środa, 9 marca 2016

17"Moja dziewczyna"

*Lila*

Do mojego domu jechaliśmy w ciszy,nie chciałam z nimi rozmawiać,chociaż byłam wdzięczna,że ze mną jadą.Samochód się zatrzymał,a między nami nadal była cisza.Szybko z niego wysiadłam i jak najprędzej pognałam do domu.Mężczyźni chyba byli zaskoczeni moją nagłą,szybko podróżą do drzwi,ale poszli za mną.Weszliśmy do środka,gdy nagle nie wytrzymałam i wybuchnęłam.
-Nienawidzę Louisa.Nie jestem żadną szmatą,żeby mnie tak obrażał.To,że moja ciąża to wpadka nie znaczy,że może mnie tak osądzać.Nic o mnie nie wie.Nie chce go znać.To wcale nie jest moja rodzina.Gdybyśmy byli spokrewnieni to na pewno by tak nie zareagował.-Krzyczałam opierając się plecami o drzwi,a dłońmi zasłaniając wilgotne od łez policzki.Nikt nie zdążył się odezwać,kiedy po dosłownie kilku sekundach poczułam ukłucie w brzuchu.Nie były to ruchy dziecka,tylko jakieś obce mi do tej pory uczucie.Złapałam się za bolące miejsce w strachu,że coś dzieje się z maleństwem.
-Boże Lila co ci jest?-Harry jako pierwszy podleciał do mnie i łapał tak,żebym nie upadła.Ledwo stałam na nogach.Kręciło mi się w głowie,prze co słabo widziałam.
-Boli.-Jęknęłam.
-Nie denerwuj się,wszystko będzie dobrze.-Uspokajał mnie Liam,gdy prowadzili mnie do salonu.Kiedy byliśmy już przy kanapie nic nie widziałam,nie miałam siły stać,runęłam na miękki materiał i odpłynęłam.Potem pamiętam tylko jakieś męskie głosy,których nie potrafiłam rozpoznać.Czułam jak ktoś mnie podnosi i kładzie na czymś twardym,a potem wynosi z domu.Wokół było głośno,czułam jak moje ciało się trzęsie.Nie wiem ile czasu minęło,ale nie dbałam o oto,nie wiedziałam gdzie się znajduje,nie byłam niczego świadoma.Nie straciłam całkowicie przytomności,ale nie potrafiłam też normalnie funkcjonować.

*Liam*

Dopiero co Lilka znów pojawiła się w naszym życiu,a już dzieje się coś nie tak.Zaraz po tym jak zaczęła się źle czuć zadzwoniliśmy z Harrym po karetkę.Leżała taka blada,krucha dziewczyna z odstającym brzuszkiem,a nam serce waliło.Nie odzywając się czekaliśmy jakieś 10 minut na lekarzy.Nie wiedzieliśmy co robić.W końcu rozległ się dzwonek do drzwi.Harry pobiegł otworzyć i po chwili w pomieszczeniu znaleźli się ratownicy.Wszystko działo się tak szybko,wzięli ją na noszę i wynieśli z domu.Dowiedzieliśmy się tylko gdzie ją zabierają i szybko pojechaliśmy z Harrym za nimi.

*Harry* 


Dojechaliśmy właśnie do szpitala,niestety były dość duże korki i jechaliśmy bardzo długo.Cały czas miałem nadzieję,że Lilce i dziecku nic nie będzie.Obiecałem,że jej nie zostawię i dotrzymam słowa.Ta dziewczyna nie może teraz zostać sama.Podbiegliśmy do recepcji,dobrze,że nie było tam dużo ludzi i nikt nas nie rozpoznał.
-Przywieźli tutaj jakiś czas temu Lile Thomson.Może mi pani powiedzieć gdzie jest?-Mówiłem na jednym tchu.
-Tak przywieźli ją,ale przepraszam kim Pan jest dla pacjentki?
-Jestem jej chłopakiem,proszę mi powiedzieć gdzie jest moje słoneczko.-Powiedziałem bez zająknięcia.Kobieta spojrzała na mnie,potem na Liama i w końcu w jakieś dokumenty.
-Korytarzem prosto do windy,drugie piętro sala 267.
-Dziękujemy-Odpowiedziałem szybko i ruszyliśmy w tamtym kierunku.Staliśmy w windzie,a kolega dziwnie na mnie spojrzał.
-Słoneczko?-Jego wzrok był dość wymowny.
-No co?Nic innego nie przyszło mi do głowy.Chciałem być wiarygodny.-Wzruszyłem ramionami,wcale nie przeszkadzało mi to określenie.W prawdzie to nie moja dziewczyna,ale jest taka słodka.
-Oj Hazza byłeś aż za bardzo wiarygodny.-Przerwał moje przemyślenia i bardzo dobrze,bo nie wiem co jeszcze głupiego mogło by mi przyjść do głowy.Przecież Lila to nasza mała kuzyneczka i to w dodatku w ciąży,nie mogę o miej myśleć w inny sposób.Winda się zatrzymała.Wyszedłem z niej jako pierwszy,miałem wrażenie,że przyjaciel za mną nie nadąża,gdy szedłem przez korytarz szukając odpowiedniej sali.W końcu trafiliśmy,nigdzie nie było żadnych lekarzy więc zapukałem cicho i po kilku sekundach weszliśmy.W pomieszczeniu stały cztery łóżka,trzy z nich były puste,a na ostatnim pod oknem leżała blada postać.
-Lila.-Powiedział jakby do siebie Liam.Gdy dziewczyna usłyszała jego głos odwróciła się.Była przytomna,tak bardzo ucieszył mnie ten widok.
-Ale nas przestraszyłaś.-Podleciałem do łóżka,a ta słabo się uśmiechnęła.
-Przepraszam,że to widzieliście.Nie musieliście przyjeżdżać,tylko zajmuje wam czas.-Jej głos był bardzo słaby,a zmęczenie malowało się na jej twarzy.Widać było,że mówi to na poważnie,nie mogłem tego słuchać.
-Lila słuchaj mnie dokładnie,bo nie będę się więcej razy powtarzał.-Jej mina stała się poważna,była jakby przestraszona.Nie chciałem tego więc od razu posłałem jej ciepły uśmiech i usiadłem delikatnie na krześle obok niej,łapiąc ją za dłoń.-Jesteś dla nas bardzo ważna.-Spojrzałem na Liama,który stał po drugiej stronie łóżka.-I musisz wiedzieć,że Cię nie zostawimy samej.Rozumiesz?
-Możesz na nas liczyć.-Dodał brunet.Widziałem jak jej oczy robią się szkliste.
-Hej nie płacz.-Wstałem i przytuliłem dziewczynę.
-Nie wiem co mam wam powiedzieć.Dziękuję.-Wydukała słabym głosem.
-Spokojnie nic nie mów,odpoczywaj.-W tej chwili drzwi do sali się otworzyły i wszedł starszy mężczyzna w białym fartuchu.
-Chciał bym porozmawiać z pacjentkom.Jeśli nie są panowie rodziną proszę o wyjście na chwilę.
-Panie doktorze jestem jej chłopakiem.-Nawet nie wiem kiedy te słowa opuściły moje usta.Czy zawsze muszę najpierw mówić,a potem myśleć.Spojrzałem przestraszony na "moją dziewczynę".Siedziała nieruchomo,a gdy wzrok lekarza spoczął na niej jak gdyby nigdy nic uśmiechnęła się szeroko.W końcu musiałem kontynuować teatrzyk,który zacząłem przy recepcji.
-Panie doktorze niech oni zostaną.-Ucieszyłem się,że mnie nie wydała.Chciałem usłyszeć co powie lekarz,martwiłem się tak samo jak Liam o dziewczynę i jej dziecko.
-W takim razie dobrze.Zrobiliśmy badania pani i dziecku,nie wykryto nic co zagrażało by waszemu życiu.
-Więc od czego to zasłabnięcie?-Zapytałem od razu.
-Stres to najczęstsze przyczyny chwilowej utraty przytomności w ciąży.Przez nerwy cały organizm jest osłabiony i nie funkcjonuje tak jak powinien.Nie wolno się pani przemęczać,zero stresów.Najlepiej gdyby ktoś przy pani zawsze był na wypadek kolejnych osłabnięć.Ktoś musi panią pilnować.
-Ale to nie możliwe mieszkam sama.-Od razu przerwała mu dziewczyna.
-To chyba czas żeby przyszli rodzice zamieszkali razem.-Uśmiechnął się przyjaźnie do Lily.Ta miała wyraźnie zmieszaną minę.
-Panie doktorze zajmę się nią i przysięgam,że nie zostawię jej samej.
-Mam nadzieję.Czekamy teraz na wyniki badań,zrobimy jeszcze USG,zostanie pani u nas przez jakiś czas na obserwacji.Za chwilę przyjdzie pielęgniarka i poda jeszcze jedną kroplówkę,po której powinna pani odzyskać siły.Teraz proszę odpoczywać.A pan niech dobrze zajmie się swoim dzieckiem i dziewczyną.-Ostatnie zdanie skierował do mnie i wyszedł.Nikt się nie odzywał,to było bardzo niezręczne.
-To może ja pójdę po coś do picia.-Zaoferował Liam,a my kiwnęliśmy tylko głowami na zgodę.Mężczyzna opuścił salę.
-Co to miało być?-Spojrzała z uśmieszkiem na mnie.Odetchnąłem z ulgą,gdy zaczęła cicho chichotać.Myślałem,że będzie na mnie zła.
-Myślisz,że dlaczego pielęgniarka na recepcji nas wpuściła?
-Oj ty geniuszu.-Kiwnęła śmiesznie głową,było widać jaka jest zmęczona.
-Ale wiesz,że ja to wszystko mówiłem na serio?
-Ale,że co?-Spytała zdziwiona.
-Przeprowadzisz się do mnie.-Powiedziałem pewnie,nie myślałem o tym wcześniej,ale gdy lekarz powiedział,że trzeba na nią teraz uważać,nie ma innego wyjścia.Mieszkam sam,mam duży dom,więc nic nie stoi na przeszkodzie.
-O nie.-Natychmiast zareagowała.-Mam gdzie mieszkać,po za tym mam pracę blisko.Na prawdę Harry dziękuję za dobre chęci,ale poradzę sobie.
-Masz zamiar pracować?
-No przecież nie jestem obłożnie chora,a po za tym jakbyś nie zauważył potrzebuje pieniędzy,muszę jakoś utrzymać siebie i dziecko.Nie jestem bogata tak jak ty.
-Ja też nie jestem.-Dziewczyna spojrzała z litością spod zmarszczonych brwi.
-No no.-Powiedziała sarkastycznie.
-No dobra.-Poddalem się.-Potrzebujesz czegoś?
-Skoro mam zostać to mógłbyś pojechać do mojego domu po piżame i jakieś ubrania na jutro?-Słabo się uśmiechnęła.
-Oczywiście Lila.To odpoczywaj,a my jedziemy.-Spojrzałem na Liama,który stanął w drzwiach.
-Lilka mam dla Ciebie wodę.-Mężczyzna postawił jej na szafce obok łóżka butelkę z wodą,a ja w tym czasie wstałem.
-Dziękuję Li.-Uśmiechnęła się i wtuliła bardziej w poduszkę,a powieki coraz bardziej opadały.
-Śpij malutka.-Liama pocałował brunetkę w czoło.Miałem nadzieję,że dziewczyna przez takie małe gesty zrozumie,że chcemy ją wspierać i być przy niej.Tak na prawdę w Londynie nie ma nikogo bliskiego.Nie wiem jak mogła tutaj żyć przez parę miesięcy w samotności,ja bym zwariował.
                             
   ***
               10 Komentarzy=Następny Rozdział

I w końcu jest,nie miałam na niego w ogóle pomysłu więc mam nadzieję,że jakoś to wyszło.Rozdział pisany cały na telefonie,dlatego przepraszam za błędy.Co o nim sądzicie?W następnych paru rozdziałach zacznie się dużo dziać obiecuję:)