niedziela, 25 maja 2014

Rozdział 27

 Rozdział napisany dla Any z okazji jej urodzin!

Dziękuje również za te 7 tysięcy wyświetleń.To dla mnie bardzo dużo znaczy i dale mi dużo motywacji do pisania dalej tego opowiadania.

 

 

19 Grudnia Środa 6:36


-Lila złaź na dół,natychmiast!-Usłyszałam po raz setny krzyk Louisa z dołu.Od pół godziny próbuje mnie dobudzić,ale za bardzo mu to nie wychodzi,bo ja ciągle leże w łóżku z zamkniętymi oczami i w sumie to już prawie śpię.
-Mówię ostatni raz.Na dół.-Znów krzyknął.
-No i super.-Mruknęłam do siebie i przykryłam się bardziej kołdrą.Przez następne pół godziny był taki spokój,że zasnęłam na dobre.W pewnej chwili usłyszałam skrzypnięcie drzwi,ale za bardzo się tym nie przejęłam.
-Wstawaj!-Usłyszałam i poczułam jak ktoś ściąga ze mnie kołdrę,a w ułamku sekundy później poczułam na sobie lodowatą wodę.Jak strzała wyleciałam z łóżka piszcząc i wytarłam się pierwszą lepszą bluzką jaka leżała na podłodze.
-Ty idioto!-Wydarłam się najgłośniej jak tylko mogłam i spojrzałam na osobę która stała nade mną.Był to Harry,no bo oczywiście kto inny wpadł by na taki głupi pomysł?
-Harry jesteś martwy!-Znowu krzyknęłam,na co ten zaczął się głupio śmiać.-Spalisz się w piekle!-Wydarłam się.
-Ooo..już wstałaś.-Do pokoju wszedł Zayn z uśmiechem na pół twarzy.
-Taa..tylko,że sposób budzenia nie był przyjemny.-Posłałam brunetowi zabójcze spojrzenie,na co Zayn się zaśmiał.
-Na prośby nie reagowałaś,to trzeba było siłą.-Wzruszył ramionami loczek.
-Za bardzo to ty się nie zmęczyłeś.-Fuknęłam.
-A wiesz jakie to wiadro z wodą było ciężkie.I musiałem z nim jeszcze po schodach wejść.-Powiedział,a ja tylko spojrzałam na niego przelotnie i poszłam w kierunku szafy.
-A wy co tu w ogóle robicie?-Zapytałam starając się uspokoić.
-No tak długo czekaliśmy w samochodzie,że w końcu przyszliśmy zobaczyć co się dzieje.A ja wygrałem 5 dolarów.-Zaczął się głupkowato śmiać Harry.
-Co?-Szybko się odwróciłam i spojrzałam na Zayna,pytającym wzrokiem.
-Harry założyła się w samochodzie z Niall'em że jak przyjedziemy to będziesz jeszcze spała.No i wygrał.
-O Boże,nie mają już co robić.-Mruknęłam i wyciągnęłam z szafy ubrania.
-Lila pośpiesz się.Za 10 minut widzę cię na dole.-Odezwał się Zayn i razem z Harry wyszli z mojego pokoju.
-Zastanowię się.-Szepnęłam już do siebie i wychodząc do łazienki zgarnęłam jeszcze z podłogi spodnie.Wyszłam z pokoju i na korytarzu zobaczyłam Zayna siedzącego na krześle.Zdziwiłam się trochę,bo po pierwsze co robi tu to krzesło a po drugie dlaczego na nim siedzi brunet.
-A ty tu czego?-Burknęłam w jego stronę.
-Pilnuje,żebyś wyszła z pokoju,a nie poszła z powrotem spać.-Powiedział spokojnie.
-Niby jak miała bym dalej spać w mokrej pościeli geniuszu.
-No..nie wiem.To Louis kazał mi tu na ciebie czekać-Szybko się wybronił.Machnęłam tylko ręką i poszłam do łazienki.Postanowiłam zrobić im na złość i wcale się nie śpieszyłam.Po woli weszłam pod prysznic a gdy już się umyłam i stałam w ręczniku przed lustrem usłyszałam głos Zayna.
-Lila szybciej.-Mówił trochę wkurzony.
-Ale mnie się nigdzie nie śpieszy.-Odkrzyknęłam i wzięłam się za rozczesywanie włosów.
-Dziewczyno nie przeginaj.-Powiedział,a ja zaczęłam się cicho chichrać i włączyłam suszarkę.
-Nic nie słyszę.-Krzyknęłam.Gdy już włosy były suche ubrałam się i uczesałam.
-Lila wyłaź.-Wydarł się za drzwiami brunet.-Zrobiłam jeszcze tylko warkocza i wyszłam z pomieszczenia.
-Spokojnie,złość piękności szkodzi.-Poklepałam go po ramieniu i poszłam do swojego pokoju.
-Po co tam idziesz?Walizkę i torbę masz już na dole-Pokazał ręką na dolne piętro.
-No dobra,już idę,no.-Mruknęłam i niechętnie zlazłam na dół.
-No wreszcie.Ile można za tobą czekać.-Krzyknął Harry.
-Gdyby nie ty trwało by to krócej.-Powiedziałam.
-Dobra,szybko ubieraj się bo za chwilę się spóźnimy,a samolot na nas nie poczeka.-Ponaglił mnie Liam.
-Zapnij mi buty.-Powiedziałam do Harry'ego.
-Ha,jeszcze czego.-Prychnął.
-Harry załóż jej te buty i jedźmy już.-Odezwał się Liam.Usiadłam zadowolona na schodach a brunet zapiął mi szybko te suwaki bo sama z tym palcem nie dała bym rady,zważywszy jeszcze na to że te cholerstwa ciągle się zacinają.Zarzuciłam jeszcze kurtkę i wtedy przypomniałam sobie,że przecież nie wzięłam z góry telefonu.
-Lila,gdzie ty lecisz?-Zapytał z wyrzutem Louis.
-Jeszcze chwila.-Krzyknęłam ze schodów.Jak burza wleciałam do pokoju,co było błędem bo potknęłam się o rąbek dywanu i runęłam jak długa na ziemię.Od razu poczułam ból w palcu i kolanie.Próbowałam się podnieść jednak noga tak bardzo bolała,że nie mogłam w ogóle wstać.Z ledwością usiadłam na podłodze.Jęczałam z bólu,ale i tak wiedziałam,że ci tam na dole nic nie usłyszą.Rozmasowywałam trochę bolące miejsce i dopiero jakoś po 10 minutach udało mi się wstać,wzięłam wtedy ze stolika telefon i po woli wyszłam z pokoju.Czułam jeszcze raz po raz ukłucia w kolanie,ale ból z chwili na chwilę malał.
-Dziewczyno miała być chwila,a nie kurde 15 minut.Coś ty tam robiła?Za chwilę się spóźnimy przez Ciebie!-Wydarł się na mnie kuzyn.Wtedy po raz pierwszy usłyszałam takiego wkurzonego Louisa.Gdyby nie to że krzyknął na mnie wszystko było by dobrze,ale on zachował się tak w stosunku do mnie a to nie było miłe.
-Nie musisz się drzeć,nie jestem głucha.-Powiedziałam głośno
-No chyba właśnie jesteś,wołaliśmy cię a ty nas olałaś.-Znów krzyknął.
-Louis uspokój się.-Poklepał go po ramieniu Liam.
-Nie muszę was słuchać.-Teraz wywołałam wielką kłótnię,ale jak miałam spokojnie słuchać jak się na mnie wydziera.
-A właśnie,że musisz.
-Muszę?Ja nic nie muszę.Kim ty niby jesteś żeby mi rozkazywać.Pokrewieństwo między nami jak,kurde piąta woda po kisielu i ty chcesz mi mówić co mam robić.
-Taakkk?Czyli uważasz,że nie jestem ci do niczego potrzebny?
-Właśnie tak.Równie dobrze mogę mieszkać pod mostem.Wtedy przynajmniej miała bym święty spokój.Nie musiała bym nigdzie latać,przesiadywać godzinami na sesjach,albo w jakiś zasranych garderobach.Chciała bym żeby jakaś normalna rodzina mnie zaadoptowała.Wtedy mogła bym wracać normalnie ze szkoły do domu.Nie szlaja bym się po jakiś hotelach a przede wszystkim oni na pewno by mnie pokochali i nie krzyczeli by na mnie z byle powodu.
-Ale Lila przecież my traktujemy Cię jak nasze dziecko,każdy chce dla ciebie jak najlepiej.-Przerwał mi ze smutną miną Liam.
-Wy może tak,ale mój kochany kuzyn chyba ma mnie dość.-Spojrzałam na niego,na jego twarzy nie było widać złości tylko coś jakby rozczarowanie.I wcale mnie to nie wzruszyło.-A tak dla twojej wiadomości to siedziałam na górze tak długo,bo się przewróciła i coś strzeliło mi w kolanie.-Krzyknęłam do niego i po woli zaczęłam kuśtykać do drzwi.Wszyscy stali osłupiali,chyba nie spodziewali się że takie słowa wyjdą kiedyś z moich ust.Tak na prawdę nie wiem czemu to powiedziałam.Owszem kiedyś zastanawiałam się jak by to było gdyby jakaś normalna rodzina mnie zaadoptowała,ale szybko odsunęłam od siebie te myśli.
Wyszłam szybo z domu i po chwili usłyszałam za sobą kroki.Obejrzałam się do tyłu i stała tam cała piątka chłopaków.Obojętna poszłam w kierunku samochodów które stały na podjeździe.Stanęłam bez słowa przy wozie Harry'ego i czekałam,aż on przyjdzie.W końcu otworzył drzwi a ja nie patrząc na zachowanie pozostałych wsiadłam do auta.Nie miałam ochoty przebywać teraz w towarzystwie Louisa,najchętniej nigdzie bym nie leciała i zamknęła się w swoim pokoju,ale niestety musimy lecieć to tego zasranego Los Angeles.W innym przypadku na pewno była bym podekscytowana tym wyjazdem,ale teraz jakoś specjalnie nie jestem chętna do podróży.
Gdy do samochodu wszedł Harry z Zaynem i Niallem od razu ruszyliśmy.Z tyłu siedział brunet,z przodu blondyn a loczek prowadził.Nie chciałam z nimi gadać więc szybko włożyłam do uszu słuchawki,ale nie włączyłam muzyki to taka atrapa,wiedziałam,że jak będą myśleć że czegoś słucham to nie będą do mnie gadać.Muszę przyznać,że mój plan zadziałał,bo przez całą drogę nie zamieniłam z nikim ani słowa.Myślałam tylko o swoich słowach i zachowaniu Louisa.W pewnym momencie poczułam jak po moich policzkach zaczynają spływać łzy.Nie chciałam aby ktoś je zobaczył i od razu je starłam,ale gdy przypomniałam sobie co paręnaście minut wcześniej powiedziałam i ten okropny krzyk Louisa łzy znowu wypłynęła z moich oczu i tak w kółko.W końcu zrezygnowałam ze ścierania słonego płynu z twarzy,bo to i tak nie miało by sensu.Miałam w nosie czy ktoś je zobaczy,czy nie po prostu siedziałam i płakałam.
Nie wiem kiedy mój płacz zmienił się w szloch tak,że wzrok całej trójki spoczął na mnie.I tak na prawdę nie mam pojęcia dlaczego ta sytuacja,aż tak mną wstrząsnęła.Myślę,że po prostu dzisiaj był jeden z tych dni w których po prostu chce być sama ze sobą,odizolować się od świata i wspominać stare dobre czasy z rodzicami a do tego doszła jeszcze ta kłótnia i już nie wytrzymałam,coś we mnie pękło.
-Lila co jest?-Pierwszy odezwał się Zayn.
-Wiecie,że ja tak na prawdę nie myślę.-Wyszlochałam.
-Oj,mała.Pewnie,że to wiemy.-Powiedział Niall.
-No już,Louisa trochę poniosło.Nie płacz.-Przysunął się bliżej mnie chłopak.
-Nie,proszę dajcie mi trochę popłakać.-Czułam,że łzy tak łatwo mnie nie opuszczą,a nie miałam też ochoty na wysłuchiwanie,żebym już nie ryczała i się ogarnęła.Wszyscy spojrzeli na mnie jak na kosmitkę,ale w końcu odezwał się Harry.
-Dobrze,ale my po prostu nie umiemy patrzeć jak bliska nam osoba cierpi,a my nie możemy jej pomóc.-Spojrzał na mnie we wstecznym lusterku.
-Bliska?Przecież ja jestem dla was obcą osobą.-Powiedziałam smutno.
-Nie mów tak,bo to nie prawda.-Uśmiechnął się pocieszająco Niall.
-Jesteś dla nas jak rodzina,zawsze będziemy cię chronić i pomagać Ci w trudnych chwilach.Ja traktuje cię jak jedną z moich ukochanych sióstr.-Powiedział Zayn i otarł jedną łzę z mojego policzka.To co powiedział było na prawdę miłe i dodało mi trochę otuchy.
-Wiesz ja też zawsze chciałem mieć siostrę i ty nią właśnie jesteś.-Odwrócił się w moja stronę Niall.
-No widzisz a ja teraz mam dwie wspaniałe siostrunie.-Powiedział piskliwym głosikiem Harry przez co wszyscy zachichotaliśmy,nawet ja.
-Dzięki,ale wiem,że mówicie tak tylko żeby mnie pocieszyć.-Powiedziałam,chociaż w głębi serca miałam nadzieję,że się mylę.
-No coś ty.Nawet tak nie myśl.-Poczochrał mnie po włosach Zayn,a ja spojrzałam na niego morderczo i na nowo zrobiłam kitkę.
-No przeprasza.
-Przebaczam.-Uśmiechnęłam się delikatnie i właśnie wtedy zdałam sobie sprawę z tego,że z moich oczu już nie lecą ciurkiem łzy i tak było już przez najbliższe 10 minut do puki nie zatrzymaliśmy się przy lotnisku.Gdy tylko wysiadłam z auta,zobaczyłam Louisa i przypomniały mi się jego słowa i ton z jakim się do mnie zwracał automatycznie w oczach zebrały mi się łzy.Pierwszy zauważył to Zayn,bo wysiadało d razu po mnie z samochodu.Nic nie powiedział tylko objął mnie ramieniem i razem szliśmy w stronę tylnego wejścia na lotnisko,bo przy głównym mimo wczesnej pory zebrało się już mnóstwo fanek.Przy pomocy ochroniarzy dostaliśmy się do dużej hali.Nie wiem co działo się z moją walizką bo szłam praktycznie cały czas wtulona w Zayna.
-Już ciiii..-Szepnął mi we włosy gdy się zatrzymaliśmy.Rozejrzałam się dookoła,staliśmy właśnie w kolejce do odprawy gdy spojrzałam do tyłu gdzie stał Louis,nie chciałam na niego patrzeć więc szybko z powrotem przytuliłam się do bruneta i szlochałam cichutko w jego koszulkę.Przez dalsza część odprawy trochę się uspokoiłam tak,że gdy przychodziłam przez bramkę już nie płakałam.Weszliśmy szybko do samolotu i miałam taką dziwną satysfakcję,że mimo wszystko zdążyliśmy na czas,a Louis się mylił.Siedzieliśmy w osobnym "przedziale" z ludźmi z ekipy.Było ich o wiele mniej niż przy ostatnim wyjedźcie to pewnie dlatego,że wtedy był koncert a dzisiaj jedziemy tam tylko po to aby chłopacy wystąpili w finale x-Factor.Zajęłam miejsce zaraz przy wejściu a zespół poszedł jeszcze dalej i nawet nie zauważyli mojej nie obecności,ale to bardzo dobrze.Obok mnie nikt nie usiadł,bo specjalnie położyłam tam moją torbę,a miejsc było dosyć tak,że każdy się zmieścił.I właśnie tak zaczął się nudny dwunastogodzinny lot.

---------------------------------------------------------------------------------------------------------------

 7 Komentarzy=Następny rozdział

Hej,kończę w takim momencie bo u mnie właśnie zaczęła się wichura i burza.Nie wiadomo jak długo będzie trwać,a rodzice każą mi schodzić z kompa,dlatego wstawiam wam rozdział teraz.A u was jaka pogoda?
I jak się podoba rozdział? Oczywiście przepraszam za błędy.
O Boże,ale teraz zagrzmiało.Musze spadać.

11 komentarzy:

  1. Świetny rozdział nie mogę się doczekać kiedy dowiem się jaką tajemnice chłopcy skrywają przed Lilą :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No ja też jestem ciekawa! Super rozdział, czekam na jakąś ucieczkę :D hah, życzę weny!

    OdpowiedzUsuń
  3. Dziękuję, że dla mnie :* hmm rozdział cudowny <3 fajnie by było gdyby Lila teraz z tego samolotu uciekła... XD Albo tam gdzie lecą jakby poznała jakiś chłopaków i nauczyła się prowadzić i by brała udział w nielegalnych wyścigach ( hahahahahahah moja zryta głowa ma głupie pomysły.... xD )
    Pozdrawiam, życzę weny i czekam na kolejny ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahahaha no pomysły to ty masz jak z kosmosu :P ;)

      Usuń
    2. No takk xD jak zawsze :*

      Usuń
  4. Sorki za opóźnienie w komentarzach ale party all the time :) wracając szablon bardzo ładny podoba mi sie u mnie burza ale bez deszczu a rozdzial cudowny i niech lila mu pokaże ana bardzo fajne masz pomysły czekam na ciąg dalszy :)
    PS dla Any wszystkiego najlepszego

    OdpowiedzUsuń
  5. Hahahah tylko ona pełnoletnia nie jest ! I to mi się właśnie podoba :D

    OdpowiedzUsuń
  6. ja tez jestem ciekawa tej tajemnicy :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Odpowiedzi
    1. Postaram się jutro jak najszybciej dodać.Obiecuje ;DD

      Usuń