piątek, 22 stycznia 2016

16"Zostaw mnie"


W jednym momencie cały świat zaczął wirować.To kogo tam zobaczyłam sprawiło,że aż upuściłam torbę na podłogę.Moje mięśnie się spięły,a nogi stały się jak z waty.Stałam z wytrzeszczonymi oczami i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.Pierwsza myśl była taka,żeby po prostu stamtąd jak najszybciej uciec,niestety było to niewykonalne,ponieważ nie mogłam ruszyć się ani o milimetr.Czas stanął.
W mojej głowie pojawiły się wspomnienia.Na myśl od razu przyszła mi chwila,w której musiałam opuścić moją jedyną rodzinę i wyjechać na drugi koniec świata,oraz tyle złych myśli o tych mężczyznach,że nienawiść wychodziła mi chyba uszami.
Podeszłam wolnym krokiem do Louisa i El.Brunet wylewał z siebie łzy,tak samo jak jego dziewczyna.
-Nie płaczcie.-Przytuliłam się do nich.Gdy dziewczyna się od nas odkleiła,Louis niespodziewanie wziął mnie na ręce.Nogi oplotłam wokół jego bioder,a rękami trzymałam się jego szyi,głowę położyłam na jego ramieniu.
-Lou nie płacz.-Szeptałam mu do ucha.
-To ty też nie płacz,nie mogę na ciebie patrzeć,zaraz pęknie mi serce.-Wyszlochał.
-Spokojnie,chciałam ci za wszystko podziękować.Że postanowiłeś się mną zająć,może i było to pod przymusem,ale jednak trzeba mieć jaja żeby się na takie coś zgodzić.-Oboje się zaśmialiśmy.-Że zawsze mogłam liczyć na twoją pomoc.Za wytrwałość no i przepraszam,że czasami byłam nie do wytrzymania,ale teraz będziesz mógł już wypocząć.Kocham cię kuzynie i to bardzo.-Zakończyłam swoje gadanie i płakałam w jego koszulkę przez dłuższą chwilę.W końcu uwolniłam się z jego uścisku i gdy stałam już stabilnie na ziemi spojrzałam na płaczącą El.
-Kochanie wszyscy tu będziemy za tobą tęsknić.-Przytuliła mnie jeszcze raz.
-Ja za wami też.-Powiedziałam gdy brunetka mnie puściła i spojrzałam się na wszystkich.
-Nie chce wyjeżdżać i wszyscy o tym dobrze wiecie,ale jeżeli tak ma być dla wszystkich lepiej to nie mam nic do gadania.Przez ten miesiąc wszyscy zastępowaliście mi....mamę i tatę za co bardzo....wam dziękuję.Mam nadzieję,że....rodzice wam jakoś wynagrodzą te wszystkie trudy...tam z nieba.-Mówiąc o rodzinie zacisnęłam mocno oczy,żeby nie wylać przy okazji morza łez i co chwilę się zatrzymywałam.Gdy otworzyłam oczy,spojrzałam na te wszystkie twarze przepełnione bólem i smutkiem.Upuściłam mój wzrok na ziemie,a po chwili znów spojrzałam na ludzi w salonie.-Mam nadzieję,że nie zapomnicie o mnie za szybko.Kocham was wszystkich.-Po ostatnim słowie wybuchnęłam najgłośniejszym szlochem i płaczem jaki tylko mogłam z siebie wydusić.Przez to wszystko upadłam kolanami na panele.Ta sytuacja mnie przerosła.
-Lila.-Pisnęłam El.Liam z Zaynem od razu chwycili mnie za ramiona i posadzili na środku kanapy.
-Kochanie.-Objął mnie ramieniem Harry,wtuliłam się w niego.Nie mogłam opanować płaczu,a dźwięki szlochu dziewczyn wcale mi nie pomagały w uspokojeniu się.
W salonie Sophii siedział Louis razem z Liamem i Harrym.Wszyscy wyglądali tak doroślej,niż kiedy widziałam ich po raz ostatni.Zarost na ich twarzach dodawał im powagi,a ubrania też nie przypominały garderoby szesnastolatka.Wyglądali na zaskoczonych.Od razu wstali ze swoich siedzących miejsc i patrzyli się na mnie wielkimi oczami.Mierzyli mnie wzrokiem,tak samo jak ja ich.Chyba nie mieli pojęcia,że mnie tu spotkają.Miałam nadzieję,że to tylko jakieś moje urojenie,że tak na prawdę ich tu nie ma.Jednak gdy to oni pierwsi zainterweniowali widząc moje zachowanie,nie miałam już żadnych wątpliwości,byli prawdziwi.W głowie pojawiło mi się chyba najważniejsze pytanie mojego życia.Czego tak na prawdę chce?Być blisko z tymi ludźmi,czy nadal się złościć i nie odzywać się?Odpowiedź nie jest prosta.Raz mam ochotę przytulić się do wszystkich tak jak dawniej,a innym razem zabiła bym ich samym wzrokiem.
-Lila.-Słysząc ten sam głos,który po raz pierwszy usłyszałam 5 lat temu w domu dziecka,przez moje ciało przeszły ciarki.Automatycznie złapałam się za podbrzusze tak jakbym chciała obronić dziecko przed złem tego świata,a dokładnie przed ludźmi,którzy wyrządzili mi już kiedyś krzywdę.Wtedy też zdołałam odwrócić od nich wzrok i spojrzeć na dziewczyny.
-Co oni tu robią?To wszystko było zaplanowane.-Prychnęłam,gdy złączyłam ze sobą wszystkie fakty.Dziwne zachowanie Gemmy i jeszcze ta paczka,tylko dlaczego akurat tutaj.Co Sophia ma wspólnego z zespołem.Nie odważyłam się o to zapytać.
-Lila masz rację,ale to wszystko jest dla waszego dobra..-W tej chwili Gemmie przerwał Louis.
-Waszego?-Jego mina była bezcenna.-Ty jesteś w ciąży.-To było bardziej stwierdzenie niż pytanie.Wzruszyłam tylko ramionami.-I co pewnie wróciłaś tylko dlatego.Puściłaś się z kimś i teraz chcesz wyłudzić od nas kasę,bo nie masz nikogo innego.Trzeba było zostać w Ameryce,bo tu nie znajdziesz pomocy.-Jego ton był pełen jadu,słyszałam to i nie wierzyłam w jego słowa.W prawdzie ja też nie byłam w tamtej chwili przyjaźnie do niego nastawiona,ale nie obraziłam go,a on właśnie to zrobił.W oczach czułam tylko łzy,ręce zacisnęłam w pięści,a serce waliło mi jeszcze bardziej.Fala gorąca przeszła prze moje ciało.
-Pierdol się Louis.-Tylko to przeszło mi przez gardło.Nie spoglądając już na nikogo odwróciłam się i po prostu wybiegłam stamtąd,zatrzaskując za sobą drzwi od tego przeklętego domu.Biegłam kilka metrów przed siebie,ale moja kondycja przez ten brzuch nie była za dobra i musiałam zwolnić.Wtedy nikt mnie już nie widział,więc mogłam spokojnie wylać z siebie morze łez.Szłam i zamazanym wzrokiem wodziłam po chodniku.Nie miałam ze sobą nic.Moja torba została u nich w salonie na podłodze,a kurtka na wieszaku.Ale przez ten stres,w cale nie czułam zimna.Długo nie byłam sama.
-Lilka.-Nawet krzyk Harry za plecami,nie powstrzymał mnie od dalszej wędrówki.-Stój.-Po chwili dogonił mnie i złapał za ramię.Próbowałam się wyrwać,co nawet mi się udało.
-Zostaw mnie.Wszyscy mnie zostawicie.-Wydarłam się.W uszach ciągle brzmiały mi słowa Louisa.Paręnaście wyrazów,a tak potrafią skrzywdzić.
-Nie możesz być teraz sama,rozumiesz.
-No jakoś według Louisa powinnam być sama i to jeszcze w Ameryce.-Obróciłam się do niego,ledwo co widziałam jego twarz,gdyż obraz miałam cały rozmazany od łez.
-Nie martw się jego zdaniem,dla niego to też był szok,nie myślał nawet o tym co gada.Zobaczysz będzie tego żałował.
-Nie broń go.-Syknęłam.
-Wcale nie bronię,taka jest po prostu prawda.A teraz ubieraj się,nie możesz być teraz chora.-Dopiero wtedy zauważyłam w jego ręce moją kurtkę i torebkę.Założył mi ją na ramion,ale dalej trzymał moją torebkę.-No już mała,uspokój się.-Nie miałam już siły się z nim kłócić.Chciałam po prostu jak najszybciej stamtąd odejść.
-Harry proszę zawieziesz mnie do domu?
-Pewnie chodź.-Objął mnie ramieniem,nie wiem czy dała bym radę sama iść.Po chwili ujrzałam przed nami Liama.
-Lilka jak dobrze cię widzieć.-Słyszałam znów jego melodyjny głos.Tak za nim tęskniłam,a skoro tu przyszedł to chyba nie myśli tak jak Louis.
-Widzisz Liam się cieszy tak samo jak ja,że jesteś z nami.-Harry spojrzał na mnie pocieszająco,chyba miał rację.Czułam jak delikatnie puścił moje ciało,aby zaraz potem Liam mógł mnie przytulić.Odwzajemniłam gest,tak bardzo mi tego brakowało.Loczek zaczął kierować się w stronę swojego samochodu,a my szliśmy za nim.Li otworzył mi drzwi od samochodu i pomógł mi wejść.Już chciał zamykać drzwi gdy mu to utrudniłam.
-Liam chcesz pojechać z nami.-Tak szybko to powiedziałam,żeby się nie rozmyślić,nie wiem czy dobrze zrobiłam.
-Jeśli chcesz to z przyjemnością.-Uśmiechnął się do mnie,po czym obszedł samochód dookoła i usiadł obok mnie z tyłu samochodu.
-Tęskniłem wiesz.
-Ja też.-Powiedziałam chicho i odjechaliśmy.

*Liam*


-Kochanie możesz nam powiedzieć na co czekamy?-Zwróciłem się do Sophii,która nerwowo chodziła po pokoju z telefonem w ręce.
-Spokojnie za chwilę się dowiecie,a teraz przepraszam,ale muszę zadzwonić.-Wyszła z salonu.
-Stary coś mi tu śmierdzi.-Odezwał się Louis siedzący obok mnie.
-Ja też nie mam pojęcia co jest grane,kazała nam czekać no to poczekamy jeszcze trochę.-Westchnąłem i oparłem się o kanapę.Wtedy słychać było głos mojej dziewczyny zza ściany.
-Harryego jeszcze nie ma.-Mówiła przestraszona do telefonu...-No normalnie,musicie jeszcze trochę poczekać,on musi tu być,tak będzie lepiej.Weź coś naściemniaj jej jeszcze...Pa.-Starała się mówić cicho,ale my i tak wszystko słyszeliśmy.
-Czyli Harry też jest w to zamieszany.-Szepnął do mnie brunet,tak by kobieta nas nie słyszała.
-No na to wychodzi.Lou tu chyba szykuje się niezła niespodzianka.Soph dawno nie była taka nieswoja.
-Pewnie gdyby Niall był w Anglii też by go tu sprowadziły.-Lou miał rację,niestety nasz blondyn wyleciał wczoraj do Irlandii do rodziny i wraca dopiero za parę dni.Wtedy weszła do nas moja ukochana,usiadła na fotelu i trwaliśmy tak w ciszy,dopóki nie zadzwonił dzwonek do drzwi.Brunetka biegiem do nich poleciała i dość długo jej nie było.Z racji tego,że salon w naszym domu jest położony na drugim końcu niż wejście,nie było nic słychać.Dopiero gdy ktoś zaczął się do nas zbliżać,usłyszeliśmy głos Harryego.
-Siema.-Przywitał się z promiennym uśmiechem,byłem prawie pewien po jego zachowaniu,że wie co się tu szykuje.Wtedy po raz drugi dzwonek zadzwonił,czułem,że nasza ciekawość za chwilę się zaspokoi.Siedzieliśmy w trójkę w ciszy,co na prawdę rzadko się zdarza.Spoglądałem co chwile na twarze moich przyjaciół.Lou siedział zaparzony w podłogę,a Harry nerwowo ruszał nogą,ja natomiast patrzyłem prosto na wejście.Po jakiś może 4 minutach słychać było kroki.
-Ktoś idzie,czy teraz w końcu dowiemy się co to za tajemnica narodowa.-Odezwał się krótkowłosy.
-Spoko,za chwilę zobaczycie.-Uśmiechnął się Harry.Trochę mi to poprawiło humor,skoro jest radosny to pewnie to nie jest nic złego.W tej samej chwili w wejściu do pokoju stanęłam Sophia i Gemma,a za nimi jeszcze jakaś dziewczyna,której coś musiało wypaść,bo schyliła się i podnosiła coś z ziemi.Byłem ciekawy kto to jest,nie rozpoznałem w niej żadnej znajomej mi osoby.Dopiero gdy kobiety z przodu weszły głębiej do salonu,a brunetka z tyłu podniosła się rozpoznałem w niej dawno niewidzianą dziewczynkę.Teraz ta mała i krucha istotka już w żaden sposób nie przypominała mi dawnej Lily.Przed nami stała dziewczyna przypominająca już bardziej kobietę,jej twarz nie była już taka dziecinna,a sylwetka wiele bardziej zaokrąglona.Dopiero po pierwszym szoku jaki doznałem zauważyłem,jej odstający brzuch.Czy to możliwe,żeby mała słodka Lilka była w ciąży.Stałem i patrzyłem na nią jak na ducha.Ona chyba też nie spodziewała się nas ujrzeć,jej wyraz twarzy widocznie okazywał zdziwienie.Nawet nie wiem,w której chwili wstałem ze swojego miejsca na kanapie.Ocknąłem się kiedy Louis wypowiedział pierwsze słowo.
-Lila.-Ta wtedy złapała się za brzuch i byłem już pewien co do jej stanu.Odwróciła od nas wzrok i spojrzała na dziewczyny stojące obok niej.
-Co oni tu robią?To wszystko było zaplanowane.-Wypowiedziała to z pewną dozą złości,może nie była gotowa na spotkanie z nami.
-Lila masz rację,ale to wszystko jest dla waszego dobra..-W tej chwili Gemmie przerwał Louis.
-Waszego?Ty jesteś w ciąży.-Tak samo jak ja nie mógł w to uwierzyć,to był szok.Patrzyłem na nią jak tylko wzruszyła ramionami w odpowiedzi.-I co pewnie wróciłaś tylko dlatego.Puściłaś się z kimś i teraz chcesz wyłudzić od nas kasę,bo nie masz nikogo innego.Trzeba było zostać w Ameryce,bo tu nie znajdziesz pomocy.-Słuchając jego paplaniny miałem ochotę walnąć mu w twarz,żeby tylko się zamknął.Jak mógł tak jej nagadać.To nie był prawdziwy Louis.Dziewczyna zacisnęła ręce w pięści i już myślałem,że do niego podejdzie i zrobi to na co ja miałem ochotę,ale ona tylko wydarła się.
-Pierdol się Louis.-Jej głos rozszedł się po całym domu i od razu stąd wybiegła.Staliśmy chwilę oszołomienie i każdy miał ochotę zabić Louisa wzrokiem.Harry ocknął się najprędzej i wyleciał za nią.
-Louis ty idioto.-Warknąłem.Ten nic nie mówiąc usiadł znowu na kanapie.
-Coś ty narobił.Ona nie może się denerwować.-Odezwała się Sophia i podeszła do mnie łapiąc za dłoń.On dalej nic.
-Jesteś nienormalny.Ona tak się bała znów was spotkać,a ty jeszcze tak ją upokorzyłeś.-Krzyczała na niego Gemma.Byłem ciekawy skąd Lila się tu wzięła,chciałem z nią porozmawiać,ale ten pieprzony koleś musiał oczywiście ją zawieść i teraz pewnie nie będzie chciała się do nas odzywać.
-Kochanie pójdę zobaczyć co z nią.
-No pewnie idź.-Puściła moją dłoń i usiadła na kanapie razem z Gemmą.Ubrałem kurtkę i wyszedłem przed nasz płot.Obejrzałem się w lewo gdzie parę metrów dalej stały nasze zguby,a po chwili zaczęli kierować się w moją stronę.
-Lilka jak dobrze cię widzieć.-Nie wytrzymałem i gdy podeszli bliżej musiałem ją przytulić.
-Widzisz Liam się cieszy tak samo jak ja,że jesteś z nami.-Harry zwrócił się do dziewczyny i delikatnie puścił ,bym mógł ją uściskać.Ona odwzajemniła dotyk,ale nie odzywała się.Loczek zaczął kierować się w stronę swojego samochodu,więc z Lilą szliśmy za nim.Otworzyłem dziewczynie drzwi i trzymałem za rękę gdy wsiadała,pewnie ciężko jej robić to z tym brzuchem.Miałem zamiar zamknąć ją w środku gdy poczułem opór i jej głosik.
-Liam chcesz pojechać z nami.-Jej propozycja mnie trochę zszokowała,ale byłem też zadowolony,że jednak mnie nie olała.
-Jeśli chcesz to z przyjemnością.-Uśmiechnął się do niej i poszedłem usiąść obok.Wtedy wysłałem smsa do Soph,że jadę do Lily,by moja dziewczyna się nie martwiła.
-Tęskniłem wiesz.-Odezwałem się gdy już znajdowałem się w aucie.
-Ja też.-Powiedziała tak,że ledwo usłyszałem i odjechaliśmy.

***
8 KOMENTARZY=NASTĘPNY ROZDZIAŁ
I jest następny.Wiecie rozdziały będą jednak co dwa tygodnie,albo półtora,bo jak widzicie w tydzień się nie wyrobiłam.
Mam nadzieję,że rozdział się podoba,co o nim myślicie?Co sądzicie o rekcjach Liama i Louisa na powrót Lily?

sobota, 9 stycznia 2016

15"Musisz o siebie dbać"

Otworzyłam zaspane powieki i od razu spojrzałam na ekran telefonu.Miałam 5 nieodebranych połączeń.Na początku nie rozpoznałam tego numeru,ale gdy po chwili zdałam sobie sprawę do kogo on należy prawie spadłam z łóżka.Dzwoniła Franceska.Już tak dawno nikt się nie odzywał,że na pewno musiało się coś stać.Nie wiedziałam czy powinnam do niej oddzwonić czy nie.Bałam się tego co mogę usłyszeć,więc zrezygnowałam z tego pomysłu.Odłożyłam telefon i opadłam z powrotem na pościel.Nie miałam ochoty wstawać,mimo że słońce ładnie oświetlało już cały pokój.Jest początek marca i zapowiada się bardzo ładna wiosna.Na dworze robi się coraz cieplej i cała Anglia budzi się do życia.Powodem mojej niechęci jest dzisiejszy dzień jaki czeka mnie w pracy.Pani Imogem wraca do sklepu,co wiąże się z powiedzeniem jej całej prawy o sobie.Wie o dziecku,ale nie ode mnie,więc pora żeby zadziałać.W końcu zebrałam się i poszłam do łazienki.Umyłam się i ubrałam,po czym zjadłam coś na dole w kuchni i ruszyłam do pracy.
Szłam spokojnym krokiem po chodniku,zastanawiając się nad telefonem od Fran.Coś musiało być nie tak,że do mnie dzwoniła.Wiedziała,że chce zapomnieć o wszystkim co łączyło się z Ameryką,więc bez powodu by nie dzwoniła.Z zamyśleń ocknęłam się dopiero gdy dochodziłam przed sklep,a tam podjechał samochód.Zwolniłam,a wtedy z pojazdu wysiadły Gemma z panią Imogen.Nie widziałam się z dziewczyną od kiedy niespodziewanie odwiedziła Eda i mnie w pracy.Poczułam dziwne uczucie w brzuchu,ale szłam dalej.
-Dzień dobry pani.-Na widok starszej kobiety uśmiech sam się pojawił na mojej twarzy.
-Witaj kochanie.-Od razu do niej podeszłam,a ta mnie przytuliła.Długo się nie widziałyśmy,dlatego strasznie się za nią stęskniłam.
 -Cześć Lila.-Powiedziała młodsza dziewczyna.-No hej.-Odpowiedziałam bez entuzjazmu.
-Jak się pani czuje?-Spytałam z ciekawością.
-Dziękuje,już jest dobrze.Najgorsze minęło,ale chodzicie dziewczynki do środka.-W trójkę weszłyśmy do sklepu.Panowała między nami cisza.Ja poszłam na zaplecze,a one zostały w pomieszczeniu obok.Serce dość mocno mi waliło,gdy ściągałam kurtkę i wracałam do nich.Odpięłam jeszcze bluzę,gdyż zrobiło mi się bardzo ciepło.Stanęłam w drzwiach sprawiając,że wzrok kobiet spoczął na mnie.Nie zauważyłam,na ich twarzach zdziwienia czy czegoś podobnego.Po prostu stały i się uśmiechały,to dodało mi trochę pewności siebie.-Gratulacje Lila.-Odezwała się pierwsza rudowłosa.-Wiesz,że mogłaś mi powiedzieć od razu.-Uśmiechnęła się przyjaźnie.
-Bałam się,że pani mnie wyrzuci.-Ledwo co wypowiedziałam te słowa,przez wielką gulę w gardle.
-Oj nie ma się czego bać.Wiesz Lila może ci się to nie spodoba,ale wiem o tobie więcej niż myślisz.-Podeszła i złapała mnie za ramiona.Spojrzałam na Gemmę stojącą z tyłu.
-Z Harrym opowiedzieliśmy trochę o tobie mamie.-Słysząc to z jednej byłam zła,że gadają o mnie za moimi plecami.Z drugiej strony byłam in nawet wdzięczna,bo nie wiem czy zdołała bym sama wszystko opowiedzieć.Dzięki nim uniknęłam stresu związanego z tą poważną rozmową o swoim życiu.
-Na prawdę współczuje Ci śmierci rodziców.Przykro mi-Pani Imogen spojrzała mi w oczy.
-Mnie też.-Nie wiedziałam co innego mam powiedzieć.
-I nie martw się,nie wyrzucę cię z pracy.Wiem jak bardzo jej teraz potrzebujesz,a sklep bez ciebie nie mógł by funkcjonować,moja ty pomocniczko.-Zaśmiałyśmy się wszystkie na te słowa.
-Na prawdę dziękuję pani bardo.-Ścisnęłam kobietę,a ta odwzajemniła uścisk.
-A który to tydzień?-Spojrzała trochę w dół z uśmiechem.
-Już 25.-Pogłaskałam moje maleństwo.
-Kochanie musisz o siebie dbać.Żadnej ciężkiej pracy,żadnego noszenia pudeł..-Już chciała mówić dalej,ale jej przerwałam.
-Proszę pani,ale ja mogę pracować.Wszystko jest dobrze.-Uspokoiłam ją.
-Dobra,dobra.-Machnęła na mnie ręką i usiadła za ladą.Zaśmiałam się i odwróciłam w stronę drzwi by zmienić plakietkę z ZAMKNIĘTE na OTWARTE.Gdy się odwróciłam dwie kobiety patrzyły na siebie dziwnym porozumiewawczym wzrokiem.Zobaczyły,że się patrze po czym Gemma uśmiechnęła się do mnie i zapięła z powrotem kurtkę.
-Lila mamy nowe zamówienie,zapomniałam ci wcześniej powiedzieć.-Odezwała się rudowłosa.
-Nie ma sprawy,a na kiedy?
-O 13.-Powiedziała niesamowicie radosna,aż sama się zaśmiałam.
-To może ja po ciebie przyjadę,co?-Od razu Gemma zabrała głos.
-Spokojnie,dam sobie rade.Pojadę autobusem,nie rób sobie kłopotu.-To miłe z jej strony,ale nie chciałam zawracać dziewczynie głowy.
-Nie,pojedziesz ze mną.I tak muszę jechać dzisiaj do sklepu,bo Matt narzeka,że nie ma nic dobrego w lodówce,chociaż jest pełna.-Zaśmiała się w stronę swojej już prawie teściowej.
-Oj wiecznie głodny.-Pokiwała z rozbawieniem głową kobieta.
-Dobra to ja będę tak po 12.-Gemma pomachała nam jeszcze na pożegnanie i wyszła ze sklepu.
-A do kogo to zamówienie?-Zapytałam się siadając za ladą.
-Do Sophii,pamiętasz to ta koleżanka mojego syna.Byłaś już u niej.-Od razu przypomniała mi się ta przyjazna,uśmiechnięta brunetka.
-Tak pamiętam.Miła dziewczyna.-Spojrzałam na moją pracodawczynię.
-Tak jest miła.Mam dla niej parę rzeczy.-Wyciągnęła z torby małe pudełeczko i od razu mi je podała.Jak na biżuterie było dość lekkie.Wzruszyłam na to ramionami i schowałam je do torebki.


Jedziemy już od jakiś 20 minut nie odzywając się do siebie,a w tle leci tylko cicho muzyka z radia.Ruch jest trochę spowolniony przez korki.Patrząc się prosto w szybę zastanawiałam się jaki temat mogę poruszyć,by nie było już między nami tak napiętej atmosfery.
-To kiedy planujecie ślub z Mattem?-To jedyne sensowne pytanie jakie przyszło mi do głowy.
-Na początku czerwca.-Mówiąc o tym rozpromieniła się.Spojrzałam w jej stronę,zatrzymałyśmy się na światłach przez co ona też obróciła się do mnie.
-O to już niedługo.-Skomentowałam.
-Zostały 3 miesiące,a jest jeszcze tyle do załatwienia.Masakra.-Westchnęła,ale mimo tego uśmiech nie zszedł jej z twarzy.
-Poradzicie sobie na pewno.Twój narzeczony ci pomoże i dacie radę.-Zaśmiałam się.
-Wiesz Matt to najlepsze co mnie w życiu spotkało na prawdę.-Zaszczebiotała i ruszyła,gdyż zapaliło się zielone światło.
-Cieszę się.-Opuściłam wzrok na swoje ręce leżące na kolanach.W tamtej chwili zaczęłam jej zazdrościć.Miała wspaniałą rodzinę i narzeczonego.Jej życie potoczyło się tak jak powinno.A o moim to szkoda gadać.
-Lila twoja przyszłość też się jakoś ułoży,zobaczysz.
-Mam nadzieję.-Westchnęłam.Wtedy telefon dziewczyny zaczął dzwonić.Ta jedną ręką odebrała,a drugą trzymała na kierownicy.
-Tak?-Powiedziała do telefonu.-Co,ale jak to?-Starała się mówić cicho,tak jakby chciała żebym nie słyszała.-No dobra ok,ok.Pa.-Szybko się rozłączyła.
-Lila bo ten noo...-Jąkała się,jej zachowanie było dziwne.
-Hmm?-Mruknęłam i spojrzałam na nią.
-Muszę jeszcze zatankować.-Powiedziała szybko,jakby nagle dostała olśnienia.
-Dobra.-Po chwili zatrzymałyśmy się na pierwszej napotkanej stacji,stałyśmy tam może z 10 minut i ruszyłyśmy dalej.Po jakimś czasie zaczynałam poznawać okolicę,w której się znalazłyśmy.Okazałe domy,wielkie ogrody jednym słowem luksusy.Zatrzymałyśmy się przed domem,który już kojarzyłam.Na podjeździe stały tam dwa samochody,a przed płotem jeszcze trzeci.Wszystkie jak na moje oko musiały nieźle kosztować.Stanęłyśmy przy chodniku.
-Dzięki za podwózkę.-Odezwałam się otwierając drzwi.
-Nie ma za co.-Uśmiechnęła się przyjaźnie i też zaczęła wychodzić z samochodu.Zdziwiło mnie to trochę,bo myślałam,że tylko mnie podwiezie i pojedzie,ale nie odezwałam się.W końcu kobiety pewnie się znają,wiec Gemm chce ją odwiedzić.Kroczyłam za dziewczyna aż do wejścia.Zapukałam,a po jakiś 10 sekundach drzwi się otworzyły.Drobniutka dziewczyna,jaką była Sophia,stanęła w wejściu.
-Hej.-Pierwsza odezwała się moja towarzyszka.
-Cześć,wchodzicie.-Uśmiechnięta brunetka wpuściła nas do środka.-Miło cię znowu widzieć Lila.
-Mi ciebie też.Mam dla ciebie zamówienie.-Zwróciłam się do niej z uśmiechem,gdy ta zamykała drzwi.Odpięłam swoją kurtkę i bluzę,bo w domu było bardzo ciepło i zaczęłam szukać pudełeczka w torebce.
-Uhh,no przecież wkładałam to do torby.-Westchnęłam niezadowolona,nie mogłam go znaleźć w tym bałaganie,w torbie miałam dosłownie wszystko,taki mały śmietnik.
-Nie przejmuj się,może chodzicie do salonu,poszukasz na spokojnie.-Zaproponowała Sophia uśmiechając się po czym spojrzała porozumiewawczo na Gemmę,ale zlekceważyłam to.
-Ale nie chciała bym przeszkadzać.-Odpowiedziałam zakłopotana.
-No coś ty,to żaden problem.Zapraszam.Rozbierzcie się,bo strasznie tu ciepło.-Była taka miła.
-Dobrze,dziękuję.-Ściągnęłyśmy kurtki i powiesiłyśmy na wieszaku przy wejściu.
-Ślicznie wyglądasz.-Chyba była troszkę zaskoczona widokiem mojego brzucha,który wyraźnie się odznaczał spod odpiętej bluzy,ale w sumie przyzwyczaiłam się już trochę do krzywych spojrzeń w moją stronę.
-Dzięki.-Starałam się na uśmiech,ale nie wiem czy mi to wyszło.One poszły przodem,a ja dalej grzebiąc w torebce podążałam za nimi.W pewnym momencie usłyszałam jakieś,ciche,męskie głosy,gdzieś przed nami,ale nie przejęłam się nimi za bardzo.Kiedy moje towarzyszki się zatrzymały,przez nie uwagę,wpadłam na plecy Gemmy i niechcący upuściłam na ziemię mały notes,który akurat miałam w ręce.Schyliłam się po niego,a gdy się prostowałam dziewczyna odeszła na bok tak,że moim oczom ukazał się cały salon.W jednym momencie cały świat zaczął wirować.To kogo tam zobaczyłam sprawiło,że aż upuściłam torbę na podłogę.Moje mięśnie się spięły,a nogi stały się jak z waty.Stałam tam z wytrzeszczonymi oczami i nie mogłam uwierzyć w to co widzę.Pierwsza myśl była taka,żeby po prostu stamtąd jak najszybciej uciec,niestety było to niewykonalne,ponieważ nie mogłam ruszyć się ani o milimetr.Czas stanął.

***
Nie wiem ile razy musiała bym przepraszać,żebyście mi wybaczyli taką długą przerwę.Mam nadzieję,że ktoś tu jeszcze zagląda,bo mam zamiar kontynuować opowiadanie.Trzymajcie kciuki,żeby udało mi się pisać częściej:)Już mam napisaną połowę następnego rozdziału wiec reszta szybko pójdzie.
Jak myślicie kogo tam zobaczyła Lila?
Jeśli przeczytaliście ten rozdział to skomentujcie,błagam.Nie wiem kto tu jeszcze jest,bo jeśli nikt nie czyta  już opowiadania to nie będę go kontynuować:(
Im więcej komentarzy tym szybciej następny rozdział<3