środa, 14 października 2015

Pomysł


Jak widzicie nie mam za bardzo pomysłów na rozdziały,na razie i dlatego są tak rzadko dodawane. Wpadłam na pewien pomysł,mam nadzieję,że się wam spodoba i weźmiecie w nim udział.
Możecie pisać za co najbardziej lubicie to opowiadanie,co o nim sądzicie i jak byście chcieli żeby się zakończyło,a ja wybiorę najlepszy taki tekst.Osoba ta będzie mogła pomóc mi w napisaniu kolejnego rozdziału.Potrzebne jest mi spojrzenie na to opowiadanie okiem kogoś innego,dobre rady i świeże pomysły,więc bardzo miło mi będzie współpracować z kimś z moich czytelników:)) Pisać możecie to w komentarzach,albo wejść w zakładkę "kontakt" i napisać do mnie prywatnie.Czekać będę do końca tygodnia,a jeśli nie spodoba się wam ten pomysł no to sama jakoś napiszę rozdział.

niedziela, 4 października 2015

14"Masz to we krwi,jak cała wasza rodzina"


-Dobra już jestem.-Wróciłam na dół do Harry'ego.Zastałam go z jedną z książek.Widać było,że wciągnęła go ta lektura,bo nawet nie zauważył,że weszłam do pokoju.Dopiero gdy usiadłam obok niego spojrzał w moją stronę.Widziałam w jego oczach przerażenie więc spojrzałam w dół,chłopak miał otwarty rozdział o porodzie gdzie znajdowały się zdjęcia bez cenzury.W jednej chwili wybuchnęłam głośnym śmiechem.
-Dobra starczy tego czytania na dzisiaj ty zboczeńcu.-Ledwo co się am w stanie mówić.
-I kto to mówi,ja nie trzymam takich książek w domu.-Oburzył się i odłożył przedmiot na ławę.
-No cóż,są mi potrzebne.-Wytknęłam mu język.Chwyciłam swój kubek i upiłam trochę herbaty.W tej samej chwili zadzwonił telefon mojego towarzysza.
-Hej,ja jestem u...kolegi.-Dokończył po chwili wahania.Spojrzałam na niego pytającym wzrokiem.Byłam bardzo ciekawa kto dzwoni,chociaż to wcale nie była moja sprawa.-No dobra już jadę.-Westchnął do słuchawki,po czym włożył komórkę do kieszeni.
-Kto to był?-Zapytałam od razu,a potem ugryzłam się w język.
-Wiesz,że ciekawość to pierwszy...
-Stopień do piekła,tak wiem.Przepraszam.-Dokończyłam za niego.
-Spokojnie,to tylko Liam.Siedzą w studiu,bo naszła ich wena na pisanie i chcą,żebym przyjechał.
-Ahaa.Tylko proszę nic im nie mów.-Złapałam go za ramię i zrobiłam proszącą minkę.
-Lila spokojnie,będę cicho.A teraz muszę lecieć,mój kolego.-Zaśmiał się,a ja pokiwałam tylko z rozbawieniem głową.
-No to paa.-Mruknęłam gdy wychodził,nie cieszyła mnie perspektywa samotnie spędzonego wieczoru po raz setny.
-Ej,uśmiechnij się.Może chcesz jechać ze mną.-Powiedział,a ja spojrzałam na niego jak na idiotę.
-Nie ma mowy.-Pokręciłam głową.
-Wiesz co,mam lepszy pomysł.-Uśmiechnął się gdy ubrał kurtkę.-Może pójdziemy jutro wieczorem do kina,co ty na to?
-Sądzę,że to bardzo dobry pomysł.-Od razu się rozpromieniłam.
-Cieszę się,to będę o 7.-Przytulił mnie na pożegnanie i wyszedł.
-Paaa.-Krzyknęłam gdy był już przy ogrodzeniu,a w odpowiedzi dostałam dźwięczny śmiech loczka.


Zostało pół godziny do przyjazdu Harry'ego,a ja siedzę właśnie przed otwarta szafą i zastanawiam się co ubrać.Nie mogłam znaleźć nic odpowiedniego.Załamana za potrzebą poszłam do łazienki.Wróciłam po chwili,wiele nie myśląc położyłam się na łóżku i wpatrywałam w sufit,mając nadzieję na wielkie olśnienie.
-Kochanie dzisiaj będzie głośno wiesz.Spędzimy czas z wujkiem Harrym.-Mówiłam do maleństwa,dotykając lekko brzucha.Gdy to robiłam uśmiech sam wkradał mi się na usta.Wtedy usłyszałam dźwięk telefonu,był to sms od Harryego."Już jadę,będę za chwile."Spanikowana wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze spodnie,w które jeszcze się mieszczę i koszulę.Przebrałam się w pokoju,gdyż szkoda było mi tracić czas na pójście do łazienki,przecież i tak nikt mnie nie widział.
W tym samym czasie jakiś samochód zatrzymał się pod moim domem.Zakładając kolczyki podeszłam do okna i zobaczyłam jak od strony pasażera wychodzi Harry,a po drugiej stronie jakiś facet.Nie miałam pojęcia kto to może być,przez co ogarnął mnie strach.Dlaczego on przyprowadził kogoś kto może mnie rozpoznać i powiedzieć Louisowi.Szybko zbiegłam po schodach i jeszcze zanim zadzwonił dzwonek otworzyłam drzwi i wyleciałam do idącego przodem loczka.
-Hej Lila.-Wyszczerzył się wyciągając ręce by mnie przytulić.
-Cześć.-Przylgnęłam do jego ciała i od razu zrobiło się cieplej,gdyż wyleciałam na dwór bez kurtki.Wykorzystałam sytuację i postanowiłam dowiedzieć się kim jest tajemniczy mężczyzna z tyłu.
-Możesz mi powiedzieć kto to jest i dlaczego go przyprowadziłeś?-Mówiłam podenerwowana,prosto do jego ucha.Ten tylko się zaśmiał i odkleił ode mnie.
-Spokojnie.-Spojrzał w kierunku auta i wtedy usłyszałam kroki za sobą.Odwróciłam się do ogrodzenia i wtedy ujrzałam znajomą twarz.
-Preston.-Szepnęłam pod nosem.Uśmiechnęłam się i poszłam w jego stronę.
-Oj mała Lilka.-Mężczyzna podszedł do mnie i delikatnie przytulił.
-No już nie taka mała.-Westchnęłam i złapałam za podbrzusze.
-No tak,wiem.Gratulacje.-Uśmiechnął się.
-Ej gdzie ty masz kurtkę.W tej chwili do domu.-Usłyszałam głos loczka.
-Tak jest panie Styles.-Zachichotałam po czym zaprosiłam dwójkę do mieszkania i weszliśmy do środka.
-Usiądźcie sobie,ja za chwilę wracam.-Zostawiłam ich w salonie,a sama poszłam do góry do końca się wyszykować.Po parunastu minutach wchodziliśmy już w trójkę do pojazdu.Preston prowadził,a Harry siedział ze mną z tyłu.
-Dawno nie byłam w kinie,z resztą dawno nigdzie nie byłam.-Dodałam już pod nosem.
-No widzisz dzisiaj spędzisz miły wieczór z najwspanialszym chłopakiem na świecie.-Wypiął dumnie pierś,a ja spojrzał na niego jak na głupka.
-Pff nie schlebiaj tak sobie.To,że prawie każda laska chce ci wskoczyć do łóżka,to jeszcze nic nie oznacza.-Zaśmiałam się,a ten spojrzał obrażony.
-No i wraca stara Lila.-Westchnął śmiesznie,a Preston zaczął się podśmiewywać z naszej wymiany zdań.
-Jestem królową sarkazmu,nie zapomnij o tym Hazzuś.
-Właśnie sobie to przypomniałem.-Zaśmiał się i uśmiechnął,po czym zaczął mi się uważnie przyglądać.Siedzieliśmy tak dłuższą chwilę w ciszy,a ten ciągle się na mnie patrzył.
-Harry,bo oślepniesz od mojego widoku.-Zachichotałam,machając mu dłonią przed oczami.
-Właśnie,że nie.Zmieniłaś się wiesz.-Uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-Tak wiem,urósł mi brzuch,cycki i tyłek.-Westchnęłam ukrywając śmiech,miałam wyjątkowo dobry humor.
-Akurat nie o tym myślałem.-Powiedział zmieszany.-Byłaś dzieckiem,a teraz sama będziesz..-Nie zdążył dokończyć,bo przerwałam.
-Tak teraz sama będę miała dziecko.No cóż,mam nadzieję,że sobie poradzę.-Westchnęłam.
-Będziesz na pewno wspaniałą mamą Lila.-Usłyszeliśmy głos z przodu pojazdu.
-Dziękuję Preston.-Uśmiechnęłam się do niego,gdy spojrzał w lusterko wstecznie.
-Masz to we krwi,jak cała wasza rodzina.-Powiedział loczek,ale nie za bardzo wiedziałam o co mu chodziło.Spojrzałam ze zmarszczonymi brwiami w jego stronę.
-Ej tylko nie mów,że tego też nie wiesz?-Był wyraźnie zdziwiony. 
-Ale czego mam znowu nie wiedzieć?
-Louis jest tatą.-Jego słowa sprawiły,że poje oczy powiększyły się i zapomniałam jak się oddycha.
-Żartujesz sobie?-Mruknęłam po chwili.
-Nie Lila.Mały ma już dwa latka.
-Louis ma syna.-Powiedziałam zszokowana pod nosem.Wtedy zdałam sobie sprawę jak bardzo jestem nieświadoma tego co dzieje się u mojej jedynej rodziny.
-Mike jest strasznie do niego podobny.-Kontynuował brunet.
-A do El nie?-Wymsknęło mi się.
-Ale to nie jest dziecko El,oni już dawno temu się rozstali.-Kolejny szok w tak krótkim czasie spowodował,że nie czułam się dobrze.
-Ale jak to.-Nie mogłam w to uwierzyć.-Przecież oni się tak kochali.
-Oj Lila tak już bywa w życiu.-Wzruszył ramionami.
-Więc z kim jest teraz Louis?-Byłam ciekawa jak dziewczyna zajęła miejsce El.
-Z nikim.-Powiedział ostrożnie.Zaleciało znów jakąś nowinką.-Briana i Louis nie są razem,łączy ich tylko syn.Otworzyłam usta z wrażenia i spojrzałam w dół chowając przed Harrym swój zdziwiony wzrok.Nigdy bym się nie spodziewała takich wiadomości.Sławna na cały świat gwiazda,idol wielu nastolatek wpadł z jakąś dziewczyną.Cały świat o tym huczał,a ja nic nie słyszałam,to dopiero wyczyn.Historia jednak lubi się powtarzać,dzieci w naszej rodzinie nie będą wychowywane normalnie.Z tym,że ich dziecko ma dwoje rodziców,moje będzie miało tylko mnie.Wtedy przed oczami stanął mi Daniel i nasza felerna noc.Byłam taka głupia i mu uległam,mimo że kompletnie nic do niego nie czułam i nigdy nie poczuje.Chce zapomnieć,że ktoś taki w ogóle istnieje.Wiem to egoistyczne,zabierać dziecku rodzica,ale nie potrafiła bym żyć z Danielem.Nie mogła bym zostać dłużej w Ameryce,nigdy do końca nie odpowiadał mi taki styl życia jaki tam miałam.Gdybym urodziła tam dziecko wszyscy by się ode mnie odwrócili,imprezy były by dla nich ważniejsze niż jakaś młodociana matka.Myślałam o tym i ledwo powstrzymywałam łzy zbierające się w moich oczach.
-Harry słabo mi.-Wymamrotałam i nie wytrzymałam,słona ciecz pociekła po policzkach.
-Boże Lila,Preston otwórz okno.-Brunet był wyraźnie wystraszony.-Co ci jest?
-Harry przepraszam cię,ale chciała bym wrócić do domu.-Patrzyłam na niego,a obraz mi się rozmazywał.W jednej chwili chęć na dzisiejsze wyjście minęła.Moje ciążowe humorki dają o sobie znać w najmniej odpowiednich chwilach.
-Oczywiście już zawracamy.-Złapał mnie za rękę,zdziwiło mnie trochę jego zachowanie,ale to było miłe uczucie poczuć jego ciepło.
-Ej nie płacz,wszystko będzie dobrze.-Tarł palcem wierzch mojej dłoni.Podróż powrotną przebyliśmy w ciszy.
-Preston możesz jechać,ja z nią zostanę.Dzięki za pomoc.-Usłyszałam głos Harry'ego gdy pomógł mi wysiadać z samochodu.
-Ale nie musisz poradzę sobie,wracaj z Prestonem.-Nie chciałam,żeby przeze mnie rezygnował z rozrywki tego wieczoru.
-Nie zostawię cię teraz samej Lila.-Mówił trzymając mnie za ramiona.
-Dam sobie radę.-Stałam przy swoim.-Już nie raz siedziałam sama wieczorami i płakałam w poduszkę.-Mówiłam cicho mając nadzieję,że nie usłyszy.
-Oj nie będziesz już nigdy płakać w żadną poduszkę,obiecuje ci to.-Powiedział z czułością.
-Nie obiecuj czegoś czego nie możesz być pewien.-Wzruszyłam ramionami i wyrwałam się z jego uścisku.Pożegnałam się z ochroniarzem i zaczęłam iść w kierunku wejścia do domu.Otwierałam drzwi kluczem,gdy poczułam ciepło za sobą,to Harry stał mi za plecami.
-Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.-Uśmiechnął się chytro.Nie miałam innego wyjścia jak go wpuścić.W korytarzu ściągnęliśmy kurtki i buty po czym obydwoje weszliśmy do salonu.
-Harry ja na prawdę nie chcę ci marnować wieczoru.-Usiadłam na kanapie podkulając na niej nogi.
-Oj mała nie marnujesz mi wieczoru,chciałem go spędzić z tobą i tak zrobię.Jesteś dla mnie ważna,mimo tego,że tak dawno się nie widzieliśmy.Dla mnie zawsze będziesz małą Lilką,nawet gdy na świecie będzie już Lila numer dwa.Pamiętaj,że zawsze masz mnie,będę ci pomagał jak tylko będę mógł.-Słuchając jego słów,wzruszyłam się.Zdałam sobie sprawę,że tak na prawdę powinnam podziękować Gemmie i Edowi,że powiedzieli Harryemu,że wróciłam,nie wiem czy sama zdołała bym to zrobić.
-Dziękuję ci za to.Tak bardzo tęskniłam.-Szlochałam.

***
15 Komentarzy=Następny rozdział

I wracam do was,trochę mi to zajęło,ale w końcu jest rozdział,już nie będę obiecywać kiedy następny,bo nie mam pojęcia.Trzymajcie kciuki,żeby udało mi się coś szybko wymyślić.A jak wam się podoba rozdział?Mam nadzieje,że nie wyszedł nudny.

A i jeszcze jedna informacja.Założyłam konto na wattpadzie i zaczynam publikować tego bloga,więc serdecznie zapraszam:) http://w.tt/1JMUUu2

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

13"Mogę?"


-Lila musimy porozmawiać.-Powiedział Harry siedzący u mnie w salonie na kanapie.Trochę wystraszyły mnie jego słowa.
-Ale o czym?-Spojrzałam na niego podejrzliwie i oparłam się o komodę.
-Obiecaj mi,że odpowiesz szczerze na moje pytanie.
-Zależy jakie to pytanie.-Burknęłam pod nosem,a ten spiorunował mnie wzrokiem.-Oj no dobra,dobra.
-Lilka jesteś w ciąży?-No i usłyszałam z jego ust słowa,które spowodowały ciarki na moim ciele.Nie miałam już innego wyjścia jak powiedzieć mu prawdę,już dłużej nie dam rady.
-Tak Harry.Jestem w ciąży.-Powiedziała ledwo słyszalnie,nie patrząc na mężczyznę.W jednej chwili poczułam tylko jak staje obok mnie.
-Dziękuję,że powiedziałaś prawdę.-Uśmiechnął się lekko,gdy spojrzałam na niego.-Domyślałem się,ale wolałem się upewnić.
-Przepraszam,że to ukrywałam,ale bałam się twojej reakcji.Nie chciałam nikogo zawieść,nie chciałam też żeby wyszło na to,że wróciłam tu tylko po pomoc przy dziecku.-Westchnęłam.
-Bardzo dobrze że wróciłaś.Wszyscy tęskniliśmy za tobą,a to,że wróciłaś w podwójnym składzie na pewno nikogo nie zawiedzie.-Zaśmiał się.Ja stałam tylko i w szoku słuchałam jego słów.Sama nie wiem jakiej dokładanie reakcji Harryego się spodziewałam na wieść o moim stanie,ale na pewno nie tak spokojnej.
-Ale to przez ciąże wróciłaś tak?
-Po części tak,miałam już dosyć tamtego życia.-Zastanawiałam się chwilę nad odpowiedzią.
-Źle ci tam było?-Spojrzał na mnie przejęty.
-Spokojnie,nie chce teraz o tym gadać.Obiecuję,że kiedyś opowiem ci o tym jak było w Ameryce.
-Dobrze,nie będę nalegał.Ale mam jeszcze jedno pytanie.Oczywiście jak nie będziesz chciała odpowiedzieć to zrozumiem.-Powiedział ostrożnie,od razu domyśliłam się o co może chodzić.Westchnęłam tylko zrezygnowana i spojrzałam na niego wyczekująco.-Kto jest ojcem dziecka?-No i moje domysły się potwierdziły.
-Harry to na prawdę długa historia,nie mam siły teraz o tym mówić.Przepraszam.-Powiedziałam nerwowo,chciałam na razie uniknąć tego tematu.
-Spokojnie,nie możesz się teraz denerwować.Pogadamy o tym jak będziesz gotowa.-Uśmiechnął się,a w tym samym momencie zaczął gwizdać czajnik w kuchni.
-Ja pójdę.-Wyprzedził mnie chłopak i wyszedł z salonu.Westchnęłam od razu na myśl,że moja tajemnica przed chwilą ujrzała światło dzienne.Przez moje ciało przeszła fala gorąca,co od jakiegoś czasu było u mnie normalne,dlatego od razu ściągnęłam dużą bluzę mojego taty zostając tym samym w obcisłej koszulce.
-Słodzisz?-Usłyszałam głos z pomieszczenia obok,nie miałam zamiaru się wydzierać,więc poszłam tam.
-Tak,2 łyżeczki.-Stanęłam oparta o framugę drzwi.Brunet słysząc moje słowa odwrócił się do mnie i tak jakby zamarł w miejscu.
-Co?-Zaśmiałam się z jego dziwnej miny.
-Nic po prostu ostatnim razem jak się widzieliśmy byłaś trochę mniejsza.-Jąkał się trochę.
-No dziękuję bardzo.-Tupnęłam nogą jak mała dziewczynka i wygięłam usta w podkówkę,chociaż w głębi miałam ochotę zacząć się głośno śmiać z chłopaka.
-Oj Lila przepraszam,nie chciałem żeby to tak zabrzmiało.Na prawdę pięknie wyglądasz z tym brzuszkiem,po prostu trudno będzie się przyzwyczaić.
-Oj dobrze,już dobrze.Tak wiem mi też jest ciężko się do niego przyzwyczaić.Tym bardziej,że nie mieszczę się już w prawie żadne stare spodnie.-Jęknęłam niezadowolona.
-Oj biedactwo.Chyba czas na zakupy.-Powiedział mieszając moją herbatę.
-No chyba tak.-Wzruszyłam ramionami,wzięłam swój kubek od chłopaka i poszłam do salonu.
-Wiesz co cię na początku zdradziło?-Usłyszałam głos za sobą.
-Co?-Spytałam nie wiedząc o co mu chodzi.
-Książka która leżała na ziemi,jak pierwszy raz tutaj byłem.-Powiedział i doznałam olśnienia.
-Serio?Myślałam,że nie zauważyłeś.-Zaśmiałam się,z własnej głupiej nadziei.
-Wzrok mam dobry,gorzej ze słuchem od tych koncertów i w ogóle.-Zrobił głupią minę.
-No właśnie koncerty.Nie macie teraz żadnej trasy ani nic?-Zapytałam ciekawa.
-To ty nic nie wiesz?-Był wyraźnie zdziwiony moim pytaniem.
-Ale co mam wiedzieć?
-Skończył nam się kontrakt,podpisaliśmy nowy,ale nie mamy już tylu tras.Dajemy okazyjne występy i jesteśmy w trakcie nagrywania płyty,w zeszłym roku mieliśmy wolne,a w przyszłym szykuje się dopiero nowa trasa.W czwórkę zdecydowaliśmy,że trzeba zwolnić tempo.-Po jego ostatnich słowach byłam trochę zdezorientowana.
-Jak to w czwórkę?-Byłam przekonana,że się przejęzyczył czy coś,ale nigdy bym się nie spodziewała takiej odpowiedzi jaką dostałam.
-No tak,Zayn odszedł z zespołu prawie trzy lata temu.-Patrzyłam na niego z otwartymi ustami i nie wiedziałam co powiedzieć.
-Nie wiedziałaś?
-Nie,od kiedy wyjechałam nie słyszałam nic na wasz temat,nie chciałam.
-No rozumiem,dużo rzeczy się działo,ale spokojnie z czasem wszystko ci opowiemy.
-Opowiemy?-Spojrzałam na niego.
-No z resztą chłopaków,chyba masz zamiar się im kiedyś pokazać nie?-Patrzył na mnie przeszywającym wzrokiem.
-Ohh no kiedyś tak.-Za jakieś 20 lat.Dodałam w myślach.
-Lila oni na pewno też się ucieszą,że znowu mogą cię zobaczyć.Myśleliśmy,że już nigdy cię nie spotkamy.
-Gdyby nie dziecko pewnie tak by się stało.-Powiedziałam pod nosem,jednak brunet to usłyszał.Przysunął się bliżej mnie na kanapie i spojrzał niepewnie.
-Mogę?-Spytał wyciągając rękę w stronę mojego brzucha.
-Pewnie.-Odpowiedziałam podciągając delikatnie bluzkę.Mężczyzna położył swoją dużą dłoń na mojej skórze przez co poczułam delikatny dreszcz.
-Malutki cześć tu mówi wujek Harry.Od teraz będę opiekował się tobą i twoją mamusią wiesz.Nie pozwolę wam być samym.Obiecuje.-Mówił.
-Harry dziecko się ruszyło.Mały kopie.-Powiedział głośno gdy tylko poczułam w sobie ruchy mojego maleństwa.Tak bardzo się cieszyłam,w końcu go poczułam.
-To wspaniale.-Brunet też był podekscytowany.
-To prze twój głos.-Powiedziałam nieśmiało.Do tej pory tylko ja do niego mówiłam i nie reagował,a głos Harry'ego czynił cuda.
-To niesamowite.-Zapiszczałam i chwyciłam dłoń chłopaka po czym przyłożyłam do miejsca gdzie było czuć dziecko.Oboje patrzyliśmy jak zaczarowani na mój brzuch.
-Ej faktycznie czuje.-Zaśmiał się.-No dobry mały,na pewno będziesz piłkarzem.
-A skąd wiesz,może to będzie dziewczynka.-Zachichotałam.
-No to wtedy będziesz naszą fanką,a wujkowie będą zabierać cię na wszystkie koncerty.-Mówił w stronę mojej skóry,a ja miałam ochotę się śmiać.
-No nigdy nic nie wiadomo,skoro już teraz lubi twój głos.Ale żadne koncerty nie wchodzą w grę,bo tylko mi córkę zdemoralizujecie.-Śmiałam się.
-Dobra dobra zobaczymy,nie mała?-Mówił gdy maleństwo znów się poruszyło.-O widzisz słyszy mnie i się zgadza.-Wykrzyknął radośnie.
-Poczekaj pokaże ci coś.-Powiedziałam podekscytowana i szybko podleciałam do komody.Otworzyłam środkową szufladę i od razu wypadła mi z niej jedna z książek.Chciałam ją podnieść,ale Harry od razu zaprotestował i podleciał do mnie.
-Nie schylaj się,ja to zrobię.-Podszedł i wziął przedmiot z ziemi."W czasie oczekiwania"Przeczytał na głos i spojrzał na resztę przedmiotów w szufladzie.Wszystkie one były związane z ciążą albo z dziećmi.
-O matko,ty to wszystko przeczytałaś?-Patrzył na to z przerażeniem w oczach.Zaśmiałam się tylko na widok jego miny.
-Jeszcze nie,ale mam zamiar.Praktycznie to nie mam pojęcia o dzieciach,muszę się edukować w każdy możliwy sposób.-Wzruszyłam ramionami po czym wyciągnęłam z białej koperty zdjęcie USG mojego maleństwa i podałam loczkowi.Ten obracał je tylko i patrzył z dziwną miną,przez co kolejny raz tego dnia zaczęłam się z niego śmiać.Chwyciłam je w dobry sposób i zaczęłam tłumaczyć gdzie są nóżki,gdzie rączki i tak dalej.
-Ej nie musisz mi tego tłumaczyć,od samego początku wiem gdzie co jest.-Powiedział oburzony,po czym wybuchłam gromkim śmiechem.
-Dobra oglądaj sobie,a ja muszę cię na chwilę przeprosić,toaleta nie widziała mnie od godziny i się stęskniła.-Mówiłam kierując się do wyjścia z pokoju,a za sobą usłyszałam tylko chichot mężczyzny.
Harry jest na prawdę świetnym przyjacielem.Minęły już dwa tygodnie od naszego pierwszego spotkania gdy wygoniła go z domu,lecz na drugi dzień znów się spotkaliśmy i pogodziliśmy się.Pamiętam to bardzo dobrze.
-Ed gadałeś z nim prawda?-Zapytałam się od razu gdy mężczyzna wszedł do sklepu.Ten spojrzał na mnie z dziwną miną.
-Z kim?
-Oj nie udawaj,że nie wiesz.-Podniosłam głos.
-Ale Lila nie wiem o czym ty mówisz.-Powiedział ściągając kurtkę.
-Zastanów się dobrze.Co takiego mogło się stać?Kto złożył mi wczoraj jakże przemiłą wizytę?-Mówiłam sarkastycznie,by w końcu zrozumiał.
-Tylko mi nie mów,że ten idiota do ciebie przyszedł.-Westchnął.
-Tak przyszedł.-Powiedziałam cicho.
-I co?-Zrobił wielkie oczy.-Jak było?-Podszedł bliżej lady i oparł się o nią,gdy ja siedziałam na krześle.
-Wywaliłam go z domu,rozumiesz.-Powiedziałam ze złością.-Nie musiałeś mi w tym pomagać,sama bym się do niego odezwała gdybym była gotowa.Teraz mam tylko wyrzuty sumienia,że na niego nakrzyczałam.
-No przepraszam,ale razem z Gemmą stwierdziliśmy,że nie możemy go okłamywać.Pojechaliśmy wczoraj do niego i powiedzieliśmy mu,że wróciłaś i pracujesz u mojej mamy w sklepie,nic więcej.Mieliśmy nadzieję,że nie pojedzie od razu do ciebie,no ale się myliliśmy.
-No rozumiem,wiesz na początku gdy usłyszałam jego głos cieszyłam się bardzo,że go widzę,ale potem było już tylko gorzej,aż w końcu go wywaliłam.Czuje,że źle zrobiłam.
-Może gdy go przeprosisz poczujesz się lepiej.
-No może tak.-Westchnęłam,a mężczyzna poszedł na zaplecze.
*Kilka godzin później*
-Dobra to ja idę.Otworzysz jutro sklep tak?-Wydarłam się do rudowłosego chłopaka który robił coś na zapleczu.Ten wyleciał jak z procy i stanął przy ladzie zasłaniając mi wyjście.
-No..yyy no takk,ale jeszcze musisz coś zrobić tutaj.Noo musisz yyy...o mama cię prosiła żebyś zrobiła kolczyki dla jednej z klientek.-Jego słowa były na prawdę dziwne,ciągle się jąkał.
-Ale przecież pani Imogen wie,że nie wychodzi mi to za dobrze,coś mi tu śmierdzi.-Powiedziałam podejrzliwie opierając się o ladę.
-Ale,że co ja tam nic nie czuje.-Udawał głupka na co zaczęłam się śmiać.Wtedy drzwi do sklepu się otworzyły i stanął w nich dobrze znany mi mężczyzna.
-No w końcu jesteś.-Szepnął Ed,ale dobrze to słyszałam.
-Uknułeś to,dlatego nie chciałeś mnie stąd puścić.-Wysyczałam w kierunku rudowłosego.Ten tylko patrzył na mnie ze zwycięskim uśmiechem.
-To ja pójdę tam.-Wskazał na zaplecze i wyszedł.
-Lila powiedziałem,że nie zapomnę i dotrzymam słowa,nie dam ci spokoju.-Podszedł bliżęj.
-Harry,a ja powiedziałam,że nie tęskniłam i,że nie chce was znać,ale..-Mój głos zadrżał.-ale to nie prawda,cholernie tęskniłam,każdego dnia.Nie chce znów cię stracić.Proszę wybacz mi moje wczorajsze zachowanie.-Byłam już u kresu wytrzymałości,jeszcze chwilę i rozryczała bym się jak małe dziecko.
-O malutka nic się nie stało.Chodź tu do mnie.-Wyciągnął ręce w moim kierunku,a ja wpadłam po chwili w jego objęcia.


***
 
Wielki powrót!!! 
Nie wiem ile razy musiała bym was przepraszać,żebyście wybaczyli mi brak rozdziałów ostatnio.Już nawet nie mam zamiaru się usprawiedliwiać,bo wiem,że to nie ma sensu.
No cóż powracam z nowym rozdziałem i mam nadzieję,że się podoba.Było na prawdę wiele wersji,ale ta chyba jest najbardziej odpowiednia.

Co do następnego to pojawi się w ciągu tego tygodnia więc spodziewajcie się go w każdej chwili.

Dzisiaj już nawet nie daje wam ileś tam komentarzy=rozdział bo wiem,że wiele z was już zapomniało o istnieniu tego bloga i długo byśmy musieli czekać na komy,a ja chce szybko dodać następny rozdział więc napisze tak:))
Im więcej komentarzy tym szybciej rozdział:)


Czytasz=Komentujesz 












środa, 3 czerwca 2015

12"Lila stój"


Kilka metrów przede mną stanęła jedna z osób,o której bardzo długo chciałam zapomnieć.Mimo,że było dość ciemno,to czułam na sobie wzrok chłopaka.Strach był tak wielki,że czułam jak się trzęsę.W jednej chwili obróciłam się na pięcie i zaczęłam stamtąd zwiewać.Moje buty nie były najlepsze do biegu,wiec po prostu szybko szłam przed siebie z nadzieją,że mężczyzna mnie nie poznał.Jednak ten nie odpuścił i ruszył za mną.
-Lila stój.-Usłyszałam za sobą ten sam głos,lekko doroślejszy lecz ten sam.Wtedy poczułam jak bardzo za tym tęskniłam.Mimo,że chciałam zapomnieć tak na prawdę nigdy mi się to nie udało.Wmawiałam sobie,że nie chce znać nikogo z mojej przeszłości,jednak w tamtej chwili,prze te dwa słowa cała niechęć minęła.W oczach automatycznie stanęły mi łzy,a nogi zatrzymały się w jednym miejscu i nie mogłam się dalej ruszyć.Po woli odwróciłam się do tyłu,ściskając mocniej dłonią pasek od torebki,a drugą trzymając w kieszeni.
-Nie bój się.-Szedł po woli w moją stronę.Wiatr rozwiewał mu długie włosy,w których swoją drogą bardzo dobrze wyglądał.Zrobiłam krok w przód tak,że staliśmy już tylko kilkanaście centymetrów od siebie.Ostatnim razem by spojrzeć mu w oczy musiałam stanąć na palcach i unieść głowę do góry,a teraz lekko podniosłam tylko wzrok i już napotkałam jego tęczówki.Mimo zmroku,zauważyłam w nich parę radosnych iskierek.Czyżby to z mojego powodu?Raczej nie.Cisza była bardziej przerażająca niż ciemność.Nie wiedziałam czego mam się spodziewać.Czy zacznie na mnie krzyczeć,a może ucieszy się,że mnie widzi.A może ucieszy się że mnie zobaczył.Nie mam pojęcia co on czuje.Ja mimo wszystko ucieszyłam się z tego że go zobaczyłam.Cały ten czas rozłąki,byłam przekonana że gdybym spotkała któregoś z chłopaków od razu bym uciekła.A teraz najchętniej wtuliła bym się w bruneta i nie puszczała.
-Nie boje się Harry.-Powiedziałam cicho.
-To dobrze.-Uśmiechnął się.Mimo innej fryzury i zarostu który miał w tamtej chwili,wyglądał jak dawny nastoletni Harry.Słodziak w lokach teraz zmienił się w przystojnego mężczyznę, jednak uśmiech pozostał taki sam.
-Lila musimy porozmawiać.-Powiedział łagodnie.Miał rację,musiałam mu wyjaśnić dlaczego tu jestem,a bałam się jego reakcji.Kiwnęłam lekko głową i oboje ruszyliśmy do domu.Szłam przed nim,wąską ścieżką,przeklinając w duszy Eda.Doszliśmy do drzwi,które otworzyłam kluczem.Gdy byliśmy już w środku,zostawiłam chłopaka na dole,a sama od razu pobiegłam do góry do sypialni.Nie wiedziałam czy rudy mężczyzna powiedział mu dlaczego wróciłam,wiec wolałam się ubezpieczyć.Dlatego od razu poleciałam do sypialni i zarzuciłam na siebie,dużą bluzę mojego taty.Zapięłam zamek tak,że nie było w ogóle widać mojego brzuszka. Odetchnęłam z ulgą i zeszłam na dół.Cały czas nie dochodziło do mnie to co się dzieje.Po tyłu latach znów widzę bliską mi osobę.Bałam się rozmowy z Harrym,lutego najpierw poszłam do kuchni,zrobić nam coś ciepłego do picia,aby się rozgrzać.Na dole było bardzo cicho,więc gdy wstawiłam już wodę,poszłam do salonu.Zastałam tam bruneta,stojącego przy komodzie.Nie widział jak wchodzę,zaszłam go od tyłu i stanęłam obok,przez co chłopak lekko podskoczył.
-Ojć przepraszam.-Pisknęłam.
-Nic się nie stało.-Zaśmiał się cicho.Staliśmy obok siebie w ciszy,przed dużym meblem.Oglądaliśmy stojące na nim zdjęcia,mojej rodziny.Zawsze gdy na to patrzę chce mi się płakać.I tym razem tak się stało,dlatego musiałam szybko wyjść z pokoju,by się nie rozkleić.Poszłam z powrotem do kuchni i nasypałam herbaty,do dwóch kubków.Oparłam się i parapet i wpatrywałam się w ciemność,za oknem.W pewnej chwili usłyszałam kroki,jednak się nie odwróciłam.Do tej pory,gdy słyszałam jakieś szmery w domu,zaczynałam panikować,ale w tamtej chwili wiedziałam,że to tylko Harry i nie mam się czego bać.Trwaliśmy ciągle w ciszy.Gdy w końcu woda się zagotowała,od razu zalałam nią herbaty.Gorąca para i zapach imbiru rozeszły się po całej kuchni.Chciałam wziąć kubki i zanieść je do salonu,ale mężczyzna mnie wyprzedził i zabrał nasze napoje z blatu.Nikt się nie odzywał.Słychać było tylko nasze kroki.Czas mijał,a ja coraz bardziej bałam się naszej rozmowy.Weszłam do salonu,a za mną chłopak.Od razu wpadły mi w oko książki o ciąży,leżące na podłodze obok sofy.Przyspieszyłam kroku i stanęłam centralnie przed nimi,Harry postawiał kubki na stoliku,a ja w tym czasie wsunęłam książki nogą pod kanapę.Rozejrzałam się jeszcze szybko po pokoju,czy nie ma gdzieś jakiejś podejrzanej rzeczy i na szczęście mogłam odetchnąć z ulgą.Oboje usiedliśmy na kanapie w pokoju,oświetlonym dużą lampa wiszącą na suficie.Nie byłam na to gotowa.Zupełnie nie widziałam o czym mam z nim gadać i sądząc po jego minie,też za bardzo nie wiedział od czego zacząć.
-Jak chcesz to możemy pomilczeć.-Spojrzał na mnie tymi swoimi zielonymi oczyma,za którymi tęskniłam.
-Harry,ja na prawdę nie wiem co mam ci najpierw powiedzieć-Jęknęłam.
-Spokojnie.-Dotknął delikatnie mojego ramienia.-Wiesz bardzo tęskniliśmy za tobą.
-Ja też,chociaż miałam nadzieje,że będziecie się do mnie odzywać,a wy tak po prostu zapomnieliście.-Mówiłam patrząc cały czas w jeden punt na podłodze.
-Kochanie to nie tak,że zapomnieliśmy.
-A niby jak?-Spojrzałam na niego.
-Lila mieliśmy na prawdę dużo pracy.-Po tych słowach zamilkł. -Aż tak dużo,żeby nie napisać chociaż jednego głupiego sms-a?-Trochę mnie poniosło.
-Tak,aż tak dużo.-Mówił lekko zdenerwowany.
-Wiesz co,ja też miałam bardzo dużo zajęć i wcale za wami nie tęskniłam.Zapomniałam o wszystkim,nie chciałam was już nigdy widzieć.Wiec teraz proszę bardzo zapomnij o mnie,o tym,że tu mieszkam i idź dalej pracuj.Żegnam drzwi są otwarte.-Nie panowałam nad sobą.Mówiłam nie myśląc co tak na prawdę gadam.Hormony doszczętnie mną zawładnęły.Mężczyzna był lekko zdziwiony moim zachowaniem.
-Spokojnie mała.
-Nie mów do mnie mała Harry i była bym wdzięczna gdybyś opuścił już ten dom.Zapomnij o mnie.-Wstałam z miejsca i szybkim krokiem poszłam do drzwi wyjściowych.Mężczyzna ruszył cicho za mną.
-O nie,teraz już nigdy nie zapomnę.Przemyśl jeszcze to wszystko.-Powiedział i opuścił mieszkanie.Zatrzasnęłam głośno drzwi,a potem w jednej chwili wybuchnęłam głośnym szlochem.Dlaczego przez tą ciążę muszę być tak niezdecydowana.Dlaczego nie mogę po prostu do niego pójść i powiedzieć,że potrzebuje pomocy.Dlaczego to tak zawiłe.Miałam szansę i ją zmarnowałam.Zalana łzami poszłam do salonu.Był dopiero wczesny wieczór,gdy położyłam się ledwo żywa na kanapie z ogromną paczką chusteczek.Chciałam przestać płakać,ale łzy same leciały mi z oczu,po prostu nie panowałam nad tym.Zmęczona szlochem po paru minutach po prostu zasnęłam,a to co mi się wtedy przyśniło było miłym wspomnieniem z dzieciństwa.

*Usłyszałam walenie w drzwi.Był środek nocy i nie chciało mi się wychodzić z łóżka,lecz po paru sekundach hałas ustał,a wtedy usłyszałam otwierające się drzwi. 
-Harry po cichu, Lila śpi.-Mówił Liam. -Oczywiście,kochaniutki.Nie mów mi co mam robić,bo wiem ja to najlepiej.-Odezwał się Harry.Na kilometr było słychać jego zawieszający się co chwile głos.Mówił w taki śmieszny sposób,jaki pijane osoby mają z zwyczaju. 
-Ciiii.-Próbował go uspokoić brunet. 
-No tak Ciiii,ale kurde te buty są za duże,nie mogę przez nie iść. 
-No taa..to chyba nie przez buty.-Mruknął Liam. 
-A wiesz,powinni robić mi buty na zamówienie.Specjalnie dla Harry'ego.-Ciągle gadał po swojemu. -I co jeszcze,może gacie będą ci szyć.-Usiadłam gwałtownie na łóżku,bo już po woli nie wytrzymywałam ze śmiechu.Harry mówił w taki sposób,że po prostu nie dało się utrzymać powagi. 
-O Lilka czemu nie śpisz?-Zdziwił się Li. 
-Jak byś nie wiedział.-Spojrzałam na niego.Wtedy Harry runął jak długi na łóżku,aż słychać było jak sprężyny się pod nim uginają. 
-Boże co za człowiek.-Westchnął Liam i zaczął mu ściągać buty. 
-Ejjjj...zostaw,ja je kocham,one muszą być ze mną....-Protestował,a ja tylko siedziałam na łóżku i śmiałam się z tego co mówi.Paplał coś o swoich boskich loczkach,że pasują do jego boskich butów i,że za chwile wyrosną mu boskie skrzydła.
-Tak wszystko się zgadza,ale Harry połóż się już spać.-Ten nic sobie z tego nie robił i dalej gadał jakieś głupoty.Nagle zatrzymał się w środku słowa i nastała cisza.
 -No widzisz nawet już nie wiesz co chcesz powiedzieć,więc dobranoc.-Odezwał się do niego brunet.Harry jak by tego w ogóle nie usłyszał,zaczął siłować się ze swoją kieszenią w spodniach i po chwili wyciągnął telefon. 
-Musze zadzwonić do Taylor.-Mruknął pod nosem.Wszystko było by dobrze,gdyby dziewczyna była w Anglii,bo tam jest już ok 10,ale ona też jest w LA i z tego co wiem,będzie nawet juro zobaczyć występ chłopków,więc trzeba było go jakoś powstrzymać,żeby jej nie obudził.Już miałam krzyczeć żeby tego nie robił,gdy wybrał jej numer. 
-Harry przestań,przecież ona śpi.Jutro z nią pogadasz.-Liam chciał mu zabrać telefon,ale w tamtym momencie blondynka chyba odebrała,bo na twarzy loczka zawitał szeroki zwycięski uśmiech. 
-I co nie śpi.-Wytknął język. 
-Bo ją obudziłeś geniuszu.-Szepnęłam do siebie,jednak Liam też to usłyszał i się zaśmiał.Wtedy Harry zaczął nucić jakąś piosenkę,a po chwili już śpiewał.


"Zadzwoniłem jedynie po to, by powiedzieć , że Cię kocham
Zadzwoniłem jedynie po to, by powiedzieć jak bardzo mi zależy
Zadzwoniłem jedynie po to, by powiedzieć, że Cię kocham
I wyrażam to z głębi mojego serca


Był to refren mojej ulubionej piosenki Steviego Wondera.Pomimo procentów w jego krwi,śpiewał tak jakby nic nie pił tego wieczoru.Jego głos była taki jak zawsze.Na końcu trochę mu się to pomieszało,ale i tak nie było najgorzej.Gdy skończył swój popis dziewczyna mu coś powiedziała,a on z jeszcze większym uśmiechem niż poprzednio rozłączył się.
-No,to teraz możesz iść spać.-Załamał ręce brunet i wstał z fotela.
-Nie,bo jeszcze skrzydła mi nie wyrosły.-Powiedział z oburzeniem,wykrzywiając usta w podkówkę.Gdy to usłyszałam prawie leżała na ziemi ze śmiechu.
-Lila idę po jakieś proszki nasenne,bo za chwile go normalnie uduszę.-Liam wstał i wyszedł z pokoju.
-To dobry pomysł.-Przytaknęłam.
-Gdzie są moje skrzydła?-Mówił zawiedziony odwrócił się i patrzył na swoje plecy.
-Harry ty nie masz skrzydeł.-Śmiałam się ciągle,aż zachciała mi się do toalety.
-A właśnie,że mam.-Powiedział jak małe dziecko i więcej się nie odzywał,siedział tylko na łóżku i jak zahipnotyzowany patrzył się w jeden punkt na ścianie.Miałam wrażenie,że za chwile zaśnie.Uspokoił się więc pomyślałam,że to był najlepszy moment by zostawić go na chwilę samego.Szybko wstałam i poszłam do łazienki,a gdy wróciłam po paru minutach loczka nie było w pokoju.Za to drzwi balkonowe były otwarte,moje serce od razu zabiło szybciej.Od razu w mojej głowie pojawiły się same czarne scenariusze.Stałam tak gapiąc się na to okno,gdy do pokoju wrócił Liam.
-Gdzie on jest?-Spytał patrząc na puste łóżko.
-Tam.-Wskazałam na wyjście z pokoju.-Liam on chyba chce wypróbować swoje skrzydła.-Powiedziałam zdenerwowana.Od razu oboje rzuciliśmy się do otwartych drzwi.Wylecieliśmy jak z procy na balkon,ale tam nie zastaliśmy Harryego próbującego latać tylko Harryego,który smacznie sobie spał na jednym z krzeseł.Chciało mi się wtedy śmiać,ja już myślałam o najgorszym,a ten tutaj sobie tylko głośno chrapie.
-Co z nim zrobimy?-Zwróciłam się szeptem do Liama,który stał za mną.
-Nie wiem,zaciągnę go jakoś do łóżka.Jak już zasnął to teraz się tak prędko nie obudzi.-Podszedł do loczka,a ten zaczął coś jęczeć pod nosem.Li chwycił go w pasie,położył jego rękę na swoim ramieniu i tak zatargał go do łóżka.Ja tylko patrzyłam kiedy loczek runie na ziemię,bo ledwo co wlekł nogami po ziemi.Gdy tylko znalazł się na materacu znowu zasnął.
-Dobra on śpi to idę jeszcze zajrzeć do Zayna,bo ten też trochę się zabawił.Louis poszedł z nim do pokoju,bo sam to by nie doszedł.-Załamał ręce.
-No to trochę sobie pobalowali.-Zaśmiałam się.
-No...nawet nic nie mów.Dobra idę.Dobranoc Lila.-Uśmiechnął się i wyszedł.Ja zamknęłam balkon i z powrotem wślizgnęłam się pod kołdrę.Z jednej strony chciało mi się spać,a z drugiej nie,bo według mojego czasu była by już 11.Jednak moje lenistwo wygrało,a zważywszy jeszcze na to,że ja mogę spać nawet przez cały dzień postanowiłam jeszcze trochę poleniuchować.Jednak było to nie możliwe,a dlaczego?A no dlatego,że chłopak obok tak głośno chrapał,że nie dało się zasnąć.Leżałam chyba z pół godziny,wiercąc się z boku na bok i przez te przeraźliwe odgłosy loczka po prostu nie mogłam spać.Zastanawiałam się gdzie mogę się przenieść żeby zasnąć.Do głowy wpadł mi tylko jeden pomysł.Zebrałam kołdrę,koc,poduszkę i poszłam do pomieszczenia bok,czyli łazienki.Drzwi zostawiłam uchylone,żeby było trochę przewiewu,włączyłam światło nad lustrem,w wannie rozłożyłam koc,na tym puchowa kołdrę i poduszkę.Wlazłam do niej i przykryłam się skrawkiem pościeli,bo na reszcie leżałam,żeby było miękko.Zaśmiałam się w duchu ze swojej głupoty i ułożyłam jak najwygodniej.Może to nie były luksusy,ale nie było przynajmniej słychać chrapania loczka.

 ***
17 Komentarzy=Następny rozdział


PrzepraszamPrzepraszamPrzepraszamPrzepraszamPrzepraszam
I jeszcze raz przepraszam.Tak długo nic nie było,wiem że przez to połowa z was już nie pamięta o tym opowiadaniu i tu nie zagląda,nad czym bardzo ubolewam,ale po prostu miałam tak dużo do roboty,że na pisanie w ogóle nie miałam czasu.Koniec roku,moja szkolna wycieczka i potem od razu mój wyjazd do Stanów.Wszystko w jednym czasie i po prostu nie ogarniam.
Jutro biorę się za pisanie następnego rozdziału i mam nadzieje,że do mojego wylotu czyli do soboty pojawi się nowy.

I chciałam jeszcze bardzo podziękować za te wspaniałe 50.000 wyświetleń.Kocham was bardzo mocno i dziękuję,że jesteście ze mną tu tak długo.Właśnie z tej okazji pojawił się kawy wygląd bloga.Szablon zrobiłam w całości sama,więc proszę was o szczerze opinie:)) Nie jest on doskonały,ale mam nadzieję,że się wam spodoba.Co o nim myślicie??

piątek, 24 kwietnia 2015

11"Gapiłam się na zakapturzonego mężczyznę"


-Z tej sytuacji nie ma chyba żadnego wyjścia.-Szepnęłam.
-O Boże,czyli mama miała rację.-Powiedział zszokowany,gapiąc się ciągle na mój widoczny już brzuszek.Spojrzałam na niego zaskoczona.Spojrzałam na Eda z przerażeniem,oni rozmawiali o mnie? Przecież to nie możliwe,dlaczego chcieli gadać na mój temat to nie dorzeczne.
-Ale jak to?-Zszokowana z powrotem usiadłam na krześle.
-Lila ona była dwa razy w ciąży,więc ma jakieś doświadczenie.-Mówił ciągle się na mnie gapiąc.
-No tak,mogłam jej wcześniej powiedzieć.Teraz mnie na pewno wyrzuci,przecież nastolatka w ciąży nie jest jej potrzebna w sklepie.-Załkałam.Sama się sobie dziwnie,że tak łatwo zwierzałam się obcej osobie,ale hormony w ciąży bardzo mnie zmieniły.Przeraziła mnie myśl o stracie pracy.Wtedy zaczęłam żałować,że nie powiedziałam wcześniej o mojej ciąży pani Imogen.
-Spokojnie nikt cię nie wyrzuci.Mama bardzo się cieszy,że tu pracujesz.Ale ile ty właściwie masz już lat?Bo wiesz jak się widzieliśmy ostatnim razem to byłaś trochę niższa.-Zaśmiał się cicho,tak jakby bał się,że jest to niewłaściwe do sytuacji.Jednak właśnie przez to,atmosfera między nami się trochę rozluźniła.
-To przez te buty.-Spojrzałam na swoje koturny,a potem na uśmiechniętego chłopaka.-A tak na serio to jeszcze 18.-Odpowiedziałam na jego pytanie.
-Mieszkasz sama?-Drążył dalej w temat mojego życia.
-No tak.-Mruknęłam.
-No,a ten..no ojciec dziecka?-Spytał zmieszany.
-Długa historia.Nie chce o tym gadać-Jęknęłam,nie chciałam mu wszystkiego opowiadać,miałam wrażenie,że i tak już mu za dużo powiedziałam o sobie.
-Dobra,przepraszam nie było pytania.-Wstał z krzesła,po czym podszedł do lady i się o nią oparł.
-Nic nie szkodzi.Po prostu wole o nim zapomnieć.
-Mogę zapytać o coś jeszcze?-Mówił cicho.
-No pytaj.-Wzruszyłam ramionami,poprawiając sweter.
-Wiesz,że jesteś bardzo młoda.Jak ty sobie poradzisz?-Spojrzałam mu w oczy ze strachem.
-Sama ciągle się nad tym zastanawiam.-Odpowiedziałam szczerze i spuściłam głowę w dół.-Wiem jedno,muszę dać radę dla mojego dziecka.-Gdy to mówiłam moje dłonie nie automatycznie powędrowały na brzuch.
-Przecież masz rodzinę.Dlaczego nie chcesz od nich pomocy?-Mężczyzna ukucnął przede mną,tak że spojrzał mi w oczy.
-Wiesz co mam wrażenie,że moje życie to jedna wielka telenowela.Taki scenariusz to tylko w telewizji.-Wstałam gwałtownie i wyszłam stamtąd.Miałam już dosyć tej rozmowy.To wszystko było tak chore,że wydawało się być nie realne.Dlaczego musiałam trafić akurat na niego.Przyjeżdżając tutaj miałam nadzieję,na spokojne życie z moim dzieckiem,a nie na rozdrapywanie starych ran.Mój organizm już od tego wszystkiego przestał poprawnie funkcjonować.Opadłam ciężko na kanapę czując ucisk w kręgosłupie.Zamknęłam oczy,chcąc żeby ten dzień się już skończył.
-Lila nie dam ci spokoju do póki nie zrozumiesz,że to co robisz nie jest dobre.-Usłyszałam w pewnej chwili.
-Ale niby co ja takiego robię.Ty mnie wcale nie znasz,więc nie masz prawa oceniać.To moje życie.-Wybuchnęłam,po czym gwałtownie wstałam i podeszłam do małego okna,prowadzącego na betonowe podwórze.
-Tak masz racje.-Po tych słowach myślałam,że odpuści,jednak ciągnął dalej swoją wypowiedź.-Ale ja nie potrafię siedzieć bezczynnie,widząc jak osoba której mogę pomóc niszczy sobie życie.Tak młoda osoba.A szczęście moich przyjaciół też jest dla mnie ważne.-Dlatego musisz wiedzieć,że ja tak tego nie zostawię.-Kończąc stał obok mnie i uważnie się przyglądał moim niespokojnym ruchom.Słysząc jego słowa miałam ochotę rozryczeć się z bezradności.Nie chciałam żeby mnie wydał,ale z drugiej strony sama chyba nie odważyła bym się odezwać do rodziny czy któregoś z chłopaków.
-Nie wtrącaj się.Jak będę chciała pomocy to się do ciebie odezwę.-Warknęłam.
-Lila oboje dobrze wiemy,że sama sobie nie poradzisz.Nie zostawię tak tego.-Stał ciągle przy swoim,zaczęła wkurzać mnie ta jego pewność siebie.
-Zajmij się sobą.A sobie jakoś poradzę.-Odpowiedziałam dość niegrzecznie,nawet na niego nie patrząc.Wtedy usłyszałam tylko,że mężczyzna wychodzi z zaplecza,a potem ze sklepu.Zdziwiło mnie to i byłam na niego zła.Westchnęłam zrezygnowana i poszłam usiąść za ladą.

Wieczorny wietrzyk dawał o sobie znać,gdy kroczyłam ciemną ulicą do domu.Byłam już prawie na miejscu kiedy zobaczyłam,że przed wejściem na posesję stoi jakiś samochód.W środku chyba nikogo nie było,ale za to gdy spojrzałam na wejście do mieszkania,moje serce już po raz kolejny dzisiaj przyspieszyło.Poznałam tą postać już w daleka.Stanęłam jak wryta w ziemię i gapiłam się na zakapturzonego mężczyznę.Od razu przed oczami pojawiła mi się pewna sytuacja.
Szłam długim zatłoczonym korytarzem,aż w końcu dotarłam do drzwi.Wyszłam ze szkoły razem z tłumem innych dzieciaków.Zaczęłam rozglądać się za jakimś znajomym samochodem,jednak nigdzie nie mogłam go dostrzec.Za to w pewnej chwili ukazała mi się znajoma sylwetka chłopaka.Na głowie miał kaptur i patrzył w dół tak,że nie dało się rozpoznać twarzy.Jednak ja od razu wiedziałam kto to jest.Podeszłam szybko do mężczyzny,a ten dyskretnie na mnie spojrzał.
-Idziemy?-Zapytałam szybko.
-Oczywiście.Byle jak najdalej stąd.-Zaśmiał się brunet.
-Nie musiałeś przychodzić.Mogłeś poczekać w samochodzie.-Spojrzałam w górę,gdyż byłam niższa od niego.
-Ale jeszcze byś się zgubiła i Louis by mnie zabił.A wiesz ja chce jeszcze troszkę pożyć.
-Wcale,że bym się nie zgubiła.Nie jestem aż tak głupia.-Obrażona założyłam ręce na piersi i przyspieszyłam kroku.
-Oj Lila nie złość się.-Podleciał i złapał mnie za ramię.
-Jeżeli mam się nie złościć to musisz coś dla mnie zrobić.-Uśmiechnęłam się złośliwie.
-Już się boje,ale mów.-Zaśmiał się.
-Poniesiesz mi torbę.-Krzyknęłam zabawnie i wcisnęłam mu w ręce swój plecak.Chłopak chyba się tego nie spodziewał,bo ledwo co go chwycił.
-Wykończysz mnie kiedyś.-Jęknął zarzucając torbę na ramie.
-Nie marudź,bo się znowu obrażę.-Wytknęłam język w jego stronę.-A w ogóle to do twarzy ci w takich różowych kolorkach.-Zachichotałam.
-Wiesz ładnemu we wszystkim ładnie.-Powiedział dumy i oboje zaczęliśmy się śmiać.
Ocknęłam się dopiero gdy postać zaczęła iść w moją stronę.Przeraziłam się przez co lekko zadrżałam.Latarnie słabo oświetlały ulicę,a w pobliżu nie było oprócz nas żadnej żywej istoty,co nadawało tej sytuacji klimatu z jakiegoś horroru.Miałam już przed oczami scenę z dużą ilością krwi i flaków,kiedy moje serce na dobre stanęło.Kilka metrów przede mną stanęła jedna z osób,o której bardzo długo chciałam zapomnieć.


***

 17 Komentarzy=Następny rozdział

Bardzo was przepraszam,że tak długo musieliście czekać.Ale nie miałam za bardzo czasu na pisanie i pomysłu.Nie miałam w ogóle weny do pisania.Masakra mówię wam.Jeszcze miałam parę dni laptopa w naprawie i teraz o wiele lepiej mi się piszę,bo się już tak nie zacina :))
Co do rozdziału to pierwsze spotkanie z którymś z chłopaków chciałam zupełnie inaczej napisać,ale stwierdziłam,że w tym rozdziale będzie to pasować i tylko taki scenariusz przyszedł mi do głowy.Podoba się?Mam nadzieje,że tak.I jak myślicie który z chłopaków przyszedł do Lily??? 
A i czy ktoś z was pisał sprawdzian gimnazjalny teraz?Jak wam poszło?Mnie to czeka za rok i teraz miałam wolne więc trochę pisałam,a dzisiaj dokończyłam.











sobota, 21 marca 2015

10"Co się stało,że wróciłaś?"


-Co tu robisz?-Powiedziałam od razu gdy się ocknęłam.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.-Zaśmiał się.
-To nie jest zabawne.Kto cię tu wpuścił?-Podniosłam głos.Ten nie odpowiedział tylko pokazał mi klucze,a najdziwniejsze było to,że wisiał przy nich taki sam breloczek jak przy kluczach pani Imogen.Patrzyłam na nie,zastanawiając się co to wszystko ma znaczyć.
-No już się tak nie patrz.Tak to są właśnie te klucze o których myślisz.-Jego pewność siebie była bardzo dziwna.
-A skąd je masz?
-Hmm jak by ci to powiedzieć moja mama mi je dała.-Uśmiechnął się z rozbawieniem.
-Czekaj,czekaj czyli pani Imogen to twoja mama?-Zapytałam zszokowana.
-Właśnie tak.-Powiedział od niechcenia.-Ale widzę,że ty się chyba kogoś innego spodziewałaś.-Spojrzał na przedmioty w moich rękach,a teraz to ja zaczęłam chichotać.
-No wiesz,drzwi były otwarte i trochę się wystraszyła.-Przyznałam speszona i odłożyłam moją broń na komodę.
-Przepraszam,ale mama miała do ciebie napisać,że będę wcześniej.
-To jej nie będzie?-Byłam zaskoczona.
-To ty nic nie wiesz?-Spojrzał z wielkimi oczami.
-Nie,ale mam się bać?-Powiedziałam niepewnie.
-Spokojnie.-Zaśmiał się.-Mama złamała sobie rękę,na wakacjach i przez najbliższe parę tygodni nie będzie jej znowu w sklepie.Miała z tobą pogadać czy dasz sobie radę.-Powiedział siadając na kanapie.Szerze to zszokowała mnie trochę ta wiadomość.
-Biedna.To coś poważnego?-Usiadłam delikatnie na rogu niskiej ławy,na której swoją drogą było trochę bałaganu.
-Złamanie łokcia z przemieszczeniem,kilka tygodni w gipsie i rehabilitacja.-Westchnął.
-O matko.-Zapiszczałam słysząc co się stało.-Współczuje jej.
-Narobiła nam wszystkim niezłego strachu.Ale już wszystko jest opanowane.-
-Oby szybko wyzdrowiała,dawno jej nie widziałam i szczerze mówić miałam nadzieję,że nie będę tu więcej sama siedzieć.-Mruknęłam
-Bo nie będziesz.-Wyszczerzył się zadowolony.
-Jak to?-Ciąg dalszy niespodzianek.
-Popracuje sobie z tobą trochę Lila.-Zaakcentował moje imię,przez co poczułam ciarki na całym ciele.Czyżby mnie poznał?Dlaczego ja zawsze muszę mieć takiego wielkiego pecha.Choć z drugiej strony może to jest dla mnie jakiś znak,że muszę coś zmienić i nie mogę ciągle samotnie żyć.A konkretnie dostaje dobre szanse by skontaktować się znów z rodziną i chłopcami.Tylko problem jest w tym,że strasznie się boje.
-No to super.-Uśmiechnęłam się lekko zestresowana.Szczerze to sama nie wiedziałam czy się z tego cieszyć czy nie.Wtedy drzwi do sklepu się otworzyły.
-To ja pójdę.-Chłopak wstał z kanapy i poszedł do drugiego pomieszczenia.Dopiero wtedy ściągnęłam z siebie kurtkę i szalik,które odwiesiłam na wieszak.Z sąsiedniego pomieszczenia słyszałam,że chłopakowi całkiem nieźle szło reklamowanie jakiegoś naszyjnika,więc nie było potrzeby żebym tam szła.Postanowiłam ogarnąć trochę ten bałagan,bo na prawdę nie było już gdzie się tam ruszać.Wszędzie stały jakieś kartony,albo walały się folie od starej biżuterii,papiery czy inne duperele.Najpierw zrobiłam porządek na stoliku,a potem zabrałam się za pudełka.Niektóre były puste więc od razu je wyrzucałam,a inne zapełnione były materiałami.Gdy klientka wyszła,chyba z nowym nabytkiem,usłyszałam kroki kierujące się w moją stronę.Stałam tyłem do drzwi,gdyż zajęta byłam segregowaniem bransoletek na wystawę.Wtedy usłyszałam głos rudowłosego mężczyzny.
-No ładnie tu teraz.Widzę,że zmieniłaś swój stosunek do sprzątania,chyba to polubiłaś co?-To co usłyszałam na prawdę mną wstrząsnęło.Czyli on jednak pamięta kim jestem.Nie,tylko nie to.Stałam jak słup,nie mogąc w żaden sposób zareagować.
-Lila chyba musimy pogadać.-Odezwała się zupełnie inna osoba,której głos od razu poznałam.Nie miałam innego wyjścia jak się odwrócić.Ze zdenerwowania naciągnęłam rękawy swetra na dłonie,a ręce ułożyłam tak,by nie było widać za bardzo wybrzuszenia,pod ubraniem.Obróciłam się na pięcie i stała się rzecz której najbardziej się bałam.Wszystkie wspomnienia znów we mnie uderzyła.Stałam na wprost Eda Sheerana,dobrego znajomego chłopaków i Gemmy Styles, siostry Harryego.Przeszły mnie zimne poty,a od razu potem zakręciło mi się w głowie.Za dużo było emocji związanych z tymi osobami,żebym mogła spokojnie tam z nimi przebywać i do tego doszły jeszcze hormony związane z ciążą,które ostatnio coraz bardziej dają o sobie znać.Musiałam chwycić się komody,żeby nie upaść na ziemię.
-Co jest?-Podeszła do mnie dziewczyna i spojrzała mi prosto w oczy.
-Nic mi nie jest.-Machnęłam ręką podpierając się drugą o tył pleców.
-Lepiej sobie usiądź.-Dotknęła mojego ramienia,a ja momentalnie się wzdrygnęłam.Tak właśnie zrobiłam,odeszłam od brunetki i ciężko opadłam na małą kanapę,a ci patrzyli na mnie w ciszy.
-Podasz mi wodę?-Wychrypiałam.Chłopak do którego skierowane było pytanie od razu podszedł do małego stolika,w roku i nalał wody do szklanki,po czym mi ją podał.Upiłam parę łyków i od razu zrobiło mi się lepiej.Odłożyłam resztę na stolik przede mną i westchnęłam głośno.Cisza w pokoju była już trochę męcząca,aż Gemma nie usiadła obok mnie i zadała pytanie.
-To jak?-Podniosłam na nich pytający wzrok.
-Co jak?-Zmarszczyłam brwi czekając na odpowiedź.
-Lila wszyscy jesteśmy już dorośli i nie będziemy owijać w bawełnę.Co się stało,że wróciłaś?-Gemma zaczęła swój wywiad.Wiedziałam,że tak będzie.
-Nic się nie stało.-Odpowiedziałam automatycznie.
-Yhhmmm dobra to inaczej.Dlaczego nie powiedziałaś,że wróciłaś?-Dziewczyna nie dawała za wygraną.Nie widziałam co mam zrobić w tamtym momencie.Chciałam im powiedzieć prawdę,żeby już niczego przed nikim nie ukrywać,ale bałam się jak cholera.Przeraziła mnie myśl,że mam powiedzieć komuś całą prawdę o sobie.
-Tak jakoś wyszło.-Wzruszyłam ramionami.
-Lila musisz coś wiedzieć.Chłopcy na prawdę przeżyli twój wyjazd.Najgorzej było z Louisem i Harrym.Uwierz mi.
-Wiem Gemma,ale ja nie potrafiła bym im teraz spojrzeć w oczy.-Westchnęłam.
-Dlaczego?Przecież oni na prawdę by się ucieszyli z tego,że wróciłaś.-Mówiła uśmiechając się delikatnie.
-Nie ważne.-Odpowiedziałam szybko czując,że powiedziałam już za wiele.
-Wiesz,że nie możesz się ciągle ukrywać?-Odezwał się Ed,patrząc prosto na mnie.
-Przecież ja się nie ukrywam.-Oburzyłam się,na co ten spojrzał tylko na mnie wymownie.
-Nie rozumiem cię,przecież na pewno za nimi tęskniłaś.
-Tak tęskniłam i tęsknie nadal,ale nie mogę się z nimi zobaczyć.Nikt nie może się dowiedzieć,że wróciłam.Rozumiecie?-Spojrzałam na obydwie osoby siedzące w pomieszczeniu.
-Ale dlaczego,co się stało?
-Nic się nie stało,po prostu dobrze jest tak jak teraz.Oni mają pewnie dużo pracy,więc tak jest lepiej.I proszę,nie chce o nich więcej słyszeć.A teraz muszę wracać do pracy,miło było cię znów zobaczyć Gemma.-Wstałam z kanapy i wyszłam.Nie chciałam dłużej prowadzić tej męczącej rozmowy.Siedziałam chwilę w ciszy,za ladą gdy zza drzwi wyjrzał mężczyzna.
-Dobra,dzisiaj chyba się nie dogadamy.Ja tu jeszcze wrócę,więc proszę Lila przemyśl to.-Westchnęła dziewczyna i skierowała się do wyjścia.W pewnym sensie poczułam ulgę gdy brunetka wyszła.
 -Wiesz,ja też uważam,że lepiej by było gdybyś się odezwała,oni tego potrzebują.-Słysząc jego słowa nie potrafiłam już kryć emocji,które miałam w środku,nie wytrzymałam i podniosłam głos.
-Nie chce widzieć ich min,które będą pełne bólu i rozczarowania.Nie mogła bym im teraz zawracać głowy swoimi problemami,których i tak nie pomogli by mi rozwiązać.Skoro tyle czasu się mną nie interesowali to teraz pewnie też by mnie zaakceptowali.Gdybym nie trafiła tam,to teraz bym nie musiała się ukrywać.-Zakończyłam swój monolog,nie wytrzymałam i łzy pojawiły mi się w oczach.
-Ej spokojnie,zrobisz tak jak uważasz.-Mężczyzna podszedł do mnie i złapał za ramię.-Tylko dlaczego oni mieli by tobie pomóc co?Z każdej sytuacji jest jakieś wyjście.-Spojrzałam w górę w jego oczy i momentalnie wstałam.Emocje wzięły górę i nawet nie myślałam co robię.Stanęłam przed nim bokiem i podciągnęłam delikatnie sweter.W jednej chwili wszystkie moje postanowienia o zachowaniu mojego stanu błogosławionego w tajemnicy runęły.
-Z tej sytuacji nie ma,chyba żadnego wyjścia.-Szepnęłam.
-O Boże,czyli mama miała rację.-Powiedział zszokowany,gapiąc się ciągle na mój widoczny już brzuszek.

***

 17 Komentarzy=Następny rozdział

I oto powracam z rozdziałem,tak jak ostatnio obiecałam :))
Przepraszam,przepraszam,przepraszam was bardzo,że tak długo nic nie było.Nie miałam wcale weny i pomysłu co tu napisać.Szczerze to chciałam,żeby to zupełnie inaczej wyszło i jakoś nie podoba mi się za bardzo ten rozdział a wam?

I jeszcze taka sprawa,czy chcecie aby co jakiś rozdział pojawiało się takie wspomnienie Lily z dzieciństwa? Coś takiego jak było w poprzednim rozdziale.Bo stęskniłam się za pisaniem takich scen i z chęcią bym wróciła do ich pisania :)) Co o tym myślicie?

sobota, 28 lutego 2015

9"Spokojnie nic ci nie zrobię"

Nowy rok.
Nowe postanowienia.
Nowe doświadczenia.
Nowe miejsca.
Nowi ludzie.
Bardzo cieszy mnie ta perspektywa.Mimo tego,że jest już koniec stycznia,ciągle nie mogę przyzwyczaić się do tego,że mamy już rok 2018.Zaczął się on dla mnie dość dobrze.Pomimo tego,że na początku ciągle siedziałam sama w domu i nie miałam ochoty na nic.Na szczęście ten zły humor znikną gdy wróciłam do pracy.Styczność z ludźmi była mi bardzo potrzebna.Czasem sama siebie nie rozumiem,raz śmieję się z niczego,a po chwili mam ochotę ryczeć.Nikt nie zrozumie kobiety w ciąży.
Słońce zaczęło po woli wstawać,więc i ja musiałam się ruszyć z łóżka.Niechętnie,ale to zrobiłam.Jeszcze lekko zaspana podreptałam do łazienki.Musiałam przemyć oczy,żeby się do końca obudzić.Zimna ciecz na mojej twarzy od razu mnie ożywiła.Wytarłam ją miękkim ręcznikiem i od razu wróciłam do sypialni rodziców.Tam właśnie śpię od kiedy tu wróciłam do domu,w swoim starym pokoju nic na razie nie zmieniłam. Wszystko zostało w takim stanie,kiedy się kilka lat temu stąd wyprowadzałam.Za dużo nerwów by mnie to kosztowało.Opróżnianie szafy z ubraniami rodziców też było dla mnie ciężkie.Nie mogłam tego wszystkiego wyrzucić,więc zapakowałam do worów i wyniosłam do piwnicy.Gdy było już pusta zapełniłam ją swoimi rzeczami.
Gdy byłam już w pokoju,podeszłam do niej i zaczęłam wyciągać wszystkie swoje spodnie. Wciskałam się we wszystkie po kolei,jednak już kilka pierwszych par na mnie nie pasowało.Siłowałam się z nimi,aby zapiąć ten głupi guzik,ale nie dawałam rady.
-Trzeba by się wybrać na zakupy.Co nie mały.-Westchnęłam sfrustrowana i stanęłam przed lustrem w samej bieliźnie.Zmiana w moim ciele była już dość widoczna.Położyłam ręce na podbrzuszu i delikatnie gładziłam swoją skórę.Ciągle nie dochodziło do mnie co tak na prawdę rośnie w moim brzuchu.To było jak sen.
Ocknęłam się po chwili z zamyśleń i w końcu się poddałam.Zdecydowałam się ubrać leginsy,które jako jedyne na mnie pasowały.Wyciągnęłam jeszcze dość szeroki sweter i ubrałam się.

Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie czyli parę kanapek z serem i pomidorem.Włączyłam radio gdzie leciała audycja dotycząca zmian cen w nowym roku.Słuchałam jej zajadając się,a potem od razu wyszłam z domu.Wiał lekki wietrzyk, a słońce dość mocno grzało.Poranek wyjątkowo ładny,że aż chciało się żyć.Szłam z uśmiechem na ustach,z daleka mogłam wyglądać,jakbym uciekła z psychiatryka.Jednak w tamtej chwili miałam to głęboko.Mój humor był dobry i nikt nie mógł mi go zepsuć.Tak jak od miesiąca i tym razem powinnam otworzyłam sklep,gdyż pani Imogen wyjechała z rodziną na wakacje.Opowiadała mi jak jej drugi syn,wykupił im jakiś hotel na Hawajach.Wyjechali tam zaraz po świętach,a wrócili w weekend. Dzisiaj rudowłosa ma już być w pracy,bo do tej pory byłam sama w sklepie.Z jednej strony ciesze się,że w końcu ją zobaczę,bo szczerze mówiąc to się stęskniłam.Ale z drugiej, boje się że moja tajemnica się wyda i będę musiała jej wszystko o sobie opowiedzieć. Chociaż dobrze wiem,że nie powinnam jej okłamywać to boje się jej reakcji na moją sytuację życiową.Jednak ciągle mam nadzieję,że uda mi się to na razie jakoś ukryć,chociaż jest ciężko.Specjalnie ubrałam coś luźnego,by za szybko się nie domyśliła.Tak będzie lepiej.
Doszłam do budynku,ale coś było nie tak.Gdy chciałam włożyć klucz do drzwi,okazało się,że są one otwarte.W jednej chwili wszystkie moje mięśnie się spięły,a w głowie już miałam najczarniejsze scenariusze.Na szczęście miałam w torebce gaz pieprzowy,który szybko wyciągnęłam.Poważnie wystraszona uchyliłam cichutko drzwi.Zajrzałam do środka,ale nikogo tam nie zobaczyłam.Weszłam tam szybko i chwyciłam w drugą rękę wazon.Serce waliło mi jak oszalałe,a ręce się trzęsły.Wtedy z zaplecza doszedł odgłos tłuczonego szkła,a ja ze strachu lekko podskoczyłam.Ciągle przesuwałam się w tamtą stronę,aż w końcu weszłam do małego pokoju.Ujrzałam tam mężczyznę który nachylał się nad jakimś zbitym naczyniem.Chciałam podejść bliżej,jednak nie zdążyłam bo chłopak szybko wstał i odwrócił się w moją stronę.W tamtej chwili myślałam,że mam jakieś zwidy.Włamywaczem okazał się być Ed Sheeran we własnej osobie.Od razu przed oczami miałam sytuacje w której go poznałam.
"Siedziałam w swoim hotelowym pokoju na łóżku i czytałam Harryego Pottera,gdy ktoś wpadł do środka.
-Boże Niall co ty tu robisz?-Krzyknęłam gdy zobaczyłam blondyna siedzącego pod ścianą z jakąś mazią na głowie.
-Nic,nie przeszkadzaj sobie,wpadłem tylko zobaczyć czy żyjesz.-Powiedział zdyszany.
-No tak,właśnie widzę.-Pokiwałam z niedowierzaniem głową.Musiałam sprawdzić co go do mnie sprowadziło,dlatego postanowiłam wyjść z pokoju i zobaczyć co dzieje się na zewnątrz.
-Nie.-Usłyszałam tylko za sobą krzyk blondaska gdy otworzyłam drzwi.Niestety było już za późno,bo na mojej głowie wylądowało surowe jajko.Spojrzałam na sprawcę tego wszystkiego,którym okazał się być oczywiście Harry.Tylko on mógł wymyślić taki głupi pomysł.
-Ty...ty żałosny baranie.-Wydarłam się od razu.Chłopak zaczął się tylko głupkowato śmiać i rzucił się do ucieczki.Ja nie odpuściłam mu tak łatwo i zaczęłam go gonić.Biegłam za nim i ciągle krzyczałam.
-Harry ty jesteś chory psychicznie.-Wleciałam za nim do jakiejś garderoby,gdzie siedziało parę osób.
-Co ty jej znowu zrobiłeś?-Usłyszeliśmy głos Liama który grał na konsoli.
-Przecież ja nie wiem o co jej chodzi.-Udał głupka,a ja wkurzyłam się wtedy jeszcze bardziej.
-Taką masz już sklerozę.Może się do lekarza zapisz co?
-Nie na razie chyba nie jest ze mną tak źle.-Wyszczerzył się i stanął pod ściną z jednej strony pomieszczenia,a ja stałam na przeciwko niego.
-Lila odpuść mu.Patrz jak się biedak już zmęczył.-Zaśmiał się Louis.
-Nigdy,to jest taki debil.-Wydarłam się i sprintem podleciałam do bruneta.Ten tylko głupio się śmiał gdy rzuciłam się na niego i okładałam pięściami jego tors.
-Dobra koniec tej zabawy.-Liam zaczął mnie od niego odciągać.Nie dałam się tak szybko i nawet gdy ten trzymał mnie już na rękach,wierzgałam nogami próbując się wyrwać.
-No dzięki ci Liam.-Loczek jak gdyby nigdy nic usiadł obok nich,a mnie chłopak postawił obok telewizora.
-Ej co ty masz we włosach?-Pierwszy zauważył maź Andy.
-Spytaj się tego niedorozwiniętego człowieka.-Wskazałam na bruneta.
-Myślałem,że to Niall.No przepraszam cię.-Westchnął.
-To lepiej już nie myśl.Mam pełno skorupek we włosach.-Jęknęłam dotykając swojej głowy.
-Jajko?-Zaśmiał się z niedowierzaniem rudowłosy chłopak,którego skądś kojarzyłam.
-Chodź wydłubie ci je.-Wszyscy siedzący na kanapie zaczęli się śmiać.
-Oczy sobie wydłub.-Burknęłam rozczesując włosy palcami.Musiałam jak najszybciej ogarnąć ten chlew na swojej głowie.Chciałam stamtąd wyjść jednak gdy byłam już obok kanapy,Harry oczywiście musiał coś wymyślić.Nie zdążyłam obok niego przejść,bo wyciągnął przede mną rękę i pociągnął do siebie,tak,że spadłam nie tylko na jego,a także na chłopaka siedzącego za nim,którym był tajemniczy nieznajomy.Dopiero gdy leżąc na jego kolanach,przyjrzałam mu się bliżej poznałam kto to jest.
-Ej to prawdziwy Ed Sheeran.-Piszczałam podnosząc się z ich nóg.Mężczyźni słysząc moje słowa zaczęli się głośno śmiać.
-Aleś ty szybka dziewczyno.-Poklepał mnie po ramieniu loczek."
Tak dokładnie tak to wyglądało.
-Co tu robisz?-Powiedziałam gdy się ocknęłam.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.-Zaśmiał się.
-To nie jest zabawne.Kto cię tu wpuścił?-Podniosłam głos.Ten nie odpowiedział tylko pokazał mi klucze,a najdziwniejsze było to,że wisiał przy nich taki sam breloczek jak przy kluczach pani Imogen.Patrzyłam na nie,zastanawiając się co to wszystko ma znaczyć.
-No już się tak nie patrz.Tak to są właśnie te klucze o których myślisz.-Jego pewność siebie była bardzo dziwna.
-A skąd je masz?
-Hmm jak by ci to powiedzieć....
***

 17 Komentarzy=Następny rozdział

I jakie wrażenia?A co sądzicie o Edzie?? Według was jaką od odegra postać w opowiadaniu.Wiem,że rozdział miał być szybciej,ale nie mogłam nic wymyślić.Prawie cały napisałam dzisiaj.
Od poniedziałku znowu zaczyna się szkoła,więc nie wiem kiedy będzie następny rozdział.

Chciała bym też szczególnie podziękować mojej Olci która zawsze wierzy w to,że napisze coś sensownego.Jesteś kochana <3
Ale dziękuję też każdemu kto jest ze mną i czyta moje wypociny.Dziękuję <3
I mam jeszcze prośbę,czy anonimki mogły by się podpisywać.Tak będzie łatwiej ocenić mi ilu was tu tak na prawdę jest.Z góry wam dziękuję.

A i zapraszam jeszcze na 3 rozdział :)) http://here-are-dying-white-angels.blogspot.com/2015/02/rozdzia-3.html

piątek, 20 lutego 2015

8"Przepraszam cię maleństwo"


Na zegarze wybiła godzina 15:00 a w moich oczach automatycznie stanęły łzy.Parę lat temu o tej porze w domu było zupełnie inaczej.Mam krzątała się niespokojna po kuchni i kończyła robić świąteczny obiad.Tata nakrywał zazwyczaj do stołu w salonie i pilnował mnie,żebym nie zaglądała do prezentów.Bardzo dobrze pamiętam te dni,tamta atmosfera jest nie do zapomnienia.Tak mi przykro,że to już nigdy nie wróci.Dzień 25 grudnia jest w pełni dla rodziny i innej opcji nie ma.Wszyscy powinni być razem i miło spędzać czas.Cieszyć się w swoim towarzystwem i poświęcać uwagę bliskim osobą.A co ja właśnie robię?Siedzę w salonie pod kocem w dresie i swetrze mojego taty,ze stertą albumów porozrzucanych po całym pokoju.Na stoliku stoi dzbanek z sokiem pomarańczowym którym ciągle się opijam,a w tle lecą smętne hiszpańskie piosenki,których słuchała moja mama.Tak wygląda mój dzień.Jeszcze kilka lat temu nie przypuszczała bym,że to wszystko tak się potoczy.Jako mała dziewczynka myślałam,że takie święta będą miały miejsce co roku,a tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna.Zdałam sobie dzisiaj sprawę z tego,że nie mam już nikogo bliskiego.Może i to moja wina,ale nie chce mieć nic wspólnego z kuzynem,który mnie oszukał.Jednak muszę się przyznać,że coraz częściej myślę o tym jak by to było gdybym jednak się odezwała do chłopaków.Wtedy mogła bym też odnowić kontakt z rodzinką Josanów.Bardzo ciepię,przez to,że nie mogę się z nimi spotkać.Gdybym tylko do nich pojechała od razu wydało by się,że jestem w kraju.Teraz już sama nie wiem co mam robić.Przyjechałam tu z innym nastawieniem do tej całej sprawy,ale coraz bardziej wymiękam.Chciała bym coś zmienić,ale nie wiem czy odważyła bym się tak po prostu pójść do Louisa i powiedzieć "Hej kuzynie.Jestem na ciebie śmiertelnie zła,ale przyszłam bo czuje się samotna i potrzebuje towarzystwa"To na serio odpada,a innego pomysłu nie mam.
Wstałam leniwie z kanapy,bo musiałam skorzystać z toalety.Włączyłam światło na korytarzu,gdyż zaczęło się już ściemniać.Patrząc na cały ten pusty dom w oczach stanęły mi łzy.Czym prędzej przebiegłam do łazienki,a gdy z niej wychodziłam łzy lały się już ciurkiem.W salonie rzuciłam się na kanapę,jednak zrobiłam to chyba zbyt mocno,bo poczułam ukłucie w brzuchu.Szczerze mówiąc przestraszyłam się wtedy trochę.
-Przepraszam cię maleństwo.-Szepnęłam i usiadłam już łagodniej.Otarłam łzy i podniosłam lekko swoją koszulkę,głaszcząc swój brzuch.Przez ostatnie dwa tygodnie moje myśli coraz częściej krążą wokół dziecka.Muszę przyznać,że coraz bardziej wciąga mnie świat macierzyństwa.I coraz częściej przyłapuje się na gadaniu z małym.Po wizycie u pani doktor bardzo dużo się dowiedziałam,ale zdałam sobie też sprawę z tego,ile jeszcze rzeczy będę musiała się nauczyć.Koniec pierwszego,a początek drugiego trymestru ciąży niesie za sobą wiele korzyści,jak i następne problemy.Cieszy mnie fakt,że poranne mdłości już zniknęły,ale niedługo zacznie się co innego.A mianowicie mój brzuch.Perspektywa noszenia przed sobą ogromnej kuli,nie jest spełnieniem marzeń,ale na razie nie chce o tym myśleć.Gdy usłyszałam,że moje maleństwo dobrze się rozwija,byłam na prawdę szczęśliwa.Najważniejsze teraz jest dla mnie,by dziecko urodziło się zdrowe i niczego mu nie brakowało.Wiem,że tego nigdy nie dam rady mu zapewnić gdyż nie będzie wychowywało się w pełnej rodzinie,a to bardzo ważne.Czuje jakbym zabierała jemu cześć życia i źle się z tym czuję,ale teraz już nie ma innego wyjścia.Daniel nie nadaje się na ojca i wszyscy dobrze o tym wiemy.Kilka razy słyszałam jak mówił,że ma dopiero 21 lat i jest za młody na dorosłe życie.Nie wiedział co to jest odpowiedzialność,dla niego liczyła się tylko dobra zabawa i nic więcej.Od mojego wyjazdu minął już miesiąc a on dzwonił do mnie tylko kilka razy na samym początku.Ja oczywiście nie odbierałam,ale gdyby na prawdę mnie kochał to by nie odpuścił.Jest to dla mnie kolejny dowód na to,że nie jest to dobry chłopak dla mnie a tym bardziej dobry ojciec.
Myśl o tym wszystkim sprawiła,że nowa dawka łez wydostała się z moich oczu.Leżałam na kanapie dając upust złym emocjom,w wyniku czego przez następną godzinę ryczałam jak bóbr,co jakiś czas narzekając na swoje beznadziejne życie.Gdy skończyły mi się chusteczki,byłam zmuszona w końcu się ruszyć.Na dworze bardzo się już ściemniło dlatego zapaliłam dużą lampę.Musiałam na chwilę przymknąć powieki od rażącej jasności.Potem poszłam znów do łazienki na górę.Oparłam ręce o zimną umywalkę i podniosłam wzrok w stronę lustra.Nie wyglądałam za dobrze,aż sama przestraszyłam się swojego odbicia.
-Nie możesz tu ciągle siedzieć i się zamartwiać.-Nakrzyczałam sama na siebie.Szybko obmyłam twarz wodą i poszłam do szafy,z której wyciągnęłam ciepłe rzeczy.
Lekki wietrzyk targała moimi włosami,gdy przechadzałam się ulicami dzielnicy Londynu,w której mieszkam.Wszędzie było pusto,żadnej żywej duszy nie widziałam przez całą drogę,którą przebyłam.Jedynie lampy świecące się w domach,wskazywały na obecność ludzi w tym mieście.Gdy doszłam do dużego placu,na którym świeciło się pełno ozdobnych lampek,usiadłam na jednej z ławeczek.Z ledwością powstrzymywałam się od wybuchnięcia płaczem.Może to robi się już nudne,ale nigdy nie byłam w takiej sytuacji,a jedyne na co mam teraz ochotę to właśnie płacz.Nadal nie mogę uwierzyć,że w taki dzień jak ten jestem sama.Tam na tej ławce,w środku pustego miasta zdałam sobie z czegoś sprawę.
-To nie może tak dalej wyglądać.Może i oni nie zachowali się w porządku,w stosunku co do mnie,ale to moja jedyna rodzina.Muszę sobie z nimi to wszystko wyjaśnić.Jeżeli nie dla siebie to dla mojego dziecka.Nie chce,żeby miało tylko mnie,musi rozwijać się w towarzystwie ludzi.Nie może być samotnikiem,tak jak ja teraz.Nie pozwolę na to.

***

 15 Komentarzy=Następny rozdział

I jest kolejny rozdział.Jak się podoba??
Następny będzie pewnie we wtorek,jeżeli oczywiście piętnastu z was zostawi tu po sobie ślad kochani<33
I jeszcze pytanko :) W jaki sposób byście chcieli,żeby Lila spotkała się z chłopakami,albo tylko z jednym z nich??Jak wy sobie to wyobrażacie?

A i chciałam wam jeszcze przekazać,że zmieniła troche bohaterów.Więc jak ktoś jest ciekawy to zapraszam do zakładki Bohaterowie II ;))

niedziela, 15 lutego 2015

7"Wchodź"


-Dzień dobry chciała bym umówić się na wizytę.-Powiedziałam do kobiety po drugiej stronie słuchawki.
-Dobrze na kiedy?-Odpowiedziała mi.
-Najlepiej jak najwcześniej.-Powiedziałam spięta.
-Dobrze,chwileczkę.-Słyszałam jak przewraca kartkami.-Ma pani szczęście,właśnie jedna pacjentka zrezygnowała i Pani Goldenmayer ma jutro wolne o 13:30.Zapisać panią?
-Tak,była bym wdzięczna.-Odetchnęłam z ulgą gdy okazało się,że wolny termin jest tak szybko.Bałam się tej wizyty i chciałam ją mieć jak najszybciej za sobą.Pierwszy raz miała bym zobaczyć swoje dziecko.To na prawdę stresujący moment.Podałam jej jeszcze swoje dane i rozłączyłam się.Odłożyłam telefon na ladę a wtedy drzwi do sklepu się otworzyły.
-O jesteś już.-Uśmiechnęła się do mnie pani Imogen.
-No tak wyszło.-Rudowłosa poszła prosto na zaplecze,a ja wzięłam się za rozkładanie nowej biżuterii na półce.Ciągle z głowy nie mogło mi wyjść to co jutro ma się wydarzyć.Z jednej strony nie mogłam się doczekać,a z drugiej strony strach był tak wielki,nawet nie wiem z jakiej przyczyny.Po prostu się bałam.A czego?Sama nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.Chciałam też jak najszybciej porozmawiać o moim wyjściu z pracodawczynią.Nie było to dla mnie łatwe gdyż w tym tygodniu już raz mnie nie było i miałam wyrzuty sumienia,że znów zostawię starszą kobietę samą.
-Proszę pani,mam taką małą prośbę-Spojrzałam na nią po chwili ciszy.
-Słucham cię.-Uniosła wzrok na mnie.
-No,bo hmmmm czy mogła bym jutro wyjść wcześniej.Umówiłam się do lekarza.?-Nie miałam odwagi spojrzeć jej w oczy.Bałam się jej odmowy.
-Oczywiście a o której?-Szczerze to zaskoczyła mnie jej reakcja.Ta sytuacja utwierdziła mnie tylko w przekonaniu,że to złota kobieta i miałam wielkie szczęście trafiając na nią.
-Tak o 12:30 bo muszę dojechać jeszcze do centrum.-Podniosłam wzrok ze swoich butów.
-A wiesz,że to się nawet dobrze składa.-Uśmiechnęła się chytrze.
-Już się boje.-Zachichotałam czekając na jej dalsze słowa.
-Mam nowe specjalne zamówienie.
-Specjalne?-Spytałam zaskoczona,na co rudowłosa się zaśmiała.
-Znajoma mojego syna często coś u mnie zamawia to może zawiozła byś jej tą biżuterie i wtedy nie musiała być już jutro przychodzić do sklepu.-W sumie ta propozycja nawet mi się spodobała.
-Dobrze,a o której ona będzie czekać?
-Umówiłam się z nią tak około 12.Dasz radę?
-Pewnie.-Pokiwałam głową i odwróciłam się w stronę półki.



-O cholera.-Krzyknęłam zrywając się z łóżka.Była godzina 11:15 gdy ja jeszcze spałam.Spanikowana wybiegłam z pokoju do łazienki po czym wlazłam szybko pod prysznic.Na początku puściłam za gorąca wodę przez co się poparzyłam,więc szybko odkręciłam zimną,przeklinając cicho pod nosem.Po nieszczęsnym prysznicu udałam się do pokoju,gdzie w samym ręczniku zadzwoniłam po taksówkę.Powiedziano mi,że będzie za 10 minut więc zaczęłam się ubierać w jakieś przypadkowe ubrania.Na koniec obejrzałam się w lustrze i stwierdziłam,że nawet nie jest tak źle i wyglądam w miarę jak człowiek.


Szybko zeszłam na dół gdzie z kuchni zgarnęłam tylko duże jabłko z kuchni,po czym ubrałam kurtkę i buty.Pędem pobiegłam do samochodu i podałam adres domu do którego miałam dostarczyć paczkę,która leżała od wczoraj w mojej torebce.W drodze zjadłam swój posiłek.Zerkałam co chwilę na telefon,sprawdzając godzinę.Miałam juz 10 minut spóźnienia gdy samochód zatrzymał się w bardzo bogatej dzielnicy,zaraz przy centrum.Zapłaciłam kierowcy pieniędzmi,które dała mi wczoraj rudowłosa.Długo upierałam się,że ich nie potrzebuje,ale pani Imogen ciągle stała przy swoim więc się poddałam.Stanęłam przed wielką bardzo okazałą willą.Pomyślałam sobie od razu,że ta dziewczyna musi być bardzo bogata,że stać ją na takie coś.Porównując jej dom z moim to miałam wrażenie,że mieszkam w jakimś garażu.Gdy się ocknęłam popchnęłam lekko furtkę i weszłam na dużą posiadłość.Czułam się jakoś nieswojo,miałam dziwne wrażenie,że nie powinno mnie tu być.Weszłam na zadaszony ganek i zadzwoniłam do drzwi.Po paru chwilach stanęła przede mną młoda dziewczyna.Miała jasne brązowe włosy,sięgające trochę za ramiona.Uśmiechała się do mnie od ucha do ucha swoimi pełnymi ustami.
-Hej to ty jesteś od pani Imogen tak?-Powiedziała od razu.
-Tak zgadza się.-Odwzajemniłam uśmiech.
-Wchodź.-Uchyliła bardziej drzwi i zaprosiła do środka.Dałam kilka kroków i znalazłam się w ciepłym pomieszczeniu.
-Jestem Sophia.-Podała mi rękę a ja spojrzałam się na nią zaskoczona i odwzajemniłam uścisk.Szczerze to trochę zdziwiłam się jej zachowaniem.Myślałam,że po prostu przekaże jej paczkę tak jak robiłam to przy każdym zamówieniu,a ona tutaj zaprasza mnie do środka i w ogóle.
-Lila.-Również się uśmiechnęłam.Dziewczyna słysząc moje imię jak by na chwilę się zamyśliła.Postanowiłam to zbagatelizować i zaczęłam wyciągać dużą kopertę z torebki.
-Pani Imogen mówiła,że już jest zapłacone.-Powiedziałam siłując się z pakunkiem.
-Tak zgadza się.-W końcu udało mi się opróżnić torebkę.
-Proszę.-Podałam z uśmiechem dziewczynie to co należało już do niej. 
-O dziękuję.Wiesz bardzo zależało mi na czasie,uwielbiam biżuterię pani Im i kupiłam to specjalnie na ślub mojej siostry a to już za dwa dni.-Sophia była bardzo sympatyczna.Byłam pewna,że właścicielka takiego domu to jakaś starsza zrzędliwa baba,a tu taka niespodzianka.
-Tak mi też bardzo podobają się te jej arcydzieła.-Zaśmiałam się.-To może ja już pójdę.-Odwróciłam się w stronę drzwi.
-Lila.-Usłyszałam za sobą głos.
-Tak?-Odwróciłam się gdy stałam już w wyjściu.
-Mam nadzieję,że się kiedyś jeszcze spotkamy.-Zaskoczyło mnie to i to bardzo.
-Ja też.To paa.-Powiedziałam zszokowana i wyszłam z posiadłości.Ta wizyta była bardzo dziwna.Oszołomiona szłam do furtki.


Chłodne grudniowe powietrze,drażniło moją skórę gdy od dobrej godziny przechadzałam się po parku.Pierwsza wizyta u lekarza wiązała się z takimi emocjami,że nigdy tego nie zapomnę.Gdy doszłam już do klinik,nie musiałam długo czekać,bo przemiła pani doktor od razu mnie przyjęła.Widziała,że jestem sama i ile mama lat,a mimo to nie zadawała niewygodnych pytań,których się bałam.Siedziałam u niej z dobre pół godziny.Tego dnia po raz pierwszy zobaczyłam swoje maleństwo.Mój stosunek co do tej całej ciąży i samotnego życia zmienił się o 180 stopni.Zaczęłam myśleć o istocie rozwijającej się we mnie inaczej niż dotychczas.Doszło do mnie,że jest to żywy człowiek,którym już nie długo będę musiała się sama zając.Wcześniej nie myślałam o tym w taki sposób.To była magiczna chwila.Mimo,że obraz nie był za wyraźny,a człowiek we mnie dopiero co się rozwija myśl,że to moje dziecko rozpierała mnie od środka.Może niektórym wydawać się to dziwne,mam dopiero 18 lat,jestem w 12 tygodniu ciąży i cieszę się z tego.Nie wszyscy na moim miejscu byli by zadowoleni.Od małego mówiłam,że kiedyś zostanę mamusią chociaż nigdy nie myślałam,że stanie się to tak wcześnie.Zdaje sobie sprawę z tego,że moje życie nie jest normalne i już nigdy nie będzie.Ona przecież jest za młoda,powinna się wyszaleć i korzystać jak najbardziej z życia,a nie pakować się w zmienianie pieluch.Może i jestem nienormalna,ale mam już dosyć imprez,używek i tego świata,chce stać się odpowiedzialna.Przeszłam już okres buntu i cieszę się,że mam to za sobą.To nie było normalne,że w wieku 14 lat zaczęłam palić,a potem było już tylko gorzej.Imprezy do białego rana,alkohol prawie każdego dnia,wagary i inne wybryki na które moim opiekunowie nie zwracali za bardzo uwagi.Czasami miałam wrażenie,że gdybym uciekła z domu to oni i tak by tego nie zauważyli.Ciąża w pewien sposób stała się ucieczką od tego wszystkiego.Miałam wątpliwości co do wyjazdu z LA,ale inaczej nie udało by mi się oderwać od dawnych przyzwyczajeń.Wbrew zdaniu innych jestem przekonana,że dam sobie radę.Nie wiem jak długo będę żyła z takim przekonaniem,ale oby jak najdłużej.Rozmyślałam tak siedząc na drewnianej ławce w dużym parku.Dookoła chodziło bardzo dużo ludzi może dlatego,że był to piątek i każdy zaczął już weekend.A święta Bożego Narodzenia,które miały być już za dwa tygodnie,wyganiały coraz więcej ludzi na świąteczne zakupy.Właśnie z tej przyczyny w ostatnim czasie nie wychodziłam na dwór.Tylko z domu do pracy i z powrotem.Niestety przyszedł czas i musiałam zmierzyć się z teraźniejszością.Święta to dla mnie bolesny czas.Od 5 lat nie obchodzę ich już tak jak kiedyś,powiedzmy szczerze w LA święta w ogóle nie były czymś ważnym.Libby i Georga i tak cały dzień nie było,a wieczorem siadali przy kominku i pili wino.Tak wyglądały ich święta.A moje?Hmmm...Siedziałam całymi dniami w pokoju oglądałam zdjęcia,stare nagrania i ryczałam,tak było co roku.Czasami też wychodziłam wieczorami na imprezy,żeby zapić smutek.A w tym roku?Nie chce w ogóle o tym myśleć.Po woli zaczyna doskwierać mi samotność,jedyna osoba z którą mam jakiś kontakt to moja pracodawczyni i pani w osiedlowym sklepie gdzie robię prawie codziennie zakupy.Czas,żeby coś zmienić.Nie wiem jak mam to zrobić,ale muszę w końcu wyjść do ludzi bo to siedzenie w domu po woli mnie wykańcza.
Wstałam z zimnej ławki i poszłam w stronę dużej żelaznej bramy.Mijały mnie szczęśliwe rodziny z dziećmi,zakochane pary i paczki nastolatków.Ulice przystrojone były różnorodnymi ozdobami,światełka w sklepowych witrynach był bardzo dobrze widoczne w ciemnościach popołudnia.Ludzie chodzili szczęśliwi z uśmiechami na twarzach,zachwycając się prezentami jakie udało im się kupić dla swoich bliskich.Kiedyś też chodziłam tędy z rodzicami za rękę,krzycząc jak bardzo podobają mi się lampki na choinkach czy lalki w sklepach,które zawsze chciałam dostać.Patrząc na to wszystko miałam ochotę wybuchnąć głośnym szlochem.

***

15 Komentarzy=Następny rozdział

I w końcu udało mi się dokończyć ten rozdział.Przepraszam,za taką długą przerwę.Ale mam dobrą wiadomość.Właśnie zaczęły mi się ferie więc następny rozdział planuje dodać w środę :)) Jeżeli będzie oczywiście odpowiednia ilość komentarzy :))
A wy już miałyście ferie,czy może dopiero macie tak jak ja??
No i oczywiście przepraszam za błędy.
A tak w ogóle to podoba się wam rozdział?
Dużo osób chciało by żeby pojawili się już chłopcy.Mam teraz dla was informację :)) Zespół nie długo się pojawi :))

I zapraszam też na nowego bloga gdzie niedługo powinien pojawić się drugi rozdział http://here-are-dying-white-angels.blogspot.com/

sobota, 31 stycznia 2015

6"Mój syn"



-Synku co ty tu robisz?-Pierwsza odezwała się kobieta za mną i wszystko było już jasne,a moje wątpliwości co do tego kto to jest zostały rozwiane.
-Mamo też się ciesze,że cie widzę.-Zaśmiał się mężczyzna,po czym mnie ominął i podszedł do swojej rodzicielki całując ją w policzek.
-Lila to jest mój syn Matthew.-Słysząc to imię miałam przed oczami tylko jedną osobę,jednak szybko pozbyłam się jej z umysłu gdyż Im kontynuowała swoją wypowiedź.-A to jest Lila moja nowa pomocnica.-Przedstawiła mnie.
-Hej-chłopak podał mi rękę co odwzajemniłam.
-Miło mi cię poznać.-Starałam się być jak najbardziej grzeczna.
-Mi też.Ciesze się,że poznałem w końcu dziewczynę o której mama ciągle gada i tylko zachwala.-Jego słowa bardzo mnie zdziwił,ale tak pozytywnie.Cieszyłam się,że mnie polubiła.
-Bez przesady.-Uśmiechnęłam się słabo co chłopak odwzajemnił.
-Mamo przyjechałem po te kosmetyki które zamówiłaś dla Gem.-Zwrócił się do niej.
-Aaaa no tak,prawie zapomniałam.Mam je tu gdzieś.-Kobieta podeszła do komody i zaczęła przeglądać szuflady.
-To ja może już pójdę,nie będę przeszkadzać.-Już chciałam odwrócić się na pięcie gdy usłyszałam głos rudowłosej.
-Poczekaj chwilkę.Matt masz trochę czasu odwiózł byś Lile do domu?Źle się czuje.A wole się upewnić,że dotarła bezpiecznie.-Słysząc to od razu wkroczyłam do akcji.
-Ale nie trzeba,mieszkam niedaleko.-Nie chciałam nikomu zawracać głowy i przeszkadzać dlatego się na to nie zgodziłam.
-Żaden problem jedziemy z Gem właśnie do sklepu,możemy cię podwieźć.-Chłopak a właściwie facet dużo starszy ode mnie bez problemu się zgodził co nie ułatwiło mi sprawy.
-No widzisz,jedziesz z nimi i bez gadania.-Zaśmiała się kobieta,postanowiłam już odpuścić i tak bym nic nie wskórała.
-Dobrze,bardzo dziękuję za pomoc.-Chciałam się uśmiechnąć,lecz wyszedł z tego tylko grymas gdyż poczułam mocny ból głowy i automatycznie się za nią złapałam.
-No właśnie.-Spojrzała na mnie wymownie i podała mężczyźnie obok mnie torbę z kosmetykami.-Idźcie już dzieciaki.-Całą trójką ruszyliśmy do wyjścia.Nie czułam się za dobrze i chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu przez co nawet spodobał mi się pomysł z podwiezieniem.Nie byłam pewna czy sama dała bym radę dojść do domu.
-Pa mamo.No i jeszcze raz dzięki.-Syn cmoknął swoją rodzicielkę w policzek i oboje ruszyliśmy w stronę samochodu.
-Dobrze się czujesz?-Spojrzał na mnie mój towarzysz.
-Tak sobie,wezmę jakieś leki i mi przejdzie.-Starałam się być przekonywująca.
-Mam nadzieję.Mama na prawdę cieszy się,że znalazła kogoś takiego jak ty do pomocy w sklepie wiesz.-Słuchając jego słów zrobiło mi się ciepło na sercu.
-Miło to słyszeć.-Spojrzałam na niego przez co musiałam podnieść lekko głowę do góry,gdyż był wyższy ode mnie.Zatrzymaliśmy się przy dużym czarnym samochodzie gdzie z przodu siedziała dziewczyna jednak gdy mnie zobaczyła zaczęła z niego wysiadać.W jednej chwili moje serce przyspieszyło,a obraz zaczął zlewać mi się w jedność.Nie mogłam uwierzyć w to kogo widzę przed sobą.W tamtym momencie miałam ochotę uciec jak najdalej stamtąd.Ze zdenerwowaniem poprawiłam czapkę na głowie.Modliłam się,żeby jasnowłosa mnie nie rozpoznała.Ta podeszła bliżej nas i od razu poczułam jej wzrok na sobie.
-Gemma to jest Lila,pracuje od jakiegoś czasu u mojej mamy.-Przedstawił mnie Matt.-A to jest Gemma moja narzeczona.-Powiedział dumny a ja mimo wszystko uśmiechnęłam się przez to delikatnie.
-Hej miło mi cie poznać.-Odezwała się a ja miałam ochotę skakać z radości.Nie poznała mnie.Takkkk.Krzyczałam w duchu.
-Mi ciebie również.-Odpowiedziałam cicho i spojrzałam jej w oczy,co było błędem.Od razu wyczułam,że coś jest nie tak.Przyglądała mi się uważnie z bardzo dziwną miną jakby nad czymś mocno się zastanawiała.No i w tedy cała moja radość w jednej sekundzie wyparowała.
-Dobra chodźcie,podwieziemy Lile,bo źle się czuje.A wiesz mama jak to mama,zawsze o wszystkich się martwi.-Na szczęście przerwał tą całą sytuację chłopak i otworzył mi drzwi na tyle auta a ja podałam mu adres.Usiadłam i patrzyłam się wszędzie tylko nie na siostrę Harryego siedzącą z przodu.Panowała cisza co bardzo mi odpowiadało jedno czego chciałam to jak najszybciej wyjść stamtąd i zapomnieć o całej tej chorej sytuacji.
-Lila to bardzo oryginalne imię.Znałam kiedyś taką jedną dziewczynkę która też się tak nazywała.-Spojrzała na mnie w lusterku a moje serce prawie stanęło.No i się zaczęło.
-Faktycznie dość rzadkie imię.-Odpowiedziałam jak najbardziej pewnie.
-A ja ci się pracuje w sklepie?-Zagadnął chłopak.
-Bardzo dobrze,pani Imogen jest przesympatyczną kobietą.-Starałam się nie okazać żadnego zdenerwowania.
-Tak to złota kobieta.-Uśmiechnęła się Gemma.
-Cieszę się,że w końcu znalazł się ktoś do pomocy.Ona na prawdę była już zmęczona tym wszystkim,a od kiedy ty jesteś uspokoiła się trochę.-Nic nie odpowiedziałam.Po prostu do końca drogi siedziałam i modliła się w duchu,żeby to jak najszybciej się skończyło.Na szczęście mój dom nie był dużo oddalony od mojego miejsca pracy i już po jakiś 10 minutach samochód się zatrzymał.Moja radość wtedy nie znała granic,jednak lęk przed tym,że jasnowłosa mnie pozna nadal mi towarzyszył.
-To do zobaczenia kiedyś tam.-Zaśmiała się dziewczyna gdy wysiadałam z auta.
-Tak do zobaczenia i dziękuję za podwózkę.-Czym prędzej wyszłam na powietrze i zamknęłam za sobą drzwi.Nie odwróciłam się ani na moment,szłam przed siebie aż znalazłam się pod drzwiami.Wtedy samochód odjechał,a ja westchnęłam z ulgą.Nadal nie mogłam uwierzyć w to kogo spotkałam.Przecież to miasto jest takie wielkie,a ja akurat na nią musiałam wpaść.Takiego pecha to tylko ja mam.Z tego wszystkiego nawet moje odruchy wymiotne ustały.W ciągłym szoku weszłam do domu.Po zostawieniu wierzchniego okrycia i ściągnięcia butów poszłam do salonu.Spojrzałam na bałagan tam panujący i bezradnie opuściłam ręce wzdłuż ciała.Nie miałam na nic siły.Opadłam prosto na kanapę i westchnęłam zmęczona dzisiejszym wydarzeniem.Czy to w ogóle możliwe,że był to przypadek.Nie wiem.Tyle ludzi mieszka w Londynie,ale to akurat z nią musiałam się spotkać.Ta sytuacją jest po prostu chora.Przylatując do tego miasta miałam nadzieję na nowe życie bez przeszłości,a tu taka niespodzianka.Chciałam zapomnieć czy to tak wiele.Teraz na pewno nie dam rady sobie odpuścić wspomnień.Tak bardzo nie chciałam do tego wracać.Po woli zlazłam z kanapy i poszłam do kuchni zrobić sobie herbatkę imbirową,bo tylko ona pomagała mi na nudności.Woda się gotowała a ja zajrzałam do lodówki.Niestety niczego ciekawego tam nie było.Z niechęcią stwierdziłam,że będę musiał iść na zakupy.Po paru minutach wyszłam z małego pomieszczenia z napojem do salonu.Przytłaczająca cisza w okół mnie sprawiła,że moje powieki zaczęły się po woli zamykać aż w końcu opady na dobre.


Obudził mnie jakiś huk na dworze.Od razu spojrzałam na zegar wiszący na ścianie.Było juz po 15 i mój żołądek dawał o sobie znać.Na dworze zaczęło się po woli ściemniać dlatego włączyłam stojącą obok kanapy lampę.Włączyłam telewizor na jakimś serialu żeby coś do mnie gadało.Od kiedy jestem tutaj sama jak palec nie lubię ciszy.To przytłaczające dlatego telewizor gra u mnie prawie zawsze nawet jak go nie oglądam.Poszłam do kuchni z nadzieją zjedzenia czegoś.W ostateczności postawiłam na mrożone warzywa z makaronem.Po zjedzeniu stwierdziłam,że muszę ogarnąć w salonie,bo szczerze mówiąc to nie dało się tam już normalnie chodzić tylko wyznaczoną ścieżką do kanapy i okna.Załamana zabrałam się za porządki.

***

16 Komentarzy=Następny rozdział 

Przepraszam,że końcówka tak do dupy,ale chciałam ten rozdział juz dzisiaj wstawić no i tak wyszło.Cały napisałam na telefonie wiec za błędy bardzo przepraszam.A w ogóle co sądzicie o tym rozdziale?

No i zapraszam jeszcze na nowy blog gdzie jest już pierwszy rozdział  http://here-are-dying-white-angels.blogspot.com/2015/01/rozdzia-1.html

wtorek, 20 stycznia 2015

5"Idź do domu"+Niespodzianka


Czy wszystko musi się tak w jednej chwili zawalić?Czy jeden głupi ruch może przywołać wszystkie stare wspomnienia i to w cale nie koniecznie te dobre?Otóż może.Przekonałam się o tym jakąś godzinę temu.Wałęsam się od tego czasu po ulicach miasta w nie wiadomo jakim celu.Tego dnia wiał lekki wietrzyk,po ulicach jeździły rozpędzone samochody,a po chodnikach szybko kroczyli ludzie.Szłam wolno i miałam wrażenie,że tylko ja się nigdzie nie śpieszę.W pewnej chwili dokładnie jakieś pięć metrów ode mnie przy małym czerwonym samochodzie ujrzałam starszą kobietę,która wypakowywała średniej wielkości kartony z pojazdu.Wtedy jedno z pudełek wypadło jej z rąk i cała zawartość się wysypała.Szybkim krokiem podeszłam do niej i nachyliłam się.
-Pomogę pani.-Uśmiechnęła się do starszej lekko rudej kobiety.
-Dziękuję ci dziecko.-Powiedziała z szerokim uśmiechem przez co na jej twarzy pojawiły się małe zmarszczki,co dodawało kobiecie tylko uroku.-Wiesz starość nie radość.-Dokończyła.
-Bez przesady wygląda pani bardzo młodo.-Powiedziałam podnosząc największy karton z ziemi i trzymając go na rękach.
-Oj,dziękuję bardzo.Wiele bym dała,żeby wrócić do tych młodzieńczych lat.-Zaśmiała się i złapała drugie pudło.
-To gdzie zanieść?-Spojrzałam na nią.
-Chodź.-Kobieta zamknęła samochód i zaczęła iść w stronę jednej z kamienic-Wiesz prowadzę sklep z biżuterią i co jakiś czas muszę jeździć po towar.Niestety zdrowie już nie to co kiedyś.-Skrzywiła się jednak jej wyraz twarzy dalej był promienny i przyjazny.
-Tak rozumiem.-Nie wiedziałam za bardzo co mam jej odpowiedzieć.Znalazłyśmy się przed szklanymi drzwiami,które już po chwili zostały otwarte kluczem przez rudowłosą.Od razu,gdy tam weszłam poczułam się jak w domu.Pomieszczenie przesiąknięte było zapachem wanilii i bardzo przyjemnie urządzone.Pod ścianą stała ciemna brązowa kanapa,a obok ciemna duża komoda nad którą wisiało szerokie lustro.Na przeciwnej ścianie stała wielka szafka z dużą ilością biżuterii,która leżała tam ładnie ułożona pod oszkloną ladą.Sklep pomalowany był na brzoskwiniowy kolor,co dobrze grało z wystrojem.
-Dziękuję bardzo za pomoc...?-Spojrzała na mnie pytająco.
-Lila.-Przedstawiłam się i podałam jej rękę po tym jak odłożyłam karton.
-Imogen.Bardzo mi miło.-Odwzajemniła uścisk.
-Mi też.Bardzo tu ładnie.-Pochwaliłam rozglądając się dookoła siebie.
-Dziękuję,mój syn bardzo mi tu pomógł.-Uśmiechnęła się.
-Musi mieć bardzo dobry gust.-Zaśmiałam się.Podeszłam bliżej regału i dokładnie przyglądałam się temu co na nim leży.Nie była to taka zwykła biżuteria,złote czy srebrne kolczyki tylko robione ręcznie piękne dzieła, od naszyjników po pierścionki.Na prawdę bardzo mi się to wszystko podobało i od razu przypomniała mi się mama.
-Piękne-Zachwyciłam się.-Moja mama kiedyś też robiła ręcznie kolczyki,ale ciągle coś jej nie wychodziło i zrezygnowała.-Uśmiechnęłam się smutno pod nosem.
-Musisz ją tu kiedyś przyprowadzić.-Zwróciła się do mnie.Słysząc jej słowa skrzywiłam się lekko.
-Wie pani kiedyś na pewno,by się tu wybrała,ale teraz nie jest to raczej możliwe.-Starałam się mówić spokojnie tak aby mój głos nie zadrżał i chyba mi się to udało.
-Skoro tak mówisz.-Kobieta usiadła za ladą i wypakowywała małe torebki z koralikami z szarego pudełka.
-Mogę pani jeszcze jakoś pomóc?-Podeszłam bliżej niej.
-Jeżeli znasz kogoś kto szuka pracy to tak.-Zaśmiała się pod nosem,a na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech.
-Wie pani,że znam kogoś takiego.-Zaśmiałam się.
-Na prawdę?-Podniosła głowę by na mnie spojrzeć,a jej zdziwiony wyraz twarzy wywołał u mnie rozbawienie.
-Od jakiegoś czasu szukam pracy tu w Londynie,bo niedawno się przeprowadziłam i powiem szczerze spadła mi pani z nieba.-Zachichotałam,na co kobieta ciepło się do mnie uśmiechnęła.
-Skoro jesteś chętna to wytłumaczę ci co miała byś tu robić.-Pokiwałam tylko głową i słuchałam dalej.-Od początku prowadzę ten sklep sama to będą już dobre 4 lata.Na początku dawałam sobie radę bez problemu,ale jestem niestety coraz starsza i zdecydowałam,że potrzebuję pomocy.Prowadzę też stronę internetowa sklepu i zamówienia z Londynu rozwożę sama,dlatego sklep praktycznie cały czas jest zamknięty.Chciała bym zatrudnić kogoś kto mógł by być tu na miejscu.-Westchnęła i usiadła na kanapie.
-Nie ma problemu.Jestem jak najbardziej zainteresowana.-Wyszczerzyłam się.
-Na prawdę,bardzo się ciesze.



W końcu zaczęłam zarabiać.Z taką myślą obudziłam się w poniedziałkowy poranek.Słońce po woli wschodziło,a wszędzie panowała głucha cisza.Z czasem zaczęłam się przyzwyczajać do samotnego mieszkania.Leżałam jeszcze chwilkę myśląc o mojej nowej pracy.Na prawdę miałam szczęście poznając dwa tygodnie temu panią Imogen.Od tego czasu właśnie u niej pracuję.Rudowłosa wcale nie jest szefową takie jak wszystkie.W jej sklepie czuję się jak w domu a ona w pewnym sensie przypomina mi mamę.Jest taka miła,ciągle się uśmiecha tak jakby nie miała żadnych zmartwień.Takie nastawienie do świata sprawia,że z przyjemnością się z nią spotykam.Bardzo dużo rozmawiamy gdy siedzimy we dwójkę.Nie opowiadam jej dużo o sobie,ale mamy dużo wspólnych innych tematów.W jednej chwili poczułam jak mój żołądek przewraca cię do góry nogami.Uczucie to było mi już dobrze znajome więc od razu zerwałam się z łóżka w sypialni rodziców gdzie teraz śpię i biegiem udałam się do łazienki.Zrobiłam to co miałam zrobić i wzięłam się za mycie zębów.Dopiero co wstałam,a już miałam dosyć tego dnia.Postanowiłam nie wracać już do łóżka,z resztą i tak nie miałam już czasu dłużej się wylegiwać w końcu nie chciałam się spóźnić do pracy.Wzięłam z szafy pierwsze lepsze ubrania i poszłam z nimi do łazienki.
 
Już kilkadziesiąt minut później szłam wolnym krokiem do sklepiku oddalonego od mojego domu o kilka ulic.
-Dzień dobry.-Powiedziałam chicho wchodząc do pomieszczenia gdzie było bardzo ciepło.
-Witam cię-Usłyszałam znajomy już głos.Szybko przemknęłam na zaplecze gdyż przy ladzie stała jakaś klientka i nie chciałam przeszkadzać.Od samego rana nie czułam się dobrze,z resztą tak jak od kilku dni.Najchętniej cały dzień bym przespała.Gdy ściągnęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszaku,opadłam ciężko na kanapę.Oparłam się wygodnie o oparcie i przymknęłam na chwilę powieki.Wiem,że w pracy nie powinnam się tak zachowywać,ale po prostu nie miałam siły na nic.W jednej chwili żołądek dał o sobie znać,a ja zerwałam się szybko z siedzenia i pędem udałam się do łazienki,gdzie zwróciłam całe śniadanie.Wykończona całą tą sytuacją obmyłam usta wodą i wyszłam z małego pomieszczenia.Od razu napotkałam zmartwiony wzrok starszej kobiety.
-Przepraszam.-Szepnęłam.
-Złotko nie wyglądasz za dobrze.-Podeszła kilka kroków w moją stronę.
-Nic mi nie jest,proszę się nie martwić.Za chwilę samo mi przejdzie -Starałam się być jak najbardziej przekonująca i mam nadzieję,że mi to wyszło.Wiem,że nie powinnam jej okłamywać i od razu powiedzieć jej w jakim stanie jestem.Niestety nie byłam tak odważna,bałam się jej reakcji gdy dowie się,że jestem w ciąży wyrzuci mnie z pracy.Stwierdzi,że ciężarna osiemnastolatka jest jej nie potrzebna.
-Lepiej idź do domu,dzisiaj i tak na nic się nie nadajesz.A obie dobrze wiemy,że szybko ci to nie przejdzie.-Uśmiechnęła się do mnie dziwnie.Czyżby się domyśliła?Nie to nie możliwe.Mówiłam do siebie w duchu podchodząc do kanapy.
-Nie mogę,przecież jestem w pracy.-Rudowłosa spojrzała na mnie groźnie.
-Idź do domu i odpocznij,dobrze cie to zrobi.
-No dobrze,wezmę dzisiaj wolne,ale da sobie pani radę?-Wolałam się upewnić czy na pewno mogę stamtąd wyjść.
-Spokojnie dzisiaj nie mam nic wielkiego do roboty,dam sobie ze spokojem sama radę.-Uśmiechnęła się do mnie i złapała za ramię.
-Dziękuję pani bardzo.Do jutra na pewno mi przejdzie.
-Yhymmm...-Mruknęła tylko z małym uśmieszkiem i podała mi kurtkę.Ubrałam ją szybko,wzięłam torebkę z sofy,spojrzałam jeszcze raz z podzięką na starszą kobietę.Już chciałam wyjść z zaplecza gdy w drzwiach stanął kilka centymetrów obok mnie wysoki o głowę jak nie lepiej chłopak.Strasznie się go wystraszyłam,stanął mi na drodze nie wiadomo skąd i tylko słodko się uśmiechnął.
-O Boże.-Krzyknęłam głośno przestraszona.
-Upss..Przepraszam.-Uśmiechnął się przepraszająco.

***

16 Komentarzy= Następny rozdział

Troszkę mi zajęło pisanie tego i nie jestem do końca zadowolona z rozdziału,ale mam nadzieje,że chociaż troszeczkę się wam podoba ;) No i oczywiście przepraszam za błędy.
Może widziałyście,a może nie,ale w piątek na blogu wybiła 40 tys. wyświetleń za co chciałam wam serdecznie podziękować,jesteście wspaniałe ;* 

A co do niespodzianki to jest nią nowy blog ;) tadammm.Ale nie taki zwykły,bo będę go prowadzić z Olą jedną z czytelniczek tego bloga.Postanowiłyśmy razem go pisać w ten sposób jeżeli jedna nie będzie mogła pisać zawsze jest ta druga ;) A pomysł na opowiadanie jest Oli więc ja jestem tak jakby do pomocy ;* Mam nadzieje,że się spodoba na razie są bohaterowie i prolog.
Zapraszam wszystkich ;))