sobota, 27 września 2014

Rozdział 45

*Uwaga w rozdziale znajdują się przekleństwa,jeżeli nie chcesz nie czytaj* 

 

 

Poniedziałek 7 Stycznia 14:40


 Dzisiaj wreszcie wychodzę z tego straszliwego miejsca.Przesiedziałam tu dwa tygodnie i mam już szczerze dosyć.Tu zdarzyły się okropne rzeczy o których chce jak najszybciej zapomnieć.Z jednej strony bardzo się ciesze,że wychodzę,ale z drugiej nie mam ochoty spędzać czasu z tymi oszustami.W dalszym ciągu jedyną osobą z którą rozmawiam jest Nathan i chyba się to już nie zmieni.Od piątku nie zamieniłam z nikim ani słowa,oni przychodzili i siedzieli u mnie po parę godzin,ale nie zwracałam na to zbytnio uwagi i zajmowałam się wszystkim tylko nie rozmową z kimkolwiek.Na szczęście po całych dniach milczenia przychodził mój kochany brunet i wtedy mogłam śmiało mu się wyżali i sobie ponarzekać.
Lou przywiózł mi wczoraj nowe ubrania,chyba próbował mnie jakoś udobruchać,ale nie udało mu się to.Jeżeli myślał,że parę nowych ciuchów sprawi,że zapomnę o całej sytuacji to na prawdę się pomylił.
Siedzę już na łóżku i pakuje do końca swoje szpargały do torby.Trochę się ich tutaj uzbierało przez ten czas.Dzisiaj rano miałam robione ostatnie badanie i mój wypis prawdopodobnie jest już gotowy do odebrania w recepcji,ale ten człowiek jak zwykle się spóźnia.Miał być 15 minut temu i mi pomóc,sam się jeszcze wczoraj zarzekał,że on mnie spakuje a tu proszę nawet nie raczy być na czas.
Wkładałam właśnie szczotkę do włosów do torby gdy usłyszałam głosy za sobą głos.
-Lilka już jesteśmy.-Powiedział zmęczony Niall z zaraz za nim wlazł Zayn.Spojrzałam na nich tylko przelotnie i wróciłam do wcześniejszej czynności.
-Spakowałaś wszystko?-Niall rozglądał się po sali,gdy ja zamykałam suwak torby.Malik szybko podleciał do mnie i dźwignął mój bagaż z łóżka.Nic nie odpowiedziałam tylko wzięłam jeszcze moją torebkę i podążyłam do drzwi.Wcale nie było mi szkoda,że opuszczam na dobre to pomieszczenie i ten budynek.Ci po chwili się ocknęli i poszli za mną.Bez słowa wlazłam do widny i nie zwracając na nich uwagi nacisnęłam przycisk tak,że drzwi zamknęły by im się przed nosem gdyby Zayn nie wsadził między nie ręki.
-Ej chciałaś jechać bez nas.-Oburzył się blondynek.
-Wy też chcecie się mnie pozbyć.-Syknęłam i założyłam ręce na klatkę piersiową.Z windy wyszłam jako ostatnia,oni poszli do recepcji po wypis a ja usiadłam na krzesełku.Z dworu dochodziły głośne dźwięki,co ani trochę mi się nie podobało,gdyż moja głowa jeszcze nie jest do nich przyzwyczajona.Po parunastu minutach mogliśmy opuścić szpital,ale to wcale nie było takie łatwe.Gdy tylko drzwi się otworzyły przeszyła mnie fala zimna,na dworze padało i było bardzo ponuro a na dodatek przed budynkiem stało chyba z 50 dziewczyn.Wszystkie coś mówiły,albo krzyczały i zrobił się niezły bałagan.Ruszyłam szybkim krokiem za Zaynem a Niall za mną.Auto stało na chodniku więc nie mieliśmy do niego daleko.Mulat otworzył mi drzwi i wpuścił do środka,a zaraz za mną weszła dwójka chłopaków.
-Lila niestety mamy próbę więc jedziemy do studia.
-Zajebiście.-Mruknęłam pod nosem.
-Ej uważaj na słowa.-Zayn pogroził mi palcem,ale jakoś za bardzo się tym nie przejełam tylko prychnęłam.
-Już niedługo nie będziesz musiał tego słuchać-Posłałam mu złośliwy uśmieszek i do końca drogi się już nie odezwałam.Gdy samochód się zatrzymał znajdowaliśmy się pod jakimś oszklonym budynkiem z dużym ogrodzonym parkingiem.Jako ostatnia wyszłam z pojazdu,bo nigdzie mi się nie śpieszyło.Ci pędzili jak by ich ktoś gonił a ja najchętniej szła bym tip topem.
-Lila no pośpiesz się.-Krzyknął do mnie Niall.
-Nie.-Odkrzyknęłam i poprawiłam torbę na ramieniu.
-Dobra idźcie ja ją dotransportuje.-Odezwał się Preston który kierował naszym samochodem.Po chwili straciłam ich już z oczu takiego przyśpieszenia dostali.
-Słyszałem o tym co chcą zrobić.-Odezwał się ochroniarz.
-Taaa...chyba cały świat to już słyszał.
-Lila wiem,że teraz nic ich nie usprawiedliwia,ale oni też cierpią przez twoje zachowanie.-Nie wiem,czy chciała mnie w ten sposób jakoś do nich przekonać,ale jeśli tak to mu to nie wyszło.
-I dobrze,ja cierpię od 5 miesięcy to niech oni też zobaczą jak to jest.-Warknęłam i przyśpieszyłam,a mężczyzna za mną.Weszliśmy do przestronnego holu i skierowaliśmy się w stronę wind.W ciszy wjechaliśmy na 11 piętro i korytarzem poszliśmy pod jedne z kilkunastu drzwi.Preston otworzył je przede mną i wpuścił do środka.Sala była dość duża,na środku stały kanapy i fotele w jednym rogu pianino i gitary a pod jedną ze ścian na długim stole była masa jedzenia,znajdowały się tam też 4 pary drzwi,które prowadziły do innych pomieszczeń.Oczywiście w środku kręciło się kilkanaście osób,a wśród nich oczywiście cały zespół.Siedzieli oni z Helen na kanapach i coś ćwiczyli,ale gdy tylko weszłam ich wzrok powędrował na mnie.
-Lilka jak się czujesz?-Podleciał do mnie Harry.Wzruszyłam tylko ramionami i podeszłam do jednego wolnego fotela na którym usiadłam.
-Wszystko dobrze?-Liam wstał.
-Nic nie jest dobrze.-W moim głosie było tyle nienawiści,że chyba każdy ją wyczuł.
-Przepraszam,że cię tu zaciągnęliśmy,ale nie chciałem,żebyś była sama w domu.-Spojrzał na mnie Lou.
-Dała bym sobie radę.-Syknęłam.
-Lila proszę cię,nie bocz się już tak.-Gdy Harry to powiedział Helen zmroziła go wzrokiem,a ja byłam już tak nabuzowana,że miałam ochotę stamtąd wyjść i nie słuchać ich durnego gadania.Zacisnęłam tylko mocno pięści i zamknęłam oczy licząc do dziesięciu.
-Dajcie mi święty spokój,jeszcze tylko 3 dni i będziecie mieli mnie z głowy.-Powiedziałam zła na nich.Nikt się nie odezwał.
-Dobra wracajmy do roboty.-Kobieta otworzyła z powrotem notatnik a chłopacy niechętnie zaczęli jej słuchać.Po chwili nudzenia się wstałam z fotela i podeszłam do całej oszklonej ściany przez którą był widok na tą ładniejszą część Londynu.Usiadłam na dużej pufie i oparta o drugą ścianę podziwiałam miasto,które już niedługo będę musiała opuścić.Nie wiem jak to na mnie wpłynie,ale na pewno nic dobrego z tego nie wyniknie.Nie chce zostawiać na dobre miejsca z którego mam tyle wspomnień z rodzicami.Tu się wychowałam i tu spędziłam najlepsze jak dotąd chwile w życiu tego nigdy nie zapomnę,ale będę bardzo tęsknić za tym miejscem.Za starym domem którego już nie odwiedzę,nie będę mogła też przychodzić do rodziców na cmentarz,chociaż nie robiłam tego za często te teraz w ogóle nie będę miała możliwości,aby ich odwiedzić.To starsze gdy sobie pomyślę,że mam lecieć na drugi koniec świata w całkiem nieznane mi miejsce,do ludzi których na oczy nie widziałam.Stres z tym związany zaczyna zżerać mnie od środka.Na prawdę się strasznie boję tego co zastanę w Australii.
Moje rozmyślenia przerwał dzwonek mojego telefonu.Szybko wyciągnęłam go z torby,a gdy zobaczyłam na wyświetlaczu kto dzwoni od razu odebrałam.
-No hej Nat.
-Cześć,jak tam?Wypisali cię już?
-Nooo,siedzę teraz z tymi osłami na próbie.
-Uuu ja właśnie idę do kolegi.
-Hmmm szkoda,myślałam że się zobaczymy,wiesz niedługo wylatuje.-Powiedziałam smutno.
-Spokojnie idę mu tylko oddać płytę a potem jestem cały dla ciebie.-Zachichotał,co sprawiło że na mojej twarzy pojawił się mały uśmieszek.
-No,ok.I tak nie wiem ile tu jeszcze będę siedzieć.-Jęknęłam.
-To daj znać jak już będziesz w domu,no i napisz mi adres.Dzisiaj pewnie jesteś zmęczona to nie będę cie nigdzie ciągał,ale jutro pamiętaj kino nas wzywa.
-Oczywiście,że pamiętam-Powiedziałam zadowolona.
-Lila muszę kończyć,bo jestem pod domem kumpla.
-Dobra to do zobaczenia.-Rozłączyłam się.Odłożyłam telefon obok siebie i znowu zatraciłam się w podziwianiu widoków i moich czarnych myślach.
2 i pół godziny później
-Lila chodź na dół,musimy pogadać.-Ton Louisa wcale nie zapowiadał nic dobrego.Niechętnie zeszłam na dół i stanęłam na środku salonu.Cały zespół siedział na kanapach i wpatrywali się we mnie.
-Czego?-Założyłam ręce na klatkę piersiową.
-Możesz grzeczniej?-Powiedział Liam.
-A co mi to da.-Wzruszyłam ramionami.
-Dobra,Lila chcieliśmy Ci powiedzieć,że rozmawialiśmy z mangamentem,próbowaliśmy to jakoś odwrócić,ale nic nie dało się zrobić.-Wyjaśnił mi Harry.Wszyscy miel markotne miny.
-No i?Ja i tak mam was w dupie.Jesteście tak kłamliwi,że już w życiu bym wam nie zaufała.-Syknęłam w ich stronę.Żaden nie wiedział co powiedzieć i jak się zachować dlatego siedzieli przez dłuższy czas w ciszy.
-Wszystko,czy chcecie mi jeszcze przekazać coś bardzo ważnego?Może mam jednak wyjechać na Grenlandię a nie do Australii?
-Lila bez przesady.Australia to przecież nie koniec świata.-Gdy usłyszałam słowa Harry'ego zrobiło mi się przykro.
-Ja przesadzam,może dla ciebie to nie jest koniec świat,ale dla mnie owszem.W Londynie jest moje miejsce,a nie w jakimś obcym kraju.Wiesz jak ja się boję,niedługo zawału chyba dostanę.-Krzyczałam coraz głośniej i nawet nie wiem kiedy z moich oczu zaczęły lecieć łzy.
-Lilka nie to chciałem powiedzieć.-Harry wstał z markotną miną i chciał mnie przytulić,ale ja szybko od niego uciekłam.
-Nie wcale nie to.-Krzyknęłam oburzona.W tej chwili rozległ się dzwonek do drzwi.Wiedziałam kto to dlatego od razu pobiegłam je otworzyć.Gdy tylko ujrzałam chłopaka o brąz włosach wtuliłam się w jego zmarznięte ciało.
-Ej co jest?-Powiedział po chwili odwzajemniając uścisk.
-Mam ich dosyć.-Wychlipałam i w końcu się od niego odkleiłam i weszliśmy do środka.Chłopak ściągnął kurtkę i szybko pociągnęłam go za rękę w stronę schodów.Oczywiście wzrok wszystkich padł na nas i wcale im się nie dziwiłam,nikt oprócz Zayna nie znał wcześniej Nathana,bo w szpitalu zawsze się mijali i nie było okazji,żeby się zobaczyli.
-Lila przedstawisz nam kolegę?-Wstał z miejsca Louis.
-Chyba śnisz ty palancie.-Burknęłam przez łzy i zacisnęłam mocniej dłoń przyjaciela.W szybkim tempie pokonaliśmy schody i weszliśmy do pokoju.
-Nienawidzę ich.-Załkałam i usiadłam na łóżku.
-Nie wiem co ci powiedzieć,na prawdę nie wiem.-Pokiwał głową i dosiadł się do mnie.
-Nie musisz nic mówić wystarczy,że trochę tu ze mną posiedzisz.-Otarłam jedną łzę,ale zaraz na jej miejscu pojawiła się następna.
-To masz jak w banku.-Zaczął gładzić moje plecy.-Ale proszę nie płacz już,oni nie są tego warci.
-Oni może i nie,ale ty tak.-Szepnęłam.
-Uwierz ja też nie jestem wart tego,żebyś płakała.-Powiedział smutny.
-Ale Nath rozumiesz to,że już nigdy możemy się nie spotkać.-Na samą myśl o tym,że więcej go nie zobaczę miałam w oczach łzy.
-To nie możliwe.Obiecuję,że będę do ciebie pisał,dzwonił i w ogóle obiecuję,że nigdy o tobie nie zapomnę.-Odgarnął kosmyk moich włosów i spojrzał mi w oczy.Od razu na moim ciele pojawiła się gęsia skórka a serce zaczęło mocniej bić.
-Ja też obiecuję,że nigdy o tobie nie zapomnę,nie mogła bym.-Chciałam się uśmiechnąć,ale wyszedł mi tylko jakiś nieciekawy grymas.
-Mała nie myśl teraz o tym,na razie tu jestem.-Otarł słoną ciecz z mojego policzka.
-Postaram się,ale nic nie obiecuję.-W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi a zaraz po nim skrzypnięcie.
-Wynocha.-Krzyknęłam gdy Louis wszedł do środka.
-Chciałam,zobaczyć co robicie.-Powiedział tak jakby nie usłyszał w ogóle tego co przed chwilą powiedziałam.
-Bo ciebie to akurat interesuje.Wypierdalaj stąd-Wskazała na drzwi.
-Lila nie przeginaj.-Pogroził mi palcem.
-Bo co?Wyrzucisz mnie z domu.A nie przepraszam ty już to zrobiłeś.Najlepiej by było gdybym w ogóle się nie urodziła,wtedy nikt by nie miał ze mną problemów,a ja bym tak nie cierpiała.-Krzyczałam mu prosto w twarz,a ten tylko stał i się na gapił.
-Lila nie rób z siebie już takiej ofiary.-Jego słowa bardzo mnie zraniły.Nie myślała,że kiedyś coś takiego usłyszę.-Dobrze wiesz,że z normalną rodziną będzie ci lepiej.
-Jesteś pieprzonym dupkiem zresztą cały ten wasz zespolik jest do dupy.Jesteście nic nie wartymi gwiazdeczkami od siedmiu boleści.No i ja nie słucham się takich dwulicowych gnoi.Egoiści to mało powiedziane,nie zasługujecie na to wszystko co macie.A normalnej rodziny to ja już nigdy mieć nie będę.Moje życie nie ma sensu i nie długo się zakończy właśnie przez was.-Podnosiłam co chwilę głos tak,że było mnie chyba słychać na całej ulicy.Te słowa tak łatwo ze mnie wychodziły,że sama się dziwiłam,że tak potrafię.
-Lila nawet nie próbuj coś sobie robić,słyszysz?-Podleciał do mnie gdy usłyszał ostatnie słowa i mocno złapał za ramiona.
-W dupie mam takie życie.-Złość targała mną tak jak jeszcze nigdy.Wyrwałam się Louisowi i pobiegłam na drugi koniec pokoju gdzie całej sytuacji przyglądał się Nathan.Staliśmy chwilę w ciszy.-No wyjdź stąd.-Tym razem chłopak posłuchał i po chwili już go nie było.Usiadłam szybko na łóżku a chłopak zaraz za mną.Wtuliłam się w jego rozgrzane ciało i miałam ochotę w ogóle go nie puszczać.Z oczu lały się strumieniami gorzkie łzy a moje ciało się trzęsło.
-Ciiiii.....Spokojnie.-Uspokajał mnie chłopak.Nie wiem ile tak razem siedzieliśmy,bo moje zmęczone od ciągłego płaczu oczy zaczęły się w pewnej chwili zamykać a ja wpadłam w objęcia Morfeusza.

-------------------------------------------------------------------------------------------------------------
  
16 Komentarzy=Następny rozdział

Oto jest ciąg dalszy.Mam nadzieję,że go nie zawaliłam.Przepraszam oczywiście za błędy.
Jeśli jesteście zainteresowane moim drugim blogiem to zaglądajcie na niego bo jakoś w tygodniu powinien się pojawić nowy rozdział.Więc zapraszam <3
Chciałam też ogłosić,że dokładnie 19 września minął rok od kiedy zaczęłam pisać historię Lily.Na prawdę nie wiem kiedy to tak szybko zleciało.Bywały chwilę,zwątpienie,ale mam nadzieję,że będzie ich coraz mniej.
Dziękuję też wam za to,że ze mną jesteście i wspieracie mnie,bo bez was nie było by tego bloga.Na prawdę jesteście dla mnie wielkim wsparciem<33 Kocham was!!!
PS.Trzymajcie za mnie kciuki w piątek,bo jadę załatwić wizę do USA i bardzo się boję.Potem napisze wam jak było.A może któraś z was ma wizę? ;))

 

 

 


sobota, 13 września 2014

Rozdział 44

 

Piątek 4 Stycznia 10:58

 

-Wynocha.-Krzyknęłam gdy do sali wlazła cała pielgrzymka.Chłopcy szli przodem za nimi El,Lou,Brook,Danielle i Perrie a na samym tyle Paul.Mimo moich narzekań rozsiedli się w pomieszczeniu.Nie miałam innego wyjścia jak schować się pod kołdrą.Nie chciałam teraz nikogo oglądać.
-Oj nie wygłupiaj się.Chcemy pogadać.-Westchnął Zayn.Nie zrobiłam nic,leżała dalej skulona pod prześcieradłem.
-Lila proszę nie bądź dziecinna.-Usłyszałam głos Harry'ego,wtedy poczułam jak ktoś zdziera ze mnie kołdrę,niestety nie zdążyłam jej złapać i musiałam patrzeć na te ich przebrzydłe twarzyczki.
-Nie mam ochoty.-Mruknęłam,ciągle leżałam a mój wzrok utkwił w jednym punkcie na suficie.
-Dobra Lila wiemy,że jesteś zła.Ale spróbuj na zrozumieć jesteśmy młodzi i popełniamy czasami błędy.-Czułam,że Louis mówiąc to się we mnie wgapia,z resztą wszyscy to robili.Nie mogłam dalej ich słuchać i po prostu wybuchnęłam.
-Tak jesteście młodzi zgadzam się popełniacie błędy,ale skoro wiedzieliście że popełnicie taki błąd to nie lepiej było się wycofać.A nie przepraszam,przecież fanki i media są ważniejsze od mojego stanu psychicznego.Rozumiecie co zrobiliście,bo mi się wydaje,że nie.Miałam nadzieję,że może wszystko się ułoży,ale nadzieja matką głupich.Nie wiem jak mogliście,lepiej by było gdybym w ogóle tu nie przyjeżdżała.Wszyscy mnie tu okłamywali.-Darłam się a łzy leciały ciurkiem z moich oczu.
-Wcale nie Lila,wiedzieliśmy tylko my.-Liam spojrzał na wszystkich w sali.Skoro Brook wiedziała to Matt pewnie też,a to wyjaśniało by dlaczego ostatnio w szpitalu tak dziwnie się zachowywał. Zamyśliłam się na moment a gdy się ocknęłam El siedziała na skrawku łóżka.
-Lils posłuchaj mnie przez chwilę.To,że się wyprowadzasz nie znaczy,że stracimy kontakt.W końcu jesteś dla nas kimś ważnym i nigdy o tobie nie zapomnimy.-Próbowała chwycić moją dłoń,ale szybko się wyrwałam.
-A właśnie ze znaczy.Ja chcę o was zapomnieć.Chce wymazać z pamięci ten miesiąc spędzony z wami.A teraz wypad.-Machnęłam ręką w stronę drzwi,niestety nie mogłam wyjść z łóżka bo byłam podłączona do kroplówki.Usiadłam po turecku i wpatrywałam się w pościel.Przez pare sekund trwaliśmy w ciszy kiedy odezwał się Zayn.
-Dobra,tak popełniliśmy błąd,ale nie da się tego już odkręcić.Na prawdę nam przykro.-Nawet na niego nie spojrzałam.Nie chciałam z nimi przebywać i na nich patrzeć,dlatego nie odezwałam się.Znów zapadła cisza,słychać było tylko ciche tykanie zegara gdy w pomieszczeniu rozległ się dzwonek mojej komórki.Nie byłam chętna do odbierania,ale gdy zobaczyłam,że to Nat dzwoni rzuciłam się na urządzenie i szybko nacisnęłam zielony przycisk.
-Halo.
-Hej Lilka jak się czujesz?-Jego głos sprawił,że na parę sekund po prostu zapomniałam o ty,że w okół mnie są w ogóle jakieś osoby,ale niestety ta piękna chwila minęłam tak szybko jak się pojawiła.
-Czuła bym się lepiej gdyby ich tu nie było.-Miałam w nosie,że wszystko słyszą,traktowałam ich tak jakby ich nie było.
-Och,Lila.-Westchnął.-Pogadaj z nimi a ja zadzwonię później skarbie.-Już miałam zaprzeczyć i powiedzieć mu co o nich myślę,ale ten od razu się rozłączył.Niechętnie odłożyłam telefon na pościel i prychnęłam..
-Tam są drzwi.-Krzyknęłam i machnęłam ręką.Siedzieli cały czas w ciszy,aż w końcu Paul wstał.
-Wiecie,że to nie ma sensu tu siedzieć.I tak nic nie wskóracie,lepiej zostawić ją samą.Chodzicie,bo musimy jeszcze załatwić perę spraw.-Wszyscy spojrzeli na niego.
-Dobra,masz rację.-Pierwszy poddał się Niall,a zaraz za nim reszta chłopaków.Oni zaczęli się zbierać a dziewczyny dalej siedziała na swoich miejscach.W końcu pozbyłam się połowy osób.
-Lila wiemy,że jesteś zła na chłopaków,ale pogadaj chociaż z nami.-Perrie podeszła bliżej mnie.Z jednaj strony chciałam się komuś wygadać,ale z drugiej wiedziałam,że one też są zdrajczyniami.Podniosłam głowę do góry i spojrzałam na nie,jednak nie odezwałam się ani słowem.
-Lila to nie jest tak,że wiedziałyśmy od samego początku.Chłopcy wygadali się nam jakiś czas temu.-Dan próbowała ich bronić.
-Ja dowiedziałam się 5 dni temu.-Brook odezwała się pierwszy raz od kąt tu jest.Ale ja nawet na nią nie spojrzałam.Nie chciałam ich słuchać,ani widzieć.Jedyną osobą z którą miałam ochotę się zobaczyć był Nathan.Mimo,że widziałam się z nim wczoraj stęskniłam się za nim i nie wiem jak wytrzymam bez niego w tej głupiej Australii.Z racji tego,że chłopacy wyszli kołdra nie była już przez nikogo przetrzymywana więc spokojnie mogłam się znów przykryć.Leżałam i gapiłam się w sufit przez dobre kilka minut.W tym czasie,żadna z nas się nie odezwała.
-Dobra,jeżeli chcesz być sama to cię zostawimy,ale jakby co to dzwoń.-El wstała z krzesła i zaczęła się ubierać,a wszystkie zaraz za nią.W końcu po paru minutach miałam spokój,szybko chwyciłam za telefon i napisałam do Natha "Przyjedziesz?Proszę" W tym momencie łzy znów wezbrały mi się w oczach,nie chciałam być sama a Nat był jedyną osobą do której nie straciłam zaufania.Słona ciecz spływały po moich policzkach a wzrok miałam nieobecny.Wtedy przyszła pielęgniarka która odłączyła mnie od kroplówki,ale na szczęście nie miała zamiaru ze mną rozmawiać,co mnie bardzo zadowalało.
15 minut później
-Lilka co się dzieje?-Drzwi do sali się otworzyły i wszedł do niej zaniepokojony chłopak.Nic nie odpowiedziałam tylko znowu wybuchnęłam głośnym szlochem.Sama nie wiem o co mi wtedy chodziło.Po prostu te wszystkie emocje się we mnie kłębiły i w końcu musiały ze mnie wyjść.Usiadłam gwałtownie,bo dławiłam się już własnymi łzami,brunet podleciał do mnie szybko i przytulił najmocniej jak potrafił.Tego właśnie mi było trzeba.Trwaliśmy w uścisku bardzo długo.
-Będzie mi Ciebie brakowało.-Szepnął mi w pewnym momencie do ucha.
-Nie chce wyjeżdżać,Nat ja nie chce.-Wyszlochałam.
-Malutka nie martw się.Na razie tu jestem i będę cię tulił tak długo,aż będziesz chciała.-Pocałował mnie we włosy.To było bardzo przyjemne uczucie trzymać w ramionach kogoś kto jest dla ciebie bardzo ważny.
-Nie odchodź.Ja ciebie kocham.-Nie wiem co mną kierowało,ale te słowa wyszły ze mnie z taką łatwością.Nigdy bym się nie spodziewała,że coś tak ważnego może wyjść z moich usta bez zawahania.Chłopak zorientował się po paru sekundach co powiedziałam i na moment wszystkie jego mięśnie się napięły,jednak nie poluźnił uścisku między nami.
-Lilka ja...ja.Ty to na prawdę powiedziałaś?-Dopiero wtedy złapał mnie za ramiona i delikatnie od siebie odsunął,aby spojrzeć mi w oczy.Wtedy nie byłam już taka pewna siebie i miałam ochotę zapaść się pod ziemie.Ośmieszyłam się tylko.
-Nie,zapomnij o tym,przepraszam.-Spuściłam wzrok na pościel,a moja twarz przybrała kolor buraka.Między nami przez krótką chwilę panowała niezręczna cisza.
-Lils nie wiem jak to ująć,ale ty dla mnie też nie jesteś obojętna.I też coś do ciebie czuję.-Złapał moją rękę.Wtedy zdziwiona spojrzałam na niego.Byłam przekonana,że mnie wyśmieje,chociaż w głębi serca miałam malutką nadzieję,że odwzajemnia moje uczucia.
-No co robisz taką minę.To prawda.-Zaśmiał się,a ja znów spojrzałam na szpitalną kołdrę.Jego dłoń ciągle dotykała mojej przez co przez moje ciało przeszły przyjemne ciarki.Może nasze zachowanie było dziwne,w końcu mamy tylko po 13 i 15 lat,ale ja wierze,że miłości nie obchodzi kto w jakim jest wieku,ona dopada każdego bez wyjątku.Po prostu jednych szybciej innych wolniej,ale na pewno kiedyś każdy ją pozna.
-Już dawno chciałem Ci coś powiedzieć.-Uśmiechnął się do mnie i usiadł na przeciwko mnie.W tamtej chwili zapomniałam o wszystkich przykrych rzeczy i cieszyłam się obecnością chłopaka obok mnie.
-No to mów słucham.-Podniosłam po woli głowę i na niego spojrzałam.
-Jesteś śliczna.-Jeszcze bardziej się wyszczerzył,a ja spiekłam jeszcze większego buraka.
-Dzięki.-Szepnęłam i uśmiechnęłam się pod nosem.-Ej a czy ty czasem nie powinieneś być w szkole?-Skapnęłam się,że przecież jest piątek a przerwa świąteczna się już skończyła.
-A no powinienem,ale rodzice pozwolili mi zostać w Londynie do moich urodzin.
-A kiedy to?
-11 Stycznia.-Spojrzał mi w oczy.
-A ja 10 wyjeżdżam.-Od razu posmutniałam.Na mojej twarzy nie było już widać śladu po uśmiechu.
-Ej,kochana.Może chłopacy wymyślą coś żebyś została.
-Nie,nie chce ich już znać...ale chce zostać....-Załamałam ręce.Sama nie wiedziałam czego chce.
-Dobra na razie o tym nie myśl.-Wstał z łóżka.-Uśmiech proszę.-Założył ręce na piersi i patrzył na mnie wyczekująco.Długo nie musiał czekać,bo myśl o tym,że na razie mogę cieszyć się jego obecnością zwyciężyła z myślą a o chłopakach i całej tej sytuacji.Delikatny uśmieszek wstąpił na moją twarz.
-No o to chodzi.A teraz chodź się trochę przejść.Bo siedzisz tu całymi dniami,w ogóle kiedty ostatni raz zlazłaś z tego łóżka?
-A i tu cię zaskoczę,bo tak się składa,że było to dzisiaj od rana jak poszłam do łazienki.-Wyszczerzyłam się.Nat pokiwał tylko zabawnie głową i podał mi rękę pomagając wstać.Zrobiłam to dość gwałtownie przez co zakręciło mi się trochę w głowie.Brunet to zauważył i od razu przytrzymał mnie drugą ręką.W ostateczności szliśmy długimi szpitalnymi korytarzami bardzo blisko siebie gdyż jego jedna ręka spoczywała na moich plecach.

--------------------------------------------------------------------------------------------------
15 Komentarzy=Następny rozdział

Hej dawno mnie tu nie było,ale proszę zrozumcie zaczęła się szkoła i nie mam już tak dużo wolnego czasu jak w wakacje.Nie ukrywam,że przez ostatni tydzień niczego nie napisałam za co bardzo was przepraszam.Rozdział nie jest jakiś bardzo długi,ale mam nadzieję,że taki starczy :))

Konkurs!!!!
Osoba która pierwsza zgadnie jaka była moja pierwsza ocena w tym roku szkolnym  i z jakiego przedmiotu,będzie mogła przeczytać wcześniej niż wszyscy fragment następnego rozdziału :)) Podoba wam się ten pomysł? 
Ułatwię wam trochę sprawę,jest to któryś z tych przedmiotów:  
Geografia, Religia,Matematyka,Chemia lub Biologia ;)

A tu macie mój najlepszy urodzinowy tort jaki w życiu miałam <33