sobota, 25 października 2014

Rozdział 47

 

Środa 9 Stycznia 11:10



 -Pobudka,wstawaj.-Usłyszałam nad uchem głos Harry'ego.Tak w ogóle wczoraj gdy siedziałam tak sama zaczęłam się zastanawiać po co oni wszyscy tu tak właściwie siedzą skoro mają swoje domy.No ale nie miałam zamiaru schodzić i się pytać,dlatego moja ciekawość nie została zaspokojona.
-No,dalej ruszaj tyłek.
-Sam się rusz.-Warknęłam zła w poduszkę.Chłopak zaczął szarpać za kołdrę,ale ja się tak nią owinęłam,że nie miał ze mną szans.W końcu dał mi spokój a ja znów chciałam zasnąć,lecz nie było mi to dane.
-Lila chodź,musimy jechać do Paula.-Lou wlazł do mojego pokoju.
-No to jedźcie,dam sobie radę.-Spojrzałam po woli na niego.
-Ale Lilka ty też masz tam być.
-Chwila.-Mruknęłam niezadowolona.Chłopak wyszedł a ja podeszłam do szafy.Wyciągnęłam byle jakie ubrania,zresztą nie miałam wielkiego wyboru,bo wszystko leżało gdzieś w pokoju.Oczywiście potem poszłam do łazienki i zrobiłam to co zawsze od rana robię w tym pomieszczeniu.
Po bardzo długim czasie w końcu wyszłam.Od usłyszałam wołanie z dołu,że mam się pośpieszyć.Ale ja poszłam jeszcze do pokoju i tam przez 15 minut szukałam butów.Jednego znalazłam od razu,ale z drugim był mały problem.W ostateczności w pokoju był jeszcze większy bałagan a but znalazł się w szufladzie pod siedzeniem przy oknie.Nie wiem jak się tam znalazł i nawet nie próbuję tego wyjaśniać.W końcu zlazłam na dół,a tam wszyscy byli już trochę zdenerwowani.
-Wolniej nie można?-Od razu z pretensjami wyskoczył Louis.
-Można.-Złośliwie się uśmiechnęłam.Zeszłam ze schodów i poszłam do kuchni chwyciłam duże jabłko i nalałam sobie soku do szklanki.Usiadłam przy stole a wszyscy się na mnie spojrzeli.
-Możesz się pośpieszyć?-Liam starał się być jak najbardziej łagodny.
-Nie.-Warknęłam.
-Mam tego dosyć.-Wybuchnął Zayn i wstał z kanapy.Wszyscy na niego spojrzeliśmy zdziwieni.-Lila zachowujesz się jak nie ty.Nie możesz przez cały czas obwiniać wszystkich dookoła.Mówisz o sobie,ale wcale nie myślisz o ty,że my też się źle czujemy.Nie widzisz nic po za czubkiem swojego nosa.To,że ty cierpisz nie znaczy,że my jesteśmy z siebie zadowoleni.Dziewczyno ciągle mówisz o sobie i nie chcesz nas wysłuchać.Wiem,że jesteś zła ale takim zachowaniem nic nie wskórasz.Przejrzyj na oczy,my też mamy uczucia.-Mówił głośno,a chwilami nawet krzyczał.Patrzyłam na niego i uważnie słuchałam,na początku w ogóle nie docierało do mnie to,że się na mnie wydziera,a jego słowa w ogóle mnie nie dotknęły.Ale gdy skończył swój monolog pomału wszystko do mnie docierało.W jednej chwili,przez jedną wypowiedź zmieniły się moje uczucia i przemyślenia co do tej sprawy.On tak na prawdę miał rację,patrzyłam tylko na siebie i miałam głęboko uczucia innych.Gdy zdałam sobie sprawę z mojego samolubnego zachowania zrobiło mi się bardzo głupio.Przez ten czas nic się dla mnie nie liczyło,nie myślałam jak oni się mogą czuć a to co do mnie mówili wpuszczałam jednym uchem a wypuszczałam drugim.Na pewno rodzice widząc to wszystko wcale nie byli ze mnie dumni i nie chcieli by,żebym się tak zachowywała.Miałam takie poczucie,że ich zawiodłam i bardzo chciałam to naprawić.Natłok tych wszystkich uczuć i emocji jak zawsze uwolnił się ze mnie w postaci łez.Nie wiem kiedy nie wiem jak,ale znalazłam się w ramionach Louisa.
-Lilka Zayn nie chciał na ciebie nakrzyczeć.-Zaczął mnie głaskać.
-Lou nie o to chodzi.-Odsunęłam się od kuzyna i spojrzałam na w dalszym ciągu oszołomionych chłopaków i Zayna który miał minę jak by wcale nie żałował tego co powiedział.
-Zayn masz rację,jestem samolubna.Pzeprzerwał, że tak się zachowywałam.Nie pomyślałam albo nie chciałam myśleć o tym co wy czujecie.Jest mi bardzo głupio.-Stanęłam ze spuszczoną głową przy kanapie za którą wszyscy stali.
-Lilka wiedziałem,że w końcu zrozumiesz?-Liam jako pierwszy mnie przytulił.Poczułam się tak jak kiedyś,jak by tego durnego obrażania się nie było.
-Och Lila przepraszam,że się tak uniosłem.-Teraz byłam w objęciach Zayna.
-Dobra ludzie musimy jechać,bo Paul nas pozabija.-Niall przerwał tą ckliwą chwile.
-Dobra,zbieramy się.-Zarządził Liam.Wszyscy ruszyli do samochodów,ja ubralam jeszcze kurtkę i Louis zamknął za mną drzwi na klucz.Przed domem stały dwa samochody,weszłam do pierwszego gdzie za kierownicą siedział Harry a obok niego Niall. Usiadłam wygodnie z tyłu i przez całą drogę wpatrywałam się w widoki mojego kochanego Londynu.Myśl,że już niedługo przez pewnie długi okres czasu go nie zobaczę była bardzo przygnębiająca,co zauważyli nawet chłopacy z przodu.
-Ej co jest?-Niall odwrócił się od mnie.
-Nic,jest dobrze.-Wymuszony uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
-Takie kity to wciskaj sobie komu innemu.-Harry od razu spojrzał na mnie w lusterku.
-No,będę tęsknić po prostu tęsknić za Londynem.Nie chce stąd wyjeżdżać.-Mruknęłam niezadowolona.
-Och,Lila wiemy,ale nie ma innego wyjścia.-Blondynek uśmiechnął się pocieszająco,co o dziwo odwzajemniłam.Ja spojrzałam ponownie za okno i ujrzałam długą jedną z główniejszych ulic w mieście.
-A jak tam twoje prawo jazdy?-Zmieniłam temat,bo miałam już dosyć przygnębiania wszystkich do okoła.
-Chyba dobrze,zostały mi jeszcze 3 jazdy i egzamin.Mam nadzieje,że zdam.
-No,nie wiem.-Pokręciłam głową,a ten spojrzał się na mnie zabójczym wzrokiem,po czym ze mnie wydobył się głupkowaty śmiech.
-Jak nie zdam u tego faceta to pójdę do jakiejś kobitki.-Zaśmiał się durnowato.
-Bo powiem Brook.-Spojrzał na niego rozbawiony Harry.
-Ja tam w życiu nie będę zdawać prawka.Te wszystkie przepisy mnie przerażają.-Westchnęłam.
-No...ta...tak.Jeszcze trochę i zmienisz zdanie.-Spojrzał w lusterko Harry.-Ja też,nie chciałem zdawać,a teraz widzisz jaki ze mnie rajdowiec.-Wyszczerzył się.
-Nigdy,przenigdy.-Pokręciłam głową.
-No faktycznie,nie chciał bym z tobą jeździć,moje życie jest za cenne.-Uśmiechnął się złośliwie w moją stronę Niall,a ja tylko wytknęłam mu język i założyłam ręce na klatkę piersiową.Chwilę potem już zatrzymaliśmy się pod dużym budynkiem managamentu.Byłam bardzo ciekawa o co chodzi i dlaczego ja również miałam tam przyjechać.W ciszy weszłam za Niallem i Harrym do środka gdzie od razu poszliśmy w stronę wind.Wjechanie na 11 piętro nie zajęło nam dużo czasu,potem weszliśmy do dużego gabinetu.Za biurkiem siedział Simon Cowell we własnej osobie.W sumie to nie zdziwiło mnie to za bardzo wiedziałam,że to właśnie z nim podpisali kontrakt i jakoś nie robiło to na mnie dużego wrażenia.Za nim stał Paul i jeszcze jakiś facet.Przed drewnianym stołem siedziała już reszta zespołu.Chcłopacy oczywiście się przywitali a ja powiedziałam tylko ciche "Dzień dobry" jakoś nie czułam się dobrze w towarzystwie tych facetów.Doszliśmy do nich a,że było tam tylko pięć krzeseł ja stanęłam za Harrym i patrzyłam tępo na ścianę gdy ci zaczęli już o czymś rozmawiać.
-...przejdźmy do sedna sprawy.Kazałem wam przyjechać,bo rozmawiałem wczoraj z rodziną z Australii.-Słowa siwego właściciela wytwórni wprawiły mnie w osłupienie.Dopiero wtedy tak na prawdę zrozumiałam,że mój wyjazd jest prawdziwy.Bo do tej pory na prawdę do mnie to nie docierało i nie chciałam o tym myśleć.
-Tak?O co chodziło?-Głos zabrał Liam.
-Słuchajcie,w tamtej rodzinie stał się wypadek i pan Bernson leży w szpitalu w stanie krytycznym.Niestety rodzina nie może wziąć ciebie Lila do siebie a w związku z tym......

----------------------------------------------------------------------------------------------------

17 Komentarzy=Następny rozdział
Wiem,że za tą końcówkę mnie znienawidzicie,ale już nie mam siły dalej pisać a tylko dzisiaj mam laptopa.
Niestety muszę was zasmucić,bo rodzice zabrali mi laptopa i tableta i nie mam jak pisać,dzisiaj na szczęście dali mi kompa bo musiałam wydrukować coś do szkoły i przy okazji napisałam co nieco dla was.Nie wiem kiedy następny rozdział,najpierw muszę poprawić się w nauce i wtedy odzyskam możliwość pisania.
Mam jeszcze jeden problem,bo jak wchodzę na bloggera w Mozilla Firefox to wyskakuje mi taka ramka i nic nie mogę zrobić.Wie ktoś może o co chodzi?Bo w tej przeglądarce Explorel nie lubie pisać;((
No i przepraszam,za błędy nie chce mi się już sprawdzać.

poniedziałek, 13 października 2014

Rozdział 46

 

Wtorek 8 Stycznia 10:37


Huk,trzask i mój błogi sen został przerwany.
-Nie żyjesz Louis.-Szepnęłam pod nosem i przewróciłam się na drugi bok z nadzieją,że z powrotem zasnę.Niestety z dołu po jakimś czasie znów zaczęły dochodzić głosy i już było po moim śnie.Zła wygramoliłam się z pod kołdry i na bosaka wyszłam z pokoju.Przez zimne powietrze na moim ciele pojawiły się ciarki.Szłam po woli wycierając zaspane oczy tak,że nogi mi się prawie poplątały i bym się wywaliła,ale na szczęście nie straciłam równowagi.Podeszłam do przezroczystej balustrady i spojrzałam wściekłym wzrokiem na dół.

Tak dla przypomnienia,jakby ktoś nie wiedział o co chodzi.
Na dole z kuchni dochodziły głosy chłopaków a telewizor głośno grał.
-Głośniej nie można.-Wydarłam się.
-O Lila sorry za nich,ale chcieli ci zrobić niespodziankę,ale chyba im coś nie wyszło.-Jedyny siedzący na kanapie Zayn mnie usłyszał.Reszta była tak zajęta jakąś czynnością w kuchni,że nawet nie mnie nie zauważyli.
-Nie interesuje mnie to.Macie się przymknąć.-Wydarłam się jeszcze głośniej.
-O Lila chodź,zrobiliśmy specjalnie dla ciebie śniadanie.-Burza loków Harry'ego wyskoczyła z kuchni.
-Nie jestem głodna.-Burknęłam i szybko zwiałam do pokoju.Tak na prawdę skłamałam,burczało mi w brzuchu jak cholera,ale nie chciałam im robić satysfakcji z tego,że tam do nich przyjdę.Mogli by jeszcze pomyśleć,że złość mi przeszła,a ja nadal jestem strasznie na nich wkurzona.Usiadłam bezradna na niepościelonym łóżku i patrzyłam na bałagan jaki panował w pokoju.Ubrania porozrzucane dosłownie wszędzie,przez co szafa świeciła pustkami.Książki ze szkoły zamiast na biurku leżały na małej ławie razem z brudnymi kubkami i talerzami.Na siedzeniu pod oknem walały się jakieś gazety i buty nie do pary,a przy drugim oknie na małym biurku stała moja nie wypakowana jeszcze torba ze szpitala.Nie miałam siły na ogarnianie tego syfu,złapałam tylko jakieś pierwsze lepsze ubrania z ziemi i włócząc niechętnie nogami udałam się po woli do łazienki.
Umyłam się i ubrałam,po czym zaczęłam ściągać bandaż z mojej ręki.Nie zrobiłam tego od czasu założenia,bo zwyczajnie bałam się jak to będzie wyglądać.Wiem,że zostaną blizny które będą mi przypominać ten okropny incydent ze szpitala i w ogóle całą tą chorą przygodę z chłopakami.W końcu wzięłam się na odwagę i odwiązałam brudny już bandaż,odkleiłam plastry i moim oczom ukazały się strupy na nadgarstku i na ręce.Nie chciałam na to patrzyć,dlatego szybko ściągnęłam na dół rękaw od bluzy i wyszłam z łazienki.Żołądek znów dał o sobie znać więc,niechętnie zlazłam na dół.
-O jednak zgłodniałaś,chodź do nas.-Zachęcał mnie uśmiechem Niall,a potem wszyscy się na mnie spojrzeli.Nie dałam im satysfakcji,mimo tych wszystkich przysmaków stojących na stole,ja podeszłam do lodówki wyciągnęłam mleko,stanęłam na stołku i z najwyższej półki ściągnęłam miskę a potem z szafy na drugim końcu wyciągnęłam moje ulubione czekoladowe płatki.Widziałam na początku ich zaskoczone miny,które potem zmieniły się w rozczarowany wyraz twarzy.Nie powiem,żę nie,bo wtedy pierwszy raz od kiedy powiedzieli,że wyjeżdżam zrobiło mi się ich trochę żal.Ale postanowiłam być silna,dalej robiłam swoje nie spoglądając na nich.
-Lila może jdnak zjesz tu z nami?-Liam krzyknął do mnie gdy opuszczałam kuchnie i kierowałam się na schody.
-Może jednak nie.-Warknęłam i z posiłkiem w ręce poszłam do pokoju.Walnęłam na ziemie ubrania które leżały na krześle i torbę z burka a potem postawiłam na blacie miskę.Przeglądając twittera i facebooka jadłam płatki.W pewnym momencie telefon zaczął wibrować a potem na wyświetlaczu pojawił się napis "Natham".Szybko odebrałam.
-No hej.-Powiedziałam niemrawo.
-Cześć.-W jego głosie też nie było nutki radości,co było dziwne.
-Coś się stało?-Od razu zapytałam.
-Lila,z Madison jest źle,jej stan się pogorszył.Rodzice dzisiaj po mnie przyjeżdżają.-Mówił załamany.
-Wiesz coś więcej?-Nie wiedziałam co mam mu powiedzieć.
-Nie,mama nie chciała mi nic mówić przez telefon.Wiesz czułem od paru dni,że coś przed emną ukrywają,ale nie miałem pojęcia,że chodzi tu o małą.
-Tak mi przykro.Mam nadzieję,że jednak wszystko się ułoży.
-No tak,ja też.Ale ja dzisiaj wyjeżdżam z Londynu i chciałem się zapytać czy mogę przyjechać do ciebie,bo chce pogadać no i się pożegnać,bo ja nie wiem kiedy znowu będę w Londynie.-Jego słowa sprawiły,że zrobiło mi się jeszcze smutniej.
-Pewnie,to kiedy będziesz?
-Za pół godziny,może być?
-Ok,to czekam paa.-Nie miałam siły dłużej z nim rozmawiać,bo w oczach już zbierały mi się łzy.Gdy tylko się rozłączyłam moje policzki zrobiły się mokre.Nie chciałam go zostawiać,nie chciałam się żegnać.W tamtym momencie nic nie miało takiego znaczenia jak to,żeby być z nim jak najdłużej.Chciałam się po prostu do niego przytulić i usłyszeć,że to wszystko było tylko sennym koszmarem i,że tak na prawdę jego siostra jest zdrowa a ja nie wyjeżdżam na drugi koniec świata.Rzuciłam się na łóżko i szlochałam w poduszkę,starałam się wszystkie złe myśli wyrzucić z głowy,ale nie wychodziło mi to za bardzo.Po parunastu minutach zerwałam się z łóżka i postanowiłam zejść na dół,żeby gdy tylko chłopak przyjedzie od razu otworzyć drzwi.Miałam wtedy głęboko chłopaków,ważne dla mnie było to,żeby ja najszybciej zobaczyć Natha.Zatrzymałam się na połowie schodów i usiadłam na jednym schodku tak,że nogi zwisały mi w dół.Zakryłam twarz dłońmi i w dalszym ciągu rozpaczałam.To na prawdę nie było przyjemne uczucie wiedząc,że można już nigdy nie zobaczyć ważnej dla siebie osoby.I nie chodziło tu wcale o chłopaków czy Matta albo Brook bo na nich też byłam wściekła.Osobą która liczyła się w tamtej chwili najbardziej była moja pierwsza miłość o imieniu Nathan.
-Lila co się stało?-Moje zamyślenie przerwał Zayn.
-Wy się staliście.-Burknęłam.
-Och...-Westchnął i usiadł po woli obok mnie.-Zrozum,chcemy dla ciebie dobrze.
-Oooo...na prawdę a to nowość.Gdybyście chcieli dobrze,nie narażalibyście mnie na taki stres jaki ja teraz przeżywam.-Uniosłam się.
-Wiem,że na razie nie jest przyjemnie,ale uwierz kiedyś nam za to podziękujesz.-Spojrzał na mnie i zeskoczył ze schodka.
-Tsaaaa akurat.-Szepnęłam do siebie.Po chwili w domu rozległ się dzwonek do drzwi,szybko do nich poleciałam a gdy tylko je otworzyłam rzuciłam się chłopakowi w ramiona.Na początku był trochę zaskoczony,ale potem odwzajemnił mój uścisk.Łzy znów pociekły mi z oczu,a chłodny wiatr potargał moje nieuczesane włosy.
-Lila zakochałem się w tobie.-Szeptał mi smutnym głosem do ucha.
-Ja w tobie też.-Zaczęłam jeszcze głośniej szlochać.
-Ale...-Jego głos się załamał,a to nie wróżyło nic dobrego.Miałam złe przeczucia,dlatego odkleiłam się od niego i otarłam łzy które zamazywały mi obraz.
-Ale co?-
-Lila nie sądzisz,że to nie wypali.Jesteśmy jeszcze dzieciakami a to,że będziemy mieszkać na innych kontynentach wcale nam nie pomoże.Uważam,że powinniśmy o sobie zapomnieć,tak jak gdybyśmy w ogóle się nie poznali.Oczywiście dziękuję,ci za ten wspaniały czas który razem spędzaliśmy i za to,że poprawiałaś humor małej,ale sądzę,że będzie najlepiej jak o sobie zapomnimy.Nie będziemy wtedy tak,bardzo cierpieć.-Jego słowa mnie zamurowały nie sądziłam,że kiedykolwiek coś takiego wypłynie z jego ust.Po prostu stałam i gapiłam się na niego,jak jakaś wariatka.
-Jesteś tak samo kłamliwy jak wszyscy,których znam.Nikogo nie obchodzi moje zdanie.Może ty zapomnisz i nie będziesz cierpieć,ale nie ja.-Wybuchnęłam i zaczęłam krzyczeć.
-Lilka wiem,że to boli mi też nie jest łatwo,ale tak będzie najlepiej.
-Wiesz co,myliłam się co do ciebie.Myślałam,że mnie rozumiesz,ale jak widać nikomu na mnie nie zależy.A teraz żegnam,wypierdalaj stąd!-Krzyknęłam i wskazałam ręką na furtkę.Chłopak ze zmartwioną miną odwrócił się a kiedy wykonał parę kroków,ja cofnęłam się do domu i trzasnęłam drzwiami tak,że cała dzielnica chyba to słyszała.Oczywiście od razu cała piątka pojawiła się na korytarzu.Ja niestety nad sobą nie panowałam,miałam ochotę rozwalać wszystko co znajdzie się na mojej drodze.Pierwszą rzeczą która się napatoczyła był wazon ze sztucznymi kwiatkami który po paru sekundach wylądował na ziemi.
-Lila co się stało?Kto to był?-Pierwszy podbiegł do mnie i złapał mnie za ramiona Harry.
-Nie wasz zasrany interes.Ja już nikogo nie obchodzę.-Próbowałam się wyrwać z jego uścisku.Łzy lały się z moich oczu strumieniami,nie mogłam nad tym zapanować.
-Wcale nie,nas bardzo obchodzisz.-Louis podszedł bliżej,a za nim cała reszta.
-Dobry żart właśnie widzę,chcecie się mnie pozbyć.-Po woli od tych krzyków zaczynało mnie boleć gardło.
-Nie mów tak.-Zabrał głos Zayn.
-Mam was głęboko w dupie,tak jak wy mnie.-Kopnęłam Harry'ego w krocze przez co mnie puścił.Niestety drogę do schodów zatamowali mi chłopacy,dlatego cofnęłam się i wbiegłam do łazienki dla gość po czym zamknęłam zamek w drzwiach.
-Lila,proszę otwórz te drzwi.-Lou dobijał się do mnie,a po chwili już wszyscy stali przy wejściu.
-Wynocha.-Odkrzyknęłam i usiadłam na wannie.Zastanawiałam się po co ja tak w ogóle żyje.Nikt mnie nie chce,nikogo już nie obchodzę.Wszyscy chcą się mnie pozbyć,a ja nie mogę nic na to poradzić.Skoro nikogo już nie mam tu na ziemi to po co mam się męczyć.
-Mamusiu,tatusiu chce tam do was.-Szepnęłam i zamknęłam oczy.Nie zwracałam uwagi na głosy zespołu i na walenie w drzwi.Stanęłam przed lustrem i patrzyłam na swoją szkaradną twarz która nikomu się nie podoba.
15 minut później
W końcu ich nachalne zachowanie ustąpiło i mogłam spokojnie wyjść.Niestety nie udało mi się przed nimi zwiać.
-Lila powiesz co się stało?-Od razu po wyjściu dopadł mnie Louis.
-Weźcie się wszyscy odwalcie.-Ryknęłam i zwiałam do swojego pokoju z,którego nie wyszłam do końca dnia.

-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
 16 Komentarzy=Następny rozdział

I jak się podoba?Przepraszam,że musiałyście tyle czekać,ale zrozumcie szkoła nie daje mi za bardzo czasu na pisanie.A tak,szczerze to przez cały czas nie wiedziałam co napisać i rozdział tak na dobrą sprawę powstał dzisiaj,chociaż powinnam się uczyć na niemiecki bo mam jutro korki.
Mam nadzieję,że jutro zacznę następny bo mam wolne od szkoły tak samo we wtorek i coś napiszę.
A i chciałam wam się jeszcze pochwalić,że dostałam wizę! Jupiiiii <33
Przepraszam oczywiście za błędy ;)