poniedziałek, 21 kwietnia 2014

Rozdział 23

Obudził mnie dźwięk przekręcanego klucza w zamku.Szybko podniosłam się na równe nogi przez co zakręciło mi się w głowie.Już po chwili usłyszałam głos loczka.
-Lila,już jestem.-Krzyknął w przedpokoju,a ja szybko pobiegłam w tamtą stronę.
-Harry!-Wydarłam się,pierwszy raz tak bardzo cieszyłam się na jego widok.Rzuciłam się na chłopaka,przez co trochę się zachwiał,ale złapał mnie.Trzymałam go mocno za szyję a nogi oplotłam wokół jego pasa i nie chciałam puścić.
-No,no takiego powitania jeszcze nie było.-Zachichotał i razem ze mną udał się w stronę salonu.
-Zawału bym tu sama dostała-Jęknęłam w jego włosy.
-No,już dobrze.-Znów się zaśmiał.Stanął nad kanapą i byłam pewna,że chce mnie na niej położyć i poluźniłam trochę uścisk co okazało się błędem.Bo chłopak wcale nie nachylił się abym mogła usiąść tylko szybko mnie puścił,a ja z hukiem runęłam na kanapę całym ciałem.Wszystko było by dobrze gdyby nie fakt,że spadłam prosto na twardego pilota,który wbił mi się w tyłek.
-Ałaaaa!-Krzyknęłam gdy poczułam ból w dole pleców.-Głupi jesteś.-Kontynuowałam wstając do pozycji siedzącej rozmasowując tylne części ciała.
-Tak?To jeśli jestem głupi to wcale mnie tu mnie potrzebujesz i mogę sobie iść.-Powiedział z cwaniackim uśmieszkiem i po woli zaczął kierować się w stronę drzwi.
-Nie Harry zostań -Krzyknęłam natychmiast i zerwałam się z kanapy.A chłopak zaczął się śmiać na cały głos.Widząc jego reakcję zrobiłam obrażoną minę,założyłam ręce na piersi i cofnęłam się na kanapę gdzie usiadłam.Zrobiłam głośniej telewizor i zignorowałam wzrok Harry'ego,przeskakiwałam z programu na program,ale nigdzie nie było nic ciekawego.
-Tego nie chce...to nie...to w ogóle...w życiu...nudy...nie.-Marudziłam pod nosem,nacisnęłam jeszcze raz przycisk a na ekranie pojawiło się stado małp jedzących banany.Od razu z kimś mi się one skojarzyły.
-Harry,patrz twoi bracia!-Wydarłam się w stronę gdzie znajdował się chłopak.
-Że co?-Zapytał zdziwiony brunet wchodząc do salonu.Zaczęłam się cicho śmiać czekając na jego reakcję,odwróciłam się i spojrzałam na niego,a wtedy wybuchnęłam jeszcze większym śmiechem.Wszystko dlatego że Harry stał zapatrzony w telewizor i jadł banana jak te małpy.Spojrzał na mnie przelotnie i podszedł do ekranu,patrzyłam na niego zaciekawiona i czekałam na jego kolejny ruch.Stanął przy telewizorze,zaczął skakać po całym pokoju i drapać się po głowie jak swoi bracia.Tarzałam się na kanapie ze śmiechu i patrzyłam jak uskutecznia te swoje wygibasy.Po zakończeniu swoich wygłupów podszedł do mnie z dziwnym uśmieszkiem na ustach.
-Chcesz bananka dziewczynko?-Powiedział piskliwym głosem i zaczął mi wciskać do buzi owoc.Śmiejąc się otworzyłam usta i ugryzłam kawałek.
-No,nawet dobry.-Zaśmiałam się.
-No bo ode mnie.-Powiedział dumny i rzucił się na kanapę obok mnie.Chwyciłam znowu pilota i przeskakiwałam z programu na program,co chyba trochę wkurzyło Harry'ego.
-Boże dziewczyno zdecyduj się na coś.
-Gdzie ty tu Boga widzisz?-Zachichotałam nie odwracając wzroku od ekranu,dlatego też nie widziałam reakcji chłopaka na moje słowa.
-Za chwilę ci się programy skończą.-Tym razem to on się zaśmiał.
-No i co z tego.Zrobię jeszcze jedną rundkę i może będzie coś ciekawego.-Powiedziałam zadowolona  z siebie.
-No nieee...-Jękną loczek i zaczął przyglądać mi się z dziwnym uśmieszkiem.W końcu po paru minutach zatrzymałam się na serialu pod tytułem Pomoc domowa(odpowiednik naszej Niani).Wiem,że to dosyć stary serial,ale ja go bardzo lubię i muszę się przyznać,że obejrzałam chyba wszystkie odcinki.
-Nie tylko nie to.Błagam!-Krzyknął od razu jak zobaczył co chcę oglądać.
-A właśnie,że to.-Uśmiechnęłam się zwycięsko i zaczęłam oglądać.Po jakimś czasie poczułam,że Harry przysuwa w moją stronę co trochę mnie zdziwiło,ale nie przejmowałam się tym zbytnio.Siedziałam zapatrzona w ekran gdy loczek zaczął się drzeć na cały dom.
-Ha...mam pilota,mam władzę.-Śmiał się,a ja dopiero wtedy skapnęłam się,że trzyma on pilota którego ja położyłam wcześniej na kanapie obok siebie.
-Harry,tylko nie przełączaj.Proszę.-Teraz to ja byłam niezadowolona tym bardziej,że po chwili chłopak włączył wiadomości.Gdy tylko to zobaczyłam rzuciłam się na chłopaka,który pod moim ciężarem położył się na kanapie.Usiadłam mu na brzuchu i próbowałam wyrwać pilota,lecz ten nie poddawał się tak łatwo i wymachiwał ręką tak,że nie mogłam go dosięgnąć.Po paru minutach walki zmęczenie dało o sobie znać i nie szarpałam się z loczkiem tak jak wcześniej.On od razu to wykorzystał i wygramolił się z kanapy zwalając mnie na podłogę.Spadłam centralnie na tyłek,tak że automatycznie głośno jęknęłam z bólu.
-Och,nic ci nie jest?-Cofnął się w moją stronę brunet i pochylił się pomagając mi wstać.
-Trochę boli.-Postanowiłam wykorzystać to,że tak się o mnie martwi.Dla niepoznaki wstałam z jego pomocą,a potem od razu wyrwałam pilota z jego ręki.Przez parę sekund chłopak stał oszołomiony moim zachowaniem wiec ja w tym czasie uciekłam z pokoju do kuchni.W tamtej chwili nie liczyło się już za bardzo to,że chciałam oglądać coś innego niż on tylko to że zabrałam mu pilota i zabawne będzie to gdy Harry będzie próbował mi to zabrać.I muszę przyznać,że chciałam się trochę z nim podroczyć.
Biegłam przed siebie a gdy się odwróciłam chłopak był niebezpiecznie blisko a moją ostatnią deską ratunku był stół przy którym stałam.Długo nie myśląc wlazłam na niego,a loczek zaczął się śmiać.Stanęłam na środku i uważnie przyglądałam się ruchom chłopaka.
-Lila złaź z tam tond.-Pogroził mi palcem i podszedł jeszcze bliżej.
-Bo co?-Oparłam ręce na biodra czekałam na jego słowa.
-Bo jak nie zejdziesz to...to...-Zaciął się i nie wiedział co dalej powiedzieć,a ja zaczęłam się śmiać.-Jak zejdziesz i oddasz mi pilota to kupie ci aparat.-Powiedział szybko z szerokim uśmiechem.Gdy to usłyszałam stanęłam jak wryta i nie mogłam uwierzyć w to co powiedział.Od dawna chciałam dostać nowy aparat fotograficzny,można by nawet powiedzieć że było to jedno z moich marzeń.I nie mogłam uwierzyć,że jest szansa aby się spełniło.Oczywiście postanowiłam mu oddać tego pilota bo świadomość tego że dostanę wymarzoną rzecz zwyciężyła z serialem.Nie chciałam się jednak tak od razu poddać i pokazać,że wymiękam.Dlatego zaczęłam się cofać do tyłu jednak ciągle patrzyłam na chłopaka.
-Na pewno?-Powiedziałam pewnym głosem aby nie wyczuł że jestem już zdecydowana.
-Obiecuję-Powiedział ze zwycięski uśmiechem i po woli zaczął się do mnie zbliżać.Wtedy zrobiłam jeszcze jeden krok do tyłu co było wielkim błędem bo nie poczułam pod stopą stołu a przed zamknięciem oczu usłyszałam jeszcze tylko krzyk Harry'ego.Czułam,że spadam co było przerażające w jednej sekundzie znalazłam się na podłodze.Pierwsze co to poczułam ogromny ból w dole pleców a potem w palcu.Nie wiem jak to zrobiłam ale gdy otworzyłam oczy już po upadku siedziałam na kafelkach podparta dłońmi a gdy tylko się ruszyłam palec wskazujący od prawej ręki zaczął strasznie piec.
-Matko,Lila nic ci nie jest?-W ekspresowym tempie podleciał do mnie Harry.
-Ałaaaa..-Krzyknęłam gdy złapał mnie za dłoń.-Palec mnie boli.-Powiedziałam już spokojnie gdy mnie puścił.
-Pokaż.
-Nie,boliii..-Szybko wzięłam dłoń za sobie co nie było dobrym pomysłem bo od razu stęknęłam.
-Dobra,spokojnie nie dotykam.-Powiedział loczek i delikatnie wziął mnie na ręce.
-Harry dlaczego to tak boli?-Jęknęłam mu do ucha gdy mnie trzymał.
-Skarbie nie wiem,ale obiecuje że wszystko będzie dobrze.-Mówił czułym głosem,starając się mnie uspokoić.Posadził mnie na kanapie,delikatnie wziął moją dłoń i położył na moim kolanie obok drugiej dłoni.Palec był lekko skrzywiony co nie było normalne.
-Możesz nim ruszać?-Zapytał się loczek kucając przedemną.Spróbowałam poruszyć palcem,ale od razu poczułam straszne szczypanie i ucisk,przez co znowu krzyknęłam.
-Dobra,spokojnie może za chwile przejdzie.-Mówił to tak jakby sam w to nie wierzył.
-Harry nie przejdzie.Za chwile nie wytrzymam z bólu.-Jęknęłam trzymając się za nadgarstek.
-Dobra skoro cię tak boli to jedziemy do szpitala.-Powiedział z poważną miną i wstał.
-To może jednak mi przejdzie.-Powiedziałam szybko i przytrzymałam chłopaka za rękę,na co ten cicho się zaśmiał.
-Nie ma takiej opcji,musimy dowiedzieć się dlaczego tak boli.Chodź zbieramy się.-Powiedział poważnie i skierował się w stronę drzwi.Wstałam niechętnie z kanapy i podreptałam za nim.Loczek pomógł mi się ubrać,bo sama nie dała bym sobie rady i poszliśmy do jego samochodu.Przez całą drogę narzekałam na ból,ale chłopak dzielnie to znosił i mówił mi ciągle że za chwile wszystko będzie dobrze,za co byłam mu bardzo wdzięczna.W końcu dotarliśmy do szpitala,gdzie nie było dużej kolejki dlatego od razu przyjął nas lekarz który miał nocny dyżur gdyż było już po 20:00.
-Co my tu mamy?-Powiedział zaciekawiony lekarz podchodząc do mnie.-Co się stało?
-Spadłam ze stołu i palec jakoś mi się wygiął a teraz boli jak cholera.-Powiedziałam patrząc na spuchniętą i czerwoną dłoń.
-A co robiłaś na stole?-Spytał z przyjaznym uśmiechem.
-Długa historia panie doktorze.-Powiedział szybko Harry
-No dobrze.Pokaż ten palec.-Uśmiechnął się zachęcająco.Nie chciałam aby ktoś go dotykał,ale wiedziałam też że musi to zrobić jeżeli chce mi pomóc.Przełamałam się i wystawiłam w jego kierunku dłoń,ten przysunął się na krześle do kozetki na której siedziałam i delikatnie oglądał moją rękę.Każdy dotyk bolał jak cholera,ale starałam się nie wydzierać na cały szpital.Harry zauważył moje dziwne zachowanie i od razu do mnie podszedł.Chwycił minie za zdrową rękę,którą mocno ścisnęłam.Po chwili lekarz odszedł jednak chłopak nadal przy mnie stał.
-Najprawdopodobniej jest to złamanie,jednak aby się upewnić musimy wysłać cię na prześwietlenie i wtedy będziemy wiedzieć już na pewno.-Usiadł z powrotem przy biurku i zaczął wypisywać jakiś świstek który po chwili podał Harry'emu i razem wyszliśmy z gabinetu i udaliśmy się do drugiego pomieszczenia gdzie stała duża maszyna.Wszystkie pielęgniarki były dla mnie bardzo miłe i uśmiechnięte.Cały czas trzymałam mocno rękę chłopaka,bo wtedy czułam się bezpieczniej.Palec bolał coraz bardziej i ledwo powstrzymywałam się od wybuchnięcia głośnym krzykiem.
-Harry to boli jeszcze bardziej.-Spojrzałam na loczka a w oczach zbierały mi się łzy.
-Lilka przepraszam cię.To moja wina.-Powiedział ściskając mocniej moją dłoń.
-Nie,gdybym nie wlazła na ten stół wszystko było by dobrze.-Powiedziałam smutno,a wtedy do gabinetu przyszedł lekarz który miał wykonać prześwietlenie.Po godzinie wszystko było już wiadome,miałam bardzo dużo szczęścia bo palec na szczęście nie był złamany,ale kość była bardzo mocno pęknięta.A żeby nie pękła jeszcze bardziej lekarze włożyli mi palec w szynę.Nie mogę nim ruszać ani zginać,a z resztą to nie robi mi wielkiej różnicy bo nawet gdy to robiłam to bolało jak cholera.A najlepsze jest to,że za tydzień mam się zgłosić na kontrolę i wtedy okaże się czy jest lepiej czy się pogorszyło.
Do domu dotarliśmy dopiero jakoś po 22,ale na moje szczęście Louisa jeszcze nie było.Weszliśmy do mieszkania Harry pomógł mi się rozebrać bo z tym sztywnym palcem nie poradziła bym sobie.Czuję,że dużo czasu upłynie zanim przyzwyczaję się do tego sztywnego palca.Od razu gdy pozbyłam się kurtki poszłam do kuchni i z lodówki wyciągnęłam jogurt truskawkowy.Harry przyszedł zaraz po mnie i również wziął sobie jogurt,usiedliśmy oboje przy stole gdy drzwi wejściowe zaczęły się otwierać.
-Lila dlaczego nie zostałaś u Brook?-Usłyszałam jego głos.
-Przecież nie będę siedziała w jednym pomieszczeniu z ludźmi którzy wyraźnie okazali mi to że mnie tam nie chcą.-Mówiłam idąc w jego stronę i siadając na schodach.Chłopak który stał do mnie tyłem odwrócił się i na widok mojej ręki prawie podskoczył.
-Matko Lila co się stało?Harry chodź tu natychmiast.-Krzyknął do loczka i już po chwili obydwoje stali przedemną.
-Louis proszę tylko nie krzycz.-Mruknęłam.-Harry wytłumaczysz mu wszystko?Ja już mam dosyć na dzisiaj.-Ziewnęłam,a chłopak kiwnął tylko głową i oboje poszli do salonu a ja na górę.Nie chciało mi się wszystkie opowiadać,ale po części nie chciałam też widzieć jego reakcji na tą opowieść.Poszłam do łazienki gdzie z ledwością się umyłam i ubrałam piżamę co też nie było łatwe.W końcu po walce ze spodniami wyszłam z zaparowanego pomieszczenia i poszłam do swojego pokoju.Nie chciało mi się schodzić na dół dlatego od razu poszłam do łóżka.Niestety sen nie przyszedł mi łatwo bo palec ciągle bolał.Zasnęłam dopiero ok 1:00.Jednak noc nie była taka spokojna jak zawsze bo przez ten palec co chwile się budziłam.

-----------------------------------------------------------------------------------------------


Hej,hej,hej.Jak tam mijają wam święta?Bo ja muszę powiedzieć,że moje są całkiem,całkiem.Za chwilę jadę do babci i postanowiłam zrobić wam prezent wielkanocny i wstawić nowy rozdział,mam nadzieję że się spodoba.Wesołych świąt!!!
4 Komentarze=Następny rozdział

5 komentarzy:

  1. Hahahaa super rozdział no Loczuś narozrabiał ale tak się słodko o nią martwiła ale proszę proszę proszę opieprz ty lub Louis albo Lila no jakaś postać Nialla i Brook w następnym rozdziale że ją tak potraktowali bo mnie bardzo wkurzyli i ahhh. Moje święta też są całkiem całkiem a pro. Więc dużo weny i do następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Supcio rozdzial :)
    Wesolych :D
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  3. hej dawno cię nie było, ja czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń