środa, 30 kwietnia 2014

Rozdział 24

Mam dobry humor więc wam kochane czytelniczki dedykuje ten rozdział:

-Rose

-Lodzia Boska

-Ludmiła Pasquarelli

-Eveline

-Dominika xD

-Any

-Ninu

-littlebluessmile

-Alex Smith 

<3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3 <3

15 Grudnia Sobota 12:25


Moja noc była bardzo ciężka,budziłam się prawie co godzinę przez przeszywający ból w dłoni.Dopiero o 7 rano udało mi się usnąć na dłużej i teraz się obudziłam.Oczywiście byłam bardzo wdzięczna Louisowi,że nie zrobił tego wcześniej,bo wtedy na pewno nie wyszedł by w całości z mojego pokoju.Leżałam z zamkniętymi oczami,gdy przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z Nathanem i na samo to wspomnienie delikatne się uśmiechnęłam.Zastanawiałam się co on może teraz robić.Wiem,że to śmieszne,bo mogłam po prostu do niego zadzwonić i zapytać,ale nie miałam przy sobie telefonu.W sumie to po części też bałam się,bałam się tego że weźmie mnie za jakąś wariatkę,która nie może wytrzymać jednego dnia bez rozmowy z nim.Wiem to głupie,ale tak właśnie myślałam.W końcu po 15 minutach powoli zwlekłam się z łóżka i pierwsze co zrobiłam,to skierowałam się prosto w stronę łazienki.Po drodze usłyszałam dochodzące z dołu obce głosy i zaczęłam się zastanawiać kto do nas zawitał.Gdy załatwiłam już swoją potrzebę,wróciłam do pokoju.Miałam ochotę położyć się z powrotem do łóżka i nie wychodzić z niego do końca dnia,ale ciekawość zwyciężyła,dlatego postanowiłam się ubrać i zejść na dół.Wyciągnęłam z szafy,w której był niezły bałagan wygodnie ubrania,bo nie miałam zamiaru wychodzić dzisiaj z domu i znów poszłam do łazienki.Stanęłam przed lustrem i od razu zauważyłam wielkie wory pod oczami oraz spierzchnięte usta.Obmyłam twarz wodą,starając się nie zamoczyć bandaża.Lewą ręką nałożyłam korektor na twarz,a z włosów zrobiłam kucyka,co swoją drogą też nie było łatwe.
Ubierałam się delikatnie,uważając żeby nie zahaczyć nigdzie palcem,bo wtedy ból by się jeszcze nasilił.Cudem wyszłam cała z łazienki i przez pierwsze sekundy zastanawiałam się czy zejść na dół, czy może jednak wrócić do łóżka.Zdecydowałam,że jednak pójdę na dół,tym bardziej,że w między czasie odezwał się mój żołądek.Z parteru dochodziły głośne śmiechy,dlatego nie było słychać za bardzo moich kroków na schodach.Gdy tylko znalazłam się w salonie,wzrok wszystkich powędrował na mnie.Stanęłam przy ścianie i przyjrzałam się obcym ludziom w pokoju.Na kanapie siedziało czterech chłopków,którzy gdy tylko mnie zobaczyli uśmiechnęli się od uch do ucha.Muszę przyznać, że byli na prawdę przystojni i chyba nie wiele starsi ode mnie.
-Hej-Powiedziałam nieśmiało i zaszłam Louisa od tyłu.Założyłam mu ręce na szyję,a ten się wzdrygnął,przez co cicho zachichotałam.
-O wstałaś już-Powiedział zaskoczony,spoglądając za siebie.
-Taaa...Wstałam,tylko że pół nocy nie spałam.-Jęknęłam i spojrzałam dyskretnie na naszych gości,po czym odeszłam od kuzyna i usiadłam na oparciu kanapy.
-Lila to jest ten zespół o którym mówiłem ci wczoraj.Luke,Asthon,Calum i Michael-Przedstawił ich po kolei,a wtedy oni jeszcze bardziej się wyszczerzyli.Odwzajemniłam uśmiech.
-Hejka-Powiedzieli równocześnie na co się zaśmiałam.
-No cześć.-Kiwnęłam im ręką co było złym pomysłem,bo zrobiłam to prawą dłonią i palec od razu zaczął bardziej boleć.Każdy gwałtowny ruch ręką,kończy się większym bólem.
-Ałłłłłł...-Mruknęłam i chwyciłam się za nadgarstek.
-Młoda uważaj.-Spojrzał na mnie Lou i wstał kanapy,więc od razu położyłam się na jego miejscu.
-Louis weź mnie zabij.Przecież to boli jak cholera.M a s a k r a.-Krzyknęłam zwijając się z bólu.
-Oj mała,mała.Dam ci coś przeciwbólowego.-Powiedział współczującym głosem i już go nie było.Chłopacy siedzący na kanapie obok,wrócili do rozmowy,jednak co chwilę na mnie spoglądali.Muszę przyznać,że tak na prawdę zwisało mi w tamtej chwili co sobie o mnie pomyślą.Liczyło się tylko to,aby ból zniknął.Leżałam na tej kanapie co chwilę się wiercąc,aż nie przyszedł kuzyn.
-Proszę,musisz wstać.-Podał mi tabletkę i szklankę wody,usiadł obok mnie tak,że moja głowa opierała się o jego nogę.Szybko połknęłam tabletkę i wróciłam do wcześniejszej pozycji.Chłopak gładził moje włosy i gadał z chłopakami.A ja sięgnęłam po swój telefon który leżał na stoliku,obok kanapy i przeglądałam facebooka.Miałam tysiące zaproszeń do znajomych,setki powiadomień i wiadomości.No ale w sumie nie dziwię się,nie zaglądałam tutaj przez dobry miesiąc,a w tym czasie wiele w moim życiu się zmieniło.Każda fanka chciał by,być teraz na moim miejscu i móc poznać swojego idola,a jeżeli mają okazję spróbować się z nimi skontaktować nawiązując kontakt ze mną to oczywiście to wykorzystują.Weszłam w te wiadomości i zaczęłam je przeglądać.Niektóre pytania były na prawdę zabawne,a na niektóre postanowiłam odpisać aby zająć się czymś i nie myśleć o bólu."Cześć mam na imię Rose chciałam się zapytać o której godzinie wstaje Harry?Pozdrowienia ze słonecznej Californii"Przeczytałam pierwszą lepszą wiadomość i zaczęłam odpisywać"Cześć w sumie to nie wiem,bo gdy u niego śpię to wstaje zawsze przede mną.Chociaż nie,ostatnio to ja go obudziłam i spóźniłam się do szkoły.Pozdrowienia z ponurego Londynu XD"Nacisnęłam wyślij i otworzyłam nową wiadomość od dziewczyny o imieniu Mercedes,no w sumie bardzo oryginalne imię."Tu Mercedes piszę z Florencji.U którego z chłopaków aktualnie się znajdujesz?I czy to prawda,że Louis nie ma ani jednej pary skarpetek?"Czytając to chciało mi się śmiać,ale postanowiłam odpisać"No hej teraz jestem u Louisa,tutaj teraz mieszkam.A co do skarpetek to ma parę par,które trzyma pod łóżkiem w kartonie :))"Odpisałam i spojrzałam się na chłopaka na przeciwko mnie,a był nim Luke.Spojrzałam się w te jego duże niebieskie oczy,tak jakby cały świat dookoła nie istniał.Nie wiem co mnie napadło,odwróciłam wzrok dopiero wtedy gdy chłopak również się na mnie spojrzał.Szybko spojrzałam w telefon z nadzieją,że nie widział mojego natrętnego wzroku.Dla niepoznaki wróciłam do czynności wykonywanej wcześniej,otworzyłam kolejną wiadomość i zaczęłam czytać "Hej jestem Maya mam takie banalne pytanie,ale jestem bardzo ciekawa czy odpiszesz.Co aktualnie robisz?Jesteś z którymś z chłopaków?"Na takie pytania to mogę odpowiadać,pomyślałam i wzięłam się za pisanie. "Aktualnie leże na kanapie obok mnie siedzi Louis a obok zespół 5SOS.Oni rozmawiają,a ja czekam aż złamany palec przestanie mnie boleć :(("Nacisnęłam wyślij,a mój żołądek po chwili dał o sobie znać.Na szczęście tylko Louis to usłyszał,bo siedział najbliżej.
-Chcesz coś do jedzenia?-Zapytał się wstając.
-No jestem strasznie głodna.-Stęknęłam.-Louis kiedy ta tabletka zacznie działać?-Zapytałam niezadowolona się gdy ten był już w kuchni.Na szczęście te dwa pomieszczenia są ze sobą połączone i nie musiałam zdzierać sobie gardła,aby on mnie usłyszał.
(Tak dla przypomnienia )

-Poczekaj jeszcze trochę.-Usłyszałam jego głos i skrzypnięcie drzwi od szafki.Ułożyłam się wygodnie na kanapie i przymknęłam powieki słuchając rozmowy chłopaków obok.
-Nie mogę się już doczekać podpisani tej umowy-Powiedział Calum.
-No ja też,nadal nie mogę w to uwierzyć.-W głosie Ashtona było słychać takie podekscytowanie i radość,że aż się uśmiechnęłam.Nie słuchałam ich dokładnie,bo za bardzo mnie to nie obchodziło.Ale dziwne wydawało mi się to,że odzywa się tylko trójka z nich,a Luke nic nie mówi.Rozchyliłam na chwilę powieki i spojrzałam na niego,a on na mnie w tym samym czasie.Uśmiechnęłam się do chłopaka przyjaźnie co od razu odwzajemnił.
-Co ci się stało w ten pluch.-Spytał zaciekawiony.
-No jakby to powiedzieć...wypadek przy pracy.-Starałam się ominąć temat jak to było na prawdę,żeby nie wyjść na jakąś niezdarę.
-Nie wypadek przy pracy.No pochwal się co żeś wykombinowała.-Zaśmiał się Louis słysząc moją odpowiedź,a ja przeklnęłam go w myślach.Postanowiłam powiedzieć jak było,bo kuzyn prędzej czy później i tak by im wygadał.
-Dobra,uciekałam przed Harrym,wlazłam na stół i z niego spadłam.-Powiedziałam na jednym wdechu i czułam jak robię się cała czerwona ze wstydu.Wszyscy spojrzeli na mnie z rozbawieniem,ale ani jeden się nie zaśmiał co było bardzo miłe z ich strony.
-Spoko,wiesz Asthon złamał sobie kiedyś palec w stopie kijem od golfa.-Powiedział Michael i wszyscy zaczęliśmy się śmiać.Czyli nie tylko ja jestem taką niezdarą.
-Bo nie potrzebnie mnie tam ciągnęliście.Mówiłem,że nie chce iść.-Próbował jakoś uratować swoją dumę,co nie za bardzo mu się udawało.
-Proszę-Usłyszałam głos Louisa i automatycznie spojrzałam w jego stronę.Stał przy stole na którym postawiony był talerz z kanapkami.Ja siedziałam i się na niego patrzyłam,a ten stał tylko i gapił się na mnie przez kilka dobrych sekund.
-No masz śniadanie.-Powiedział jeszcze raz i zaczął kierować się w stronę kanapy.
-Louissss przynieś mi.-Powiedziałam słodkim głosikiem i zrobiłam maślane oczka.
-Ooo...nie po pierwsze najpierw magiczne słówko.-Oparł się o kanapę,a ja tylko wywróciłam oczami.
-Czary-mary.Hokus-pokus.-Na moje słowa czwórka chłopaków zaczęła chichotać.
-Lila,nie osłabiaj mnie dziewczyno.A z resztą i tak nie będziesz jadła na kanapie,bo pewnie skończy się to tak jak ostatnio z tą pizzą.-Spojrzał się na mnie z dziwna miną.
-Wcale,że nie.No przecież wyczyściłam ci tą kanapę,nie czepiaj się już.-Znów przewróciłam oczami i załamałam ręce.Przez dobrych kilkadziesiąt sekund patrzyliśmy na siebie i nikt nie chciał odpuścić.
-Nie,do stołu proszę.-Wskazał ręką na stół,a mój brzuch znowu się odezwał.
-No dobra,już dobra.-Mruknęłam i wstałam z kanapy,a Lou usiadł na moim miejscu.Zajadałam się kanapkami a ci wrócili do rozmowy o jakimś kontrakcie i nagrywaniu piosenek.Nie interesowało mnie to w ogóle,a moje myśli zaczęły krążyć w okół Nathana.Jego wczorajsza gra na pianinie była niesamowita i chciała bym kiedyś jeszcze ją usłyszeć.Melodia była śliczna,ale jeszcze śliczniejszy był jego głos.Gdy tylko coś do mnie mówił miałam wrażenie jakbym słyszała anioła.Na sama myśl o nim uśmiech wstąpił na moją twarz.To było dziwne,bo jeszcze nigdy nie byłam w takiej sytuacji gdy jakiś chłopak zaprząta mi tak głowę.Z uśmiechem poszłam na górę i gdy tylko znalazłam się w swoim pokoju walnęłam się na łóżko.Gdy zamknęłam oczy miałam przed sobą twarz Natha.Myślałam o tym jak było by fajnie go znowu spotkać,pogadać a może nawet pójść gdzieś razem.Tylko on i ja.Właśnie wtedy wpadłam na genialny pomysł,aby z nim dzisiaj pogadać.Dokładnie go przeanalizowałam i na końcu stwierdziłam że to na prawdę może się udać.
-Jestem nie normalna.-Powiedziałam do siebie i zaczęłam się śmiać.Z transu wyrwał mnie głos Louisa z dołu.
-Lila na dół.-Niechętnie zlazłam z łóżka i wyszłam z pokoju,a na schodach stał Louis.
-Co chcesz?-Powiedziałam z delikatnym uśmiechem.
-Ubieraj się jedziemy do studia.
-Co?Ale po co?-Humor trochę mi się zepsuł,bo nie chciałam nigdzie wychodzić.
-Nie zostawi cię samej z tym paluchem,a do chłopków nie będę dzwonił bo są zajęci.-Powiedział zniecierpliwiony.
-No dobra,chwila.-Poddałam się,bo nie miałam ochoty zostawać sama.Poszłam do pokoju gdzie spakowałam do torby parę drobiazgów,żeby mi się nie nudziło i zbiegłam na dół po chodach.Wszyscy już się ubierali i chyba nawet nie zauważyli,że zeszłam na dół.Usiadłam na schodach i zaczęłam się zastanawiać jak ubrać buty ze złamanym palcem,ale nie wpadłam na,żaden dobry pomysł.
-A ty co się tak modlisz nad tymi butami?-Spojrzał na mnie Asthon.
-Czekam aż same się założą.-Uśmiechnęłam się złośliwie,a wtedy obok chłopaka stanął Lou.
-To się chyba nie doczekasz.-Pokręcił z niedowierzaniem głową i podszedł do mnie.Wziął jednego koturna i założył mi na stopę,a potem tak samo zrobił  z drugim butem.
-Dziękuje.-Powiedziałam śmiesznym głosikiem wstając ze schodów.
-Proszę.-Odpowiedział tak samo kuzyn i pomógł założyć mi kurtkę.
-Tak swoją drogą,to mogła byś posprzątać te porozwalane buty,tam w koncie.-Powiedział z wyrzutem.
-Ty się ciesz że na środku drogi nie leżą.-Odpowiedziałam ze śmiechem i wyminęłam go w progu,a czwórka chłopaków zaczęła się śmiać.Nie widziałam jaka była jego reakcja,bo od razu wyszłam z domu.Na ulicy stał bus,w którym kierowca już na nas czekał.Panowie wpuścili mnie jako pierwszą,dlatego siedziałam zaraz przy oknie,a obok mnie usiadł Calum.Przez całą drogę nie interesowałam się rozmowami i wygłupami chłopaków tylko tym czy wprowadzić w życie mój plan,dotyczący Nathana,czy nie.

-------------------------------------------------------------------------------------------------
No wreszcie dodaje ten rozdział.Przepraszam,że tak późno obiecywałam że będzie w niedziel,ale zacięłam się w połowie i przez kilka dni nic nie mogłam wymyślić.Końcówkę pisałam przed chwilą,a oczy już prawie same mi się zamykają,dlatego sorry za błędy,które się tam pojawiły.Mam nadzieję że rozdział się podoba.
Jak myślicie jaki plan wymyśliła Lila?
A no i udanego weekendu życzę kochane :**
*Aktualizacja 14.04.2015

                       5 Komentarzy=Następny rozdział




poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 23

Obudził mnie dźwięk przekręcanego klucza w zamku.Szybko podniosłam się na równe nogi przez co zakręciło mi się w głowie.Już po chwili usłyszałam głos loczka.
-Lila,już jestem.-Krzyknął w przedpokoju,a ja szybko pobiegłam w tamtą stronę.
-Harry!-Wydarłam się,pierwszy raz tak bardzo cieszyłam się na jego widok.Rzuciłam się na chłopaka,przez co trochę się zachwiał,ale złapał mnie.Trzymałam go mocno za szyję a nogi oplotłam wokół jego pasa i nie chciałam puścić.
-No,no takiego powitania jeszcze nie było.-Zachichotał i razem ze mną udał się w stronę salonu.
-Zawału bym tu sama dostała-Jęknęłam w jego włosy.
-No,już dobrze.-Znów się zaśmiał.Stanął nad kanapą i byłam pewna,że chce mnie na niej położyć i poluźniłam trochę uścisk co okazało się błędem.Bo chłopak wcale nie nachylił się abym mogła usiąść tylko szybko mnie puścił,a ja z hukiem runęłam na kanapę całym ciałem.Wszystko było by dobrze gdyby nie fakt,że spadłam prosto na twardego pilota,który wbił mi się w tyłek.
-Ałaaaa!-Krzyknęłam gdy poczułam ból w dole pleców.-Głupi jesteś.-Kontynuowałam wstając do pozycji siedzącej rozmasowując tylne części ciała.
-Tak?To jeśli jestem głupi to wcale mnie tu mnie potrzebujesz i mogę sobie iść.-Powiedział z cwaniackim uśmieszkiem i po woli zaczął kierować się w stronę drzwi.
-Nie Harry zostań -Krzyknęłam natychmiast i zerwałam się z kanapy.A chłopak zaczął się śmiać na cały głos.Widząc jego reakcję zrobiłam obrażoną minę,założyłam ręce na piersi i cofnęłam się na kanapę gdzie usiadłam.Zrobiłam głośniej telewizor i zignorowałam wzrok Harry'ego,przeskakiwałam z programu na program,ale nigdzie nie było nic ciekawego.
-Tego nie chce...to nie...to w ogóle...w życiu...nudy...nie.-Marudziłam pod nosem,nacisnęłam jeszcze raz przycisk a na ekranie pojawiło się stado małp jedzących banany.Od razu z kimś mi się one skojarzyły.
-Harry,patrz twoi bracia!-Wydarłam się w stronę gdzie znajdował się chłopak.
-Że co?-Zapytał zdziwiony brunet wchodząc do salonu.Zaczęłam się cicho śmiać czekając na jego reakcję,odwróciłam się i spojrzałam na niego,a wtedy wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem.Wszystko dlatego że Harry stał zapatrzony w telewizor i jadł banana jak te małpy.Spojrzał na mnie przelotnie i podszedł do ekranu,patrzyłam na niego zaciekawiona i czekałam na jego kolejny ruch.Stanął przy telewizorze,zaczął skakać po całym pokoju i drapać się po głowie jak swoi bracia.Tarzałam się na kanapie ze śmiechu i patrzyłam jak uskutecznia te swoje wygibasy.Po zakończeniu swoich wygłupów podszedł do mnie z dziwnym uśmieszkiem na ustach.
-Chcesz bananka dziewczynko?-Powiedział piskliwym głosem i zaczął mi wciskać do buzi owoc.Śmiejąc się otworzyłam usta i ugryzłam kawałek.
-No,nawet dobry.-Zaśmiałam się.
-No bo ode mnie.-Powiedział dumny i rzucił się na kanapę obok mnie.Chwyciłam znowu pilota i przeskakiwałam z programu na program,co chyba trochę wkurzyło Harry'ego.
-Boże dziewczyno zdecyduj się na coś.
-Gdzie ty tu Boga widzisz?-Zachichotałam nie odwracając wzroku od ekranu,dlatego też nie widziałam reakcji chłopaka na moje słowa.
-Za chwilę ci się programy skończą.-Tym razem to on się zaśmiał.
-No i co z tego.Zrobię jeszcze jedną rundkę i może będzie coś ciekawego.-Powiedziałam zadowolona  z siebie.
-No nieee...-Jękną loczek i zaczął przyglądać mi się z dziwnym uśmieszkiem.W końcu po paru minutach zatrzymałam się na serialu pod tytułem Pomoc domowa(odpowiednik naszej Niani).Wiem,że to dosyć stary serial,ale ja go bardzo lubię i muszę się przyznać,że obejrzałam chyba wszystkie odcinki.
-Nie tylko nie to.Błagam!-Krzyknął od razu jak zobaczył co chcę oglądać.
-A właśnie,że to.-Uśmiechnęłam się zwycięsko i zaczęłam oglądać.Po jakimś czasie poczułam,że Harry przysuwa w moją stronę co trochę mnie zdziwiło,ale nie przejmowałam się tym zbytnio.Siedziałam zapatrzona w ekran gdy loczek zaczął się drzeć na cały dom.
-Ha...mam pilota,mam władzę.-Śmiał się,a ja dopiero wtedy skapnęłam się,że trzyma on pilota którego ja położyłam wcześniej na kanapie obok siebie.
-Harry,tylko nie przełączaj.Proszę.-Teraz to ja byłam niezadowolona tym bardziej,że po chwili chłopak włączył wiadomości.Gdy tylko to zobaczyłam rzuciłam się na chłopaka,który pod moim ciężarem położył się na kanapie.Usiadłam mu na brzuchu i próbowałam wyrwać pilota,lecz ten nie poddawał się tak łatwo i wymachiwał ręką tak,że nie mogłam go dosięgnąć.Po paru minutach walki zmęczenie dało o sobie znać i nie szarpałam się z loczkiem tak jak wcześniej.On od razu to wykorzystał i wygramolił się z kanapy zwalając mnie na podłogę.Spadłam centralnie na tyłek,tak że automatycznie głośno jęknęłam z bólu.
-Och,nic ci nie jest?-Cofnął się w moją stronę brunet i pochylił się pomagając mi wstać.
-Trochę boli.-Postanowiłam wykorzystać to,że tak się o mnie martwi.Dla niepoznaki wstałam z jego pomocą,a potem od razu wyrwałam pilota z jego ręki.Przez parę sekund chłopak stał oszołomiony moim zachowaniem wiec ja w tym czasie uciekłam z pokoju do kuchni.W tamtej chwili nie liczyło się już za bardzo to,że chciałam oglądać coś innego niż on tylko to że zabrałam mu pilota i zabawne będzie to gdy Harry będzie próbował mi to zabrać.I muszę przyznać,że chciałam się trochę z nim podroczyć.
Biegłam przed siebie a gdy się odwróciłam chłopak był niebezpiecznie blisko a moją ostatnią deską ratunku był stół przy którym stałam.Długo nie myśląc wlazłam na niego,a loczek zaczął się śmiać.Stanęłam na środku i uważnie przyglądałam się ruchom chłopaka.
-Lila złaź z tam tond.-Pogroził mi palcem i podszedł jeszcze bliżej.
-Bo co?-Oparłam ręce na biodra czekałam na jego słowa.
-Bo jak nie zejdziesz to...to...-Zaciął się i nie wiedział co dalej powiedzieć,a ja zaczęłam się śmiać.-Jak zejdziesz i oddasz mi pilota to kupie ci aparat.-Powiedział szybko z szerokim uśmiechem.Gdy to usłyszałam stanęłam jak wryta i nie mogłam uwierzyć w to co powiedział.Od dawna chciałam dostać nowy aparat fotograficzny,można by nawet powiedzieć że było to jedno z moich marzeń.I nie mogłam uwierzyć,że jest szansa aby się spełniło.Oczywiście postanowiłam mu oddać tego pilota bo świadomość tego że dostanę wymarzoną rzecz zwyciężyła z serialem.Nie chciałam się jednak tak od razu poddać i pokazać,że wymiękam.Dlatego zaczęłam się cofać do tyłu jednak ciągle patrzyłam na chłopaka.
-Na pewno?-Powiedziałam pewnym głosem aby nie wyczuł że jestem już zdecydowana.
-Obiecuję-Powiedział ze zwycięski uśmiechem i po woli zaczął się do mnie zbliżać.Wtedy zrobiłam jeszcze jeden krok do tyłu co było wielkim błędem bo nie poczułam pod stopą stołu a przed zamknięciem oczu usłyszałam jeszcze tylko krzyk Harry'ego.Czułam,że spadam co było przerażające w jednej sekundzie znalazłam się na podłodze.Pierwsze co to poczułam ogromny ból w dole pleców a potem w palcu.Nie wiem jak to zrobiłam ale gdy otworzyłam oczy już po upadku siedziałam na kafelkach podparta dłońmi a gdy tylko się ruszyłam palec wskazujący od prawej ręki zaczął strasznie piec.
-Matko,Lila nic ci nie jest?-W ekspresowym tempie podleciał do mnie Harry.
-Ałaaaa..-Krzyknęłam gdy złapał mnie za dłoń.-Palec mnie boli.-Powiedziałam już spokojnie gdy mnie puścił.
-Pokaż.
-Nie,boliii..-Szybko wzięłam dłoń za sobie co nie było dobrym pomysłem bo od razu stęknęłam.
-Dobra,spokojnie nie dotykam.-Powiedział loczek i delikatnie wziął mnie na ręce.
-Harry dlaczego to tak boli?-Jęknęłam mu do ucha gdy mnie trzymał.
-Skarbie nie wiem,ale obiecuje że wszystko będzie dobrze.-Mówił czułym głosem,starając się mnie uspokoić.Posadził mnie na kanapie,delikatnie wziął moją dłoń i położył na moim kolanie obok drugiej dłoni.Palec był lekko skrzywiony co nie było normalne.
-Możesz nim ruszać?-Zapytał się loczek kucając przedemną.Spróbowałam poruszyć palcem,ale od razu poczułam straszne szczypanie i ucisk,przez co znowu krzyknęłam.
-Dobra,spokojnie może za chwile przejdzie.-Mówił to tak jakby sam w to nie wierzył.
-Harry nie przejdzie.Za chwile nie wytrzymam z bólu.-Jęknęłam trzymając się za nadgarstek.
-Dobra skoro cię tak boli to jedziemy do szpitala.-Powiedział z poważną miną i wstał.
-To może jednak mi przejdzie.-Powiedziałam szybko i przytrzymałam chłopaka za rękę,na co ten cicho się zaśmiał.
-Nie ma takiej opcji,musimy dowiedzieć się dlaczego tak boli.Chodź zbieramy się.-Powiedział poważnie i skierował się w stronę drzwi.Wstałam niechętnie z kanapy i podreptałam za nim.Loczek pomógł mi się ubrać,bo sama nie dała bym sobie rady i poszliśmy do jego samochodu.Przez całą drogę narzekałam na ból,ale chłopak dzielnie to znosił i mówił mi ciągle że za chwile wszystko będzie dobrze,za co byłam mu bardzo wdzięczna.W końcu dotarliśmy do szpitala,gdzie nie było dużej kolejki dlatego od razu przyjął nas lekarz który miał nocny dyżur gdyż było już po 20:00.
-Co my tu mamy?-Powiedział zaciekawiony lekarz podchodząc do mnie.-Co się stało?
-Spadłam ze stołu i palec jakoś mi się wygiął a teraz boli jak cholera.-Powiedziałam patrząc na spuchniętą i czerwoną dłoń.
-A co robiłaś na stole?-Spytał z przyjaznym uśmiechem.
-Długa historia panie doktorze.-Powiedział szybko Harry
-No dobrze.Pokaż ten palec.-Uśmiechnął się zachęcająco.Nie chciałam aby ktoś go dotykał,ale wiedziałam też że musi to zrobić jeżeli chce mi pomóc.Przełamałam się i wystawiłam w jego kierunku dłoń,ten przysunął się na krześle do kozetki na której siedziałam i delikatnie oglądał moją rękę.Każdy dotyk bolał jak cholera,ale starałam się nie wydzierać na cały szpital.Harry zauważył moje dziwne zachowanie i od razu do mnie podszedł.Chwycił minie za zdrową rękę,którą mocno ścisnęłam.Po chwili lekarz odszedł jednak chłopak nadal przy mnie stał.
-Najprawdopodobniej jest to złamanie,jednak aby się upewnić musimy wysłać cię na prześwietlenie i wtedy będziemy wiedzieć już na pewno.-Usiadł z powrotem przy biurku i zaczął wypisywać jakiś świstek który po chwili podał Harry'emu i razem wyszliśmy z gabinetu i udaliśmy się do drugiego pomieszczenia gdzie stała duża maszyna.Wszystkie pielęgniarki były dla mnie bardzo miłe i uśmiechnięte.Cały czas trzymałam mocno rękę chłopaka,bo wtedy czułam się bezpieczniej.Palec bolał coraz bardziej i ledwo powstrzymywałam się od wybuchnięcia głośnym krzykiem.
-Harry to boli jeszcze bardziej.-Spojrzałam na loczka a w oczach zbierały mi się łzy.
-Lilka przepraszam cię.To moja wina.-Powiedział ściskając mocniej moją dłoń.
-Nie,gdybym nie wlazła na ten stół wszystko było by dobrze.-Powiedziałam smutno,a wtedy do gabinetu przyszedł lekarz który miał wykonać prześwietlenie.Po godzinie wszystko było już wiadome,miałam bardzo dużo szczęścia bo palec na szczęście nie był złamany,ale kość była bardzo mocno pęknięta.A żeby nie pękła jeszcze bardziej lekarze włożyli mi palec w szynę.Nie mogę nim ruszać ani zginać,a z resztą to nie robi mi wielkiej różnicy bo nawet gdy to robiłam to bolało jak cholera.A najlepsze jest to,że za tydzień mam się zgłosić na kontrolę i wtedy okaże się czy jest lepiej czy się pogorszyło.
Do domu dotarliśmy dopiero jakoś po 22,ale na moje szczęście Louisa jeszcze nie było.Weszliśmy do mieszkania Harry pomógł mi się rozebrać bo z tym sztywnym palcem nie poradziła bym sobie.Czuję,że dużo czasu upłynie zanim przyzwyczaję się do tego sztywnego palca.Od razu gdy pozbyłam się kurtki poszłam do kuchni i z lodówki wyciągnęłam jogurt truskawkowy.Harry przyszedł zaraz po mnie i również wziął sobie jogurt,usiedliśmy oboje przy stole gdy drzwi wejściowe zaczęły się otwierać.
-Lila dlaczego nie zostałaś u Brook?-Usłyszałam jego głos.
-Przecież nie będę siedziała w jednym pomieszczeniu z ludźmi którzy wyraźnie okazali mi to że mnie tam nie chcą.-Mówiłam idąc w jego stronę i siadając na schodach.Chłopak który stał do mnie tyłem odwrócił się i na widok mojej ręki prawie podskoczył.
-Matko Lila co się stało?Harry chodź tu natychmiast.-Krzyknął do loczka i już po chwili obydwoje stali przedemną.
-Louis proszę tylko nie krzycz.-Mruknęłam.-Harry wytłumaczysz mu wszystko?Ja już mam dosyć na dzisiaj.-Ziewnęłam,a chłopak kiwnął tylko głową i oboje poszli do salonu a ja na górę.Nie chciało mi się wszystkie opowiadać,ale po części nie chciałam też widzieć jego reakcji na tą opowieść.Poszłam do łazienki gdzie z ledwością się umyłam i ubrałam piżamę co też nie było łatwe.W końcu po walce ze spodniami wyszłam z zaparowanego pomieszczenia i poszłam do swojego pokoju.Nie chciało mi się schodzić na dół dlatego od razu poszłam do łóżka.Niestety sen nie przyszedł mi łatwo bo palec ciągle bolał.Zasnęłam dopiero ok 1:00.Jednak noc nie była taka spokojna jak zawsze bo przez ten palec co chwile się budziłam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------


Hej,hej,hej.Jak tam mijają wam święta?Bo ja muszę powiedzieć,że moje są całkiem,całkiem.Za chwilę jadę do babci i postanowiłam zrobić wam prezent wielkanocny i wstawić nowy rozdział,mam nadzieję że się spodoba.Wesołych świąt!!!
4 Komentarze=Następny rozdział

sobota, 12 kwietnia 2014

Rozdział 22

-No hej Niall.Co ty tu robisz?-Zapytałam nieco zdziwiona.
-Mogę zapytać ciebie o to samo?-Podniósł jedną brew czekając na to co powiem.Nie odezwałam się tylko przeszłam obok niego do domu,ściągnęłam kurtkę i buty.A w tym czasie blondyn odwrócił się w moją stronę,podpierając ścianę z niechęcią wyrysowaną na twarzy.
-No więc Louis pojechał zawieść El do Manchesteru i nie chciał mnie zostawić samej,a ja nie chciałam jechać do Liama dlatego przyszłam tutaj.No to teraz twoja kolej.-Położyłam ręce na biodra i czekałam na jego odpowiedź.
-Ja oglądam z Brook film.-Powiedział patrząc się na schody,na których stanęła dziewczyna,z grymasem na twarzy.
-Hej Lila.-Powiedziała sucho i spojrzała się dziwnie na Nialla,który posłał jej zabójcze spojrzenie i dyskretnie zerknął na mnie.To było bardzo dziwne,a na dźwięk jej niemiłego tonu przeszły mnie ciarki.Coś musiało się stać,bo ona nigdy nie była taka oschła w stosunku do mnie.Atmosfera była bardzo niemiła i już czułam,że ten wieczór nie będzie taki jaki chciałam aby był.
-Co tu robisz?Chcesz coś?-Zapytała próbując mówić łagodniej.Z jej głosu od razu wywnioskowałam, że w ogóle nie pasuje jej,że przyszłam i najchętniej by się mnie pozbyli.Nie było to przyjemne uczucie,a mój wesoły humor zniknął.
-Louis mnie tu przysłał bo nie chciał żebym siedziała sama w domu,i żebyś przy okazji wytłumaczyła mi lekcje bo nie byłam dzisiaj w szkole.-Powiedziałam ostrożnie bojąc się jej reakcji na to,że chcę z nimi zostać.
-Mogę cię pouczyć w niedziele.-Wymsknęło jej się bo widziałam jak chwilę potem zakrywa usta ręką,a Niall piorunuje ją wzrokiem.Nie poznawałam jej wtedy,nigdy nie rozmawiałam z nią w ten sposób.
-Dobra,to ja sobie idę.Przecież widzę,że wam przeszkadzam,nie musisz być tak nie miła.-Powiedziałam smutno i zaczęłam ubierać buty.Dziewczyna szybko do mnie podeszła i spojrzała na mnie przepraszająco,chociaż w jej oczach zobaczyłam nutkę złości.
-Oj Lila przepraszam.Po prostu wkurzyłam się trochę bo chciałam spędzić czas sama z Niallem.Rodzice poszli na jakieś przyjęcie urodzinowe,Matt nocuje u kolegi i po prostu miałam nadzieję że spędzimy go we dwójkę.Poniosło mnie trochę,przepraszam możesz tutaj zostać ile będziesz chciała.-Spojrzała mi w oczy.Nie wiem dlaczego,ale nie potrafiłam tak po prostu powiedzieć jej,że nic się nie stało i siedzieć w ich towarzystwie po tym jak mnie przywitali.
-Dobra,miłej zabawy ja idę.-Zarzuciłam na ramię torbę chwyciłam kurtkę i szybkim krokiem ruszyłam do drzwi.
-A co na to Louis,przecież nie masz siedzieć sama w domu.-Krzyknął za mną Niall gdy byłam już za drzwiami.
-Zadzwonię do niego.-Odkrzyknęłam nie odwracając się i przeszłam przez ulicę.Dobrze,że miałam tą torbę z książkami bo właśnie w niej trzymałam klucze od domu,które dał mi kuzyn.Weszłam na posesję i już po chwili znalazłam się w mieszkaniu,włączyłam światło na całym dolnym piętrze i ściągnęłam buty rzucając je w kąt gdzie leżało moje pozostałe porozwalane obuwie.A kurtkę którą ściągnęłam położyłam na komodzie,bo nie chciało mi się jej wieszać.Zrezygnowana  poszłam do salonu,gdzie od razu włączyłam telewizor,żeby coś do mnie mówiło,bo cisza która panowała przedtem była przerażająca.Poszłam do kuchni i z szafy wyciągnęłam paczkę ciastek czekoladowych z którą usiadłam na kanapie.Odblokowałam telefon i pokazały mi się nieodebrane połączenia od wszystkich chłopków z zespołu z tego dnia kiedy mnie szukali,5 nieodebranych połączeń od Matta i dwa od jakiegoś nieznanego numeru.A na samym końcu wiadomość od tego samego numeru.
"Hej,mam nadzieje,że mnie jeszcze pamiętasz.Dzwoniłem,ale nie odbierałaś,chciałem z tobą pogadać bo małą zabrali właśnie na badania i jest możliwie że na święta wypuszczą ja do domu.Chciałem ci tylko to powiedzieć,bo po prostu radość rozpiera mnie od środka.Mam nadzieje że kiedy odczytasz moją wiadomość odezwiesz się bo chciał bym znów usłyszeć twój głos.NATHAN "
Uśmiechnęłam się szeroko czytając ostatnie słowa wiadomości i czułam jak moja twarz pokrywa się rumieńcami.Dłuższą chwile zastanawiałam się czy do niego zadzwonić,ale stwierdziłam że najpierw zadzwonię po Liama i zapytam się czy do mnie przyjedzie,bo nie chciałam denerwować Louisa.Tak też zrobiłam ale chłopak nie odebrał.Zrezygnowana zadzwoniłam do Zayna z nadzieją,że mnie uratuje.
-No hej młoda co tam?-Zapytał rozbawiony a w tle było słychać głos Perrie.
-Zayn przyjechał byś do mnie bo jestem sama w domu i trochę mnie to przeraża,bo jest ciemno.
-No a gdzie jest Louis?-Zapytał zdziwiony.
-Pojechał odwieść El do Manchesteru.
-Wiesz mała jesteśmy z Perrie umówieni na ważna kolacje.Ale Harry siedzi chyba sam w domu,on na pewno do ciebie przyjedzie.-Powiedział zmieszany.
-No dobra,dzięki.-Już chciałam się rozłączyć gdy usłyszałam jeszcze głos chłopaka.
-Jak już u ciebie będzie to mi napisz.-Powiedział szybko.
-Ok.-Rozłączyłam się i wybrałam szybko numer loczka gdy usłyszałam jakieś hałasy na dworze.
-Harry błagam przyjedź do mnie.-Jęknęłam w słuchawkę gdy odebrał,a krzaki znów się poruszyły i wydały przeraźliwy dźwięk.
-Spokojnie Lila co się stało?-Zapytał przejęty.
-Lou pojechał zawieść El do Manchesteru,ja miałam iść do Matta,ale go nie ma,a Brook była z Niallem i mnie wygonili.dlatego siedzę teraz sama w domu i za chwile dostane zawału.Proszę przyjedź.-Mówiłam szybko patrząc za dużą szybę.
-Jak to wygonili?
-No normalnie,chcieli być sami.I Brook prawie na mnie nakrzyczała więc sobie stamtąd poszłam.-Wytłumaczyłam.
-Słuchaj ja wracam właśnie z Warrington,ale spokojnie bo zostało mi jakieś pół godziny drogi.Nie denerwuj się.Postaram się być jak najszybciej.-Ostatnie zdanie prawie krzyknął do słuchawki.
-Dobra,dzięki Harry.-Starałam się uspokoić swój oddech.
-Spokojnie,mała nie ma się czego bać.-Pocieszył mnie i rozłączył się.
-Super za nim ty przyjedziesz to ja tu zejdę na zawał.-Szepnęłam do siebie.Starałam się nie patrzeć w stronę ciemnego ogrodu i zastanawiała się dlaczego Loui za miast zwykłych ścian wybrał te wielkie szyby.Przeklinałam go w myślach,przełączając programy.Siedziałam bezczynnie gdy mój telefon zawibrował,spojrzałam na ekran gdzie pojawił się numer Nathana.Uśmiechnęłam się delikatnie,a w brzuchu poczułam dziwne ukłucie.Dziwne dlatego,że nigdy wcześniej tego nie doświadczyłam,ale muszę przyznać że było to przyjemne.Przez moment miałam wątpliwości czy odebrać,ale gdy spojrzałam w dal za okno od razu to zrobiła.
-Halo?-Powiedziałam cichutko tak jak bym chciałam aby nikt z zewnątrz mnie nie usłyszał co było już paranoją bo przecież nikogo tam nie było.
-Hej,Lila tu Nathan pamiętasz mnie ?-Zapytał z nadzieją.Gdy tylko usłyszałam jego melodyjny głos w słuchawce moje serce zaczęło walić ze zdwojoną siłą i przeszła mnie fala gorąca.
-Tak pewnie że pamiętam.-Starałam się nie okazywać swojego strachu,co nie koniecznie mi się chyba udało.
-Dzwoniłem do ciebie,ale nie odbierałaś.
-Wiem,przepraszam,ale to długa historia.Po prostu zapomniałam telefonu z domu Harryego.-Mówiłam nie spokojnie.
-Coś się stało?Masz jakiś dziwny głos.-Wyczuł mój dziwny ton.
-Nieee,wydaje ci się.-Zaprotestowałam,nie chciałam,żeby dowiedział się jaka jestem dziecinna,bo boję się być sama.
-No przecież słyszę.Masz całkiem inny głos niż wtedy w szpitalu.-Gdy wypowiedział ostatnie słowo usłyszałam jakieś szmery dochodzące z góry i od razu się tam spojrzałam,a gdy zobaczyłam cienie padające na ściany i kolejny hałas po prostu zaczęłam się wydzierać i latać jak oszalała po całym salonie,przez co mój telefon wylądował na kanapie.Musze przyznać,że to było bardzo dziwne i przerażające w jednym.Dziwne bo normalna osoba nigdy nie zaczęła by się wydzierać na widok głupiego cienia na ścianie i cichych odgłosów.A przerażające,bo od razu w mojej głowie pojawiły się czarne myśli,że za chwile ktoś zejdzie po schodach i mnie zabiję.Wim,że to nie normalne,ale ja też nie jestem zwykłą dziewczyną,jestem po prostu szurnięta.Gdy uspokoiłam się na tyle by znów usiąść na kanapie,chwyciłam w dłoń telefon i zobaczyłam,że chłopak wcale się nie rozłączył tylko ciągle krzyczał coś do słuchawki.
-Lila co się stało?-Spytał przerażony.
-A małe problemy techniczne,ale już jest dobrze.-Powiedziałam z lekką paniką.
-Przecież słyszę,że coś ci jest.Powiesz mi?-Zapytał przejęty.
-Nie,bo będziesz się ze mnie śmiał.-Burknęłam niezadowolona wtulając się bardziej w koc którym się przykryłam.
-Obiecuję,że nie będę.-Powiedział już bardziej spokojny.
-No..yyy...bo wiesz siedzę sama w wielkim domu,no i tak jakby jest ciemno.-Mruknęłam ledwie słyszalnie,jednak chłopak wszystko zrozumiał bo usłyszałam cichy chichot.
-No i co śmiejesz się.Dziękuję bardzo.-Oburzyłam się i zrobiło mi się głupio.
-Lilka przepraszam,ale co jest strasznego w tym,że jest ciemno?
-No bo ja się boje.-Burknęłam.
-Och,wiesz co jest najlepsze na strach?-Powiedział tak opiekuńczo i przyjemnie,że cała moja złość na niego zniknęła.Jego głos miał w sobie taki coś,czego nawet nie potrafię opisać.
-Nie,a powiesz mi?-Zapytałam ciekawa.
-Pomyśl o czymś przyjemnym,co bardzo lubisz i daje ci poczucie bezpieczeństwa.-Powiedział a ja przymknęłam oczy,na dźwięk jego głosu.Zaczęłam się zastanawiać co to może być i palnęłam coś bardzo głupiego.
-Wystarczy mi gdy będziesz coś do mnie mówił.Twój głos mnie uspokaja.-Nastała kompletna cisza,a ja po paru sekundach gdy zdałam sobie sprawę z tego co powiedziałam zrobiłam się czerwona jak burak.W końcu chłopak przerwał tą niezręczną ciszę.
-No dziękuje,miło to słyszeć.-Zdziwiła mnie jego odpowiedź,myślałam raczej że znowu będzie się ze mnie śmiał.-Więc co chcesz usłyszeć?-Dokończył swoją wypowiedź.
-Opowiedz mi coś o sobie.-Mówiłam drżącym głosem,w słuchawce usłyszałam cichy chichot,ale zignorowałam to.Płożyłam się wygodnie na kanapie,przykryłam po sam czubek nosa kocem i czekałam na jego przemowę.
-No dobra.Mam 15 lat a urodziny mam 8 maja.Na drugie imię mam Josh po dziadku.Gdy skończę szkole w Northampton pójdę do college'u w Londynie.Aktualnie nie mam dziewczyny.-Ostatnie zdanie wypowiedział dosyć szybko,taj jakby z jednej strony chciał żebym to wiedziała a z drugiej jakbym miała tego nie usłyszeć.Nie wiem dlaczego,ale gdy to powiedział w moim brzuchu znów zaczęło coś latać,to było na prawdę dziwne.Przemilczałam te ostatnie cztery słowa i czekałam na jego dalszą opowieść.-Hmmm...Od 8 lat gram na perkusji i na pianinie.-Słysząc to ciekawe połączenie zachichotałam pod nosem co chłopak musiał słyszeć bo również usłyszałam jego śmiech.
-No tak wiem,że dziwnie to brzmi.Ale oba instrumenty są dla mnie bardzo ważne.Gdy gram czuję że przez to mogę wyrazić swoje uczucia.Wyrażam wtedy siebie,a gdy mogę kogoś tym rozweselić to jestem jeszcze szczęśliwszy.W szpitalu czasem robimy sobie z dzieciakami koncerty,ja gram na starym pianinie które tam stoi,a one potem mnie oceniają.Mają przy tym tyle frajdy,że z przyjemnością na nie patrze.Wiem,że to może ci się wydawać głupie.Bo przecież nie każdy normalny nastolatek przesiaduje codziennie w szpitalu bawiąc się z dziećmi młodszymi od siebie o 10 lat.-Mówił jakby zmieszany swoim zachowaniem.
-Bo ty nie jesteś każdy,jesteś wyjątkowy.-Powiedziałam słodkim głosem,a dopiero po chwili pomyślałam,co nie było dobrym rozwiązaniem.Jednak nie powstała znów taka niezręczna cisza jak wtedy bo usłyszałam słodki chichot chłopaka.
-A ty zawsze mówisz to co myślisz?-Powiedział rozweselony.Jego ton głosu rozładował trochę mój niepokój.
-Czasami.-Powiedziałam krótko chcąc jak najszybciej skończyć ten temat.-A masz swoje pianino?-Zapytałam z cwaniackim uśmieszkiem na ustach.
-No mam nawet dwa.Jedno kupili mi rodzice gdy miałem 10 lat i stoi w domu w Londynie.A drugie zostawił nam stary właściciel mieszkania do którego się wprowadziliśmy.
-A zagrasz mi coś?-Zapytałam słodkim głosem.
-Ale,że niby jak?-Usłyszałam jego zdziwiony głos.
-Zrób na głośnomówiący i zagraj mi coś.-Poprosiłam.
-Dobra,ale ostrzegam bo jest jeszcze nie dopracowana.-Usłyszałam szelest w słuchawce i z ciekawością czekałam na jego grę.
-Ok zaczynam-Powiedział po jakiś dwóch minutach.Zamknęłam oczy,żeby lepiej wsłuchać się w melodie i delektowałam się dźwiękami które wydobywały się z pod palców chłopaka.Melodia którą grał była wolna,i bardzo spokojna,co sprawiło że zrobiłam się bardzo senna.Każdy dźwięk był przemyślany i czysty co sprawiło że wszystko ze sobą idealnie współgrało.Grał coraz wyższe dźwięki a mnie aż przeszły ciarki.Po paru minutach przestał grać  a moje powieki coraz bardziej się kleiły.
-I jak się podobało?-Zapytał zadowolony z siebie.
-Super,jeszcze.-Ziewnęłam w słuchawkę,a w odpowiedzi usłyszałam cichy chichot Nathana.
-Jesteś pewna?Bo słyszę,że masz chyba inne plany.-Mówił przez śmiech.
-yyhmmm...-Mruknęłam i znów usłyszałam szelest.Po jakimś czasie znów w słuchawce zaczęła rozbrzmiewać melodia.Bardzo podobna do tamtej przez co znów przeszły mnie ciarki a oczy na dobre się zamknęły.Podciągnęłam wyżej koc,a telefon położyłam na poduszce zaraz przy uchu.Po paru minutach nastała kompletna cisza.
-Dobranoc,śpij dobrze.-Powiedział cichutko brunet i rozłączył się.Słysząc jego słowa uśmiech pojawił się na mojej twarzy,a w żołądku znów poczułam przyjemne bulgotanie.Wtuliłam się mocniej w poduszkę i zasnęłam.Był to dobry pomysł,bo przynajmniej nie myślałam o strachu i czas szybciej płynął.

----------------------------------------------------------------------------------------------------
5 Komentarzy=Następny rozdział

Wiem,że stać was na tyle.Dlatego proszę o motywację z waszej strony.
Może nie jest za ciekawy,ale nie miałam "weny" do pisania przez ostatnie dni i rozdział wyszedł taki sobie,za co was bardzo przepraszam.
 A jak tam podoba wam się nowy wygląd bloga?Proszę o wasze opinie.To dla mnie ważne bo sama stworzyłam ten szablon.To moje pierwsze dzieło tego typu i dlatego nie jest za bardzo profesjonalne,ale mam nadzieję,że wam się spodoba :))
Przepraszam za błędy,ale nie miałam ostatnio dużo czasu na pisanie.

wtorek, 1 kwietnia 2014

Rozdzial 21


Przeczytaj notkę pod rozdziałem!


-Iść z tobą?-Zapytała łagodnie Eleonora
-Nie chcę tam iść.-Mówiąc to ręce jeszcze bardziej mi się trzęsły.Z jednej strony chciałam ich odwiedzić,ale z drugiej nie chciałam widzieć tego nagrobka z ich imionami.
-Mamy jechać do domu?-Spytał zaskoczony Louis.Pokiwałam twierdząco głową a samochód po chwili odjechał.Im dalej byliśmy od cmentarza tym bardziej się rozluźniałam.Przez całą drogę wpatrywała się za okno,ludzie ganiali jak szaleni po chodnikach,gdyż była właśnie pora lunchu.
Dotarliśmy do domu,a ja od razu poszłam do swojego pokoju.Usiadłam po turecku na łóżku a w dłoniach trzymałam zdjęcie.Wpatrywałam się w nie smutnym wzrokiem,ale dzisiaj ani jedna łza nie wypłynęła z moich oczu.Miałam ochotę wybuchnąć głośnym szlochem,ale po prostu nie mogłam.Wczoraj wyczerpałam chyba zapas łez na najbliższy miesiąc.Siedziałam nieruchomo gdy ktoś zapukał do drzwi.
-Proszę-Powiedziałam zachrypnięta a zza drzwi wyjrzała głowa dziewczyny.Uśmiechnęła się pocieszająco i weszła do pokoju.
-Lila chcesz jechać na zakupy?Wiesz potrzebuje nowych butów.-Uśmiechnęła się promiennie i puściła mi oczko.Widząc jej wyraz twarzy sama delikatnie się uśmiechnęłam.
-Możemy jechać.-Stwierdziłam,że w ten sposób poprawi mi się humor.Lubie chodzić na zakupy,szczególnie lubię kupować buty i ubrania dlatego od razu się zgodziłam.Zeszłam z łóżka odłożyłam ramkę ze zdjęciem na półkę i za dziewczyną zeszłam na dół.
-Louis jedziemy po buty.-Krzyknęłam a na moją twarz wstąpił większy uśmiech,na co dziewczyna się zaśmiała.
-Na prawdę?-Jęknął wychylając głowę z kuchni.
-Nie na niby.-Pokręciłam głową i wzięłam się za ubieranie butów apotem kurtki.W tym czasie para również się ubrała i poszliśmy do samochodu.
-Louis nie załamuj się,tobie też się coś skapnie.-Usiadłam w samochodzie za nim i poklepałam po ramieniu.Chłopak spojrzał w lusterko i wykrzywił się jeszcze bardziej,na co obie się zaśmiałyśmy.Przez całe 15 minut drogi rozmawiałyśmy i śmiałyśmy się.Wyszliśmy z samochodu,brunetka chwyciła swojego chłopaka pod rękę i szli razem a ja przed nimi.W pierwszym sklepie do jakiego weszliśmy nie było nic ciekawego, dlatego po chwili z tam tond wyszliśmy.Do następnego sklepu Louis już z nami nie wszedł bo ktoś do niego zadzwonił i usiadł na ławce zostawiając nas same.
Przechodziłam miedzy kartonami gdy zobaczyłam parę butów na końcu pomieszczenia,które aż się do mnie uśmiechały.Szybko poszłam w tamtą stronę i wzięłam jednego do ręki.Czarne koturny,rozmiar 37 które wyglądają jak trampki,od dawana mi się podobały,więc szybko je przymierzyłam.
-I co pasują?-Przestraszył mnie głos El.
-Boże,nie strasz.-Spojrzałam na nią.
-Gdzie ty tu Boga widzisz?-Zaśmiała się,a ja machnęłam tylko ręką i spojrzałam się znów na swoje stopy.
-Są super.-Spojrzałam na dziewczynę z błyskiem w oku.
-No fakt,też mi się podobają.Przejdź się.-Wskazała na drewnianą podłogę,wstałam z pufy na której siedziałam i zaczęłam chodzić po  całym sklepie.
-Stwierdzam,że się zakochałam.-Pisnęłam gdy podeszłam bliżej brunetki,a ta zaczęła chichotać.
-Możemy je kupić?Proszęęęęęę!!!-Zaczęłam jęczeć,a dziewczyna się tylko dziwnie na mnie patrzyła.
-No dobra,jeżeli ci pasują i się w nich nie zabijesz to je kupimy.-Zaśmiała się i wzruszyła ramionami.
-Wcale się nie zabije.-Oburzyłam się i zaczęłam ściągać te cudeńka z nóg.Poszłyśmy do kasy i zapłaciłyśmy a gdy wyszłyśmy chłopak nadal rozmawiał przez telefon.Udałyśmy się do butiku który znajdował się na przeciwko sklepu obuwniczego a Lou wolnym krokiem poszedł za nami.El kupiła sobie płaszcz i torbę a ja dostałam jeszcze nową spódniczkę i koszulkę.Po dość szybkich zakupach poszliśmy do jednej z mnóstwa restauracji które znajdują się w centrum handlowym.El i ja zamówiłyśmy sobie zapiekanki z serem i makaronem a Louis steka.
-Z kim tak długo rozmawiałeś prze telefon?-Wymsknęła mi się gdy czekaliśmy na nasze posiłki.
-Ciekawość to pierwszy stopień do piekła.Słyszałaś o tym?-Spojrzał na mnie spod byka.
-Może słyszałam,może nieee...-Uśmiechnęłam się słodziutko,na co para zaczęła się śmiać.
-No dobra,El pamiętasz jak pokazywałem ci ten zespół australijski 5 Seconds of Summer w internecie?
-No tak pamiętam mówiłeś,że mają wielki talent.I co?
-No dzwonił do mnie Ashton i mówił że przyjeżdżają jutro do Londynu podpisać umowę i ogólnie za klimatyzować się trochę,bo od przyszłego roku będą nagrywać swoje nowe kawałki a w przyszłości może wyjdzie z tego jakaś dobra płyta.-Zaczął się szczerzyć jak głupi do sera.
-Dobra przyjeżdżają do Londynu,ale co ty masz z tym wspólnego?-Zapytałam nie rozumiejąc o co mu chodzi.Tak na prawdę to w ogóle nie kojarzyłam tego zespołu.
-To bardzo proste,gdy widzieliśmy się z nimi ostatni raz powiedziałem,że gdy tylko będą potrzebować jakiejś pomocy to mogą się do mnie zgłosić.No i właśnie to zrobili.-Wytłumaczył spokojnie.
-No i taka odpowiedź mnie satysfakcjonuje.-Głupio się wyszczerzyłam.
-Oj...z kim ja żyję.-Przewrócił teatralnie oczami.
-Co będziemy robić jak wrócimy?-Zapytałam z nadzieją,że już nigdzie dzisiaj nie będziemy musieli jechać.
-Możemy obejrzeć jakiś film,pograć w Twistera,albo pójdziemy spać.-Zaczął mi wyliczać chłopak,a El w tym czasie robiła coś w telefonie.
-A może być horror?-Spytałam z nutką nadziei,na co ten zaczął się szyderczo śmiać.
-I mogę się założyć,że potem w nocy będzie "A mogę z wami spać"-Zaczął się ze mnie nabijać.
-A,żebyś wiedział,że nie będzie.-Obrażona założyłam ręce na piersi i nie odzywałam się aż,do momentu w którym kelner przyniósł nasze dania.Zajadałam się pysznym makaronem gdy dziewczyna dostała kolejnego SMS-a chyba był to już 10.Przeczytawszy go wyraźnie posmutniała i odezwała się.
-Kochani przepraszam was bardzo,ale muszę dzisiaj wracać do Manchesteru.Jutro mam bardzo ważny wykład Allana własnie mi o tym przypomniała.-Powiedziała niezadowolona.
-Szkoda.-Powiedziałam smutno i spojrzałam na Louisa,który też był zawiedziony.
-Mała obiecuję,że niedługo się znów zobaczymy.-Wysłała mi promienny uśmiech i przytuliła się do swojego chłopaka.Zaczęli szeptać sobie coś na ucho,a ja wróciłam do jedzenia.Ciągle się śmiali,na co ja wywracałam tylko oczami.
-Louis zawieziesz mnie?-Zapytała z nadzieją brunetka.
-Pewnie,ale najpierw zawieziemy Lile do Liama.-Gdy to usłyszałam na moją twarz wstąpił grymas niezadowolenia.Nie miałam ochoty jechać do któregoś z chłopaków,wolałam siedzieć sobie spokojnie w domu pod ciepłą kołderką a nie szlajać się po czyiś mieszkaniach.
-Muszęęę?-Jęknęłam.
-Nie zostawię cię samej w domu,a po za tym wtedy będzie już ciemno,a ty podobno boisz się ciemności.-Powiedział dumny z siebie na co ja się tylko lekko skrzywiłam.
-No tak.-Niechętnie przyznałam mu rację,ale już po chwili miałam inny plan w głowie.
-A mogę iść do Matta?Będę miała bliżej do domu i nie będziesz musiał dodatkowo nigdzie jeździć.-Spojrzałam na nich z błyskiem w oku.Dawno go nie widziałam i w sumie stęskniłam się za nim,dlatego wolałam siedzieć u niego w domu niż nudzić się u Liama.
-Brook od razu wytłumaczyła by mi dzisiejsze lekcje.-Dodałam szybko mając nadzieję,że to ich jeszcze bardziej przekona do mojego pomysłu.
-W sumie to niezły pomysł.-Poparła mnie dziewczyna,za co byłam jej bardzo wdzięczna.
-No dobra,ale masz być grzeczna.-Ostrzegł mnie i spojrzał na mnie ostro.
-A czy ja byłam kiedyś niegrzeczna.-Zaśmiałam się i zatrzepotałam rzęsami.
-No to sprawa załatwiona.-Klasnęła w dłonie uradowana Eleonora.Po posiłku brunet za nas zapłacił i po pół godzinie byliśmy już w domu.Weszłam szybko na górę i pierwsze co zrobiłam to spojrzałam na zegarek.Była godzina 17:28 wiec szybko wzięłam wygodniejsze ubrania i poszłam do łazienki się przebrać.
Włosy związałam w kucyka,obmyłam twarz a wychodząc z pomieszczenia zarzuciłam na siebie bluzę którą zostawiłam na korytarzu na komodzie.Do torby wzięłam książki które będą mi potrzebne i zeszłam na dół gdzie w kuchni czekała na mnie para.Wtedy skapnęłam się,że przecież Matt nie wie,że do niego idę i zaczęłam macać swoje kieszenie w poszukiwaniu komórki,której tam nie było.Dlatego od razu  przypomniało mi się że zostawiłam swój telefon u Harry'ego.
-Louis czy ty masz mój telefon?-Zapytałam się bruneta gdy ubierałam buty,siedząc na schodach.
-Tak,gdzieś tutaj powinien być.-Mówił szukając po kieszeniach w swojej drugiej kurtce która wisiała w szafie.W końcu wyciągnął mój telefon i mi go podał.Stwierdziłam jednak,że nie opłaca mi się do niego pisać,bo za chwilę u niego będę i zrobię mu niespodziankę.Schowałam urządzenie do kieszeni spodni po czym ubrałam kurtkę i w trójkę wyszliśmy z domu.Para wsiadła do samochodu,Louis krzyknął jeszcze żebym była grzeczna na co machnęłam tylko ręką i odjechali.Ja przeszłam przez ulicę,spojrzałam na dom do którego idę i zauważyłam że w jednym z pokoi na górze świeci się światło czyli nie muszę się martwić że nikogo nie zastanę.Pewniejszym krokiem udałam się do drzwi i zadzwoniłam dzwonkiem.Poczekałam chwilę aż w końcu drzwi się uchyliły a moim oczom ukazała się osoba której najmniej bym się w tym domu spodziewała.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------
---------------------------------------------------------------------------------------------
Uwaga!!! Chcę wiedzieć ile was tu wchodzi i czy w ogóle mam dla kogo pisać tego bloga dlatego wprowadzam nową zasadę.Pod Każdym rozdziałem będę pisać ile musi być komentarzy aby pojawiła się następna część opowiadania.Mam nadzieję,że w ten sposób zmotywuje was do dodawania swoich opinii na temat tego opowiadania.A w ten sposób uszczęśliwicie również mnie!!!  

Minimum 3 komentarze=następny rozdział 
;))

Jak myślicie kto otworzył jej drzwi?Czy Lila lubi tą osobę?Rozdział trochę krótki,ale pisałam go dwa dni więc sądzę,że i tak mi dobrze poszło. No i jak zawsze przepraszam za jakiekolwiek błędy.