czwartek, 24 lipca 2014

Rozdział 37

25 Grudnia Wtorek



Pewnie zastanawiacie się jak minął mi do końca wczorajszy dzień.Rozwieję wasze wątpliwości.Wczoraj gdy skończyłam rozmowę z Nathanem rozległ się na cały dom dzwonek do drzwi a chwilę potem przyszła do mnie Fizzy i próbowała mnie wyciągnąć na dół.Stwierdziłam,że to trochę niegrzecznie nie pójść się przywitać dlatego zeszłam z nią.Poznałam dziadków Louisa,chłopaka cioci Dana i jego siostrę Sally i jeszcze paru członków rodziny.Było dość duże  zamieszanie i nikt nawet nie zauważył,że się ulotniłam.Nie miałam ochoty wysłuchiwać opowieści o dzieciństwie Louisa i innych rodzinnych historiach.Bo moje rodzinne opowieści już nigdy nie będą się rozwijać,zostały mi tylko wspomnienia z ostatnich lat życia rodziców.I więcej historii z nimi już nie będzie.Gdy schowałam się w pokoju założyłam słuchawki na uszy,żeby nie słyszeć tych śmiechów z dołu i nawet nie wiem kiedy zasnęłam.Obudziła mnie Daisy,która chciała mnie wyciągnąć na lodowisko.Nie miałam ochoty,albo chyba bardziej nie chciałam.Przez chwile dziewczynka była zdziwiona,że nie chcę iść i wytłumaczyłam jej,że nie umiem jeździć to wtedy powiedziała,że mnie nauczy.Musiałam jeszcze coś wymyślić żeby z nimi nie iść więc powiedziałam,że się boje i potem dodałam jeszcze że będę patrzeć jak jeździ przez okno i wtedy mi odpuściła i poszła się ubrać.A skoro jej obiecałam to jak już wyszli na ten dwór to patrzyłam na to oświetlona kilka lampami lodowisko i tak jakbym widziała na nim siebie

*Wspomnienie*

-Mamo,mamo patrz na mnie!-Krzyknęła mała sześcioletnia dziewczynka ubrana w różową kurtkę.Kobieta która bardzo dobrze umiała jeździć na łyżwach szybko znalazła się obok swojej córeczki.
-O ja cie.Też chcę tak umieć.-Dziewczynka była pod wrażeniem talentu swojej mamy i bardzo chciał jej dorównać,lecz na razie jeździła kurczowo trzymając się ręki ojca który pilnował aby ta nie upadła.
-Spokojnie masz jeszcze całą zimę,żeby się nauczyć.-Zaśmiał się mężczyzna.
-Spróbuj sama-Zachęcała ją kobieta o pięknych ciemnych włosach jakie odziedziczyła po niej córka.
-Nie mamusiu boje się.-Piszczała mała.
-Spokojnie kochanie,patrz czekam tu na ciebie.-Brunetka stojąca dwa metry od małej wyciągnęła do niej ręce i zachęcała swoim uśmiechem.W końcu dziewczynka przezwyciężyła strach i po woli puściła się ręki taty.Po woli i ostrożnie przesuwała się po tafli lodu.Niestety w pewnym momencie straciła równowagę i z hukiem upadła na ziemię.
-Widzisz mamo nie udaje mi się.-Powiedziała zawiedziona,ale ani jedna łza nie spłynęła po jej policzku.
-Nie martw się kochanie.Jeszcze raz.-Podeszła do niej matka i pomogła jej wstać.
i takim oto sposobem rodzina siedziała 3 godziny na lodowisku ucząc małą Lilę jeździć na łyżwach.A po sukcesie jaki nastąpił tego popołudnia rodzice kupili dziewczynce piękne różowe łyżwy.

Siedziałam na parapecie,patrzyłam jak ci tam na dole świetnie się bawią i przypominałam sobie jak najwięcej szczegółów z tamtego dnia.Nawet nie zauważyłam kiedy moje policzki były całe mokre.Do końca dnia siedziałam w pokoju użalając się nad sobą.
A dzisiaj cóż,godzina 12 a ja nadal nie wstałam z łóżka.Nie miałam ochoty w ogóle tego robić.Było mi mi zimno i kręciło mi się w głowie.Słyszałam z dołu tylko głosy każdego członka rodziny.Leżałam i tępo wpatrywałam się w sufit jakbym tam chciała odnaleźć jakieś pocieszenie.Po dłuższej chwili w bezruchu przykryłam się pod sam nos kołdrą i zamknęłam oczy z nadzieją że prześpię całe popołudnie.
-Lila ty jeszcze w łóżku?-Obudził mnie głos Louisa.Mruknęłam tylko niezadowolona i przewróciłam na drugi bok.Ten westchnął i poczułam tylko jak siada obok mnie na łóżku.
-Lilka od kąt tu jesteśmy nie rozmawiałaś ze mną ani razu.
-No i niech tak zostanie.-Mruknęłam w poduszkę.
-Lila.-Oburzył się.
-Louis proszę daj mi spokój.-Gwałtownie się podniosłam i spojrzałam na niego moimi podpuchniętymi oczami.
-Wiem,że ten okres nie jest dla ciebie za wesoły,ale proszę cię zejdź chociaż na obiad świąteczny,a potem możesz wrócić do tych czterech ścian w których przesiadujesz od trzech dni.-Spojrzał na mnie pytająco.
-No dobra,zejdę.-Nie chciałam zepsuć wszystkim świąt dlatego postanowiłam iść tam do nich.Udawać,że wszystko jest w porządku i wrócić tutaj,żeby sobie trochę popłakać.Gdy to robię czuje,że moja dusza się oczyszcza i płacz w pewnym stopniu przynosi mi ukojenie.A ostatnio robię to całymi godzinami.
-Pora najwyższa wstawać jest już 15 leniuchu.-Siłą zdarł ze mnie kołdrę i poczułam lodowate powietrze na skórze przez co dostałam gęsiej skórki.Nie pozostało mi nic innego jak wstawać.
-Za pół godziny widzę cie na dole.-Powiedział w drzwiach i wyszedł.Wstałam gwałtownie przez co zakręciło mi się w głowie i musiałam się chwycić komody,żeby nie upaść.Gdy już zrobiło mi się lepiej zaczęłam wyciągać z torby wszystko co w nie było,żeby znaleźć coś do ubrania.W końcu po dłuższej chwili wybrałam zestaw,chwyciłam go w rękę i poszłam do łazienki.W lustrze miałam taki sam widok od kilku dni,nic ciekawego sam wrak człowieka. Wlazłam po woli pod prysznic i mogła bym tam zostać całe wieki gdyby ktoś nie zaczął dobijać się do drzwi.Szybko owinęłam się recznkiem.
-Lila pośpiesz się Dan już przyjechał.-Usłyszałam głos Louisa.
-Dobra,chwila.-Odkrzyknęłam.Ubrałam się,rozczesałam włosy i zostawiłam rozpuszczone.Po parunastu minutach wyszłam z łazienki i wtedy rozległ się dzwonek do drzwi.Zeszłam po woli po schodach a na dole na korytarzu stali dziadkowie dziewczyn i Louisa.Przeszłam dyskretnie obok nich tak,że nikt mnie nawet nie zauważył i poszłam do kuchni gdzie krzątała się ciocia.
-Pomóc ci w czymś.-Nie chciałam żeby wyszło na to,że siedzę u nich w domu i w ogóle nikomu nie pomagam.
-Weź tą miskę kochanie postaw na stół.-Wskazała na naczynie z jakąś sałatką.Zrobiłam tak i wtedy w kuchni pojawiła się cała rodzina.
-No kochani siadać do stołu.-Ciocia zagoniła nas wszystkich do jadalni.
Świąteczny obiad zawsze kojarzył mi się z ciszą,spokojną rozmową.Przy stole zawsze siedzieliśmy we trujkę delektując się pieczonym indykiem,a teraz przy stole siedzi 11 osób jest gwar i hałas tak,żę nawet nie słyszałam własnych myśli.Wszyscy ze sobą rozmawiali opowiadali sobie historie rodzinne z poprzednich świąt,tylko ja byłam w swoim świecie i przez cały obiad nie odezwałam się ani słowem.Nie chciałam rozklejać przy wszystkich,ale nie mogłam już dłużej trzymać tych wszystkich emocji w sobie dlatego gdy wszyscy już skończyli jeść szybko wybiegłam z jadalni do łazienki.Z moich oczu od razu pociekły łzy.Oparłam się o ścianę i zjechałam po niej na podłogę.Skulona płakałam zastanawiając się co by było gdybym nie uprawiała tej pieprzonej gimnastyki i nie brała udziału w tych zawodach.Wtedy na pewni wiodła bym dalej spokojne życie w starym domu z rodzicami i Mattem u boku.W pewniej chwili usłyszałam skrzypnięcie drzwi a w pomieszczeniu pojawiła się El.Bez słowa usiadła obok mnie na podłodze.
-El przepraszam,że zwaliłam się wam tak znienacka na głowę.Jesteście młodzi i moglibyście szaleć do wali,ale macie mnie.Przepraszam.-Załkałam i jeszcze bardziej schowałam głowę w kolana.
-Co ty mówisz.-Oburzyła się.-to prawda jesteśmy młodzi,ale to nie znaczy,że ciągle byśmy się tylko bawili.Dlatego ty nam nie przeszkadzasz.-Obiegła mnie i położyła głowę na moim ramieniu.
-Dobra,ja i tak wiem swoje.-Szepnęłam,a dziewczyna chyba tego nawet nie usłyszała.Siedziałyśmy chwilę w ciszy.
-I wiesz co jest najgorsze?-Spojrzałam zaszklonymi oczami na dziewczynę.
-Co?
-To wszystko stało się przeze mnie.Gdybym nie kazała im przyjeżdżać na te głupie zawody to oni nadal by żyli.
-Ej nikt nie mógł przewidzieć,że coś takiego się stanie.A ty to już w ogóle.-Znów mnie przytuliła.
-Czasami myślę,że lepiej by było gdybym jechała wtedy z nimi.
-Nawet tak nie mów.Głupie myśli przychodzą ci go głowy.Lepiej się ogarnij i chodź otwierać prezenty.-Pomogła mi wstać.
-Dobra,chodź.-Powiedziałam gdy otarłam łzy i przemyłam twarz wodą.Poszłyśmy we dwie do salonu.Gdzie latały jak szalone bliźniaczki i rozdawały pakunki z pod choinki.Wszyscy siedzieli w każdym możliwym miejscu i czekali aż Daisy albo Phoebe przyniosą im ich prezenty,było przy tym tak głośno,że słyszeli nas chyba po drugiej stronie ulicy.Usadowiłam się na oparciu fotela na którym siedziała Lottie i uważnie przyglądałam się każdej osobie w pomieszczeniu.Dziadkowie rozmawiali ze swoją córką,Dan śmiał się z Louisem i El a dziewczyny zajęte były najbardziej odpakowywaniem prezentów.Ja też dostałam paczki,których nawet nie otworzyłam.Nie miałam ochoty.My zawsze swoje upominki otwieraliśmy wieczorem gdy siedzieliśmy przy zapalonej choince a w tle leciały kolędy i świąteczne piosenki.Dość maiłam siedzenia w tej przesłodzonej atmosferze więc szybko wstałam,niestety znowu zakręciło mi się w głowie,ale jakoś dałam rade iść.Na korytarzu poczułam tylko jeszcze silniejsze zawroty głowy zrobiło mi się duszno,nie mogłam oddychać i czułam tylko jak oczy mi się zamykają a ja lecę na ziemię.

<Oczyma Louisa>

-Jak tam sobie radzisz z tą małą?-Spytała mi się babcia gdy dziewczyny wygłupiały się przy choince a mama na nie krzyczała,że mają od niej odejść,bo wyląduje na ziemi.
-Wiesz babciu czasami nie jest łatwo,ale jakoś daje sobie radę.-Uśmiechnąłem się do starszej kobiety.
-A znalazła sobie już jakiegoś kawalera?-Zachichotała jak to ona ma w zwyczaju.Ona zawsze chce wiedzieć wszystko o chłopakach moich sióstr a teraz do tego doszła jeszcze Lila.
-Mam nadzieję,że nie.Nie wiem co zrobię jak znajdzie sobie chłopaka.Wole o tym nie myśleć.-Pokręciłem głową.Nie chciałem myśleć o czymś czego już nie doczekam.
-Louis.-Usłyszeliśmy krzyk Lottie z korytarza i od razu tam pobiegłem.Na ziemi zobaczyłem bladą jak ściana Lilę.Przeraziłem się od razu do niej podbiegliśmy.
-Lott co się  stało?-Spojrzałem przerażony na siostrę.
-Nie wiem wyszłam z pokoju a on tu już leżała.-Była tak samo przejęta jak ja.W głowie miałem już najczarniejsze scenariusze.
-Lilka słyszysz mnie.-Chwyciłem jej lodowatą rękę a ta zaczęła się po woli budzić.Wtedy na korytarzu zjawiła się mama.
-Louis zanieś ją do pokoju.-Powiedziała przestraszona blondynka.Na szczęście bliźniaczki były tak zafascynowane prezentami,że nie widziały tej całej sytuacji.Wziąłem szybko dziewczynę na ręce i w czwórkę poszliśmy do góry.Brunetka otwierała powoli oczy a mi kamień spadł z serca.

<Oczyma Lily>

Po woli odzyskiwałam świadomość i otwierałam oczy.Byłam na rekach u Louisa i właśnie wchodziliśmy do pokoju Fizzy.Chłopak położył mnie na łóżku i stanął na przeciwko a obok niego Lottie i ciocia.
-Jak się czujesz?-Kobieta chwyciła mnie za rękę.
-Zimno mi.-Wymamrotałam zachrypnięta i wczołgałam się pod kołdrę.
-Lila pamiętaj jak pójdziemy na ściągnięcie szyny z paluch to przejdziesz wszystkie możliwe badania.Takie mdlenie nie jest normalne.-Spojrzał na mnie surowo kuzyn.
-Dobra,dobra.-Nie miałam ochoty wysłuchiwać jego pouczeń na temat mojego zdrowia.
-Co się tam w ogóle stało.-Ciocia spojrzała na mnie pytająco.
-Nie wiem,wyszłam z pokoju i po prostu zemdlałam.-Sama nie wiedziałam dlaczego tak się stało.
-Musisz tera trochę poleżeć.-Uśmiechnęła się do mnie.
-Jestem zmęczona.
-Zostawimy cię samą,odpocznij sobie.-Louis skierował się w stronę wyjścia a za nim Lott i ciocia.
-Jak byś czegoś potrzebowała to wołaj.-Powiedziała kobieta i wyszli.Zostałam w pokoju sama było jakoś ok 18:00,a na dworze było już ciemno przez co musiałam mieć włączoną lampkę nocną.Półmrok panujący w pokoju sprzyjał do tego,żeby zasnąć i tak się właśnie stało.Obudziłam się po jakiejś godzinie,ale do końca dnia już nie schodziłam na dół.

--------------------------------------------------------------------------------------------------------
 13 Komentarzy=Następny rozdział


Oto jest kolejny rozdział moje kochane.Mam nadzieję,że się podoba no i sorka za błędy.Jak myślicie co dalej będzie działo się w życiu naszej bohaterki??? Jestem ciekawa waszych wizji następnych rozdziałów ;))

19 komentarzy:

  1. Jejej podoba mi się wreszcie się doczekałam :3 :* Koffam <333 :**
    Nas czeka rozmawa na GG :3 :))
    Pierwsza?!

    OdpowiedzUsuń
  2. jeju!! super <33
    El taka kochana <33 i Lou! super <33 czekam na następny!!

    OdpowiedzUsuń
  3. heejo! blog super! naprawde! pisz następy! super piszesz i wgl!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jeju najlepszy ! Mocno uczuciowy ! Juz nie mogę doczekać się następnego kiedy następny ? A co do twojego drugiego Bloga świetny początek czekam. Na kolejny rozdział na nim ;* :) /Natu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już jest nowy rozdział!! Zapraszam ;))
      http://princess-amber-and-her-new-world.blogspot.com/2014/07/wspomnienia-cz2.html

      Usuń
  5. Świetny rozdział :) Oby Lily nie było nic poważnego. Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Świetny :) Czekam na next
    Życze weny

    OdpowiedzUsuń
  7. Wspaniały oby tak dalej :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Zaczzelaam czytać to dzisiaj i przez kilka ostatnich rozdzialow plakalam. Wiem ze to tylko zmyślona historia, ale w rzeczywistości zdarzają się równie przykre rzeczy. Czekam na kolejny i pozdrawia ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Świetny !Super blog czekam na następny ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. niesamowity :) nexxt !:)

    OdpowiedzUsuń
  11. Też. Mam nadzieje że Lili nic nie jest czekam na następny. :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny!
    Biedna Lila!
    Mam nadzieję, że nic jej nie będzie!
    Czekam na next

    OdpowiedzUsuń
  13. świetny kidy dowiemy się o tej tajemnicy ?

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny też jestem ciekawa o co chodzi z tajemnicą :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jest 14 kom kiedy nn.Będę Cię dręczyć na GG :* <333 :* :3

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetny blog :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Kiedy następne rozdział na blogach ?oba są świetne :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Kiedy nn ja płacze :'( :(
    Chcesz mieć mnie na sumieniu?? :) :')

    OdpowiedzUsuń