sobota, 28 lutego 2015

9"Spokojnie nic ci nie zrobię"

Nowy rok.
Nowe postanowienia.
Nowe doświadczenia.
Nowe miejsca.
Nowi ludzie.
Bardzo cieszy mnie ta perspektywa.Mimo tego,że jest już koniec stycznia,ciągle nie mogę przyzwyczaić się do tego,że mamy już rok 2018.Zaczął się on dla mnie dość dobrze.Pomimo tego,że na początku ciągle siedziałam sama w domu i nie miałam ochoty na nic.Na szczęście ten zły humor znikną gdy wróciłam do pracy.Styczność z ludźmi była mi bardzo potrzebna.Czasem sama siebie nie rozumiem,raz śmieję się z niczego,a po chwili mam ochotę ryczeć.Nikt nie zrozumie kobiety w ciąży.
Słońce zaczęło po woli wstawać,więc i ja musiałam się ruszyć z łóżka.Niechętnie,ale to zrobiłam.Jeszcze lekko zaspana podreptałam do łazienki.Musiałam przemyć oczy,żeby się do końca obudzić.Zimna ciecz na mojej twarzy od razu mnie ożywiła.Wytarłam ją miękkim ręcznikiem i od razu wróciłam do sypialni rodziców.Tam właśnie śpię od kiedy tu wróciłam do domu,w swoim starym pokoju nic na razie nie zmieniłam. Wszystko zostało w takim stanie,kiedy się kilka lat temu stąd wyprowadzałam.Za dużo nerwów by mnie to kosztowało.Opróżnianie szafy z ubraniami rodziców też było dla mnie ciężkie.Nie mogłam tego wszystkiego wyrzucić,więc zapakowałam do worów i wyniosłam do piwnicy.Gdy było już pusta zapełniłam ją swoimi rzeczami.
Gdy byłam już w pokoju,podeszłam do niej i zaczęłam wyciągać wszystkie swoje spodnie. Wciskałam się we wszystkie po kolei,jednak już kilka pierwszych par na mnie nie pasowało.Siłowałam się z nimi,aby zapiąć ten głupi guzik,ale nie dawałam rady.
-Trzeba by się wybrać na zakupy.Co nie mały.-Westchnęłam sfrustrowana i stanęłam przed lustrem w samej bieliźnie.Zmiana w moim ciele była już dość widoczna.Położyłam ręce na podbrzuszu i delikatnie gładziłam swoją skórę.Ciągle nie dochodziło do mnie co tak na prawdę rośnie w moim brzuchu.To było jak sen.
Ocknęłam się po chwili z zamyśleń i w końcu się poddałam.Zdecydowałam się ubrać leginsy,które jako jedyne na mnie pasowały.Wyciągnęłam jeszcze dość szeroki sweter i ubrałam się.

Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie czyli parę kanapek z serem i pomidorem.Włączyłam radio gdzie leciała audycja dotycząca zmian cen w nowym roku.Słuchałam jej zajadając się,a potem od razu wyszłam z domu.Wiał lekki wietrzyk, a słońce dość mocno grzało.Poranek wyjątkowo ładny,że aż chciało się żyć.Szłam z uśmiechem na ustach,z daleka mogłam wyglądać,jakbym uciekła z psychiatryka.Jednak w tamtej chwili miałam to głęboko.Mój humor był dobry i nikt nie mógł mi go zepsuć.Tak jak od miesiąca i tym razem powinnam otworzyłam sklep,gdyż pani Imogen wyjechała z rodziną na wakacje.Opowiadała mi jak jej drugi syn,wykupił im jakiś hotel na Hawajach.Wyjechali tam zaraz po świętach,a wrócili w weekend. Dzisiaj rudowłosa ma już być w pracy,bo do tej pory byłam sama w sklepie.Z jednej strony ciesze się,że w końcu ją zobaczę,bo szczerze mówiąc to się stęskniłam.Ale z drugiej, boje się że moja tajemnica się wyda i będę musiała jej wszystko o sobie opowiedzieć. Chociaż dobrze wiem,że nie powinnam jej okłamywać to boje się jej reakcji na moją sytuację życiową.Jednak ciągle mam nadzieję,że uda mi się to na razie jakoś ukryć,chociaż jest ciężko.Specjalnie ubrałam coś luźnego,by za szybko się nie domyśliła.Tak będzie lepiej.
Doszłam do budynku,ale coś było nie tak.Gdy chciałam włożyć klucz do drzwi,okazało się,że są one otwarte.W jednej chwili wszystkie moje mięśnie się spięły,a w głowie już miałam najczarniejsze scenariusze.Na szczęście miałam w torebce gaz pieprzowy,który szybko wyciągnęłam.Poważnie wystraszona uchyliłam cichutko drzwi.Zajrzałam do środka,ale nikogo tam nie zobaczyłam.Weszłam tam szybko i chwyciłam w drugą rękę wazon.Serce waliło mi jak oszalałe,a ręce się trzęsły.Wtedy z zaplecza doszedł odgłos tłuczonego szkła,a ja ze strachu lekko podskoczyłam.Ciągle przesuwałam się w tamtą stronę,aż w końcu weszłam do małego pokoju.Ujrzałam tam mężczyznę który nachylał się nad jakimś zbitym naczyniem.Chciałam podejść bliżej,jednak nie zdążyłam bo chłopak szybko wstał i odwrócił się w moją stronę.W tamtej chwili myślałam,że mam jakieś zwidy.Włamywaczem okazał się być Ed Sheeran we własnej osobie.Od razu przed oczami miałam sytuacje w której go poznałam.
"Siedziałam w swoim hotelowym pokoju na łóżku i czytałam Harryego Pottera,gdy ktoś wpadł do środka.
-Boże Niall co ty tu robisz?-Krzyknęłam gdy zobaczyłam blondyna siedzącego pod ścianą z jakąś mazią na głowie.
-Nic,nie przeszkadzaj sobie,wpadłem tylko zobaczyć czy żyjesz.-Powiedział zdyszany.
-No tak,właśnie widzę.-Pokiwałam z niedowierzaniem głową.Musiałam sprawdzić co go do mnie sprowadziło,dlatego postanowiłam wyjść z pokoju i zobaczyć co dzieje się na zewnątrz.
-Nie.-Usłyszałam tylko za sobą krzyk blondaska gdy otworzyłam drzwi.Niestety było już za późno,bo na mojej głowie wylądowało surowe jajko.Spojrzałam na sprawcę tego wszystkiego,którym okazał się być oczywiście Harry.Tylko on mógł wymyślić taki głupi pomysł.
-Ty...ty żałosny baranie.-Wydarłam się od razu.Chłopak zaczął się tylko głupkowato śmiać i rzucił się do ucieczki.Ja nie odpuściłam mu tak łatwo i zaczęłam go gonić.Biegłam za nim i ciągle krzyczałam.
-Harry ty jesteś chory psychicznie.-Wleciałam za nim do jakiejś garderoby,gdzie siedziało parę osób.
-Co ty jej znowu zrobiłeś?-Usłyszeliśmy głos Liama który grał na konsoli.
-Przecież ja nie wiem o co jej chodzi.-Udał głupka,a ja wkurzyłam się wtedy jeszcze bardziej.
-Taką masz już sklerozę.Może się do lekarza zapisz co?
-Nie na razie chyba nie jest ze mną tak źle.-Wyszczerzył się i stanął pod ściną z jednej strony pomieszczenia,a ja stałam na przeciwko niego.
-Lila odpuść mu.Patrz jak się biedak już zmęczył.-Zaśmiał się Louis.
-Nigdy,to jest taki debil.-Wydarłam się i sprintem podleciałam do bruneta.Ten tylko głupio się śmiał gdy rzuciłam się na niego i okładałam pięściami jego tors.
-Dobra koniec tej zabawy.-Liam zaczął mnie od niego odciągać.Nie dałam się tak szybko i nawet gdy ten trzymał mnie już na rękach,wierzgałam nogami próbując się wyrwać.
-No dzięki ci Liam.-Loczek jak gdyby nigdy nic usiadł obok nich,a mnie chłopak postawił obok telewizora.
-Ej co ty masz we włosach?-Pierwszy zauważył maź Andy.
-Spytaj się tego niedorozwiniętego człowieka.-Wskazałam na bruneta.
-Myślałem,że to Niall.No przepraszam cię.-Westchnął.
-To lepiej już nie myśl.Mam pełno skorupek we włosach.-Jęknęłam dotykając swojej głowy.
-Jajko?-Zaśmiał się z niedowierzaniem rudowłosy chłopak,którego skądś kojarzyłam.
-Chodź wydłubie ci je.-Wszyscy siedzący na kanapie zaczęli się śmiać.
-Oczy sobie wydłub.-Burknęłam rozczesując włosy palcami.Musiałam jak najszybciej ogarnąć ten chlew na swojej głowie.Chciałam stamtąd wyjść jednak gdy byłam już obok kanapy,Harry oczywiście musiał coś wymyślić.Nie zdążyłam obok niego przejść,bo wyciągnął przede mną rękę i pociągnął do siebie,tak,że spadłam nie tylko na jego,a także na chłopaka siedzącego za nim,którym był tajemniczy nieznajomy.Dopiero gdy leżąc na jego kolanach,przyjrzałam mu się bliżej poznałam kto to jest.
-Ej to prawdziwy Ed Sheeran.-Piszczałam podnosząc się z ich nóg.Mężczyźni słysząc moje słowa zaczęli się głośno śmiać.
-Aleś ty szybka dziewczyno.-Poklepał mnie po ramieniu loczek."
Tak dokładnie tak to wyglądało.
-Co tu robisz?-Powiedziałam gdy się ocknęłam.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.-Zaśmiał się.
-To nie jest zabawne.Kto cię tu wpuścił?-Podniosłam głos.Ten nie odpowiedział tylko pokazał mi klucze,a najdziwniejsze było to,że wisiał przy nich taki sam breloczek jak przy kluczach pani Imogen.Patrzyłam na nie,zastanawiając się co to wszystko ma znaczyć.
-No już się tak nie patrz.Tak to są właśnie te klucze o których myślisz.-Jego pewność siebie była bardzo dziwna.
-A skąd je masz?
-Hmm jak by ci to powiedzieć....
***

 17 Komentarzy=Następny rozdział

I jakie wrażenia?A co sądzicie o Edzie?? Według was jaką od odegra postać w opowiadaniu.Wiem,że rozdział miał być szybciej,ale nie mogłam nic wymyślić.Prawie cały napisałam dzisiaj.
Od poniedziałku znowu zaczyna się szkoła,więc nie wiem kiedy będzie następny rozdział.

Chciała bym też szczególnie podziękować mojej Olci która zawsze wierzy w to,że napisze coś sensownego.Jesteś kochana <3
Ale dziękuję też każdemu kto jest ze mną i czyta moje wypociny.Dziękuję <3
I mam jeszcze prośbę,czy anonimki mogły by się podpisywać.Tak będzie łatwiej ocenić mi ilu was tu tak na prawdę jest.Z góry wam dziękuję.

A i zapraszam jeszcze na 3 rozdział :)) http://here-are-dying-white-angels.blogspot.com/2015/02/rozdzia-3.html

piątek, 20 lutego 2015

8"Przepraszam cię maleństwo"


Na zegarze wybiła godzina 15:00 a w moich oczach automatycznie stanęły łzy.Parę lat temu o tej porze w domu było zupełnie inaczej.Mam krzątała się niespokojna po kuchni i kończyła robić świąteczny obiad.Tata nakrywał zazwyczaj do stołu w salonie i pilnował mnie,żebym nie zaglądała do prezentów.Bardzo dobrze pamiętam te dni,tamta atmosfera jest nie do zapomnienia.Tak mi przykro,że to już nigdy nie wróci.Dzień 25 grudnia jest w pełni dla rodziny i innej opcji nie ma.Wszyscy powinni być razem i miło spędzać czas.Cieszyć się w swoim towarzystwem i poświęcać uwagę bliskim osobą.A co ja właśnie robię?Siedzę w salonie pod kocem w dresie i swetrze mojego taty,ze stertą albumów porozrzucanych po całym pokoju.Na stoliku stoi dzbanek z sokiem pomarańczowym którym ciągle się opijam,a w tle lecą smętne hiszpańskie piosenki,których słuchała moja mama.Tak wygląda mój dzień.Jeszcze kilka lat temu nie przypuszczała bym,że to wszystko tak się potoczy.Jako mała dziewczynka myślałam,że takie święta będą miały miejsce co roku,a tymczasem rzeczywistość jest zupełnie inna.Zdałam sobie dzisiaj sprawę z tego,że nie mam już nikogo bliskiego.Może i to moja wina,ale nie chce mieć nic wspólnego z kuzynem,który mnie oszukał.Jednak muszę się przyznać,że coraz częściej myślę o tym jak by to było gdybym jednak się odezwała do chłopaków.Wtedy mogła bym też odnowić kontakt z rodzinką Josanów.Bardzo ciepię,przez to,że nie mogę się z nimi spotkać.Gdybym tylko do nich pojechała od razu wydało by się,że jestem w kraju.Teraz już sama nie wiem co mam robić.Przyjechałam tu z innym nastawieniem do tej całej sprawy,ale coraz bardziej wymiękam.Chciała bym coś zmienić,ale nie wiem czy odważyła bym się tak po prostu pójść do Louisa i powiedzieć "Hej kuzynie.Jestem na ciebie śmiertelnie zła,ale przyszłam bo czuje się samotna i potrzebuje towarzystwa"To na serio odpada,a innego pomysłu nie mam.
Wstałam leniwie z kanapy,bo musiałam skorzystać z toalety.Włączyłam światło na korytarzu,gdyż zaczęło się już ściemniać.Patrząc na cały ten pusty dom w oczach stanęły mi łzy.Czym prędzej przebiegłam do łazienki,a gdy z niej wychodziłam łzy lały się już ciurkiem.W salonie rzuciłam się na kanapę,jednak zrobiłam to chyba zbyt mocno,bo poczułam ukłucie w brzuchu.Szczerze mówiąc przestraszyłam się wtedy trochę.
-Przepraszam cię maleństwo.-Szepnęłam i usiadłam już łagodniej.Otarłam łzy i podniosłam lekko swoją koszulkę,głaszcząc swój brzuch.Przez ostatnie dwa tygodnie moje myśli coraz częściej krążą wokół dziecka.Muszę przyznać,że coraz bardziej wciąga mnie świat macierzyństwa.I coraz częściej przyłapuje się na gadaniu z małym.Po wizycie u pani doktor bardzo dużo się dowiedziałam,ale zdałam sobie też sprawę z tego,ile jeszcze rzeczy będę musiała się nauczyć.Koniec pierwszego,a początek drugiego trymestru ciąży niesie za sobą wiele korzyści,jak i następne problemy.Cieszy mnie fakt,że poranne mdłości już zniknęły,ale niedługo zacznie się co innego.A mianowicie mój brzuch.Perspektywa noszenia przed sobą ogromnej kuli,nie jest spełnieniem marzeń,ale na razie nie chce o tym myśleć.Gdy usłyszałam,że moje maleństwo dobrze się rozwija,byłam na prawdę szczęśliwa.Najważniejsze teraz jest dla mnie,by dziecko urodziło się zdrowe i niczego mu nie brakowało.Wiem,że tego nigdy nie dam rady mu zapewnić gdyż nie będzie wychowywało się w pełnej rodzinie,a to bardzo ważne.Czuje jakbym zabierała jemu cześć życia i źle się z tym czuję,ale teraz już nie ma innego wyjścia.Daniel nie nadaje się na ojca i wszyscy dobrze o tym wiemy.Kilka razy słyszałam jak mówił,że ma dopiero 21 lat i jest za młody na dorosłe życie.Nie wiedział co to jest odpowiedzialność,dla niego liczyła się tylko dobra zabawa i nic więcej.Od mojego wyjazdu minął już miesiąc a on dzwonił do mnie tylko kilka razy na samym początku.Ja oczywiście nie odbierałam,ale gdyby na prawdę mnie kochał to by nie odpuścił.Jest to dla mnie kolejny dowód na to,że nie jest to dobry chłopak dla mnie a tym bardziej dobry ojciec.
Myśl o tym wszystkim sprawiła,że nowa dawka łez wydostała się z moich oczu.Leżałam na kanapie dając upust złym emocjom,w wyniku czego przez następną godzinę ryczałam jak bóbr,co jakiś czas narzekając na swoje beznadziejne życie.Gdy skończyły mi się chusteczki,byłam zmuszona w końcu się ruszyć.Na dworze bardzo się już ściemniło dlatego zapaliłam dużą lampę.Musiałam na chwilę przymknąć powieki od rażącej jasności.Potem poszłam znów do łazienki na górę.Oparłam ręce o zimną umywalkę i podniosłam wzrok w stronę lustra.Nie wyglądałam za dobrze,aż sama przestraszyłam się swojego odbicia.
-Nie możesz tu ciągle siedzieć i się zamartwiać.-Nakrzyczałam sama na siebie.Szybko obmyłam twarz wodą i poszłam do szafy,z której wyciągnęłam ciepłe rzeczy.
Lekki wietrzyk targała moimi włosami,gdy przechadzałam się ulicami dzielnicy Londynu,w której mieszkam.Wszędzie było pusto,żadnej żywej duszy nie widziałam przez całą drogę,którą przebyłam.Jedynie lampy świecące się w domach,wskazywały na obecność ludzi w tym mieście.Gdy doszłam do dużego placu,na którym świeciło się pełno ozdobnych lampek,usiadłam na jednej z ławeczek.Z ledwością powstrzymywałam się od wybuchnięcia płaczem.Może to robi się już nudne,ale nigdy nie byłam w takiej sytuacji,a jedyne na co mam teraz ochotę to właśnie płacz.Nadal nie mogę uwierzyć,że w taki dzień jak ten jestem sama.Tam na tej ławce,w środku pustego miasta zdałam sobie z czegoś sprawę.
-To nie może tak dalej wyglądać.Może i oni nie zachowali się w porządku,w stosunku co do mnie,ale to moja jedyna rodzina.Muszę sobie z nimi to wszystko wyjaśnić.Jeżeli nie dla siebie to dla mojego dziecka.Nie chce,żeby miało tylko mnie,musi rozwijać się w towarzystwie ludzi.Nie może być samotnikiem,tak jak ja teraz.Nie pozwolę na to.

***

 15 Komentarzy=Następny rozdział

I jest kolejny rozdział.Jak się podoba??
Następny będzie pewnie we wtorek,jeżeli oczywiście piętnastu z was zostawi tu po sobie ślad kochani<33
I jeszcze pytanko :) W jaki sposób byście chcieli,żeby Lila spotkała się z chłopakami,albo tylko z jednym z nich??Jak wy sobie to wyobrażacie?

A i chciałam wam jeszcze przekazać,że zmieniła troche bohaterów.Więc jak ktoś jest ciekawy to zapraszam do zakładki Bohaterowie II ;))

niedziela, 15 lutego 2015

7"Wchodź"


-Dzień dobry chciała bym umówić się na wizytę.-Powiedziałam do kobiety po drugiej stronie słuchawki.
-Dobrze na kiedy?-Odpowiedziała mi.
-Najlepiej jak najwcześniej.-Powiedziałam spięta.
-Dobrze,chwileczkę.-Słyszałam jak przewraca kartkami.-Ma pani szczęście,właśnie jedna pacjentka zrezygnowała i Pani Goldenmayer ma jutro wolne o 13:30.Zapisać panią?
-Tak,była bym wdzięczna.-Odetchnęłam z ulgą gdy okazało się,że wolny termin jest tak szybko.Bałam się tej wizyty i chciałam ją mieć jak najszybciej za sobą.Pierwszy raz miała bym zobaczyć swoje dziecko.To na prawdę stresujący moment.Podałam jej jeszcze swoje dane i rozłączyłam się.Odłożyłam telefon na ladę a wtedy drzwi do sklepu się otworzyły.
-O jesteś już.-Uśmiechnęła się do mnie pani Imogen.
-No tak wyszło.-Rudowłosa poszła prosto na zaplecze,a ja wzięłam się za rozkładanie nowej biżuterii na półce.Ciągle z głowy nie mogło mi wyjść to co jutro ma się wydarzyć.Z jednej strony nie mogłam się doczekać,a z drugiej strony strach był tak wielki,nawet nie wiem z jakiej przyczyny.Po prostu się bałam.A czego?Sama nie umiem odpowiedzieć na to pytanie.Chciałam też jak najszybciej porozmawiać o moim wyjściu z pracodawczynią.Nie było to dla mnie łatwe gdyż w tym tygodniu już raz mnie nie było i miałam wyrzuty sumienia,że znów zostawię starszą kobietę samą.
-Proszę pani,mam taką małą prośbę-Spojrzałam na nią po chwili ciszy.
-Słucham cię.-Uniosła wzrok na mnie.
-No,bo hmmmm czy mogła bym jutro wyjść wcześniej.Umówiłam się do lekarza.?-Nie miałam odwagi spojrzeć jej w oczy.Bałam się jej odmowy.
-Oczywiście a o której?-Szczerze to zaskoczyła mnie jej reakcja.Ta sytuacja utwierdziła mnie tylko w przekonaniu,że to złota kobieta i miałam wielkie szczęście trafiając na nią.
-Tak o 12:30 bo muszę dojechać jeszcze do centrum.-Podniosłam wzrok ze swoich butów.
-A wiesz,że to się nawet dobrze składa.-Uśmiechnęła się chytrze.
-Już się boje.-Zachichotałam czekając na jej dalsze słowa.
-Mam nowe specjalne zamówienie.
-Specjalne?-Spytałam zaskoczona,na co rudowłosa się zaśmiała.
-Znajoma mojego syna często coś u mnie zamawia to może zawiozła byś jej tą biżuterie i wtedy nie musiała być już jutro przychodzić do sklepu.-W sumie ta propozycja nawet mi się spodobała.
-Dobrze,a o której ona będzie czekać?
-Umówiłam się z nią tak około 12.Dasz radę?
-Pewnie.-Pokiwałam głową i odwróciłam się w stronę półki.



-O cholera.-Krzyknęłam zrywając się z łóżka.Była godzina 11:15 gdy ja jeszcze spałam.Spanikowana wybiegłam z pokoju do łazienki po czym wlazłam szybko pod prysznic.Na początku puściłam za gorąca wodę przez co się poparzyłam,więc szybko odkręciłam zimną,przeklinając cicho pod nosem.Po nieszczęsnym prysznicu udałam się do pokoju,gdzie w samym ręczniku zadzwoniłam po taksówkę.Powiedziano mi,że będzie za 10 minut więc zaczęłam się ubierać w jakieś przypadkowe ubrania.Na koniec obejrzałam się w lustrze i stwierdziłam,że nawet nie jest tak źle i wyglądam w miarę jak człowiek.


Szybko zeszłam na dół gdzie z kuchni zgarnęłam tylko duże jabłko z kuchni,po czym ubrałam kurtkę i buty.Pędem pobiegłam do samochodu i podałam adres domu do którego miałam dostarczyć paczkę,która leżała od wczoraj w mojej torebce.W drodze zjadłam swój posiłek.Zerkałam co chwilę na telefon,sprawdzając godzinę.Miałam juz 10 minut spóźnienia gdy samochód zatrzymał się w bardzo bogatej dzielnicy,zaraz przy centrum.Zapłaciłam kierowcy pieniędzmi,które dała mi wczoraj rudowłosa.Długo upierałam się,że ich nie potrzebuje,ale pani Imogen ciągle stała przy swoim więc się poddałam.Stanęłam przed wielką bardzo okazałą willą.Pomyślałam sobie od razu,że ta dziewczyna musi być bardzo bogata,że stać ją na takie coś.Porównując jej dom z moim to miałam wrażenie,że mieszkam w jakimś garażu.Gdy się ocknęłam popchnęłam lekko furtkę i weszłam na dużą posiadłość.Czułam się jakoś nieswojo,miałam dziwne wrażenie,że nie powinno mnie tu być.Weszłam na zadaszony ganek i zadzwoniłam do drzwi.Po paru chwilach stanęła przede mną młoda dziewczyna.Miała jasne brązowe włosy,sięgające trochę za ramiona.Uśmiechała się do mnie od ucha do ucha swoimi pełnymi ustami.
-Hej to ty jesteś od pani Imogen tak?-Powiedziała od razu.
-Tak zgadza się.-Odwzajemniłam uśmiech.
-Wchodź.-Uchyliła bardziej drzwi i zaprosiła do środka.Dałam kilka kroków i znalazłam się w ciepłym pomieszczeniu.
-Jestem Sophia.-Podała mi rękę a ja spojrzałam się na nią zaskoczona i odwzajemniłam uścisk.Szczerze to trochę zdziwiłam się jej zachowaniem.Myślałam,że po prostu przekaże jej paczkę tak jak robiłam to przy każdym zamówieniu,a ona tutaj zaprasza mnie do środka i w ogóle.
-Lila.-Również się uśmiechnęłam.Dziewczyna słysząc moje imię jak by na chwilę się zamyśliła.Postanowiłam to zbagatelizować i zaczęłam wyciągać dużą kopertę z torebki.
-Pani Imogen mówiła,że już jest zapłacone.-Powiedziałam siłując się z pakunkiem.
-Tak zgadza się.-W końcu udało mi się opróżnić torebkę.
-Proszę.-Podałam z uśmiechem dziewczynie to co należało już do niej. 
-O dziękuję.Wiesz bardzo zależało mi na czasie,uwielbiam biżuterię pani Im i kupiłam to specjalnie na ślub mojej siostry a to już za dwa dni.-Sophia była bardzo sympatyczna.Byłam pewna,że właścicielka takiego domu to jakaś starsza zrzędliwa baba,a tu taka niespodzianka.
-Tak mi też bardzo podobają się te jej arcydzieła.-Zaśmiałam się.-To może ja już pójdę.-Odwróciłam się w stronę drzwi.
-Lila.-Usłyszałam za sobą głos.
-Tak?-Odwróciłam się gdy stałam już w wyjściu.
-Mam nadzieję,że się kiedyś jeszcze spotkamy.-Zaskoczyło mnie to i to bardzo.
-Ja też.To paa.-Powiedziałam zszokowana i wyszłam z posiadłości.Ta wizyta była bardzo dziwna.Oszołomiona szłam do furtki.


Chłodne grudniowe powietrze,drażniło moją skórę gdy od dobrej godziny przechadzałam się po parku.Pierwsza wizyta u lekarza wiązała się z takimi emocjami,że nigdy tego nie zapomnę.Gdy doszłam już do klinik,nie musiałam długo czekać,bo przemiła pani doktor od razu mnie przyjęła.Widziała,że jestem sama i ile mama lat,a mimo to nie zadawała niewygodnych pytań,których się bałam.Siedziałam u niej z dobre pół godziny.Tego dnia po raz pierwszy zobaczyłam swoje maleństwo.Mój stosunek co do tej całej ciąży i samotnego życia zmienił się o 180 stopni.Zaczęłam myśleć o istocie rozwijającej się we mnie inaczej niż dotychczas.Doszło do mnie,że jest to żywy człowiek,którym już nie długo będę musiała się sama zając.Wcześniej nie myślałam o tym w taki sposób.To była magiczna chwila.Mimo,że obraz nie był za wyraźny,a człowiek we mnie dopiero co się rozwija myśl,że to moje dziecko rozpierała mnie od środka.Może niektórym wydawać się to dziwne,mam dopiero 18 lat,jestem w 12 tygodniu ciąży i cieszę się z tego.Nie wszyscy na moim miejscu byli by zadowoleni.Od małego mówiłam,że kiedyś zostanę mamusią chociaż nigdy nie myślałam,że stanie się to tak wcześnie.Zdaje sobie sprawę z tego,że moje życie nie jest normalne i już nigdy nie będzie.Ona przecież jest za młoda,powinna się wyszaleć i korzystać jak najbardziej z życia,a nie pakować się w zmienianie pieluch.Może i jestem nienormalna,ale mam już dosyć imprez,używek i tego świata,chce stać się odpowiedzialna.Przeszłam już okres buntu i cieszę się,że mam to za sobą.To nie było normalne,że w wieku 14 lat zaczęłam palić,a potem było już tylko gorzej.Imprezy do białego rana,alkohol prawie każdego dnia,wagary i inne wybryki na które moim opiekunowie nie zwracali za bardzo uwagi.Czasami miałam wrażenie,że gdybym uciekła z domu to oni i tak by tego nie zauważyli.Ciąża w pewien sposób stała się ucieczką od tego wszystkiego.Miałam wątpliwości co do wyjazdu z LA,ale inaczej nie udało by mi się oderwać od dawnych przyzwyczajeń.Wbrew zdaniu innych jestem przekonana,że dam sobie radę.Nie wiem jak długo będę żyła z takim przekonaniem,ale oby jak najdłużej.Rozmyślałam tak siedząc na drewnianej ławce w dużym parku.Dookoła chodziło bardzo dużo ludzi może dlatego,że był to piątek i każdy zaczął już weekend.A święta Bożego Narodzenia,które miały być już za dwa tygodnie,wyganiały coraz więcej ludzi na świąteczne zakupy.Właśnie z tej przyczyny w ostatnim czasie nie wychodziłam na dwór.Tylko z domu do pracy i z powrotem.Niestety przyszedł czas i musiałam zmierzyć się z teraźniejszością.Święta to dla mnie bolesny czas.Od 5 lat nie obchodzę ich już tak jak kiedyś,powiedzmy szczerze w LA święta w ogóle nie były czymś ważnym.Libby i Georga i tak cały dzień nie było,a wieczorem siadali przy kominku i pili wino.Tak wyglądały ich święta.A moje?Hmmm...Siedziałam całymi dniami w pokoju oglądałam zdjęcia,stare nagrania i ryczałam,tak było co roku.Czasami też wychodziłam wieczorami na imprezy,żeby zapić smutek.A w tym roku?Nie chce w ogóle o tym myśleć.Po woli zaczyna doskwierać mi samotność,jedyna osoba z którą mam jakiś kontakt to moja pracodawczyni i pani w osiedlowym sklepie gdzie robię prawie codziennie zakupy.Czas,żeby coś zmienić.Nie wiem jak mam to zrobić,ale muszę w końcu wyjść do ludzi bo to siedzenie w domu po woli mnie wykańcza.
Wstałam z zimnej ławki i poszłam w stronę dużej żelaznej bramy.Mijały mnie szczęśliwe rodziny z dziećmi,zakochane pary i paczki nastolatków.Ulice przystrojone były różnorodnymi ozdobami,światełka w sklepowych witrynach był bardzo dobrze widoczne w ciemnościach popołudnia.Ludzie chodzili szczęśliwi z uśmiechami na twarzach,zachwycając się prezentami jakie udało im się kupić dla swoich bliskich.Kiedyś też chodziłam tędy z rodzicami za rękę,krzycząc jak bardzo podobają mi się lampki na choinkach czy lalki w sklepach,które zawsze chciałam dostać.Patrząc na to wszystko miałam ochotę wybuchnąć głośnym szlochem.

***

15 Komentarzy=Następny rozdział

I w końcu udało mi się dokończyć ten rozdział.Przepraszam,za taką długą przerwę.Ale mam dobrą wiadomość.Właśnie zaczęły mi się ferie więc następny rozdział planuje dodać w środę :)) Jeżeli będzie oczywiście odpowiednia ilość komentarzy :))
A wy już miałyście ferie,czy może dopiero macie tak jak ja??
No i oczywiście przepraszam za błędy.
A tak w ogóle to podoba się wam rozdział?
Dużo osób chciało by żeby pojawili się już chłopcy.Mam teraz dla was informację :)) Zespół nie długo się pojawi :))

I zapraszam też na nowego bloga gdzie niedługo powinien pojawić się drugi rozdział http://here-are-dying-white-angels.blogspot.com/