sobota, 31 stycznia 2015

6"Mój syn"



-Synku co ty tu robisz?-Pierwsza odezwała się kobieta za mną i wszystko było już jasne,a moje wątpliwości co do tego kto to jest zostały rozwiane.
-Mamo też się ciesze,że cie widzę.-Zaśmiał się mężczyzna,po czym mnie ominął i podszedł do swojej rodzicielki całując ją w policzek.
-Lila to jest mój syn Matthew.-Słysząc to imię miałam przed oczami tylko jedną osobę,jednak szybko pozbyłam się jej z umysłu gdyż Im kontynuowała swoją wypowiedź.-A to jest Lila moja nowa pomocnica.-Przedstawiła mnie.
-Hej-chłopak podał mi rękę co odwzajemniłam.
-Miło mi cię poznać.-Starałam się być jak najbardziej grzeczna.
-Mi też.Ciesze się,że poznałem w końcu dziewczynę o której mama ciągle gada i tylko zachwala.-Jego słowa bardzo mnie zdziwił,ale tak pozytywnie.Cieszyłam się,że mnie polubiła.
-Bez przesady.-Uśmiechnęłam się słabo co chłopak odwzajemnił.
-Mamo przyjechałem po te kosmetyki które zamówiłaś dla Gem.-Zwrócił się do niej.
-Aaaa no tak,prawie zapomniałam.Mam je tu gdzieś.-Kobieta podeszła do komody i zaczęła przeglądać szuflady.
-To ja może już pójdę,nie będę przeszkadzać.-Już chciałam odwrócić się na pięcie gdy usłyszałam głos rudowłosej.
-Poczekaj chwilkę.Matt masz trochę czasu odwiózł byś Lile do domu?Źle się czuje.A wole się upewnić,że dotarła bezpiecznie.-Słysząc to od razu wkroczyłam do akcji.
-Ale nie trzeba,mieszkam niedaleko.-Nie chciałam nikomu zawracać głowy i przeszkadzać dlatego się na to nie zgodziłam.
-Żaden problem jedziemy z Gem właśnie do sklepu,możemy cię podwieźć.-Chłopak a właściwie facet dużo starszy ode mnie bez problemu się zgodził co nie ułatwiło mi sprawy.
-No widzisz,jedziesz z nimi i bez gadania.-Zaśmiała się kobieta,postanowiłam już odpuścić i tak bym nic nie wskórała.
-Dobrze,bardzo dziękuję za pomoc.-Chciałam się uśmiechnąć,lecz wyszedł z tego tylko grymas gdyż poczułam mocny ból głowy i automatycznie się za nią złapałam.
-No właśnie.-Spojrzała na mnie wymownie i podała mężczyźnie obok mnie torbę z kosmetykami.-Idźcie już dzieciaki.-Całą trójką ruszyliśmy do wyjścia.Nie czułam się za dobrze i chciałam jak najszybciej znaleźć się w domu przez co nawet spodobał mi się pomysł z podwiezieniem.Nie byłam pewna czy sama dała bym radę dojść do domu.
-Pa mamo.No i jeszcze raz dzięki.-Syn cmoknął swoją rodzicielkę w policzek i oboje ruszyliśmy w stronę samochodu.
-Dobrze się czujesz?-Spojrzał na mnie mój towarzysz.
-Tak sobie,wezmę jakieś leki i mi przejdzie.-Starałam się być przekonywująca.
-Mam nadzieję.Mama na prawdę cieszy się,że znalazła kogoś takiego jak ty do pomocy w sklepie wiesz.-Słuchając jego słów zrobiło mi się ciepło na sercu.
-Miło to słyszeć.-Spojrzałam na niego przez co musiałam podnieść lekko głowę do góry,gdyż był wyższy ode mnie.Zatrzymaliśmy się przy dużym czarnym samochodzie gdzie z przodu siedziała dziewczyna jednak gdy mnie zobaczyła zaczęła z niego wysiadać.W jednej chwili moje serce przyspieszyło,a obraz zaczął zlewać mi się w jedność.Nie mogłam uwierzyć w to kogo widzę przed sobą.W tamtym momencie miałam ochotę uciec jak najdalej stamtąd.Ze zdenerwowaniem poprawiłam czapkę na głowie.Modliłam się,żeby jasnowłosa mnie nie rozpoznała.Ta podeszła bliżej nas i od razu poczułam jej wzrok na sobie.
-Gemma to jest Lila,pracuje od jakiegoś czasu u mojej mamy.-Przedstawił mnie Matt.-A to jest Gemma moja narzeczona.-Powiedział dumny a ja mimo wszystko uśmiechnęłam się przez to delikatnie.
-Hej miło mi cie poznać.-Odezwała się a ja miałam ochotę skakać z radości.Nie poznała mnie.Takkkk.Krzyczałam w duchu.
-Mi ciebie również.-Odpowiedziałam cicho i spojrzałam jej w oczy,co było błędem.Od razu wyczułam,że coś jest nie tak.Przyglądała mi się uważnie z bardzo dziwną miną jakby nad czymś mocno się zastanawiała.No i w tedy cała moja radość w jednej sekundzie wyparowała.
-Dobra chodźcie,podwieziemy Lile,bo źle się czuje.A wiesz mama jak to mama,zawsze o wszystkich się martwi.-Na szczęście przerwał tą całą sytuację chłopak i otworzył mi drzwi na tyle auta a ja podałam mu adres.Usiadłam i patrzyłam się wszędzie tylko nie na siostrę Harryego siedzącą z przodu.Panowała cisza co bardzo mi odpowiadało jedno czego chciałam to jak najszybciej wyjść stamtąd i zapomnieć o całej tej chorej sytuacji.
-Lila to bardzo oryginalne imię.Znałam kiedyś taką jedną dziewczynkę która też się tak nazywała.-Spojrzała na mnie w lusterku a moje serce prawie stanęło.No i się zaczęło.
-Faktycznie dość rzadkie imię.-Odpowiedziałam jak najbardziej pewnie.
-A ja ci się pracuje w sklepie?-Zagadnął chłopak.
-Bardzo dobrze,pani Imogen jest przesympatyczną kobietą.-Starałam się nie okazać żadnego zdenerwowania.
-Tak to złota kobieta.-Uśmiechnęła się Gemma.
-Cieszę się,że w końcu znalazł się ktoś do pomocy.Ona na prawdę była już zmęczona tym wszystkim,a od kiedy ty jesteś uspokoiła się trochę.-Nic nie odpowiedziałam.Po prostu do końca drogi siedziałam i modliła się w duchu,żeby to jak najszybciej się skończyło.Na szczęście mój dom nie był dużo oddalony od mojego miejsca pracy i już po jakiś 10 minutach samochód się zatrzymał.Moja radość wtedy nie znała granic,jednak lęk przed tym,że jasnowłosa mnie pozna nadal mi towarzyszył.
-To do zobaczenia kiedyś tam.-Zaśmiała się dziewczyna gdy wysiadałam z auta.
-Tak do zobaczenia i dziękuję za podwózkę.-Czym prędzej wyszłam na powietrze i zamknęłam za sobą drzwi.Nie odwróciłam się ani na moment,szłam przed siebie aż znalazłam się pod drzwiami.Wtedy samochód odjechał,a ja westchnęłam z ulgą.Nadal nie mogłam uwierzyć w to kogo spotkałam.Przecież to miasto jest takie wielkie,a ja akurat na nią musiałam wpaść.Takiego pecha to tylko ja mam.Z tego wszystkiego nawet moje odruchy wymiotne ustały.W ciągłym szoku weszłam do domu.Po zostawieniu wierzchniego okrycia i ściągnięcia butów poszłam do salonu.Spojrzałam na bałagan tam panujący i bezradnie opuściłam ręce wzdłuż ciała.Nie miałam na nic siły.Opadłam prosto na kanapę i westchnęłam zmęczona dzisiejszym wydarzeniem.Czy to w ogóle możliwe,że był to przypadek.Nie wiem.Tyle ludzi mieszka w Londynie,ale to akurat z nią musiałam się spotkać.Ta sytuacją jest po prostu chora.Przylatując do tego miasta miałam nadzieję na nowe życie bez przeszłości,a tu taka niespodzianka.Chciałam zapomnieć czy to tak wiele.Teraz na pewno nie dam rady sobie odpuścić wspomnień.Tak bardzo nie chciałam do tego wracać.Po woli zlazłam z kanapy i poszłam do kuchni zrobić sobie herbatkę imbirową,bo tylko ona pomagała mi na nudności.Woda się gotowała a ja zajrzałam do lodówki.Niestety niczego ciekawego tam nie było.Z niechęcią stwierdziłam,że będę musiał iść na zakupy.Po paru minutach wyszłam z małego pomieszczenia z napojem do salonu.Przytłaczająca cisza w okół mnie sprawiła,że moje powieki zaczęły się po woli zamykać aż w końcu opady na dobre.


Obudził mnie jakiś huk na dworze.Od razu spojrzałam na zegar wiszący na ścianie.Było juz po 15 i mój żołądek dawał o sobie znać.Na dworze zaczęło się po woli ściemniać dlatego włączyłam stojącą obok kanapy lampę.Włączyłam telewizor na jakimś serialu żeby coś do mnie gadało.Od kiedy jestem tutaj sama jak palec nie lubię ciszy.To przytłaczające dlatego telewizor gra u mnie prawie zawsze nawet jak go nie oglądam.Poszłam do kuchni z nadzieją zjedzenia czegoś.W ostateczności postawiłam na mrożone warzywa z makaronem.Po zjedzeniu stwierdziłam,że muszę ogarnąć w salonie,bo szczerze mówiąc to nie dało się tam już normalnie chodzić tylko wyznaczoną ścieżką do kanapy i okna.Załamana zabrałam się za porządki.

***

16 Komentarzy=Następny rozdział 

Przepraszam,że końcówka tak do dupy,ale chciałam ten rozdział juz dzisiaj wstawić no i tak wyszło.Cały napisałam na telefonie wiec za błędy bardzo przepraszam.A w ogóle co sądzicie o tym rozdziale?

No i zapraszam jeszcze na nowy blog gdzie jest już pierwszy rozdział  http://here-are-dying-white-angels.blogspot.com/2015/01/rozdzia-1.html

wtorek, 20 stycznia 2015

5"Idź do domu"+Niespodzianka


Czy wszystko musi się tak w jednej chwili zawalić?Czy jeden głupi ruch może przywołać wszystkie stare wspomnienia i to w cale nie koniecznie te dobre?Otóż może.Przekonałam się o tym jakąś godzinę temu.Wałęsam się od tego czasu po ulicach miasta w nie wiadomo jakim celu.Tego dnia wiał lekki wietrzyk,po ulicach jeździły rozpędzone samochody,a po chodnikach szybko kroczyli ludzie.Szłam wolno i miałam wrażenie,że tylko ja się nigdzie nie śpieszę.W pewnej chwili dokładnie jakieś pięć metrów ode mnie przy małym czerwonym samochodzie ujrzałam starszą kobietę,która wypakowywała średniej wielkości kartony z pojazdu.Wtedy jedno z pudełek wypadło jej z rąk i cała zawartość się wysypała.Szybkim krokiem podeszłam do niej i nachyliłam się.
-Pomogę pani.-Uśmiechnęła się do starszej lekko rudej kobiety.
-Dziękuję ci dziecko.-Powiedziała z szerokim uśmiechem przez co na jej twarzy pojawiły się małe zmarszczki,co dodawało kobiecie tylko uroku.-Wiesz starość nie radość.-Dokończyła.
-Bez przesady wygląda pani bardzo młodo.-Powiedziałam podnosząc największy karton z ziemi i trzymając go na rękach.
-Oj,dziękuję bardzo.Wiele bym dała,żeby wrócić do tych młodzieńczych lat.-Zaśmiała się i złapała drugie pudło.
-To gdzie zanieść?-Spojrzałam na nią.
-Chodź.-Kobieta zamknęła samochód i zaczęła iść w stronę jednej z kamienic-Wiesz prowadzę sklep z biżuterią i co jakiś czas muszę jeździć po towar.Niestety zdrowie już nie to co kiedyś.-Skrzywiła się jednak jej wyraz twarzy dalej był promienny i przyjazny.
-Tak rozumiem.-Nie wiedziałam za bardzo co mam jej odpowiedzieć.Znalazłyśmy się przed szklanymi drzwiami,które już po chwili zostały otwarte kluczem przez rudowłosą.Od razu,gdy tam weszłam poczułam się jak w domu.Pomieszczenie przesiąknięte było zapachem wanilii i bardzo przyjemnie urządzone.Pod ścianą stała ciemna brązowa kanapa,a obok ciemna duża komoda nad którą wisiało szerokie lustro.Na przeciwnej ścianie stała wielka szafka z dużą ilością biżuterii,która leżała tam ładnie ułożona pod oszkloną ladą.Sklep pomalowany był na brzoskwiniowy kolor,co dobrze grało z wystrojem.
-Dziękuję bardzo za pomoc...?-Spojrzała na mnie pytająco.
-Lila.-Przedstawiłam się i podałam jej rękę po tym jak odłożyłam karton.
-Imogen.Bardzo mi miło.-Odwzajemniła uścisk.
-Mi też.Bardzo tu ładnie.-Pochwaliłam rozglądając się dookoła siebie.
-Dziękuję,mój syn bardzo mi tu pomógł.-Uśmiechnęła się.
-Musi mieć bardzo dobry gust.-Zaśmiałam się.Podeszłam bliżej regału i dokładnie przyglądałam się temu co na nim leży.Nie była to taka zwykła biżuteria,złote czy srebrne kolczyki tylko robione ręcznie piękne dzieła, od naszyjników po pierścionki.Na prawdę bardzo mi się to wszystko podobało i od razu przypomniała mi się mama.
-Piękne-Zachwyciłam się.-Moja mama kiedyś też robiła ręcznie kolczyki,ale ciągle coś jej nie wychodziło i zrezygnowała.-Uśmiechnęłam się smutno pod nosem.
-Musisz ją tu kiedyś przyprowadzić.-Zwróciła się do mnie.Słysząc jej słowa skrzywiłam się lekko.
-Wie pani kiedyś na pewno,by się tu wybrała,ale teraz nie jest to raczej możliwe.-Starałam się mówić spokojnie tak aby mój głos nie zadrżał i chyba mi się to udało.
-Skoro tak mówisz.-Kobieta usiadła za ladą i wypakowywała małe torebki z koralikami z szarego pudełka.
-Mogę pani jeszcze jakoś pomóc?-Podeszłam bliżej niej.
-Jeżeli znasz kogoś kto szuka pracy to tak.-Zaśmiała się pod nosem,a na mojej twarzy od razu pojawił się szeroki uśmiech.
-Wie pani,że znam kogoś takiego.-Zaśmiałam się.
-Na prawdę?-Podniosła głowę by na mnie spojrzeć,a jej zdziwiony wyraz twarzy wywołał u mnie rozbawienie.
-Od jakiegoś czasu szukam pracy tu w Londynie,bo niedawno się przeprowadziłam i powiem szczerze spadła mi pani z nieba.-Zachichotałam,na co kobieta ciepło się do mnie uśmiechnęła.
-Skoro jesteś chętna to wytłumaczę ci co miała byś tu robić.-Pokiwałam tylko głową i słuchałam dalej.-Od początku prowadzę ten sklep sama to będą już dobre 4 lata.Na początku dawałam sobie radę bez problemu,ale jestem niestety coraz starsza i zdecydowałam,że potrzebuję pomocy.Prowadzę też stronę internetowa sklepu i zamówienia z Londynu rozwożę sama,dlatego sklep praktycznie cały czas jest zamknięty.Chciała bym zatrudnić kogoś kto mógł by być tu na miejscu.-Westchnęła i usiadła na kanapie.
-Nie ma problemu.Jestem jak najbardziej zainteresowana.-Wyszczerzyłam się.
-Na prawdę,bardzo się ciesze.



W końcu zaczęłam zarabiać.Z taką myślą obudziłam się w poniedziałkowy poranek.Słońce po woli wschodziło,a wszędzie panowała głucha cisza.Z czasem zaczęłam się przyzwyczajać do samotnego mieszkania.Leżałam jeszcze chwilkę myśląc o mojej nowej pracy.Na prawdę miałam szczęście poznając dwa tygodnie temu panią Imogen.Od tego czasu właśnie u niej pracuję.Rudowłosa wcale nie jest szefową takie jak wszystkie.W jej sklepie czuję się jak w domu a ona w pewnym sensie przypomina mi mamę.Jest taka miła,ciągle się uśmiecha tak jakby nie miała żadnych zmartwień.Takie nastawienie do świata sprawia,że z przyjemnością się z nią spotykam.Bardzo dużo rozmawiamy gdy siedzimy we dwójkę.Nie opowiadam jej dużo o sobie,ale mamy dużo wspólnych innych tematów.W jednej chwili poczułam jak mój żołądek przewraca cię do góry nogami.Uczucie to było mi już dobrze znajome więc od razu zerwałam się z łóżka w sypialni rodziców gdzie teraz śpię i biegiem udałam się do łazienki.Zrobiłam to co miałam zrobić i wzięłam się za mycie zębów.Dopiero co wstałam,a już miałam dosyć tego dnia.Postanowiłam nie wracać już do łóżka,z resztą i tak nie miałam już czasu dłużej się wylegiwać w końcu nie chciałam się spóźnić do pracy.Wzięłam z szafy pierwsze lepsze ubrania i poszłam z nimi do łazienki.
 
Już kilkadziesiąt minut później szłam wolnym krokiem do sklepiku oddalonego od mojego domu o kilka ulic.
-Dzień dobry.-Powiedziałam chicho wchodząc do pomieszczenia gdzie było bardzo ciepło.
-Witam cię-Usłyszałam znajomy już głos.Szybko przemknęłam na zaplecze gdyż przy ladzie stała jakaś klientka i nie chciałam przeszkadzać.Od samego rana nie czułam się dobrze,z resztą tak jak od kilku dni.Najchętniej cały dzień bym przespała.Gdy ściągnęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszaku,opadłam ciężko na kanapę.Oparłam się wygodnie o oparcie i przymknęłam na chwilę powieki.Wiem,że w pracy nie powinnam się tak zachowywać,ale po prostu nie miałam siły na nic.W jednej chwili żołądek dał o sobie znać,a ja zerwałam się szybko z siedzenia i pędem udałam się do łazienki,gdzie zwróciłam całe śniadanie.Wykończona całą tą sytuacją obmyłam usta wodą i wyszłam z małego pomieszczenia.Od razu napotkałam zmartwiony wzrok starszej kobiety.
-Przepraszam.-Szepnęłam.
-Złotko nie wyglądasz za dobrze.-Podeszła kilka kroków w moją stronę.
-Nic mi nie jest,proszę się nie martwić.Za chwilę samo mi przejdzie -Starałam się być jak najbardziej przekonująca i mam nadzieję,że mi to wyszło.Wiem,że nie powinnam jej okłamywać i od razu powiedzieć jej w jakim stanie jestem.Niestety nie byłam tak odważna,bałam się jej reakcji gdy dowie się,że jestem w ciąży wyrzuci mnie z pracy.Stwierdzi,że ciężarna osiemnastolatka jest jej nie potrzebna.
-Lepiej idź do domu,dzisiaj i tak na nic się nie nadajesz.A obie dobrze wiemy,że szybko ci to nie przejdzie.-Uśmiechnęła się do mnie dziwnie.Czyżby się domyśliła?Nie to nie możliwe.Mówiłam do siebie w duchu podchodząc do kanapy.
-Nie mogę,przecież jestem w pracy.-Rudowłosa spojrzała na mnie groźnie.
-Idź do domu i odpocznij,dobrze cie to zrobi.
-No dobrze,wezmę dzisiaj wolne,ale da sobie pani radę?-Wolałam się upewnić czy na pewno mogę stamtąd wyjść.
-Spokojnie dzisiaj nie mam nic wielkiego do roboty,dam sobie ze spokojem sama radę.-Uśmiechnęła się do mnie i złapała za ramię.
-Dziękuję pani bardzo.Do jutra na pewno mi przejdzie.
-Yhymmm...-Mruknęła tylko z małym uśmieszkiem i podała mi kurtkę.Ubrałam ją szybko,wzięłam torebkę z sofy,spojrzałam jeszcze raz z podzięką na starszą kobietę.Już chciałam wyjść z zaplecza gdy w drzwiach stanął kilka centymetrów obok mnie wysoki o głowę jak nie lepiej chłopak.Strasznie się go wystraszyłam,stanął mi na drodze nie wiadomo skąd i tylko słodko się uśmiechnął.
-O Boże.-Krzyknęłam głośno przestraszona.
-Upss..Przepraszam.-Uśmiechnął się przepraszająco.

***

16 Komentarzy= Następny rozdział

Troszkę mi zajęło pisanie tego i nie jestem do końca zadowolona z rozdziału,ale mam nadzieje,że chociaż troszeczkę się wam podoba ;) No i oczywiście przepraszam za błędy.
Może widziałyście,a może nie,ale w piątek na blogu wybiła 40 tys. wyświetleń za co chciałam wam serdecznie podziękować,jesteście wspaniałe ;* 

A co do niespodzianki to jest nią nowy blog ;) tadammm.Ale nie taki zwykły,bo będę go prowadzić z Olą jedną z czytelniczek tego bloga.Postanowiłyśmy razem go pisać w ten sposób jeżeli jedna nie będzie mogła pisać zawsze jest ta druga ;) A pomysł na opowiadanie jest Oli więc ja jestem tak jakby do pomocy ;* Mam nadzieje,że się spodoba na razie są bohaterowie i prolog.
Zapraszam wszystkich ;))

niedziela, 11 stycznia 2015

4 "Znów wszystko wróciło"


Czy powinnam to tak bardzo przeżywać?Odpowiedzi sama nie znam do tej pory.Wchodząc do domu,w którym się wychowałam i spędziłam najlepsze lata mojego życia,miałam ochotę się rozryczeć,gdy tylko znalazłam się na korytarzu,gdzie w dalszym ciągu wisiały kurtki na wieszaku,a na półce stały buty.Przejechałam opuszkami palców po miękkim materiale,w moich oczach automatycznie stanęły łzy.Czułam w środku,że przez następne kilka dni nie opuszczę krainy wspomnień i raczej nie będę się nadawała do normalnego funkcjonowania.Rozebrałam się w przedpokoju,gdzie zostawiłam też walizkę i wolnym krokiem udałam się do salonu.Wszystko tam wyglądało tak samo jak kiedy ostatni raz tu byłam,na prawdę nic się nie zmieniło.Na kanapie ciągle leżał koc,a obok stało opakowanie chusteczek. Wszystko było pokryte grubą warstwą kurzu,a ja od razu na samą myśl o sprzątaniu tego wszystkiego skrzywiłam się.Usiadłam delikatnie na kanapie i dokładnie lustrowałam wzrokiem całe pomieszczenie tak jakby to wszystko miało za chwilę zaniknąć,a ja chciała bym jak najwięcej szczegółów zapamiętać.Tak bardzo chciałam,aby wszystko było tak jak dawniej.Nigdzie nie musiała bym się przeprowadzać,żyła bym jak normalna nastolatka,a co najważniejsze miała bym wsparcie najbliższych.A teraz?Zostałam zupełnie sama.Nie mam tu już nikogo.Wbrew temu co powiedzieli by ludzie,że ciąża w wieku 18 lat to głupota.Ja uważam,że to tak na prawdę najlepsza rzecz jaka mnie od jakiegoś czasu w życiu spotkała.Prawdę mówiąc na początku się przeraziłam,ale z czasem przez ten miesiąc dużo o tym myślałam i doszłam do wniosku,że tak na prawdę chcę tego dziecka i to dobry nowy początek.Nie mogłam zostać dłużej w USA,tryb życia imprezowiczki na prawdę mnie po woli męczył.Podobało mi się to przez jakiś czas,ale im bardziej wgłębiałam się w świat alkoholu i używek tym bardziej czułam,że staczam się na dno.Rodzice na pewno nie byli by ze mnie wtedy dumni,dlatego już jakiś czas temu postanowiłam coś zmienić.Jednak byłam za bardzo uzależniona od tego wszystkiego,żeby to z dnia na dzień zostawić.Dopiero ciąża uzmysłowiła mi jaką szansę dostałam od losu na uwolnienie się z pewnego rodzaju bagna w jakie się dostałam.Musiałam to w końcu zostawić,bo nie wiadomo jak by się wszystko skończyło.Pewnie nie za dobrze.Niektórzy stwierdzili by na pewno,że to wielka głupota i nie przemyślana decyzja wyjeżdżać do innego kraju,gdzie będzie się zdanym tylko na siebie.Ale dla mnie to po prostu zaczęcie wszystkiego od początku,po swojemu.Oczywiście,że się boję jak to będzie dalej,ale nie miałam innego wyjścia i powiem szczerze,nie będę tęskniła za Ameryką.Z każdym dniem jestem coraz pewniejsza swojej decyzji.
Nie wiem ile tak przesiedziałam gapiąc się na to wszystko i rozmyślając,ale zaczęło się już ściemniać.Po woli poszłam na korytarz skąd zabrałam torbę i weszłam z nią na górę.Nie powiem,bo była trochę ciężka i ledwo się z nią wtargałam na piętro,co trochę czasu mi zajęło.Weszłam do swojego starego małego pokoiku,miałam stamtąd tyle wspomnień,które w jednej chwili do mnie wróciły.Pamiętam jak by to było wczoraj,gdy siedziałam na czystym skrawku dywanu i układałam domek z kart,gdy do pokoju wbiegł Matt i przy tym zrównał z ziemią całe moje dzieło,a przez następne parę dni byłam tak obrażona,że słowem się do niego nie odezwałam.Miałam wtedy chyba z 11 lat,a pamiętam to tak jakby działo się to wczoraj.To bardzo dziwne uczucie.Usiadłam na łóżku odgarniając rupiecie na nim leżące.Wtedy byłam już pewna,że szybko tego bałaganu nie ogarnę.Załamana walnęłam się z hukiem na łóżko i leżałam chwilę patrząc się w sufit.Usłyszałam wtedy dzwonek mojego telefonu z dołu.Szybko zerwałam się z miękkiego materaca i zbiegłam na dół.Wyciągnęłam urządzenie z torebki i spojrzałam na wyświetlacz
-Eva.-Powiedziałam do siebie i momentalnie odłożyłam komórkę na szafkę.Nie chciałam już z nią rozmawiać,nie chciała utrzymywać kontaktu z nikim z Santa Ana.Wolnym krokiem poszłam do salonu gdzie świeciła się mała lampka nad kanapą na której znów usiadłam.Rozprostowałam nogi i położyłam je na małej ławie,gdy zaburczało mi w brzuchu.Niestety posiłek w samolocie był dość skromny,a ja od pewnego czasu jem tyle,że aż sama się dziwie gdzie to wszystko mieszczę.Dlatego,gdy już pierwsze emocje po przyjeździe opadły postanowiłam zadzwonić po pizze,bo to jedyne jedzenie jakie przyszło mi na myśl.Oczywiście w domu niczego nie było oprócz starych sucharków,których wolałam nie próbować.W czasie oczekiwania na jedzenie włączyłam już ulubiony film mojej mamy na DVD czyli "Pół żartem,pół serio".Mimo,że film ten był bardzo stary,bo miał już ponad 50 lat.To zawsze mi się podobał tak samo jak mojej rodzicielce.Oglądałam telewizję zajadając się pizzą z owocami morza,a od razu po seansie,byłam tak zmęczona tym wszystkim,że zasnęłam na kanapie.


Czy szukanie pracy w tym mieście na prawdę jest takie trudne?Tracę już cierpliwość.Od trzech dni siedzę przy gazetach i szukam różnych ogłoszeń o pracę,ale albo już nikogo nie szukają,albo po krótkiej rozmowie słyszę "Zadzwonimy do pani" co wcale nie wróży nic dobrego.
-Koniec poddaje się.-Mruknęłam do siebie i opadłam na kanapę,włączając telewizję,pomimo tego,że na górze czekało mnie jeszcze sprzątanie,a lodówka znów świeciła pustkami.Tak więc co zrobiłam przez ostatnie 10 dni od kiedy tu jestem?Szczerze mówiąc to prawie nic.Po prostu nie mam kiedy.Przez tą różnicę czasu śpię codziennie do 14 czy 15 a chodzę spać około 3 w nocy.Ciągle lenie się na kanapie przed telewizorem,a w nocy nie mam ochoty sprzątać.Ciągle powtarzałam sobie,że to zmienię i dzisiaj zrobiłam już krok dalej,bo wstałam o 11,ale tylko dlatego,że obudził mnie odruch wymiotny i musiałam lecieć szybko do toalety.Gdy byłam już tak wcześnie na nogach postanowiłam znów poszukać jakiejkolwiek pracy,żeby zacząć zarabiać.Oczywiście skutki były marne.Leżąc tak na kanapie i przełączając programy natknęłam się na kanał muzyczny,gdzie jak na złość leciał właśnie teledysk osób,których już dawno nie widziałam i nie mam zamiaru ich spotkać.Szybko przełączyłam kanał,jednak to nic nie dało.Miałam w głowie już wszystkie chwile z nimi spędzone.Tak długo próbowałam zapomnieć o nich i o krzywdzie jaką mi wyrządzili,a gdy już się udało znów wszystko wróciło.Łzy cisnęły mi się do oczu na samą myśl o chłopakach z One Direction.Przez ostatnie lata jak ognia unikałam wszystkiego co z nimi związane i na prawdę mi się to udawało,aż do dzisiaj.Już dawno zapomniałam jak brzmią ich głosy,nie wiem kompletnie jak wyglądają.Może wydać się to dziwne,bo przecież wszędzie było o nich głośno.Jenak ja dobrze potrafiłam to wszystko omijać.Nie mam konta na żadnym portalu internetowym,unikam jakichkolwiek stron plotkarskich i prawie wcale nie słucham radia.Trudna sztuka,ale do wykonania.Tak dobrze pamiętam ich obietnice o tym,że nie zapomną o mnie,że nie stracimy kontaktu.Teraz wiem,że byłam naiwna wierząc im.To były tylko puste słowa.Na początku mieliśmy jeszcze jakiś kontakt,ale z każdym dniem było gorzej,aż w końcu żadnych wieści.I z czasem zrozumiałam,że wcale im nie było mnie żal.Nie byłam im już do niczego potrzebna.Wykorzystali mnie czego nie wybaczę im już nigdy.Nawet nie wiem kiedy z moich oczu wypłynęło parę łez,które po jakimś czasie wyschły na policzkach.Nie chciałam o tym myśleć.Szybko zerwałam się z siedzenia i poszłam na górę.Umyłam się szybko i ubrałam po czym zbiegłam na dół,wzięłam torebkę i wyszłam z domu.
 ***

16 Komentarzy=Następny rozdział

I jak się podoba?
Miałam tyle problemów,żeby go wymyślić.Po prostu masakra...
A teraz jeszcze doszła znowu szkoła,że ja nie wiem jak dam radę pisać.Jedyne pocieszenie,że od 14 lutego mam ferie czyli jeszcze miesiąc i wolne haha trochę długo :) A wy kiedy macie ferie?
Dlatego też nie wiem kiedy będzie następny rozdział bo do 22 musimy mieć wystawione oceny i teraz mamy jeszcze tyle sprawdzianów i kartkówek.Tragedia!!! 
I nie będę miała za bardzo czasu na pisanie.
Oczywiście przepraszam,za błędy i proszę o zrozumienie nie jestem polonistką i zdarzy mi się popełnić jakąś gafę.

I jeszcze jedno niedługo na blogu będzie już 40 tys wyświetleń.I takie pytanko chcecie z tej okazji jakiś konkursik czy coś?Ja jestem jak najbardziej chętna,żeby coś zrobić tylko czekam na jakieś wasze propozycję co można by było zorganizować??? :))
 


sobota, 3 stycznia 2015

3 "A panienka pierwszy raz tutaj?"


*miesiąc później*

Siedząc w samolocie zastanawiałam się czy dobrze robię.Jednak nie mogłam sobie wyobrazić jak by to było,gdyby ktoś dowiedział się,że spodziewam się dziecka tam w USA.Lece właśnie do Londynu,tak do innego państwa,na zupełnie inny kontynent,za oceanem i do tego nie jestem pewna czy sobie tam poradzę.Mam kompletny mętlik w głowie,boję się tego jak teraz będzie wyglądało moje życie.Wiem jedno, chcę urodzić to dziecko,które noszę od prawie trzech miesięcy pod sercem i wychować je na porządnego człowieka.Na pewno będzie dużo chwil zwątpienia,ale powiedziałam sobie,że dam radę.
Przed wylotem musiałam jakoś zakończyć życie w tym kraju i pozamykać wszystkie sprawy.Dlatego parę dni po tym jak wpadł mi do głowy pomysł wyjazdu zaczęłam wszystko załatwiać.Pierwsze co zrobiłam to oczywiście przeliczenie moich pieniędzy,których niestety nie było za dużo.Musiałam coś wykombinować i wpadłam na świetny pomysł.Poprosiłam Libby o jej kartę kredytową i powiedziałam,że idę na zakupy.Brunetka zawsze mówiła mi,że prawdziwa kobieta nie może dwa razy wkładać tej samej rzeczy.Dlatego ucieszyła się kiedy jej o tym powiedziałam i bez problemu mi ją dała.Jednak wcale nie wydałam tej kasy na ubrania,a na bilet do Londynu po czym wypłaciłam jeszcze trochę gotówki,żebym miała za co żyć przez jakiś czas do puki nie znajdę jakiejś pracy w tej Anglii.Mój plan okazał się niezawodny i wtedy zostało mi jeszcze zrezygnować ze studiów.Było to dla mnie bardzo trudne,bo chciałam kontynuować naukę,jednak nie było mi to niestety dane.Myślałam też o tym,żeby pogadać z Danielem,ale zawsze gdy do niego szłam po drodze tchórzyłam i wracałam się do domu.Długo myślałam o tym czy mu powiedzieć czy nie,ale doszłam do wniosku,że nie chce takiego ojca dla swojego dziecka.Chociaż z drugiej strony dobrze wiedziałam,że dziecko powinno mieć oboje rodziców.Nie byłam pewna w stu procentach czy moja decyzja jest słuszna.Fran obiecała mi,że nikomu się nie wygada i mam nadzieję,że dotrzyma słowa.Pożegnałam się tylko z nią,ale nie mówiłam gdzie wyjeżdżam.Nikt tego nie wie,nawet Libby i Georg.Musiałam im tylko jakoś wyjaśnić moje zniknięcie,dlatego przed wyjazdem napisałam im list.Siedziałam nad nim prawie dwa dni i zastanawiałam się jak dobrze dobrać słowa."Kochani Libby i Georg wiem,że nie miałam z wami dobrych kontaktów,ale pisze ten list by oznajmić wam ze wyjeżdżam daleko stąd doskonale wiemy,że nasze relacje nie były za dobre.Dla was liczy się tylko praca i kariera to wszystko,nic poza tym was nie obchodzi.Dlatego postanowiłam odejść,nie szukajcie mnie,bo i tak nie znajdziecie,ale znając życie wy się nawet tym nie przejmiecie,tak więc żegnam was."W dalszym ciągu nie jestem przekonana co to tego czy dobrze to napisałam.Zostawiłam im list na stole w jadalni,bo gdy wychodziłam wcześnie rano z domu ich już nie było,ale czy oni w ogóle na noc wrócili też nie jestem pewna.Na lotnisko udałam się tylko z jedną walizką,gdyż resztę moich rzeczy popakowałam w paczki i już wcześniej wysłałam do Londynu.Jakoś nie było trudno pożegnać mi się z tym miastem.
Przez 10 godzin lotu miałam dużo czasu na poukładanie sobie wszystkiego w głowie.A gdy wyszłam z tego samolotu pierwszy raz od kiedy dowiedziałam się o dziecku poczułam wewnętrzny spokój.Poczułam się silna jak nigdy i wiedziałam,że wszystko się dobrze skończy.Londyn działała na mnie zupełnie inaczej niż Santa Ana i Los Angeles.Dopiero wtedy zdałam sobie sprawę jak tęskniłam za tym miejscem.Z nadzieją,że wszystko mi się uda,i że spotkam ma swojej drodze przychylnych mi ludzi wyszłam z lotniska.Od razu owiało mnie zimne powietrze i muszę przyznać,że tęskniłam też za tą ponurą Londyńską pogodą.Uśmiechnęłam się sama do siebie i pewnie kroczyłam w stronę postoju taksówek.
-Można?-Otworzyłam drzwi od jednego pojazdu,gdzie za kierownicą siedział starszy siwy pan czytając gazetę.
-Oczywiście panienko.-Uśmiechnął się do mnie przyjaźnie co odwzajemniłam.Mężczyzna wyszedł z wozu otworzył bagażnik po czym pomógł mi schować moją dość sporą walizkę.
-Dziękuje.-Powiedziałam wsiadając na tylne siedzenie.Podałam adres po czym samochód ruszył.Od razu obróciłam się w stronę okna i zaczęłam podziwiać centrum Londynu,gdzie oczywiście nie raz byłam.Nie obyło się oczywiście bez stania w korkach,gdyż była godzina 13 pora lunchu i wszyscy mieli przerwy w pracy.Zachwycałam się tym miastem jak nigdy i w głębi serca cieszyłam się jednak,że tu przyjechałam.
-A panienka pierwszy raz tutaj?-Zadał pytanie mężczyzna,gdy byliśmy w połowie drogi.
-Nie.Tutaj się wychowałam,ale musiałam wyjechać i teraz wróciłam.-Uśmiechnęłam się do kierowcy.
-Piękne miasto,prawda?-Odwzajemnił gest.
-Tak,bardzo za nim tęskniłam.-Odpowiedziałam znów spoglądając za okno.Po jakiś 15 minutach samochód zatrzymał się pod budynkiem,który bardzo dobrze znałam.
-Przepraszam,ale mam tylko dolary.-Skrzywiłam się.
-Nie szkodzi.-Uśmiechnął się przyjaźnie.Dałam mu wyznaczoną kwotę po czym kierowca znów pomógł mi z bagażem.Wtedy poczułam,że wszystko będzie dobrze.Skoro tak zaczęła się moja przygoda tutaj to dalej też powinno pójść po mojej myśli.

***

 15 Komentarzy=Następny rozdział

Jak myślicie przed czyim domem wysiadła Lila?
Powiem wam tyle,że co do tego rozdziału miałam zupełnie inny pomysł i wcale on mi się nie podoba,no ale wyszło tak jak wyszło niestety ;// I przepraszam,że taki krótki.
Rozdział napisany z pomocą jednej z czytelniczek Oli za co bardzo jej dziękuję <3

A co do waszych pytań kiedy pojawi się 1D to spokojnie obiecuje że na pewno się pojawią,ale nie mogę wam powiedzieć kiedy.

czwartek, 1 stycznia 2015

2 "Czy ja wiem,pójdę się chyba powiesić"

Rozdział zawiera wulgaryzmy.

-Ale jesteście pewne,że chcecie to usłyszeć?-Spojrzałam na nie pytająco.
-No gadaj w końcu.-Ponagliła mnie Francesca,a w pokoju nastała cisza.-Bo zadzwonię do tego debila.-Zagroziła.
-Przespałam się z Danielem.-Powiedziałam szybko i zakryłam oczy nie chcąc widzieć ich reakcji.
-Co?Ty z moim bratem-Powiedziała zaskoczona brunetka.
-Kiedy?-Zapytała druga dziewczyna,ale obie były w szoku.
-Pamiętacie tą imprezę,którą zrobiłam we wrześniu u mnie w domu?-Pokiwały tylko głowami na znak,że wiedzą o czym mówię.-Wtedy on zaproponował,że pomoże mi trochę ogarnąć ten bałagan gdyby Georg wrócił wcześniej z delegacji,no i się zgodziłam.Tym bardziej,że byłam zalana i sama raczej nie dała bym rady.No i gdy wszyscy wyszli stało się.Nie pamiętam za wiele,tylko jakieś przebłyski.-Mówiłam patrząc na podłogę,byle nie w ich oczy.
-Ej,ale on chyba wtedy jakoś mało pił,co?-Zauważyła Francesca.
-Tak,niestety ja o sobie tego nie mogę powiedzieć.-Szepnęłam.
-Mój brat cię wykorzystał.-Powiedziała zaszokowana brunetka.
-Nie to nie tak,przecież ja się zgodziłam i na dodatek on...on...-Spojrzałam na nie,nie mogąc wydusić z siebie dalszych słów.
-Co się stało kochanie?-Złapała mnie za ramie Eva.
-On wtedy powiedział,że mnie kocha i chce być ze mną.-Z ledwością wypowiedziałam te słowa.Dziewczyny spojrzały na siebie i tak jakby się uspokoiły.
-No to skoro chce być z tobą to w czym problem?-Spojrzała z pytającą miną Fran.
-Ja go nie kocham.Kiedyś może się w nim zadurzyłam,ale to nie miłość.Nic,ale to kompletnie nic do niego nie czuję.A po za tym wiecie jaki z niego kobieciarz,co noc inna.Na pewno nie był by mi wierny,a ja nie chce kogoś takiego.Wolę go teraz unikać,żeby nie musieć z nim gadać.-Wstałam i podeszłam do okna.
-Jeśli go nie kochasz to faktycznie to nie ma sensu.No i masz rację on nie jest ciebie wart.Nie zasługujesz na cierpienie przez niego.-Przyznała mi rację Fran.
-Weź mu to wszystko wytłumacz.-Powiedziała Eva.
-Łatwo mówić.Nie chce go zranić.-Mówiłam załamana.
-To wolisz być z człowiekiem,do którego nic nie czujesz i być nieszczęśliwa przez jego skoki w bok?-Podeszła do mnie rozzłoszczona Fran.
-Nie możesz się tak o wszystkich martwić.Pomyśl raz o sobie.
-No ale..nie wiem co robić,boję się mu spojrzeć w oczy.-Oparłam się o parapet.
-Strach ma wielkie oczy,mówię ci pogadaj z nim.Mój brat to debil,ale to chyba powinien zrozumieć.Jak trochę pocierpi to nic mu się nie stanie.-Westchnęła i też do mnie podeszła.
-Ej,a powiesz chociaż jak było?-Zaśmiała się druga z dziewczyn.
-O nie ja nie chce tego słuchać.-Zachichotała siostra Daniela.A ja spojrzałam na nie jak na idiotki.
-Było całkiem,całkiem.-Zaśmiałam się,chociaż tak na prawdę nie wiele pamiętam.
-O boże...moje uszy.....to mój brat,nie chce słuchać o jego wyczynach w łóżku.Możemy zmienić temat?-Dziewczyna zakryła uszy i zaczęła chodzić w kółko po pokoju.
-Zgadzam się w stu procentach.-Od razu krzyknęłam i walnęłam się na kanapę.-To może coś obejrzymy?-Wyszczerzyłam się do nich.
-Nie to ja odpadam,jutro mam wykład na 8,a od tygodnia nie spałam dłużej niż 4 godziny,więc żegnam was.-Eva zaczęła się zbierać.W sumie to nieźle sobie to wymyśliła,przyjechała tu tylko po to,żeby wycisnąć ze mnie prawdę o Danielu.Podstępna żmija.
-Pewnie i tak się spóźnisz.-Zaśmiałam się.
-Pewnie tak,ale warto chociaż spróbować być na czas nie.-Zachichotała,a my razem z nią.Była już przy drzwiach kiedy ją zatrzymałam.
-Eva,ale nie mów nic Danielowi,że wiesz co się stało.Proszę.-Spojrzałam na nią z miną zbitego psa.
-Spokojnie nic nie powiem.-Cmoknęła mnie w policzek i wyszła z domu.
-Nie przejmuj się,nic wielkiego się nie stało,on w końcu sobie ciebie odpuści.No chyba,że się nie zabezpieczyliście.-Zachichotała Francesca,a mnie w tamtym momencie ścięło z nóg.Jej słowa uświadomiły mnie w czymś.Seks kończy się ciążą.Od razu zbladłam.
-Co jest?Czy wy...Nie tylko mi nie mów,że wy się nie....-Złapała mnie za ramiona i obie przerażone poszłyśmy do salonu.
-Fran ja nie wiem,ale okres od trzech dni mi się spóźnia.Myślałam,że to przez te leki które biorę na anemie.-Ledwie mówiłam.
-Wiesz co to oznacz,nie?-Spojrzała na mnie zszokowana.
-Nawet tak nie mów.Kobieto ja nie mogę być w ciąży.-Wydarłam się tak,że słyszeli mnie chyba w całej kamienicy.
-Lila spokojnie,jeszcze nic nie jest pewne.Jutro pójdziemy do apteki i kupimy test ciążowy,na razie nie panikuj.-Mówiła spokojnie,ale ja nie mogłam tego słuchać.
-Nie..nie proszę tylko nie to.-Jęknęłam i schowałam twarz w dłoniach.
-Kochanie będzie dobrze.-Dziewczyna pogłaskała mnie po plecach,a ja położyłam jej głowę na kolanach i trwałyśmy tak chwile w ciszy.
-A co będzie jeśli na prawdę jestem w ciąży.-Powiedziałam przerażona po jakimś czasie.
-Nie myślimy niepotrzebnie co by było gdyby.Jeszcze nic nie wiadomo.A teraz czas żebyś zapomniała o tym wszystkim.Idę zrobić coś do jedzenia,a ty wybierz film i się już nie zadręczaj.-Wstała i uśmiechnęła się do mnie.Nie mogłam uwierzyć,że byłam na tyle głupia żeby iść z nim do łóżka po pijaku.Starałam się przypomnieć sobie czy wzięłam tego wieczora tabletkę antykoncepcyjną i czy on też użył zabezpieczenia,ale to nic nie dało.Przerażała mnie myśl,że mogę zostać mamą.A jeszcze bardziej bałam się reakcji Daniela gdybym faktycznie tego felernego wieczora zaszła w ciąże.Tak bardzo się bałam,że to jednak będzie prawda.
-Ja nie chcę z nim być,a jeszcze jak się okaże,że będziemy mieli dziecko to będzie jakaś masakra.-Szepnęłam do siebie i opadłam bezradna na kanapę.Leżałam w ciszy patrząc w sufit i zastanawiając się co będzie gdy okaże się,że będę miała dziecko.
-Lila mówię ci może to tylko fałszywy alarm.-Powiedziała wchodząc do pokoju Fran.
-Obyś miała rację.-Szepnęłam do siebie załamana.
-A teraz masz i jedz.-Podała mi kubełek lodów czekoladowych i włączyła telewizor.Przez cały seans czyli jakieś dwie godzinki nie myślałam o niczym innym jak o mniemanym dziecku,ciąży i tym co czekało by mnie gdyby wynik testu ciążowego był pozytywny.W ogóle nie skupiłam się na filmie,ale na szczęście moja towarzyszka nie zwracała na mnie zbytnio uwagi i mogłam w spokoju pogrążyć się w myślach.
-Hej...-Brunetka pomachałam mi ręką przed oczami,gdy właśnie wyobrażałam sobie jak bym wyglądała z wielkim brzuchem,co ani trochę mi się nie podobało.
-Co?-Ocknęłam się od razu i spojrzałam na nią.
-Chyba masz już dosyć wrażeń,idź się połóż i lepiej już nie myśl dzisiaj.-Pokręciła głową i wywróciła oczami.
-Chyba masz rację o ile w ogóle zasnę.-Jęknęłam i zwlekłam się z kanapy.
-Myśl o tej bardziej optymistycznej wersji.-Mówiła spokojnie przyjaciółka,gdy już wychodziłam z salonu.Udałam się od małej,ale dość przytulnej łazienki,gdzie wzięłam szybki prysznic.Starałam się nie myśleć już o tej całej chorej sytuacji,ale nie mogłam.Dlaczego ja od razu nie mogłam się zapytać czy on się zabezpieczył,gdybym nie była pijana pewnie by do tego nie doszło.Nie mogłam sobie wybaczyć tego co się stało.Posunęłam się chyba za daleko,bo zaczęłam liczyć ile dokładnie czasu minęło od tej nocy i wyszło mi dokładnie sześć tygodni.
 -Przestań nie myśl o tym.-Powiedziałam sama do siebie.Ale to nie było takie łatwe.W mgnieniu oka założyłam na siebie koszulkę na ramiączkach i krótkie szorty po czym od razu wybiegłam z łazienki i przemknęłam do sypialni Fran.Siedziałam nerwowo na łóżku i trzęsącymi się rękoma wpisałam w wyszukiwarkę internetową "6 tydzień ciąży" niepewnie nacisnęłam 'szukaj' i było już za późno na wycofanie się.Weszłam w pierwszą stronę która się wyświetliła i zaczęłam czytać,chociaż w głębi duszy wiedziałam,że źle robię.Powinnam o tym zapomnieć i nie przejmować się na zapas,ale nie byłam do tego zdolna."Gdybyś mogła zobaczyć teraz swoje dziecko, wyraźnie wyróżniłabyś już głowę i… ogonek. Poza tym właśnie powstaje nos, pojawiają się zawiązki rąk i pierwotna forma nerek.W ok 4 tygodniu ciąży zaczęło bić serce dziecka"Przeczytałam kawałek na głos,a na dalszą część już nie miałam siły.Przeraziłam się tym,że być może rośnie wie mnie coś co ma już serce.W tamtej chwili dostałam chyba zawału.Jednak nie mogłam odpuścić całkowicie,chciałam zobaczyć czy to co napisane jest w internecie o objawach ciąży zgadza się z tym co dzieję się ze mną od kilku dni.Tym razem wpisałam "Pierwsze objawy ciąży" i jeszcze bardziej zdenerwowana niż wcześniej wcisnęłam 'szukaj'. Zaczęłam znów pół głosem czytać Brak miesiączki–to właśnie brak miesiączki jest najczęstszym impulsem skłaniającym przyszłą mamę do wykonania testu ciążowego.
-Tak zgadza się.-Szepnęłam pod nosem i przejechałam wzrokiem dalej.Poranne mdłości-mdłości w ciąży często idą w parze z wymiotami. Przyszłe mamy zmagają się także ze zgagą.Zobaczyłam to i od razu przypomniał mi się wczorajszy jak i te wcześniejsze poranki kiedy miałam ochotę wyrzygać całą kolację z poprzedniego dnia,ale na szczęście po jakimś czasie to głupie uczucie znikało.Nie chciałam o tym dłużej myśleć dlatego zjechałam wzrokiem na dalszą część listy.Przemęczenie-ogóle osłabienie organizmu, apatia, stany depresyjne, czy senność w ciąży są zupełnie normalnym zjawiskiem.Akurat to do mnie nie pasowało,ostatnio miałam tyle energii i chęci do życia jak nigdy.Trochę poprawił mi się wtedy humor i zaczęłam się modlić,żeby to jednak nie była prawda z tą ciążą.Następną rzeczą na jaką zwróciłam uwagę już w ogóle się nie przejęłam,bo to towarzyszyło mi przez ostatnie lata mojego życia i już się do tego przyzwyczaiłam.Zawroty głowy - osłabienie organizmu, omdlenia oraz zawroty głowy są częstym objawem ciąży.Nie miałam siły na dalsze studiowanie tej jakże ciekawej lektury i odłożyłam telefon na stolik obok dużego dwuosobowego łóżka.Położyłam się załamana na pościeli i z nadzieją,że to tylko głupie przypuszczenie,które okaże się nie prawdą zasnęłam.


Pobudkę urządziła mi o samym świcie dziewczyna śpiąca obok gdy przez sen krzyknęła "Zostaw moją torebkę złamasie".Nieźle się wtedy wystraszyłam i prawie spadłam z łóżka.Spojrzałam na zegarek i była już 9:05 odwróciłam się w stronę koleżanki,która jak gdyby nigdy nic spała dalej.Pokiwałam tylko z rozbawieniem głową i opadłam na poduszkę.Byłam mile zaskoczona,że przespałam całą noc i nawet się wyspałam.Niestety z chwilą,gdy się obudziłam wszystkie myśli i zdarzenia z poprzedniego dnia do mnie wróciły.
-Boże to na prawdę nie był tylko sen.-Jęknęłam do siebie i przymknęłam na chwilę powieki.Nie mogłam dłużej trwać w nie pewności,bo bym się wykończyła.
-Fran wstawaj,bo ja tu za chwilę zawału dostanę.-Wydarłam się na cały głos,a ta momentalnie zerwała się i siadła na materacu.
-Co?Jaki zawał?-Zrobiła wielkie oczy i spojrzała na mnie.
-Idziesz ze mną do tej apteki?
-Jakiej apteki?-Chyba nie była wtedy jeszcze przytomna.
-Obudź się dziewczyno,możesz zostać ciotką...-Warknęłam,a tą jakby olśniło.
-Aaa moja ciężarówka.-Wyszczerzyła się głupio,a mnie wcale wtedy nie było do śmiechu.
-To nie jest zabawne.Idziesz?-Mruknęłam wstając z łóżka i szukając ubrań w torbie.
-Spokojnie no pewnie,że pójdę z tobą.-Też zaczęła wstawać.Ja pognałam do łazienki,gdzie szybko się umyłam,uczesałam i ubrałam.
Wychodząc z łazienki na mały korytarzyk poczułam świeży zapach zaparzonej kawy.Od razu zrobiło mi się niedobrze czując ten odór.Dawnej wręcz kochałam ten zapach i uwielbiałam pić kawę,ale od paru dni się to zmieniło.
-O nie to zły znak.-Powiedziałam do siebie,ale szłam dalej.W tamtym momencie najchętniej uciekła bym z tego mieszkania.Niestety nie zdążyłam dojść do kuchni,gdy poczułam odruch wymiotny.Jak najprędzej wróciłam się do łazienki i uklęknęłam przed toaletą.Parę minut później myłam już zęby i wyszłam z tego przeklętego pomieszczenia,a na korytarzu szykowała się już brunetka.
-Czy ty robiłaś tam to o czym ja myślę.-Odezwała się Fran ubierając buty.
-Zależy o czym myślisz?-Spojrzałam na nią głupio.
-Rzygałaś głupia czy nie?-Spojrzała na mnie pytająco.
-Taaa..-Mruknęłam zakładając torebkę na ramie.-Weź otwórz tu okno,bo śmierdzi tą kawą jak cholera.-Dodałam.
-Uuuuu mdłości,wrażliwość na zapachy no to raczej je...-Zaczęła mówić jak jakaś pani profesor z małym uśmieszkiem,nie mogąc tego słuchać przerwałam jej.
-Nie kończ tylko weź ten tłusty tyłek do kuchni i otwórz to pojebane okno.-Krzyknęłam zła.
-No i jeszcze te humorki...-Szepnęła pod nosem i tak jakby w ogóle nie przejęła się tym co powiedziałam.Zacisnęłam tylko pięści i wyszłam już z mieszkania na klatkę schodową i po chwili dołączyła do mnie koleżanka.
-Przeprasza,ale tak się denerwuję.Chce już wiedzieć prawdę.-Mruknęłam gdy wyszłyśmy z dużego budynku.
-Spokojnie,będzie dobrze.-Fran złapała mnie pod rękę i tak razem dalej szyłyśmy.Z ledwością popchnęłam drzwi od apteki aby wejść do środka.Na szczęście w środku nikogo nie było,wiec szybko podeszłyśmy do okienka.
-Test ciążowy poproszę.-Starsza kobieta słysząc to lekko się uśmiechnęła i odwróciła do regału z lekami.-Albo niech będą trzy.-Dodałam zdenerwowana,wolałam się upewnić kilka razy.Trzęsącymi się rękoma odebrałam pudełeczka i schowałam je szybko do torby.
-Spokojnie dziecko,strach ma wielkie oczy.-Uśmiechnęła się do mnie znów sprzedawczyni,gdy podałam jej pieniądze.Nie wiedziałam jak mam na to zareagować,więc tylko blado się uśmiechnęłam i wyszłyśmy jak najprędzej na dwór.
-Fran jeżeli wynik będzie pozytywny to mnie zabij.-Zwróciłam się od mojej towarzyszki,a ta się tylko lekko zaśmiała.
-Wiesz już dawno chciałam to zrobić,ale nie było okazji.
-No dzięki.-Aż sam się sobie dziwię,że się wtedy zaśmiałam.
-Zobaczysz będzie dobrze.-Objęła mnie ramieniem brunetka przez co szłyśmy nie równo obijając się od siebie i wyglądałyśmy na nieźle zalane.Niestety,gdy znalazłyśmy się znów w domu Fran uśmiech zszedł mi z twarzy,a pojawił się strach.Niby chciałam się dowiedzieć prawy,ale cholernie się bałam i nie byłam w stanie zrobić żadnego ruch,stałam oparta o ścianę i patrzyłam w sufit.
-Dobra idź zrób ten test.-Fran siłą zaciągnęła mnie do łazienki.Słyszałam jak siada i opiera się o nie po drugiej stronie.Usiadłam niezadowolona na wannie i czytałam ulotkę od tego testu chyba ze sto razy zanim w końcu go zrobiłam.Potem drugi i trzeci.Położyłam te dzieła szatana na umywalce i wpuściłam do łazienki brunetka.
-No w końcu,dupa mi już zdrętwiała.-Spojrzałam się na nią jak na wariatkę i z powrotem usiadłam na wannie,a Fran na toalecie.-Ile czekamy?
-5 minut.-Wypowiedziałam z ledwością.W tamtej chwili nie byłam zdolna do normalnego funkcjonowania.Czas dłużył się w nieskończoność,a ja pomału świrowałam.Chciałam,żeby to się jak najszybciej skończyło.Nastawiłam sobie stoper w telefonie i z przerażeniem czekałam aż urządzenie wyda z siebie jakiś odgłos.Testy leżały w dalszym ciągu na zlewie tak,że żadna z nas ich nie widziała.
-Mamo,tato zróbcie tak,żeby była jedna kreska.-Powiedziałam w jednej chwili.W końcu po długim czasie męczarni telefon się odezwał,a serce stanęło mi w gardle.Byłam jak sparaliżowana.
-Francesca zobacz to,bo ja nie mam siły.-Powiedziałam przerażona,a dziewczyna wstała i wzięła jeden test do ręki.
-yyyy chyba musisz to zobaczyć.-Spojrzała na mnie ze strachem i od razu wszystko było jasne.Stanęłam niepewnie obok niej i spojrzałam na małą białą rzecz w jej dłoniach.
-Dwie kreski.Wynik pozytywny.-Powiedziałam do siebie przerażona.
-Pozytywny?
-Tak cholera,kurwa pozytywny.-Wydarłam się.-Szlag by to wszystko trafił.Szybko dopadłam do pozostałych,na których też widniały dwie kreski.Opadłam bezsilna na zimne kafelki.-No to jestem w ciemnej dupie.-Pokiwałam niedowierzająco głową.
-No i chyba za szybko z niej nie wyjdziesz.-Brunetka usiadła obok mnie.
-Nie pomagasz.-Warknęłam
-Co teraz zrobisz?
-Czy ja wiem,pójdę się chyba powiesić.-Mruknęłam.W dalszym ciągu nie dochodziło do mnie to co widzę.Trzymałam ten test w ręce i miałam ochotę wywalić go przez okno.
-A tak na poważnie?-Spojrzała na mnie.
-Nie wiem,ale nikt nie może się o tym dowiedzieć.Jak się komuś wygadasz to będzie z tobą źle.-Warknęłam.
-Spoko,nikomu nie powiem.Ale co ty masz zamiar zrobić?
-Jeszcze nie wiem,ale coś na pewno wymyślę.-Wstałam z ziemi i poszłam po swoją torebkę.
-Idziesz już?-Spytała zaskoczona koleżanka.
-Tak,muszę to wszystko przemyśleć.-Rzuciłam tylko i wyszłam z jej mieszkania.-Boże to prawda.Zostanę mamą.-Szepnęłam do siebie,gdy znajdowałam się już w samochodzie.Nie poradzę sobie,nie to nie może być prawda,ja nie chce.Nie mam tu tak na prawdę nikogo.Libby i Georg,gdyby się dowiedzieli od razu wyrzucili by mnie z domu i gdzie ja bym się wtedy podziała? Z Danielem też nie chce mieć nic wspólnego on nie nadaje się na ojca,ciągłe imprezy,panienki to jego życie,a nie wychowywanie dziecka.Dziewczyny też mają własne życie,które do grzecznych i ułożonych nie należy,chłopaków zmieniają jak rękawiczki i szczerze mówiąc przestało mi się już to podobać.Trzymam się z nimi tylko dlatego,że nikogo innego tu nie znam.No i zostali jeszcze Aron i Hannah,ale ci przecież też niedługo spodziewają się dziecka i nie jest im potrzebna na utrzymaniu tak sierota jak ja.Jednym słowem nie widzę w tym mieście przyszłości dla siebie i dla dziecka.

***

15 Komentarzy=Następny rozdział


Co prawda pod tamtym postem było tylko 8 komentarzy,ale chciałam dodać wam ten rozdział jeszcze w starym roku i przy okazji złożyć życzenia ;) Tak więc życzę wam żeby ten 2015 rok był jeszcze lepszy od tego.Żeby spełniły się wasze najskrytsze marzenia.Żebyście cieszyły się życiem i przeżywały nowe szalone przygody.Szczęśliwego nowego roku kochani <3 A no i oczywiście,żebyście dalej czytały moje opowiadanie z zaciekawieniem ;p haha
A co do rozdziału to mam nadzieję,że się wam podoba i mimo ciąży Lily nadal będziecie ze mną na blogu.Wiem,że nie wszystkim przypadnie to do gustu dlatego zrozumiem jeśli ktoś przestanie to czytać.
Jak zauważyłyście pewnie na nagłówku nie ma tak jak zawsze "Rozdział...".Z nowym rokiem przyszły nowe pomysły i teraz będę dodawała zamiast tego jakiś cytat z danego rozdziału,podoba wam się taki pomysł??
To jeszcze raz szczęśliwego nowego roku,a jaki macie plany na dzisiejszy wieczór?Ja siedzę w domu ;//