze Angielski i zdawanie wiersza co poszło gładko jak po maśle bo wczoraj wkuwałam to razem z Zaynem więc musiało się udać.
3 następne lekcje zleciały równie szybko i tak zleciał mi dzień w szkole,nic specjalnego się nie wydarzyło.
Stałam przy szafce i pakowałam do niej książki gdy usłyszałam zdenerwowany głos koleżanki obok.
-Maya co jest?-Zapytałam zamykając drzwiczki.Ta wyjrzała zza swoich z grymasem na twarzy.
-Będę musiał dwie godziny sterczeć pod domem,albo w ogródku.-Zarzuciła torbę na ramię.
-Ale jak to?
-No zapomniałam kluczy do domu.Rodzice wracają dopiero z dwie godziny a moje siostry to nie wiem czy w ogóle dzisiaj do niego dotrą.-Mówiąc te ostatnie słowa wywróciła oczami.
-Ja nie widzę w tym żadnego problemu.-Uśmiechnęłam się i czekałam na jej reakcję.
-No tak bo to nie twoja sprawa.-Powiedziała z nutką rozczarowania.A ja jeszcze bardziej się roześmiałam.
-Akurat nie dlatego,nie widzę problemu,bo jedziesz ze mną do Harry'ego.-Położyłam ręce na biodra i spojrzałam na nią.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.Przecież on może się nie zgodzić.-Mówiła zmieszana.
-To bardzo dobry pomysł,mam dosyć towarzystwa prawie samych mężczyzn.Harry na pewno się zgodzi,przecież nie będziesz stała tyle czasu na dworze bo zamarzniesz.No i będziemy miały okazję się lepiej poznać.To co przekonałam cię?-Wyszczerzyłam się w jej stronę a ta po chwili również się uśmiechnęła.
-No to idziemy.-Klasnęłam w dłonie i obie skierowałyśmy się do wyjścia.Na zewnątrz czekał już brunet przy swoim samochodzie.
-Hej, to jest Maya-Powiedziałam do niego i zanim coś powiedział znowu się odezwałam.
-Zapomniał kluczy i nie może wejść do domu.Przygarniemy ją na chwilę?-Zrobiłam słodkie oczka i ślicznie się uśmiechnęłam.
-Dobra,chodźcie jedziemy.-Uśmiechnął się i poczochrał moje włosy za co groźnie zmierzyłam go wzrokiem.Obie usiadłyśmy z tyłu i przez całą drogę rozmawiałyśmy,czasami Harry coś dogadywała wtedy my wybuchałyśmy śmiechem.
-Lila ja jadę z Taylor na zakupy a gdy wrócę chcę zastać dom w całości.-Pogroził mi palcem gdy wyszliśmy z samochodu.-A i  w lodówce macie obiad.-Dodał.
-Oczywiście.-Odebrałam od niego klucze,a ten z powrotem wszedł do samochodu i po chwili odjechał.
-No to mamy wolną chatę.-Krzyknęłam gdy byłyśmy już w środku i zaczęłam wykonywać jakiś głupi taniec a Maya śmiał się ze mnie.Poszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na kanapie.
-Wiesz wcześniej nigdy nie pomyślała bym,że taka jesteś.-Odezwała się po chwili.
-Ale jaka?-Nie zrozumiałam o co jej chodzi.
-No taka wesoła i przyjazna.-Wzruszyła ramionami.
-Wiesz od kąt jestem u Louisa i reszty nie myślę tak często o tym co się stało i dlatego się zmieniłam.
-Wiesz mam pytanie,ale jak nie chcesz to nie odpowiadaj.-Spojrzała na swoje dłonie.
-Słucham-Zachęciłam ją i usiadłam po turecku na kanapie.
-Co stało się w twoim rodzicom?-Prawie szepnęła.W cale mnie to nie zdziwiło w końcu w szkole nikt nie wiedział konkretnie co się stało.Wiedzieli tylko że oni umarli,a ja mieszkam w domu dziecka. Odpowiedziałam na jej pytanie a potem od słowa do słowa opowiedziałam jej o wszystkim co stało się w moim życiu.Czyli o tym jak było w domu dziecka, o tym jak to się stało,że znalazłam się u kuzyna,opowiedziałam jej o moim przyjacielu a skończyłam na tym co stało się wczoraj w szpitalu.Gadałyśmy o życiu i szkole gdy zaczęło mi burczec w brzuchu.
-Dobra koniec tych plotek,bo głodna jestem-Zaśmiałam się,wstałam z kanapy i poszłam do kuchni gdzie po chwili zjawiła się też blondynka.otworzyłam lodówkę i wyciągnęłam tackę z lazanią którą włożyłam do mikrofalówki.
-Przypilnujesz,żeby nie wybuchło,a ja pójdę się przebrać?-Uśmiechnęłam się słodko,na co ta się zaśmiała.
Poszłam na górę do pokoju gościnnego gdzie w komodzie jedna szuflada była zajęta przez moje rzeczy.Wyciągnęłam potrzebne ubrania i udałam się do łazienki.Po paru minutach wyszłam i wróciłam do kuchni gdzie Maya siedziała na wysokim stołku i przeglądała gazetę.
-Melduje,że nic nie wybuchło a kuchnia jest w całości.-Odwróciła się w moją stronę i obie zaczęłyśmy się chichrać.Usiadłyśmy przy wyspie i zajadałyśmy się potrawą gdy drzwi się otworzyły.
-Żyjecie?-Usłyszałyśmy krzyk z korytarza.
-Nie!!!-Wydarłyśmy się obie,a Harry usiadł obok nas i pokręcił śmiesznie głową.Zjedliśmy do końca posiłek i zadzwonił telefon dziewczyny.
-Muszę już iść,rodzice przyjechali właśnie do domu.-Powiedziała gdy skończyła rozmawiać.
-Odwieziemy cię.-Zaproponowałam i całą trójką ruszyliśmy do samochodu.Po 15 minutach drogi zatrzymaliśmy się pod jej domem.
-Do jutra.-Uśmiechnęła się zamykając drzwi.
-Paaa..-Pomachałam jej jeszcze i odjechaliśmy?
-I jak tam w szkole?-Zapytał brunet gdy zatrzymaliśmy się na skrzyżowaniu.
-No...yyy..hmmm.Może być.-Zaczęłam się jąkać bo nie wiedziałam czy to dobry pomysł żeby mówić mu o klasówce w samochodzie.
-Na pewno???-Nie dawał za wygraną.
-No dobra dostałam pałę z matmy.-Powiedziałam zrezygnowana i zakryłam oczy czekając na jego reakcję.
-No to coś czuję,ze dzisiaj posiedzimy sobie przy książkach.-Westchnął,a ja odkryłam oczy i spojrzałam na niego zdziwiona.
-Nie jesteś zły.Dlaczego nie zacząłeś na mnie krzyczeć?-Byłam zdziwiona,bo moi rodzice zawsze gdy dostawałam złą ocenę zaczynali się denerwować.Tego właśnie w nich nienawidziłam dlatego starałam się być wzorową uczennica,żeby nie mieli powodów aby się na mnie denerwować i muszę przyznać,że nawet mi to wychodziło.
-Mała pamiętaj,że nie jestem aż tak stary i dobrze wiem jak to jest gdy dostanie się złą ocenę.Wiem,że krzykiem niczego nie osiągnę więc po co mam się denerwować.-Uśmiechnął się do mnie a ja go odwzajemniłam.W końcu dojechaliśmy do domu i niestety od razu zabraliśmy się za rozwiązywanie zadań z matematyki.
-Co tu wyjdzie?-Zapytał mi się po raz setny loczek.
-Yyyy...nie wiem-Wzruszyłam ramionami.
-Matko trzymaj mnie,bo za chwilę jej coś zrobię.-Spojrzał w górę i po paru oddechach znowu zaczął mi tłumaczyć co mam zrobić,żeby to obliczyć.
-No więc co teraz co wyjdzie?
-Yyy..34.-Odpowiedziałam zadowolona z siebie,ale po chwili na mojej twarzy pojawił się grymas.
-Co jest?-Popatrzył na mnie Harry.
-34 to numer mojego starego domu.-Prawie szepnęłam.
-Tęsknisz za starym mieszkaniem?-Powiedział cicho.
-No pewnie nie byłam tam od pogrzebu.Nie raz chciałam tam pojechać,ale wszystkie opiekunki mówiły,że nie powinnam i że to źle na mnie wpłynie.Nie che o tym teraz gadać..-Machnęłam ręką i spojrzałam znowu w notatki.
-Dobra,jeżeli rozwiążesz dobrze ten przykład do dam co już na dzisiaj spokój.-Uśmiechnął się pocieszająco a szybko wzięłam się do liczenia.Po kilku minutach dałam mu kartkę z obliczeniami.
-No wszystko dobrze.-Przybiliśmy piątkę i z uśmiechem chowałam wszystkie książki a loczek gdzieś wyszedł.Spojrzałam na zegarek który wskazywał 18:30.
-Czyli ponad godzinę siedzieliśmy przy książkach,no nieźle.-Szepnęłam pod nosem i rzuciłam torbę pod ścianę.
-Lila mam coś dla ciebie.-W pokoju pojawił się Harry z pudełkiem w ręce,z daleka nie było widać co to jest.Ale gdy podszedł do mnie bliżej,zauważyłam że to telefon i to nie byle jaki bo iPhone 5.
-To dla ciebie.Powinnaś mieć telefon,żebyśmy mieli z tobą kontakt,a jeżeli nie chcesz tego starego to kupiłem ci nowy.-Mówiąc to podał mi dwa pudełka jedno większe i jedno mniejsze.
-O matko dziękuje,dziękuje,dziękuje.-Wydarłam się i pobiegłam go przytulić.Dosłownie na niego wskoczyłam tak że trzymałam się jego szyi a ten trzymał mnie za uda.
-No dobra bo mnie udusisz.Zobacz lepiej czy ci się podoba.-Zeszłam z niego i otworzyłam większe pudełko w którym był telefon w ślicznej obudowie która wyglądała jak herbatnik.Wyciągnęłam telefon i oglądałam go ze wszystkich stron.
-Zobacz co jest w drugi.-Usłyszałam głos bruneta który z uśmiechem stał opary i ścinę i uważnie mi się przyglądał.Zrobiłam tak jak powiedział i moim oczom ukazały się jeszcze dwie inne obudowy które były równie śliczne jak ta w której był telefon.





-Są śliczne,bardzo Ci dziękuje Harry.-Tym razem spokojniej do niego podeszłam i mocno się w niego wtuliłam.
-Bardzo się cieszę że ci się podoba.-Mówił trzymając mnie w ramionach i kołysząc.Wtedy ktoś zadzwonił do drzwi.Odkleiłam się od Harry;ego i usiałam z powrotem na kanapie a on poszedł otworzyć.
-Hej stary.Wchodź-Usłyszałam jego głos,a potem kroki ciężkich butów w mieszkaniu.Po chwili w salonie pojawił się loczek z Nickiem jego kolegą.Poznałam go w Nowym Jorku przyjechał wtedy na ich występ.
-No hejka młoda.-Uśmiechnął się w moją stronę.
-Dzień dobry.-Odpowiedziałam i zaczęłam zbierać wszystkie instrukcję i pudełka z kanapy.
-Harry ma do ciebie sprawę.-Spojrzał na loczka i usiadł na fotelu.
-To ja pójdę do pokoju.-Zabrałam swoje szpargały i wyszłam z pomieszczenia,bo nie chciałam im przeszkadzać a po za tym nie miałam ochoty ich słuchać wolałam zając się moim nowym cudeńkiem. Usiadłam wygodnie na łóżku z portfela wyciągnęłam moją kartę i włożyłam ją do komórki a przez następne dwie godziny byłam tak zapatrzona w ekran że ocknęłam się dopiero gdy usłyszałam zamykające się drzwi.Zeszłam na dół oczywiście z telefonem i od razu udałam się do kuchni gdzie siedział też Harry.
-Głodna?-Zapytał z uśmiechem i wyciągając coś z lodówki.
-No,tak sobie.-Pokręciłam głową i wspięłam się na  stołek przy wyspie kuchennej.Przez następne paręnaście minut wpatrywałam się w chłopaka który mówiąc śmiesznym głosem przedstawiał mi każdy etap robienia kurczaka,a ja tylko co chwile chichotałam.W końcu wsadził go do piekarnika i usiadł obok mnie.Pokazywałam mu jakie aplikacje i inne różności znalazłam w moim nowym telefonie aż nasza kolacja była gotowa.Usiedliśmy naprzeciwko siebie,brunet nalał sobie do kieliszka wina a mi soku i w przyjemnej atmosferze zjedliśmy posiłek.
-Noto teraz marsz do łazienki.-Pokazał palcem na drzwi od tego pomieszczenia a ja tylko skrzywiłam się i spojrzałam na zegarek.Była godzina 22:06 więc nie stawiałam się za mocno i wolnym krokiem poszłam do łazienki.Przebrałam się w różową piżamę,rozpuściłam włosy,umyłam się i poszłam do salonu.Na kanapie siedział Harry i oglądał telewizję,podeszłam do stolika i wzięłam swój telefon.
-Idę spać.-Oznajmiłam.
-Dobranoc słoneczko.Śpij dobrze.-Wstał i pocałował mnie w czoło.Wtedy na mojej twarzy pojawił się wielki promienny uśmiech.Poczułam się tak jakby był on moim rodzicem co jest bardzo głupie,ale wtedy właśnie tak pomyślałam.Powędrowałam do łóżka,telefon położyłam oczywiście obok i zasnęłam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------
No to mamy następny rozdział.Dzisiaj sobota więc miałam czas żeby dokończyć rozdział,nie wiem czy mi to dobrze wyszło,ale ocena należy już do was.

Czytasz=Komentujesz

No i oczywiście wszystkim dziewczyną wszystkiego najlepszego z okazji dnia kobiet ;**

wtorek, 4 marca 2014

Rozdział 17

Rozdział dedykowany Rose która tek dzielnie czyta moje opowiadanie i zawsze komentuje moje wypociny.Dziękuje Ci <33

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------

11 Grudnia Wtorek


-Lila bo spóźnisz się do szkoły-Liam po raz 4 wszedł już do pokoju i próbował mnie dobudzić,ale za bardzo mu to nie wychodziło. Gdy wszedł do mnie po raz piąty uznałam,że czas już wstawać bo za chwilę na prawdę się spóźnię.Leniwie wstałam z wygodnego łóżka i gdy zobaczyłam godzinę 8:25 na zegarku dopiero się ocknęłam gdyż lekcje mam na 9:00 a 20 minut zejdzie na samo dojechanie tam.Biegiem pognałam do łazienki przemyłam twarz,umyłam zęby szybko się ubrałam i wybiegłam na korytarz gdzie czekał już na mnie Liam z moją torba w ręce.Wyszliśmy z mieszkania i szybkim krokiem udaliśmy się do windy a potem do samochodu.
-Liam,czy Preston przywiózł mi wczoraj tą książkę od Angielskiego-Zapytałam się gdy byliśmy już w drodze do szkoły.
-Tak,masz ją w plecaku.-Wskazał na torbę pod moimi nogami.
-Dzięki.A kto mnie dzisiaj odbierze,bo pewnie nie ty.
-No ja nie mogę,chyba Zayn po ciebie przyjedzie.
-Ok.
-A o której kończysz?
-14:10.Jedź szybciej bo nie zdążę.-Ponagliłam go gdy zobaczyła,że jest już godzina 8:50.Niecierpliwiłam się i pięć minut później samochód się zatrzymał.Jak oparzona z niego wybiegłam.
-Paaa-Krzyknęłam jeszcze do chłopaka,ale nie usłyszałam odpowiedzi bo byłam już za daleko pojazdu.Gdy dobiegłam pod salę zadzwonił dzwonek i przyszła nauczycielka czyli się nie spóźniłam.Oczywiście jak to u nas w klasie bywa za nim rozpoczęła się normalna lekcja wszyscy w klasie krzyczeli i gadali między sobą a pani pisała coś w dzienniku więc miałam czas aby wyrównać swój niespokojny oddech po biegu przez całą szkołę.
-Trzymaj-Usłyszałam słodki głosik May.Spojrzałam na nią i wzięłam od niej butelkę wody która mi podała.Upiłam łyk i od razu zrobiło mi się lepiej.
-Dzięki.-Uśmiechnęłam się do niej i usiadłam już na krześle obok dziewczyny.
-Ale nie spóźniłam się.-Powiedziałam i obie zaczęłyśmy się śmiać.Przy niej czułam się sobą i wiedziałam że nie gada ze mną tylko dlatego że mieszkam z kimś sławnym,tak na prawe to ani razu o nich  nie zapytała co bardzo mnie cieszyło,przynajmniej z nią nie muszę gadać o tych idiotach.Po prosu wcześniej nikogo do siebie nie dopuszczałam gdy próbował mnie poznać a miedzy innymi była to własnie ona.Ludzie z klasy próbowali ze mną gadać,ale już po tygodniu odpuścili a ona prze całe 3 miesiące od kąt jestem w tej szkole próbowała pomału do mnie dotrzeć co w końcu jej się udało.
-Dzieci wyciągamy karteczki-Z przemyśleń wyrwał mnie głos nauczycielki.Gdy to usłyszałam serce zabiło mi mocniej a dłonie zaczęły się pocić.Normalnie kocham kartkówki z matematyki,zrobiłam tak jak chciała i z niecierpliwością czekałam jakie tym razem durne zadania każe nam rozwiązywać.Gdy było już po wszystkim moje serce zwolniło,a ja wiedziałam,że dostanę pałę.Obliczyłam tylko jeden przykład i na dodatek raczej źle.Nie wiem co się stało przecież gdy robiłam te zadnia w domu albo z Brook to raczej wszystko miałam dobrze.Następne miałam 2 W-Fy na których grałyśmy w piłkę nożną.Lubię w to grać więc bez żadnych okrzyków niezadowolenia biegałam po boisku.Dopiero gdy zostałam pokopana po nogach przez niejaką Britney odechciało mi się gry.Łydki tak mnie bolały że myślałam że nogi mi za chwilę odpadną.Potem była plastyka gdzie trochę odpoczęłam bo robiliśmy ozdoby z papieru na jakiś szkolny występ.Po plastyce była jeszcze Matematyka,a potem ostatni przedmiot czyli Angielski który niesamowicie się ciągnął ponieważ czytaliśmy nudne jak flaki z olejem wiersze.Po lekcji cała szczęśliwa,że na dziś to już koniec wolnym krokiem poszłam do szafki zostawiłam niepotrzebne książki i wyszłam ze szkoły.Poszłam na szkolny parking gdzie czekał na mnie Zayn.
-Cześć-Odezwał się pierwszy.
-Hej-Odpowiedziałam cicho wchodząc do sportowego samochodu.
-A tobie co?-Wtedy opowiedziałam mu o kartkówce,o w-fie i o nudnej lekcji Angielskiego.A ten zaczął się śmiać.Zdziwiło mnie to zachowanie bo myślałam,że będzie na mnie krzyczał za tą pałę którą prawdopodobnie dostanę.
-A tobie co tak wesoło?-Mruknęłam ciekawa w jego stronę.
-Och jak dobrze,że ja już nie chodzę do szkoły.-Wtedy na mojej twarzy też pojawił się uśmiech.-Jesteś głodna?-Dodał po chwili.
-No,nie jadłam śniadania a w szkole jak na złość był ryż w z sosem którego nienawidzę.-Jęknęłam.
-Dobra w takim razie zatrzymamy się po drodze w jakiejś restauracji bo czeka nas długa droga.
-Jak to długa droga?-Zapytałam zdziwiona,bo myślałam,że dom Malika jest blisko.A ten słysząc moje pytanie zaśmiał się.
-A nie mówiłem ci ze jedziemy do szpitala w Northampton do Perrie.-Spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Naprawdę?Ale super.-Ucieszyłam się,bo dawno jej nie widziałam i stęskniłam się za dziewczyną.
Po 15 minutach drogi zatrzymaliśmy się pod jedną z Londyńskich restauracji gdzie Zayn był dobrze znany przez obsługę.Usiedliśmy przy dwu osobowym stoliku i już po chwili przyszedł do nas kelner.
-Co podać?
-To co zawsze-Odpowiedział chłopak co świadczyło o tym że często tu bywa.
-A dla panienki?-Zwrócił się w moją stronę.
-Hmmm...-Zajrzałam do karty i od razu nabrałam ochotę na coś na słodko.
-Poproszę 6 naleśników z czekoladą.-Wyszczerzyłam się w stronę blondyna ubranego w czarny fartuch.
-Serio zjesz aż tyle?-Spojrzałam na zdziwionego Zayna i jeszcze bardziej głupkowato się uśmiechnęłam.
-Jestem głoooodnaaaa...-Przeciągałam a w tym czasie kelner dziwnie się wykrzywił i odszedł.
-No jak sobie chcesz.-Wzruszył ramionami.Rozmawiając na różne tematy czekaliśmy na jedzenie,które po 15 minutach przyniósł blondyn.
-No wreszcie-Prawie krzyknęłam gdy mężczyzna stawił talerze na stole a Zayn zmroził minie wzrokiem i lekko kopnął pod stołem.
-No co?-Spytałam oburzona.A ten znowu nic nie powiedział tylko pokiwał dziwnie głową.Zabrałam się za jedzenie i po niecałych 30 minutach wyszliśmy z lokalu.
-Ile będziemy jechać?-Zapytałam się gdy siedzieliśmy już w samochodzie,byłam tak najedzona że z ledwością do niego wsiadłam.
-Jakieś 2 godziny.
-Supeeerrrrr.-Zjechałam niżej na siedzeniu i przymknęłam powieki,które po chwili znowu otworzyłam.Siedzieliśmy kilka minut w ciszy,aż w końcu musiałam się znowu o coś zapytać.
-A masz dla mnie jakieś ubrania,czy mam chodzić cały dzień w tym porąbanym mundurku?-Zmarszczyłam brwi bo byłam prawie pewna,że o tym nie pomyślał.
-A mam.W bagażniku  jest torba,przebierzesz się w szpitalu.-Zrobiłam zdziwioną minie bo nie myślałam ze będzie się przejmował takimi błahymi sprawami jak ubrania na zmianę dla mnie.
-Masz dużo zadane?-Spojrzał na mnie przelotnie.
-Yyyy...oczywiście zadania z matmy i jeszcze muszę umieć na pamięć wiersz który mam w książce.NA JUTRO.Rozumiesz na jutro,nie wiem jak ja to zrobię.W życiu tego nie zapamiętam.-Jęczałam niezadowolona na co ten przewracał tylko oczami i dziwnym uśmieszkiem na twarzy.
-Dasz radę.Możesz zacząć już teraz.
-Nie będzie ci to przeszkadzało?
-Już wole słuchać wiersza niż twojego narzekania.-Posłuchałam go i wyciągnęłam z plecaka książkę,zaczęłam czytać na głos tekst a potem stopniowo zapamiętywać.Po jakiś 40 minutach umiałam połowę wiersza i stwierdziłam,że reszty nauczę się później.Do końca drogi słuchaliśmy piosenek z radia i rozmawialiśmy.O 17:47 byliśmy pod szpitalem i udaliśmy się do sali gdzie leżała dziewczyna.
-Cześć kochanie-Zayn wszedł pierwszy i od razu ją pocałował,a ja wolnym krokiem szłam w ich stronę.
-O Lilka.-Uśmiechnęła się gdy mnie zauważyła.
-Część Perrie-Również ja przytuliłam.Usiedliśmy obok jej łóżka i para zaczęła rozmawiać.Wiem ze dawno się nie widzieli i stęsknili za sobą dlatego im nie przerywałam i siedziałam cicho patrząc przed siebie na ścianę.
-A ty co tak cicho?-Popatrzył na mnie Malik
-A,nic.Nie chcę wam przeszkadzać.-Wzruszyłam ramionami.
-Och,nie przeszkadzasz.-Uśmiechnęła się pocieszająco dziewczyna.I po chwili dodała-Słodko wyglądasz w mundurku.-Wyszczerzyła się.
-Właśnie mundurek,muszę się przebrać.-Ocknęłam się i jak na zawołanie wstałam z krzesła i chwyciłam torbę,na co obydwoje się zaśmiali.
-Adiós-Kiwnęłam ręką w ich stronę i poszłam szukać łazienki.Na korytarzu gdzie się znajdowałam nigdzie jej nie znalazłam wiec zeszłam na piętro niżej.Przeszłam przez długi biały korytarz,skręciłam w prawo i jeszcze raz w prawo.Chodziłam tak w poszukiwaniu łazienki aż straciłam orientację gdzie jestem i tak jakby się zgubiłam.Wtedy z jednej sali wyszedł chłopak.Trochę starszy ode mnie,wysoki brunet który po chwili usiadł pod ścianą na jednym z krzeseł.Niepewnie do niego podeszłam.
-Przepraszam wiesz może gdzie jest tu toaleta?-Zapytałam cicho.Ten uważnie zaczął mi się przyglądać,aż w końcu się odezwał.
-Na końcu korytarza.-Chyba chciał się uśmiechnąć,ale nie wyszło mu to za bardzo.
-Dziękuje-Uśmiechnęłam się pocieszająco w jego stronę i odeszłam.
Szybko przebrałam się w ubrania które dał mi Zayn i zastanawiając się z kąt on je wytrzasnął wyszłam z łazienki.Wracając znowu zauważyłam tego chłopaka i już chciałam przejść obok niego obojętnie gdy zdałam sobie sprawę że tak na prawdę nie wiem w którą stronę mam iść.
- Jeszcze jedno pytanko.-Zawróciłam i stanęłam przed chłopakiem,który znowu mi się przyglądał.
-Wiesz może gdzie jest sala 157?-Dobrze,że chociaż to wiedziałam.
-Na drugim końcu szpitala.-Pierwszy raz zobaczyłam jego szczery uśmiech i aż sama się uśmiechnęłam.
-Ciekawe jak się tam dostanę.-Mruknęłam pod nosem.
-Ja też mam pytanie.-Zaśmiał się.
-Słucham.-Podeszłam do niego jeszcze bliżej.
-Czy ty jesteś Lila Thomas czy jakoś tak?-Spytał najwyraźniej zakłopotany.
-Thomson,tak a co?-Zapytałam zdziwiona.
-Wiesz od kąt moja siostra jest w szpitalu śledzi każdy ruch tego zespołu One Direction no a teraz jeszcze ciebie.Zawsze gdy znajdzie jakieś nowe zdjęcie na jej twarzy gości uśmiech co nie zdarza się często.-Mówił wolno i z delikatnym uśmiechem.Jego słowa na prawdę mnie zszokowały,przecież ja nie jestem nikim ważnym.
-A mogę widzieć dlaczego twoja siostra jest w szpitalu?-Zapytałam równie cicho jak on i po woli usiadałam na krześle obok.
-Ma białaczkę,od 4 miesięcy nie była w domu.Wszyscy się o nią bardzo martwimy,co prawda lekarze mówią,że po woli jest coraz lepiej,ale ja już nie mogę patrzeć jak mała cierpi.-Mówił ściszonym głosem patrząc się w podłogę.W ogóle go nie znałam,ale bardzo chciałam pomoc jemu i jego siostrze.Jedyne co mogłam zrobić to przytulic załamanego chłopaka i tak właśnie zrobiłam.Myślałam,że mnie odepchnie i zacznie wyzywać,ale jego reakcja była inna.Objął  mnie swoimi silnymi ramionami i położył głowę na moim ramieniu.Widać było że jest mu ciężko i nadal nie może pogodzić się z chorobą siostry.
-Twoja siostra jest bardzo dzielna,na pewno z tego wyjdzie.-Po tych słowach brunet odsunął się ode mnie i lekko uśmiechnął.Wtedy przyszedł mi do głowy świetny pomysł.
-Mogę ją poznać?-Gdy zadałam to pytanie w jego oczach zobaczyłam palące się iskierki radości co bardzo mnie ucieszyło.
-Naprawdę chcesz?Spytał z niedowierzaniem.
-Z przyjemnością-Wyszczerzyłam się.Jeżeli mam komuś pomóc chociaż by tym,żeby z nim chwilę porozmawiać to czemu mam tego nie zrobić?
-A tak w ogóle to jestem Nathan-Wyciągnął dłoń w moją stronę.
-A ja Lila,no ale to już wiesz.-Oboje się zaśmialiśmy,wstaliśmy z krzeseł i szybkim krokiem udaliśmy się w stronę sali dziewczynki.Chłopak wszedł pierwszy a ja zaraz za nim.Sala była bardzo kolorowa i przyjemna znajdowało się tam dużo zabawek i rysunków poprzyczepianych do ściany.Na środku stało duże łóżko na którym siedziała ok. 9 letnia dziewczynka.A bok niej dwójka ludzi siedzących na krzesłach.
-Madeleine,patrz kogo spotkałem na korytarzu.-Chłopak podszedł do niej i usiadł obok.
-To jest Lila.-Usłyszałam jej melodyjny,ale bardzo zdziwiony głos.
-Hej Madeleine.-Pokiwałam jej i podeszłam bliżej.
-O to na prawdę ty.-Zaczęła piszczeć i coraz szerzej się uśmiechać.
-Dzień dobry.-Zwróciłam się do zdezorientowanej pary siedzącej obok.
-Dziecko drogie co ty tu robisz?Jesteś sama?-Przejęła się kobieta.
-Proszę się nie denerwować proszę pani.Przyjechałam tu z Zayn'em.-Spojrzałam na dziewczynę,dziewczynę.
-Naprawdę w tym szpitalu jest Zayn Malik?-Zapytała z nie dowierzaniem.
-Tak i wiesz co jesteś taka słodka że na pewno z przyjemnością cię pozna.-Uśmiechnęłam się do niej i zauważyłam ze na twarzach jej rodziców też zawitał uśmiech.
-O ja cię.Na prawdę myślisz że jestem słodka?-Ciągle mówiła z niedowierzaniem.
-No pewnie-Przytuliłam ją.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę,aż stwierdziłam że muszę już wracać bo para na pewno zastanawia się dlaczego tak długo mnie nie ma.
-Muszę się zbierać.-Wstałam z łóżka szpitalnego na którym siedziałam i na pożegnanie przytuliłam dziewczynkę.
-Odprowadzę cię.-Zaproponował Nathan.
-Dzięki-Uśmiechnęłam się i wyszliśmy z sali.Przez chwilę szliśmy w ciszy którą przerwał chłopak.
-Mieszkasz tutaj?
-Nie,w Londynie.Przyjechałam tutaj do Perrie dziewczyny Zayna.A ty?
-Przenieśliśmy się tutaj z Londynu tylko ze względu na Mad.Tam nie było dla niej miejsca w szpitalu wiec w Northampton już od roku.Mam nadzieje,że gdy młoda wyzdrowieje przeprowadzimy się z powrotem,za dużo złych wspomnień mam z tym miastem.
-No tak.Na pewno spotkamy się w Londynie.-Uśmiechnęłam się pocieszająco,aby pokazać mu że wieżę,że Mad wygra z chorobą.Rozmawiając przeszliśmy przez cały szpital.Dowiedziałam się że chłopak ma 15 lat,gra w piłkę nożną,a w przyszłości chce zostać architektem albo fotografem.W końcu znaleźliśmy się pod salą Pezz.szłam w stronę jej łóżka gdy usłyszałam ciche słowa chłopaka.
-Przyjdziecie?-Odwróciłam się w jego stronę i uśmiechnęłam.
-Obiecuję.-Powiedziałam równie chicho jak on i podeszłam do łóżka dziewczyny.
-Gdzieś ty była?-
-Yyy..tak jakby się. zgubiłam.
-A ten miły chłopak cię odprowadził tak?-Zapytała z dziwnym uśmieszkiem dziewczyna.
-No tak.-Nie wiem dlaczego,ale chyba lekko się zarumieniłam.
-Dzwoniłem do ciebie,telefon się odbiera.-Skrzywiła się brunet.
-Ale ja nie mam.-Mówiłam siadając na krześle,w ogóle na niego nie patrząc.
-Tylko mi nie mów,że Harry nadal na twój telefon?-Załamał się chłopak,a dziewczyna zaczęła chichotać gdy pokiwałam głową.
-No to nie moja wina,że ten pająk wybrał sobie akurat mój pokój do przesiadywania.Miał cały dom,ale musiał ugościć się u mnie.-Rozłożyłam ręce.-A gdy sobie pomyśle,że ten potwór mógł złożyć na nim jaja i w środku wykluły by się małe pajączki a ja nosiła bym ten telefon w kieszenie.O matuchno...-Wzdrygnęłam się na samą myśl o tym.A wtedy para zaczęła się głupio śmiać z mojego zachowania.
-To w cale nie jest śmieszne.-Oburzyłam się i obrażona założyłam ręce na piersi.
Posiedzieliśmy u dziewczyny jeszcze z 15 minut i wyszliśmy z sali.
-Zayn musisz jeszcze kogoś poznać.-Pociągnęłam go za rękę w stronę oddziału dziecięcego.
-Możesz powiedzieć mi gdzie mnie prowadzisz?-Zapytał po raz setny po paru minutach wędrówki.
-Tu leży Madeleine dziewczynka która ma raka,jest wasza fanką.Poznałam ja przypadkowo gdy się zgubiłam,obiecałam jej ze cię pozna.Mam nadzieje że nie masz nic przeciwko temu?-Spojrzałam na niego.Nie był już tak zdziwiony,a na jego twarzy gościł uśmiech.
-No pewnie że nie mam nic przeciwko młoda.-Chwycił mnie za ramiona i razem weszliśmy do sali.
-Część mała.-Przybiłam piątkę brunetce i usiadłam obok niej gdy ta jak w obrazek przyglądała się Zaynowi. Na jej widok na sercu zrobiło mi się tak przyjemnie.Widok jej takiej radosnej i szczęśliwej sprawił że na mojej twarzy pojawił się promienny uśmiech.Zayn dał jej autograf,zrobił sobie z nią zdjęcie i zaczęli rozmawiać.Mad była tak zapatrzona w bruneta że nawet nie zauważyła kiedy wzięłam jej telefon.NA początku nie byłam pewna czy to jej ale był cały różowy,a gdy go odblokowałam na tapecie zauważyłam zdjęcie zespołu i wtedy byłam już pewna.Wpisałam do telefonu swój numer a jej numer z racji tego że nie miałam wtedy komórki napisałam sobie na ręce pisakiem który leżał obok.Wszyscy byli zajęci rozmową z brunetem oprócz Nathana.Podeszłam do niego i usidłam na oparciu od fotela na którym siedział.
-Wiesz,ona od czasu kiedy tu jesteśmy nigdy nie była taka szczęśliwa.-Mówił patrząc na swoją siostrę.
-Mogę ci obiecać że teraz coraz częściej będzie taka uśmiechnięta.-Powiedziałam i pokazałam mu numer który zapisałam na dłoni,na co ten się dźwięcznie zaśmiał.Patrzyliśmy na dziewczynkę w ciszy,w pewnej chwili brunet podniósł głowę go góry i spojrzał mi prosto w oczy.Spojrzałam na niego i utonęłam w jego ślicznych brązowych tęczówkach.Widziałam w nich tysiące małych świecących iskierek,które były oznaką radości.Miał taki hipnotyzujący wzrok że mogła bym wpatrywać się w jego oczy godzinami,ale oczywiście ktoś musiał nam przerwać.
-Lila jedziemy- Prawie krzyknął,a ja tak się przestraszyłam ze z hukiem spadłam z fotela na ziemie.
-Ałłłłł mój tyłek.-Jęknęłam a Nat pomógł mi wstać.
-Nic ci nie jest?-Zapytał z przejęciem,nie wiem czemu ale zrobiło mi się wtedy tak przyjemnie.
-Mi nic,ale jemu zaraz może się coś stać.-Wskazałam na Zayna morderczym wzrokiem.
-Oj nie marudź.Chodź.-Chwycił moja kurtkę którą ciągle za mną nosił bo już parę razy bym o niej zapomniała i mi ja podał.Zarzuciłam ją tylko na ramiona bez zapinania tak jak zawsze,a na szyję założyłam gruby długi szalik.
-Zobaczymy się jeszcze-Podszedł do mnie Nathan,słodko się uśmiechnął i znowu spojrzał mi w oczy.
-Nigdy nic nie wiadomo.-Szybko do niego podeszłam i cmoknęłam go w policzek po czym od razu pobiegłam do Zayna który otwierał już drzwi.Pomachałam jeszcze do małej i wyszliśmy z sali a potem ze szpitala.W samochodzie chwilę porozmawialiśmy a potem nie wiem kiedy zasnęłam.Brunet obudził mnie gdy byliśmy już na miejscu.Z chęcią poszła bym od razu spać,ale musiałam jeszcze odrobić lekcje.A gdy to zrobiłam i nauczyłam się do końca wiersza odechciało mi się i oglądałam z Zaynem film.Leżeliśmy po dwóch stronach wielkiej kanapy i wcinaliśmy słodycze,co bardzo mi się podobało.Pod koniec filmu do Zayna zadzwoniła jego mama a była to godzina 22:30.Nie chciałam mu przeszkadzać więc poszłam do pokoju gościnnego i położyłam się na wielkim łóżku i po 5 minutach zasnęłam.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------
I jest kolejny rozdział.Napisałam właśnie końcówkę rozdziału chociaż powinnam uczyć się na niemiecki,ale tak mi się che że szokkk.
Przepraszam oczywiście za błędy które na pewno się pojawiły.