czwartek, 20 marca 2014

Rozdział 19

Czytasz=Komentujesz


13 Grudnia Czwartek


-Lila spóźnimy się!-Wydarł mi się nad uchem Harry.
-Co?Która godzina?-Zapytałam zaspana.
-8:25.-Znowu krzyknął.
-Co przecież ja mam do szkoły na 9:00.-Od razu się ocknęłam,przecież droga zajmuje nam pół godziny,nie zdążę.Zerwałam się z łóżka i razem z chłopakiem opuściłam pokój pobiegłam do jednej łazienki a on do drugiej.Ubrałam się szybko i zbiegłam na dół ubierając buty.Po chwili zjawił się brunet wziął mój plecak,swoją kurtkę i oboje wybiegliśmy z domu.
-Dlaczego nie obudziłeś mnie wcześniej?-Spytałam z wyrzutem.
-Bo sam zaspałem.-Przelotnie na mnie spojrzał.
-Jedź szybciej bo nie zdążę.-Powiedziałam po chwili.
-Spokojnie jest jeszcze trochę czasu.
-No właśnie "trochę".-Warknęłam.Byłam zła chociaż dobrze wiedziałam,że on nie zrobił tego specjalnie.
Do szkoły dojechaliśmy niestety 5 minut po dzwonku.Od razu wiedziałam,że będę miała przez to przerąbane tym bardziej że pierwsza była biologia,a nauczycielka która nas uczy to stara baba,której wszystko przeszkadza.Inne nauczycielki raczej przymknęły by na to oko,ale ona na pewno się do czegoś przyczepi.Szybko wybiegłam z samochodu i posłałam Harry;emu zabójcze spojrzenie.Biegiem udałam się do szkoły,potem do szafki a do klasy szłam już normalnie bo nie miałam siły biec.Przed drzwiami wzięłam głęboki oddech i zapukałam,gdy usłyszałam "proszę" po woli je otworzyłam i nieśmiało weszłam do środka.
-Dzień dobry,przepraszam za spóźnienie.-Spojrzałam na nauczycielkę która siedziała przy biurku.
-A dlaczego to panna się spóźniła?-Zapytała nieprzyjemnym,groźnym głosem.
-Yyy..Zaspałam.-Powiedziałam zgodnie z prawda,bo gdybym skłamała to ona na pewno by to zauważyła i był by jeszcze większy problem.
-No to niecha panienka kupi sobie budzik.-Mówiła ponuro i kiwnęła ręką abym udała się na swoje miejsce.Tak też zrobiłam.
-A na jutro proszę napisać 100 raz."Nigdy więcej nie spóźnię się na lekcje biologi."-Powiedziała i wróciła do pisania czegoś w dzienniku.Ja ciężko opadłam na krzesło obok ławki May i wyciągnęłam potrzebne książki.
-Niech zgadnę to przez Harry"ego.-Szepnęła mi na ucho Maya,pokiwałam tylko głową,i aż skakałam z radości na myśl o popołudniu spędzonym na pisaniu tych ośmiu durnych słów.
Dziś mieliśmy najwięcej lekcji czyli 6,najbardziej męczyłam się na Angielskim,a potem jakoś zleciało.Na przerwie siedziałam oczywiście przy stoliku z Mayą.Rozmawiałam z nią tak jak byśmy znały się dobre parę lat.
-Wiesz wczoraj,było bardzo fajnie,dzięki ze mnie przechowałaś przez parę godzin.-Uśmiechnęła się do mnie i włożyła kolejną frytkę do ust.
-Nie ma sprawy.-Odwzajemniłam uśmiech i w przyjaznej atmosferze dokończyłyśmy posiłek,i poszłyśmy na hiszpański.
Ostatnia lekcja to w-f na którym grałyśmy w siatkówkę.Po lekcji zanim się przebrałam wszystkie dziewczyny już wyszły,a gdy doszłam do szafki na korytarzu już nikogo nie było.Zostawiłam niepotrzebne książki,a wzięłam te z których muszę się pouczyć.Wyszłam ze szkoły o 15:15 jednak nie zobaczyłam żadnego znajomego samochodu.Pomyślałam,że zatrzymał się za płotem więc wyszłam na ulicę,jednak tam też nikogo nie było.Stałam oparta o płot kilkanaście minut,na niebie zbierały się ciemne chmury i zaczął wiać wiatr.Otuliłam się mocniej szalikiem który wyciągnęłam z torby i zaczęłam,żałować ze nie wzięłam z domu czapki.Przez ten poranny pośpiech zapomniałam również telefonu i niestety nie mogłam do nikogo zadzwonić.Spojrzałam na zegarek który miałam na ręce i okazało się,że stercze tam już pół godziny.Straciłam wtedy nadzieję że ktoś po mnie przyjedzie.Po prostu o mnie zapomnieli,nie było to przyjemne.Zaczęłam zastanawiać się gdzie mam się teraz udać.Nie miałam przy sobie kluczy od domu Louisa,nie mogłam się do nikogo dodzwonić,ciocia i wujek byli w pracy,Brook nie ma prawa jazdy,a Maya już dawno pojechała do domu.Nie zostało mi nic innego jak pójść do mojego starego domu,który znajduje się godzinę drogi z tond.Włożyłam ręce do kieszeni,poprawiłam szalik i ruszyłam w stronę starego osiedla.Myśl,że o mnie zapomnieli bardzo bolała,ale starałam się ich usprawiedliwić.Przecież każdy ma swoje życie,i własne plany po prostu muszę sobie dać radę sama.Pewnie jeszcze nie raz będę w takiej sytuacji.Rozmyślając szłam przez miasto nad którym wisiały ciemne chmury.W pewnym momencie z nieba spadł deszcz.Przeklnęłam pod nosem i przyśpieszyłam kroku.Zostało mi jeszcze 20 minut drogi gdy rozpadało się jeszcze bardziej.Po woli traciłam czucie w dłoniach od zimna,ale szłam dalej.Byłam cala przemoknięta,ale nie miałam innego wyjścia jak iść przed siebie.Gdy weszłam na stara ulicę wszystkie wspomnienia wróciły,a na moją twarz wkradł się smutny uśmiech.
Podeszłam pod budynek który połączony był z drugim mieszkaniem które należało kiedyś do Matta,a teraz wprowadziła się tam jakaś inna rodzina.Wolnym krokiem podeszłam do drzwi,odstawiłam na bok kwiatka który stał obok a pod doniczką leżały klucze.Dobrze że ciągle tam były bo inaczej nie dostała bym się do środka.Podniosłam je i najpierw opróżniałam skrzynkę na listy która pękała już w szwach a później otworzyłam drzwi.Bardzo wolnym krokiem weszłam do środka,a pocztę włożyłam do plecaka.Na korytarzu,gdzie nadal na wieszakach wisiały kurtki rodziców a pod nimi stały buty.Ściągnęłam swoje ubranie które przesiąknięte było wodą,zresztą mundurek też do suchych nie należał.Dlatego rozglądając się dookoła weszłam na górę, i skierowałam się do swojego pokoju.Wszystko było tam tak jak dawniej,ubrania rozwalone na podłodze,książki porozwalane na biurku i nie tylko,no i oczywiście plakaty i zdjęcia na każdej ścianie.Weszłam w głąb i przyglądałam się każdemu najmniejszemu szczegółowi,na dużej komodzie leżała cała kolekcja moich kolczyków a obok paręnaście buteleczek z lakierem do paznokci.Patrzyłam z uśmiechem na moje stare łóżko,którego nie oddała bym za żadne skarby świata i po chwili na nim usiadłam.Poczułam się tak jak kiedyś,bardzo chciał abym aby te czasy wróciły.
Po paru minutach wzięłam z szafy spodnie od dresu,koszulkę i poszłam do łazienki.Tam również nic się nie zmieniło.Pod małym lustrem stały perfumy i różne kosmetyki mamy a obok kubeczek i trzy szczoteczki do zębów.Blado uśmiechnęłam się na widok tego wszystkiego i szybko się przebrałam.Zeszłam na dół,wszędzie panowała głucha cisza było słychać tylko cichy tupot moich stóp.Weszłam do salonu i od razu rzuciła mi się w oczy szafka gdzie trzymaliśmy filmy DVD.Wyciągnęłam z tam tond 4 płyty,na jednej było nagranie ze świąd kiedy miałam 4 lata,na drugiej filmik na którym uczyłam się jeździć na rowerze,na trzeciej udokumentowane było moje pierwsze szkolne przedstawienie a w tle słychać było komentarze rodziców,na ostatniej płycie był film z naszych tegorocznych wakacji na których byliśmy razem z ciocią,wujkiem,Mattem i Brook nad jeziorem.
Usadowiłam się wygodnie na kanapie pod kocem i oglądałam wszystkie filmy po kolei.Kidy znowu usłyszałam ich głosy na nagraniu od razu zaczęłam płakać.Nie panowałam wtedy nad sobą łzy lały się jedna po drugiej przez całe dwie godziny kiedy oglądałam te filmy.O godzinie 18:38 wyłączyłam telewizor i udałam się na górę po drodze zabierając ze sobą z półki dwa albumy.Zapaliłam światło na schodach i go nie wyłączałam bo szczerze nienawidzę ciemności.Nie wyłączając go poszłam sypialni rodziców,a w moich oczach od razu stanęły łzy.Nikt nie mieszka tu już prawie 4 miesiące a ich zapach nadal roznosił się w pokoju.Po woli wyciągnęłam z dużej szafy gruby sweter mojej mamy i delikatnie go na siebie włożyłam,tak jakbym bala się ze za chwile się rozleci.Stałam w miejscu i wdychałam jej słodki zapach,którym przesiąknięty był ten sweter.Podeszłam do komody na której stało zdjęcie rodziców,byli tam tacy szczęśliwi i radośni.
-Tęsknie za wami.Dlaczego mi to zrobiliście?Przecież rodzice powinni być przy swoim dziecku.Ja was potrzebuje.-Szepnęłam,wzięłam fotografię ze sobą i usiadłam na ich łóżku.Leżał też na nim mój ukochany biały miś,którego dostałam gdy się urodziłam,pomimo tego że jest bardzo stary,bardzo dobrze się trzyma a ja bardzo go lubię.Zawsze gdy nie miałam humoru przytulałam się do niego i cały smutek przechodził. Siedziałam tam przy dwóch lampkach których światło padało akurat na album rozłożony na środku łoża.Łzy znów postanowiły wylewać się ze mnie wiec im na to pozwoliłam,byłam tak zmęczona tym płaczem i szlochem,że po kilku obejrzanych stronach albumu po prosu zasnęłam wtulona w kołdrę przesiąkniętą zapachem rodziców.

<Oczami Louisa>
Godzina 16:45 Manchester

Wróciliśmy z El do domu po męczących świątecznych zakupach.Po rozpakowaniu siatek usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy nasz ulubiony film.Podczas reklamy wziąłem swój telefon i postanowiłem zadzwonić do Harry'ego i zapytać jak się ma Lila po nie odzywałem się do nich od początku tygodnia.Wybrałem numer,a przyjaciel odebrał po dwóch sygnałach.
-No siema.-Powiedział radosny,a w tle usłyszałem głos Taylor.
-Cześć,słyszę że jesteś zajęty.-Zaśmiałem się.
-Tak trochę.-zaszczebiotał.
-Dobra,chciałem się tylko zapytać jak sprawuje się Lila.
-A dobrze,
-No,tak nie dziwię się.A u kogo teraz jest,chciałem z nią chwilę pogadać.-Zapytałem,usłyszałem w słuchawce ciche szmery i po chwili głos Hazzy.
-Szczerze to nie wiem.Zadzwoń do Liama.-Powiedział dziwnym głosem.
-No ok.-Rozłączyłem się i poczułem w sobie jakiś dziwny nie pokój.Wybrałem numer przyjaciela,jednak okazało się,że on również nie wie gdzie jest młoda.Gdy zadzwoniłem później do Zayna i okazało się,że u niego nie ma małej moje serce zaczęło niespokojnie walić.Ostatnią szansą był Niall.Modliłem się w duchu aby Lila był u niego,siedziałem w sypialni aby nie martwić na zapas Eleonory.
-Cześć stary.Mam bardzo ważne pytanie czy jest z tobą może Lila?-Powiedziałem jak tylko odebrał.
-Nie,nie wiedziałem jej od poniedziałku.-Gdy wypowiedział te słowa,moje serce prawie stanęło.
-O kurwa.To gdzie on jest?-Prawie krzyknąłem.
-No a nie ma jej u któregoś z chłopaków?-Zapytał zdziwiony.
-Nie,dzwoniłem do każdego.Nikt nie odebrał jej ze szkoły,Boże jak coś jej się stanie nie wybaczę sobie tego.
-Spróbuj do niej zadzwonić,a ja pogadam z chłopakami i pójdziemy jej szukać.-Usłyszałem jego zaniepokojony głos i szybko się rozłączyłem.Dzwoniłem kila razy do Lily,ale ta nie odbierała.
-El muszę jechać do Londynu.Lila zniknęła.-Wydarłem się do dziewczyny.
-Co,jak to zniknęła?-Krzyknęła zdziwiona wyglądając z pokoju.
-No,zapomnieli ją odebrać ze szkoły.A teraz nie mogę się do niej dodzwonić.-Powiedziałem zdenerwowany zakładając buty.
-Jadę z tobą.-Wstała i pobiegła się ubrać.Szybko udaliśmy się do samochodu i z piskiem opon wyjechaliśmy z miasta.
-Jak coś jej się stało,to nie wybaczę sobie tego.-Powiedziałem rozpaczliwie.
-Kochanie,spokojnie.Jestem pewna że nic jej nie jest.To silna dziewczynka z całkiem zadziornym charakterkiem.-Poklepała mnie po ramieniu.Przez całe dwie godziny drogi oboje zastanawialiśmy się gdzie ona może być,ale nic konkretnego nie przychodziło nam do głowy.W połowie przebytej trasy zadzwonił do mnie Harry u którego w mieszkaniu byli wszyscy chłopacy i wspólnie prowadziliśmy dyskusję.Potem oni pojechali do miasta jej szukać,a ja jechałem coraz szybciej.
-Louis spokojnie,nie jedz tak szybko,to że będziemy mieć wypadek nikomu nie pomoże,a jedynie zaszkodzi.-Powiedziała głośno El i położyła mi rękę na ramieniu.
-Masz racje kochanie.-Blado się uśmiechnąłem i trochę zwolniłem.Miałem kompletny mętlik w głowie i przychodziły mi coraz to czarniejsze myśli.Naprawdę gdyby coś jej się stało,nie wiem co bym zrobił.Znam ją dopiero 3 tygodnie,a gdyby teraz miała nagle zniknąć był bym zrozpaczony.Wszyscy bardzo się do niej przywiązaliśmy.Czasami ma swoje humorki,jak każde dziecko,ale on wprowadziła do zespołu i ogólnie do całej naszej ekipy taką świeżość i radość z życia.Patrząc na nią wiem,że nawet w trudnych chwilach nie mogę się poddawać.Dlatego coraz bardziej żałowałem,że przed jej przyjazdem podpisaliśmy tą pieprzoną umowę.
-Przywiązałeś się do niej co?-Zapytała słodkim głosem moja dziewczyna.
-No a jak tu się do niej nie przywiązać.Taka słodka,mała duszyczka która swoim uśmiechem sprawia,że czuje się lepiej.
-Tak,trudno jej nie polubić.W ogóle po niej nie widać jaka tragedia ją spotkała.-Zamyśliła się brunetka.
-Jest bardzo silna.-Odpowiedziałem patrząc się na drogę.
-Kocham cię.-Powiedziała nagle,a na moją twarz wstąpił promienny uśmiech.
-Ja ciebie też kotku.-Powiedziałem szczerząc się.
Po następnej godzinie drogi w końcu znaleźliśmy się w Londynie,gdzie padał deszcz.
-To gdzie najpierw?-Spojrzałem na El z nadzieją,że ona obmyśliła jakiś plan,bo ja byłem tak pogrążony w myślach ''co by było gdyby" że nie wiedziałem kompletnie gdzie mamy jej szukać.
-Może pojedziemy do ciebie?Mała przecież ma klucze od mieszkania.
-No tak,ale znając życie to pewnie leżą sobie teraz spokojnie w jej pokoju w tym bałaganie.-Spojrzałem z politowaniem na moją towarzyszkę i oboje lekko się zaśmialiśmy.Zrobiłem tak jak zaproponowała dziewczyna i udałem się do swojego domu.Z nadzieją,że mała tam siedzi,wyszedłem szybkim krokiem z samochodu i otworzyłem drzwi.
-Jesteś Lila?-Wydarłem się na cały głos,jednak odpowiedziała mi tylko głucha cisza.Z resztkami nadziei na to,że ją tutaj zastanę wbiegłem na górę do jej pokoju gdzie niestety nikogo nie było.Zrezygnowany zszedłem na dół gdzie w holu stała El.
-Nie ma jej.-Powiedziałem i usłyszałem dźwięk telefonu.Szybko odebrałem z nadzieją,że któryś z chłopaków znalazł dziewczynkę.
-Lou jesteś już w domu?-Usłyszałem głos Liama.
-Tak właśnie przyjechałem z El,ale młodej tu nie ma.-Powiedziałem zawiedziony i czekałem co powie mój przyjaciel.
-My niestety też jej nie znaleźliśmy.Przyjedziemy do ciebie i pomyślimy razem.-Powiedział szybko i się rozłączył.
-Chłopaki za chwile będą.-Powiedziałem cicho i podszedłem bliżej do dziewczyny.
-Kochanie,nie denerwuj się.Wszystko dobrze się skończy.-Powiedziała łagodnie i przytuliła się do mnie, oplotłem ją ramionami i staliśmy wtuleni w siebie.Usiedliśmy na kanapie i zniecierpliwieniem czekaliśmy na resztę zespołu która po 10 minutach w końcu się pojawiła.
-I co nie widzieliście jej nigdzie?-Zapytałem załamany,bo do póki ich nie było miałem nadzieję,że za chwilę wejdą tu z uśmiechniętą Lilą.
-Przeszukaliśmy już chyba całe miasto.-Westchnął Liam i usiadł na kanapie.
-Byłem pod szkołą,ale nikt nie widział jak wychodziła.-Odezwał się Harry.Siedzieliśmy w piątkę w salonie gdzie panowała kompletna cisza,wszyscy zastanawialiśmy się co dalej robić.
-Chłopcy musimy być dobrej myśli.Mała na pewno się za chwilę znajdzie.-Mówiła pocieszająco moja kochana dziewczyna.
-34.-Szepnął pod nosem Harry i intensywnie zaczął nad czymś myśleć co nie często mu się zdarza.
-Co 34?-Zapytał zdziwiony Niall,który siedział najbliżej loczka.
-Że ja się tego od razu nie domyśliłem.-Walnął się w czoło,a my nadal siedzieliśmy zdezorientowani.
-Harry możesz powiedzieć o co ci chodzi?-Zapytałem podniesionym głosem,na co ten się zaśmiał.
-No pomyślcie gdzie mogła pójść trzynastoletnia dziewczynka,która przez ostanie 4 miesiące mieszkała w domu dziecka a teraz szlaja się po naszych mieszkaniach które są jej zupełnie obce?-Zapytał i czekał aż w końcu zrozumiemy o co mu chodzi.
-Poszła do swojego starego domu,tam czuje się bezpiecznie.-Powiedziałem,nie dowierzając że od razu na to nie wpadłem.
-No,chodźcie jedziemy tam.-Krzyknął Liam,zerwaliśmy się z kanapy i wybiegliśmy z domu.El i ja jechaliśmy samochodem który prowadził Liam,a Niall i Zayn jechali z Harrym.Ja wiedziałem na jękiem ulicy znajduje się jej dom,a Harry powiedział który numer i w taki sposób wiedzieliśmy gdzie mamy pojechać.Było to prawie na drugim końcu miasta więc byliśmy tam dopiero po godzinie jazdy.Na osiedlu panował półmrok,drogę oświetlało tylko kilka palących się lamp a krople deszczu spadały na mokrą już jezdnię.Wysiedliśmy z auta a Harry'ego i reszty jeszcze nie było.W ciemnościach od razu w oczy rzuciło mi się w oczy delikatne światło padające z jednego z okna w domu przed którym staliśmy.Ulica i adres się zgadzały czyli ona musiała tam być.Rosła we mnie coraz większa nadzieja,że za chwile odnajdziemy nasza zgubę.
-Mam nadzieje że tam jest-Powiedział Liam.
-Dobra chodźcie chłopcy.-Pociągnęła mnie za rękę brunetka i w trójkę ruszyliśmy do drzwi domu.Na szczęście były one otwarte i spokojnie mogliśmy wejść do środka.Na korytarzu leżały przemoczone ubrania i plecak dziewczynki.Odetchnąłem z ulgą gdy to dostrzegłem,byłem już pewny na 100% że ona tu jest.Spojrzałem na moją dziewczynę i przyjaciela a na ich twarzach również dostrzegłem ulgę.
-Pewnie jest na górze.-Powiedziałem i spojrzałem na schody na których świeciło się światło.Weszliśmy na piętro,jedne z drzwi były uchylone i to właśnie z tam tond dochodziło słabe światełko.El delikatnie je popchnęła te zaskrzypiały i wolno się otworzyły.Naszym oczom ukazała się dziewczyna leżąca na wielkim łóżku.Wyglądała tak słodko i niewinnie,z resztą ona zawsze podczas snu tak wygląda.Uśmiechnąłem się na jej widok i w trójkę weszliśmy do pomieszczenia.Moi towarzysze również się delikatnie uśmiechali. Podeszliśmy bliżej,Lila leżała skulona i tuliła do siebie misia a obok niej leżały otwarte albumy ze zdjęciami. Staliśmy w okół niej,brunetka chwyciła jeden z albumów i zaczęła go przeglądać.Wtedy młoda zaczęła się kręcić a po paru sekundach jej powieki się podniosły,a ta szybko się podniosła i usiadła.Spojrzeliśmy po sobie a potem wzrok każdego spoczął na dziewczynce.Jej duże ciemne oczy były całe opuchnięte i czerwone od płaczu.Widząc to od razu usiadłem obok niej zaniepokojony.
-Lila co się stało?-Zapytałem głaszcząc ją po włosach.
-Zapomnieliście o mnie.-Powiedziała a w jej oczach znowu pojawiły się łzy.Nie mogłem na to patrzeć,jej łzy były dla mnie jak cios w serce.
-Przepraszam skarbie,przepraszam.-Szeptałem jej do ucha gdy ta się we mnie wtuliła.
-Obiecaj mi,że nigdy mnie nie zostawicie.-Spojrzała ze łzami prosto w moje oczy.Zrobiło mi się bardzo głupio,jak ja mogłem być tak głupi i podpisać tą cholerną umowę z której nie można się już wycofać.Miałem ogromne wyrzuty sumienia gdy patrzyłem w te jej zaszklone oczy.
-Nie zostawimy.-Z trudnością te słowa przeszły mi przez gardło,ale musiałem coś powiedzieć aby młoda nic nie podejrzewała.Znowu mnie przytuliła a ja tylko bezradnie spojrzałam na Liama.
-Malutka nie płacz już.-Podeszła do nas El i delikatnie masowała ją po plecach.Wtedy usłyszeliśmy gaszony silnik od samochodu a Liam  podszedł do okna.
-Przyjechała reszta.-Oznajmił i znów do nas podszedł.
-Może zejdziemy na dół?-Zapytała cicho El,lecz Lila w ogóle nie za reagowała na jej słowa.Chciałem ją puścić żebyśmy mogli zejść z łóżka,ale ta jeszcze bardziej się do mnie przytuliła.Chwyciłem ją za uda i razem się podnieśliśmy młoda trzymała mnie mocno za szyję a nogi oplotła wokół pasa.Zeszyliśmy ze schodów a na dole czekali już na nas Harry,Niall i Zayn.Bez słowa ich ominąłem,zaniosłem dziewczynkę na kanapę w salonie i wróciłem na korytarz.
-Co jej się stało?-Zapytał zaniepokojony Harry.
-Oglądała zdjęcia rodziców.-Wystarczyły tylko te trzy słowa a oni już wiedzieli o co chodzi.
-Wcale jej się nie dziwie,że płacze.W końcu wszystkie wspomnienia związane w rodzicami wróciły kiedy weszła do tego domu.-Powiedziała cicho El i udała się do salonu.
-Najważniejsze że się znalazła.-Powiedział uspokojony Harry i wszyscy poszliśmy do Lily.Teraz siedziała przytulona do El,a w ręce trzymała fotografię w która się wpatrywała.
-No Liluś proszę przestań płakać.-Mówiła zaniepokojona brunetka głaszcząc ją po głowie.Siedzieliśmy w ciszy słychać było tylko co chwila szloch dziewczyny.Po chwili jednak podniosła głowę i otarła łzy.
-Mogę jutro pojechać na cmentarz?-Zapytała cichutkim głosikiem.Nie byłem pewny czy to dobry pomysł,już teraz jest załamana a co dopiero będzie gdy pojedzie na cmentarz.Ale przecież nie mogę jej zabronić odwiedzić grób rodziców.Spojrzeliśmy po sobie aż w końcu odezwałem się.
-Jeżeli chcesz to cie zawiozę.-Uśmiechnąłem się do niej blado,a ta o dziwo zrobiła to samo.
-A teraz może wracajmy już do domu,co?-El pytająco spojrzała na dziewczynkę która ocierała ostatnie łzy.
-Zabiorę tylko kilka rzeczy i możemy jechać.-Smutno się uśmiechnęła i wolnym krokiem wyszła z pokoju.

<Oczami Lily>


Obudziły mnie hałasy nad głową,szybko podniosłam się do pozycji siedzącej a w pokoju zobaczyłam El,Liama i Lou.Wszyscy uważnie mi się przyglądali a w moich oczach znów pojawiły się łzy.
Śnili mi się rodzice,dokładnie 10 raz po ich śmierci.W tym śnie byli tak jak zawsze radośni i szczęśliwi.Byliśmy na pikniku razem z Brook,Mattem i ich rodzicami.Siedzieliśmy na zielonej trawie ciągle się śmiejąc i jedząc kanapki.Słońce grzało mocno a po parku chodziły zakochane pary,ludzie z dziećmi i zwierzętami.Idealny dzień na taką wyprawę.Ja siedziałam oparta o plecy Matta i razem z Brook plotłyśmy wianki z kwiatów,a chłopak ciągle nam dogadywał.Moi rodzice karmili się nawzajem truskawkami a ciocia z wujkiem siedzieli wtuleni w siebie i z czegoś głośno się śmiali.Po zachodzie słońca wpakowaliśmy się do dużego busa i ruszyliśmy do domu.W pewnym momencie usłyszałam głośny huk,zamknęłam oczy a gdy znów je otworzyłam zobaczyłam pełno krwi i ciała mojej rodziny leżące bezwładnie w zmasakrowanym samochodzie.Był to okropny widok,już po paru sekundach zostałam wyciągnięta z samochodu przez policjanta który od razu zaniósł mnie do karetki.Widziałam z daleka jak pakują do czarnych worków najważniejsze dla mnie osoby.Nie wiem dlaczego ale w całym tym śnie nie uroniłam ani jednej łzy.Siedziałam w tej karetce gdy nagle przed moimi oczami ukazała się blada postać mojej mamy.Wypowiedziała tylko te słowa "Lila dopilnuj aby ten mężczyzna za to zapłacił.Kocham cię" i zniknęła.Oszołomiona tym co zobaczyłam szepnęłam jedynie "Obiecuję"
I własnie w tym momencie obudziłam się.Pierwszy raz miałam koszmar związany z rodzicami,zawsze były to miłe i przyjemne rzeczy.Słowa mojej mamy ciągle huczały mi w głowie i nawet się nie spostrzegłam gdy łzy znowu zaczęły płynąć po mojej twarzy.To nie był zwyczajny sen dlatego musiało to coś znaczyć,to miał być dla mnie jakiś znak,tylko co to znaczy?Te słowa chodziły mi po głowie dopóki nie usłyszałam głosu kuzyna.
-Lila co się stało?-Usłyszałam jego zmartwiony głos.
-Zapomnieliście o mnie.-Powiedziałam po długim namyśle,nie chciałam im mówić co mi się śniło i,że uważam że przez ten sen moja mam chciała mi coś powiedzieć bo uznali by mnie za wariatkę.
-Przepraszam skarbie,przepraszam-Szeptał mi do ucha,a ja przytuliłam się do niego jeszcze bardziej.
-Obiecaj mi,że nigdy mnie nie zostawcie.-Powiedziałam,chciałam mieć pewność,że gdy będę potrzebowała pomocy to oni mnie nie zostawią.Podniosłam głowę tak aby spojrzeć chłopakowi w oczy i po chwili usłyszałam odpowiedź.
-Nie zostawimy.-Powiedział spokojnie.Wtuliłam się w jego tors i już nikogo nie słuchałam.Myślałam tylko ciągle o tym co przed chwilą mi się przyśniło.Gdy chłopak chciał mnie puścić chwyciłam się mocnej jego koszulki a ten od razu wziął mnie na ręce.Trzymałam go za szyję a nogi oplotłam wokół jego psa i tak zeszliśmy na dół gdzie stał Harry,Niall i Zayn.Ominęliśmy ich i weszliśmy do salonu gdzie chłopak posadził mnie na kanapie i znów wyszedł.Chwyciłam zdjęcie całej naszej trójki i tępo przez łzy się w nie wpatrywałam.Starałam się zapomnieć o tym nienormalnym śnie,ale nie potrafiłam.W pewnym momencie do pokoju weszła El,która od razu do mnie podeszła i usiadła obok,bez słowa przytuliłam się do niej w ręce trzymając nadal fotografię.Po chwili do salonu weszli chłopacy,rozsiedli się na kanapie,fotelach i przez parę minut trwaliśmy w zupełnej ciszy.Przez ten czas zdołałam się trochę uspokoić i powstrzymać łzy.Do głowy przyszła mi pewna myśl więc od razu zapytałam się o zgodę.
-Mogę jutro pojechać na cmentarz?-Spojrzałam na nich i otarłam łzy z policzków.Po chwili milczenia w końcu usłyszałam odpowiedź.
-Jeżeli chcesz to cię zawiozę.-Powiedział niepewnie Louis a wszyscy zgodnie pokiwali głowami.
-A teraz może wracajmy już do domu,co?-Spojrzała się na mnie brunetka.
-Zabiorę tylko kilka rzeczy i możemy jechać.-Nie chciałam ich tu wiecznie przetrzymywać więc zgodziłam się,posłałam im smutny uśmiech i poszłam na górę.Do dużej sportowej torby włożyłam kilka moich ulubionych książek,parę buteleczek z lakierem do paznokci,ramkę ze zdjęciem,ze ściany ściągnęłam plakaty z Adele,z Harrym Potterem i z innymi sławnymi osobami,ogólnie wzięłam parę drobiazgów o których już dawno zapomniałam.Spakowałam wszystko,zarzuciłam torbę na ramie i ostatni raz rozejrzałam si po pokoju,z bladym uśmiechem zamknęłam za sobą drzwi i poszłam jeszcze do sypialni rodziców.Zabrałam  z tam tond parę ubrań mojej mamy,kilka koszulek taty i mojego misia.Z łazienki zabrałam jeszcze perfumy mamy i prawie suchy już mundurek.Gotowa zeszłam na dół gdzie wszyscy już na mnie czekali.Założyłam buty które wyciągnęłam z szafy i poszłam jeszcze do kuchni bo tam mnie jeszcze nie było.Na blacie jak zawsze porządek,bo mam nigdy nie lubiła bałaganu w kuchni.Oczywiście tylko moje nie zasunięte krzesło i gazeta taty szpeciły cały wystrój.Weszłam po woli,żeby nie nabrudzić,cichutko wsunęłam siedzenie pod stół,a gazetę włożyłam do jednej z szuflady gdzie trzymaliśmy makulaturę.Przejechałam dłonią po zimnym blacie i smutno się uśmiechnęłam.
-Teraz masz tak jak lubisz mamo.-Szepnęłam a w oczach znów poczułam łzy.Po chwili nie wytrzymałam i wybuchnęłam głośnym płaczem.Szlochałam tak głośno,że w kuchni zjawił się Liam,który złapał mnie za ramiona i wyprowadził z kuchni bo sama nie dała bym rady iść przez łzy które ograniczały mi widoczność.
-Idziemy z tond.-Zarządził Louis.Harry wziął moją torbę,El pomogła mi się ubrać a Liam wziął mój szkolny plecak.Drzwi zamknął na Klucz Niall i szybkim krokiem udaliśmy się do samochodu.Przez cały ten czas płakałam,i nie mogłam przestać myśl,że mama już nigdy nie powie mi że jest zadowolona że posprzątałam,bardzo mnie dobija.Usiadłam na siedzeniu z tyłu a obok mnie El,poczekałyśmy trochę na Louisa i po chwili jechaliśmy już do domu kuzyna.Przez tą niecałą godzinę uspokoiłam się na tyle,żeby opowiedzieć parze jak dotarłam do starego domu.W mieszkaniu chłopaka od razu poszłam na górę,pod prysznic.To zawsze mi pomagało,miałam wrażenie że gdy wychodzę z kabiny prysznicowej jestem nową odmienioną osobą,gotową do zmierzenia się z całym świtem.Tak było i tym razem ochłonęłam po wizycie w dawnym domu i miałam wrażenie że wyczerpałam dzisiaj cały zapas łez na przyszłe miesiące.
Ubrałam się w piżamę bo było już grubo po 22:00.Włosy trochę podsuszyłam,zarzuciłam na siebie szlafrok,założyłam papcie i zeszłam na dół.Bez słowa usiadłam na fotelu i tępo wpatrywałam się w telewizor,gdy zaburczało mi w brzuchu.
-W kuchni masz sałatkę z makaronem.-Wskazał palcem na blat kuchenny Louis i pocieszająco uśmiechnął się w moją stronę.Poszłam tam i zjadłam trochę tej sałatki.Nie miałam już na nic siły więc po niewielkim posiłku postanowiłam iść spać.
-Dobranoc.-Powiedziałam do tulącej się pary i zaczęłam iść po chodach.
-Dobranoc słoneczko.-Uśmiechnęłam się brunetka a zaraz po niej brunet.Weszłam na górę i udałam się do swojego pokoju.Gdy tylko położyłam się do łózka moje powiek się zamknęły i zasnęłam.

--------------------------------------------------------------------------------------------------
No w reszcie skończyłam.Nie wyszedł tak jak chciałam,ale mam nadzieję,że wszystkim się spodoba.Oczywiście przepraszam z błędy.
No i błagam,ja się tu produkuję pisze rozdziały wtedy kiedy muszę się uczyć (np. dzisiaj) a tu nie ma żadnych komentarzy.Widzę w wyświetleniach że na prawdę dużo osób tutaj wchodzi więc co wam szkodzi skomentować.

Czytasz=komentujesz

4 komentarze:

  1. Ten rozdział był przepiękny!!! Poryczałam się i jeszcze rycze... xD. ;( Tylko raz płakałam czytając bloga! Kocham Cię <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj,nie płacz ;)) Dziękuje bardzo <33
      Mam nadzieję,że następne rozdziały też ci się spodobają ;))

      Usuń
  2. ojojojoj z małym opóźnieniem piszę ale mam bardzo dużo kłopotów na głowie rozdział świetny i jestem bardzo ciekawa o co chodzi z ta umową co oni z nią zrobią ? a więc dużo weny i do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny rozdział czekam na next ;)

    OdpowiedzUsuń