piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 43

 

15:49 Środa  

2 Stycznia 2013 

 

-Lila  mam coś dla ciebie.-Do sali wszedł Harry z paczką w ręce.To było bardzo dziwne,dzisiaj kto do mnie nie przyszedł coś mi dał.Louis z El kupili mi całą serię Harry'ego Pottera na DVD,od Nialla dostałam czekoladki i zestaw lakierów do paznokci.Zayn dał mi książkę do nauki rysunku,a Liam przyniósł ze sobą rano piękne srebrne kolczyk.
A teraz jeszcze loczek,coś tu musi być nie tak tylko co.
-Pytanko?-Spojrzałam na Zayna który ze mną siedział i razem rysowaliśmy,a potem na Harry'ego.
-No?
-Co to za okazja,że każdy coś mi daje?-Ci po sobie spojrzeli i chyba się trochę zdenerwowali.
-Bez okazji,wiesz jesteś tu uziemiona to stwierdziliśmy,że trochę cię rozweselimy tymi prezentami,ale jak nie chcesz to mogę go sobie zabrać.-Na początku trochę się jąkała,ale potem to już wszystko ułożyło się w kupe.
-Ejjj,ej,ej nie tak szybko,dawaj mi to.-Zachichotałam,nie miałam siły zaczynać śledztwa w sprawie ich dziwnego zachowania.Byłam ciekawa co kupił mi Harry.Chłopak podszedł do łózka i dał mi zapakowane pudełko,a potem usiadł po drugiej stronie łóżka na przeciwko mulata.Wzięłam się za ściąganie kolorowego papieru,którego było mnóstwo,tak że wszędzie w sali walały się strzępki.
W końcu dokopałam się do pudełka i aż musiałam zamrugać kilka razy,żeby uwierzyć w to co widzę.A był to mój wymarzony aparat.Patrzyłam jak zahipnotyzowana na pudełko,a chłopacy zaczęli się śmiać.
-No otwórz.-Zachęcił mnie loczek.-Tak też zrobiłam chwyciłam to cudeńko do rąk i trzymałam tak mocno,żeby czasem nie spadło na ziemie.
-Jejku Harry dziękuje ci.Pochyliłam się do przodu i go przytuliłam.
-Nie ma za co.W końcu ci go obiecałem.-Zaśmiał się.
-A no tak,zapomniałam już o tym wieczorze.-Również zachichotałam.
-No to wypróbuj,zrób jakąś fotkę.-Odezwał się Zayn.
-Nieee.-Ci spojrzeli na mnie pytającym wzrokiem gdy to usłyszeli.-Pierwsze zdjęcie musi być wyjątkowe dlatego chce się zastanowić co ma na nim być.-Dokończyłam,ci chyba i tak nie do końca zrozumieli o co mi chodzi no,ale nie pytali się więcej.
2 godziny później
-Hej-Usłyszałam głos Nathana w sali.
-Cześć.-Uśmiechnęłam się do niego,a ten usiadł na przeciwko mnie na łóżku.
-Co robisz?-Próbował zaglądać do laptopa.Tak chłopcy przywieźli mi laptopa,bo nie mam już światło wstrętu i ogólnie jest coraz lepiej.
-Przeglądam neta,odpisuje fanką no i się nudzę.-Mruknęłam.
-No,na prawdę to takie nudne.Przecież każda nastolatka odpisuje fanką sławnego zespołu no i niby co w tym takiego interesującego.-Teatralnie przewracał oczami i wzdychał,na co zaczęłam chichotać.
-Boże,no nie czepiaj się.-Oboje zaczęliśmy się śmiać.-Patrz na to.-Odwróciłam w jego stronę komputer a ten zaczął czytać na głos wiadomość."Hej chciałam się zapytać,czy wiesz może czy Nialluś lubi ciasto marcepanowe z odrobinką likieru i dużą wisienką na górze.Jeśli tak to wyśle go pocztą i niech sobie zje mój kochany chłopaczek"-Przeczytał i spojrzał na mnie wyłupiastymi oczami.
-Czy ta dziewczyna na prawdę,jest tak inna czy tylko udaje.-Zaśmiał się i zaczął coś pisać.Byłam ciekawa co jej odpowie i wzięłam od niego komputer gdy już skończył."Hej,jeżeli chcesz żeby mu smakował to daj dwie wisienki i może trochę więcej niż odrobinkę likieru XD" Przeczytałam na głos i zaczęłam chichotać.
-Dobra koniec tych fanów na dzisiaj.-Brunet zamknął mi laptopa i odstawił na półkę przy łóżku gdzie leżały moje prezenty jeszcze w zapakowane w torebkach.
-A ty świętego Mikołaja obrobiłaś?-Zapytał zaglądając do jednej papierowej torby.
-A nie,przechodził sobie korytarzem i wpadł tu do mnie.-Pokręciłam głową.Spojrzałam na niego a potem na szafkę i rzucił mi się w oczy aparat.Wpadłam na pewien pomysł więc od razu po niego sięgnęłam.
-Zrobisz sobie ze mną zdjęcie?Proszę.-Zrobiłam słodką minkę a chłopak się uśmiechnął i usiadł obok mnie.I takim oto sposobem pierwsze wyjątkowe zdjęcie znalazło się na moim nowym aparacie a za nim kilkanaście następnych,które też nie były byle jakie,bo widniała na nich wyjątkowa dla mnie osoba.



17:23 Czwartek 3 Stycznia



Siedzę sama w sali i czytam Harry'ego Pottera,przed chwilą pielęgniarka odłączyła mnie od kroplówki a następną dostanę dopiero jutro i bardzo się z tego powodu cieszę.Byłam właśnie na fragmencie gdzie Harry całował się z Ginny,gdy drzwi do sali się otworzyły.Byłam trochę zaskoczona,że cała piątka przyszła razem,bo wcześniej im się to nie zdarzało.A jeszcze bardziej zdziwiona byłam gdy za nimi wszedł Paul.Od razu czułam,że coś jest nie tak,ale miałam nadzieję,że tak mi się tylko wydaje.
-Hej Lilka.-Pierwszy odezwał się Liam.
-Cześć,co wy tu wszyscy robicie?-Nie mogłam się powstrzymać,żeby nie zadać tego pytania.
-A jedziemy właśnie ze spotkania.-Sztywno powiedział Zany.Wszyscy porozsadzali się na sali a Paul nadal stał przy drzwiach.Zapanowała długa i niezręczna cisza.Wszyscy patrzyli na mnie z bólem wypisanym w oczach.Głupio mi było gdy się tak we mnie wgapiali.
-Powiecie o co chodzi czy będziemy tak siedzieć.-Wypaliłam.
-Chłopacy im prędzej tym lepiej.-Powiedział cicho menadżer.
-Boże,nie dam rady.-Lou schował twarz w dłoniach.Teraz to przeraziłam się już na maksa.
-Dobra może ja zacznę.-Jedyny Liam mądry chciał coś powiedzieć.
-To słucham.
-Ale Lila pamiętaj,że dla nas zawsze będziesz kimś ważnym.-Zaczął i spojrzała na mnie.-Dobra wiesz,że Louis jest twoim dalekim kuzynem.-Pokiwałam twierdząco głową.-Wiesz,że jesteśmy młodzi i w ogóle.Robiliśmy karierę....chociaż w ostatnich miesiącach nie odnosiliśmy żadnych sukcesów i nie było o nas za głośno........Gdy dom dziecka skontaktował się z Louisem,on od razu nam o tym powiedział......żaden z nas nie był przekonany do tego,żebyś do nas przyjechała......Ale gdy opowiedzieliśmy wszystko naszej wytwórni oni postanowili to wykorzystać.......I wtedy podpisaliśmy umowę z.....naszym Mangamentem.-Brunet co chwilę się zacinał i brał głębokie oddech,aż przerwał.Szczerze to nie wiedziałam za bardzo do czego on dąży,ale czułam w sercu,że za chwilę wydarzy się coś bardzo złego.
-Jak już słyszałaś nie mieliśmy za dużo do powiedzenia w mediach.Dlatego gdy się pojawiłaś wytwórnia od razu coś wymyśliła.-Teraz zaczął gadać Harry.-Zawołali nas do siebie parę dni po tym jak się o tobie dowiedzieliśmy i przedstawili nam pewną umowę.Mangamentowi chodziło o to,żebyśmy przez twój przyjazd do nas wrócili na okładki gazet i na języki ludzi,a gdy to już nastanie oddali cię do dobrej kochającej rodziny.Słyszałaś już,że my nie byliśmy przekonani do tego,żeby się tobą zająć,dlatego na początku takie rozwiązanie nam pasowało.W skrócie podpisaliśmy papier w którym zgodziliśmy się na to,że gdy osiągniemy rezultaty w promowaniu zespołu a dla ciebie znajdzie się odpowiednia rodzina to cię oddamy.-Loczek skończył gadać,a w pokoju nastała na kila sekund cisza.Siedziałam osłupiała i do końca nie dochodziło do mnie to co powiedział i nie rozumiałam za bardzo co chce przez to powiedzieć.
-Czyli co?-Tylko tyle zdołałam z siebie wydusić.
-Lilka my na prawdę nie chcemy,ale nie mamy innego wyjścia musimy Cię oddać innej rodzinie.Za tydzień masz samolot do Australii.-Na końcu zdania Lou już prawie szeptał.Gdy to usłyszałam moje oczy zrobiły się dwa razy większe a serce prawie stanęło.
-Powiedzcie,że żartujecie.No powiedźcie....dalej.To nie jest prawda.-Mówiłam coraz głośniej a ostatnie słowo wykrzyczałam.
-Lilka my na prawdę chcemy dla ciebie jak najlepiej.-Lou wstał z krzesła.
-Gówno prawda.Nie chce was znać,myślałam że mnie chociaż trochę pokochaliście.-Nawet nie wiem kiedy łzy zaczęły cieknąć po policzkach.Zerwałam się jak burza z łóżka,oni na szczęście nie byli tacy szybcy i nie złapali mnie.Wyleciałam z sali,przeleciałam przez korytarz a za sobą słyszałam tylko wołanie chłopaków,miałam ich w dupie.Jak najszybciej zamknęłam się w łazience i stanęłam przed umywalką.Nie dochodziło do mnie jeszcze to co powiedzieli.Nie mogłam w to uwierzyć,byłam głupia jak myślałam,że będziemy żyć długo i szczęśliwe.Łzy zamazywały mi obraz i ciekły po gorących policzkach.Bez namysłu walnęłam pięścią w lustro,a to się rozbiło.Wtedy rozległo się pukanie do drzwi i wołanie.Krzyczeli,żebym otworzyła i nie robiła nic głupiego,ale ja wpuściłam to jednym uchem a wypuściłam drugim.Chwyciłam duży kawałek szkła i usiadłam w koncie na podłodze.Obróciłam go kilka razy w dłoniach aż w końcu przyłożyłam go do ręki i stało się.Jedna szrama,druga,trzecia.Łzy mieszały się z krwią i kapały na podłogę,ale mi to jeszcze nie wystarczało.
-Jesteś pojebana-Cięcie.
-Jesteś zwykłym i nic nie wartym gównem.-Cięcie.
-Jesteś naiwna jak małe dziecko.-Cięcie.
-Po co ty w ogóle jeszcze żyjesz?-Cięcie.
-Mamo,tato jeszcze chwila-Szepnęłam i zrobiłam ostatnie cięcie po czym kawałek lustra wypadł mi z dłoni.Czułam się słabo i kręciło mi się trochę w głowie.Przez moją anemię chociaż najmniejsza utrata krwi sprawia,że się źle czuje.
-Przepraszam,że żyje.-Szepnęłam i w tym momencie zamek od drzwi się otworzył a do pomieszczenia wlecieli chłopacy,ale ja tylko zamknęłam oczy i więcej nie pamiętam.
15 minut później
Obudziłam się na swoim łóżku a ci oszuści stali nade mną.
-Lilka co ci strzeliło do głowy,żeby robić coś takiego.-Harry dotknął mojej dłoni a ja szybko się wyrwałam.
-Mi co strzeliło do głowy?Co wam strzeliło do tych głupich łbów.Nie trzeba było mi robić nadziei na normalne życie.-Załkałam,łzy znów zaczęły wypływać z moich oczu.-Nie chce was znać.-Wydarłam się.-Wynocha.-Nie miałam ochoty na nich patrzeć,jedyne czego chciałam to być sama.
-Ale Lilka,proszę porozmawiaj z nami.-Louis nie dawał za wygraną.
-Zadna Lilka,nie zrozumiałeś.Nie chce was widzieć.-Przykryłam się po sam nos kołdrą i wpatrywałam w sufit.A ci siedzieli dalej.
-Wypierdalać.-Wydarłam się najgłośniej jak potrafiłam.Ci spojrzeli po sobie zdziwieni.
-Chłopcy dajcie jej trochę spokoju.-Odezwał się Paul.Ci bez słowa wstali i wyszli.Usiadłam po turecku na łóżku i wpatrywałam w ścianę.Nie mogłam zrozumieć jak oni mogli mnie przez ten cały czas okłamywać.Dobrze wiedzieli,że kiedyś mnie oddadzą więc dlaczego pozwolili mi się do siebie tak przywiązać.Gdyby traktowali mnie obojętnie i bez większych uczuć to teraz na pewno bym tego tak nie przeżywała.Dlaczego kazali mi prze to wszystko przechodzić.Gdybym od razu trafiła do jakiejś normalnej rodziny teraz nie było by tej rozpaczy.Ja też byłam głupia,nie powinnam się tak szybko do nich przywiązywać.Ale z kąt mogłam wiedzieć,że kiedyś będę musiała się z nimi pożegnać.To dla mnie nie dorzeczne,wiedzą przecież co przeszłam w życiu i jeszcze teraz dokładają mi zmartwień.Nie wiem jak to będzie bez nich i strasznie się boję.I jeszcze fakt,że będę mieszkać w Australii tak daleko od domu.Nie mogli mi znaleźć kogoś bliżej.Chociaż w sumie to może i dobrze,będę mogła wymazać ten miesiąc z mojej głowy.Zapomnieć o tym wszystkim co mnie tu spotkało i zacząć od nowa po raz drugi.To też nie było by złe wyjście.Nie wiem czy kiedykolwiek im wybaczę to,że mnie okłamywali.Mówili że chcą jak najlepiej dla mnie,ale to wcale nie prawda.Nie mogę uwierzyć,że oni mnie po prostu wykorzystali,bo jak inaczej to nazwać.A najgorsze jest to,że się im udało.Ludzie dowiedzieli się jakie to one direction mają dobre serca i przygarnęli sierotkę.Od razu zaczęli o nich gadać jacy to oni dobrzy i kochani.Swoją drogą to nieźle to wykombinowali,ale czyim kosztem.
Położyłam się i głośno łkałam myśląc nad tą całą chorą sytuacją,gdy drzwi się otworzyły a do sali ktoś wszedł.
-Wynocha.-Załkałam i nie ważne kto to był nie chciałam go oglądać.Byłam odwrócona w stronę okna i nie widziałam jej ale po głosie poznałam kto to.I gdy tylko go usłyszałam cała moja niechęć do przebywania z ludźmi zniknęła.
-Lilka co się stało?-Tylko ten głos mogłam wtedy tolerować.
-Nathan oni mnie zostawili,tak po prostu zostawili.-Szeptałam przez łzy i usiadłam.Chłopak szybko znalazł się obok mnie i mocno przytulił.Odwzajemniłam uścisk i po prostu płakałam wtulona w chłopaka który nic nie rozumiał,ale nie zadawał żadnych pytań,za co byłam mu bardzo wdzięczna.
-Ciiiii.Spokojnie.-Kołysałam nie delikatnie,aż się uspokoiłam a trochę to trwało.
-Nat zostałam sama.-szepnęłam.
-Ej nigdy tak nie mów,nie jesteś sama.Pamiętaj masz mnie.-Gdy to usłyszałam serce zabiło mi mocniej,z resztą ostatnio często się to dzieję.
-No niby tak,ale....-W tedy doszło do mnie,że to nasze ostanie chwilę spędzone razem.
-Ale co?-Brunet mówił cicho.
-Nathan będę mieszkać w Australii.-Spojrzałam w oczy chłopaka i z bólem obserwowałam jak jego mina rzednieje.
-Ale jak to?
-Normalnie,oni chcą się mnie pozbyć.Rozumiesz,nienawidzę ich.-Wstałam szybko z łózka i podeszłam do okna.Padał deszcz i było już ciemno,pogoda pasowała do mojego humoru.Szlochałam gdy poczułam dłonie chłopaka na swoim ciele.Złapał mnie w pasie,przez co lekko drgnęłam.Mimo bólu jaki czułam w tamtej chwili prze moje ciało przeszła fala szczęścia.Czułam jak w brzuchu wszystko mi się przewraca.
-Ciiii..-Staliśmy tak chwilę,aż się odwróciłam.Dzieliło nas tylko kilka centymetrów.
-Nie mogę patrzeć jak płaczesz.-Wyszeptał,a mnie przeszły ciarki.Ściągnął ręce z mojej tali i kciukiem otarł łzy z mojego policzka.To było takie przyjemne uczucie,ale nie mogłam się nim w pełni delektować bo ciągle myślałam o chłopakach.
-Ejjj co to jest?-Wskazał na moją rękę na której był trochę zakrwawiony bandaż.Szybko spuściłam rękaw na dół i odeszłam od okna.
-Nic takiego.-Nie chciałam,żeby się wydało co zrobiłam,bo nie było to za mądre posuniecie.Usiadłam na skraju łóżka i spuściłam wzrok na podłogę.
-Ochh....myślisz,że oni są warci twojego bólu.-Niestety domyślił się co się stało.-Proszę nie rób tego więcej.-Uklęknął przede mną i odgarnął kosmyk spadających na moja twarz włosów.Przy nim czułam się taka wyjątkowa i kochana.Jego zachowanie wobec mnie było czymś cudownym czego tak na prawdę nie umiem opisać.Chłopak wstał,a ja poprawiłam sobie poduszkę i się o nią oparłam.
-Nathan przytul mnie.-W moich oczach znów wezbrały się łzy i nie potrafiłam nad tym zapanować.
-Och moja kochana.-Westchnął i położył się obok mnie.Czułam ciepło bijące od jego ciała,wtuliłam się w jego klatkę piersiową.Szlochałam i wdychałam jego perfumy przez dobre kilkanaście minut do puki moje powieki zaczęły opadać.
-Dobranoc ślicznotko.-Słyszałam jak przez mgłę i po prostu z tych dzisiejszych wrażeń zasnęłam.



*W rozdziale wykorzystałam fragment napisany przez Alex Stylinson_69
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
14 Komentarzy=Następny rozdział

No i tak długo wyczekiwana przez was tajemnica w końcu wyszła na jaw.
Mam nadzieję,że was nie zawiodłam.
I proszę was bardzo o szczera opinie.Co myślicie o tym rozdziale??
Przepraszam za błędy i mam nadzieję,że się podoba.

czwartek, 28 sierpnia 2014

Libster Award 2 i 3

 Do Libster Award nominowała mnie Madison z tego bloga http://come-back-to-me-eff.blogspot.com Oraz Alex Stylinson_69 z tego bloga http://nothinghappenswithoutareason1d6973.blogspot.com/2014/08/libster-award.html
I bardzo im za to dziękuję <33


Zasady Libster Award:
 Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę”. Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie  obserwatorów więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która Cię nominowała. Następnie Ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który Cię nominował.


Pytania od Madison ;))

1.Jak masz na imię?
-Agata

2.Kim chciałabyś być w przyszłości?
-Kosmetyczką,fryzjerką albo stewardessą.

3.Co jest dla Ciebie ważne?
-Szczerze to w tej chwili najważniejsze jest dla mnie to,żeby w szkole poprawiły się moje oceny i żebym mogła spokojnie spełnić swoje marzenie :))

4.Najlepsza książka jaką przeczytałaś?
-Hmmm..Seria książek Aprilynne Pike
*1. część Skrzydła Laurel
*2. część Magia Avalonu
*3. część Złudzenie
*4. część Moc Przeznaczenia

5.Ulubiony cytat?
-"Miej w dupie to,co myślą o Tobie inni.Każdy jest wyjątkowy.Nie ma na świecie dwóch takich samych osób"-Demi Lovato <3

6.Gatunek muzyki,której słuchasz?
-Pop.No i może troszkę Reggae i Hip-Hopu.

7.Twoje zainteresowania?
-Uwielbiam malować paznokcie dlatego chciała bym zostać kosmetyczką.Lubie też zajmować się włosami swoimi jak i znajomych.Na mojej głowie w czasie wakacji było tyle kolorów,a aktualnie mam fioletowe ;))

8.Super moc,którą chciała byś mieć?
-Chciała bym być takim małym kupidynkiem i sprawiać,żeby ludzie się w sobie zakochiwali i co chwilę wyznawali sobie miłość :PP ;*

9.Ulubione miejsce?
 -Moje łóżko.Mogła bym spać 24 godziny na dobę ;P ;)

10.Szczęśliwa cyfra?
-6

11.Ulubione danie?
-Naleśniki z serem i bakłażan z mięsem.



Pytania od Alex ;))

1.Jesteś LS czy EL?
-Jestem El ;))

2.Lubisz Sophie?
-Tak uwielbiam wszystkie dziewczyn naszych chłopców

3.Kto ma najseksowniejszą pupę z One direction?
-No oczywiście Louis <33

4.Jak masz na imię?
-Agata

5.Czytasz mojego bloga?
-Tak czytam i czekam na następny rozdział ;))

6.Lubisz pierogi?
-haha tak,ale tylko z serem ;))

7.Gdybyś wygrała w totka to co byś kupiła?
-Hammm szczerze to nie wiem ;pp

8.Wyobrażasz sobie Niallera w długich włosach?
-Tak

9.Masz rodzeństwo?
-Tak młodszego brata

10.Lubisz placki?
-hehe tak

11.Słodki prawda?
-Oczywiście,kocham <33



Dobra ja odpowiedziałam teraz czas na moje pytania.

1.Ile masz lat?
2.Jakie jest twoje marzenie?
3.Do jakich fandomów należysz?
4.Jakie jest twoje hobby?
5.Z kąt pomysł na bloga?
6.Ulubiony kolor?
7.Ulubiony aktor/aktorka?
8.Jaki masz kolor włosów?
9.Oglądasz seriale?
10.Ulubiony przedmiot szkolny?
11.Film jaki ostatnio obejrzałaś?

A nominuję te blogi:

http://docen-to-co-masz-poki-masz-1d.blogspot.com
http://ostatniemarzenie.blogspot.com/
http://danger-zaynmalik.blogspot.com/
 http://my-new-life-with-one-direction.blogspot.com
http://never-say-never-6912.blogspot.com
http://i-love-my-life-33.blogspot.com/
http://wondreams-onedirection-fanfiction.blogspot.com
http://baby-i-am-from-the-madhouse-harry.blogspot.com
http://darlin-onedirection-fanfiction.blogspot.com
http://niesmiertelny-czlowiek.blogspot.com
 http://pokonac-grawitacje.blogspot.com

wtorek, 26 sierpnia 2014

Rozdział 42

 

31 Grudnia Poniedziałek 18:38


Minęły już 4 dni od kiedy się obudziłam.Muszę przyznać,że nie czuję się za dobrze.Ciągle jest mi niedobrze i boli mnie głowa.Jestem przez cały czas zmęczona i najchętniej tylko bym spała.Na początku nie mogłam normalnie chodzić,bo traciłam równowagę i do teraz trudno mi się poruszać. Bolą mnie też dłonie od tego ciągłego zmieniania wenflonów,bo podają mi kroplówki.Na szczęście teraz już tylko w prawą dłoń.
Co do mojego usztywnionego palca to już dawno ściągnęli mi szynę i mogę normalnie nim ruszać,lekarz stwierdził,że wszystko dobrze się zrosło i nie powinno być żadnych problemów.
Z czasem przypomniało mi się wszystko co zdarzyło się po wyjeździe z Doncaster aż do mojego omdlenia.
Co do tego szpitala to nie czuję się tu dobrze,chyba nikt nie lubi szpitali.Chciała bym już wyjść,ale wszyscy mówią że to nie możliwe i posiedzę tu jeszcze przynajmniej z tydzień jak nie dłużej.
Leże w dość dużej sali sama,po tym jak się obudziłam chcieli mnie przenieść na salę do innych młodszych dzieciaków,ale się nie zgodziłam.Sama nie wiem czemu po prostu samej mi było dobrze.
Od czterech dni przewinęło się w tej sali tyle osób,że nawet nie potrafię tego zliczyć.Mimo tego,że leże tu tylko ja to prawie nigdy nie jestem sama.Odwiedził mnie Josh ze swoją dziewczyną Holly,która jest całkiem fajna,przyszedł do mnie też Andy i Lou z Lux.Ciocia ciągle przynosi mi jakieś jedzenie które i tak później zjada Niall.Codziennie przychodzą chłopcy,razem albo osobno tak samo dziewczyny.Matt był dwa razy,ale wydawał się być jakiś dziwny,nie był sobą.Nie gadało mi się z nim tak jak kiedyś.Z Brook wcale się nie widziałam,i nie chce się z nią kontaktować.Nie wiem dlaczego,ale po prostu nie jest mi ona teraz potrzebna do szczęścia.Nie wiem nawet o czym niby miała bym z nią teraz gadać.W sumie to trochę dziwne jak jedna błaha sprawa może tak poróżnić dwie bliskie sobie osoby.
Gdy się obudziłam dowiedziałam się też,że dzwonił Nathan.Oddzwoniłam do niego i wytłumaczyłam co się stało,a on jeszcze tego samego dnia u mnie już był,powiedział że będzie codziennie i tak właśnie było.
Chłopcy przywieźli mi też parę moich rzeczy no i moją piżamę,bo ta szpitalna była tak niewygodna,że chciałam się jak najszybciej je pozbyć.

Na początku Louis co chwilę pytał mi się czy czegoś nie potrzebuje,wkurzało mnie to,ale na szczęście już trochę odpuścił.Teraz siedzę właśnie z Lou i Harrym którzy nie chcą sobie iść.Wyganiam ich od pół godziny,ale ci dalej tu siedzą.Dziś sylwester i nie chce żeby przeze mnie zmarnowali sobie ten wieczór.A mi też przyda się chwila samotności.Dlatego namówiłam ich żeby poszli na imprezę się trochę rozerwać,ale ci jeszcze tu są.
-Louis El już pewnie się szykuje.-Spojrzał na mnie podejrzliwie.
-No,dobra.Ale jesteś pewna,że chcesz zostać sama?
-Tak,jestem pewna.Siedzicie tu ze mną od pięciu dni,chce trochę pobyć sama.-Uśmiechnęłam się do nich.
-W takim razie niech ci będzie,ale jak by co to dzwoń,albo wołaj pielęgniarkę.-Harry też już wymiękł.
-Ok,dobra idźcie już.-Machnęłam ręką.Ci niechętnie podnieśli dupska z krzeseł do których po mału już wrastają i zaczęli się ubierać.
-Ale..-Zaczął Lou,a ja szybko mu przerwałam.
-Louis nie denerwuj mnie.Chce mi się spać.-Prawie krzyknęłam.Ale gdy to usłyszeli to już nic nie powiedzieli.
-To pa kochanie.-Louis pocałował mnie w czoło,a potem zrobił to Harry.Do końca widać było,że nie są za bardzo przekonani do tego żeby mnie zostawić,ale w końcu wyszli.Oparłam się o poduszki i patrzyłam tępo w sufit.W końcu spokój i cisza,nikt nie nadaje nad uchem i się nie wydurnia.Leżałam tak i po prostu nic nie robiłam,starałam się o niczym nie myśleć i podziwiałam białe ściany.Parę minut po 19 przyszedł lekarz i pielęgniarka na wieczorny obchód.Musiałam połknąć jakieś leki,pogadałam z nim trochę o tym jak się czuję i w ogóle.Pielęgniarka powiedziała że przyjdzie za jakiś czas żeby zmienić kroplówkę i poszli.Postanowiłam,że nie będę czekać do północy i ten dzień potraktuje jak zwyczajny.Nie miałam ochoty wysłuchiwać tych huków,bo przy hałasie jeszcze bardziej boli mnie głowa.Nie miałam co robić więc zgasiłam duże światło w sali i zostało tylko to nad moim łóżkiem.Ułożyłam się wygodnie i chciałam zasną,gdy drzwi do sali się otworzyły.Gwałtownie przewróciłam się w tamtą stronę i zobaczyłam chłopaka podchodzącego bliżej mnie.
-Hej Lila.-Odezwał się Nathan.
-Cześć,co tu robisz?-Byłam zdziwiona jego wizytą,bo był już dzisiaj u mnie od rana.Ale pomimo tego,że chciałam być sama i byłam trochę zmęczona to ucieszyłam się,że go zobaczyłam.
-Mówiłaś że chłopacy idą do znajomych na sylwestra więc pomyślałem że,dotrzymam ci towarzystwa chyba,że nie chcesz?-Stanął nade mną.
-Pewnie,że chce.Siadaj.-Podniosła się do pozycji siedzącej,a chłopak usiadł obok mnie na łóżku.
-Co tam?-
-Wiesz od 10 godzin nic się nie zmieniło.-Zachichotałam.-Ciągle tu leże i mam już dosyć.-Dodałam.
-No tak,głupie pytanie.
-Jak już wyjdę to będę najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi.-Westchnęłam.
-No nie wątpię.Mam pytanie?-Spojrzał na mnie,to było dziwne bo widziałam w jego oczach strach.
-No co?-Byłam ciekawa o co mu chodziło.
-No,bo wiesz znamy się dość krótko,ale ja na prawdę Cię lubię.-Gdy to usłyszałam moje serce zabiło dwa razy mocniej.
-Tak,ja ciebie też.-Uśmiechnęłam się,ale w dalszym ciągu czekałam na to nurtujące mnie i jego pytanie.
-No i chciałem się zapytać czy jak już wyjdziesz to pójdziemy może do kina,co?-To było takie słodkie,on się tak denerwował pytając mnie o to.
-Randka?-Wymsknęło mi się i ugryzłam się w język.Pokiwał głową twierdząco,a mi chciało się śmiać,nie wiem dlaczego.Po prostu to było takie miłe jak się tak przejmował i w ogóle.Oczywiście od razu wiedziałam jaka będzie moja odpowiedź,ale nie mogłam się oprzeć temu żeby sobie jeszcze popatrzeć jak Nat się denerwuje.
-Wiesz nie wiem,czy Louis się zgodzi.Jestem jeszcze trochę słaba.-Starałam się być poważna.
-No tak....ale może jak z nim pogadam to....No nie wiem.-Dłużej już nie mogłam i po prostu zaczęłam chichotać.Chłopak patrzył się przez chwilę na mnie ze zdezorientowaniem.
-Pewnie,że pójdę z tobą do kina.-Uśmiechnęłam się a ten zaczął mnie gilgotać.
-Osz ty.JA tu zaraz zawału dostanę,a ty sobie ze mnie żartujesz.-Śmiał się.
-Ej...jestem....chora-Jęczałam przez śmiech.
-No właśnie widzę tą twoją chorobę.-Wygłupialiśmy się,gdy do sali weszła pielęgniarka.Chłopak szybko ode mnie odskoczył,a starsza kobieta zaczęła się śmiać.
-Oj dzieciaki...dzieciaki.-Podeszła do łóżka,widziałam ze chłopak był trochę speszony,ale mi znów chciało się śmiać.Siedzieliśmy cicho do puki kobieta zmieniała mi woreczek z przezroczystym płynem i podłączyła mi do dłoni,co nie powiem bolało jak cholera.Syknęłam z bólu i nieświadomie chwyciłam drugą dłonią rękę chłopaka.Gdy skapnęłam się co robię chciałam go puścić,ale ten tylko mocniej mnie złapał i nie puścił.To było bardzo miłe z jego strony.Trzymając jego dłoń czułam się bezpieczna i już żaden ból nie był mi straszny.Czułam bijące od niego ciepło,a dotyk jego skóry przyprawił mnie o gęsią skórkę.Otworzyłam oczy które miałam przymknięte i spojrzałam prosto w jego ciemne oczy.Moje serce znowu zaczęło wariować i czułam jak na mojej bladej twarzy pojawiają się rumieńce.Chłopak uśmiechnął się do mnie a ja szybko spuściłam wzrok na białą pościel.
-Och ta młodzieńcza miłość.-Spojrzała na nas a wtedy oby dwoje spiekliśmy buraka,a ta się tylko śmiała.-Uważajcie tylko,żeby nie zerwać wenflonu.-Zachichotała kobieta wychodząc już z sali.Wyszła i zapanowała na kilka sekund cisza którą przerwał mój śmiech.Chłopak po chwili też zaczął chichotać.Zjechałam niżej na łóżku tak,że wpatrywałam się w sufit.Poklepałam miejsce obok siebie i Nathan położył się obok mnie.Zmieściliśmy się we dwójkę i tak przeleżeliśmy cały wieczór.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
15 Komentarzy=Następny rozdział

Tak więc jest następny rozdział.Zapraszam was do czytania nastepnego bo,będzie sie działo :P hehe
Mam nadzieję,że się będzie podobało i was nie zawiodę <33
Gotowi do szkoły??? JA nie chce.Jedyne pocieszenie,że za niecałe dwa tygodnie moje urodzinki :)) Jupiii ;**
W zakładce kontakt ze mną jest aktualizacja więc zajrzyjcie sobie jeśli chcecie być informowani o rozdziałach czy coś ;))

czwartek, 21 sierpnia 2014

Rozdział 41

<Oczami Lily>


Wszędzie jasno,jedna wilka jasność a z niej wyłaniająca się postać mężczyzny.Czuję chłód otaczający moje ciało i lekki wiatr targający moją długą białą sukienkę.
-Witaj-Donośny głos rozbrzmiewa,jednak jeszcze dokładnie nie widzę jego właściciela.Chcę odpowiedzieć,ale moje usta odmawiają posłuszeństwa,wargi po prostu się nie otwierają,a ja nie mam nad tym panowania.Czuję coraz zimniejsze powietrze,jasność po woli zaczyna znikać i w końcu stoję twarzą w twarz ze starszym mężczyzną z dużymi czarnymi oczami,zarostem i brązowymi krótkimi włosami.
-Daliśmy ci szansę.-Echo rozległo się w tej całej jasności.Nic z tego nie rozumiem,chce się zapytać o co chodzi z tą szansą,ale moje usta znów nie współpracują.Walcze ze sobą,ale to nic nie daje,moje struny głosowe również odmawiają posłuszeństwa.W końcu poddaje się i spoglądam na pojawiające się po obu stronach mężczyzny niebieskie obłoki.Bardzo dziwne zjawisko,jednak brunet wydaję się nie być tym ani trochę zaskoczony.
-Wybierz rozsądnie.-Powiedział donośnym głosem pozbawionym jakichkolwiek uczuć.W tym momencie widzę w jednej z chmur pojawiające się postacie i pomieszczenie.Jest to mój stary pokój w domu dziecka.
-Pierwsze wspomnienie.-Powiedział mężczyzna a ja jak zachipnotyzowana patrzę się w wielki obłok.

Kobieta podeszła do drzwi i je otworzyła.Staną w nich młody chłopak w szarych spodniach,koszulce w niebieskie paski i brązowej kurtce.
Podszedł do mnie i się uśmiechną.Siedziałam i tępo się na niego patrzyłam.
-Cześć jestem Louis,a ty penie Lila,tak?-Nie odpowiedziałam.
-Widzę że nie jesteś rozmowna,to ja powiem ci coś o sobie.Jestem Louis mieszkam z czwórką moich przyjaciół w Londynie.Mam 4 siostry,a ty kuzynki.-Opowiadał tak przez jakiś czas,a ja uważnie go słuchałam.Chyba wyczuł że nie mam zamiaru nic powiedzieć.
-Przyjadę po ciebie jutro o 10:30.I nie martw się będzie ci się dobrze z nami mieszkało.-Ostatni raz się do mnie uśmiechnął i wyszedł.


 To moje pierwsze spotkanie z Louisem.Patrze na to i robi mi się go trochę żal,stwierdzam że mogłam być dla niego milsza.Nie mam dużo czasu na zastanawianie się,bo w chmurze już pojawia się następna scena.
-Drugie wspomnienie.-Znów ten sam głos.

Przekręciłam głowę w stronę szafki na której leżał mój telefon jednak to co tam zobaczyłam przeraziło mnie.Na mojej komórce siedział ogromniasty pająk,w warto jeszcze dodać,że ja panicznie boję się tych stworzeń.W jednej sekundzie wygramoliłam się z pościeli i zaczęłam wydzierać się w niebo głosy.Wyskoczyłam jak oparzona z łóżka a następnie z pokoju ciągle krzycząc.Zbiegłam po schodach i pędem ruszyłam w stronę kanapy na której siedział Louis z Harrym.Byłam zbyt przerażona obecnością tego potwora w moim pokoju i nie zastanawiałam się długo nad tym co tu robi loczek.
Ci spojrzeli się na mnie jak na idiotkę,ale zauważyłam w ich oczach także lekki strach.
-Spokojnie kochanie.Powiedz co się stało?-Louis złapał mnie za ramiona i spojrzał mi w oczy.Widziałam,ze jest zaniepokojony moim zachowaniem,ale podobało mi się to że się o mnie tak martwi.
-Tamm...taaam....jest....paaa.....paaa...jąkkkkk.-Jąkałam się.Spojrzałam na chłopaka,było widać,że odetchnął  z ulgą gdy to usłyszał.
-Oj,malutka boisz się pająków?-Cicho się zaśmiał i mnie przytulił.
-Tak od zawsze a w moim pokoju siedzi wielki i tłusty potwór.Zabijcie go!!!-Wydarłam się na cały głos tak,że chyba cała okolica mnie słyszała,a brunet momentalnie ode mnie odskoczył.
-Jakiego potwora macie zabić?-Do domu wszedł sobie jak gdyby nigdy nic spokojny Niall z torbą w ręce.
-Takiego wielkiego i tłustego-Zarechotał Harry.
-Zabijcie tego pająka...och no zabijcie go!!!-Krzyczałam skacząc po całym pomieszczeniu.
-Wspaniały Harry cie uratuje!-Wydarł się i już go nie było na dole.
-Gdzie on jest?-Usłyszeliśmy po chwili krzyk z góry.
-Na szafce obok łóżka-Wydarłam się prosto do ucha Nialla,który stanął obok mnie.
-Ejjjjj-Oburzył się,zatkał rękami uszy i usiadł na kanapie obok Louisa.Stałam na środku pokoju,ręce które lekko mi się trzęsły przyłożyłam do serca modląc się żeby Harry wykończył tego potwora.
-Zabiłeś?-Krzyknęłam przerywając ciszę panującą w pomieszczeniu.Wtedy na schodach pojawił się chłopak z wielkim bananem na ustach.
-Takkkk,żadnego tłustego pająka nie ma.
-Dziękuje jesteś kochany-Uśmiechnęłam się,podleciałam do niego i zawiesiłam mu się na szyi ten mnie podniósł tak,że nogi luźno zwisały mi nad ziemią.


Widzę to i w tym momencie zrozumiałam jakie mam szczęście,że trafiłam do ludzi na których mogę zawsze liczyć i zawsze mi pomogą.
-Trzecie wspomnienie.-Mówi facet.

 -Bliska?Przecież ja jestem dla was obcą osobą.-Powiedziałam smutno.
-Nie mów tak,bo to nie prawda.-Uśmiechnął się pocieszająco Niall.
-Jesteś dla nas jak rodzina,zawsze będziemy cię chronić i pomagać Ci w trudnych chwilach.Ja traktuje cię jak jedną z moich ukochanych sióstr.-Powiedział Zayn i otarł jedną łzę z mojego policzka.To co powiedział było na prawdę miłe i dodało mi trochę otuchy.
-Wiesz ja też zawsze chciałem mieć siostrę i ty nią właśnie jesteś.-Odwrócił się w moja stronę Niall.
-No widzisz a ja teraz mam dwie wspaniałe siostrunie.-Powiedział piskliwym głosikiem Harry przez co wszyscy zachichotaliśmy,nawet ja.
-Dzięki,ale wiem,że mówicie tak tylko żeby mnie pocieszyć.-Powiedziałam,chociaż w głębi serca miałam nadzieję,że się mylę.
-No coś ty.Nawet tak nie myśl.-Poczochrał mnie po włosach Zayn.


Sytuacja ta miała miejsce w samochodzie w drodze na lotnisko wtedy gdy pokłóciłam się z Louisem.Bardzo dobrze pamiętam ten dzień.Usłyszałam słowa chłopaków i zachciało mi się płakać.Ja ich też kocham jak własnych braci,których nigdy nie miała,ale nigdy im tego nie mówiłam.W tamtej chwili stwierdziłam,że muszę to zmienić.Czekam na następną scenkę,ale nic takiego się nie dzieje,przeciwnie chmura zrobiła się po prostu biała.Za to w drugim obłoku coś się zmienia i zaczynają pojawiać się jacyś ludzie.Po chwili rozpoznaję w nich rodziców.Wyglądają tak realistycznie,że aż w moich oczach pojawiły się łzy.Wyciągam w ich stronę dłoń próbując ich dotknąć,ale są za daleko.Mama wygląda ślicznie jej długie ciemne włosy opadają na ramiona i odznaczają się na białej długiej sukience podobnej do mojej.Na jej twarzy oczywiście gości szeroki uśmiech.Tata ubrany jest w swoją ulubioną koszulę i dżinsy,jego krótkie włosy postawione są na żel.On też się do mnie promiennie uśmiecha.Chce się odezwać,ale znowu nie mogę.Zaczyna mnie to irytować,a mama widząc moją niezadowoloną minę zaczyna chichotać.Przez dźwięk jej głosu sama się uśmiechnęłam,a moje ciało przeszyły ciarki.
-Spokojnie kochanie.-Mam ochotę jej dotknąć,ale nie ma takiej możliwości.
-Kochanie cokolwiek się stanie wiedz,że my z mamą zawsze będziemy cię wspierać.-Tata złamał dłoń kobiety.
-Możesz nam coś obiecać?-Widzę,że wzrok mojej rodzicielki jest pełen nadziei.Znów chce się odezwać,ale w końcu kiwam tylko głową na znak,że się zgadzam.
-Nie wybieraj nas.-Nie wiem o co im chodzi i bardzo chce się zapyta,ale nie mogę.
-Kochanie jesteśmy przy tobie codziennie,patrzymy jak radzisz sobie w nowej sytuacji i jesteśmy z ciebie dumni.Każdy rodzic chciał by taką córkę.Na swojej drodze spotkasz jeszcze wiele przeszkód,ale nie poddawaj się nigdy,pamiętaj jak masz jakiś problem staraj się go rozwiązać a nie omijać.-Głosu mamy mogła bym słuchać godzinami.
-Lila musisz żyć,walcz za wszelką cenę i bądź silna.Słyszysz masz żyć dalej,dlatego nie zgadzaj się na pierwsza propozycję.Rozumiesz?-Tata czeka na moją odpowiedź.Nie mam pojęcia o co w tym wszystkim chodź dlatego kiwam tylko głową na zgodę.
-Kochamy cię córeczko,zawsze jesteśmy przy tobie.-Mówili oboje i po woli zanikali.
-Teraz czas na podjęcie decyzji.Chcesz iść do rodziców czy na ziemie do zespołu.-Po jednej stronie faceta pojawili się znów rodzice,a po drugiej cały zespół.Mężczyzna pierwszy raz na mnie spojrzał.Jego słowa mnie zamurowały.Stoję jak złup i nie umiem się ruszyć.Teraz już wszystkie fakty do siebie pasują.Z jednej strony bardzo chce do rodziców,ale obiecałam im też coś.Jeżeli kazali mi tak zrobić to na pewno dla mojego dobra.A ja na prawdę chcę kiedyś wyjść za mąż,mieć dzieci i psa,a wiem że gdybym wybrała rodziców to pewnie tak by się nie stało.Decyzję muszę podjąć teraz,ale to bardzo trudne.Wiem,że na ziemi czekają na mnie chłopaki i znajomi,ale ja kocham rodziców dlatego nie umiem zdecydować.Bije się z myślami i wtedy w głowie zaczynają mi huczeć słowa taty "Lila musisz żyć". Nie mogę się odezwać dlatego z wielkim trudem wskazałam na obłok z uśmiechniętymi chłopakami.Wybieram chłopaków dlatego,że wiem że rodzice i tak cały czas przy mnie są.
-Tak więc żegnaj.-Usłyszałam i potem już tylko oślepiła mnie jeszcze większa jasność.

 

<Oczyma El>


Właśnie skończyłam rozmawiać przez telefon z właścicielem domku w górach aby odwołać rezerwację.Dzisiaj mieliśmy jechać z Lou na taki romantyczny wyjazd,ale nic z tego nie wyjdzie.Na razie najważniejsze jest,żeby małej się nie pogorszyło.Weszłam do sali gdzie siedziały Lou i Dan,a na przeciwko Pezz.Podeszłam do swojego krzesła i bez słowa usiadłam.
-I co udało się?-Spojrzała na mnie dziewczyna Zayna.
-Miał trochę pretensje na początku,ale jak wytłumaczyłam co i jak to odpuścił.-Uśmiechnęłam się smutno.
-Jeszcze nigdy nie widziałam chłopaków w takim stanie.-Pokręciła głową Lou.
-Masakra,oni nie mogę się tak dołować.Oczywiście wszyscy się martwią,ale Louis to chyba zadręczy się psychicznie.-Perrie miała rację.
-No,ale co możemy zrobić do puki jej stan się nie polepszy.-Załamałam ręce.
-Ej patrzcie.-Dan która ciągle patrzyła na małą podskoczyła na krześle.
-Co jest?-Wszystkie spojrzałyśmy na dziewczynkę.
-Ruszyła ręką.-Zapiszczała brunetka.Faktycznie po chwili znów jej dłoń podniosła się z pościeli.Serce zabiło mi mocniej gdy po woli otworzyła jedno oko,a potem drugie.Trochę potrwało za nim przyzwyczaiła się do światła w sali.Ale gdy wypowiedziała już kilka słów kamień spadł mi z serca i miałam ochotę skakać z radości.
-Co się stało?-Było widać,że powiedzenie tego kosztowało ją dużo siły.
-Spokojnie.-Dan dotknęła jej dłoni a ta po woli ją chwyciła.
-Idę po lekarza.-Pezz szybko wyszła z sali.
-Kochanie już dobrze.-Gładziłam dziewczynkę po włosach.Dosłownie po 10 sekundach do sali wszedł lekarz i dwie pielęgniarki które od razu wyprosiły nas z pomieszczenia.Gdy tylko wyszłysmy zadzwoniłyśmy do chłopaków.

 

<Oczyma Lily>


Znajome głosy rozchodziły się w pomieszczeniu gdzie się znajdowałam.Chciałam zobaczyć do kogo one należą dlatego po woli otworzyłam jedno oko,ale gdy poraziło mnie światło szybko je zamknęłam.Kolejna próba wyszła już trochę lepiej i w końcu mogłam podnieść zmęczone powieki.Gdy tylko to zrobiłam poczułam kłujący ból głowy.Cztery pary oczu wgapiały się we mnie,dziewczyny wyglądały na zmartwione,ale po woli zaczynały się rozpromieniać.
-Co się stało?-Powiedziałam z ledwością,po prostu nie miałam na nic siły.Ostatnią rzeczą jaką pamiętam było pożegnanie z rodziną w Doncaster później tylko ciemność.
-Spokojnie-Dan chwyciła moją dłoń.Dziewczyny widziały,że nic nie mogę zrobić nawet powiedzieć.
-Idę po lekarza.-Perrie zerwała się z krzesła.Reszta gapiła się na mnie z delikatnymi uśmeichami na twarzy.
-Kochanie już dobrze.-El mówił to raczej do siebie niż do mnie.Widać było że wszystkie są trochę pod denerwowane.Po chwili do sali wszedł facet w odrażającym białym fartuchu a za nim dwie kobiety.
30 minut później
Leże podłączona do dwóch kroplówek,głowa po woli przestaje boleć,bo podali mi leki.Dziewczyny są ze mną,ciągle coś mi opowiadają i rozweselają.Ja nie mam jeszcze siły żeby dużo mówić.
-Lilla,boże dziecko.-W drzwiach pojawił się Louis z Harrym.Od razu podlecieli do łóżka.
-Jak się ciesze,jak się czujesz?-Było widać wielką ulgę w jego oczach.Nigdy bym nie pomyślała,że tak się o mnie martwili,ale dziewczyny opowiedziały mi wszystko co się działo tu w szpitalu z nimi.
-Dobrze.-Wychrypiałam.
-No właśnie widzę.-Spojrzał na mnie podejrzliwie.Lou usiadł obok mnie na łóżku.
-Ale się martwiliśmy.-Spojrzał na mnie.
-Dziękuję.-Uśmiechnęłam się chciałam się podnieść go przytulić,ale byłam cała obolała i dosłownie wszystkie mięśnie dały o sobie znać.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
 14 Komentarzy=Następny rozdział

No i jest kolejny.Przepraszam bardzo za końcówkę,jak zwykle ją spieprzyłam.
Mam nadzieję,że chociaż trochę się podoba.
No i informacja,już niedługo ujawni się tajemnica chłopców,wiec zachęcam od czytania dalej ;))
A jak chcecie być informowani piszcie do mnie na twitterze albo podajcie swoje gg.

sobota, 16 sierpnia 2014

Rozdział 40


Notka,proszę przeczytaj

"Pierwsza sprawa"
Przepraszam,że rozdział taki króciutki.W niedziele wróciłam do domu,więc przez tamten tydzień nie pisałam.Teraz też nie mam na to czasu,bo aktualnie mam w domu remont.Więc proszę zrozumcie nie mam głowy do pisania.Przez to wszystko rozdział wcale mi się nie podoba ;// Mam nadzieję,że wybaczycie.

"Druga sprawa"
Jeżeli chcecie być informowane i nowym rozdziale to możecie podać mi swoje GG albo Twittera i zawsze będziecie na bieżąco.Albo napiszcie do mnie moje GG:51191157
Od razu gdy pojawi się rozdział napisze wam ;))
A teraz następny rozdział.Zapraszam ;))

------------------------------------------------------------------------------------------------------------


Jest już dosyć późno,dziewczyny wygoniliśmy już dawno do domu.Nie mogłem patrzeć na ich łzy i smutne miny.Chłopaki na razie jakoś się trzymali,ale było widać,że z każdą następną minutą przejmują się coraz bardziej.Niall przyleciał jakiś czas temu i od razu do nas przyjechał.




-Boże ile ona będzie tak leżała bez ruchu.-Jęknąłem i po raz tysięczny schowałem twarz w dłoniach.
-Lou spokojnie,przecież już po woli się wybudza słyszałeś lekarza to,że poruszyła ręką jest dobrą oznaką.-Poklepał mnie po ramieniu Liam.To właśnie dlatego Zayn po mnie przybiegł tam na korytarz.Lila poruszyła dłonią i wszyscy mieli już nadzieję,że się obudzi,jednak tak się nie stało.
Pielęgniarki pozwoliły nam tu zostać,chociaż były z tym małe problemy,ale Paul wszystko załatwił.Tak nasz menadżer jak tylko dowiedział się co się stało przyjechał i to właśnie dzięki niemu połowa paparazzi opuściła szpital a potem zainterweniować musiała policja.Niestety wiadomość szybko się rozniosła i już w wieczornych wiadomościach mówili o wizycie one direction w szpitalu.Na dodatek pokazali tez moją akcje z pod budynku.Ja osobiście nie oglądałem tego w telewizji,ale moja mam od razu do mnie zadzwoniła i nie mogła uwierzyć w to co się stało. Telefony reszty zespołu również dzwoniły.Mimo tego,że rodziny chłopaków nie znały za dobrze małej to i tak bardzo przejęli się ta sytuacją. Każdy kazał nam myśleć pozytywnie,ale ja już nie dawałem rady,widok Lily podłączonej do tych wszystkich kroplówek i kabelków był ponad moje siły. W pewnym momencie musiałem po prostu wyjść z tej sali.
-Louis co my teraz zrobimy?-Wszyscy się na mnie spojrzeli.
-A z kąt ja mam to wiedzieć.-Powiedziałem załamany.
-Jak tylko się obudzi musimy jej powiedzieć.-Odezwał się Zayn.
-Nieee..-Od razu zaprzeczyłem.
-W sumie zgadam się z Zaynem,im wcześniej tym lepiej.-Niall przyznał rację mulatowi.
-Ale z drugiej strony jak się obudzi nie może się denerwować.-Liam się włączył do rozmowy.
-Harry a ty co o tym sądzisz?-Spojrzałem na przyjaciela.
-Umm.Ta umowa była w ogóle bez sensu.-Szybko wstał z krzesła i podszedł do okna.
-Ej to akurat już wiem.-Jęknąłem.
-Louis twoja kuzynka jest za bardzo przyjazna,żeby zrobić jej takie świństwo.-Popatrzył się na mnie blondyn.
-Ej musimy jej to w końcu powiedzieć,zostały tylko dwa tygodnie.-Odwrócił się w naszą stronę.
-Powiemy jej za tydzień ok?-Spojrzał po wszystkich Liam.
-Ok.-Wszyscy się zgodziliśmy.To chyba był dobry czas,żeby nie sprawić że się jej pogorszy a,żeby też miała czas,aby przyzwyczaić się do nowej sytuacji.
Siedzieliśmy w ciszy po prostu patrząc się na te urządzenia i kabelki podłączone do jej ciała.Gołe ręce prawie znikały w pościeli a twarz nie wyrażała żadnych emocji.Wyglądała jak by spała,ale jej sen była bardzo głęboki i spokojny.Po woli się do niej przysunąłem i chwyciłem delikatnie jej dłoń w która wbity był wenflon.
-Lilka proszę otwórz oczy.-Szepnąłem załamany.

 

28 Grudnia Piątek 8:30


 -Proszę panów,proszę się obudzić.-Usłyszeliśmy damski głos.Szybko zerwałem się z krzesła na którym spałem z nadzieją,że moja kuzynka w końcu się obudziła.
-Co się dzieje?-Liam również szybko się zerwał.
-Spokojnie za chwilę przyjdzie lekarz,czy mogli by panowie wyjść z sali.Muszę zmienić kroplówkę.-Spoglądała na nas niepewnie.
-Dobra wychodzimy.-Mruknąłem i razem z przyjaciółmi poszliśmy na korytarz.Wszyscy byliśmy zmęczeni mimo że w nocy trochę spaliśmy.Te krzesełka szpitalne są bardzo niewygodne.Znów nikt z nas się nie odzywał,w ogóle od kąt tu siedzimy rzadko któryś się odezwał.
-Lou telefon.-Szturchnął mnie Liam i wyrwał z zamyśleń.Szybko wyciągnąłem komórkę z kieszeni i nie patrząc kto dzwoni odebrałem.
-Halo.
-Louis to prawda Lila jest w szpitalu.W ogóle co się stało.Co z nią.Mogę przyjechać?-Usłyszałem zdenerwowany głos Lou.
-Louise spokojnie.Jesteśmy w szpitalu.A z kąt to wiesz?
-W internecie aż huczy na wszystkich stronach o tym,że od wczoraj nie wyszliście ze szpitala.
-Boże oni nie mają swojego życia.-Mruknąłem i podszedłem do okna.Słońce wschodziło a ludzie chodzili jak nakręceni po wąskiej uliczce.
-Louis,ale co się stało?Tu piszą,że Lila została pobita przez wasze fanki.-Gdy to usłyszałem zagotowało się we mnie.Jak ktoś w ogóle mógł tak pomyśleć.
-Lou to są jakieś bzdury.Nikt jej nie pobił.-Prawie krzyknąłem do słuchawki.Miałem dosyć tych wścibskich ludzi wypisujących bzdury w internecie.
-To co się stało?
-Zemdlała i ma wstrząs mózgu.Leży nieprzytomna i jest bardzo osłabiona.Lou boję się.-Załkałem do słuchawki.
-Spokojnie,przyjadę jak tylko nakarmię Lux i zawiozę ją do mamy-Było słychać,że na prawdę przejęła się tą całą sytuacją.
-Dzięki.-Szepnąłem i się rozłączyłem.Miałem dosyć wszystkiego.
10:30
-Chłopcy do domu.-Po raz setny powiedziała Danielle.-Żaden z nas nie chciał się ruszyć ze szpitalnej sali.
-Ej nie możecie tu wiecznie siedzieć.My zostaniemy.-El stanęła obok Dan,Pezz i Lou.Nie byłem do końca przekonany co do tego pomysłu,wolałem być przy niej gdy się wybudzi.
-Ale...-Harry chciał po raz kolejny zaprzeczyć gdy przerwała mi El.
-Jedziecie i bez dyskusji.Weźmiecie prysznic zjecie coś i przyjedziecie z powrotem.-Patrzyły na nas z groźnymi minami.
-Dobra chłopaki one mają rację.-Pierwszy wstał z krzesła Zayn.
-Faktycznie chodźcie.-Liam również uległ namową dziewczyn,a zaraz po nim wstał Niall z Harrym.Tylko ja nie mogłem się przemóc i opuścić szpital.Po prostu czułem że muszę przy niej być.
-Louis chodź jedziemy.-Harry chwycił mnie za ramiona.
-Nie mogę,muszę z nią być.-Ścisnąłem mocniej dłoń małej.
-Lou za chwilę tu wrócicie.-Podeszła do mnie moja dziewczyna.-Obiecuję,że jak tylko by się obudziła to od razu do ciebie zadzwonię.-Uśmiechnęła się do mnie pocieszająco.Nie odezwałem się ani słowem,niechętnie wstałem z krzesła i po woli wyszedłem z chłopakami z sali małej.

13 komentarzy=następny rozdział

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 39

Przeczytajcie notkę pod rozdziałem



Od 15 minut siedzimy z Liamem i Danielle pod salą w której leży mała.Na razie nic nie wiemy lekarze jeszcze robią jej jakieś badania i siedzą tam u niej.
-Boże co ja zrobiłem.-Miałem wielkie wyrzuty sumienia,że nie dbałem o nią dobrze.
-Lou to nie tylko twoja wina.Wszyscy powinniśmy bardziej się starać-Pocieszał mnie kumpel.
-Chłopacy nie zadręczajcie,ona na pewno z tego wyjdzie.-Było widać,że dziewczyna nie do końca wierzy w to co mówi.
-Boję się o nią.-Chodziłem w te i spowrotem po korytarzu próbując się uspokoić.
-Kto jest za nią odpowiedzialny?-Pojawił się przed nami lekarz w długim fartuchu.
-Ja.-Szybko do niego podeszlem.
-Prosze za mną.-Poszliśmy w głąb korytarza a ja już chciałem się dowiedzieć co jej jest.
-Prosze pana od kiedy pańska córka choruje na anemię?-Nie wiem dlaczego,ale gdy to usłyszałem to jeszcze bardziej poczułem się za nią odpowiedzialny.
-To jest moja kuzynka.-Poprawiłem go.
-Aa...w takim razie gdzie są rodzice?
-Nie żyją od 4 miesięcy i od tego czasu właśnie ma anemię.A ja jestem jej tymczasowym prawnym opiekunem,ale może mi pan powiedzieć co się z nią dzieje.-Wyjaśniłem.
-Dobrze,Lila jest bardzo słaba.Anemia wykończyła ją doszczętnie.Musimy podawać jej kroplówkę.Aktualnie jest w śpiączce po urazowej,gdyż gdy w wyniku utraty przytomności doznała wstrząsu mózgu upadając na podłogę.
-A kiedy się wybudzi?-Przrstarszyłem się gdy usłyszałe ze jest w śpiączce.
-Zwykle pacjenci po takich urazach wybudzają się po paru godzinach n maksymalnie w ciągu następnej doby,jednak nie wiadomo jak jej organizm się zachowa,a to że jest bardzo słaba wcale jej nie pomaga.Musi dużo odpoczywać.Tym bardziej,że nie leczona i długotrwała anemia ma bardzo poważne skutki,na razie będziemy jej podawać codziennie po parę kroplówek,żeby wyrównać w miarę wszystkie braki w jej organiźmie.-Rozmawialismy jeszcze trochę i w końcu mogłem iść zobaczyć Lile.
-I co powiedział lekarz?-Gdy tylko wyszedłem z jego gabinetu podleciał do mnie para.
-Hmm..-Usiadłem załamany na krześle.-Mała ma wstrząs mózgu a anemia wykończyła jej organizm,przez co nie wiadomo kiedy się wybudzi.-Opowiedziałem w skrócie to czego się dowiedziałem,a było tego bardzo dużo.
-I co dalej z nią będzie?-Podeszła do mnie dziewczyna.
-Zostanie w szpitalu przynajmniej przez tydzień.
-Możemy do niej iść?-Chwyciłam nie za ramię Dan.
-Tak,chodźcie.-Weszliśmy w trójkę do sali na której stało tylko jedno łóżko a na nim leżała mała dziewczynka blada jak prześcieradło wiec ledwo co ja było widać.W oczach zbierały mi się łzy.Nie mogłem sobie wybaczyć że doprowadziłem ją do takiego stanu.
-Matko boska.-Szepnęła brunetka i jako pierwsza do niej podeszła.Ja z Liamem staliśmy i po prostu nie mogliśmy się ruszyć.Ta chwyciła ją za rękę i zaczęła coś do niej szeptać.
-Li co my teraz zrobimy.Przecież ona w takim stanie nie może wyjść ze szpitala,a zostały nam dwa tygodnie.-Spojrzałem na chłopaka i mówiłem tak,żeby Dan nie usłyszała.
-Lou nie mam pojęcia.Na razie cicho,ona nie może się teraz denerwować.-Był tak samo przestraszony jak ja.W końcu podeszliśmy do dziewczyn,ten widok wcale ie był przyjemny.Chciało mi się płakać patrząc na tą małą cierpiącą duszyczkę.
-Chyba trzeba było by zadzwonić do chłopaków.-Spojrzała na nas brunetka.
-Tak ja się tym zajmę.-Liam wyszedł z sali a ja usiadłem obok Danielle.
-Lou nie obwiniaj się.-Chwyciła mnie za ramię.
-Ale gdybym pilnował,żeby brała te leki to teraz by tu nie leżała nie przytomna.-Złapałem dziewczynkę za rękę.
5 godzin później
Jest wieczór a my nadal siedzimy w szpitalu i nikt z nas nie chce go opuścić.Gdy Li zadzwonił do chłopaków od razu wsiedli w samochody i po jakimś czasie przyjechali tylko Nialla nie ma do droga z Irlandii nie jest taka krótka.Zadzwoniłem też do państwa Josanów,ale nikt nie odbierał.
Siedzimy w ciszy wokół dużego łóżka.W Zayna wtulona siedzi Pezz a Li przytula do siebie Dan.Ja siedzę obok Harryego i co chwile wymieniamy się spojrzeniami pełnymi bólu.El poszła po kawę do barku i w sumie to już powinna wrócić.
-Dlaczego taka młoda dziewczyna w życiu już tyle przeszła.-Mówiła jakby do siebie Dan.
-Nigdy tego nie zrozumiem-Odezwała się druga dziewczyna.
-Przecież taka trzynastolatka powinna cieszyć się z życia.Kłócić z rodzicami jak każdy nastolatek a nie chodzić na ich grób.-Powiedział cicho Harry.
-A przez nas jeszcze wylądowała tutaj.-Dodał Zayn.
-Nigdy nie wiadomo co się stanie.Może nawet gdy by brała te leki to i tak trafiła by do szpitala,nie obwiniajcie się.-Dan próbowała nas jakoś pocieszyć.Mała Lila leżała nieruchomo a jej twarz była tak blada jak nigdy.Na głowie miała zawinięty bandaż a w obu dłoniach podawane były jej kroplówki.W tamtym momencie to czego najbardziej chciałem to,żeby w końcu się obudziła.Niby miało to zająć kilka godzin,ale te właśnie godziny były najgorszym czasem w moim życiu.Nie wiedziałem co mam ze sobą zrobić,najchętniej zamknął bym się wtedy w pokoju i płakał ile wlezie.
-Chłopcy pod szpitalem jest chyba z 20 paparazzi.-Do sali weszła moja dziewczyna.Zdenerwowałem się,nawet w tak ciężkich chwilach te hieny nie dadzą człowiekowi spokoju.Gwałtownie stałem z miejsca i pod wpływem impulsu pognałem ile sił w nogach na dół.Wyleciałem ze szpitala jak szalony i zacząłem krzyczeć.
-Ludzie dajcie nam spokój.Nie potrzebne są nam teraz wasze natrętne pytania.Nie wiecie,że tam w tej cholernej szpitalnej sali mała dziewczynka walczy o życie a wy się tak tu wydzieracie.Odejdziecie stąd,nie chce was tu więcej widzieć.-Krzyczałem i obrażałem tych ludzi parę minut później pod szpitalem pojawili się nasi ochroniarze i zaczęli odganiać tych natrętnych fotoreporterów.Preston od razu do mnie podbiegł i próbował mnie uspokoić,ale na marne.Ciągle mu się wyrywałem i miałem ochotę pozabijać tych wszystkich ludzi,którzy nie potrafili uszanować czyjegoś cierpienia.
-Lou daj już spokój.-Facet znów podjął próbę uspokajania mnie.
-Ale Preston jestem jej coś winny to wszystko przeze mnie.-W końcu się poddałem,mężczyzna wprowadził mnie z powrotem do budynku i usadził na jednym z krzesełek.Nie minęła nawet minuta gdy z góry zbiegł Zayn.
-Louis chodź szybko Lila.....

------------------------------------------------------------------------------------------------
14 Komentarzy=Następny rozdział

Hej sprawa wygląda tak...
Po pierwsze wiem,że ten rozdział jest do dupy.Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie,po prostu nie chciało mi się pisać przez ostatnie dni.Ale to chyba dlatego,że miałam kilka próbnych rozdziałów i żaden nie wydawał mi się dość dobry,dlatego potem się już zniechęciłam.Nie wiem co się ze mną dzieję,ale jakoś pisanie nie bawi mnie tak jak kiedyś :// 

Po drugie rozdział dość krótki,bo jutro wyjeżdżam i chciałam wam jeszcze coś wstawić.Wrócę w przyszłym tygodniu w sobotę.Dlatego chciałam wam powiedzieć,że w przyszłym tygodniu nie będzie rozdziału i w ogóle nie wiem kiedy następny się pojawi,bo chciała bym trochę odpocząć.Musi mnie złapać wena,żebym coś tam nabazgroliła ;))  No i jeszcze raz przepraszam za to,że zepsułam ten rozdział ;//