niedziela, 30 marca 2014

Rozdział 20

Czytasz=Komentujesz



Obudziły mnie krople deszczu stukające w okna,spojrzałam na zegarek była dopiero 3:47 w nocy.Wszędzie było ciemno co trochę mnie przerażało.Zza okna dochodziły dziwne hałasy a drzwi od pokoju były lekko uchylone przez co miałam dziwne wrażenie że za chwile wejdzie tu jakiś potwór.Wiem,że to idiotyczne,ale w nocy zawsze mam takie nienormalne myśli.Przykryłam się kołdrą po sam czubek nosa i chciałam znów zasnąć,jednak nie mogłam,leżałam i tępo wpatrywałam się w sufit.Moje myśli znów zaczęły krążyć wokół słów mojej mamy.
"Lila dopilnuj aby ten mężczyzna za to zapłacił" Nie mogłam przestać o tym myśleć.Jeżeli mama chciała mi coś przekazać to co miał oznaczać ten mężczyzna i to że mam go dopilnować?
Podczas moich rozmyślań usłyszałam stukot dochodzący z dołu i jeszcze bardziej schowałam się pod kołdrę.Nawet najcichsze szmery dochodziły do moich uszu przez co prawie dostała bym zawału.Czas ciągnął się niesamowicie,ta straszliwa ciemność coraz bardziej mnie przerażała.Wzięłam się na odwagę, chwyciłam mojego miska,by czuć się bezpieczniej gdy będę przechodziła przez ciemny korytarz.Po woli wygramoliłam się z łóżka i stanęłam na zimnej podłodze.Wolnym krokiem wyszłam z pokoju i skierowałam się do sypialni Louisa i El.Przycisnęłam mocniej maskotkę do piersi gdy usłyszałam zza okna jakieś szmery. Przyspieszyłam kroku i nie rozglądając się już więcej ostrożnie otworzyłam drzwi i wślizgnęłam się do środka.Stanęłam przed wielkim łóżkiem w którym po lewej stronie leżał Louis a po prawej Eleonora.Miałam coraz większe wątpliwości czy dobrze zrobiłam przychodząc tu,bo oni i tak na pewno nie pozwolili by mi razem tutaj zostać.Stałam bezradnie gdy chłopak zaczął się kręcić.Już chciałam wracać do siebie kiedy usłyszałam zachrypnięty głos bruneta.
-Mała co tu robisz?-Wtedy było już za późno aby się wycofać,a gdy usłyszałam jeszcze znów jakieś hałasy na dworze to byłam pewna że nie dam rady wrócić do pokoju.Już miałam mu odpowiedzieć gdy odezwała się dziewczyna.
-Co jest kotku?-Zapytała i najpierw spojrzała na swojego chłopaka a potem na mnie.
-Nie mogę spać.- Powiedziałam cichutko i podeszłam bliżej łóżka w dłoniach trzymając maskotkę.
-Chcesz z nami zostać?-Spojrzał na mnie zaspany kuzyn.
-A mogę?-Zapytałam nieśmiało na co dziewczyna się zaśmiała.
-No pewnie słoneczko.Wskakuj.-Uśmiechnęła się do mnie i poklepała miejsce miedzy sobą a brunetem.Wlazłam na łóżko i wślizgnęłam się pod kołdrę.Gdy już wygodnie się ułożyłam chłopak przykrył mnie jeszcze szczelniej pościelą i obydwoje się na mnie patrzyli.
-Boję się ciemności.-Wyszeptałam na co dziewczyna zaczęła głaskać mnie delikatnie po włosach.
-Spokojnie z nami nic ci się nie stanie.-Powiedział brunet po czym pocałował mnie w czoło.Teraz gdy czułam,że nie jestem sama już nic nie wydawało mi się przerażające i spokojnie mogłam zasnąć.Byłam bezpieczna więc zamknęłam oczy i już po chwili odpłynęłam.


14 Grudnia Piątek 


Obudziło mnie światło wpadające zza okna.Leniwie podniosłam powieki i zobaczyłam,że leże w jakimś innym łóżku a dopiero po paru sekundach przypomniałam sobie moją nocną wędrówkę do sypialni w której się teraz znajduje.Coś mi nie pasowało,bo przecież zawsze gdy wstawałam do szkoły wcześnie rano to było jeszcze szarawo a teraz jest zupełnie jasno.Spojrzałam na zegarek i to co zobaczyłam trochę mnie zszokowało była 11:27 a ja od dwóch godzin i dwudziestu siedmiu minut powinnam być na lekcjach.Louisa ani El nie było już w łóżku więc byłam ciekawa dlaczego nikt mnie nie obudził,przecież dobrze wiedzieli,że idę dzisiaj do szkoły.Niechętnie wygramoliłam się z pod kołdry i od razu otuliło mnie zimne powietrze.Stąpałam bosymi stopami po lodowatych panelach gdy usłyszałam trzask dochodzący z dołu a potem krzyk dziewczyny.Przyśpieszyłam kroku,wyszłam z pokoju i stanęłam przy szklanej barierce przy schodach.Wychyliłam się trochę i zobaczyłam,że w kuchni na podłodze leży Louis,na nim opakowanie jajek a na jajkach dziewczyna.Mimowolnie zaczęłam się cicho śmiać i szybko zbiegłam na dół.
-Co tu się stało?-Zapytałam przez śmiech gdy dziewczyna rozbiła na głowie Louisa ostatnie jajko które było w całości.
-Louis ty idioto.-Wydarła się brunetka i zaczęła niezdarnie wstawać z mojego kuzyna.-Och kiedyś wszystkich pozabijam.-Powiedziała chyba do siebie ale i tak było to słychać po czym wyszła z kuchni.
-A tej co?-Spytałam się Louisa któremu pomogłam wstać z ziemi,bo inaczej ciągle by tam leżał.
-Chyba zbiła wszystkie jajka które miały być na śniadanie.
-Sama zbiła?-Spojrzałam na niego.
-No dobra może nie sama,ale to nie moja wina,że wywaliłem się na ręczniku który tutaj leżał.Ona zamykała lodówkę odwróciła się i potknęła o moje nogi no a że miała w ręce jajka to będziemy głodować.-Wzruszył ramionami,a ja tylko pokiwałam z niedowierzaniem głową.
-No to teraz sprzątaj i,żebym jak przyjdę za pięć minut nie zobaczyła ani jednej plamki na podłodze.-Machnęłam ręką aby wziął się do roboty i chichocząc poszłam usiąść na kanapie.Włączyłam telewizor,leciał akurat spanczbob wiec zostawiłam na tym programie i wygodnie rozsiadłam się na sofie.Po paru minutach na dół zeszła już czysta Eleonora,a ja po chwili poszłam do kuchni gdzie krzątała się para.
-Dlaczego mnie  nie obudziliście?-Zapytałam siadając przy stole,podparłam brodę i dłonie i czekałam na odpowiedź.
-Wczoraj nie było z tobą za dobrze i jeszcze w nocy nie mogłaś spać,wiec zdecydowaliśmy że dzisiaj damy ci trochę spokoju.
-No tak,wczoraj nie czułam się za dobrze.-Wzruszyłam ramionami i zaczęłam skrobać stary lakier z paznokci.
-Po południu wpadnie Brook i wytłumaczy ci tematy z dzisiaj.-Spojrzała na mnie El i po chwili wyciągnęła grzanki z tostera i położyła na talerz,który postawiła na stole.Para usiadła na przeciw mnie i w spokoju jedliśmy śniadanie.Przysunęłam bliżej siebie słoik z dżemem wiśniowym i drugi z Nutellą.Na jednego tosta nałożyłam zawartość jednego słoiczka a na drugą czekoladę.Już chciałam złożyć je razem gdy usłyszałam przerażony głos El.
-Naprawdę?-Spojrzałam na nią i zauważyłam że oboje z Louisem dziwnie mi się przyglądają.
-Zjesz to?-Zapytała robiąc wielkie oczy.
-Yhymmm.-Mruknęłam wkładając kanapkę do ust,a chłopak tylko się zaśmiał.W tamtym momencie połowa dżemu znalazła się na talerzu,a ja wyszczerzyłam się do dziewczyny która ciągle z niedowierzaniem na mnie patrzyła.
-No co?-Odezwałam się gdy przełknęłam.
-Nic nic,jedz sobie.-Machnęła ręką brunetka i zabrała się za jedzenie.Po śniadaniu wróciłam na moje miejsce przed telewizorem i zaczęłam oglądać Scooby Doo.
-I co będziesz tu tak siedziała przez cały dzień?-Usłyszałam głos za sobą i odgłosy naczyń wkładanych do zmywarki.
-No nie wiem,może w między czasie pójdę do kibla no i może jeszcze do lodówki.-Zażartowałam rozkładając się na kanapie i momentalnie wybuchłam swoim najgłupszym śmiechem.
-Boże z kim ja żyję?-Westchnęła teatralnie dziewczyna,ja szybko zerwałam się w kanapy i podbiegłam do blatu i po chwili już na nim siedziałam,machając nogami.
-Ale,że niby o co ci chodzi.Przecież ja jestem taka słodka.-Zachichotałam i słodko zatrzepotałam rzęsami a potem znowu włączyła się moja głupawka.Dziewczyna tylko pokręciła oczami w których było widać rozbawienie i zabrała kolejny talerz ze stołu.Siedziałam tak chwilę i wpatrywałam się dokładnie w każdy jej gest.
-Złaź mi z tond.-Walnęła mnie szmatką po nogach,a ja ze śmiechem pobiegłam z powrotem na kanapę.Oglądałam bajkę gdy obok mnie usiadł Louis,który zszedł z góry.
-Młoda szykuje nam się kolejny wyjazd.-Powiedział zerkając na mnie.
-Gdzie,kiedy i po co?-Zapytałam zniechęcona tym,że znowu ujrzę stado piszczących fanek.Każdy wyjazd był równy spotkania z nimi.
-W środę lecimy do USA,ale tylko na trzy dni.A potem mamy już przerwę do sylwestra.-Uśmiechnął się pocieszająco i wstał z kanapy.
-No i gites.-Założyłam ręce na piersi i wróciłam do oglądania bajki.Para siedziała przy stole i piła kawę a po pół godzinie ja również do nich dołączyłam.
-Może byś się ubrała co?-Spojrzała się na mnie krzywo chłopak.
-A może nie.-Prychnęłam i upiłam łyk zimnej już herbaty.
-Nie mam siły się z tobą kłócić-Westchnął i spojrzał na swoją dziewczynę.Już chciał coś powiedzieć gdy przypomniało mi się o co wczoraj prosiłam chłopaków.
-Louis pojedziemy na cmentarz?-Zapytałam z nadzieją w głosie,a mój humor diametralnie się zmienił.Jeszcze przed chwilą głośno się śmiałam a teraz w moich oczach pojawiają się łzy.Nic  nie poradzę na to,że gdy tylko pomyśle o rodzicach to od razu uchodzi ze mnie życie.
-No,pewnie tylko musisz się ubrać.-Powiedział pocieszająco widząc moją minę,a ja szybko udałam się do pokoju.Wzięłam ubrania i poszłam do łazienki,włosy zostawiłam rozpuszczone,chociaż wiedziałam,że wieje wiatr i będę mi nie wygodnie,ubrałam spódniczkę chociaż wiedziałam że może mi być zimno,ubrałam kozaki chociaż ich nienawidzę tylko dlatego,że mama lubiła gdy nosiłam te wszystkie elementy.Ubrałam się tak bo chciałam aby z góry zobaczyła,że o niej nie zapomniałam.Gotowa zeszłam na dół gdzie czekała na mnie para. Uśmiechnęłam się do nich smutno i poszłam ubrać płaszcz,szalik i czapkę.
-Ślicznie wyglądasz.-Powiedziała El odgarniając kosmyk moich włosów który opadał lekko na twarz.
-Dziękuje,mamie też się w tym podobałam.-Odpowiedziałam cicho poprawiając fałdkę na płaszczu.
-No nie wątpię-Uśmiechnęła się do mnie lekko.
-Dobra dziewczyny idziemy.-Ponaglił nas Louis.Otworzyłam drzwi i w trójkę udaliśmy się do garażu,całą drogę nie odezwałam się ani słowem nawet gdy para próbowała do mnie zagadać.W końcu zatrzymaliśmy się pod bramą od cmentarza a ja tępo wpatrywałam się za okno.Biłam się z myślami czy wyjść czy może jednak zawrócić i pojechać do domu.Nie lubiłam tutaj przyjeżdżać,bo wolałam myśleć,że rodzice są tutaj ze mną a nie leżą zakopani tam w ziemi i pozostał po nich w tym miejscu tylko pomnik.Od ich śmierci byłam tu tylko parę razy i za każdym uciekałam z tond po pięciu minutach zalana łzami.Zaczęłam nabierać coraz więcej wątpliwości czy dobrze robię,a mój żołądek podchodził mi do gardła.
-Lila idziemy?-Usłyszałam głos Louisa i zauważyłam jego wzrok w lusterku.
-Nie wiem.-Szepnęłam niepewnie chwytając klamkę od drzwi jednak po paru sekundach puściłam ją i położyłam swoje trzęsące się lekko ręce na kolanach.

-----------------------------------------------------------------------------------------------
Jak myślicie Lila pójdzie na cmentarz,czy może jedna nie???
Trochę krótszy niż zawsze,ale chciałam jeszcze dziś dodać rozdział wiec skończyłam w tym momencie.Na szczęście teraz będę miała trzy dni rekolekcji więc będę miała więcej czasu na pisanie.
Sorry za błędy i czekam na wasze szczere opinie na temat tego rozdziału.


Proszę komentujcie 

5 komentarzy:

  1. Ten komentarz został usunięty przez administratora bloga.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojć,sorry przez przypadek usunęłam twój komentarz.Podasz jeszcze raz adres swojego bloga???

      Usuń
  2. uu komów przybywa cieszę się. Rozdział cudo choć ta umowa nadal nie daje mi spokoju ciekawa jestem co dalej więc dużo weny i czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Super rozdział :) Myślę, że chyba... nie no nie wiem co zrobi xD. Dawaj następny komentarz :D

    OdpowiedzUsuń