sobota, 31 maja 2014

Rozdział 28

Od pół godziny siedzę nieruchomo i zastanawiam się czy zadzwonić do Nata czy nie.Dlaczego do Nathana a nie do Matta? Sama nie wiem,mimo tego że Nata znam dopiero 10 dni bardzo dobrze się z nim dogaduje.Rozmawiamy ze sobą prawie codziennie,a z Mattem to już nie pamiętam kiedy ostatnio się widziałam,albo gadałam.Myślałam,że to,że mieszkamy tak blisko siebie pozwoli nam widywać się codziennie,no ale widocznie się myliłam.Chodzimy do innych szkół,mnie często nie ma w domu,bo jeżdżę wszędzie z chłopakami on też ma jakieś zajęcia po za szkołą.A to,że jestem zła na Brook też nie ułatwi sprawy,bo celowo nie chce chodzić do ich domu.I takim sposobem niedawno poznany chłopak stał się moim drugim przyjacielem,ale oczywiście nie oznacza to,że zapomnę już na zawsze o moim bracie.
-Raz się żyje-Powiedziałam do siebie w myślach i wybrałam numer Nata.Jedne sygnał....drugi sygnał...i właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego,że jest 9 rano,a on poszedł już pewnie do szkoły.Jednak było już za późno,żeby się wycować bo chłopak odebrał.
-Halo?
-Hej Nathan.Przeszkadzam?-Zapytałam nieśmiało.
-Nie,ty nigdy mi nie przeszkadzasz.-Zaśmiał się
-A jesteś w szkole,bo jeśli tak to się rozłączę.-Mówiłam cichutko,bo przez ten ciągły płacz nie miałam na nic siły.
-Nie,idę dopiero na 11.I w żadnym wypadku się nie rozłączaj,bo słyszę,że coś jest nie tak.Co się stało?-Trochę mnie to zdziwiło bo przecież starałam się mówić normalnie,ale może on już poznał mnie na tyle,że wie kiedy jest źle.
-No dzwonie bo chciałam z kimś pogadać.Wiesz pokłóciłam się z Louisem.A raczej on zaczął się na mnie drzeć,a ja odpowiedziałam mu tym samy.-Powiedziałam smutno.
-A mogę wiedzieć o co poszło?-Od razu opowiedziałam mu całą dzisiejszą sytuację,
-Myślisz,że powinnam go przeprosić?-Zakończyłam swój monolog.
-Wiesz,on też nie jest beż winy.Myślę,że jemu pewnie też nie jest łatwo po tym co powiedziałaś.Jeżeli pierwsza go przeprosisz to pokażesz mu,że na prawdę tak nie myślisz i okażę się czy on też,żałuje swojego zachowania czy nie.Jednak wiem,że jesteś uparta i chyba tak łatwo nie odpuścisz co?-Mówiąc ostatnie słowa zachichotał.
-Sama nie wiem,co zrobić.-Mruknęłam i osunęłam się na  fotelu.
-Zrób tak,żebyś potem nie żałowała swojej decyzji,jednak ja myślę ze powinnaś z nim teraz pogadać.
-Dzięki,pomyśle jeszcze nad tym.-Uśmiechnęłam się do siebie.-A tak w ogóle to co u ciebie?-Nie chciałam chociaż przez chwile myśleć o tej chorej sytuacji.
-Wiesz nic od wczorajszego wieczora się nie zmieniło.-Zaśmiał się tak,że gdybym stała to na pewno zmiękły by mi kolana i bym upadla.
-No w sumie tak.-Zachichotałam.Zapomniałam przecież że wczoraj wieczorem gadałam z nim przez telefon chyba z godzinę.
-No i taki śmiech,chcę słyszeć codziennie.
-No,nie wiem.Chyba ogłuchniesz.-Zachichotałam.
-Nie,wręcz przeciwnie.Dzień bez twojego głosu to dzień stracony.-Po tych słowach oblałam się rumieńcami i zaniemówiłam.To było takie miłe,jeszcze od żadnego chłopaka nie usłyszałam takich słów.
-Dobra,nie picuj.A jak tam Anabell?-Zmieniłam temat.
-Od dzisiejszego badania zależy czy pojedziemy do Londynu na święta czy.
-Na pewno się uda.
-Mam taką nadzieję.I mam też nadzieje że się spotkamy.-Drugie zdanie wypowiedział o wiele weselej.
-No pewnie stęskniłam się za tobą-Powiedziałam,a dopiero potem pomyślałam i skarciłam się w myślach.
-Oj,ja też nawet nie wiesz jak bardzo.-Jego głos był radosny i żywy w przeciwieństwie do mnie.
-A teraz pogadaj z Louisem i wszystko sobie wyjaśnijcie.A ja idę się ubrać.
-To ty jeszcze w piżamie?
-No jeszcze leże sobie w ciepłym łóżeczku.-Zaśmiał się głośno.
-Nie pocieszasz.-Mruknęłam.
-Oj sory.Dobra muszę kończyć.
-Dobra to paaa.-Gdy tylko się rozłączyłam obok mnie pojawił się Liam.
-Co tam?-Usiadł szybko obok mnie.Nie uśmiechało mi się to.
-Nic.-Powiedziałam oschle,chciałam być sama i wszystko sobie przemyśleć,bo byłam już prawie gotowa aby iść do Louisa.
-Dobra tylko nie gryź,już sobie idę.-Tak szybko jak usiadł tak szybko wstał i sobie poszedł.Wyciągnęłam z torby słuchawki i włożyłam je do uszu.Podkuliłam nogi i spoglądając za okno zastanawiałam się nad słowami Nata."Zrób tak,żebyś potem nie żałowała swojej decyzji"No tylko żebym ja wiedziała jaka jest ta moja decyzja.-Szepnęłam do siebie.Jeśli teraz z nim nie pogadam to będziemy się na siebie cały czas złościć,a to nie jest przyjemne.Ale z drugiej strony on też jest winny,bo gdyby się tak nie wydzierał to ja nie powiedziała bym co powiedziałam.Siedziałam tak chyba z pół godziny i biłam się z myślami.
-Lila.-Usłyszałam w pewnej chwili.Podniosłam głowę i ujrzałam Louisa.
-Hmmm?-Mruknęłam,w pewnym sensie nawet się ucieszyłam gdy usiadł obok mnie.
-Dlaczego siedzisz tu tak sama?-Spytał patrząc przed siebie.
-Tak jakoś.-Wzruszyłam ramionami.
Słuchaj,chciałem Cię przeprosić.Nie powinę na ciebie krzyczeć.-Powiedział,a w jego głosie na prawdę było słychać,że żałuje tego co zrobił.
-Wiesz,to też moja wina.Uwierz,że ja tak na prawdę nie myślę.Nie chciałam ci tego powiedzieć.-Spojrzałam na niego a w oczach zakręciły mi się łezki.
-Ejjj..tylko mi tu nie rycz.-Uśmiechnął się do mnie szeroko,co o dziwo odwzajemniałam. 
-No dobra,a obiecasz mi,że gdy następnym razem będziesz mnie budził nie wpuścisz do mojego pokoju Harry'ego?-Na moje słowa chłopak się zaśmiał.
-Ok,obiecuje.A teraz chodź tu do mnie.-Wyciągnął w moją stronę ręce,a ja już po chwili znalazłam się w jego uścisku.
-Przepraszam.-Szepnęłam w jego koszulkę.
-Ja też przepraszam.-Odsunęliśmy się od siebie gdy głośno zaburczało mi w brzuchu.
-Oooo....czy ty w ogóle coś dzisiaj jadłaś?-Spojrzał na mnie podejrzliwie.
-Niby kiedy.Nie miałam czasu.-Złapałam się za brzuch.
-Dobra,chodź trzeba cie nakarmić.-Pociągnął mnie za rękę a gdy wstałam poczułam,że natychmiast muszę iść do toalety.
-Louis gdzie jest kibel?-Zapytałam spanikowana,bo już dobrze wiedziałam co się szykuje.
-Tam wskazał na białe małe drzwi.-Szybko pobiegłam w tamtą stronę i zamknęłam się w toalecie.Czy ja zawsze muszę mieć takiego pecha najpierw podbite oko potem złamany palec a teraz dostałam okres w samolocie,no lepiej to już kurde,nie mogło być.Nic dziwnego,że wcześniej nic nie czułam,bo zawsze mam tak,że po paru godzinach czuje skurcze.Zrobiłam co miałam zrobić i trochę skrępowana wyszłam z "łazienki". Stanęłam po środku ich miejsc(od aut.nie wiem jak wam to wytłumaczyć ,dlatego zobaczcie zdjęcie pod rozdziałem) i tak na prawdę nie wiedziałam co powiedzieć.
-Lila co jest?-Pierwszy zauważył mnie Josh bo stanęłam obok niego.
-Yyy..nic.-Spojrzałam nerwowo przed siebie.To była dla mnie bardzo krępująca sytuacja.Bo o tych kobiecych sprawach rozmawiałam zawsze z mamą,albo Brook i tak dziwnie mi było w tamtym momencie powiedzieć,co potrzebuję.
-Ej wiedze,że coś nie gra.-Znów na mnie spojrzał.Inni byli pochłonięci rozmową więc postanowiłam pogadać tylko z Joshem,co było mi nawet na rękę.
-No wiesz...tak jakby...yyy..-Zaczęłam się jąkać nie wiedząc od czego zacząć.
-No powiesz w końcu?-Zaśmiał się,co było błędem bo Harry i Louis siedzący na przeciwko spojrzeli się na nas,na szczęście Sandy spał a reszta jeszcze gadała.
-Lila czemu wyleciałaś tak jak torpeda do tego kibla?-Usłyszałam Lou.
-Dobra wale prosto z mostu mam okres i potrzebuje podpasek.-Powiedziałam na jednym wdechu dosyć cicho tak,że tylko ta trójka z ledwością to usłyszała.Od razu gdy te słowa ze mnie wypłynęły lepiej się poczułam.
-Oj młoda i tylko o to ci chodziło.-Spojrzał na mnie z rozbawieniem Josh.Pozostała dwója też patrzyła się na mnie z szerokimi uśmiechami.
-Dobra mam wrażenie,że się ze mnie nabijacie.-Powiedziałam wolno dziwnie na nich patrząc.
-Wcale nie.Po prostu nie musisz się tak denerwować,to naturalne.Dorastasz i taka jest kolej rzeczy.-Wyszczerzył się do mnie Harry.
-Dobra nie dawaj mi tutaj wykładów na temat dojrzewania.-Przewróciłam oczami.
-Dobra poczekaj,pójdę coś wykombinować.-Louis wstał i oddalił się od nas.Usiadłam na jego miejscu i cierpliwie czekałam,aż wróci.Chłopacy zaczęli znowu gadać o jakimś meczu czy coś a ja wpatrywałam się tępo w okno.
-Trzymaj.-Po paru minutach zjawił się Lou z reklamówką w ręce.
-Dzięki.-Uśmiechnęłam się do niego i odebrałam potrzebne mi rzeczy.Poszłam do łazienki,a gdy wróciłam nie usiadłam na moim starym miejscu tylko obok Nialla.
-Lecieliśmy dopiero 4 godziny a mi się już bardzo nudziło.Zayn,Liam i Sandy spali,Harry,Louis i Josh gadali a Niall grał na telefonie.Szczerze mówiąc to nie wiedziałam już co ze sobą zrobić,muzyka mi się już znudziła,książki nie miałam przy sobie tylko w walizce,wszystkie gry na telefonie mnie już wkurzały a fotel z każdą minutą robił się coraz bardziej nie wygodny.
-Za chwilę się powieszę.-Jęczałam co chwilę.
-Lila nie marudź.-Usłyszałam Harry'ego.
-Bo co?Nie mam co robić to będę marudzić.Nie zabronisz mi.-Zwróciłam się do niego.
-A właśnie,że ci zabronię.-Uśmiechnął się chytrze.
-No chyba,nie.-Pokręciłam głową i bezczelnie się do niego uśmiechnęłam.Ten nic nie powiedział tylko gwałtownie wstał z fotela wyciągnął z kieszeni taśmę klejącą podszedł do mnie i zakleił mi usta.Wszystko działo się tak szybko,że nie zdążyłam nawet mrugnąć okiem.
-No teraz nie będziesz jęczeć.-Powiedział zadowolony z siebie loczek.Chciałam to zerwać,ale gdy odkleiłam kawałek skóra zaczęła mnie mocno szczypać.
-No widzisz nie odkleisz tego.-Zaśmiał się złowieszczo brunet.Zaczęłam po woli odrywać taśmę i po jakiejś pół godzinie byłam już wolna.W tym czasie chłopacy zdążyli już o mnie zapomnieć.
-Hahahahahaha  uwolniłam się.-Zaczęłam skakać po siedzeniu.
-Dobra,dziewczyno uspokój,się.-Uciszył mnie Niall.Już chciałam coś powiedzieć,ale wyprzedził mnie Josh.
-Tylko nie mów znowu,że ci się nudzi,bo to już wiemy.-Spojrzał na mnie przelotnie.Znów chciałam się odezwać,ale tym razem zaczął gadać Louis.
-Jak dam ci tableta to się uspokoisz?-Spojrzał na mnie z nadzieją.
-Dobra.-Od razu się zgodziłam.Chłopak wyjął z plecaka urządzenie i mi je podał.Wystarczył mi dobry internet i reszta świata już nie istniała.Wyciągnęłam sobie słuchawki i włączyłam pierwszą część Harry'ego Pottera.Przez cały lot obejrzałam dwie części,a gdyby nie chłopaki,którzy przypomnieli mi,że trzeba wysiąść pewnie bym tam została.No w każdym razie do końca lotu czyli przez jakieś 6 godzin nie zawracałam im już głowy.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------


 8 Komentarzy=Następny rozdział



Z tymi siedzeniami to chodziło mi o to,że ta ósemka siedzi twarzami do siebie i wszyscy mogą ze sobą spokojnie gadać.

A tak,jak podoba się wam ten rozdział.Obiecałam,że dodam dzisiaj dlatego skończyłam w takim momencie.I sorka za błędy,ale jest już późno i nie mam natchnienia,żeby sprawdzać jakieś literówki czy coś.
Co do następnego rozdziału to nie wiem kiedy się pojawi,bo jak wszyscy wiecie zbliża się koniec roku szkolnego.Do 13 mamy wystawianie ocen i zostały mi tylko dwa tygodnie na poprawę dlatego zamiast pisać będę musiała się uczyć ;(( Jedyne pocieszenie to,że nie jestem z niczego zagrożona. Ale muszę mieć średnią przynajmniej 3.90 i wtedy dostanę tableta,dlatego warto się teraz trochę pomęczyć.A jak tam u was w szkole,jakieś zagrożenie czy coś?

niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 27

 Rozdział napisany dla Any z okazji jej urodzin!

Dziękuje również za te 7 tysięcy wyświetleń.To dla mnie bardzo dużo znaczy i dale mi dużo motywacji do pisania dalej tego opowiadania.

 

 

19 Grudnia Środa 6:36


-Lila złaź na dół,natychmiast!-Usłyszałam po raz setny krzyk Louisa z dołu.Od pół godziny próbuje mnie dobudzić,ale za bardzo mu to nie wychodzi,bo ja ciągle leże w łóżku z zamkniętymi oczami i w sumie to już prawie śpię.
-Mówię ostatni raz.Na dół.-Znów krzyknął.
-No i super.-Mruknęłam do siebie i przykryłam się bardziej kołdrą.Przez następne pół godziny był taki spokój,że zasnęłam na dobre.W pewnej chwili usłyszałam skrzypnięcie drzwi,ale za bardzo się tym nie przejęłam.
-Wstawaj!-Usłyszałam i poczułam jak ktoś ściąga ze mnie kołdrę,a w ułamku sekundy później poczułam na sobie lodowatą wodę.Jak strzała wyleciałam z łóżka piszcząc i wytarłam się pierwszą lepszą bluzką jaka leżała na podłodze.
-Ty idioto!-Wydarłam się najgłośniej jak tylko mogłam i spojrzałam na osobę która stała nade mną.Był to Harry,no bo oczywiście kto inny wpadł by na taki głupi pomysł?
-Harry jesteś martwy!-Znowu krzyknęłam,na co ten zaczął się głupio śmiać.-Spalisz się w piekle!-Wydarłam się.
-Ooo..już wstałaś.-Do pokoju wszedł Zayn z uśmiechem na pół twarzy.
-Taa..tylko,że sposób budzenia nie był przyjemny.-Posłałam brunetowi zabójcze spojrzenie,na co Zayn się zaśmiał.
-Na prośby nie reagowałaś,to trzeba było siłą.-Wzruszył ramionami loczek.
-Za bardzo to ty się nie zmęczyłeś.-Fuknęłam.
-A wiesz jakie to wiadro z wodą było ciężkie.I musiałem z nim jeszcze po schodach wejść.-Powiedział,a ja tylko spojrzałam na niego przelotnie i poszłam w kierunku szafy.
-A wy co tu w ogóle robicie?-Zapytałam starając się uspokoić.
-No tak długo czekaliśmy w samochodzie,że w końcu przyszliśmy zobaczyć co się dzieje.A ja wygrałem 5 dolarów.-Zaczął się głupkowato śmiać Harry.
-Co?-Szybko się odwróciłam i spojrzałam na Zayna,pytającym wzrokiem.
-Harry założyła się w samochodzie z Niall'em że jak przyjedziemy to będziesz jeszcze spała.No i wygrał.
-O Boże,nie mają już co robić.-Mruknęłam i wyciągnęłam z szafy ubrania.
-Lila pośpiesz się.Za 10 minut widzę cię na dole.-Odezwał się Zayn i razem z Harry wyszli z mojego pokoju.
-Zastanowię się.-Szepnęłam już do siebie i wychodząc do łazienki zgarnęłam jeszcze z podłogi spodnie.Wyszłam z pokoju i na korytarzu zobaczyłam Zayna siedzącego na krześle.Zdziwiłam się trochę,bo po pierwsze co robi tu to krzesło a po drugie dlaczego na nim siedzi brunet.
-A ty tu czego?-Burknęłam w jego stronę.
-Pilnuje,żebyś wyszła z pokoju,a nie poszła z powrotem spać.-Powiedział spokojnie.
-Niby jak miała bym dalej spać w mokrej pościeli geniuszu.
-No..nie wiem.To Louis kazał mi tu na ciebie czekać-Szybko się wybronił.Machnęłam tylko ręką i poszłam do łazienki.Postanowiłam zrobić im na złość i wcale się nie śpieszyłam.Po woli weszłam pod prysznic a gdy już się umyłam i stałam w ręczniku przed lustrem usłyszałam głos Zayna.
-Lila szybciej.-Mówił trochę wkurzony.
-Ale mnie się nigdzie nie śpieszy.-Odkrzyknęłam i wzięłam się za rozczesywanie włosów.
-Dziewczyno nie przeginaj.-Powiedział,a ja zaczęłam się cicho chichrać i włączyłam suszarkę.
-Nic nie słyszę.-Krzyknęłam.Gdy już włosy były suche ubrałam się i uczesałam.
-Lila wyłaź.-Wydarł się za drzwiami brunet.-Zrobiłam jeszcze tylko warkocza i wyszłam z pomieszczenia.
-Spokojnie,złość piękności szkodzi.-Poklepałam go po ramieniu i poszłam do swojego pokoju.
-Po co tam idziesz?Walizkę i torbę masz już na dole-Pokazał ręką na dolne piętro.
-No dobra,już idę,no.-Mruknęłam i niechętnie zlazłam na dół.
-No wreszcie.Ile można za tobą czekać.-Krzyknął Harry.
-Gdyby nie ty trwało by to krócej.-Powiedziałam.
-Dobra,szybko ubieraj się bo za chwilę się spóźnimy,a samolot na nas nie poczeka.-Ponaglił mnie Liam.
-Zapnij mi buty.-Powiedziałam do Harry'ego.
-Ha,jeszcze czego.-Prychnął.
-Harry załóż jej te buty i jedźmy już.-Odezwał się Liam.Usiadłam zadowolona na schodach a brunet zapiął mi szybko te suwaki bo sama z tym palcem nie dała bym rady,zważywszy jeszcze na to że te cholerstwa ciągle się zacinają.Zarzuciłam jeszcze kurtkę i wtedy przypomniałam sobie,że przecież nie wzięłam z góry telefonu.
-Lila,gdzie ty lecisz?-Zapytał z wyrzutem Louis.
-Jeszcze chwila.-Krzyknęłam ze schodów.Jak burza wleciałam do pokoju,co było błędem bo potknęłam się o rąbek dywanu i runęłam jak długa na ziemię.Od razu poczułam ból w palcu i kolanie.Próbowałam się podnieść jednak noga tak bardzo bolała,że nie mogłam w ogóle wstać.Z ledwością usiadłam na podłodze.Jęczałam z bólu,ale i tak wiedziałam,że ci tam na dole nic nie usłyszą.Rozmasowywałam trochę bolące miejsce i dopiero jakoś po 10 minutach udało mi się wstać,wzięłam wtedy ze stolika telefon i po woli wyszłam z pokoju.Czułam jeszcze raz po raz ukłucia w kolanie,ale ból z chwili na chwilę malał.
-Dziewczyno miała być chwila,a nie kurde 15 minut.Coś ty tam robiła?Za chwilę się spóźnimy przez Ciebie!-Wydarł się na mnie kuzyn.Wtedy po raz pierwszy usłyszałam takiego wkurzonego Louisa.Gdyby nie to że krzyknął na mnie wszystko było by dobrze,ale on zachował się tak w stosunku do mnie a to nie było miłe.
-Nie musisz się drzeć,nie jestem głucha.-Powiedziałam głośno
-No chyba właśnie jesteś,wołaliśmy cię a ty nas olałaś.-Znów krzyknął.
-Louis uspokój się.-Poklepał go po ramieniu Liam.
-Nie muszę was słuchać.-Teraz wywołałam wielką kłótnię,ale jak miałam spokojnie słuchać jak się na mnie wydziera.
-A właśnie,że musisz.
-Muszę?Ja nic nie muszę.Kim ty niby jesteś żeby mi rozkazywać.Pokrewieństwo między nami jak,kurde piąta woda po kisielu i ty chcesz mi mówić co mam robić.
-Taakkk?Czyli uważasz,że nie jestem ci do niczego potrzebny?
-Właśnie tak.Równie dobrze mogę mieszkać pod mostem.Wtedy przynajmniej miała bym święty spokój.Nie musiała bym nigdzie latać,przesiadywać godzinami na sesjach,albo w jakiś zasranych garderobach.Chciała bym żeby jakaś normalna rodzina mnie zaadoptowała.Wtedy mogła bym wracać normalnie ze szkoły do domu.Nie szlaja bym się po jakiś hotelach a przede wszystkim oni na pewno by mnie pokochali i nie krzyczeli by na mnie z byle powodu.
-Ale Lila przecież my traktujemy Cię jak nasze dziecko,każdy chce dla ciebie jak najlepiej.-Przerwał mi ze smutną miną Liam.
-Wy może tak,ale mój kochany kuzyn chyba ma mnie dość.-Spojrzałam na niego,na jego twarzy nie było widać złości tylko coś jakby rozczarowanie.I wcale mnie to nie wzruszyło.-A tak dla twojej wiadomości to siedziałam na górze tak długo,bo się przewróciła i coś strzeliło mi w kolanie.-Krzyknęłam do niego i po woli zaczęłam kuśtykać do drzwi.Wszyscy stali osłupiali,chyba nie spodziewali się że takie słowa wyjdą kiedyś z moich ust.Tak na prawdę nie wiem czemu to powiedziałam.Owszem kiedyś zastanawiałam się jak by to było gdyby jakaś normalna rodzina mnie zaadoptowała,ale szybko odsunęłam od siebie te myśli.
Wyszłam szybo z domu i po chwili usłyszałam za sobą kroki.Obejrzałam się do tyłu i stała tam cała piątka chłopaków.Obojętna poszłam w kierunku samochodów które stały na podjeździe.Stanęłam bez słowa przy wozie Harry'ego i czekałam,aż on przyjdzie.W końcu otworzył drzwi a ja nie patrząc na zachowanie pozostałych wsiadłam do auta.Nie miałam ochoty przebywać teraz w towarzystwie Louisa,najchętniej nigdzie bym nie leciała i zamknęła się w swoim pokoju,ale niestety musimy lecieć to tego zasranego Los Angeles.W innym przypadku na pewno była bym podekscytowana tym wyjazdem,ale teraz jakoś specjalnie nie jestem chętna do podróży.
Gdy do samochodu wszedł Harry z Zaynem i Niallem od razu ruszyliśmy.Z tyłu siedział brunet,z przodu blondyn a loczek prowadził.Nie chciałam z nimi gadać więc szybko włożyłam do uszu słuchawki,ale nie włączyłam muzyki to taka atrapa,wiedziałam,że jak będą myśleć że czegoś słucham to nie będą do mnie gadać.Muszę przyznać,że mój plan zadziałał,bo przez całą drogę nie zamieniłam z nikim ani słowa.Myślałam tylko o swoich słowach i zachowaniu Louisa.W pewnym momencie poczułam jak po moich policzkach zaczynają spływać łzy.Nie chciałam aby ktoś je zobaczył i od razu je starłam,ale gdy przypomniałam sobie co paręnaście minut wcześniej powiedziałam i ten okropny krzyk Louisa łzy znowu wypłynęła z moich oczu i tak w kółko.W końcu zrezygnowałam ze ścierania słonego płynu z twarzy,bo to i tak nie miało by sensu.Miałam w nosie czy ktoś je zobaczy,czy nie po prostu siedziałam i płakałam.
Nie wiem kiedy mój płacz zmienił się w szloch tak,że wzrok całej trójki spoczął na mnie.I tak na prawdę nie mam pojęcia dlaczego ta sytuacja,aż tak mną wstrząsnęła.Myślę,że po prostu dzisiaj był jeden z tych dni w których po prostu chce być sama ze sobą,odizolować się od świata i wspominać stare dobre czasy z rodzicami a do tego doszła jeszcze ta kłótnia i już nie wytrzymałam,coś we mnie pękło.
-Lila co jest?-Pierwszy odezwał się Zayn.
-Wiecie,że ja tak na prawdę nie myślę.-Wyszlochałam.
-Oj,mała.Pewnie,że to wiemy.-Powiedział Niall.
-No już,Louisa trochę poniosło.Nie płacz.-Przysunął się bliżej mnie chłopak.
-Nie,proszę dajcie mi trochę popłakać.-Czułam,że łzy tak łatwo mnie nie opuszczą,a nie miałam też ochoty na wysłuchiwanie,żebym już nie ryczała i się ogarnęła.Wszyscy spojrzeli na mnie jak na kosmitkę,ale w końcu odezwał się Harry.
-Dobrze,ale my po prostu nie umiemy patrzeć jak bliska nam osoba cierpi,a my nie możemy jej pomóc.-Spojrzał na mnie we wstecznym lusterku.
-Bliska?Przecież ja jestem dla was obcą osobą.-Powiedziałam smutno.
-Nie mów tak,bo to nie prawda.-Uśmiechnął się pocieszająco Niall.
-Jesteś dla nas jak rodzina,zawsze będziemy cię chronić i pomagać Ci w trudnych chwilach.Ja traktuje cię jak jedną z moich ukochanych sióstr.-Powiedział Zayn i otarł jedną łzę z mojego policzka.To co powiedział było na prawdę miłe i dodało mi trochę otuchy.
-Wiesz ja też zawsze chciałem mieć siostrę i ty nią właśnie jesteś.-Odwrócił się w moja stronę Niall.
-No widzisz a ja teraz mam dwie wspaniałe siostrunie.-Powiedział piskliwym głosikiem Harry przez co wszyscy zachichotaliśmy,nawet ja.
-Dzięki,ale wiem,że mówicie tak tylko żeby mnie pocieszyć.-Powiedziałam,chociaż w głębi serca miałam nadzieję,że się mylę.
-No coś ty.Nawet tak nie myśl.-Poczochrał mnie po włosach Zayn,a ja spojrzałam na niego morderczo i na nowo zrobiłam kitkę.
-No przeprasza.
-Przebaczam.-Uśmiechnęłam się delikatnie i właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego,że z moich oczu już nie lecą ciurkiem łzy i tak było już przez najbliższe 10 minut do puki nie zatrzymaliśmy się przy lotnisku.Gdy tylko wysiadłam z auta,zobaczyłam Louisa i przypomniały mi się jego słowa i ton z jakim się do mnie zwracał automatycznie w oczach zebrały mi się łzy.Pierwszy zauważył to Zayn,bo wysiadało d razu po mnie z samochodu.Nic nie powiedział tylko objął mnie ramieniem i razem szliśmy w stronę tylnego wejścia na lotnisko,bo przy głównym mimo wczesnej pory zebrało się już mnóstwo fanek.Przy pomocy ochroniarzy dostaliśmy się do dużej hali.Nie wiem co działo się z moją walizką bo szłam praktycznie cały czas wtulona w Zayna.
-Już ciiii..-Szepnął mi we włosy gdy się zatrzymaliśmy.Rozejrzałam się dookoła,staliśmy właśnie w kolejce do odprawy gdy spojrzałam do tyłu gdzie stał Louis,nie chciałam na niego patrzeć więc szybko z powrotem przytuliłam się do bruneta i szlochałam cichutko w jego koszulkę.Przez dalsza część odprawy trochę się uspokoiłam tak,że gdy przychodziłam przez bramkę już nie płakałam.Weszliśmy szybko do samolotu i miałam taką dziwną satysfakcję,że mimo wszystko zdążyliśmy na czas,a Louis się mylił.Siedzieliśmy w osobnym "przedziale" z ludźmi z ekipy.Było ich o wiele mniej niż przy ostatnim wyjedźcie to pewnie dlatego,że wtedy był koncert a dzisiaj jedziemy tam tylko po to aby chłopacy wystąpili w finale x-Factor.Zajęłam miejsce zaraz przy wejściu a zespół poszedł jeszcze dalej i nawet nie zauważyli mojej nie obecności,ale to bardzo dobrze.Obok mnie nikt nie usiadł,bo specjalnie położyłam tam moją torbę,a miejsc było dosyć tak,że każdy się zmieścił.I właśnie tak zaczął się nudny dwunastogodzinny lot.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 7 Komentarzy=Następny rozdział

Hej,kończę w takim momencie bo u mnie właśnie zaczęła się wichura i burza.Nie wiadomo jak długo będzie trwać,a rodzice każą mi schodzić z kompa,dlatego wstawiam wam rozdział teraz.A u was jaka pogoda?
I jak się podoba rozdział? Oczywiście przepraszam za błędy.
O Boże,ale teraz zagrzmiało.Musze spadać.

czwartek, 22 maja 2014

Pytanie!!!

Tym razem nie rozdział,bo nie ma jeszcze tylu komentarzy.A szkoda bo już prawie skończyłam kolejny 27 rozdział.Chyba,że ładnie mnie poproście to się zastanowię.Hehe
Ale teraz nie o tym.Mam jedno pytanie,czy może ktoś wie jak wstawić szablon na bloga?Jak widzicie zrobiłam nowy motyw,ale wstawiłam to jako obraz.Nie umiem zrobić tak jak jest na innych bloga,że wszystko zlewa się w całość.Rozumiecie o co mi chodzi? Bardzo was proszę o jakieś rady.
A w ogóle co sądzicie o tym wyglądzie bloga? Wiecie jestem trochę nie zdecydowana i muszę co jakiś czas zmienić co nie co.Robiłam to wczoraj bo nie poszłam do szkoły i w sumie nie wiem czy może tak zostać.
Z góry dziękuje wam za rady ;))

piątek, 16 maja 2014

Rozdział 26

18 Grudnia Wtorek 16:10


Mimo złamanego palca i tak chodzę do szkoły,niestety.Chociaż jest jeden plus,nie muszę nic pisać,a po lekcjach kseruje sobie wszystkie notatki od Mai i takim sposobem mam się z czego uczyć.Niestety sprawdzian musiałam pisać z pomocą nauczycielki,ja dyktowałam a ona pisała co nie było fajne,bo podwójnie się denerwowałam.Właśnie skończyłam lekcje,notatki też już mam,pożegnałam się z Maią i wyszłam ze szkoły.Nigdzie nie widziałam znajomych mi samochodów i trochę się wkurzyłam,bo myślałam,że znowu o mnie zapomnieli.Na szczęście wtedy zauważyłam Prestona,był to jeden z moich ulubionych ochroniarzy dlatego od razu do niego podbiegłam.
-No siema młoda.-Wyciągnął rękę w moim kierunku,a ja przybiłam mu piątkę.
-Siema staruszku.-Zaśmiałam się.Może wydawać się to dziwnie,ale nasze powitania zawsze tak wyglądały.
-Gdzie jedziemy?-Zapytałam się wsiadając do samochodu.
-Chłopacy są na sesji,i teraz mam cię do nich przetransportować.-Odpowiedział zapalając silnik.
-Aha.-Zapięłam pas i czekałam aż samochód ruszy.
-A jak tam w szkole?
-Masakra,wiesz co dzisiaj robiliśmy na plastyce?
-No oświeć mnie.-Zaśmiał się.
-Ozdoby choinkowe,a mój aniołek wyszedł jak zmutowany jednorożec.Wiesz,że dopiero dzisiaj zdałam sobie sprawę z tego że za tydzień są święta.-Powiedziałam smutno i spuściłam głowę na dół.
-Oj,złotko nie smuć się.-Uśmiechnął się pocieszająco do lusterka aby na mnie spojrzeć,gdyż siedziałam z tyłu.
-Łatwo mówić.Najlepiej jakby tych świąt w ogóle nie było.-Powiedziałam cicho.Na prawdę nie chce świąt,ale chyba nikogo nie powinno to dziwić.Pierwsza wigilia bez rodziców wcale nie będzie łatwa.A fakt,że 24 grudnia miną 4 miesiące od wypadku wcale nie poprawia sytuacji.Nie wiem jak przeżyje te parę dni.Całą drogę myślałam o tegorocznych świętach a z transu wyrwał mnie głos Prestona.
-Lila,wysiadaj.-Powiedział gdy otworzył mi drzwi i wziął mój plecak.Weszliśmy do dużego budynku i windą pojechaliśmy na 8 piętro.
-No już,rozchmurz się.-Uśmiechnął się do mnie po raz kolejny.Aby się odczepił uśmiechnęłam się blado w jego stronę,a potem znów spuściłam głowę i patrzyłam na podłogę.
-Dobra wchodź.-Otworzył przede mną drzwi do wielkiego pomieszczenia gdzie znajdowało się dość dużo ludzi,na środku znajdował się duży biały i obok niego czerwony materiał,a przed nimi stał aparat.Weszłam w głąb pomieszczenia i ujrzałam chłopaków siedzących na krzesłach przed wielki lustrami
-O Lila już jesteś.-Pierwszy zauważył mnie Zayn.
-No jak widać.-Odburknęłam
-Ej,co jest?-Powiedział podejrzliwie. .-Musiałam coś wymyślić,bo nie chciałam,aby w czasie pracy się o mnie martwili i żeby coś im nie wyszło.Podeszłam do siedzenia Harry'ego,oparłam się o nie i spojrzałam na Louisa.
-Kiedy pojedziemy do domu?-Zapytałam głosem męczennicy.
-Lila,dopiero co zaczynamy,a chyba nie chcesz sama siedzieć w domu,co?
-No nie chce.-Przyznałam mu racje.
-No to bądź grzeczna bo my już zaczynamy.-Odezwał się Liam i wszyscy jak na zawołanie wstali z siedzeń i poszli w stronę ustawionego aparatu.
-Taa..jasne bądź grzeczna.-Mruknęłam zła pod nosem i usiadłam na małej kanapie pod ścianą.Nie byłam w humorze i nie miałam ochoty siedzieć w jakimś obcym miejscu.najbardziej chciałam wtedy jechać do domu położyć się na łóżko i płakać w poduszkę.Niestety tutaj nie mogłam płakać,bo od razu wszyscy pytali by się co się stało,a ja nie chciałam z nikim gadać.Siedziałam i tępo wpatrywałam się w ścianę przede mną.Włożyłam słuchawki do uszu i wsłuchałam się w tekst piosenki.<KLIK>

Zdaje się, jakby to było wczoraj, gdy widziałam twoją twarz.

Powiedziałeś mi, jaki jesteś dumny, lecz ja odeszłam.


Gdybym tylko wiedziała to, co wiem dziś...

Och...

Tuliłabym cię w swoich ramionach,

Sprawiłabym, żeby ból odszedł.

Dziękuję ci za wszystko, co zrobiłeś,

Wybaczam wszystkie twoje błędy.

Nie ma nic, czego bym nie zrobiła,

By znów usłyszeć twój głos.

Czasami chcę do ciebie zadzwonić
Ale wiem, że nie odpowiesz

Och, przepraszam, że cię obwiniałam,

Za wszystko, czego nie potrafiłam zrobić.

Skrzywdziłam siebie, krzywdząc ciebie.

Są dni, kiedy jestem w rozsypce, ale nie przyznam tego.

Czasami chcę się ukryć, bo za tobą tęsknię,

I tak trudno jest powiedzieć żegnaj,

Gdy sprowadza się to do tych zasad, taa.
Powiedziałbyś mi, że się myliłam?

Pomógłbyś mi zrozumieć?

Czy patrzysz gdzieś na mnie z góry?

Jesteś dumny z tego, kim jestem?
Nie ma nic, czego bym nie zrobiła,

By dostać jeszcze jedną szansę,

By spojrzeć w twoje oczy

I zobaczyć, że odwzajemniasz spojrzenie.

Och, przepraszam, że cię obwiniałam,

Za wszystko, czego nie potrafiłam zrobić.

Skrzywdziłam siebie, och...

Gdybym miała jeszcze choć jeden dzień,

Powiedziałabym ci, jak bardzo za tobą tęsknię,

Odkąd odszedłeś.

Och, to ryzykowne,

To niemożliwe

Żeby spróbować cofnąć czas.

Och, przepraszam, że cię obwiniałam,

Za wszystko, czego nie potrafiłam zrobić.

Skrzywdziłam siebie, krzywdząc ciebie.




W połowie piosenki jedna łza spłynęła po moim policzku,jednak szybko ją starłam wsłuchiwałam się dokładnie w dalszy tekst.On tak dobrze odzwierciedlała moje uczucia,że miałam wrażenie,że ktoś pisząc tą piosenkę myślał o mnie co jest kompletną bzdurą.Razem z końcem piosenki ściągnęłam słuchawki i spojrzałam w stronę chłopaków,aby sprawdzić czy coś podejrzewają.Jednak ci szczerzyli się do aparatu a mi widząc Harry'ego wygłupiającego się w wózku na zakupy na twarz wkradł się mały uśmieszek. Obserwowałam ich chyba z pół godziny i wtedy zdałam sobie sprawę za tego,że znalazłam się naprawdę u dobrych ludzi,którzy może nie mają takiego doświadczenia w wychowywaniu dzieci jak starsi ludzie,bo oni tak na prawdę sami są dziećmi,ale własnie to ułatwia mi dogadanie się z nimi.Oczywiście trochę muszą ponarzekać,ale i tak nie są najgorsi.Przez ten widok humor trochę mi się oprawił i zapomniałam nawet o tym co jeszcze jakiś czas temu mnie gnębiło.


















Już chciałam z powrotem włożyć do uszu słuchawki gdy usłyszałam głos Liama.
-Lila,chodź do nas.-Wszyscy uśmiechali się od ucha do ucha.Z małą nie chęcią wstałam z miejsca i niepewnie do nich podeszłam.
-Co?-Zapytałam ciekawa czego ode mnie chcą.
-Uśmiech-Krzyknął za moimi plecami Harry i szybko cyknął mi fotkę gdy się odwracałam,przez co wyszła trochę zamazana.
-Kto dałci w ręce aparat?Ja to bym się o niego bała.-Powiedziałam poważnie a czwórka chłopaków za moimi plecami i parę osób z ekipy słysząc moje słowa zaśmiała się.
-Ha...ha...ha...normalnie tak się uśmiałem jak nigdy.-Mówił ,patrząc na mnie zabójczo.
-Dobra Lila chodź ustaw się do zdjęcia.-Krzyknął na cały głos Niall.
-Pod jednym warunkiem.-Skrzywiłam się.
-Jakim?-Spytał zdziwiony gdy reszta już przybrała dziwne pozy.
-Nie będziesz mi więcej krzyczał do ucha.-Wydarłam się do niego i uśmiechnęłam triumfalnie gdy ten zatkał uszy.-Widzisz jak to przyjemnie.-Powiedziałam już spokojnie.
-Dobra..dobra.-Machnął ręką i poszedł do swoich kolegów.
-Lila no chodź.-Usłyszałam nawoływanie Liama.Szybko doszłam na plan z białym tłem i patrzyłam jak chłopacy wygłupiają się przed aparatem.Harry znowu siedział w wózku na zakupy,Niall trzymał na barana Zayna,Louis chyba chciał żeby brunet spadł,bo ciągle ciągnął go za nogawkę,a Liam się z nich śmiał.Ustawiłam się koło nich i poczułam wiatr we włosach,odwróciłam się do tyłu a tam stał włączony wiatrak który skierowany był prosto na mnie.Spojrzałam się prosto w obiektyw i szeroko uśmiechnęłam,po chwili dołączyli do mnie chłopacy i wszyscy szczerzyliśmy się do aparatu.




W pewnym momencie poczułam jak odrywam się od podłogi spojrzałam w górę i okazało się że Liam bierze mnie na ręce.Chwyciłam go za szyję i głośno się śmiałam,a fotograf ciągle robił zdjęcia.Po jakiś 15 minutach zabawy na planie zdjęciowym,trzeba było dokończyć pracę dlatego ja udałam się z powrotem na stare miejsce,żeby im nie przeszkadzać.Wyciągnęłam z torby książkę i zaczęłam czytać.Po dwóch godzinach śmiechów,krzyków i nerwów sesja się zakończyła,a ja szczęśliwa,że już możemy wracać do domu w dwie sekundy znalazłam się w samochodzie.

------------------------------------------------------------------------------------------


8 Komentarzy=Następny rozdział


Rozdział datki sobie,bo pisałam go tylko przez dwa dni.Zaczęłam w niedziele,a dzisiaj skończyłam,bo jak wiecie byłam na wycieczce,a jak wróciłam to okazało się,że zasilacz od laptopa się popsuł i dopiero dzisiaj dostałam nowy.Chciałam go dodać jeszcze dzisiaj i niestety końcówa mi nie wyszła bo jutro moja mama ma urodziny i nie będę miała czasu pisać,a w niedziel jadę do kuzyna na rocznice komunii i też nie będzie mnie cały dzień.Poniedziałek też mam tak zawalony,że raczej nie dała bym rady wstawić,dlatego robie to teraz.Mam nadzieję,że chociaż komuś się spodoba.

Przypominam,że na blogu istniej zakładka "Pytania do postaci" i możecie tam pytać i mnie i postacie o co tylko chcecie.Jeżeli macie jakieś wątpliwości co do opowiadanie i czegoś nie rozumiecie to pisać śmiało. :)

sobota, 10 maja 2014

Rozdział 25

Rozdział pisany z pomocą Rose za co chciała bym jej bardzo podziękować.


Czy ktoś mi powie po co tu jesteśmy?-Powiedziałam po raz trzeci i znów odpowiedziała mi tylko cisza.Idziemy długim korytarzem a wszyscy są tak pochłonięci rozmową że nikt mnie nie słyszy.
-Halo.-Prawie krzyknęłam a na mój głos odwrócił się tylko Michael.
-Co?-Zapytał zdziwiony.
-Pytam się po raz ostatni po co tu jesteśmy?-Powiedziałam zadowolona,że w końcu się czegoś dowiem.
-Podpiszemy kontrakt a potem pojedziemy na próbę One direction.-Powiedział z uśmiechem.
-No i o to mi chodziło.-Powiedziałam pod nosem a ten tylko dziwnie na mnie spojrzał i wrócił do rozmowy z Louisem.
-Usiądź i poczekaj tu na nas.-Powiedział Louis gdy chłopacy zaczęli wchodzić do jednego z pomieszczeń.
-No dobra.-Szepnęłam do siebie bo bruneta już nie było.Usiadłam na kanapie która stała na przeciwko dużego biurka za którym siedziała młoda kobieta i rozmawiała przez telefon.Wyciągnęłam swoją komórkę i zaczęłam grać w sudoku.Niektórzy ludzie uważali że to strata czasu na przykład moja mama,nigdy nie potrafiła w to grać i zrozumieć ze komuś może się to podobać.Po pół godzinie zespół razem z Louisem wyszli z pomieszczenia i pojechaliśmy na miejsce gdzie miała się odbyć próba zespołu.
Odgodziny siedzimy w studiu i czekamy na Zayna,Nialla i Liama którzy są już bardzo spuźnieni,a przez ten czas zdążyłam już trochę poznać chłopaków z 5sos.Ponieważ między wygłupami chłopacy zdążyli mi już o sobie opowiedzieć i muszę przyznać,że nawet ich polubiłam.Siedzę teraz na jednej z kanap obok Luka i co chwilę dźgam go palcem w brzuch aby oddał mi mój telefon ,który wyrwał mi z ręki jakieś pół godziny temu.
-Luke oddaj mi to.-Powiedziałam głośno i prawie się na niego rzuciłam.
-To go sobie weź.-Wzruszył ramionami i podniósł rękę do góry.Jednak nie pomyślał o tym,że siedzimy na kanapie więc ja spokojnie na niej stanęłam i wyrwałam swoją własność z jego dłoni.Niestety gdy już chciałam wrócić do swojej poprzedniej pozycji noga podwinęła mi się o poduszkę i wylądowałam za oparciem kanapy,na szczęście podłoga wyłożona była dywanem i nie poniosłam żadnych szkód.
-Lila ok?-Usłyszałam tylko czyjś głos zza kanapy.
-Żyję.-Szybko się pozbierałam i oszołomiona stanęłam na nogach,a wszyscy w pomieszczeniu czyli Louis,Calum,Michael,Ashton,Helene nauczycielki śpiewu która pracuje dla 1D a teraz zajmie się też 5sos,no i był jeszcze Matt ich menażer,spojrzeli się na mnie.
-Ałaaa mój tyłek.-Szepnęłam pod nosem i się skrzywiłam.
-Normalnie chodzące nieszczęście.-Zachichotał Calum,a ja spojrzałam na niego wzrokiem zabójcy.
-Nie złamałaś sobie czegoś przypadkiem?-Tym razem nabijał się ze mnie Louis.
-A wiesz,że cudem zostałam w całości.-Powiedziałam obrażona i zpowrotem usiadłam na kanapie.Jedyny plus był taki,że odzyskałam swój telefon.Wszyscy rozmawiali i się śmiali.
-Louis chodź na chwile musimy porozmawiać.-Starał się mówić poważnie Harry,ale ja i tak wyczułam,że coś się szykuje.Spojrzeli na siebie porozumiewawczo i wyszli z dużego pomieszczenia.Przeglądałam właśnie tweety gdy bruneci z powrotem pojawili się w pokoju z pełnymi wiadrami wody.No i już wiedziałam co się stanie.Jak w zwolnionym tempie Harry podszedł do kanapy na której siedział Miachael i Calu a Harry stanął obok Ashtona i Luka i oboje wylali  na nich swoje wiadra wody,wtedy rozpętało się prawdziwe piekło, nie wspominając o tym że pokój tonął w wodzie!Żeby nie być cała mokra tak jak oni szybko schowałam się za kanapą i z bezpiecznej odległości oglądałam to widowisko.
-Za co to?-Krzyknął śmiesznym głosem Calum
-Jak to,musieliśmy ochrzcić nowy zespół,nie?-Zaśmiała się Harry.Nagle Lou poślizgnął się i przejechał po podłodze ścinając chłopaków z nóg tak że każdy leżał na swoim koledze.Nie mogąc przestać się śmiać ukradkiem zrobiłam im zdjęcie i postanowiłam wysłać do Madison spełniając swój plan.Dodałam dopisek 'Mamy kupę pracy,wręcz w niej toniemy " i wysłałam.Chłopacy zaczęli się podnosić z ziemi,a Helen przyniosła im ręczniki aby mogli się powycierać.Z racji tego że znajdowaliśmy się w garderobie każdy znalazł jakiś ciuch i już po parunastu minutach wszyscy byli przebrani w suche rzeczy.
Nagle do garderoby wszedł Niall z Brook a za nimi Liam i Zayn.Od razu przypomniała mi się ta sytuacja z wczoraj a w kącikach oczu zaczęły zbierać się łzy.Nie chciałam gadać z tą parą,ani w ogóle na nich patrzeć,nie wiem dlaczego ciągle to tak przeżywałam,alem po prostu nie potrafiłam im tego wybaczyć.
-Lila co ci się stało w rękę?-Zapytała się przejęta dziewczyna gdy zobaczyła mój zabandażowany palec.
-Co cię to obchodzi.Jakoś ostatniego wieczoru nie byłaś zainteresowana rozmową ze mną.
-Liluś...
-Nie.Mów.Tak.Do.Mnie.-Mówiłam głośno.
-Proszę cie.
-Nie.Zostaw.Mnie.
W sali zapanowała cisza ale długo nie trwała bo do akcji wkroczył Lou.
-Jak mogliście ją tak potraktować. Czy wy jesteście normalni.To co ma z palcem to tylko i wyłącznie wasza wina.-Był zdenerwowany,jeszcze nigdy nie widziałam go takiego.Oczy Brook napełniły się łzami a Niall spuścił smutno głowę na dół. Może to dziwne ale czułam jakąś chorą satysfakcję z tej sytuacji.Całe to zamieszanie przerwał mój telefon.Było mi to całkiem na rękę bo nie chciałam przebywać w towarzystwie kogokolwiek.
-Będę na dworze.-Syknęłam tylko i wyszłam,a reszty ich interesującej rozmowy nie usłyszałam.
-Halo?
-Hej tu Nathan.Chciałem bardzo ci podziękować za to zdjęcie. Jak młoda je dostała od razu mi je pokazała i nie mogła przestać się śmiać.Dawno jej takiej nie wiedziałem.
-Nie ma sprawy.Cieszę się.-Starałam się mówić normalnie.
-A co u ciebie ?
-Długo by opowiadać.-Westchnęłam i usiadłam na murku.
-Mam czas!-Powiedział wesoło.Rozmawialiśmy chyba z godzinę,aż zrobiło się zimno i zaczął padać deszcz więc wróciłam do studia.
-Lila gdzieś ty była?Martwiliśmy się- powiedział Liam
-Zupełnie nie potrzebnie.Mówiłam że będę na dworze.Rozmawiałam przez telefon.-Wytłumaczyłam się i nie patrząc na Brook usiadłam na kanapie obok Luka.
-A z kim?-spytał Harry.
-Niech cię to nie obchodzi.-Syknęłam i spojrzałam na resztę chłopaków którzy zajęci byli próba.
-Dzwonił jakiś Nathan.-Odezwał się Luke,a ja zabiła bym go wtedy wzrokiem.
-Uuuu...Lila ma chłopaka,poważna sprawa Harry tarzał się po podłodze ze śmiechu,a ja tylko krzywo się na niego patrzyłam.
-Och zamknij się Harry.To nie mój chłopak tylko przyjaciel.-Mruknęłam,Liam i Harry wrócili do próby,Brook na nich patrzyła a ja wyjęłam książkę z torby i zaczęłam czytać.W pewnej chwili poczułam się zmęczona i powoli odpłynęłam do krainy snów.

<Oczyma Louisa>



Kończyliśmy powoli próbę i zastanawiało mnie co  robi Lila bo wcale jej nie było słychać.Spojrzałem w stronę sofy a z moich ust wydobyło się ciche awwww.Wszyscy spojrzeli w tym samym kierunku co ja i się uśmiechnęli.Lila spała na kanapie z książką na kolanach.Wyglądała tak słodko i bezbronnie.
- Dobra kończymy na dziś- powiedział Paul.
Pozbierałem rzeczy małej a Liam wziął ją na ręce i udaliśmy się wszyscy do samochodu.Chłopaki z 5sos pojechali razem z nami. Gdy dojechaliśmy do mojej willi Liam zaniósł Lil do pokoju a my z chłopakami zamówiliśmy pizzę i włączyliśmy mecz.Wyjaśniłem sobie wszystko z Niallem i Brook,ale nie wiem czy Lila im tak łatwo wybaczy,bo od jakiegoś czasu jej humor bardzo często się zmienia i nigdy nie wiadomo jak się zachowa.

<Oczyma Lily>


Obudził mnie przeszywający ból w palcu tak,że rozchodził się po całej ręce.Stęknęłam i szybko zeszłam z łóżka.Dopiero wtedy mnie olśniło,że przecież zasnęłam na kanapie w studiu a nie u siebie w pokoju.Rozejrzałam się jeszcze raz i uświadomiłam sobie,że próba pewnie się skończyła a spałam tak mocno że nawet nie poczułam jak ktoś mnie tu przyniósł.Chwiejnym krokiem wyszłam z pokoju i zeszłam na dół,gdzie ujrzałam całe one direction i całe 5sos.Ucieszyłam się gdy nie spostrzegłam tam Brook bo nie chciałam na nią patrzeć.Wszyscy siedzieli zapatrzeni w telewizor jakby cały inny świat nie istniał.Dlatego też nikt nie zauważył gdy pojawiłam się na parterze.Żeby odciągnąć ich uwagę od ekranu krzyknęłam na cały głos.
-Louis kuchni ci się hajcuje.-Ten od razu się zerwał i pobiegł na korytarz po gaśnicę,a już wtedy na moja twarz wstąpił złośliwy uśmieszek.
-Ej,zaraz przecież tu się nic nie pali.-Powiedział zdziwiony po kilku sekundach przebywania w kuchni.Spojrzałam na kuzyna potem,na chłopków siedzących w salonie i wszyscy wybuchnęliśmy głośnym śmiechem a Louis stała na środku pomieszczeni z tą gaśnicą w ręce i miał minę jakby chciał nas wszystkich pozabijać.
-Ha...Ha...Ha...Bardzo śmieszne.-Powiedział sarkastycznie i z powrotem usiadł obok Zayna.Ja nadal nie mogłam się przestać się z niego nabijać i aż leżałam na ziemi ze śmiechu.
-Młoda ogarnij się.-Spojrzał na mnie a potem znowu na mecz.W końcu pozbierałam się z tej podłogi i usiadłam na oparciu kanapy obok Liama bo nigdzie już nie było wolnego miejsca.Patrzyłam ślepo w ekran i nie mogłam zrozumieć czemu to ich tak fascynuje.Nigdy nie lubiłam patrzeć jak kilkunastu spoconych facetów gania za piłką.Podczas moich rozmyśleń,ból który na chwilę zniknął znowu powrócił i to ze zdwojoną siłą.
-Zaraz umrę.-Jęknęłam,a Harry i Liam się na mnie spojrzeli,reszta była tak zafascynowana grą że nic nie słyszała.
-Co jest?Najpierw tarzasz się ze śmiechu a teraz umierasz?-Zapytał rozbawiony Harry.
-Chyba ta tabletka przeciw bólowa którą dał mi Louis przestała działać.-Jęknęłam
-Och,poczekaj zaraz przyniosę ci następną.-Powiedział już poważniej i poszedł do kuchni.Wrócił po chwili podał mi tabletkę i szklankę wody.Wzięłam ją i poszłam do swojego pokoju bo nie miałam ochoty wysłuchiwać narzekań chłopaków że jakiś osioł nie trafił do bramki.Wzięłam komputer Louisa z jego pokoju i usiadłam na swoim łóżku przeglądając twittera na którym przybyło mi obserwatorów,zajrzałam też na facebooka i na instagrama na który nie logowałam się przez ostanie pół roku.Przejrzałam dokładnie swoje stare zdjęcia z uśmiechem na ustach ostatnie zdjęcie jakie tam włożyłam było zrobione przez Brook w moim pokoju.
Pamiętam to bardzo dokładnie tak jakby to było wczoraj.Dziewczyna parę dni wcześniej dostała nowy aparat i przez następne dwa tygodnie nie ruszała się bez niego z domu.Pamiętam,że jak weszła wtedy do mojego pokoju i usiadła na łóżku zobaczyła mój zegarek który dostałam od koleżanki.Kazała mi go wziąć w ręce i zrobiła mi wtedy chyba ze 100 zdjęć.Z rozmyśleń wyrwał mnie odgłos otwierających się drzwi.
-Lila jak się czujesz?-Zapytał się Liam stając obok drzwi.
-Może być,tabletki działają.-Uśmiechnęłam się do niego.
-Aha,to dobrze.Chciałem ci powiedzieć że Harry zrobił ci kolację i masz zejść na dół.
-Dobra,już idę.-Zamknęłam laptopa i za chłopakiem zeszłam na dół.W kuchni czekał na mnie talerz makaronu z sosem serowym.Zanim usiadłam do stołu i kontem oka zerknęłam na telewizor,na szczęście nie leciał mecz tylko jakaś komedia.Jedząc słuchałam telewizji bo niestety z tego miejsca gdzie siedziałam nie było nic widać,ale teksty z tego filmu był tak głupkowate,że co chwile się śmiała,z resztą podobnie jak cała reszta.Po posiłku usiadłam na dywanie przy stoliku przed kanapą i obejrzałam do końca film.Harry co jakiś czas komentował film,prze co wszyscy jeszcze bardziej tarzaliśmy się ze śmiechu.O godzinie 22:37 film się skończył a ja zostałam wygoniona do spania.Nie miałam siły,żeby się kłucić więc mimo niezadowolenia poszłam do gór gdzie przebrałam się w cieplutką piżamkę i poszłam spać.

--------------------------------------------------------------------------------------------
6 Komentarzy=Następny rozdział 

I oto jest następny rozdział mam nadzieję,że się podoba.Sorry za błędy.Nie wiem kiedy będzie następny rozdział bo jadę teraz na wycieczkę i przez trzy dni nie będę nic pisać więc rozdział nie pojawi się pewnie w przyszłym tygodniu,chyba że będzie po prostu trochę krótszy.Jak wolicie krótki i wcześniej czy dłuższy i później???
A i przypominam że założyłam zakładkę na blogu gdzie możecie zdawać pytania do mnie albo do bohaterów gdybyście mieli jakieś wątpliwości i nie tylko co do opowiadania.